Król życia

17 lutego 2018

…or the ultimate to have it all

He is among the most famous people in the world, yet he glides in and out of the spotlight with comfort. “Ever since my kids were born it has been that way. My wife needs to be happy. My kids need to be happy. Without that this doesn’t matter.”

[…]

So, would he aim at the Olympics, where he has yet to win a gold medal in singles, one of the few baubles to elude him? “It’s not like with Rio [in 2016], where it was really something I set myself as a goal,” he said.

“If I’m still playing, great. But I’m not saying I have to play one more [Olympics] before I retire. If it happens, then it makes sense for me to go play, but it’s too far away. I don’t know what happens then. We’ll see if it works and makes sense. I haven’t put it on the table. It’s not a discussion point, let’s put it that way. When the time is right, I’ll talk about it – and see how I feel in that year. When is it? 2020? It’s so far away. There’s no point to discuss it. Why not – it would be nice … but I can’t tell you for sure, or not for sure.”

Tantalising, as ever.

As well as being the greatest tennis player of all – according to Rod Laver, whose own claim to that accolade is considerable – Federer also has a command of his time and space, on and off the court, like no other. Is there a secret to the longevity of his career? He does not see it that way.

“You can always play more if you want to. You can always play less if you want to. I just hope people don’t think that what I’m doing at 36 they can start doing at 25. I played full schedule from ’98 or ’99, really, to 2016. Until I was injured. I was 34 at the time. Did I plan last year to play a light schedule? No. Did I plan to skip the clay-court season? No. Did I plan to win all these tournaments? No. It all happened organically.

(To i znacznie więcej…)

Reklamy

Dzień jak co dzień

14 lutego 2018

…lub miesiąc jak co dzień –
– dla Toprowców, Aniołów Stróżów i pozostałych

Wtorek 16.01.

O godz. 13.09. do TOPR zadzwonił turysta informując, że podczas zejścia z Rysów, będąc w górnej części Rysy, stracił równowagę i zaczął zsuwać się po stromych śniegach w dół. Zatrzymał się dopiero pod „Kamieniem” poniżej Buli pod Rysami. Doznał bolesnego urazu barku i stawu skokowego. Po 10 min kolejny telefon od poszkodowanego, który przekazał ratownikom, że przed momentem z dużą prędkością przemknął koło niego jego kolega, z którym razem schodzili z Rysów. Dojechał on nad Czarny Staw. Wystartował śmigłowiec. Z Jego pokładu dwaj ratownicy desantowali się w rejonie Kamienia i przystąpili do udzielania I pomocy rannemu turyście. Stamtąd śmigłowiec poleciał nad Czarny Staw, przyziemił w pobliżu drugiego turysty. Okazało się, że turyście znajdującemu się na Stawie nic nie jest, nie potrzebuje pomocy i o własnych siłach dojdzie do schroniska. Gdy ratownicy działający powyżej, włożyli rannego do noszy poprosili o przylot śmigłowca. Poszkodowany wraz z towarzyszącym mu ratownikiem został windą wciągnięty na pokład śmigłowca i przetransportowani do szpitala. Po rozmowie z turystami można było odtworzyć przebieg zdarzenia. Turysta, który jako pierwszy poleciał w dół, zsunął się po śniegach około 1300 m. Przeleciał nad Kamieniem i wbił się w nagromadzony poniżej śnieg. To chyba go uratowało. Drugi turysta zaczął schodzić w dół, by sprawdzić, co stało się jego koledze. Będąc u wylotu Rysy i on poleciał po stromych śniegach i dojechał aż nad Czarny Staw. Po drodze nie uderzył w żadne wystające głazy i mimo co najmniej kilkusetmetrowego „ zjazdu” nic mu się nie stało. Przy każdym z nich tego dnia Anioł Stróż był na miejscu.

…Niektórzy mają szczęście…

(Nb, wycieczka na Rysy od Morskiego 30.9.2011 – sucho, zero śniegu w Rysie…)

*** * ***

Poniedziałek 22.01.

[…]
O godz. 17.32 do TOPR zadzwonił turysta informując, że wraz z kolegą wyruszyli z Kasprowego w kierunku Przeł. pod Kopą Kondracką. Weszli na jakiś wierzchołek, z którego boją się zejść. Poproszono turystów by uruchomili aplikację „Na Ratunek”, by można było ich zlokalizować. Po kilku próbach o godz. 19.48 turyści podali swoje współrzędne. Okazało się, że znajdują się oni na wsch. wierzchołku Suchych Czub, ale nie są w stanie sami zejść zbyt trudnym dla nich terenem. Z Centrali na pomoc turystom wyruszyło 4- ratowników, którzy wyjechali kolejką na Kasprowy i stamtąd o 22.13 dotarli do turystów. Okazało się, że turyści są w dobrej formie fizycznej i nieco słabszej psychicznej. Po napojeniu herbatą, asekurując o godz. 01.24 doprowadzili turystów na Kasprowy. Tam turyści zostali na nocleg, a ratownicy na nartach zjechali do Kuźnic i o 02.40 dotarli na Centralę. W górach lepiej nie słuchać wieszcza i mierzyć zamiary na siły a przede wszystkim na umiejętności.

*** * ***

Wtorek. 23.01.

O godz. 14.33 do TOPR zadzwonił turysta informując, że schodził ze Starorobociańskiego Wierchu w kierunku Kończystego W. zgubił szlak, nie wie gdzie jest. Turysta przekazał swoje współrzędnie, zlokalizowano go i poproszono by schodził w kierunku Cielęcych Tańców. W tamten rejon wystartował śmigłowiec. Ze względu na zalegające chmury nie udało się dolecieć do turysty. Śmigłowiec zawrócił do Zakopanego. Spod Centrali zabrał na pokład 2 ratowników i poleciał do Dol. Starorobociańskiej. Tam poniżej pokrywy chmur desantowali się ratownicy i udali się w kierunku turysty, do którego dotarli o 15.50. Sprowadzili go w miejsce dogodne do podebrania przez śmigłowiec. O godz. 16.05 przetransportowano turystę i ratowników do Zakopanego. Zimą, samotne wędrowanie w takim terenie, gdy na dodatek chmury i mgły ograniczają widoczność, nie jest najlepszym pomysłem.

*** * ***

Niedziela 28.01.

Po godz. 17-tej z Czarnego Stawu do Morskiego Oka sprowadzono turystkę, która w miejskich kozaczkach dotarła nad Staw, ale w takim obuwiu nie potrafiła bezpiecznie zejść.

Sporo pracy mieli ratownicy pełniący dyżury w stacjach narciarskich. Każdego feryjnego dnia dochodzi tam do 30-40 wypadków. Apelujemy o rozważną i bezpieczną jazdę.

*** * ***

Środa 31.01.

[…]
Tuż po 13-tej do TOPR zadzwonili turyści ( 2 osoby) informując, że pobłądzili idąc z 5-ciu Stawów na Szpiglasowy Wierch. Są na grani przy słupku granicznym Ponieważ podali nr słupka, ratownicy ustalili, że turyści znajdują się w rejonie Wyżniej Liptowskiej Ławce. Wystartował śmigłowiec. Ze względu na silny wiatr i zalegające wyżej mgły, ratownicy desantowali się w 5-ciu Stawach i dalej udali się pieszo przez Szpiglasową Przeł. Tuż przed 17-tą dotarli do turystów. Po napojeniu herbatą i ubraniu uprzęży, asekurując o godz. 20-tej doprowadzono turystów do schroniska w Stawach. Wyprawę prowadzono w trudnych warunkach, przy silnym wietrze, ograniczonej widoczności i zagrożeniu lawinowym. Bez odpowiedzi pozostało pytanie dlaczego w takich warunkach wyruszyli na wycieczkę?

O godz. 15.18 do TOPR zadzwonił opiekun informując, że z 9-cio osobową grupą harcerzy są na Giewoncie. Boja się zejść ze szczytu bo nie mają raków ani czekanów, a szlak zejściowy pokryty jest twardym zlodzonym śniegiem. Z Centrali na Kondratową wyruszyła 3 osobowa grupa ratowników. O godz. 16.33 do TOPR ponownie zadzwonił opiekun informując, że zeszli ze szczytu na Herbacianą Przeł. i nie potrzebują już pomocy. Ratownicy zawrócili na Centralę.

*** * ***

Piątek 2,02.

O godz. 13.53 do TOPR dotarła informacja, że w rejonie Świnicy spadł z nawisem instruktor prowadzący grupkę turystów. Turyści nie widzą go i nie mogą nawiązać z nim kontaktu głosowego. Pogoda (wiatr i mgła ograniczająca widoczność) uniemożliwiała użycie śmigłowca. Ponieważ informacją o miejscu zdarzenia była nieprecyzyjna, z Kasprowego i z Hali Gąsienicowej w rejon Świnickiej Kotlinki i dalej pod płn. i wsch. ściany Świnicy wyruszyli ratownicy. O godz. 14.20 do TOPR ponownie zadzwonili turyści informując, że wszystko jest ok. bo właśnie instruktor dotarł do nich. Okazało się, że zdarzenie miało miejsce na Świnickiej Przeł. W wyniku urwania nawisu instruktor spadł do Świnickiego Żlebu, zjechał nim kilkadziesiąt metrów a upadek wyhamował czekanem. Nic mu się nie stało , ale trochę trwało zanim dotarł do turystów. Wobec tego odwołano z terenu ratowników.

*** * ***

Niedziela 4.02.

[…]
O godz. 14. 16. Do TOPR zadzwonili turyści informując, że pobłądzili w rejonie Kopy Kondrackiej. Dzięki aplikacji „Na ratunek” ustalono, że turyści zaczęli schodzić na stronę słowacką. Poproszono by po własnych śladach wrócili na szczyt i stamtąd schodzili w kierunku Kopy Kondrackiej. O godz. 16.26 turyści wysłali SMS-a, że nie mogą odnaleźć drogi zejściowej , proszą o pomoc. Z Centrali na Kondratową skuterem wyjechało dwóch ratowników. O godz. 18.05 ratownicy poinformowali, że spadło ponad 40 cm świeżego śniegu, jest lawiniasto, potrzebne wsparcie. Z Centrali wyruszyło kolejna grupa ratowników. O godz. 19.52 ratownicy dotarli do turystów. Po ogrzaniu i napojeniu herbatą, asekurując o 22.30 sprowadzili turystów na Kondratową, skąd skuterami przewieźli ich do Kuźnic.
Wszystkie działania ratownicze przebiegały w trudnych warunkach atmosferycznych przy ograniczonej widoczności, wzrastającym zagrożeniu lawinowym spowodowanym intensywnymi opadami śniegu. Nasuwa się pytanie dlaczego turyści w takich warunkach wyruszają na tak długie wycieczki, po zasypanych i miejscami eksponowanych szlakach? Czy tak trudno przewidzieć, że przy ograniczonej widoczności łatwo będzie pobłądzić i wejść w lawiniasty teren ?

*** * ***

Niedziela 11.02.

[…]
O godz. 10.10 do TOPR zadzwoniła turystka informując, że przed chwilą urwała się z nawisem i spadła z Wagi do Dol. Ciężkiej. Doznała ran głowy, nie wejdzie sama na Wagę, gdzie pozostał mąż i kolega. O zdarzeniu powiadomiono HZS. Słowaccy ratownicy poprosili o przylot naszego śmigłowca, gdyż nad Popradem zalegają gęste chmury i ich śmigłowiec nie może wystartować. Po godz. 11-tej w rejon wypadku poleciał TOPR-owski Sokół. Z jego ratownicy desantowali się w pobliżu turystki. Po udzieleniu I pomocy turystka wraz z ratownikiem została windą wciągnięta na pokład śmigłowca. W kolejnych wciągnięciach na pokład zabrano drugiego ratownika i turystę i przetransportowano w rejon Szczyrbskiego Jeziora, gdzie przekazano ich ratownikom HZS.

Przestrzennie

6 lutego 2018


Kontekst tu

– Przestrzenne?
Gdy ostatnio sprawdzałam, one chyba były sześcienne, te metry?…

Ot, śpimy a język nam rośnie.
Wzwyż, wszerz i wgłąb.
Dużym na inspirację, małym na udrękę.

(Drzewom, drzewom oczywiście – bez urazy…)

Kolędo, trwaj!

9 stycznia 2018

Wśród bezliku spraw, rzeczy i zjawisk, na które narzeka się po polsku, lecz nigdy w stylu a cappella jest od lat sposób świętowania Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku.
— Moraliści, zrzędy i śledziennicy różnych formatów, maści, perswazji chcą w tym okresie widzieć nasilenie wszelkich plag egipskich: pasywizmu, konsumeryzmu, owczego pędu, sztampy, nudy, męczarni coraz większych dla coraz liczniejszego odsetka populacji, … — wszystko to ma i musi być efektownie zwieńczone pustką (w tym nieciekawymi wyciągami z konta) w okolicach Blue Monday.

A ona uparcie i nieustannie-naturalnie – NIE.

Ma szczęście takie, że nie ma najmniejszych powodów do utyskiwań. Jeśli czasem na cokolwiek – to na nadmiar zaproszeń, ofert – koncertowych, opłatkowych, wszelako-wigilijnych, spotkaniowych, kolędowaniowych, plenerowo-iwentowych, najadkowych, napitkowych… Lecz nigdy na jakość, monotonię.

Tak i tym razem. Weźmy jeden-jedyny pierwszy weekend nowego roku. Od czwartku wyjścia i gościny home and away, wrażenia, emocje, radości, wyśpiewywania pod niebiosy trzy razy dziennie, do zdarcia gardeł… ufff i ach, och i w ogóle!

Choć… jak ktoś chce pomarudzić (czytaj – posolidaryzować się z ziomkami) – pretekst można znaleźć!
— Dlaczego oni tną sprzedażne choinki już w październiku a może i wrześniu tak, że igiełki lecą praktycznie zaraz po wniesieniu do domu?! I potem widzisz kształtne ale średnio piękne drzewko na śmietniku już 3 stycznia rano!
– No gorzej, niż w jakim Jukeju, doprawdy!

Zdjęcia: Pak4 i basia
[5-6-7.1.2018: Kraków]

Zdjęcia: Pak4
[14.1.2018: Kolędowanie w Łańcucie]

Zdjęcia: Pak4
[16.1.2018: Kraków. Wieczorny nowozimowy spacer]

Zdjęcia: Pak4
[21.1.2018: Chór Łańcuckiej Fary w Kolegiacie i inne atrakcje weekendu]

Zdjęcia: Pak4
[27-28.1.2018: domowe tańce, kolędy, swawole; msza i koncert u Helclów]

Zdjęcia: Pak4 i basia
[3-4.2.2018: Chorzów i okolice. Szopka franciszkańska trwa. Park Śląski w śniegu]

Wawelski fotorepo (basia)

Zumując pewien chór (Pak4)

Słonina

1 stycznia 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Gdzie ta słonina? Wyfruwamy z domu. Pod blokiem sikorki. Jedzą… Nadzieja jednak szybko mija — to nie słonina, to ziarenka…
***
Lecimy dalej. Cel Sikornik. Mijamy Kopiec Kościuszki. Kościuszko jadał słoninę, a przynajmniej więcej przemawia za niż przeciw. Jednak pod Kopcem nie ma słoniny.
***
Mijamy Sikornik. Jest stołówka dla ptaków! Ale nie widzimy ptaków, choć czynna od świtu to wieczora. Widzimy tylko kule tłuszczowo-ziarnowe. I nowe ławki.
***
Cóż, nie na Sikorniku, to w ZOO na pewno. W końcu w ZOO mają różne zwierzęta, które albo jedzą słoninę, albo same nią są! Mijamy żerowiska dzików. Dziki to już w zasadzie słonina, ale niestety, widzimy że słonina wzrastała, samej jej nie spotykamy.
***
Słoniny wciąż nie ma, wchodzimy więc na Kopiec Piłsudskiego, dla niepoznaki (Piłsudski jadał słoninę!) opisany jako Kopiec Niepodległości, by poszukać wzrokiem, czy gdzieś jej nie ma. Ale nic. Słoniny nie ma, a widoczność się pogarsza. Nim zejdziemy widzimy jeszcze 737 startującego z Balic. Wiezie słoninę?
***
Nic nam nie dał Kopiec, może więc ZOO? W ZOO zerkamy na wybieg słonin. Słoń, słonina, co za różnica… Niestety, ZOO czynne do 14-tej i słonie poszły świętować Nowy Rok.
***
Pozostaje sfrunąć i polecieć dalej — znowu na Sikornik.
***
I zlatujemy. O! Ptaszki są. Już zjawia się sikorka jedna, druga, trzecia. Zaszczebiotała. Już ich tysiąc; już ich milion mruga. Albo coś koło tego, zwłaszcza gdy doliczyć raniuszki. Są, musi być i słonina.
I jest! Słonina znaleziona! Można wracać do domu.
***
Razem pod 20 kilometrów spaceru. Czego by tu poszukać na następnym?

Zdjęcia: basia i Pak4

[1.1.2018: spod domu – Kopiec Kościuszki – Sikornik – Starowolska (Przegorzalska Przełęcz) – zamek Przegorzały – Srebrna Góra – Kopiec Piłsudskiego – Zoo – Starowolska – Sikornik – powrót. (Ślad gps)]

Tatry są… czegóż chcieć więcej!

Jest też nowy mini park widokowy na Sikorniku

W stołówce ptasiej raniuszki i inne

Pąki magnolii wyglądają jak bazie… względnie odwrotnie

Jeleniu to dobrze

Innym dobrze też!

Ilustracje – Pak4

Mogielica spełniona

30 grudnia 2017

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Wycieczki górskie są różne. Przepraszam za oczywistą oczywistość tego stwierdzenia, ale gdy się wraca na szczyt już „zaliczony” pojawia się pytanie — co nowego, co innego? Czasami jest to inna pora roku, inna pogoda, inne towarzystwo. Czasami, po prostu, mija czas (dłuższy), który sprawia, że to co było wąską ścieżką jest już asfaltową drogą, że ten domek zniknął, stanęły dwa inne, a schronisko stało się „gastronomią” tylko. Czasami wszystko na raz.

Mogielicę odwiedzamy razem powtórnie. Poprzednio było to w Wielkanoc (2014), teraz w okresie bożonarodzeniowym. Niewielki odstęp czasu (choć już kilkuletni), ale przeskok w inną porę roku.

Poprzednia wizyta nie zostawiła może jakiegoś niedosytu, ale zostawiła pamięć dość mglistą. To co blisko było widać dobrze, to co daleko źle. Tatry ledwo, ledwo. Potem migały mi gdzieś zdjęcia innych, że z Mogielicy widać dużo i pięknie… (Też oczywista, oczywistość, bo ten najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego widać z wielu, wielu miejsc.) Ale to nasze wyjście… Było krótkie, miłe i względnie zacierające się w pamięci.

Jak będzie z pamięcią tym razem, trudno mi wyrokować, ale wejście ma wiele atutów dla dobrej pamięci o sobie. Tatry ostre, Babia… za chmurą, ale widowiskowo. W dalszych dolinach mgły i chmury, które dodają dramatyzmu, choćby wał nachodzący na pasmo Radziejowej. Do tego czyściutka biel wczorajszego śniegu, dzisiejszy błękit, świerki przebijające się wśród bukowego lasu. Dla nóg zimowy ideał — ani ślisko, ani śladów (no dobrze, ślady są, ale tylko ślady) brodzenia w wysokim śniegu. Nawet przystanek na kawę i coś słodkiego, na otwartej przestrzeni zadziwiająco przyjemny — ciepły, bezwietrzny, o widokach już nawet nie warto wspominać. W najprzytulniejszym schronisku nie byłoby lepiej. No i tam choinka roziskrzona jedna, a tu trudno je zliczyć.

Wycieczka idealna chciałoby się powiedzieć. W zasadzie wzbrania tylko jedno — nadzieja, że jeszcze inne takie będą i o tytuł najidealniejszej porywalizują.

Zdjęcia: basia i Pak4

[30.12.2017: Zarębek – Mogielica – Polany Podmogielickie – powrót wzdłuż trasy biegówkowej. (Ślad gps)]

Ilustracje – Pak4

Z Bielska na Szyndzielnię

28 grudnia 2017

…szły w poświąteczną środę tłumy, w tym wiele dzieciaków i młodzieży.

Nie zważając na oblodzenie w górnych partiach i na wzmagający się wiatr.

Lecz tłumy one szły potem. B&P poszli i wyszli wcześnie. Nie zważając na mgły podczas dojazdu, zważając bardzo na ciszę i czar poranka, widoki otwierające się w podejściu i z góry.

A jeszcze potem był kolejny cudny dzień i kolejny powrót do miasta K.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[27.12.2017: Bielsko (parking pod wyciągiem) – Szyndzielnia – powrót. (Czerwonym i zielonym, na zmianę). Ślad gps – ok. 17 przeliczeniowych kilometrów w warunkach lekkozimowych.]

Ilustracje – Pak4

Zapamiętały się Repty…

27 grudnia 2017

…choć w świątecznym czasie atrakcji małopolsko-śląskich było co niemiara

– po Reptach Nakło Śląskie, dwa atrakcyjne kościoły Rudy Śląskiej (Wirek i Nowy Bytom), poranne szadzie i wschód słońca na drodze 94… rozległe nocne widoki ponad Brzeskiem ku północy… słowa i muzyki, radości razem… ekscytacje… ech, dłuuugo wymieniać!

Lecz najdobitniej zapamiętały się Repty.
Ktoś powie co może w pewnych kręgach świeży znaczek UNESCO… ;-/

Zdjęcia: Pak4 (Małopolska ; Śląsk) i basia

[23-26.12.2017: świąteczne Małopolska i Śląsk]

Ilustracje – Pak4

Dostrojonych

19 grudnia 2017

…i dobro-wolnych

[pojęcia-klucze: harmonia, being in sync, fala goni falę, stars aligned
— dobra wola – wola dobra — …uważność, staranność… ;D]

*** * ***

Radości, pokoju, wspólnoty – na Święta Bożego Narodzenia 2017.
Wiary, nadziei, miłości – w Nowym Roku 2018.
Życzę Wszystkim Gościom Blogu…

Na wschód od Ojcowa

9 grudnia 2017

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Zadanie: zaplanować i zrealizować pętlę spacerowo-wędrówkową, która:
— poprowadzi nieznanymi nam częściami bliskiej Krakowa Jury,
— poprowadzi (w mokrym roku) w miarę możliwości po asfalcie,
— pokaże coś urokliwego,
— uniknie spaceru po drodze nr 94…
(Nie, żebyśmy wielu pięknych rzeczy nie zawdzięczali drodze nr 94, ale co dla jednych jest preferowanym szlakiem, dla innych jedynym możliwym. A nikt nie lubi wdychać spalin.)

Realizacja:
9.12.2017: Biały Kościół — Wierzchowie — Wąwóz Korytania — okolice Bramy Krakowskiej — Prądnik Czajowski — Prądnik Korzkiewski — Biały Kościół.

Uwagi:
— Trochę 94-ki (Wierzchowie) było jednak nasze, szczęśliwie z wyjątkiem może 40m, szliśmy chodnikiem.
— Droga prowadziła zwykle asfaltem, ale chwilowo brukiem, czasem lodem, czasem (krótkim i popołudniowym) czymś bito-twardym z dziurami. Nogi nie zamokły, chwilowo trzeba było uważać na śliskość.
— Atrakcje zapewnił Ojcowski Park Narodowy, przez swoich przedstawicieli: Prądnik, Bramę Krakowską, Źródło Miłości, skały Rękawica i Wapiennik, Górę Okopy (z westchnieniem nad historią Konrada Mazowieckiego, który grał tu o tron z Henrykiem Brodatym), liczne opadły igły modrzewiowe, oraz przejaśnienia i rozbłękitnienia grudniowe.

Wniosek:
Juro, do zobaczenia!

Zdjęcia: basia i Pak4

Ilustracje – Pak4

Ślad GPS