Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. III. w niewoli babilońskiej)

25 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Asyryjczycy i Egipcjanie, jak widać, mają raczej złą opinię. Babilończycy na nią nie zasługują. Owszem, Biblia ich nie lubi — to oni podbili i zniszczyli Jerozolimę, ale sam fakt, że Biblia jest i może kogoś oskarżać, zawdzięcza im. Babilończycy sami wyszli z ciężkiej niewoli — byli pragmatyczni, a nie mstliwi — stąd karali wybiórczo — każdy kto odstąpił od buntowników był wolny i bezpieczny. Nie mieli ambicji by prześladować i wynaradawiać. Zniszczony wojnami Babilon potrzebował pracy wziętych w niewolę, ale ci szybko przekonali się, że to dla nich okazja na wzbogacenie się. Zresztą z czasem, najznamienitsi zostali z więźniów „gośćmi” króla, z należnym sobie uposażeniem. Bilans niewoli, dla wziętych w nią, wyszedłby chyba dodatni.

Żydzi wzięci w niewolę, wzdychali do utraconego kraju, ale właśnie — mogli to robić. A mogąc to robić, dokonali jednego z najbardziej rewolucyjnych wynalazków w historii. Gdyby złożyć nań wniosek patentowy musiałoby to brzmieć jakoś tak: „System utrwalania tożsamości religijnej i narodowej oparty na literaturze. System obejmuje księgi, ich spisywanie i przepisywanie, oraz publiczne odczytywanie w ramach uroczystości religijnych”. Ten system z czasem, gdy już zostanie zbudowany, stanie się Biblią i będzie rdzeniem, na którym oprą się trzy religie księgi: judaizm, chrześcijaństwo i islam.

Pewne elementy były wcześniej, bo byli prorocy, którzy — co też było pewną nowinką — pisali do ludu o złych królach; podczas gdy prorocy ościennych narodów pisali do królów o woli bogów. Ale to była tylko swego rodzaju publicystyka. Zaś jak znamy Biblię, to wiemy, że nie zawiera ona samych proroctw — zawiera też księgi historyczne, poezję, refleksje filozoficzne, czy zapisy prawa. Że to nowość, może świadczyć wyjątek — Jozjasz, w ramach swych reform religijnych, miał kazać odczytać ludowi odnalezioną „księgę Prawa” (spekuluje się, że może coś powiązanego z Księgą Powtórzonego Prawa, ale raczej nie sama ta księga w wersji nam znanej), co było tak ważnym i nietypowym wydarzeniem, że aż zapisano je w kronikach królewskich. Czyli: zanim wynaleziono Biblię, księgi prawa czytano w starożytnej Judzie gdzieś raz na 500 lat. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, to gdzie mieli je czytać? To dopiero w Babilonie badacze doszukują się domów, w których zbierano się na lekturę — praprzodków synagog, kościołów i meczetów.

Dopiero więc w Babilonie zaczęto tworzyć kulturę Biblii, z regularnym czytaniem i zapisywaniem każdej narodowej tradycji. Zaczęto, ale nie skończono — prace redakcyjne przeciągały się na okres po powrocie do Jerozolimy za czasów perskich, a jeśli mowa o wszystkich księgach Starego Testamentu i ich kanonie, to domyka się on, mniej więcej, dopiero w czasach Jezusa.

Podsumowując, trauma zdobycia Jerozolimy, zniszczenia Świątyni i wygnania obrodziła:
— początkiem kształtowania się Biblii, jako zbioru świętych ksiąg;
— początkiem tradycji ich czytania w ramach obrzędów religijnych, czyli czegoś co znamy choćby z liturgii słowa we współczesnym chrześcijaństwie;
— modelem szerokiego dostępu do literatury — dzisiaj byśmy mówili zarówno o promocji czytelnictwa (VI wiek p.n.e.!), jak i o modelu dostępu do dóbr kultury „open access”.
To wszystko zaś stało się swoistą „szczepionką” na klęskę, niewolę i rozproszenie. Żydzi, to jedyny naród starożytny w „naszej” części świata (by nie odnosić się do Chin), który przetrwał od starożytności. Dawna Fenicja, Asyria, czy Babilon nie przetrwały, choć każdy z tych narodów bywał większy i — mogłoby się zdawać — kulturowo płodniejszy. Żydzi przetrwali — dzięki Biblii.

***** * *****

Nie tylko Biblia jest Open Access. Dolinki Krakowskie też! Nie wahajcie się z nich korzystać, bo Open Access to dobra rzecz jest.
Foto: Basia i Pak4
[25.7.2021: Kozieniec – odbicie na szlak czerwony i zawrócenie – nad A4 – okolice Bukowej Góry – nad A4 – Kozieniec. Ślad GPS.]

Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. II. od rozkwitu do niewoli)

20 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Jak „cud” obronionej Jerozolimy przed Asyryjczykami wyglądał, nie wiemy. Owszem, Ezechiasz oprócz szczerej wiary, zainwestował też w tunel, którym można było bezpiecznie zaopatrywać miasto w wodę — miasta nie dało się wziąć pragnieniem. Niektórzy też spekulują, że anioł, który miał pobić wojska asyryjskie zdaniem proroka Izajasza, to może była jakaś epidemia? Tak, czy inaczej, owo niezdobycie Jerozolimy nie było wielką klęską króla Asyrii Sennacheryba, bo odchodząc zebrał całkiem solidny trybut. A Juda, choć obroniła stolicę, znalazła się w orbicie wpływów Asyrii.

Było to jednak znacznie więcej niż sukces propagandowy — dla Judy i Jerozolimy nastał bardzo dobry czas. Po raz kolejny po Szeszonku, który bardziej zaszkodził wrogom Hebrajczyków niż im samym, zniszczenia, które nieśli Asyryjczycy sprawiły, że ocalona Juda zdobywała nowe ziemie, wpływy i pieniądze. Wreszcie zaczęła rosnąć i bogacić się Jerozolima — nastąpił jej złoty okres.

Ci, którzy znają Biblię wiedzą jednak, że nie oznacza to, iż utrzymały się reformy religijne Ezechiasza. Nie. Wszystko wróciło do stanu wcześniejszego, aż do rządów jego prawnuka — Jozjasza.

Jozjasz wstąpił na tron jako nastolatek (ojciec zginął w zamachu) i trochę trwało, zanim wkroczył na drogę Ezekiasza, ale jak już to zrobił, to przeszedł mistrza. Oczyszczano kult zgodnie z wytycznymi najwierniejszych jahwistów. Można tu dodać, że właśnie w czasach Jozjasza widzi się narodziny „historii deuteronomistycznej” — jednego z filarów, na którym oparte są księgi historyczne Biblii. Miała ona być spisywana jako historia triumfalna — naród, wydostawszy się z niewoli egipskiej, przeszedłszy próby, oczyszczony i nawrócony na wiarę przodków, jaką niósł kiedyś Mojżesz, teraz kwitł pod opieką samego Boga, wiedziony pod wodzą swojego króla-pomazańca, czyli mesjasza — Jozjasza — ku świetlanej przyszłości.

Jozjasz miał długo szczęście — podbita przez Asyrię Babilonia zbuntowała się, co zmusiło Asyryjczyków do skierowania sił państwa w inne miejsce — porzucili więc swoje zainteresowanie Kanaanem. Jozjasz mógł więcej, rozszerzał władzę, reformował więc religię, remontował Świątynię w Jerozolimie i burzył konkurencyjne świątynie, świętował pierwszą paschę w królestwie Judy. Tymczasem Asyryjczykom szło na wojnie coraz gorzej i wydawało się, że Juda wzmocni się jeszcze bardziej korzystając ze słabości imperium.

Przyszedł jednak fatalny rok 609 roku p.n.e.. Faraon z nadania asyryjskiego, Necho, wyruszył na pomoc przegrywającym Asyryjczykom. Wojsko prowadził tradycyjnym traktem łączącym Egipt i Mezopotamię, który przechodził koło miasta Megiddo. Udał się tam Jozjasz. I zginął.

Nie wiemy dokładnie co się stało. Późna tradycja mówi o szykowaniu się do bitwy i egipskiej strzale. Ale to późna, zaś wczesna jest dziwnie dwuznaczna. Tak, czy inaczej zginął — możemy sobie tylko wyobrażać ten szok, jakim była śmierć odnowiciela królestwa i religii, który na nowo zbliżył swój kraj do Boga.

***

Ból i żal po śmierci Jozjasza musiały być wielkie, ale to był dopiero początek upadku. Nastały burzliwe lata. Najpierw lud osadził swojego króla, Joachaza, jednego z synów Jozjasza, na tronie. Powracający po kilku miesiącach z nieudanej wojny faraon Necho, zabrał Joachaza ze sobą w niewolę, osadzając na jego miejscu brata, Jojakima. Gdy granice Babilonu się przybliżyły, proegipska postawa Jojakima ściągnęła wojska babilońskie, które obległy Jerozolimę. Jojakim zmarł w tym czasie, Babilonowi poddał się więc już jego syn Jojakin (czy Jechoniasz). Trafił on do niewoli, wraz z częścią lokalnych elit w roku 598 p.n.e.. Babilończycy jednak, tak jak Asyryjczycy wcześniej, nie zdobyli Jerozolimy i nie zniszczyli Świątyni. Opinia niezwyciężonego miasta trwała. Zwycięzcy zadowolili się osadzeniem swojego władcy — Sedecjasza, innego syna Jozjasza — i zabraniem w niewolę najbardziej niebezpiecznych mieszkańców, wraz z dotychczasowym królem, tak aby nie dało się zebrać zbyt łatwo buntowniczej armii.

Sedecjasz rządzący w miarę spokojnie przez kilka lat, uwierzył w końcu „fałszywym prorokom”, mówiącym, że Jerozolima, pod osłoną Boga, jest niezdobyta; uwierzył też egipskiej protekcji i zaczął podburzać sąsiadów przeciwko Babilonowi. Kara za bunt przyszła szybko. W 586 roku p.n.e. Nabuchodonoz znowu przyszedł z wojskiem pod mury Jerozolimy, ale tym razem nie miał już litości — król musiał zginąć, Jerozolima miała zostać zburzona, splądrowana, a jej mieszkańcy trafili do niewoli.

c.d.n.

***** * *****

Jaskinia Żarska bywała odwiedzana przez wieki. Wikipedia pisze:
Stwierdzono istnienie kilku poziomów osadniczych, najstarszy z okresu neolitu, następne z okresu kultury przeworskiej, okresu średniowiecznego i nowożytnego. Charakterystyczne, że mamy tu słownik archeologii dotyczący prehistorii (neolit, kultura przeworska) i słownik historii (średniowieczny, nowożytny). Gdy czytam o historii Biblii często jest podobnie. Neolit to młodsza epoka kamienia, która bezpośrednio poprzedza epokę brązu. Generalnie, w historii związanej z Biblią, nie sięga się do neolitu — gdyby poważnie rozpatrywać dzieje Patriarchów, to przypadałyby one właśnie na epokę brązu. Z tego okresu pojawiają się też pierwsze doniesienia o „habiru”, utożsamianych z Hebrajczykami, czy też pierwsze doniesienia o „Szasu” wyznających wiarę w Jahwe. Na przełomie XIII i XII wieku p.n.e., dochodzi do wielkiej fali przemian i niepokojów, ruina rozwiniętej cywilizacji i narodziny nowej. To czas, na który nakłada się tradycyjne datowanie Wyjścia, oraz przejście Ludów Morza, których część osiedliła się jako Filistyni (przynieśli z sobą elementy kultury mykeńskiej…) — skąd mamy nazwę Palestyny. Potem następuje epoka żelaza. W archeologii Izraela, w przybliżeniu, „epoka żelaza I”, to czasy Sędziów i „zjednoczonej monarchii”, a „epoka żelaza II” to już opisywane tu dzieje Izraela i Judy. Potem mamy epokę perską, czy rzymską, czyli już słownictwo historyczne. Wracając do Jaskini Żarskiej wyjaśnienia może wymagać „kultura przeworska” — to jedna z lokalnych kultur epoki żelaza. Nie wiadomo, kim byli „przeworczycy” na pewno, ale typuje się z dużą dozą prawdopodobieństwa, że znamy ich z historii, jako germańskie plemię Wandalów, które — jak skądinąd wiemy — wyemigrowało stąd do Północnej Afryki.
Foto: Basia i Pak4
[24.7.2021: Dubie: Parking w Dolinie Racławki – pod Jaskinię Żarską – Żary – Wąwóz Stradlina – Paczółtowice – koło Kamieniołomu Dębnik – Dolina Racławki. Ślad GPS.]

Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. I. od najazdu, do najazdu)

15 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Opowieść jest dłuższa, bo to, jak uczymy się starożytnej historii Żydów, właściwą opowieść czyniłoby wyrwaną z kontekstu. Z góry przepraszam — to potrwa, a całą rzecz muszę podzielić na trzy części, ale przynajmniej spróbuję wyjaśnić wszystko po kolei.

Bo co my wiemy o tych Żydach w starożytności? Katecheza powie coś o Mojżeszu i Świątyni; szkoła uczy o Dawidzie i Salomonie (a przynajmniej uczyła, gdy ostatnio zerkałem do podręcznika); a popkultura dorzuci „Poszukiwaczy zaginionej Arki”. I tak praktycznie całą historię, którą chciałem opowiedzieć, omija się.

Ale dobrze, zacznijmy od tych „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, bo filmowcy nawiązali do najazdu faraona Szeszonka, a to wygodny punkt startu. Musimy tu wiedzieć, że Egipt uznawał praktycznie cały Kanaan za sobie poddany, przy czym Egipcjanie nie mają za dobrej opinii u historyków — uważali, że są tak wielcy i wspaniali, że poddaństwo innych im się zwyczajnie należy, relacje więc poddanych z Egiptem były dość jednostronne — Egipt brał, ale nie dawał nic w zamian. Jak się można domyślać, kanaanejscy poddani nie podzielali tego przekonania Egipcjan i dawali niechętnie. Szeszonk I, wstąpiwszy na tron, postanowił zrobić z tym porządek i wraz z wojskiem pójść po należne sobie daniny. Wraz z odsetkami.

Jak postanowił, tak zrobił (i zdaniem Spielberga zabrał Arkę Przymierza), ale efekt nie był dobry dla żadnej ze stron, bo choć daniny zebrał, to kolejnych nie było już od kogo zbierać. Ale właśnie te zniszczenia z X wieku p.n.e., zwłaszcza pognębienie filistyńskich miast, miały dać szansę na rozkwit górskich królestw zamieszkanych przez Hebrajczyków — królestwa Izraela ze stolicą w Sychem na północy i królestwa Judy, ze stolicą w Jerozolimie, na południu.

Nie napisałem o Dawidzie i Salomonie, bo cóż, historycy są podejrzliwi, co do zasięgu ich państwa — rozwinięcie wątpliwości byłoby długie, a po Szeszonku i tak została spalona ziemia i na niej, to Izrael pierwszy zaczął robić karierę, zwłaszcza gdy po zamachu stanu i serii walk, władzę w nim objął zdolny wódz — Omri, który zbudował imperium oparte na „czołgach” swojej epoki — setkach rydwanów bojowych — i założył nowe miasto jako swoją stolicę — Samarię.

Historie Izraela i Judy, choć w tradycji zlepione, a nawet bez „tradycji” traktowane jako bratnie, były pod pewnym względem bardzo różne. Północ była targana wojnami, zamachami, zmianami dynastii; wchodziła w sojusze bądź to z Fenicją, bądź z Syrią; przy czym zwolennicy jednych sojuszy potrafili krwawo prześladować zwolenników drugich. Południe się trzymało jednej dynastii, wywodzonej od Dawida — bywały krwawe zamachy, ale przynależność do dynastii dawidowej była jednak warunkiem koniecznym sprawowania władzy; sama zaś polityka Judy miała mniejszy rozmach niż bogatszego i większego „brata” z północy.

Klęska spadła jednak najpierw na silniejszego, bo znalazł się bliżej wroga. Izrael, to lokalne imperium, upadł pod ciosami Asyrii w roku 722 p.n.e.. Asyryjczycy mają opinię jeszcze gorszą od Egipcjan — całkiem świadomie prowadzili politykę wynaradawiania przez deportację i upajali się okrucieństwem swoich sukcesów militarnych. Izraelskie elity albo zostały wynarodowione, albo uciekły do królestwa Judy.

To ostatnie ma wielkie znaczenie w naszej historii. W zasadzie może być pra-pra-traumą, bo uciekinierzy zabrali ze sobą proroctwo proroka Ozeasza, który nauczał, że upadek Izraela to kara za odstępstwo od Boga, za nie dość czystą wiarę i związki z Baalem. Król Judy, Ezechiasz, który wkrótce objął władzę, wziął sobie to do serca i zaczął dokonywać reform religijnych, by odnowić związek z Bogiem: tępił inne kulty, niszczył Aszery, zamykał lokalne świątynie, poza jedną, centralną, w Jerozolimie.

Czasy spokojne nie były. Wielka armia Asyrii, która podbijała wszystko i wszystkich, Egipt czy Babilon, dotarła w roku 701 p.n.e. pod mury Jerozolimy. I wtedy stał się cud, bo Jerozolimy zdobyć nie potrafiła.

c.d.n.

***** * *****

Zaprawdę, spacery po Tyńcu, przy pisaniu o historii biblijnej, mają sens. A to ze względu na Biblię Tysiąclecia, zainicjowaną i przeprowadzoną przez benedyktynów tynieckich na przełomie lat 50-tych i 60-tych, która jako oficjalny przekład stosowany w liturgii Kościoła Katolickiego, jest najpopularniejszym tłumaczeniem Biblii w Polsce, a łączny nakład liczy się w miliony.
Foto: Basia i Pak4
[17.7.2021: ul. Bogucianka – ul. Bolesława Śmiałego – Wielkanoc – ul. Toporczyków – Kowadza – Duża Kowodrza – ul. Bagienna/Bagno – Wyrębiska – Stępice – Grodzisko. Ślad GPS.]

O Świątyni Salomona jedni mówią „monumentalna”, inni: „nie taka duża”. Odruchowo mam skłonność do poparcia tej drugiej tezy, bo ona jakoś bardziej przekonująco mi brzmi do opisów wielkości Miasta Dawidowego, czyli najstarszej części Jerozolimy (Świątynia była „dobudówką” do niego). Ale ile to? Cóż, 1. Ks. Królewska (rozdz. 6) podaje wymiary — 90 łokci długości, 30 łokci szerokości i 45 łokci wysokości. To już z dobudówkami, bo samo wnętrze to 40 na 20 łokci, plus Święte Świętych: 20 na 20 łokci. Generalnie uważa się, że ówczesny łokieć to w przybliżeniu pół metra. Czyli 45×15 metrów i wysokość 22,5 metra, w dużym uproszczeniu. Próbuję to dopasować do wymiarów znanych mi budynków i, tak na oko (bo dokładnych wymiarów nie znam, a mierzenie z google maps jest naznaczone kolejnym dużym błędem) to mniej więcej Kościołowi śś. Piotra i Pawła w Tyńcu.
Foto: Pak4 [18.7.2021]

Pozostać

10 lipca 2021

..chcą albo mają tego lata Brytyjczycy. I liczni inni. Może tak wybiorą, może nie dostaną paszportów covidowych (z powodu, że to i tamto, tudzież na przykład antyszczepionkowcami są)…

Pozostańmy jednak z Brytyjczykami/Angolami. Bo nie dość zapętleń pounijnych, piłkarskich (nawet wimbledonowych)… jakoś im się nazewnictwo wakacyjne wysypało spod kontroli, poleciało, upowszechniło się:
Staycation (choć nigdy nie słyszałam) znaczyło pono siedzieć sobie na urlopie w domu i ogródku, coś tam majstrować, naprawiać, nadganiać, piwko wypić, czasem wyskoczyć na dzień do przysłowiowego Brighton czy Canterbury. A tu – wakacje brytyjskie: holiday in Britain as opposed to holiday abroad/overseas. Straszliwie drogie, tłoczne, pogodowo niepewne, kampery dawno zabukowane, wszelkie fajne miejscówki takoż…
Wiem, wiem – i ze mnie się natrząsano w pamiętnym 1998, że oszalałam, funt rekordowo mocny, tanie linie się rozkręcają, a ja tylko po Jukeju się szlajam, zasoby tracę, pogodę jedynie czasem mam doskonałą…

Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien

Lecz – poza wszystkim dobrym i złym, które może wyniknąć z „lokalnego” wypoczynku: co to znaczy „pozostać na miejscu”? — W wiosce, powiecie, kraju, regionie?… W obrębie własnego ukontentowania, harmonijnie zrównoważonego stanu ducha?… Nadziei, spokoju, pewności, że nawet we własnym ogródku masz kontynent do odkrycia?…
(Nie mówiąc o własnej bibliotece – wciąż nierozpakowanej…)

*** * ***

10.7.2021: Pak4 i basia

Lokalnie, niemal stacjonarnie, przy idealnym ruchu sfer, myśli i ciał;-/
Foto: Pak4 i basia
[11.7.2021: Dębniki – Planty – Plac Szczepański – Kolegiata św. Anny – Planty – Smoleńsk – Błonia – ul. Vlastimila Hofmana – pod Kopcem Kościuszki – Dębniki. Ślad GPS.]

W poszukiwaniu pra-traumy

6 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Pisząc o traumach sąsiedzkich: Trianon, Mohaczu, Białej Górze, Monachium, Cernovej, Polu Kosowym… wspomniałem o „pra-traumie” — pewnym dawnym wydarzeniu, które wywarło duży wpływ na naszą kulturę, żywą do dziś. A zachęcony do napisania o niej, przestraszyłem się grząskiego gruntu i zacząłem go uważnie badać.

Zacznijmy od tego, czym mogłaby być pra-trauma? Postawiłem sobie cztery kryteria:
1) musi być to „trauma” — poruszające wydarzenie, po którym uczestnikom trudno „dojść do siebie”; w dodatku mowa była o traumach narodowych, więc i ta powinna taka być;
2) musi być możliwie stara;
3) ale jednocześnie powinna być faktem historycznym, więc żaden gwałt na Europie z mitologii nie wchodzi w grę;
4) zaś jej skutki powinniśmy odnajdywać w żywej kulturze do dzisiaj.

Właściwie z góry odpada nam historia Polski. Trochę szkoda, bo taki upadek „pierwszej Polski” za czasów Mieszka II i Bezpryma, z domniemaną rebelią pogańską, wydaje mi się fascynujący. Ale cóż — nie dość, że wygumkowany w tradycji piastowskiej (kto się uczył o Bezprymie w szkole, ręka w górę!), to jeszcze względnie nowy.

Krocząc dalej w historię, musimy przyjąć jakąś inną perspektywę. Rzym? Ale po upadającym Rzymie nikt nie płakał. Potrzeba było kilkunastu wieków, by zrobić z niego cezurę czasową. No to dalej.

Dalej… Grecja? Ale w zasadzie co? Ani podbój przez Aleksandra Macedońskiego, ani przez Rzym, nie wydają się jakieś szczególnie traumatyczne, a z Persami, które to wojny są tak obecne w kulturze, sobie poradzili.

No to jeszcze dalej — Troja?

Upadek Troi jest stary, dzięki Homerowi jakoś trwa w kulturze (choć widzimy tę wojnę z perspektywy zwycięzców raczej niż przegranych). Ale czy jest historyczny? Historyk może powie, że zapewne Troja istniała, że zapewne była o nią wojna z Achajami, i że skończyło się upadkiem. Tu się już jednak zawaha, czy Troja padła od szturmu oblegających, czy od trzęsienia ziemi. Więc nie, nie jest to historia.

Trzeba się wycofać bliżej współczesności, bo dalej będą już tylko klęski i traumy, których możemy domyślać się z archeologii, a których pamięć w żywej kulturze nie zachowała się.

No to drugi fundament naszej kultury — historia Żydów w starożytności. Upadek Jerozolimy w roku 70 n.e., zburzenie Świątyni, kolejna niewola i rozproszenie Żydów. O tak, to jest trauma! I mamy jej wpływ na ukształtowanie się współczesnego judaizmu i współczesnego chrześcijaństwa, czyli żywych religii. Ale, ale, czy tu nie padło słowo „kolejna”?

No to cofamy się do wcześniejszej. Rok 586 p.n.e. Zdobycie Jerozolimy i wygnanie. Jest trauma, jest pamięć w kulturze, by choćby przypomnieć „Nabucca” Verdiego z Va Pensiero. Zaznaczam, że pasuje.

No dobrze, a jeszcze wcześniej? Przecież co Wielkanoc przerabiamy historię niewoli egipskiej i wyjścia.

Ale czy Mojżesz i wyjście z Egiptu są wydarzeniami „historycznymi”? No, niestety… późny zapis tradycji, brak innych źródeł, czy znalezisk archeologicznych. Czasem historyk powie, że coś mogło być „na rzeczy”, ale od „historyczności” tu dalej niż w przypadku Troi, którą już wyżej odrzuciłem. Pozostaje więc rok 586 p.n.e. Ale dlaczego to była taka trauma i dlaczego jej ślady widzimy do dziś, to będzie dłuższa historia.

Bałkański magiel

1 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Na zasadniczo przyjaznej (a jak na warunki bałkańskie*, wręcz wzorowej) koegzystencji Słowenii i Chorwacji, cieniem kładzie się spór graniczny, szczególnie znaczący w Zatoce Pirańskiej.

Problem miał się narodzić wraz przyznaniem Włochom Triestu. W realiach zjednoczonej Jugosławii (Traktat z Osimo, 1975) nie miało to jeszcze znaczenia. Po rozpadzie okazało się jednak, że standardowy podział zgodny z Prawem Morskim oznacza, że… Słowenia ma może dostęp do wody morskiej, ale już nie do otwartego morza — statki słoweńskie muszą przecinać wody terytorialne Włoch lub Chorwacji.

Standardowe rozwiązanie to artykuł 15 Prawa Morskiego ONZ. Artykuł ten jednak zawiera wyjątek, dla „uzasadnienia historycznego” — jeśli statki z Kopru pływały za czasów Jugosławii po jugosłowiańskiej stronie Zatoki Pirańskiej, to teraz też powinny. Cały spór dotyczy więc tego, która część artykułu 15 jest ważniejsza. Z pierwszego (prochorwackiego), czy z drugiego (prosłoweńskiego) zdania.

Sprawę próbowano rozwiązać w roku 2001, gdy premierzy obu państw Janez Drnovšek i Ivica Račan podpisali kompromisowe porozumienie. Tyle, że parlament chorwacki odmówił jego ratyfikacji.

W 2004 roku Słowenia wstąpiła do Unii Europejskiej. Chorwacja rozpoczęła negocjacje akcesyjne rok później. I tu pojawił się problem — bo państwa wstępujące do UE nie powinny mieć sporów terytorialnych, co skwapliwie wykorzystała Słowenia blokując negocjacje UE z Chorwacją.

W 2007 roku to Chorwacja wystąpiła z inicjatywą rozstrzygnięcia sporu przez Międzynarodowy Trybunał Prawa Morskiego w Hamburgu, ale z kolei Słowenia się na to nie zgodziła. Chorwaci zaproponowali więc Trybunał Sprawiedliwości w Hadze (gdzie udało się rozwiązać spór z Czarnogórą dotyczący Boki Kotorskiej), ale i tu napotkali słoweński sprzeciw.

Naciski jednak narastały, zwłaszcza, że prezydent Francji — Nicolas Sarkozy przyjął postawę pro-chorwacką. Udało się namówić oba rządy do wspólnego ustalenia, że przystąpią do negocjacji pod egidą ONZ po wejściu Chorwacji do UE (co należało zaakceptować w słoweńskim referendum w 2010, wygranym przez zwolenników porozumienia „o włos”).

Negocjacje rozpoczęły się w 2013 (gdy Chorwacja wstąpiła do UE), a sprawę przedłożono Międzynarodowemu Trybunałowi Arbitrażowemu. Jednak w 2015 doszło do kryzysu — zagrzebska gazeta Večernji list opublikowała transkrypcję rozmów dowodzących słoweńskich nacisków na sędziów trybunału, po czym Chorwacja wycofała się z rozmów. Próba ich kontynuowania związana była z wymianą składu i skończyła się rozstrzygnięciem (2017) zasadniczo prosłoweńskim (3/4 Zatoki dla Słowenii), którego Chorwacja nie zaakceptowała. Oliwy do ognia dolała dokumenty, do których dotarła ljubljańska telewizja w 2019 roku, zgodnie z którymi to chorwacki wywiad nagrywał słoweńskiego sędziego w czasie negocjacji i był źródłem przecieku z roku 2015.

Stan na rok 2020 pozostał więc nierozstrzygnięty**, na czym potrafią ucierpieć słoweńscy i chorwaccy rybacy.

*) Te „Bałkany” są tu naciągane. W sensie ścisłym to Stara Planina, w sensie tego, co historycznie i kulturowo nazywamy Bałkanami, to obszary dawnego Imperium Osmańskiego, które obszaru Słowenii nigdy nie objęło, a które zatrzymało się gdzieś na granicach między dzisiejszą Chorwacją a Bośnią i Hercegowiną.
**) Z przeglądu wypowiedzi i działań: UE jako całość i większość państw przyjęła wyniki arbitrażu, choć pojawiają się czasem „dyplomatyczne” głosy, wzywające do „kontynuowania dialogu”.

*** * ***

Bałkański magiel? Cóż, z tematu został tylko wyjazd na południe, choć bliższe; no i wilgoć magla. Ciepła magla nie było — może i lepiej się szło. Mgła i mgła, nie tylko kresu sporu Chorwacji ze Słowenią nie było widać, ale i na schronisko na Hali Krupowej musiał nas naprowadzać barani ILS swoim beczeniem.
Foto: Basia i Pak4
[3.7.2021: Juszczyn-Na Hutach – Jabczonka – Przełęcz Malinowa – Soska – Naroże – Urwanica – Okrąglica – Schronisko PTTK na Hali Krupowej – Suchy Groń – Juszczyn-Polany – Michałki – Snozy – Na Hutach. Ślad GPS.]

Czy Chorwaci i Słoweńcy mają dobrą platformę do porozumienia? Coś, co by ich łączyło? Bo niby to bratnie, słowiańskie narody, ale o bardzo różnej historii — Chorwaci odwołują się do średniowiecznego królestwa, słoweńskosć Słoweńców nie miała historycznego precedensu. Nam się może wydawać, że mieliśmy tak wielkie przeciwieństwo w kolejnych prezydentach – Lechu Kaczyńskim z PiS i Bronisławie Komorowskim z PO, tymczasem obaj byli potomkami „w linii prostej” tej samej Elżbiety Granowskiej, żony Władysława Jagiełły. Niczego porównywalnego Chorwaci i Słoweńcy nie mają. A gdzie jest lepsze miejsce by wspomnieć o tej wspólnocie, niż na rodzinnym zamku królowej Elżbiety Pilcza w Smoleniu?
Foto: Basia i Pak4
[4.7.2021: Domaniewice-Okupniki – Grodzisko Pańskie – Dolina Wodąca – Podlesie – Zamek Pilcza w Smoleniu – Smoleń – Zegarowe Skały – Jaskinia Jasna – Kycikowa Skała – Biśnik – Domaniewice-Okupniki. Ślad GPS.]

…I nagle… ogród!

27 czerwca 2021

Brzoskwinia Ogród

A było tak, że idą sobie, idą w okolicach znanych prawie jak własna kieszeń (ale jakiś wariancik zawsze możliwy, np. drogą w lewo a nie prosto, na Nielepice) i nagle widzą na tle bardzo żywego żywopłotu, że wyjazd, a nie wjazd. A potem, że jesteś na miejscu. Regulamin potwierdza iż mają się czuć zaproszonemi i to za darmo, byle nie dewastować…

Siedem Trzynaście hektarów – labirynt, rabaty, ogród skalny, okazy arboretalne, trawnik fragmentami jak marzenie, staw w budowie…

Anglik byłby wniebowzięty.

Oni też, minus pewne zmęczenie dotychczasową wędrówką i skwarniejącą pogodą. Nic to, powrócą jesienią, a potem wczesną wiosną. Olśnienia tak mają, że się powtórzeń domagają.

Foto: Pak4 i basia
[27.6.2021: Aleksandrowice – „Dolinka Aleksandrowicka” (szlak czarny) – Burów – zbłądzenie zielonym szlakiem gminnym – Burów – Las Zabierzowski – ławeczka przy „Stanowisku Lilii Złotogłów na Garbie Tenczyńskim” – Kleszczów – Na Hektarach – Ogród Brzoskwinia – Aleksandrowice. Ślad GPS.]

Weekend krótki

26 czerwca 2021

…też potrafi być przyjemny i pożyteczny.
Nawet gdy dodatkowo skrócony niekorzystną prognozą pogody.
Foto: Pak4 i basia
[12.6.2021: Kryspinów-szkoła – Pod Górą – wokół Zalewu na Piaskach – Pastwisko – wokół Zalewu Budzyńskiego – droga 780 – wzdłuż Sanki – koło LKS Lotnik Kryspinów – pod Pałacem w Kryspinowie – Za Górą – Kryspinów-szkoła. Ślad GPS.]

W niedzielę wiatr zgonił nas przed południem z Grodziska (dociążaliśmy się kamieniami;-/). Wróciliśmy po południu…
Foto: Pak4 i basia
[13.6.2021: Grodzisko. Ślad GPS. Grodzisko (góra) – Grodzisko (ulica) – Stępice – pod Guminkiem – Wyrębiska – Bagno – Strzelnica – Nad Czerną – Toporczyków – Zakleśnie. Ślad GPS.]

W porze meczu Lasy Tynieckie są tak czarownie puste!…
Foto: Pak4 i basia
[14.6.2021: Bogucianka – Zakleśnie – Piaski – Toporczyków – Uroczysko Kowadza – Strzelnica – Stępica – Laskowa – Juranda ze Spychowa – Bogucianka. Ślad GPS.]

…Weekend upalny… – Jacek Siepsiak SJ odchodzi do Gliwic
Foto: Pak4 i basia
[20.6.2021: Dębniki – Most Grunwaldzki – Kościół św. Idziego – Rynek – Planty – Most Grunwaldzki – Dębniki. Ślad GPS.]

…Deszczowy…
Foto: Pak4 i basia
[26.6.2021: Bogucianka – Obrońców Tyńca – szlakiem zielonym pod Kozobicę – Wielogórska – Bogucianka. Ślad GPS.]

Ciekawe widoki z przeróżnych miejsc…

22 czerwca 2021

Pamiętają państwo niedawny wpis Vista?
Pociągnijmy temat…

Jednak w większej skali sytuacja w Londynie ogromnie się poprawiła. W okresie około dwudziestu lat Londyn dorobił się wspaniałej sylwetki na tle nieba. Stolica Wielkiej Brytanii nie ma zbyt dużej liczby wysokich budynków, ale te, którymi może się poszczycić, są rozmieszczone na rozległym obszarze. Nie walczą ze sobą o uwagę, jak to się dzieje w większości innych miast, ale stoją samotnie, dzięki czemu można je podziwiać jako samoistne dzieła architektury, jak gigantyczne rzeźby. Było to genialne posunięcie. Dzięki niemu ciekawe widoki rozciągają się z przeróżnych miejsc — z Putney Bridge, z Round Pond w Ogrodach Kensingtońskich, z peronu dwunastego na Clapham Junction — które kiedyś żadnych widoków nie oferowały. Rozsiane po całym mieście drapacze chmur mają tę dodatkową zaletę, że pozwalają rozdzielić bogactwo między większą liczbę ludzi. Nowy drapacz chmur w centrum Londynu tylko dosypuje ludzi zatłoczonym ulicom i stacjom metra, ale duży nowy budynek w Southwark, Lambeth i Nine Elms stanowi bodziec ekonomiczny, który podnosi poziom życia całej dzielnicy, stwarza popyt na bary i restauracje i powoduje, że ludzie chętniej tam mieszkają i przyjeżdżają.

Procesy te nie były do końca zaplanowane. Są skutkiem ubocznym londyńskiego planu zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje, że wysokie budynki nie mogą zasłaniać chronionych prawem widoków. Jeden z takich widoków roztacza się spod pewnego dębu na Hampstead Heath. (Właściwie czemu nie?) Nie wolno zbudować niczego, co zakłócałoby widok spod tego drzewa na katedrę św. Pawła albo parlament. Podobny przepis dotyczy Richmond Park, tak bardzo oddalonego od centrum, że nawet nie wiedziałem, że widać stamtąd te obiekty. Londyn przecina całe mnóstwo takich chronionych perspektyw, co w praktyce oznacza, że wysokie budynki muszą stać daleko od siebie. Jest to tylko pomyślny zbieg okoliczności, ale historia Londynu obfituje w takie pomyślne zbiegi okoliczności.

Najbardziej niezwykły jest fakt, że bardzo niewiele brakowało, a sporo z tego zostałoby stracone. W latach pięćdziesiątych Wielką Brytanię ogarnęła obsesja modernizacyjna i uznano, że większość tego, czego Niemcom nie udało się zbombardować, należy zburzyć, a następnie zabudować żelazobetonem.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powstawały kolejne plany zrównania z ziemią i odbudowania wielkich połaci Londynu. Piccadilly Circus, Covent Garden, Oxford Street, Strand, Whitehall i znaczna część Soho — w różnych okresach wszystkie te miejsca proponowano przebudować. Na Sloane Square miał powstać dom handlowy i dwudziestosześciopiętrowy blok mieszkalny. Na obszarze pomiędzy opactwem westminsterskim i Trafalgar Square planowano zbudować nową dzielnicę rządową, „brytyjski Stalingrad z betonu i tafli szkła”, jak to sformułował Simon Jenkins. Stolicę miało przeciąć sześćset pięćdziesiąt kilometrów nowych autostrad, a półtora tysiąca kilometrów istniejących dróg, w tym Tottenham Court Road i Strand, zamierzano poszerzyć, a także zmniejszyć limit ograniczenia prędkości — w gruncie rzeczy zamienić je w drogi ekspresowe w samym sercu miasta. W całym centrum Londynu ludzie pragnący przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy byliby kierowani do podziemnych tuneli albo na metalowe bądź betonowe kładki. Spacerowanie po Londynie przypominałoby przechodzenie z peronu na peron na wielkim dworcu kolejowym.

Dzisiaj wszystko to wydaje nam się szaleństwem, ale plany te napotykały zaskakująco niewielki sprzeciw. Colin Buchanan, najbardziej wpływowy brytyjski urbanista, obiecywał, że wymiana nagromadzonych przez stulecia gratów i budowa nowych, połyskujących miast z betonu i stali „napełni naród brytyjski dumą i zapewni mu gospodarczą i moralną podporę, której tak bardzo mu potrzeba”. Kiedy deweloper Jack Cotton zaproponował zlikwidowanie większości Piccadilly Circus i budowę w tym miejscu ponad pięćdziesięciometrowego wieżowca, który wyglądał jak skrzyżowanie radia tranzystorowego ze skrzynką na narzędzia, jego pomysł uzyskał błogosławieństwo Królewskiej Komisji Sztuk Pięknych i został zaakceptowany bez jednego głosu sprzeciwu na tajnym spotkaniu wydziału planowania przestrzennego Westminsteru. Zgodnie z koncepcją Cottona pomnik Erosa miał zostać postawiony na nowej pieszej platformie zintegrowanej z siecią alejek i kładek separujących ludzi od samochodów na dole.

W 1973 roku, kiedy po raz pierwszy zamieszkałem w Wielkiej Brytanii, ogłoszono najbardziej kompleksowy plan: Plan Zagospodarowania Przestrzennego Aglomeracji Londyńskiej. Było to rozwinięcie wszystkich wcześniejszych propozycji przewidujące budowę czterech koncentrycznych obwodnic i dwunastu promienistych dróg ekspresowych — w tym systemie ze wszystkich docierających do stolicy autostrad (M1, M3, M4, M11 i M23) można by się szybko przedostać w dowolne miejsce. Drogi ekspresowe, w większości na estakadach, przecinałyby Hammersmith, Fulham, Chelsea, Earls Court, Battersea, Barnes, Chiswick, Clapham, Lambeth, Islington, Camden Town, Hampstead, Belsize Park, Poplar, Hackney, Deptford, Wimbledon, Blackheath, Greenwich — prawie wszystkie dzielnice. Sto tysięcy osób straciłoby domy. Prawie wszędzie słychać byłoby ryk pędzących samochodów. Trudno w to uwierzyć, ale mnóstwo ludzi po prostu nie mogło się tego doczekać. Dziennikarz „Illustrated London News” przekonywał, że ludzie „lubią być blisko ruchliwych dróg”, i przywołał nowe skrzyżowanie Spaghetti Junction w Birmingham jako miejsce, które dzięki napływowi pędzących samochodów ożywiło się i nabrało kolorytu. Dziennikarz zwrócił również uwagę na skłonność Brytyjczyków do urządzania pikników na poboczach, zinterpretowaną przez niego jako upodobanie do „hałasu i ruchu”, zamiast stwierdzić, że najwyraźniej powariowali.

Realizacja Planu Zagospodarowania Przestrzennego Aglomeracji Londyńskiej kosztowałaby kolosalną na tamte czasy sumę dwóch miliardów funtów i byłaby największą inwestycją publiczną w dziejach Wielkiej Brytanii. I właśnie ten koszt uratował stolicę. Państwa nie było stać na taki wydatek. Wizjonerzy padli ofiarą przerośniętej skali swoich ambicji.”

Bill Bryson, Herbatka o piątej. Więcej zapisków z małej wyspy, tłum. Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, 2015

To był napraawdę dłuugi i boogaatyy weekend…

10 czerwca 2021

…z takimże powrotem.
Przedtem – z wszystkimi arkadyjskościami świata (włącznie z rowerową „wyprawą” kultową traską dzieciństwa…)
Foto: Pak4 i basia
[6.6.2021: …Ślad GPS]