Wyścigi?

17 sierpnia 2019

Czyli – gdzie padnie rekord upałowy?… Ulewowy?… Mrozowy?… Gradowy?… Jaki jeszcze?

It’s a climate emergency, not a f****** competition: Environmentalists slam breathtakingly stupid BBC over its disgusting and criminally irresponsible tweet about record-breaking heatwave

Reklamy

Tramwaje

15 sierpnia 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Tramwaj to specyficzny gatunek. Niby u wielu zwierząt się zdarza, że dostosowane do lokalnych warunków ekologicznych nie potrafią przekroczyć własnej niszy; ale jednak — nisza w niszę trwają. Świstaki nie przejdą z Tatr do Alp; a tramwaje z Bydgoszczy nie przejadą do Wrocławia.

Zgodnie z myślą Darwina, poszczególne nisze powinny rodzić specjalizowane, odrębne gatunki. Ale socjalizm i kapitalizm zwalczają tu zgodnie Darwina, kierując rozrodem tramwajów w sposób w biologii nietypowy, bo poza typowymi niszami; a raczej — w osobnej sieci takich nisz-gniazd.

Może nisze trwają, bo homo sapiens urbanus, na którym tramwaje żerują, jest zadziwiająco jednolitym gatunkiem? Kocha i nienawidzi swojego symbianta, wszędzie tak samo. Jednocześnie przekracza granice swego miasta, wkracza w inne i przywozi geny różnych idei.

By spotkać tramwaje krakowskie nie musimy udawać się do ZOO. Często można je spotkać na ulicach, miłośnikom bliskich widzeń można polecić też ich rezerwat przy ulicy Świętego Wawrzyńca, gdzie i my się udaliśmy na bezkrwawe łowy.

Foto: Pak4
[6.8.2019: Kraków – […] i Muzeum Inżynierii Miejskiej (przeważająco w remoncie;-/)]


©Pak4

Muzeum Lotnictwa Polskiego dla początkujących — kilka typów

13 sierpnia 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Od czego zacząć? Tak po Bożemu, to od PZL P-11c. No chyba, że od papieskiego śmigłowca. Ale zacznijmy od P-11c. Jedyny zachowany egzemplarz z podstawowego myśliwca broniącego polskiego nieba w 1939 roku. Polska myśl techniczna, polskie wykonanie, polskie użycie, polska klęska i polski sukces. Sukces, bo nie dość, że P-11 znajdował odbiorców zagranicznych, to jeszcze na tym konkretnym egzemplarzu ppor. Wacław Król miał zestrzelić niemiecki samolot rozpoznawczy…


PZL P-11c.

Ale gdy pada pytanie, co jako małe… no maławe dziecko bym podziwiał najbardziej, to wracając pamięcią do dzieciństwa obstawiłbym Spitfire’a. W końcu to klasyk nad klasykami, z idealnie harmonijnymi liniami.


Supermarine Spitfire LF MKXVIE

Innym moim zachwytem kilkuletniego modelarza, był wówczas Saab J35 Draken. Samolot o przepięknej linii (akurat enerdowski VEB Plasticart miał go w swojej ofercie w skali 1:100…). Saaba ma krakowskie muzeum, choć jest słabo wyeksponowany, między paru innymi odrzutowcami z epoki… Dzisiejsi młodzi, mogą tak sie zachwycać Migiem-29 UB. To również piękny samolot, do którego urody wielu miłośników lotnictwa wzdycha. No i jest lepiej wyeksponowany…


Mig 29 UB

Jest klasyk z II wojny, jest odrzutowiec. Coś z pierwszej by się przydało… Gdybym coś miał wybierać, wskazywać, to takim „Spitfirem” tego okresu byłby Sopwith Camel. Był bardzo zwrotny, ale mała masa samolotu i duża śmigła z silnikiem, sprawiały, że był bardzo kapryśny w tych zwrotach. Mówiło się o nim, że zakręt o 90 stopni w prawo, opłaca się na nim wykonać, jako zwrot o 270 stopni w lewo… Doświadczeni piloci go kochali, młodzi mogli przypłacić znajomość z nim życiem.


Sopwith Camel

A na zakończenie, niech będzie ten papieski Mi-8, bo tylko ten Mi-8 się kwalifikuje jednocześnie jako relikwia II stopnia. Śmigłowiec był używany w czasie dwóch pielgrzymek — w 1983 i 1997. Powstał jako przeróbka Mi-8 — zmieniono okna i wyposażenie kabiny. Do śmigłowca można wejść, o określonych godzinach, ale na miejscu papieża nie można sobie usiąść. Cóż, i tak sporo.


Wnętrze papieskiego Mi-8

Miałem wybrać pięć eksponatów. Jest, w gruncie rzeczy, sześć. A muzeum oferuje jeszcze wiele innych ciekawostek. Może kiedyś będzie okazja by o nich opowiedzieć?

Foto: Basia, Pak4
[6.8.2019: Kraków – Muzeum Lotnictwa Polskiego, Muzeum Inżynierii Miejskiej]

Ilustracje – ©Pak4

Zawory

11 sierpnia 2019

…mogą być techniczne. Względnie literacko-tatrzańsko-historyczne.

Technicznie będzie wkrótce. Póki co oddamy hołd Ewangelii Tatr. Czas najwyższy, wszak duch Stanisława Witkiewicza zawiał nas dwa lata i rok temu nad zatoką Kvarner…

Philister in Sonntagsröcklein
Spazieren durch Wald und Flur,
Sie jauchzen, sie hüpfen wie Böcklein,
Begrüssen die schöne Natur.

 Nie drwijmy jednak.
 Filister, który z pewnemi ostrożnościami schodził w dół, ulicą Bednarską, teraz z lekkiem sercem toczy się z przełęczy Zawratu razem z kamieniami. On, którego przerażała każda kropla deszczu, spadła na świecący cylinder, który miał do błota i wilgoci wstręt taki, jak gdyby był warszawskim estetykiem, dziś wierzy, że wszystko to, tu w Zakopanem, jest zdrowe. Deszcz pada! Nic nie szkodzi!
 Zresztą, przecież Chałubiński i Baranowski mieszkają tam, w tym lesie… Powoli, wiara w Chałubińskiego, w wartość surowego klimatu i ruchu w czystem powietrzu, zmienia się w wiarę we własne siły, zdrowie i energią. Zwiędłe cherlaki i miękkie, jak z waty, tłuściochy uderzają się z upodobaniem po łydkach, które ich obnosiły po Tatrach.
 Elegant, który mierzył ludzi szykiem ich obuwia, dziś z dumą pokazuje swoje rozklapane trzewiki, zdarte „na granitach Łomnicy“.
 Panna, która krzyczała: „Ach! i och!“ przy lada szeleście, śpi spokojnie przy huku zlatującej, z wysokości tysiąca stóp siklawy, lub szumie halnego wichru.

 Ten przybladły, spokojny, otyły jegomość z wytrzymałością rysia wspina się po skałach, ta wątła panienka tygodniami całemi żyła we wnętrzu gór, nie schodząc na odpoczynek w dolinie; ten ksiądz z potulną twarzą, skróciwszy poły sutanny dźwigał się, rzeczywiście, ponad obłoki.
 Taternik nie ma żadnego stałego, określonego typu. Rekrutuje się on wśród wszystkich warstw towarzyskich, ze wszelkich fachów, temperamentów i charakterów… Poza zupełnymi niedołęgami, których brzuchy spadają, jak, Falstafowi na kolana, lub których wątły organizm nie wytrzymuje trudu i surowych warunków życia; poza ludźmi, dotkniętymi chorobliwym strachem przestrzeni — każdy może być taternikiem.

– Ot, zanęta do (dziarskiego) zanurzenia się w… odmęty kosodrzewinowe tekstu, gdzie Zawory grają rolę prominentną, choć nie kulminacyjną.* A który to tekst – niedługi, malowniczy – znać powinien nie tylko każdy polonista, wrażliwiec, każdy miłośnik Tatr tudzież innych wertepów… lecz również każdy…
…kto chce.

Foto: Pak4 i basia
[5.8.2019: Podbańskie – Koprowa – Kmetov vodopad – Ciemne Smreczyny – Gładka Przełęcz – Zawory – Wierchcicha – Cicha Dolina Liptowska – Podbańskie. Ślad GPS. W 2011, solo.]

©Pak4

2452

9 sierpnia 2019

— czyli Sławkowski
Trzeci najwyższy szczyt tatrzański (po Rysach i Krywaniu) z ogólnodostępnym szlakiem turystycznym.

Za pierwszym podejściem się nie dał. 1.8.92, w pierwszym dniu działań silnej grupy pod lwim wezwaniem (nb w urodziny szefa), burza przemoczyła do nitki (w dolnych-północnych ściankach Sławkowskiego Grzebienia) wędrowców, ale też różnoraką walutę. Falstart czyli odwrót w celu (jej) wysuszenia nie wpłynął jednak na ducha ekipy – wyliczenie podbojów owych ośmiu dni wciąż robi wrażenie. Czerwona Ławka, Krywań, Rysy, Rohatka, Grzebień Polski, Mała Wysoka, Gierlach… Osterwa… I Furkot we wspólny dzień urodzin „pozostałych” uczestniczek.

Druga próba (11.8.2010) poszła bezszelestnie. Lekko, szybko, choć był to już trzeci dzionek górskich intensywnych operacji solowych. W butach zapasowych – główne przemokły do nitki w Staroleśnej, podczas „powitalnej” ulewy tatrzańskiej.*

Tym razem nieco się pomęczyli na starcie. Bywa. Na przykład gdy przypędzisz pod tę mocno wyniesioną górę napalony, a bez kondycji/aklimatyzacji. Albo gdy poprzednia wycieczka da się we znaki nieco za bardzo, jak na li tylko „rozgrzewkową”.

Lecz gdy się już przemogli, Sławkowski okazał tyyyyle różnorakich uroków, że…

…tylko zdjęcia i narracja (z) nimi powiązana mogą opowiedzieć! …Tyci-tyci;-/

Foto: Pak4 i basia

[4.8.2019: Stary Smokowiec – Sławkowski Szczyt – powrót. Ślad GPS.]


©basia

Útulňa Ramža z sedla Čertovica

7 sierpnia 2019

Pierwszy dzień.
Spokój, bez szarży.
Na tyle pozwala pani aura.
A też żeby nie „zajechać się” przed podbojami, na jakie ma się apetyt.
Michałek, zapomniany jeszcze zanim się skończył.

Po czym przeglądasz zdjęcia:
O co za cuda, co za dziwy!
Jak mogło to wszystko tak się zatrzeć, zlekceważyć?!
Borówki i maliny!
Łany wierzbówki kiprzycy!
Oświetlenia i wglądy na południe!
Deszcz-słońce!
Wspomnienia wypadów z przeszłości!
Apetyty! Nadzieje!
Relatywna pustka!
Romantyka!
Niżnie Tatry w pigułce, nawet jeśli dawka jakby… homeopatyczna;-/

Mijany festiwal folklorystyczny w Vychodnej!

Foto: Pak4 i basia
[3.8.2019: Čertovica – Útulňa Ramža i powrót. Ślad GPS.]


©Pak4

Brzoskwiniowo

31 lipca 2019

Jako, iż w domu miewaliśmy – niekiedy pierwsi w okolicy – rozliczne smakołyki warzywne, zielarskie, sadownicze, w tym brzoskwinie — zawsze mnie frapowała eponimiczna;-/ dolinka podkrakowska: gdzie geneza?… czemu zdrobnienie?…

Była fascynacja pieszo-harcerska, potem rowerowa (intensywnie w 1. połowie lat 90.)
…A dolinka naprawdę blisko-podkrakowską jest; często się więc przewijała trasowo, kusiła „bocznie” gdy człek finiszował ambitną pętlę czernichowsko-alwerniańską.

Ostatnio znów się odświeżyła, orzeźwiła. Tym razem w duecie.

Lipcowym sobotnim porankiem uderzyć może wędrowca, ile w okolicy posmaków Śródziemnomorza! — W rozedrganym powietrzu pulsującym nad krakowską miednico-kotliną, w kolorystyce dalszych wzgórz i bliższych obejść, w wesołej czerwieni dachów… Nie, to (jeszcze) nie etap sjeny palonej czy sepiowych wysmakowań, lecz tak czy owak droga przebyta od szaroburości pustaków betonowych czy żużlowych (home made, ach, widywało się i u siebie formy do domowego wyrobu pustaków!)… od równie podniecających kolorystycznie betonowych wypełnień ścian, eternitów, dachówek…
Droga od wtedy do dziś w pewnym momencie wygładziła się niesamowicie. Już się prawie zapomniało, iż kiedyś nikt się zbytnio nie dziwował zadziadowaniu niektórych wiosek tuż-podkrakowskich – tak in minus w porównaniu z wieloma bardziej oddalonymi, w tym – z rodzinną… Tu każdy energiczniejszy załatwił sobie wszak pracę i klitę blokową w niedalekim molochu…

Nastało świetlane teraz. Promienie igrają w skalniakach, cyprysikach, różach, hortensjach… w ustrojstwach mini-placów zabaw, w wypielęgnowanej trawie. I w brzoskwiniach opalizują – nie żadnych polskich „myszach”, lecz tak dorodnych, jakby wyrosły na samej Nizinie Padańskiej.
Miały czas się zadomowić – już Judyta Salicka czy Bona mogły pożądać tego niebiańskiego owocu…
Gdyby zaś było inaczej – szare głazy morawickiej plebanii i tak nie powiedzą. Nam, na razie.


Brzoskwinia w Dolinie Brzoskwinki – ©Pak4

● Foto: Pak4 i basia
[27.7.2019: Mników: Pod Kochanką – szlakiem czarnym, a potem czerwonym – A4 – okolice Dębowej Góry – Kamyk – Granice – Brzoskwinia – Dolina Brzoskwinki – Wielki Brzeg – Popówka – Chrosna – Wąwóz Półrzeczki – Mników: Pod Kochanką. Ślad GPS.]

● Foto: Pak4 i basia
[28.7.2019: W krainie najpierwszych nasyceń soczystych.]

Jedna trzecia…

28 lipca 2019

W łotewskim kurorcie Jūrmala trwa właśnie turniej tenisowy, dzięki któremu być może odbije się kariera pewnej poznanianki z Krynicy.
Lecz iszczą się tam również zjawiska czysto-kulturalne.

A third of Latvia’s culture budget goes on music education and a new festival aims to galvanise national identity

In the UK it is almost obligatory for a culture minister never to have attended an opera. In Latvia, a small country that takes these things very seriously, the newly installed culture minister hasn’t just seen plenty of operas, he’s starred in them.

Nauris Puntulis a tenor who also had a successful pop career in his 20s, but is now the craggy, grey-haired minister-from-central-casting in the country’s centre-right coalition government.

Latvia is proud of its musical traditions. Like Finland on the other side of the Baltic Sea, it produces a remarkable number of leading conductors and classical musicians for so small a country.

Całość

Zainteresowani nie przeoczą jakości łotewskich chórów, publicznego szkolnictwa muzycznego, mega-festiwalu pieśni (chóralnej) i tańca tudzież pokrewnych. Że nowe zjawiska i instytucje kulturalne mają niekiedy podwaliny o nienajfajniejszym zapachu politycznym – też się wie. Lecz mimo wszystko… – tak zwany masywny plus. Od pięknoducha patrzącego z oddali, bez niuansów, światłocieni.

W Morawicy

25 lipca 2019


©basia

Blisko.
Widok z kościelnego wzgórza niezrównany na szemrzącą upojnie autostradę i huczące kusząco Balice.
Wokół pomnikowisko i ogród francuski wysokich lotów (ktoś – lecz nie my! – wziąć może to święto-patryjotysowe założenie za przejaw przylotniskowego żartu niskich lotów: z niewykoszonymi dmuchawcami, nieprzyciętymi ligustrami… iluż wszechświatowych podróżnych zgorszy się (z niewysokich niskości) tym lapsusoidalnym ad maiorem Dei gloriam!)…

Tak, na Morawicę chętnie zerka się – odlotnie i przylotnie – z samolotu i szos; Kościół na wzgórzu fundacji Toporczyków od dekad skuszał rowerzystę i piechura… nawet zanim pracę o miejscu popełnił Wielki Janusz Kurtyka.

Jednak po niedzielnym bunkrowaniu-wędrowaniu zajechali tam, gdyż parę dni wcześniej inni wielcy uczeni ogłosili miastu i światu NaprawdęNiecodzienną wiadomość: w murach plebanii „schowana była” romańska rezydencja rycerskiego rodu… sprzed niemal tysiąca lat. Rzecz odsłonięto dopiero-co; trwają spekulacje, hipotezowania, kto mógł mieć tu siedzibę (palatyn Sieciech, pierwszy właściciel Morawicy?)
Co dodatkowo fascynujące, z tej (załóżmy) najstarszej zachowanej polskiej budowli świeckiej ocalały nie tylko fundamenty, ale także ściany, niemal po dach — „po zewnętrznej wpisane” w bryłę plebanii.

Obwąchać, obejść… przy wtórze samolotów startujących akurat co pięć minut, w szumie aut gęsto sunących. W tle szemrze msza święta, po której celebrans z kościelnym i ministrantami maszerują dokądś żwawo z kropidłem i tacą.

Bo to już świętego Krzysztofa tu. Na kilka dni przed właściwymi imieninami, lecz że mamy krzysztofowy tydzień a nie dzień, a jego figurka, acz wcale nie czterometrowa, patronuje morawickiemu parkingowi przykościelnemu – wędrowcy poddają się nastrojowi i obfitemu pokropkowi rykoszetowemu (nie uiściwszy co prawda… – drobne chomikują na wieczorną mszę „własną”);-/

Jaki to wszystko ma związek z pierwszą przyczyną zakrzywienia do Morawicy?
— Ano po pierwsze ogólnopodróżny, wszechprzemieszczający się: wysoko i nisko, daleko i blisko. Bo niby czemu Krzysztof patronuje biegaczom, flisakom, kierowcom, a pilotom cywilnym tudzież podniebnym podróżnym już nie? – To trzeba wyprostować, uwspółcześnić, zainkorporować do nowych celów (niczym ściany romańskiego palatium).
Po wtóre Krzysztof ma w opiece mosty, miasta położone nad rzekami, przewoźników, żeglarzy, podróżników i pielgrzymów. Mosty, więc i przęsła… czyli łuki, w tym romańskie. A wszak do łuku odłuskanego w ścianach budynku parafialnego przychodzić będą tłumy… podróżników, wędrowców, pielgrzymów.
Może…

Tę to klamrę sensu i kompozycji przerzuciwszy (nieco topornie, jak na Toporczyków i prowincjonalny romanizm przystało), wracają w świętym spokoju do domu. Burze dopiero na Babiej i w Gliwicach – pewnikiem podróżują wolniej, niż zmotoryzowani i latający.


©Pak4

Foto: Pak4 i basia
[21.7.2019: Wokół Nielepic. Morawica.]

Bunkry, burzowo

22 lipca 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Mijamy w Nielepicach poniemiecki bunkier. Odsłonięty, uławeczkowany. W tle głowy miga news ze Śląska: bunkry polskie są burzone.

Jak to rozumieć?
Antypatriotycznie: że dla Merkel się chroni, a polską przeszłość wymazuje?
Ideologicznie, że bliżej obecnie w Polsce do faszystów, niż antyfaszystów?
Geopolitycznie, że dbamy tylko o to, co chroni od inwazji ze wschodu, bo może jeszcze się przyda?

A może należy zrozumieć po krakowsku, gdzie jak wyburzono poaustriackie bunkry z twierdzy Kraków, to okazało się, że przez pomyłkę?

● Foto: Pak4 i basia
[20.7.2019: Na Kopiec Kościuszki wczesnym rankiem. Ślad GPS]

● Foto: brak – bo biegł sam Pak
[20.7.2019: dżogingowy five’o’clock. Ślad GPS]

● Foto: Pak4 i basia
[21.7.2019: Nielepice, Park Rotmistrza Pileckiego – Kmiecie – Bunkier z 1944 – Dulany – Bukowa Góra – pod/nad A4 – Dębowa Góra i Skała na Dębowej Górze – Skała z Krzyżem – Park Rotmistrza Pileckiego. Morawica. Ślad GPS.]


Nielepice jak Italia – ©Pak4