Dlaczego wstajemy na Hallelujah

18 czerwca 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W szkole nauczono mnie wstawać do „Hallelujah” Handla. Ale tylko na angielskim. „Tylko na angielskim”, co prawda wynika z faktu, że tylko na angielskim święcono święta „Hallelujah” Handla z magnetofonu.

Próbuję się rozeznać, o co w tym wstawaniu chodzi. To znaczy, kiedyś wydawało mi się to proste — król wstał, wprowadził tradycję. (A przestrzeganie tradycji musi budzić dumę.)

Ale.

Po pierwsze, to nie był polski król. Dlaczego mamy honorować gesty obcych monarchów?

Po drugie, nie wiadomo dlaczego wstał. Może dla treści, jak twierdzą profesorowie od religii. A może, po prostu, po dwóch godzinach koncertu chciał już wyprostować nogi — jak twierdzą sceptycy? Albo go coś zabolało? Królowie się nie tłumaczą.

Po trzecie, nie wiadomo, czy poszedł na koncert. A jeśli nawet poszedł, to czy rzeczywiście wstał. Wiarygodnych informacji brak.

Po czwarte, to żaden dekret, więc mamy zwykły spór między „tradycjonalistami”, a „sekularystami”.

Po piąte, żeby przestrzegać tradycję, albo ją łamać, to trzeba ją znać.

I chyba dlatego, w Polsce czasem się wstaje, czasem nie; nikt siedzącego nie wyzwie od „sekularysty”. I tylko wszyscy śpiewający tradycyjnie stoją.

Foto: basia i Pak4
[15.6.2019: 50-lecie Akademickiego Chóru Organum, 30-lecie zespołu Ricercar. Kraków, Bazylika Franciszkańska]

Reklamy

Grill wielokwiatowy

13 czerwca 2019

…choć tytuł z powodzeniem mógłby być inny.
Na przykład „Śmieci niejedną mają postać. Względnie poleżeć.”

Prawie dekadę po wiekopomnym wpisie W ucho chcesz czy w nos straszycielstwa wszechsensualne buzują gdzie się nie obrócić!

Czytasz np. w New Yorkerze, że hałas niebezpieczniejszy jest (być może), niż…

Wiadomo. Będzie szerszemu gronu. Na udrękę jego.
– Wszak New Yorker to raczej nie Wybiórcza, a ona pod strzechami… już była.

Daily Mail cyklicznie straszy bbq-karcinogenami (że przez skórę gorsze, niż jedzone-wdychane).
To znów niepotrzebnym światłem osacza… (nie, nie wiedzy, ni wiary)… W dobie, gdy niejedna wioseczka rodzima właśnie ma plan, ambit, dedlajn i polskę w ruinie, by przy każdym nowo-wylanym asfalciku (choć może zrujnowanym, trudno się połapać) postawić latarnie. Mocarne, nie jakieś tam projekty sowa, co nam onegdaj nocki przygasiły bardzo miluchno.
Tu przygasiły, skąd wybywamy za chwilę, by może zacząć dumać, jak zneutralizować bardzo nieosowiałą jarzeniówę…

Tymczasem grilowo-ogrodowe zaczepki… przetrzymujemy, monachijskie banicje przywołując*… Się zarzekając, że osobiście/teamowo never-ever… i oby bezpośredni sąsiedzi okazali się dostatecznie cywilizowani… ;-/

…Aż pewnej niedzieli gwiazdy z księżycem… jaskółkami, ziębami… kwieciem, bobasami… zejdą się tak fotogenicznie, klimatycznie i precyzyjnie, że nie tylko nic nie straszy (chyba, żeby chmary-komary tudzież trzy dzicze rodziny przebiegające drogę), nie przeszkadza, lecz wręcz… miodek, arkadia, wyśmienitości!

Foto: Pak4 i basia
[9.6.2019: gdzieś, chociaż nie wiadomo gdzie ;D ]

____
*20 lat temu: do najciemniejszego kąta najmniej reprezentacyjnego parku – boć niektórzy imigranci gdzieś muszą, inaczej jeszcze będą smrodzić na balkonach!…

Jak wygląda biegun północny?

9 czerwca 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Jako dziecko czytałem o Scotcie, Amundsenie i wyprawach Shackeltona. Wiedziałem więc trochę o biegunie południowym. Ale północny zawsze skrywał się dla mnie za mgłą tajemnicy. I tak mi w sumie zostało. Fakt, że nie wiadomo, kto w końcu pierwszy zdobył ten północny, wcale mnie nie usprawiedliwia.

Ale wygląda na to, że biegun północny to nic szczególnego, więc dobrze, że nie zmącam sobie nim pamięci. Byliśmy bowiem na wycieczce, na której zahaczyliśmy o Mędralową, a precyzyjniej o Modralovą — „biegun północny Słowacji” (severný pól — tak piszą Słowacy, obcokrajowcy, więc znają się na rzeczy…).

OK, Słowacji, czyli nie całego świata, ale coś jednak z bieguna ma. I standardy europejskie bieguna powinien spełniać. Jak więc biegun północny wygląda?

Cóż, jest w lesie, na górze, ale nie na samym szczycie, cokolwiek sugerowałby globus. Są tam tablice dla zbłąkanych turystów i tabliczka z podpisem. Prowadzi kilka szlaków turystycznych. Można więc wyciąć pętlę tak, lub inaczej. Choć, faktycznie, żeby tam trafić ze Słowacji, to nie można iść na południe. Nie da się i już. O dziwo, z Polski można od północy, południa i zachodu, co prowadzi do wniosku, że biegun ten jest względny, czyli Einstein ma rację. Uff… to też powinno być zgodne z europejskimi standardami.

Foto: basia i Pak4.

[8.6.2019: Wełcza-Marki — Wełcza-Mleczna — Las Przykszyca* — Jałowiec — Hala Trzebuńska — Przełęcz Sucha (ha-ha…) — Czerniawa Sucha — Beskidek — Przełęcz Klekociny — Modralova — Mędralowa — Modralova — Kolisty Groń — Smyrakowa — Hala Barankowa — Wełcza-Można — Wełcza-Solnisko — Wełcza-Marki. Ślad GPS.]

*) Wcale nie był przykry. Las przekazuje wydawnictwom kartograficznym, że wyprasza sobie.


©Pak4

Bar wzięty…

5 czerwca 2019

4 czerwca 2009:

©basia

4 czerwca 2019:

©Pak4

Jak dzieci

3 czerwca 2019

powrócić tam, gdzie była doskonała zabawa.
Czasem rozumu używając, by nie wracać co drugi dzień do tej samej piaskownicy: co ostatnio zimą, niech teraz w kwiecie maja… przy okazji novum – nieznaną ścieżką podejść, na inny brzyzek celebrowanego kamieniołomu się pofatygować, na niedawno budowanym placu zabaw i odsapek lanczyk zjeść… innym, w tym milusińskim, potowarzyszyć, pomóc.

● Foto: Pak4 i basia
[31.5.2019: po bardzo rowerowym i ogólnie wytężonym dniu spacer nad Przełęcz Starowolską. Ślad GPS]


Błonia z Kopca K wieczorową porą (20:30). ©basia

● Foto: Pak4 i basia
[1.6.2019: Dubie — dol. Racławki — Łom Pisarski — d. kamieniołom „Karmelicka Góra” — Dębnik — Wąwóz Zbrza — kamieniołom dolomitów „Dubie” — Dubie. Ślad GPS.]


Dębnik – słynny historyczny kamieniołom czarnego marmuru. ©Pak4

● Foto: Pak4
[2.6.2019: rowerowo do Kryspinowa. Ślad GPS.]

givers, not takers

1 czerwca 2019

Welcome
Thomas’s Battersea is a busy, thriving, purposeful school, educating 560 boys and girls between the ages of four and 13. As you would expect of any Thomas’s school, the most important school rule is to ‚Be Kind’. We offer a rich and broad curriculum, with Art, Ballet, Drama, ICT, French, Music and PE all taught by specialist teachers from a child’s first day in school. The school is structured in three, three-year stages (the Lower, Middle and Upper Schools) within a framework of ‚Enjoyment, Learning and Achievement’, which informs a child’s journey through the school. Children join at the age of four and leave at 11 or 13. Whilst we are proud of our record of senior school entrance and scholarship successes, we place a greater emphasis on a set of core values, which include kindness, courtesy, confidence, humility and learning to be givers, not takers. We hope that our pupils will leave this school with a strong sense of social responsibility, set on a path to become net contributors to society and to flourish as conscientious and caring citizens of the world.
Simon O’Malley, Headmaster

Źródło

W czasie, gdy wielu ósmoklasistów i ich bliskich troska się dostaniem do szkół dobrych, renomowanych, nawet śrubujących poziom ponad stan (główek, odporności) – pomyślmy, czy któraś z wiodących placówek odważyłaby się położyć akcenty tak, jak szkoła Księcia Jerzyka, lat niespełna sześć, do którego od września dołączy siostrzyczka, Księżniczka Szarlotka, lat cztery…*

MIM jako przekaz kryptograficzny

30 Maj 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W Muzeum Inżynierii Miejskiej tylko jedna wystawa: kryptografia. Na pierwszy rzut oka powiedziałbym, że wystawa sama w sobie zaszyfrowana. Naczytałem się o historii kryptografii (no może ze trzy książki tylko, nie licząc tych o łamaniu Enigmy), więc z grubsza wiem. Zwłaszcza, że autorzy opowiadają standardowo: od Cezara, przez renesanse, do książek kodowych SMS Magdeburg*, Enigmy, komputerów, do wynalazku kryptografii asymetrycznej… Najnowsi dodaliby coś o kwantach.

Jeśli chodzi o taki program, to w MIM trudno go znaleźć. Owszem, Cezar jest. Enigmę zastępuje (o ile tak można powiedzieć, bo podpisu takiego nie ma) inna, elektro-mechaniczna maszyna szyfrująca z III Rzeszy. Można posłuchać też szyfrowanych transmisji do/z łodzi podwodnych. I w zasadzie tyle z programu obowiązkowego.

Poza tym jest ciekawostka — maszyna zmieniająca głos w światło (bliska podczerwień). Też III Rzesza. Jak dla mnie najciekawsza na wystawie. Ale cała reszta to kwestie transmisji i zapisu: pismo klinowe, aparat Morse’a, dalekopis, radio (z historią Wolnej Europy) i radio amatorskie (z historią Radia Solidarność)… Gdzie tu kryptografia?

Nieprzygotowany spektator nie dostatnie wykładu historii kryptografii. Nie dostatnie też tego, czego w Polsce można by się spodziewać (na dobre, czy na złe), czyli łamania Enigmy. Dostanie trochę jednego, trochę drugiego, bez tej ramowej opowieści. Dobrze, że dużo rzeczy działa — da się założyć słuchawki, obrócić antenę, przestawić klucz. Ale też sporo rzeczy nie działa z informacją „instalacja w trakcie naprawy”… Chyba, że to jakiś szyfr?
__________
* https://pl.wikipedia.org/wiki/SMS_Magdeburg_(1911)

[25.5.2019: Krakowskie Muzeum Inżynierii Miejskiej]


©Pak4

Od Sekielskiego

27 Maj 2019

…do…?

„obrażone uczucia religijne”

…to taki zabieg erystyczny, podobny do marynarki odchylonej od tułowia przez wepchniętą między nie spluwę większych rozmiarów:) „Obrażonemu” panu dwojga imion odpowiedziałbym, ale (a) ta odpowiedź albo byłaby nieadekwatna, albo doborem słów nie licowałaby z łamami porządnego chrześcijańskiego tygodnika, ponadto (b) na szczęście nie ma obowiązku wdawania się w dyskurs z każdym kołkiem w każdym przydrożnym płocie.

— Omawiany tu temat „ubogaciłbym” o ozdobny ornament BRAKU LUSTRACJI KLERU, czyli „ubeckich kwitów”. Jak nam przypomina ten i ów, księża po 1989 nie byli poddani żadnej lustracji (ja, jako prawnik, byłem ustawowo obwąchiwany dwukrotnie). Mówi się (i przyznają to dobrze poinformowani z kręgów kościelnych), liczba sukienkowych TW oscylowała wokół 1/3 dawnego pogłowia całego kleru. Proponuję ekstrapolację tego motywu – sugeruję 2 kierunki węszenia:

(1) KIERUNEK RETROSPEKTYWNY. – Na ilu księży bezpieka uzyskałą haki wystarczająco grube, by ich zmusić do współpracy (raczej nie zakładam współpracy całkiem dobrowolnej, podyktowanej ideowo, ale czymś grubym wymuszoną), i w jakiej części przypadków były to haki z szuflady pod nazwą „obyczajówka” (seks i okolice)? Wszyscy księża krzywdziciele, o których mowa u Sekielskiego, a też ten koleś zwalony z gdańskiego pomnika, to byli – two in one – dzieciojeby i kapusie. Daje to w sumie wyobrażenie o rozległości tego szamba. Kościół chętnie korzysta z zupełnie BŁĘDNEGO poznawczo utożsamienia SEKSUALNY KRZYWDZICIEL DZIECI = PEDOFIL. Jest mu ono na rękę, bo pozwala na (a) „eksportowanie” tego odium do innych grup zawodowych (czemu nie węszycie u nauczycieli i trenerów?!), a nawet kontratak (to akcja przeciwko Kościołowi!!) oraz (b) pomniejszanie skali problemu (pedofile to przecież wszystkiego pojedynczych parę procent populacji). A guzik prawda. Większość kościelnego dzieciojebstwa to NIE PEDOFILIA, lecz SEKS ZASTĘPCZY Z DZIEĆMI, wymuszony utrudnionym dostępem do zwykłego seksu. Dwaj więźniowie zabawiający się razem w celi to niekoniecznie geje, pastuszek na hali zabawiający się z owieczką to niekoniecznie zoofil. Również seks z 13- czy 14-latką lub -latkiem to nie żadna pedofilia. Nauczycielom nikt celibatu etc. nie nałożył. Nikt i nic nie zabrania im uprawiania normalnego seksu i nie blokuje dostępu do zwykłych, dorosłych partnerów. Pedofilów tam z pewnością trochę jest, ale ci pozostali nie muszą na skalę masową zastępczo poszukiwać seksu z dziećmi. Czyli zarówno statystyczne ograniczenie skali zjawiska do paru procent pedofilów, jak i spychanie sprawy na szkoły czy kluby, to w znacznej mierze pic na wodę i fotomontaż. Zaryzykuję, że łączna skala zjawiska w procentach wyraża się liczbą dwucyfrową.

(2) KIERUNEK AKTUALNOŚCIOWY. – Ok. 1/3 kleru (w każdym razie – gruby ułamek) to byli TW bezpieki (tej brzydkiej, sprzed 1989, bo z tą ładną pod 1989, to danych brak). Czyli Kiszczak itp. służby miały ich na własność. Te służby też ktoś gdzieś miał na własność, czyli były takim pośrednim ogniwem, bardziej narzędziem niż samodzielnym podmiotem sprawczym. W 1989 kościelnych TW nie ujawniono i teczek kleru nie udostępniono aż po dziś dzień. Ale tylko ktoś bardzo naiwny założy, że je zniszczono, spalono, a popioły zalano kwasem i pokryto grubym betonem jak silosy w Czernobylu. ONE SĄ. ONE GDZIEŚ SĄ i ktoś ma do nich dostęp. Ten ktoś ma nadal bardzo użyteczne narzędzie. Szachiści i inni gracze mawiają „GROŹBA JEST SILNIEJSZA NIŻ JEJ WYKONANIE”. Dopóki ostatni nabój jest w zamku, kontrolujesz nim nawet 3 wrogów. Robią, co im każesz. Ale kiedy już go wystrzelisz – być może zabijesz jednego, ale zwalniasz pozostałych dwóch (zasadniczo wszystkich trzech) spod kontroli. Właśnie dlatego rzadko opłaca się pociągać za spust. Wystarczy wyjąć giwerę lub tylko poklepać się po kieszeni. To teraz zastanówmy się, dlaczego polski kler katolicki masowo, po raz niepierwszy przecież w historii, idzie ręka w rękę z interesami imperium rosyjskiego i jego tajnych służb przy obaleniu w Polsce proeuropejskiej władzy (hasło Falenta i nagrania) i teraz przy utrwaleniu władzy prorosyjskiej, czyli uparcie – przeciwko pełnemu włączeniu Polski do struktur pojęciowych, prawnych i moralnych Zachodu? Dlaczego tak skwapliwie i konsekwentnie – wydawałoby się, przez nikogo nie koordynowany – współpracuje z postaciami tak szemranymi jak Macierewicz, Kaczyński, Piotrowicz, Jasiński i ich akolici z grubą komunistyczną przeszłością?

Po stronie ofiar, komentarz

Theresa

24 Maj 2019

…wreszcie…
Cóż rzec?… Parafrazując porzekadło o dziewoi, o której koniecznie trzeba coś miłego (ładne oczy i bardzo kocha swoją mamusię): zawsze ambitna, niezłe nogi, stroje i bardzo kocha swego mężusia?

But… Hold on! – Oboje od zawsze zapaleni piechurzy… Walia… Alpy…
Od razu cieplej;D


©Daily Mail

Do-widoki

22 Maj 2019

Na wszelki wypadek fatygujesz się do lepszego punktu obserwacyjnego… bo coś ci się jawi pomiędzy drzewami i krzakami, a las coraz bardziej chaszczysty… bo zaraz skręcamy na drugą stronę góry, w dolinę, nadarza się ostatnia okazja… bo…

Gdy za pięć minut zobaczysz bez przeszkód i innych otępień ostrości, wprost ze ścieżki, wszystko, co ma się okazać – śmiejesz się z siebie, z niepotrzebnej zapobiegliwości-nadgorliwości przedzierania się wśród ostrężynowych kolców…

Kiedy indziej gratulujesz sobie tych dodatkowych kilku kroków. Jak w ostatnią niedzielę – zobaczywszy z Chełmu lśniąco-ośnieżoną Babią i tatrzańskie biele.

Foto: Pak4 i basia

[19.5.2019: Zakrzów – Chełm – Stryszów – Zakrzów. Ślad GPS.]


©basia