Tara, Drina, Piva, Tara…

20 października 2018

— komu bije dzwon, Marcin Dzwon?

Okiełznać by wstępnie te całe Bałkany!

Jeśli nie całe …planowane – to choć aktualnie przemierzane. Przecinane w uroczo-upalne popołudnie niedzielne drogą wijącą się wśród wzgórz. Przechodzące w spektakularnie-dramatyczny poniedziałek.

Połapać się, ogarnąć, uporządkować. Lecz jak? Co przede wszystkim? Co nie?

Niekoniecznie konflikty, historię zbyt dosłowną.

– Tak, jak dwie dekady po „naszej wojnie” mała stabilizacja wydawała się większości najoczywistszym stanem bycia, wszędzie indziej ludzie mają prawo nie tylko pamiętać, analizować, przebaczać, przestrzegać innych, ale też żyć, wyprzeć, zapomnieć, nie być nagabywanymi.
Ludzie tutejsi – zwłaszcza młodsze, najmłodsze pokolenia mają prawo. A i ludzie cudzy – przyjeżdżający by odpocząć, zrelaksować się, zachwycić, zmęczyć w dech zapierających okolicznościach przyrody (i drogownictwa). Dać afirmację życiu, dać lajka odbudowie. A jeśli zanurkować w przeszłość – to wybiórczo. Na przykład kulturowo, wyrafinowanie-wysublimowanie.
Czyż przemierzane tereny nie są tego warte? Czyż ich potencjał nie jest aż-za-wielki dla wysmakowanych zauroczeń, eskapizmów?
Humanistycznych, sportowych, pięknoduchowskich…
Z odrazą dla wszelkich przejawów turystyki katastrofalnej…
Z dystansem dla karier reportersko-wojennych, nawet tych najlepszych (i co z nich wynikło).

Tyle, że…
Postanowić znacznie łatwiej, niż wykonać.
I im bardziej niektóre piękne-giętkie umysły chciałyby wybiórczości, oględności, obejść trudnych kwestii – TO naciera od początku.
Mocniej od wjazdu w Podrinije: bliżej lub dalej za rzeką widzisz, wyobrażasz sobie, zobaczysz jutro Srebrenicę z okolicznymi wioskami, Žepę, Fočę, Goražde
Wkrórce potem kampingowanie parkowo-narodowe. Poranek nad Zaowine, Perućac niedaleko w dole. A co znaczy Perućac?

Uchwyciło, trzyma. Doczytywanie trwa na dobre (i złe) po powrocie.
Medialne obrazy konfliktu (odbierane we wszystkich trzech krajach: Polsce, UK, Bawarii) powracają z całą mocą gdy muśnięta-doświadczona jest sceneria.

Uchwyciło, dusi, nic rozsądnego powiedzieć nie dając. Tylko odwieczne klisze o otchłanności ludzkiej natury, o wojnie i pokoju, dziele tworzenia przeplatającym się z dziełem niszczenia… erosie i thanatosie, miłości-nienawiści, miłosierdziu i zapiekłości — nieodłącznych-niezgłębionych aspektach ludzkiej natury i kondycji.

Dobrze, że nikt nie żąda udźwignięcia problemu od takich, co przyjechali na kilka dni, ślady kul zobaczyli tu i ówdzie (aż za wiele…). Niedorzecznością byłoby oczekiwać, iż mniemać co odkrywczego albo i nie mniemać będą o jednym z głównych ognisk zapalnych na planecie.

Zaczną więc od elementarza — połapmy się, uporządkujmy nazwy państw, autonomii, kantonów, walut (i czemu w Serbii ta jednoeurowa opłata pożegnalna?), granice pokrętne (z bardzo tymczasowymi budkami przejść), użytkowalność dróg i pieczar-tuneli nieoświetlonych przećwiczmy, nazewnictwem się ucieszmy. I hydrologią – światowej sławy i tą zmieniającą się w oczach, że mapa nie nadąża.

Pewniki:
Tara to górki i Park Narodowy w Serbii
Drina uchodzi do Sawy, wcześniej tworząc niesamowity kanion (Sawa do Dunaju).
Piva i Tara zlewają się w Drinę na granicy bośniacko-czarnogórskiej, obie pierwej żlobiąc kaniony dech zapierające…

Takie cieki okiełznać – duża sprawa!

Inne bulgoty niechże Bellowie i Szczerkowie sprawozdają, Kaplani demonizują, Radowie trywializują.

Zdjęcia: Pak4 (nd po Kruszedolu; Park Narodowy Tara; nieco Bośni; Czarnogóra) i basia

[16-17.9.2018: Serbia – Podrinije, PN Tara i Zaovine; Bośnia i Hercegowina – wzdłuż Driny Republika Srbska i kanton boszniacki; Czarnogóra: kanionem Pivy wzdłuż jeziora zaporowego Mratinje, kołowa wspinaczka w Durmitor (UNESCO)]

Jeziora Rovni nie ma jeszcze na mapach

Poniedziałkowy poranek i Zaowine, jezioro szczytowo-pompowe dla Perućac – zapory na początku kanionu Driny

Pięknie!

Droga nad Driną w BiH… kiedyś się poprawi

Czarnogóra. Musnąwszy rzekę Tarę wijemy się kanionem Pivy. Za chwilę tamtędy…

Z mostu…

Pivsko jezero

Kołowa wspinaczka

Plateau

Na Durmitorowe ponad-tysiącdziewięćset

Przełęcz. Tędy na Bobotov Kuk

Ilustracje – Pak4

Reklamy

Krušedol

18 października 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Monastery w Serbii układają się w swoiste zagłębia. Przewodnik poleca zagłębie nad Morawą, poleca też to sremskie.

W przeciwieństwie do kopalń i hut nie chodzi o zasoby naturalne, ale o wydarzenia mało naturalne. Nad Morawą istniało pierwsze państwo serbskie, to od Kosowego Pola. Belgrad to była wówczas północna granica państwa. Bo Serbię też historia przenosiła, choć inaczej niż Polskę.

Potem było Kosowe Pole.

Uprościłem.

Klęska na Kosowym Polu była autentyczna, ale nie oznaczała jakiegoś jednoznacznego kresu. Serbowie jeszcze przez dziesięciolecia próbowali się wyzwolić od Turków. Zresztą nie byli w tym tak zupełnie sami: mieli przykład Skanderbega; mieli też wciąż potężne Węgry, pod których opiekę mogli się udać*. I właśnie Srem jest tym ostatnim przykładem — miejscem ucieczki Serbów, ale i też ich pewnej autonomii w ramach królestwa Węgier. Oczywiście, póki i ono nie padło pod tureckim naporem.

Właściwie to znaczenie Krušedolu wyrasta właśnie w tym wojenno-naciskowym napięciu. Đorđe Branković — serbski despota (to nie ocena, to nazwa jaką nosił wówczas serbski władca) złożył koronę (czy diadem, a władał z węgierskiego nadania i serbskiej dynastii dzisiejszą Wojwodiną) i został mnichem Maksymem w monasterze Manasia. Ale… musiał ze Sremu uciekać, pod tureckim naciskiem. Miał uciec na Wołoszczyznę, choć tam do Turków też było blisko. Po kilku latach udało mu się wrócić, ale już nie w oryginalne miejsce — założył nowy monaster, właśnie w Krušedolu (1509-14). Spoczął tam jako święty, podobnie jak i święta jego matka Angelina.

Historia ucieczek się na tym nie skończyła. Szczęśliwie też powrotów. Dzięki temu zwiedzamy monaster w Krušedolu, a nie w Szentendre, dokąd mnisi uciekli przez Turkami. Wrócili stamtąd razem, wraz z Habsburgami, co widać — ten monaster oddaje klasyczne rozwiązania habsburskiej architektury XVIII wieku. Zresztą… to jest taki dość „zachodni” epizod serbskiej historii — w XV wieku serbscy dynaści zostali rycerzami węgierskimi, więc ze wschodnim chrześcijaństwem łączył się tu wcale zachodni obyczaj rycerski. A przynajmniej takaż zbroja…

Grobów Brankowiczów mnisi z sobą nie wywieźli — Turcy je zdewastowali, ale tradycja pochówków w Krušedolu pozostała, tak jak pozostała jednak pamięć po dwojgu świętych na początku dziejów założenia.


*) Na terenie dzisiejszej Serbii w walce z Turkami zginął Zawisza Czarny. Owszem, walczący w imieniu Zygmunta Luksemburskiego, króla (m.in.) węgierskiego, a biorąc pod uwagę logikę sojuszy, to zginął za wolność nie tylko Węgrów, ale i Serbów…

Zdjęcia: basia i Pak4

[16.9.2018: Kelebia. Novi Sad. Monaster Krušedol*. …]

Ilustracje – Pak4

Eliaszówka

16 października 2018

Rajd, rajd, sądecki rajd…

Na przełomie ustrojów wieszczono niekiedy, iż, gdy wymrą ostatnie dinozaury, ustanie w Polsce wędrowanie po górach.
No bo wicie, panocku… zeby nie ustało – trzeba schroniska dotować, jeden-drugi rajd zrobić (nie tylko studentom), na mecie beczke piwa postawić. I zeby jakosi młodych przekonać, zeby oni nie chcieli ino z akwizytorskimi teczuszkami latać. Bo wicie teraz ino ten markieting i markieting. Świata nie widzą poza piniondzem!

Na pewnym etapie prawie się spełniło.
Potem zaś nastąpił tendencji odwrót i ludzi powrót taki, że głowy zawrót.
(Więcej ich mamusia nie miała?!!!…)

Na szlaki wyrusza coraz więcej rodzin z małymi i bardzo małymi dziećmi. Grup niosących dumnie proporce małych miejscowości tudzież Towarzystw Wycieczkowych, jakie się tam zalęgły i szybko powstały. Pensjonariuszy uzdrowisk. Kijkowiczów weekendowych, emerytalnych i wszelkich innych, niosących dumnie najnowsze akcesoria mody… Lekko otyłych, pragnących zapobiec. Nienagannie szczupłych pragnących zachować. Właścicieli fotowypasów pragnących upolować. Pięknych dziewcząt pragnących popozować (nic, że nienaganny obrys ust korali, grzywa włosów dopiero co napuszonych, leginsy i neonowy podkoszulek wyglądają bardziej pro-fejsikowo, niż pro-górsko… – ważne, że jest trynd, co się kręci w tym a nie innym kierunku!)

Pomaga doprowadzenie przyzwoitych dróg-dróżek na wysokawe przełęcze i siodła. Pomagają wspominki narciarskie tudzież pamięć zimy. Jesień z dobrą, pewną, pogodą jej. Nowozbudowane i dawniejzbudowane wieże widokowe nie zaszkodzą… O szlaki dbanie, nowych trasowanie. Odznak wymyślanie, pieczątek diazajnowanie…

Zdjęcia: Pak4 (+ sb) i basia

[14.10.2018: Kosarzyska – Niemcowa – Wielki Rogacz – Obidza – Eliaszówka – Magurki – Kosarzyska. Ślad GPS.]

porankowe podejście na Niemcową

…świetlistości jego

a oto już legendarna chatka: ruch, dźwięki gitary…

…oraz klimaty…

widoki spod Wielkiego Rogacza

schodząc z Eliaszówki przez Magurki

Ilustracje – basia

Novi Sad – Újvidék

14 października 2018

Podobnie, jak w przypadku Suboticy*/Szabadki – co kto mówi na to piękne miasto, mówi o nim wiele. Aż za.

Przewodniki mówią-nęcą, by oba miejsca nawiedzić koniecznie jako oazy malowniczo-bogatej węgierskości na serbskim terytorium…
— Dobre sobie!
Po pierwsze primo – malowniczych, w skupieniu zwiedzonych madziarskich miast (słusznie- i niesłusznie-państwowych) było u nich w przeciągu pięciu ostatnich sezonów taki dostatek, że… nad Szabadką nawet bardzo się nie zastanawiali.
Może kiedyś. Przy okazji małego od-madziarskiego odskoku.
Nic, że centrumek ładny ponoć – takich czterouliczkowo-odrobionych zjaw spotkasz setki.
To zaś, co widać z okna tranzytowicza nazwiesz przeciekawie-przygrancznym burdelem (kogo oczka zakłuły, niech wymówi i przeczyta po słowacku!),
…względnie rozlanym wszech-ulicznie bazarem przygranicznym
– smakowitością dawno nie widzianą.
Poza tym równina, inne znaki piśmienne, drogowe, klepiskowy upał…
…orzeźwiające jeziorko, co mówi przeważająco po węgiersku.

I tyle ją widzieli! (Póki co…)

Dojechawszy przez „spichlerz Bałkanów” nad Dunaj i pod pasmo Fruška gora, czyli do Nowego Sadu – nawet ci, co się z Uj- i innymi -videkami starociowymi nie zaprzyjaźnili, łatwo doczytają (względnie im p. przew. powie), iż (wciąż) niezupełnie w Serbii są, a w Wojwodinie autonomicznej (jakoś-tam). Lecz w obrębie owego jakoś-tam zapamiętają może o mocnej w tych okolicach pieczęci serbskiej kultury. Przez lata – czytaj: za Habsburga, za Węgra. Matica srbska to tu, i nieprzypadkowo. Takoż ateńskie przydomki.

W okrojonej znacznie poniżej ambicji Serbii współczesnej nie sztuka być drugim miastem po stolicy kraju. Ktoś powie, że za znaczenie to, za rozmiar i rozmach zapłacono nieproporcjonalnie dużo podczas nalotów 1999…
Od tego czasu jest tylko lepiej i piękniej. Oby jak najdłużej.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[16.9.2018: Kelebia. Novi Sad*, …]

węgierskości?

wiemy, gdzie robią takie dachóweczki…

klimaciki Europejskiej Stolicy Kultury 2021

twierdza Petrovaradin

Ilustracje – Pak4

Kelebia

12 października 2018

czyli piękny umysł, święty umysł

– nadchodzi wieczór

Wskazówki drogowe na Mindszent* prowokują żarty dwu-językowe. Gdyby lepiej znali-byli węgierski, daliby się sprowokować dogłębniej, ale jez-jag-jez – podróże kształcą, także lingwistycznie (podświadomościowo, emocjonalnie, co zechcesz!), tylko podręczniki nie zawsze na tej półce…

– potem noc

Się-zmierzcha tuż przed przełomem lata i jesieni rozczarowująco wcześnie. Także w tych szerokościach. Pobyliby dłużej w Segedynie, pobujaliby (się a potem PT Czytelników) tu i ówdzie, tym i owym…
Lecz cóż. Nie czerwiec to, a wrzesień już. Węgierska równina słońcem spalona. Krzaki, gęste-kolczaste krzaki, poprzecinane niewyraźnie odchodzącymi dróżkami piaszczystymi. W głębi tanya jedna, druga… jedna od drugiej odizolowana przestrzennie.
Oni też odizolować potrafią arkadyjsko-nokturnalną malowniczość cykadowo-księżycową od mar i schematów myślowych starszych i nowszych, literacko-publicystycznych… przygranicznie-historycznych tudzież ahistorycznie-anachronicznych… kotłujących się łagodnie, nieproblem dla zmęczonych, wcześnie pobudzonych.

– po niej poranek, dzień drugi

Turysta, wybrawszy te a nie inne kierunki, style podróżowania, spodziewa się doznań nietypowych, wglądu w sprawy i rzeczy daleko bogatszego, niż przytrafi się albo i nie masowemu autokarowiczowi…
Nawet eerie, bizzare
Prawie-oczekuje, że umysł będzie chciał go zwieść na manowce (a on się nie da)… Szlaku zwodzącego a nawet zwodniczego (lecz mapy są, dżipiesy w komplecie), samochodu zaw… (nieee, apage!)

Kiedy, jak nie w tak piękną wczesną niedzielę zaobserwować własnoocznie przejawik jeden czy drugi przemytu ludzi przez notoryczną granicę?
O, mówisz i masz! — Pustą cierniście zakrzaczoną dróżką maszeruje kobieta z plecaczkiem. Za dwukilometrową chwilę na spotkanie idzie wysoki, też z plecakiem i w kamizelce wędkarsko-kuloodp. – To będzie to!

– nastaje…

Gdzie lepiej poddać się podobnym figlom i psikusom, niż w okolicach i na terenie wsi podzielonej w 1918 pomiędzy dwa kraje? …Która teraz drzwi do węgiersko-stronnego kościoła katolickiego otwarte ma (termin mszy akuracik dla podróżujących!) a za chwilę metaforycznie otworzy wrota ku państwu jeszcze nieodwiedzanemu, nieco wciąż zdemonizowanemu w pewnych kręgach… i umysłach na tyle wysezonowanych, iż doskonale pamiętają podział ról na scenie tutejszej… czyli w latach 90. – światowej.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[16.9.2018: Kelebia/Kelebija, …]

w kościele katolickim Kelebii… w Kelebiji, jeśli zechcemy, znajdziemy takowy też… (Pak4)

Szeged

10 października 2018

Papryka, zupa rybna, salami
Wielka powódź… (1879)
Trzecie miasto Węgier
Centrum regionalne…
Uniwersyteckie… (tu przeniesiono w 1921 słynny Uniwersytet Kolozsvár)
Rzeka, malowniczość…
Zabytki liczne

…Szeged Idea…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.9.2018: Dojazd. Solnok. Szeged*]

nad Cisą

dinozaury nie całkiem wymarły (pod Móra Ferenc Múzeum)

najstarszy zabytek miasta – Wieża Dömötör (XII, XIII wiek)

neoromańska katedra – Kościół Wotywny (Dóm Templom)

Ilustracje – Pak4

Szolnok

8 października 2018

Najzwyczajniejsze zwiedzanie przystankowe

Najzwyczajniej uroczego miasta węgierskiego:
Płasko, kwiatki na klombach w obfitości i zadbaniu, parki z rosariami gdzie trzeba (tudzież zupełnie-nie-całkiem przekwitłe); większy ciek przepływa leniwie, a może i uchodzi do innego, jeszcze większego, leniwszego…
Duszno-lepko-ciepło-kontynentalnie, zwłaszcza po wyjściu z dobrze klimatyzowanego auta, gdy ostatnie się-zjednoczenie z klimatem właściwym przemierzanym stronom miało miejsce gdzieś w Matrze (domniemanej? rzeczywistej?) a wyruszenie z domu umilił rzęsisty zimny deszcz.
Ospale z nieodłącznym elementem krajobrazowym ociężałych sprzątaczy pracujących, przemieszczających się… bądź (najczęściej) odpoczywających cieniście-papierosowo-napitkowo – grupowo.

Niezwyczajnie typowego węgierskiego miasta:
Ma nowoczesną kładkę pieszą przez (dużą) rzekę, trochę ekscentrycznej architektury na dodatek do najprzenajbardziej-specyficznie węgierskiej… ma regularnie-monstrualne pomniki bohaterów i gustowne – wszelkiej maści twórców kultury (nie jedyni nieco zazdrościmy Węgrom tej krajobrazowej czci dla kultury)… ekscentrycznie siarką zajeżdża, bo jak inaczej by ludziszcza zajeżdżały do furd gdyby resztek ich (wód nie ludziszcz) przez fontanny nie przepuszczano i kolejnych nie wabiono?
W środku państwa obecnego na równinie rozłożone, od Budapesztu mało-wiele oddalone. Na tyle mało, by Muzeum Lotnictwa Węgierskiego z sensem pomieścić się dało. Wolelibyśmy co prawda muzeum marynarki węgierskiej, ale że nam Kompan na świeżo przypomniał, jak to z ich niektórymi jednostkami pływającymi było… a wstęp do „Gulaszu z turula” znamy prawie na pamięć, tak nam się udał… – to nie będziemy udawać większego ignoranta, niżeśmy naprawdę som, ino podejrzymy co się da ze zdezelowanej-zdemobilowanej bratańczej floty powietrznej. Przez drut kolczasty podejrzymy i szybę (mniemamy, iż wzmocnioną), kieszeni naszych nie osłabiając, czasu uszczknąwszy tylko trochę… leciuteńko, na paluszkach.

Boć, jako się rzekło, zwiedzanie to najzwyczajniej przystankowe – niezagłębiające się niebezpiecznie w tematy i problematy…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.9.2018: Dojazd. Szolnok*. …]

Ilustracje – Pak4

Niby

6 października 2018

wyruszyć chcesz w nieśpieszną podróż wspomnieniową —

– a tu rzeczywistość… nie, nie skrzeczy. Przeciwnie – wabi, urzeka, przykuwa, zaklina.
Nawet w weekend taki jak ten: stacjonarny, wypełniony zupełnie innymi zatrudnieniami, niż podróże, podboje, pejzaże, pagóry.

W południe, wyszedłszy na zakupy, natknęli się na maratony, masowe korzystanie z świetlistości i temperatur przełaskawych oraz… na samego-ci Przewodniczącego Tuska przechodzącego w ciasnym otoczeniu mediów, ochroniarzy i dworzan z Rynku Głównego 25 (Konferencja org. przez bpa Pieronka) pod Ratusz (konferowanie z tłumem autorstwa Róży Thun and co.)

Po południu, wyszedłszy na Zakrzówek na jabłka, natknęli się na okoliczności przyrody tak urocze, korzystanie z świetlistości i mega przełaskawych temperatur tak masowe… jabłek otrzęsionych i nie takie zatrzęsienie (we wszelkich gatunkach starszych i nowszych…)

Okej, nie nawijajmy więcej! Kto ma czas czytać nawet i tyle w weekend tak cudny, jak niniejszy?!

Zdjęcia: Pak4 i basia (Tusk i Zakrzówek)

[6.10.2018: sobota zakupowo-politycznie-spacerowa ;-/]

Ilustracje – Pak4

Na południe!…

5 października 2018

Główny wyjazd wakacyjny 2018 wypadł znacząco później, niż w poprzednich latach.
Tym ważniejszy był kierunek (wyboru spośród kilku opcji dokonano w ostatniej chwili): możliwie nieefekciarski, z potencjałem wędrowniczym, w miarę ciepły i „pewny” pogodowo.

Wiele powiedziano i napisano o magii południowych ciążeń, o pędzie człowieka północy ku palmom, balsamicznościom, granatom i figom prosto z drzewa.
Dawniej do wód, kurortów, zimowego hajlajfu nad morzem, zatoką, na riwierach wszelakich… teraz w wycieczkowo-wczasowej masówce pobytowej bądź objazdowej… względnie w równie mocno widocznej romantyczn(aw)ej włóczędze „gdzie oczy poniosą”, dokąd kolejny horyzont skusi, kolejna niegdyś-nieprzekraczalna, teraz bajecznie-banalnie-łatwo dostępna granica imperatywem przetestowania zawoła.

Sprawdź to sam!… Doświadcz!… Zobacz, co jest po drugiej stronie!…

Chwytania „ostatnich” promyków mocnego słonka doznaj, letnio-jesiennie poobserwuj trawę zdeptaną przez szczytowosezonowych turystów i lokalsów… – resztki trawy, wiecznej jak w „Dezyderacie”. Bądź świadkiem odradzania się, zrywania do przedzimowej glorii zieloności rozmaitej.
(Nb, zauważ: w tym roku pamiętnym nawet nasze powściągliwe forsycje, magnolie, kasztanowce… banalne kwiecia truskawek, poziomek, a też mlecze, jaskry, fiołki… – one wszystkie postanowiły śmignąć pod niebiosa i zakwitnąć po raz wtóry – na Stulecie to, czy może na Start? ;p)
Świadkiem zrywania się boreaszy też być możesz – zechcesz czy nie zechcesz.

Wytęż i nastrój oczy, uszy… Nos też, mimo przeziębienia.
Wyobraźnię. Ciało całe. Mózg takoż – nawet jeśli nie do końca przygotowany i zogniskowany na tematach z powodu tych wszystkich dystrakcji, przez które (a może właśnie dzięki którym?!) wyruszasz w ostatnim możliwym momencie…

W drogę! Na szlak!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.9.2018: przez Poprad, Telgart, Murań, Tiszowiec, Rymawską Sobotę, Salgótarján, … ]

Rano na wyścigi do samochodu – leje… Tatry już jednak przebijają się…

W Murańskiej Płaninie wszystko okej. Wyruszywszy nieco później, niż moglibyśmy – podziwiamy bardzo znajome kąty bardzo za dnia (a nie wczesnym rankiem, jak 2 lata temu w drodze do Oradii…)

Na południe my, wracają oni

Jeszcze Słowacja…

Ilustracje – Pak4

Powróceni…

2 października 2018

a pogoda trwa
grzech nie chwytać dnia!

choć oczka pieką z rana
z powodu niedospania –
górsko-nocnego kierowania
i choć Las Wolski to nie Pol’ana … …

Zdjęcia: Pak4 i basia

[30.9.2018: z domu na Sikornik, następnie Las Wolski szeroko clockwise (Zimnym Dołem tam, Poniedziałkowym powrót)]

wielka pętla wolska – kompletna teamowo… (Pak4):

z Kopca Piłsudskiego widoki były ostre i liczne… (Pak4):