Pogranicznie

24 lipca 2017

Z 1988 pamięta się terenowe przyswojenie i utrwalenie nazwy Hrebenne. Oraz przeprawę terenową Siedliska – Werchrata; jedyny odcinek nieasfaltowy, stąd poprzeprawowe pieczołowite czyszczenie łańcuchów z piasku (naftą i pędzelkiem, wedle porad vademecum turysty-kolarza).

Że dziewczyny ważyły sobie superbliską granicę i (tępiejące) pazury wschodniego sąsiada znacznie lżej, niż stan ich stalowych rumaków – to jakoś oczywiste. Tym oczywistsze było tym razem podjechanie na sam punkt graniczny, by skonfrontować realia z medialnymi mitami. – Natenczas kilka tirów czekało, ale gdzie jej-kolejce do… ubikacji rozstawionych daleko wgłąb terytorium Rzplitej Najjaśniejszej Naszej! (Dzień jasny jak malowanie, choć niekoniecznie jak niektóre obrazy lubiącego te strony Adama Chmielowskiego).

Chcąc odskoczyć w Siedliskach do słynnych skamieniałych pni sekwoi trzeciorzędowych (kilkaset metrów od samochodu zaparkowanego przy wzruszająco oldskulowych sztachetach, obok wiejskiej przelotówki), zoczyli doskakujących (na wzruszająco oldskulowych motocyklach) dwóch pograniczników. Ci zagaili jak Słowacy pod ukraińską granicą AD 2014 – „Czy to państwa pojazd”. Potwierdzenie. Dokumenty. Zainteresowanie, z jakiego powodu wymiana dowodu – elementarne sztuczki psychologiczne trenują, czy co?… Żeby rozwiać wątpliwości władzy w kwestii zagrożenia naszego własnego dla obronności państwa własnego bądź cudzego – najlepiej sprawnie odegrać nieszkodliwego wariata (jakim się wszak w istocie jest). W tym przypadku oznaczało to skwapliwie-łapczywe zasięgnięcie języka w temacie czasów oczekiwania na przekraczanie w tę i wewtę, tu i tam a nawet w Bieszczadach, stanu dróg po tamtej, mentalności onych (a o mentalnościach to oni by zaskakująco chętnie i non-PC).
Oni się przekonali z pewnością, że oni nie zagrażają a drudzy oni powzięli wiedzę, której nie zawahają się użyć (choć nazwy małych przejść granicznych wyleciały z pamięci po pięciu sekundach ;-/)

Bo pejzaże, siarką woniejące uzdrowisko (przed laty przyciągające lwowian, wcześniej nawet Marysieńkę Sobieską wraz z małżonkiem) a zwłaszcza cerkwie i klimaty wschodniego obrządku – wszystko oczywiście piękne. Smętnym pięknem, gdy podupada… lub gdy przyplącze się konstatacja, jak głębokie muszą być tu wciąż niektóre rany lat 40. XX wieku, skoro tak pieką, iż odczuć to musi większość uczestników grup oprowadzanych – dzień po dniu, po dniu, po dniu – po obiekcie UNESCO.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[16.7.2017: Rezerwaty Szum i Na Tanwi. Józefów. Narol. Wola Wielka. Hrebenne. Siedliska. Werchrata. Horyniec Zdrój. Radruż, cerkiew UNESCO]

Szum i huk

22 lipca 2017

– to szmery

Licealna fizyczka nie mogła wyjść z podziwu, jakim cudem wybuchnęliśmy chóralnym śmiechem podczas dyktowania przez nią tej rozrywkowej definicji.

W trakcie i po poprzedniej bytności długo nie mogłam wyjść z podziwu nad szumami na roztoczańskiej Tanwi, ich wyciszaniem się w ledwie-szemrzenia, by za chwilę zintensywnieć na kolejnych progach… nad wczesnoporanną wędrówką wzdłuż potoku Jeleń (szum przechodzi w wodospadowy huk)… sielskością rzek, jezior, od Sopotu do Morskiego Oka, od Wieprza po Rudkę.

AD 2017 roztoczańską wczesnoporanność odtworzył spacer rezerwatem potoku o eponimicznej nazwie Szum. – Ptasiość rozświergolona jak w maju, parujące wody, uroczyska, przypomina się prześladowczo mickiewiczowskie
dalej co krok czyhają niby wilcze doły
małe jeziorka trawą zarosłe na poły
tak głębokie że ludzie dna ich nie dośledzą
wielkie jest podobieństwo że diabły tam siedzą
woda tych studni sklni się plamista rdzą krwawą…
etc., etc.

Później idealnie oświetlone progi Tanwi, ruch niedzielny na tyle spory, aby nie było wątpliwości, iż warto, szypoty to wszak atrakcja okolic, wakacyjność, magnes Suśca (gdzie stary młyn?… cicho o nim, sza… nawet policjant zagadnięty pod komisariatem zupełnie nie kojarzy… wizytówki letniska, do której zagadująca przybywa z pielgrzymką po latach… …spontaniczną co prawda, ergo nie przygotowawszy się wcale, bo gdyby choć trochę – internety pewnikiem opowiedziałyby, co w młynie piszczało).

Pod szmer nie podciągniesz (chyba, że na fizyce), huczności narolskiego pałacu i okolic (nie tylko do Sobieskiego sobie pijem a muzom), tym mniej – józefowskiego kamieniołomu… Wczesnoniedzielna pora i pogoda trwale wypiękniona po wczorajszych gromach nie dają wrażeń (ni aluzji) do drastyczności dawniejszych oraz nowszych (choć kamienna wieża obserwacyjna królująca nad złomiskami może kojarzyć się co najmniej dwojako).

Stąpamy lekko, muśnięciowo – w sensach wielorakich.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[16.7.2017: Spacer poranny do Rezerwatu Szum. Józefów (centrum, cmentarz żydowski, kamieniołom). Susiec – Rezerwat Szumy na Tanwi. Narolpałac Łosiów i rynek. …]

Echa

21 lipca 2017

wielokrotnie odbite

Gdzie ten Staw Echo… te stawy echo… Staw jakikolwiek podobny, bo może nie Echo, a inaczej nazwany?…
— Wszystko pomerdało się ze szczętem: kierunki, proporcje, drogi wylotowe, pionowe ukształtowanie terenu, przestrzeń szeroka versus gemuetlichkeit!…

Stawowe pomięszanie dopada już w Krasnobrodzie. — Zero wspomnień-rozpoznań, same nowe obiekty, w tym tyle parkowo-krajobrazowej rekreacji nadwodnej (oraz kapliczkowo-nawodnej rekreacji pątniczej), że strach!
I jak można niepamiętać-nieskładać tak bardzo nic?!
Na krótko dał się odtworzyć-wyłuskać z pejzażu nicniezmieniony akwen hodowlany, gdzie wówczas – w 1988 – jedna akwarelki a dwie notateczki jakoweś czyniły… – Słońce, plażowanie, rowery, beztroski dzień z krótkim przejazdem „objuczonym” i wieloma lekkimi po okolicy.

A potem-teraz Zwierzyniec – absolutnie wszystko (prócz budynku Ordynacji) inne, poplątane, nie takie, obce… w porywach obce irytująco.
Choć… jakieś iunctim i continuum jest: zupełnie nie kojarząc Kościoła na Wodzie, doskonale przechowało się fakt uciekania znad stawu echo-nieecho przed klasyczną roztoczańską burzą. Teraz zaś jest popołudniowo, klasycznie poburzowo (te chmury widziane na krasnobrodzkim horyzoncie!), czyli powracamy tam, gdzieśmy Zwierzyniec zostawili.

Oryginalny Staw Echo odnajduje się w końcu – z plażą i nawet ścieżko-pomostami do niej. Potem echa przeszłości w postaci rozmuzykowanego towarzystwa na kolacyjnym postoju w leśnych ostępach. Następnie Górecko Kościelne zmienione tylko troszkę, na tyle, na ile nie da się uniknąć słodziuchnego zaletniskowania uroczego kąta w Puszczy Solskiej, tuż przy sześciu pięćsetletnich dębach pomnikowych.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.7.2017: Radecznica. Sąsiadka. Szczebrzeszyn. Zamość. Krasnobród. Zwierzyniec. Górecko Kościelne]

Zamość

19 lipca 2017

Spełnił oczekiwania.

Dorósł do mitów, jakie się nieuchronnie odłożyły w pamięci skwapliwie pozytywnej i ogólnie-afirmatywnej, przy niewielu zdjęciach czarno-białych zimowych i rowerowych (obie poprzednie bytności miały miejsce w 1988).

Piękny jest! …Po prostu.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.7.2017: Radecznica. Sutiejsk. Szczebrzeszyn. Zamość]

Gdy prognozy nie chcą kooperować

18 lipca 2017

— łuki palcem po mapie zataczają się nadspodziewanie szerokie. Obejmując też a nawet-nawet tereny odwiedzane często… jednak dawno, dekady temu.

Przez bory i lasy (na przykład Janowskie), przez deszcze, słoty, objazdy wokół dróg wybudowanych a nieotwartych, przez dziury w innych traktach tudzież własnej pamięci… – przedarli się wystarczająco na północ, by mieć nadzieję na pogodny powrót do przeszłości (jedni) i zupełnie nowe olśnienia przypadkowe bądź z grubsza zaplanowane (jedni i drudzy).

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.7.2017: Radecznica. SąsiadkaSutiejsk. Szczebrzeszyn]

Tarnowskie Góry UNESCO!

13 lipca 2017

W Krakowie, ba w bezpośrednich okolicach B zakończyło się wreszcie oblężenie (co tam robiła wczoraj policja celna i skarbowa?) związane z dziesięciodniówką 41. sesji UNESCO. — Ach znów organizacyjno-promocyjny sukces miasta, och jedno z największych przedsięwzięć ICE

Wśród nowych miejsc na Liście Światowego Dziedzictwa znalazły się Tarnowskie Góry. – Gdyby ktoś jeszcze nie słyszał o Sztolni Czarnego Pstrąga, Kopalni Srebra i pozostałych 26 obiektach (położonych też w Bytomiu, gminie Zbrosławice) – teraz się dowie za większe pieniądze, być może też poczeka w kolejkach.
Pierwsze junesko dla województwa śląskiego – „godne to i sprawiedliwe”, wreszcie!

Radość B w takich razach wielką jest gdyż podziw dla inżynierów, inżynierii, poli-techniki, komplikacji-rzeczowości-ścisłości, fachu i rzemiosła przechodzących w artyzm, dziedzictwa w tej mierze… miała od zawsze… od czasu do czasu w formie wzmożonej.
Ostatnim wzmożeniem było uczestnictwo w śląskiej Industriadzie 2017.
— Plan, organizacja, pomysły, dowcip, dostosowanie atrakcji i zabaw do każdego wieku… przy jednoczesnym trzymaniu się ziemi, realiów, praw przyrody, przy autentycznym szacunku dla dorobku pokoleń, pokorze wobec pracy ludzkiej, nieprzegadaniu… —

— Ślązacy z pewnością będą umieli „sprzedać” światu skarby Tarnowskich Gór… ech, co za niestylowa, nieśląska konkluzja!

Traktory

12 lipca 2017

zdobędą Chelsea

Za górami, za lasami, za sied… jednym kanałem, daaaawno temu B napisała tekścik Chelsea tractors.
Minęło 13 lat…

Much used by the Armed Forces, this workhorse vehicle climbs every mountain and fords every stream — but at the moment its sad destiny seems to be as the Chelsea tractor that puts all the other Chelsea tractors to shame.

It is frequently sighted in West London, driven by men in pale blue suede loafers or women on their way to a hot yoga class or a date with a mindful cup of matcha tea.

This mighty, lovely rugged vehicle deserves so much more than to end up as the plaything of rich dopes who care little for their carbon footprint or hogging city roads. Don’t hate me, but I really want one.

Źródło

Nieprzekonani

11 lipca 2017

Gratulacje dla Kerber, to tez Polka, chociaż nie do końca przekonana.
— Napisał ktoś po trzeciej rundzie Wimbledonu pod Przeglądem Sportowym. Natychmiast sobie wyobraziłam, jak wielkodusznie-przyzwalająco poczuł się po klepnięciu takiego komcia.

A potem zwizualizowałam, jak przetrząsa wzrokiem listy meczowe i artykuły prasowe, zwłaszcza tabloidowe (a co dziś NIE JEST tabloidem?! – zakrzykną chórem czytelnicy), wyłuskując nieprzekonanych, zagubionych, niewłaściwych wiekiem, rodzicielami, nazwiskiem, miejscem zamieszkania, partnerem w deblu czy mikście… i oczywiście wrażą, inną niż jedynie słuszna, chorągiewką przy godności…

38 godzin

10 lipca 2017

door2door – a ileż wrażeń: objętości, różnorodności, mocy!

Deser to cerkiew UNESCO na końcu świata – dosłownie (tuż przy granicy) tudzież metaforycznie.
Spontanicznie dołączona do objazdu wraz z kolejną, po „naszej” stronie przejścia w Korczowej, a mającą pod skrzydłami mauzoleum twórcy „ich” hymnu narodowego.
Słuchamy o dziedzictwie i bieżących potyczkach: oni dotacji nie dali… oni postawili pomnik UPA, oczywiście nielegalnie… oni przyjechali i rozebrali… oni zastosowali retorsje w postaci… oni teraz będą…
Podziwiamy skarb… diabełka z wydłubanymi oczkami… roztrząsamy pata konserwatorskiego przybudówki (okropnej)… Zdumiewamy się, że, jakim cudem, tak blisko tak równoległe światy.
Po czym odfruwamy do siebie. Lądem, a niczym samolotem z Monachium, Londka bądź innego Lyonu…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.7.2017: Pruchnik. Przemyśl. Krasiczyn. Chotyniec i Młyny]

Baszty

9 lipca 2017

Że w Krasiczynie urodził się książę, późniejszy kardynał Adam Stefan Stanisław Bonifacy Józef Sapieha (ufff, imion więcej, niż w brytyjskiej rodzinie królewskiej, ale nosiciel godny!), przez jakiś czas panoszyła się FSO (dla popularyzacji miejsca nie ma to jak znany ex-mecenas… w braku aktualnych sławnych dobrodziejów i innych rozgłosów), że aleja dębów i lip (phi, Tata miał tak samo, bez tabliczek co prawda), że w 1940 Sowieci kręcili tu antypolski film „Wiatr ze Wschodu”… i kilka innych rze-czy — to wie nawet raczkujący krajoznawca. Wie, ziewa, ale jak już przyjechał, odhacza, nawet kosztem pobieżniejszego potraktowania Przemyśla.

Wchodzi więc do słynnego parku, siada na ławce, deczko się zniesmacza kiepsko utrzymanym stawem, ale lunchu mu to nie obrzydza – okoliczności ogólno-szczególne są wysmakowane w idealnych proporcjach. Jedząc spoziera ponownie na tonący w buszach i szuwarach manieryzm… i wyrokuje bezsłownie, iż zakochał się od drugiego wejrzenia (tego nasyconego) w czterech basztach odmiennych kształtami, o nazwach wpadających w ucho i pamięć… Poza wszystkim – tak pasujących do stolic i okolic: Boska, Papieska, Królewska, Szlachecka…

Po czem, wzmocniony i pełen pewności, że dobrze zrobił, wybierając na niedzielne popołudnie to a nie coś innego (selekcja była nieprosta), zaczyna buszować jeszcze dociekliwiej.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.7.2017: Pruchnik. Przemyśl. Krasiczyn. …]