Zadar

26 września 2017

Myślą państwo, że odkąd Zadar wpisano w Krakowie na listę dziedzictwa UNESCO (w gronie twierdz weneckich, obok m/in Šibenika) – Polacy jeszcze chętniej, itede?
Zapewnić należy, iż dostatecznie chętnie, by słychać i widać nas było prawie wszędzie… Indziej również.

…no śpimy, jeździmy na rowerach, pływamy i zwiedzamy

– Na zadarskiej esplanadzie B niemal parska śmiechem na takie tele-rewelacje, a zwłaszcza ton, jakim wypowiada je nie-młódka. Na to P, że to i tak postęp; poprzednio albowiem wpadło mu w ucho:

ja wtedy ubrałam te czarne majtki, to musiało być w Budapeszcie nad Dunajem

Po paru godzinach, wciąż w Zadarze – dogodne miejsce parkingowe (auta gęsto po obu stronach ruchliwej ulicy). Team wydostaje się z szeregu, tymczasem podjeżdża rodak, tamuje ruch, przy czym wdaje się w pogawędkę-pokrzykiwankę:

wyjeżdżacie? to my na wasze miejsce… poczekamy… skąd jesteście… z samego Krakowaaa? A my z Sosnowcaa! …to tu naprawdę dziś za darmo?… powodzenia!

Dobrze, że nie zaczęto trąbić…

W kolejnym dniu w znanym miasteczku plażowym na pięknej wyspie przyblokowano zaparkowanie Teamu (i przy okazji węgierskie, coś musiało w tym być ;-/) przed urzędem w ten sposób, iż z łatwością dało się wyjechać po podniesieniu długiego łańcucha ponad dachem i antenką. Do pomocy ruszają dwie przechodzące kobiety. Po czym zerk na rejestrację i ucieszone:

a to państwo też z Polski!? my Polacy musimy sobie pomagać!

I tak dalej. Od wszechobecnych dysput plażowo-spacerowo-bulwarowych nt cen lodów, miejscówek, przekąsek i pamiątek (a tam gdzieś było taniej!), po smutne westchnienie, że jużeśmy u końca zwiedzania hitu dziedzictwa. Oraz machania-powiewania, jak z oflagowanego obustronnie (narodowo) auta na cieszyńskich blachach (z efektownym kufrem retro na dachu) podczas mijania B&P na wypasowym punkcie widokowym słynnego półwyspu.

Był jeszcze kamper na monachijskich blachach, za którym przystanęli na krótki deszczowy postój. Przechodząc mimo ku koszowi, B usłyszała w najczystszej polszczyźnie skrzekliwe:

czyś ty kompletnie zgłupiał! to jest śmietanka, nie mleko!

Po chwili mężczyzna zadzieńdoberował Teamowi sympatyczmie podczas wychlustywania wody z patelni…

***

Bo Zadar jak to Zadar – przepiękny, starożytny, bezcenny. O czym każddy wie od zawsze, a od maja dębnicko-juneskowego w szczególności…
— Ale ty to sprawdź sam, na początek w naszych fotosprawach!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[3.9.2017: Zadar. …]

Lew wenecki na Bramie Lądowej w ciągu umocnień Zadaru – UNESCO (basia):

Forum rzymskie (basia):

Romańska Katedra św. Anastazji (Pak4):

Pre-romański Kościół św. Donata i katedralna dzwonnica (Pak4):

Na nabrzeżu półwyspu podeszczową porą balsamicznie jest (basia):

Reklamy

W Varaždinie

25 września 2017

zawieś serce na krynolinie!

Frazeologia od wieków daje ludzkości możliwość noszenia sentymentów na dłoni, rękawie, itp. Aliści żelazny duch dziejów każe w ostatnich latach wieszać (je, się) bardziej w stylu „gdzie się da”: na mostach i kładkach, w niszach, załomach, prześwitach, altanach… — każde, miasto i miasteczko a nawet wioseczka musi mieć ałtlecik do przykuwania wyznań (wiecznotrwałych).

W pierwszym wspólnie odwiedzonym mieście chorwackim B&P zobaczyli moc serc metalowych na krynolinie (i gorsecie… też żelaznym). Na pamiątkę historii tak czułej, że poznać ją powinien każdy!.
Cószsz, na myśl przychodzi taka moc skojarzeń (i czapą ciężką nakrywa), że strach nie tylko myśleć dalej, ale się bać… Więcej czułych kłódek dowieszono w czeluściach wąskoprzejściowo-rynsztokowych… Kropi, czasem (m)nie(j), wyściółka uliczna atrakcyjnego starego miasta zdradliwa bardziej, niż zwykle. A park, przy którym zostawili auto, powitał – jako inicjalną wonią kraju lawendy, oliwek i winorośli – …uryną.
Nie, to nie to, żeby nadpisywali szybkokonkluzywnie uogólnienia, wielkie metafory i deszczowo-irytacyjne odreagowania — są już na tyle wysezonowanymi euorotrotterami, iż łacno i snadnie wyobrażą świetliście lokalizację widzianą właśnie w okolicznościach liquid sunshine!

Zatem z sercami (mężnemi i wiel(c)e antycypującemi) wkraczają w Chorwację. A nawet na.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. Őriszentpéter, Szalafő, Pankasz. Varaždin]

Varaždin – stare miasto (Pak4):

Słodziactwo (Pak4):

Zamek – obchodzony wałami – widzimy z góry (Pak4):

Słodziactwo2 (Pak4):

Őrségi Nemzeti Park

24 września 2017

…dużo ciekawsze było centrum kultury projektu Imrego Makovecza, a to dlatego, że każda realizacja Makovecza jest dziwna, a raczej dziwaczna. Chociaż może przesadzam, tyle już budowli Makovecza widziałem, a wszystkie były do siebie w gruncie rzeczy tak podobne, że właściwie przestały na mnie robić wrażenie. Owszem, nie sposób pomylić Makovecza z nikim innym, bezdyskusyjnie był to architekt z własnym stylem i niepowtarzalny także jako postać, jako żywy – dopóki żył – pomnik węgierskiego nacjonalizmu, neopogańskiej mistyki, a jednocześnie czołowy twórca tak zwanej architektury organicznej, który wprowadził do swych projektów prawdziwe azjatyckie szaleństwo. Przez lata oglądałem jego realizacje z osłupieniem, ale i podziwem dla owego konsekwentnego wymyślania spektakularnych oraz zupełnie niepraktycznych budowli, z tymi nieproporcjonalnie wielkimi kopułami, często przekrzywionymi, z falującymi portykami, szpitalnobiałymi fasadami, ze skrzydłami anielskimi, a może skrzydłami turula nieruchomo rozpostartymi przed wejściem bądź na szczycie budowli, które nigdy nie przynosiły ukojenia, a jedynie irytację i niepokój. Ale Makovecz mi spowszedniał i zaczął mnie nudzić nawet swymi najbardziej wymyślnymi budowlami. W Szigetvárze jednak poniekąd mnie zaskoczył, bo ten jego budynek (przed którym oczywiście stał pomnik Zrínyiego, tym razem ze wzniesioną lewą ręką wskazującą cel ataku i z szablą w prawej dłoni) najzwyczajniej mi się spodobał. Po obu stronach nieco banalnego – szczególnie jak na Makovecza – gmachu wznosiły się wielkie betonowe wieże z dziwnymi otworami bez szyb, jakby okienkami w kształcie łez wypływających z kącików oczu, przypominające budowle z Władcy‍ Pierścieni:‌ może wieże Mordoru, na których szczycie powinno pulsować płonące Oko Saurona, a może wrota Argonath, dwie potężne postaci wojowników w prawych rękach trzymające topory, a lewymi wykonujące salut rzymski. W środku jednak całość zdawała się opuszczona i wymarła, nie było nikogo prócz dwóch mężczyzn, z których jeden sprawiał wrażenie portiera lub ochroniarza, a drugi robotnika w trakcie nieustającej przerwy w pracy. Siedzieli na schodach znudzeni, lecz czujni, wysyłając niewypowiedziany komunikat, że nikt tu nie jest specjalnie mile widziany i lepiej byłoby im nie przerywać tego przetykanego jedynie pojedynczymi słowami nieróbstwa.

Reszta‍ też była wyludniona i ciemna, nikt widać nie zdecydował się przyjść i czerpać z tego źródła kultury, pozwolono nam jednak wejść do sali koncertowej i ten, który nas zaprowadził, włączył światło: sala była duża i racjonalnie zaprojektowana, co znów zaskakiwało, choć oczywiście nie wiem, jaka tam była akustyka, jak sobie dają radę orkiestry, o ile tam występują, ale wszystko sprawiało wrażenie porządnego, z tym że jednocześnie zbędnego.

Krzysztof Varga, Langosz w jurcie

To na długo ostatni cytat z Eksperta!
(Na Vajdahunyad! I Hunedoarę z jej cygańskimi pałacami!)
— Lecz zbyt silną była pokusa lekkoperwersyjnego zestawienia nawet samej myśli o Makoveczu… ze zwykłą salą wiejskiej remizy. O wystroju, jakiego już w latach siedemdziesiątych XX wieku powstydziłaby się niejedna polska wioseczka.
Do niezamkniętej, onirycznie cichej świetlicy trafiono w poszukiwaniu lokalizacji dzwonnico-strażnicy w kształcie spódnicy.
Tereny te – pograniczne, strażnicze, unikatowe przyrodniczo – objęto narodową ochroną dopiero 15 lat temu; nowe przybytki info w piękną sobotę zamknięte. Inne atrakcje nieporęczne albo groźne, względnie z zaszadzki… spokojna oldskulowa scena kompresuje-puentuje okolicę ciepło-sennie. Jakaż paralela z „odjechaną” Szigetvár! ;-/

(Przy czym też wygląda na funkcjonalną i funkcjonującą).

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. Őriszentpéter, Szalafő, Pankasz. …]

Őriszentpéter – obronny kościół w stylu „arpadzkim” (basia):

Skansenik Szalafő (Pak4):

Węgierskie bydło szare (Pak4):

Pankasz – wieża dzwonniczo-strażnicza (w mniej zamożnych wspólnotach pełniąca też funkcję kapliczki) ze „spódniczkowym” daszkiem (basia):

Ják

23 września 2017

kochać romanizm miłością wciąż świeższą i żarliwszą?
Odwiedzić czasem coś na kształt Ják.
To najcenniejszy kościół romański na Węgrzech. Choć prze- i odbudowywany.
Monumentalny.
W wiosce niedaleko Szombathely (i w/g legendy zbudowany także z „pogańskich” głazów Savarii, w tym przy diabelskim (i izydiańskim) udziale).

Robi wrażenie!

Podsłuchano niedawno, że o ile gotyk jest miłością dla początkujących, na barok, klasycyzm neostyle miewa się fazy – romanizm, gdy raz solidnie chwyci, stanie się uczuciem wiecznotrwałym.
Coś może być na rzeczy, a na niedociosany wakacyjnie-podróżny aforyzm spasuje z pewnością ;-/

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. …]

Portal zachodni (basia):


Fasada (basia)
:

Wnętrze (basia):

Absyda (Pak4):

W Kőszeg

22 września 2017

Do Kőszeg pojechałem nade wszystko po to, by zobaczyć budynek dawnej szkoły kadetów, a dziś zakładu pedagogiki specjalnej, w którym toczy się akcja jednej z najwspanialszych węgierskich powieści Szkoły na granicy Gézy‌ Ottlika – mimo iż nazwa miasta ani razu w książce nie pada. Naturalnie chciałem też ponownie obejrzeć całe Kőszeg, bo z poprzedniego pobytu, jakieś dziesięć lat wcześniej, nic nie pamiętałem, może prócz renesansowej wieży Bohaterów odbudowanej w latach trzydziestych XX wieku, a wiodącej na plac Jurisicsa. Jedynie ona zapadła mi w pamięć, bo jest dla Kőszeg tym, czym Pałac Kultury dla Warszawy i wieża Eiffla dla Paryża, w odpowiednich oczywiście proporcjach. I te proporcje, wielkość Kőszeg, wielkość wieży Bohaterów, wielkość placu Jurisicsa i placu Głównego, najbardziej mi się podobały, bo budziły pragnienie prowincji, ale nie tej pusztańskiej, wielkonizinnej, rozpaczliwej, tylko tej małomiasteczkowej, przytulnej, przyjaznej. No ale powieść Ottlika była przecież zachętą największą, choć nie mogłem przypuszczać, że przybywszy tu dzięki niej, poczuję się w Kőszeg jak u siebie, już pierwszego dnia głęboko zakorzeniony, że przemknie mi przez głowę myśl, jak dobrze byłoby w Kőszeg zamieszkać i w senności prowincji spokojnie pisać niepotrzebne książki, a może nawet stać się jakimś lokalnym dziwakiem, niegroźnie zafiksowanym na swoich maniach pielęgnowanych w niedużym mieszkaniu gdzieś koło placu Jurisicsa; nieruchomości wszak nie są tu drogie.

(Bar w Kőszeg – Krzysztof Varga, Langosz w jurcie)

Pamiętając doskonale o pierwowzorze Szkoły na granicyNiepokojach wychowanka Törlessa, pamiętając o losach absolwentów szkoły (czy to w pirwszej wojnie, czy w drugiej – np. zakola Donu…) — o poranku 2 września 2017 nie sposób się oprzeć czysto sensualnej urodzie miasteczka… jewel-box-style (jak do znudzenia prawią przewodniki), przy czym quasi-kubistycznej, gdy kolory pulsują, bryły stanowią (sobie) perspektywę zbieżną inaczej (z pewnością w aparacie typu compact). Poza tym marcepany, przyaustriackość, Gemütlichkeit, Alpy Węgierskie…
— mimo Turków i kadetów po poważniejsze pobudzenia proszę się zgłosić bardziej na wschód. Albo południe.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. …]

Miasteczkowe przytulności (basia):

…i kolorki (basia):

W górę serca! (basia):

Na kolumnie (Pak4):

Rynkowości (basia):

Zamek (basia):

Niepewności Szombathely

21 września 2017

…są z grubsza dwie:
czy fakt, że Joyce kazał ojcu Leopolda Blooma (Ulisses) pochodzić z tego właśnie miasta ma lepszy czy gorszy status ontologiczny, niż urodziny tu niepewne (choć jednak najbardziej prawdopodobne spośród innych opcji), biskupa Tours, św. Marcina.

Pogodzimy wielbicieli sympatycznego świętego z urealniającymi belles-lettres budowniczymi kapliczek w stylu (221b) Baker Street stwierdzając konkluzywnie, iż w dzisiejszych czasach pewne jest tylko to, co istnieje inaczej. Na pewno założyciele pierwszego wzmiankowanego miasta węgierskiego nie będą zbyt dyskutować z tymi tezami. Z nami ani między sobą. A jeśliby – odeślemy ich do Iseum, świątyni Izydy czy innej Izoldy, względnie pieśni o Rolandzie. Bądź do kolejnego wpisu, bo tam też miejsce swe znajdzie (niezgubione) literatura i o literaturze.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[1.9.2017: Dojazd. Tata. Szombathely]

Lekkość (Pak4):

Zacząć nowy rok szkolny w katedrze… (basia):

Rynkowości soczyste (basia):

Woda i ochłoda w cenie… jeszcze ;p (basia):

Przed Iseum (Pak4):

Okolice parkingu (Pak4):

Uciec do Tata

20 września 2017

– ma się rozumieć przed pogodą, która AD 2017 w środkowawej Europie kooperuje średniawo i kapryśnie z planami tudzież apetytami aktywnych (jak to już kilka razy wzmiankowano, nie narzekając ani tyci, ma się rozumieć).
…Nawet jeśli plany i apetyty owe zostały nieco zmitygowane.
Jednocześnie z mocą, wdzięcznością i (samo)chwałą odnotować przychodzi rzecz ważniejszą — z nimi Pani Aura jeszcze nie wygrała. Jakkolwiek bardzo (by) się starała.

Uciec zatem wymyślili prostym sposobem: pojadą tak, jakby odwracali wracanie. Co będzie o tyle proste, iż tym razem, po raz pierwszy, nie zarezerwowali na główny wyjazd roku ani jednego noclegu (pomyśleć: do 2015 mieli wszystkie, w 2016 wszystkie minus dwa… tacy przygodowi a nawet adwenturalni się stają).

Uciekli nie za wcześnie (gdzie te zeszłoroczne rekordy deszczowego startu!) na Chyżne (polskie dzieci jeszcze nie musiały do szkoły); przez Dolny Kubin, Rużomberk, Bańską, Zwoleń, Hontianske Nemce, Dudince, Tekovske Luzany, Koltę, Komárno (słowackie dzieci nie musiały do szkoły, bo mają dzień patriotysowy, czyt. rocznicę wybuchu SNP, który (SNP i wybuch) ocalił im do pewnego stopnia kolektywną twarz od hitlerowsko-proboszczowskiej kooperacji), Komárom (węgierskie dzieci do szkoły na galowo bo może mają dzień patriotysowej żałoby narodowej na rocznicę traktatu Trianon, ale o szczegóły jeszcze nie dopytano speca tego lub owego).

…Przez środkowo-rodzinno-europejskie miasta, wiorsteczki, łączki z czaplami (a może żurawiami) osiągnęli Tata, miasteczko cieplutko się kojarzące, a teraz upalne bardzo (czyli po południu 1 września).
Cel pogodowo-ucieczkowy osiągnięty, zwiewna spódniczka co prędzej wychodzi z walizki na światło i skwar… – a oni chodu w „ulubione miejsce” Zygmunta Luksemburczyka i Esterhazych (no, ci to chyba kilka mieli), miasto bardzo zabytkowych młynów i pięknego jeziorka tudzież mnóóóstwa kwiatów, jak to na Węgrzech prawdziwych a nie przegiętych w nostalgicznie-depresyjnie-turpistycznej stylizacji przez eksperta tego, co wyżej żeśmy (i z zainteresowaniem nabożnem czytujemy, acz nie bezkrytycznem… a o Tata też wzmiankował ciekawie).

Zdjęcia: Pak4 i basia

[1.9.2017: dojazd z Krakowa. Tata. …]

Wschód słońca i dotankowywanie (basia):

Zamek Orawski (basia):

Ptaszydła i my na południowosłowackim popasie (basia):

Tata – bohaterom (Pak4):

Jan Chrzciciel na sztucznej wyspie sztucznego stawu (basia):

Stare Jezioro (Pak4):

Od młynów ku zamkowi (Pak4):

To luuubięęę (basia):

Czekają? ;-/

19 września 2017

— To strzemiennego!
(Jest ciepły wieczór 31 sierpnia AD 2017…)

Wciąż żywa

29 sierpnia 2017

It has become an embarrassing memory, like a mawkish, self-pitying teenage entry in a diary. We cringe to think of it. It is our collective moment of madness, a week when somehow we lost our grip. A decade on, we look back and wonder what came over us.

There were some who felt that way at the time, but they were the minority. Indeed, they complained they were a marginalised, even oppressed, group – gagged dissidents in a new totalitarian state of the emotions. Some looked at the mountain of Cellophane-wrapped bouquets that piled up outside Buckingham Palace – a million of them, it was said – and sniffed „floral fascism” in the air.

Całość (13 Aug 2007)

Ten czas!…
Być w samym środku terytorialnie i „kontaktowo”, chłonąć. Co więcej, podejmować w Londynie dłużej i krócej gości z odmiennych rzeczywistości (popowodziowych)… Podróżować wspólnie po znaczących zakątkach kraju, wędrować po Szkocji – przed, w momencie pogrzebu.

I wciąż głodnym być (poniekąd) wyjaśnień, tekstów kulturowych na kanwie

Cztery jeziora Soły

26 sierpnia 2017

– czyli włącznie ze szczytowo-pompowym na górze Żar (które było pełne (wody i ludzi), ale obejść się nie dało)

…Team jest tak systematycznie-tematyczny, że aż strach!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[26.8.2017: Przełęcz Kocierska – Beskid – Kocierz – Wielka Cisowa Grapa – Kiczera – Żar – powrót]