Strony medalu

14 sierpnia 2018

Sports people like top-level tennis players and golfers have some of the biggest carbon footprints of any people on the planet yet they’re lionised by a system that produces huge inequality, disproportionate financial rewards and destroys the planet. The Guardian is supposed to be a paper of the left yet it’s sycophantic “hero” worship of celebrities has become an almost daily occurrence now.

Komentarz pod tekstem

Reklamy

Przyjaźnie narodowe

12 sierpnia 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W ubiegły weekend wpadliśmy na akcję słowackiego Lidla, który robił „tydzień czeski”. Albo nawet więcej niż tydzień. Generalnie czeskość była promowana na Słowacji ze ścian każdego unijno-niemieckiego Lidla. Z polskiego Lidla promowania czeskości nie pamiętam… Owszem, Polacy mają słabość do czeskiego piwa, a w internecie i realności zdrowo funkcjonuje sklep z czeską żywnością. A raczej czechosłowacką — bo to jest pewna różnica. Ale „czeski tydzień” w Lidlu, a tym bardziej reklama, że skoro czeskie to dobre, jakoś mało polska mi się wydaje.

Dla Słowaków wyraźnie „czeskość” jest reklamą. I to o rzut beretem od mauzoleum ks. Hlinki, słowackiego budziciela, ale też przywódcy ruchu, który chętnie od Czechosłowacji Słowację odłączył. W końcu ks. Tiso to jego współpracownik i niejako następca…

Dla Słowaków-politycznych zadrą było (i może pozostało) to, że w braterskich uczuciach Czechów do Słowacji, Czesi czuli się zawsze tym „starszym bratem” — mądrzejszym, ważniejszym, pouczającym… Ale popularność czeskości świadczy o tym, że wciąż bratem. I wciąż na ulicach można spotkać koszuli z przypomnieniem tego braterstwa.

***

Lidl w Rużomberku lansował czeskość, a przechodząc przez kiermasz na krakowskim rynku nie da się uniknąć podobnego lansowania węgierskości. Tym razem było jej nawet więcej niż zwykle, bo oprócz tradycyjnych potraw ze zdrowym tłuszczem mangalicy, reklamowała się Nyíregyháza, podciągając jakoś pod swą reklamę na gościnnej estradzie rynku także młodzież z Debreczyna.

Związki te, pełne sympatii między narodami, są jednak bardzo różne. Owszem, Czesi pokochali Słowaków z post-romantycznych legend, ale jednak związek scementowało wspólne państwo i podobieństwo języków. Polacy i Węgrzy nie mają nawet podobnych języków, wspólne państwo mieli przez chwilę i to nie o nim pamięć ma budować sympatię, a oparcie jakie konfederaci barscy znajdowali po „węgierskiej” stronie granicy. Zresztą Franciszek Rakoczy (taki węgierski Kościuszko, ale kilkadziesiąt lat przed Kościuszką) miał znajdować wcześniej oparcie u Polaków…

Polsko-Węgierską przyjaźń budowałyby więc wspólne bunty (choć Czechy mają bardzo dużo związków z Polską, a ich historia ma wiele analogii do polskiej; to jednak jakoś wydają się być „nie w fazie” — oba narody spotykają problemy niby podobne, ale mierzą się z nimi w innym czasie). Tu przypomina mi się wizyta Węgrów w Bieszczadach, gdzieś w połowie lat 80-tych. Polski gospodarz wizyty, partyjny i w ogóle, przypomniał hasło o „bratankach”, dodając że jeśli chodzi o szablę i szklankę, to tę pierwszą lepiej sobie odpuścić. Jakoś mnie to uderzyło wówczas, jako wielkiego wroga alkoholu; dopiero z czasem dostrzegłem polityczność wezwania, kogoś, kto nie chciał powtórki „Budapesztu ’56” nad Sanem.

***

Jednak jest to trochę dziwne. W końcu bliżej jest Słowacja, a nie pamiętam podobnej promocji żywności słowackiej. Owszem, Węgry są niemal dwa razy ludniejsze (choć, w przeliczeniu na mieszkańca, biedniejsze…), są jednak dalej — promowanie Słowacji wydaje się oczywistsze. A go nie ma…

Wygląda więc na to, że związki polsko-węgierskie, przynajmniej w Krakowie, przetrwały powstanie najpierw Czechosłowacji, a potem Słowacji. I nie są czysto deklaratywne, czy polityczne, ale wiążą w części kultury, która najsilniej tworzy jej bebechy — w tradycyjnej żywności. Związki te trwają nawet ponad wspólnotą języka… angielskiego (cóż, podejrzewam, że Polacy i Węgrzy XVIII czy XIX wieku, też nie rozmawiali po polsku, czy węgiersku, ale raczej po niemiecku…). I my im dobrze życzymy, choć Słowaków, Czechów, Litwinów (bywają, bywają…), Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, czy Niemców (by wymienić tylko sąsiadów) też chętnie zaprosilibyśmy na krakowski rynek, nie tylko w roli turystów — niech się pochwalą tym co mają i krakowskie tradycje miasta hanzeatyckiego kultywują.

Zdjęcia: basia i Pak4

Ilustracje – Pak4

Noble?

11 sierpnia 2018

Akademia Szwedzka w trocinach

W tym roku nie będzie literackiej Nagrody Nobla.
Jak do tego doszło?
— Kto jeszcze nie wie, może przeczytać zgrabną rekapitulację.
Lecz ostrzeżenie – to będzie długie czytanie.
(Prawie tak długie, jak niektóre nagrodzone dzieła, serwowane nam do zimowej lektury od 1901 roku. Czyli w sam raz na upały saunowo-duszące, choć jak na razie miarkowane orzeźwiającymi wietrzykami i zimnymi strugami powietrza zamelinowanymi w tej czy owej pieczarze ;-/)

https://www.theguardian.com/news/2018/jul/17/the-ugly-scandal-that-cancelled-the-nobel-prize-in-literature

Co takiego?

10 sierpnia 2018

…jest w tej głównej grani Niżnych Tatr, że podczas wstępowania na nią tajemny dreszczyk idzie po strunie grzbietowej… i to z każdym rokiem większy?

Co takiego jest w liptowskich gotyckich kościółkach, że człowiek odbija, nadkłada, szuka a nawet po wielekroć wyłazi z klimatyzowanego auta*, by się przyjrzeć, obejść, wleźć do?

Nnnoooo… – może po prostu unikatowe i urocze są?

Zdjęcia: Pak4 i basia

[6.8.2018: Donovaly (Polianka) – Barania hlava – Kečka – Kozí Chrbát – powrót.
Ludrova (gotycki Kościół Wszystkich Świętych). Liptowska Szczawnica. Martinček (Kościół Św. Marcina). Ślad GPS]
_____
*o wyłażeniu z klimatyzowanego auta w Krakowie nie zająkniemy się

(Pak4):

Donovaly z odskokami

9 sierpnia 2018

Przejeżdżając wieeele razy utrwalasz sobie to miejsce jako rozległą przełęcz-siodło zaanektowane arogancko dla ski-biznesu, zabudowane groteskowo bloczyskami-hoteliszczami. Nawet jeśli jest zwornikiem ważnych grup górskich – to przecie okoliczne szczyty michałkowato się jawią.

A, i jeszcze niżnotatrzański odcinek (ha, odcin!) Cesty Hrdinov SNP zaczyna się tu. Względnie kończy.

Pewnego pięknego wieczoru okaże się jednak… może nawet wręcz i wnóż w lodowatym potoku się okaże (ale nie wchodźmy zanadto w szcze… chłodzące jego tonie, bo piszemy wspominki niniejsze w wygrzanych murach miejskich gdy temperatury na zewnątrz sięgają w cieniu 34 celsjuszów a za chwilę mamy drugi już tego dnia autdorowy seans z nad wiek mobilnym i coraz bardziej stanowczym dwulatkiem)…

…Okaże się jednak, że po arcy-dzielnej sobocie przyjść musi raczej nie-dzielna niedziela. I że w obrębie nie-dzielności owej rejon Wielkiej Fatry, w którym dokonały się właśnie upalne podboje arcydzielne, stosunkowo najmniej dotkniętym zostanie dżdżem, piorunami i podobnymi.

Ergo, najwygodniejszą Metodą

wydaje się na poręczną przełęcz skoro świt się wdrapać, potem stromo ponad przełęcz na Zvolen nad ową królujący próbować zdążyć wdrapać się, po czem ew. nawałnice przeczekać na siodle owym Donovalowym bądź w Rużomberku, następnie znów do internetów się udać po pogodowy apdejt wieczorny i zdecydować, co dalej.

Wykonanie odbędzie się z pewnymi odskokami od planów.

Wstaną później, niż należało (bo wyśmienicie się będzie spało).

Śniadanie jeść będą (już na przełęczy) dłużej, niż zwykle, bo kawa pyszna, wiata bardzo fajna a wraz z samochodami niestrudzonymi pod miejsce owo wyniesione skradają się pierwsze i sto-pierwsze kropelki dżdżu. Otulić się trza będzie… było… wspomnijmy nie bez kozery, jako, iż piszemy niniejsze w wygrzanych murach miejskich, gdy temperatury… ech, szkoda gadać, ale, że – jak co roku – szybko, zbyt szybko przyjdzie połowa listopada… – zatem gadamy, że nie narzekamy, tylko – jako rzeką instruktorzy jazdy – cofanie do tyłu kontynułujemy dalej!

Ruszywszy na Zvolen rześko i stromo – nie dojdą z powodu chmur i gromów.
Pozostało może 400 m w poziomie. Znaczy nie całkiem po równym, a względnie, w porównaniu z wcześniejszym.

Zejdą, zjedzą, znów posiedzą (w aucie), na mszę pójdą (gdzie ksiądz uparcie nie poda komunii na rękę… nie, nie im, oni zwykle z wyprzedzeniem wiedzą, w jakich długościach i szerokościach eklezjalnych się obracają… nie odskakując ku ekscentrycznym oczekiwaniom, apage!)
Jeszcze raz się zorientują (licząc od rana) – tym razem w słońcu – jak w sumie malowniczą, historyczną i kompletną (z smętarzem przy tranzytowej szosie) osada Donovaly jest.

Pójdą na spacer kolejny. W tłumie przełęczowych wczasowiczów-urlopowiczów. Ale słowackocentryczni urlopowicze to znacznie lepsi chodziarze, niż… inni (nie znieważać jednego narodku własnego, zwłaszcza w Stulecie Jego!)

Pójdą, dojdą, zawrócą, auto odpalą, po asfalciku, którym doszli i zeszli, raz jeszcze wyjadą. Tylko dalej. Potem lub przedtem leżakująco (niedzielę mogą mieć niedzielną, zasłużyli!)

Do Rużomberku wreszcie pojadą, Hlince się pokłonią w mauzoleum, w którym nie spoczywa ten bohater narodowy względnie ojciec narodu… choć nie w stulecie (za to w 80-lecie śmierci, dokładnie za 10 dni)…
…a w zasadzie czemu Słowacja nie miałaby też świętować Stulecia? – schodkowo, jako kroczku ku? (kroczkowo, jako schodku…)
Schodów w okolicach Mauzoleum Prałata dostatek.

Wrócą w ponawałnicowych kałużach dokąd? — Ano prościutko-wysoczutko na Donovaly, plateau po lewej, stąd na spacer do miejscowości o filuternej nazwie Bully (przychodzi Słowak do brytyjskiego pracodawcy i mówi „jestem (z) Bully – to widać, słychać i czuć!”…)
Do Bully więc. I dalej, do źródełka.

Po czem spać – zmęczyli się setnie tą nie-dzielnością! Tyle w niej do roboty!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[5.8.2018: Donovaly – prawie-Zvolen – Donovaly. Msza. Spacer na przeciwległą górkę – powrót do samochodu. Wyjazd na tęże samąż górkę i dalej, do pozostałości drewnianej rynny wodociągowej. Zjazd do Rużomberku, zwiedzanie przyśpieszone przez główny opad dnia. Powrót na przełęcz. Bully. Biwak z wiiidokaaaami. Ślady GPS]

Donovaly fragmentaryczne z podejścia na Zvolen (Pak4):

Kanikuła 2018

8 sierpnia 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Wyruszyliśmy wcześnie. Dopiero w drodze przysiedli na śniadanie. Podbiegł zaciekawiony kotek, ale niedospani nie pobiegliśmy za nim.

Ruszyliśmy dalej — wzdłuż potoku, gdzie domu strzegły psy strategicznie rozstawione w kluczowych punktach obejścia. Staraliśmy się nie zostawiać żadnych śladów, choć my nie-wrogi, my-przyjaciele, bez złych intencji, ot, iść cicho, bezwonnie i dać psom pospać. Pies też człowiek… A sobota to sobota. Ale one i tak szczekają. Biedaczki… Powinny dostać nadgodziny.

Potem ścieżką, drogą, w górę. Sarenki uciekły bez oszczeku z naszej strony. Nawet bez strzelania aparatem.

Potem grzbietem, wijącym się jak grzbiet węża. Wąż zresztą też był. Żmija wygrzewała się na ścieżce i przerażona uciekła. Czym?! My nie jesteśmy jadowici… A tak wyszło, że znowu jakiejś koleżance nie daliśmy spać, choć po prawdzie, to o tej porze nawet w sobotę żmije nie powinny się lenić.

A potem już owieczki, baca i owczarek liptowski. Nie odmerdaliśmy, bo nie mieliśmy czym. I podejście na Kirżną. Kriżna to taki Turbacz, tylko na Słowacji. Stąd owieczki, baca i owczarek liptowski, ale nie podhalański.

Potem poszliśmy na Ostredok dwojga szczytów. Dziwne szczyty. To znaczy wyższy jest niższy. Albo odwrotnie. Nie na nasz to rozum. My jesteśmy małe, zwykłe człowieczki…

Potem Suchy Vrch. Taki Turbacz, tylko na Słowacji, z szałasem i wodą dla owieczek.

A na sąsiednich Koniarkach owieczki, owczarki liptowskie i pasterze.

I pod Ploską też. Znaczy się Ploska to też taki Turbacz, tylko na Słowacji i owczarki tam mają liptowskie, a nie podhalańskie.

A potem zeszliśmy z Ploski i się ochlapali trochę w strumyku. Jak małe pieski. A co!

Zdjęcia: basia i Pak4

[4.8.2018: Liptovské Revúce (Vyšná Revúca) – (żółtym) Veterný vrch – (czerwonym) Rybovské sedloKrížnaOstredokPloská – Vyšná Revúca. Po czterech latach. Ślad GPS. (hiking.sk)]

Oni czyli My

1 sierpnia 2018

– daty, akcje, precjoza, celebry, widoki

6.8.2015
Miejsce, czas, okoliczności:
– Ścieżka górska, tuż przy kosówce – Ornak (ok. 1900 m npm),
koło południa, przed burzą która nie ziściła się
Akcja:
– On na jedno kolano

5.5.2018
Miejsce, czas, okoliczności:
– Kolegiata św. Anny, 17:00, przepiękna przepewna pogoda
(burze jeszcze wszystkie możliwe, ale spoko)
Akcja:
– Oboje na oba kolana, potem wstać

*** * ***

w zasadzie mieli
się tym podzielić
aż po trzech latach
lecz… szkoda świata
wirtualnego
trzymać dla tego
wydumanego
powodu swego
w niepewnościości
wielkiej miłości
(i deklaracji wspólnej przyszłości)

– więc oznajmiają
gratek żądają!

;D ;D ;D

Fakty i daty

30 lipca 2018

18.7.2007: roi a cappelli na koncercie PROMS

19.7.2007: wpis a cappelli o koncercie

19.7.2007; 1:45 pm: bloger Tygodnika POLITYKA Owczarek Podhalański sugeruje coś… co zostaje spełnione

25.7.2007; 8:13 am: pod wpis a cappelli przybywa PAK…
…popisanki-przekomarzanki…
zima… IRL powrót autorki z Lon do Krk… rok 2008… blogostan trwa-prosperuje

29.7.2008: w dzień po sławetnej przebieżce przez roi a cappelli całej Orlej Perci jednodniowo spotykają się w piwnicach Chimery… co zostaje odnotowane sieciowo

4.6.2009: znówjeszcze (na wędrówkę poszedłszy)… kolejny raz… koncerty, muzea, teatry, sylwestry, towarzyskości, rodzinności, sporty, przebieżki, wyścigi, eksploracje okolic, góry… eating out/ in

2-5.5.2012: pierwsza wielodniowa… – to była ta majówka

6.8.2015: dyjament na Ornaku

5.5 2018; 5:00 pm: obrączki u Św. Anny

(Cd)

Wystarczy

29 lipca 2018

Wystarczy tylko zmobilizować się i wstać.
Po intensywnym dniu upalnym, (późno)wieczornej podróży, sortowaniu i zagospodarowywaniu pożytków…
Wstać, choć się chce spać; jakoś się rozkręcić (ach to niskie ciśnienie czy co tam!…)

Kawę wypić – albo to coś da, albo nie da.
I już przy samochodzie, w drodze…
I na wędrówce, która krótka, ale wystarczy
By dzień upalny zaliczyć do udanych.

Wędrówka przerośnie oczekiwania o 300%.
Koźlarze nad Zabierzowem przerosną wszystko. (Samych młodych kapeluszy wystarczy na całoroczne zapasy… Poza tym ileż można zbierać gdy się ma jedną reklamówkę?! Dość tego! Poza wszystkim statystyczne tempo marszu słabnie, zakładana dziewiąta na finisz może być zagrożona!… A kos nie zabraliśmy! (Na sztorc stawianych ani innych ;p)

Grzybowska. – Wystarczy dobrze wybrać nazwę podkrakowskiej dolinki.
Dostanie się dobudzenie, dotlenienie, pochodzenie… zazdrosne spojrzenia późnoporannych biegaczy, rowerzystów i spacerowiczów… następnie zasłużony zacieniony domek, dogadzanie sobie (przetykane grzybowską pracą wielofrontową), kulturę, sjestę, nie-dzielność wielce rocznicową. Choć burza huczy wkoło nas.

Zdjęcia: Pak4* i basia*

[29.7.2018: Oblaski – Dolina Grzybowska – Lisi Dół – radar „Zapałka” – Kurzawa – Pogorzany – kamieniołomy wapienne w Zabierzowie: dolny, górny i dolny raz jeszcze – ok. restauracji „Grube Ryby” – potem szlakiem niebieskim do lokalnego pomarańczowego – Siedem Dróg – Studzienki – Dolina Grzybowska – Oblaski. Ślad GPS]

Cenzura

28 lipca 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W piątek byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia. Facebook (14 l.) został strollowany przez Ziemię (4.5 mld l.), która wzorując się na muzeum Dom Rubensa (72+337 l.) dokonała demonstracyjnego aktu cenzury: Ziemia przesłoniła nagość Księżyca (4.5 mld l.), w trakcie niemal dwugodzinnego performance. Prawnicy FB złożyli odpowiednie skargi do właściwego Sądu (+∞ l.), uzasadniając to faktem spadku notowań akcji na giełdzie (201 l.) wywołanym zapowiedzią działań Ziemi.

Zdjęcia: Pak

Ilustracje – Pak4