Wymówki

9 czerwca 2018

If folk turned down their aggression a few notches then other folk wouldn’t get so stressed and eat so much. Don’t blame the overweight folk, blame the constantly angry skinny people.

Całość (tekst + komentarze ;-/)

Rozmaite się widziało pociski w otyłościowej blame-game…

Reklamy

Praděd

8 czerwca 2018

Czyli zaległości

Kanionem Białej Opawy mieli pójść trzeciego maja 2012.
Sześć lat i miesiąc temu.
Siedemdziesiąt trzy miesiące temu… dni… godzin… minut… sekund…

Porachunkowe percepcje i relewantne emocje (nawet jeśli poznawcze one, ergo w jakiś-tam sposób z intelektem powiązane), sprawiają, iż – wracając z rewanżyzmami, myśląc i działając w trybie porachunkowym (choć wszak nie tylko, nie przede wszystkim! – na 200% nie w niniejszym przypadku!!!… ;-/) w główeńkach prze(d)sądy się zalęgają podświadomie, nadświadomie i pomiędzy:
Z jednej strony chciałbyś, by drobniejsze obiekty, zjawiska, ba, nawet procesy czekały na cię niewzruszone – dokładnie tak, jak Góry Same.
Z drugiej – wiedząc, iż podświadomość korygować należy – co prędzej poprawiasz „się”, nastawiasz przyczerniająco i pesymizująco: nic nie będzie takie samo (ani w Karlovicach, ani na szlaku, ani…), nic nie dorośnie do dość-już-sprecyzowanych oczekiwań…

No topsze już, topsze – nie będziemy kontynuować tego pseudo-psycho-wywodu! – Wszyscy i tak wiedzą (co najmniej od wczoraj), co ma się okazać na końcu: iż JESZCZE LEPIEJ JEST!

:

Zaliczyli, zdobyli – szlak i egzekucja jego okazały się perfekcją samą.
Więcej – dwutysięcznie-dwunastych majowych wspomnień nie zdyskredytowali (gdyszsz bestyjki z nich piekielnie samoświadome i emocjami tudzież percepcjami finezyjnie sterujące)… Natura im za to dała nie tylko permutacje i wariacje, ale wręcz wariacje z powtórzeniami wariantowemi: grzmiało od rana jak wtedy, ale na gorące a nie na śnieżnie-lodowe (dmuchali).

No i na dole czytaj na siedmiuset metrach npm nie tylko upałek był i brak konieczności jechania dalej – ku Łosinom i Pradze — ale przede wszystkim basen przyhotelowy, nad którym zalegli… lecz dłużej wytrzymać trudno, nawet gdy woda biczująco ziiiimna.

Uciekają więc dooglądać pozostałe po wczorajszym późnopopołudniowym seansie czesko-studenckie etiudy filmowe na kanwie PanaSzczygłowego „Gottland”. Po nich dokształcają się jeszcze z PanaPradziadowych historyjek… no, cerebralność sama aż skrzypi!
Aż do…
— A cóż to za licho?! – Altvaterturm, wierna kopia historycznej pradziadowskiej wieży obserwacyjnej jest od 2004 do obejrzenia w Turyngii?!
Znów nam przyjdzie funkcjonować w zaległościowym trybie???

Zdjęcia: Pak4 i basia

[1.6.2018: Praděd (kanionem Białej Opawy z powrotem pętlą przez „Szwajcarkę”): Sedlo pod Lyrou – Dolina Białej Opawy (Bílá Opava) – wodospady Białej Opawy (Vodopády Bílé Opavy) – ch. Barborka – u Barborky – Praděd – Švýcarna – Malý Děd (prawie) – Černík – Střední Opava – Silonova trasa – Sedlo pod Lyrou. Ślad GPS. …]

Ilustracje – Pak4

Karlovice

7 czerwca 2018

czyli do tej samej wody

…rzekomo nie wchodź bo i tak nie wejdziesz.
Zeszłorocznych śniegów nie szukaj, bo zgubisz więcej, niż znajdziesz.
Panta rhei różni różnie piszą albowiem rzeczywistość jako taka płynnie-umowna jest.

A przede wszystkim myśl mało, chodź dużo…

O to ostatnie w Jesionikach nietrudno. Nawet a może zwłaszcza w czas piękny, przedwcześnie-zenitalny latoś-wiosnoś.

Ten sam pensjonat (ten manewr po raz pierwszy, ever!… choć pokój czyli numer inny).
Ten sam powitalnie-wieczorny spacer po wiosce (stopień na Białej Opavie schludny, wioskę uporządkowano, otablicowano …a może to tylko rozkwitły czerwiec dziesięćkroć efektowniejszy jest, niż ledwie-odtajały maj… jakkolwiek czarownie tamten nie byłby wspominany…

Wśród wielu toż-samości wykluwa się lepszość dziś od rewelacyjnie wspominanego wczoraj.

Cel jutra też taki sam, jak wówczas. Gorzej, rewanżystowski nieco.
I co będzie, jeśli pogoda znów nie pozwoli? Tak samo – tyle, że inaczej?
— Tym bardziej wejdziemy do tej samej pysznej wody, czy jakoś inaczej?

Zdjęcia: Pak4 i basia

[31.5.2018: Rudy Raciborskie i Łężczok. Hradec nad Moravici i Vodní nádrž Slezská Harta. Karlovice]

(Pak4)

Hradec nad Moravici

6 czerwca 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Hradec nad Moravici. Pozostanę przy Hradcu, choć Google Maps mówią o Grodźcu Golęszyckim (skąd one to biorą*?), a „Zamki i pałace Bramy Morawskiej” (Pawła Newerli i Grzegorza Wawocznego, WAW, 2012) ultrapoprawne w używaniu polskich nazw, o Grodźcu (bez dodatku „Golęszycki”). Ale cały świat zna Hradec, nawet wzmianki historyczne, które ów Grodziec i Golęszyców mają usprawiedliwić mówią o Hradcu, więc i przy Hradcu zostnę.

Hradec jest miejscowością prastarą. Jedną z tych, które z czasem utraciły dawne znaczenie, ale nie utraciły wszystkich świadectw przeszłości. Nawet jeśli te, ewoluowały.

Był trakt. I nawet nikt nie wiedział, jak się nazywali ci, co przy nim mieszkali.

Był gród. Za Golęszyców, a na pewno za Bolesława Chrobrego. Bo wtedy to była Polska. Różnie mówią o utracie Moraw przez Polskę. (O dziwo, praktycznie nic nie mówią o zdobyciu przez Polskę… Z historii wcześniejszych mówi tylko tradycja, ale późna, że właśnie tu się Dobrawka spotkała z Mieszkiem.) W każdym razie ona miała miejsce, a Bolesław Śmiały szturmował Grodziec bez skutku.

Był zamek. Od Przemysła Ottokara II (co najmniej) gotycki i murowany. Skoro z niego rządziła wdowa po królu (z kochankiem), to i „stolica” niejako, nawet Czech, a nie samego mikropaństewka po-golęszyckiego.

Potem były utraty znaczenia (lokalne władztwa zebrała pod swoimi skrzydłami Opawa**), zamek to niszczał (z klasycznym dla Czech refrenem „zniszczenia w czasie wojny trzydziestoletniej”), to był budowany, remontowany, urządzany. We współczesność wkroczył jako pałac Lichnowskich.

(Lichnowscy prawie jak Hradec. Zaczyna się od słowiańsko brzmiących z imienia rycerzy spod Pszczyny, a kończy na rodzie tak austriackim, że nie tylko Wiedniowi służyli, ale wręcz niemieckim cesarzom z Berlina.)

Są dzisiaj w Hradcu dwa pałace i jedna wieża dodatkowo.

Pałac Czerwony, który wita przychodzących. Neogotyk. Powstał w XIX wieku, by jakoś ogarnąć potrzeby służebne wobec właściwego pałacu.

Pałac Biały. Właściwy niejako, bo efekt ewolucyjno-rewolucyjnych przebudów zamku Kunegundy Halickiej i tradycji grodu Golęszyców. Zamku, jako zamku w nim nie widać. Widać pałac. Można zwiedzać po złożeniu odpowiedniej opłaty w kasie.

Biała Wieża. Monumentalna wieża zbudowana trochę po nic. (Wciąż się dziwię, widząc w Czechach te austriackie inwestycje, że tyle pary w gwizdek szło… Z drugiej strony sobie tak myślę, że bardziej praktycznie myślące elity Austro-Węgier może nie doprowadziłyby do klęski w 1918 roku i uzyskania przez Polskę niepodległości?)

Za to oryginalnej, najstarszej wieży zamku nie ma. Choć wygląda na to, że jest miejsce, gdzie była i wcale nie wchłonął go Biały Pałac.

Nazwisko Lichnowskich mówi ludziom coraz mniej. Ród książąt, dyplomatów… Nic z tego nie zostało, nie licząc (niechcianego) wkładu w wywołanie I wojny światowej***. Dzisiaj turystów przyciągać mają nazwiska kompozytorów wizytujących możny ród: Beethovena, Paganiniego, Liszta****.

Wojen o Hradec między Polską a Czechami też nie ma. Na wojnę światową się nie zanosi. Jest UE, a jeśli Czesi walczą z Polakami to tylko nie tłumacząc swoich tablic informacyjnych na języki obce, choć przecież akurat do Polski jest blisko i o turystów łatwo. Walczą więc na swoją szkodę. Cóż, nie oni pierwsi.
____________________
*) Od Geografa Bawarskiego z IX wieku zapewne. Ale on nie pisał „Grodziec Golęszycki”…

**) Co dotyczy nie tylko Hradca, ale i pewnej kumulacji innych lokalnych stolic.

***) Trzeba przyznać ambasadorowi Lichnowskiemu, że był przeciwnikiem wojny i krytykiem niemieckiej dyplomacji (post factum), więc ten wkład to raczej jego niezręczność w ramach mało składnej dyplomacji całego cesarstwa, niż zła wola. W Hradcu należy mu się raczej życzliwe westchnienie, bo ta niechęć do wojny wcale nie była wówczas powszechna wśród decydentów.

****) Ci sami Lichnowscy mieli też pałacyk w Krzyżanowicach. I choć Hradec jest nieporównanie bardziej reprezentacyjny, to czasem chętniej bywali właśnie w Krzyżanowicach. I tam też gościli kompozytorów — Beethovena i Liszta, tego ostatniego nawet całkiem długo. Cóż… wielkość pałacu, a nawet malowniczość widoków z okna, nie zawsze przekładały się pozytywnie na „mieszkalność”.

Zdjęcia: basia i Pak4plus ;-/

[31.5.2018: Rudy Raciborskie i Łężczok. Krzyżanowice. Hradec nad Moravici. Vodní nádrž Slezská Harta. …]

Krzyżanowice

5 czerwca 2018

Od krzyża one, a jeśli tak, to od którego?
I czy to nie niebezpieczne pytania?

Gdy się pominie dzieje okolic, wsi i założenia, a przeskoczy wprost do teraźniejszości… o co nawet niektórym specjalistom od skrzyżowań, rozwidleń, zapętleń i innych punktów węzłowych bywa w pewnych warunkach, okresach i „określonych epokach” łatwiej, niż w innych…
…gdy się pominie, przegapi bądź inaczej zignoruje – dostanie się siostry zakonne cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, od dobrych kilku dziesięcioleci opiekujące się pensjonariuszkami tudzież obiektem, w którym wcześniej List, Beethoven i – last but not least – wpływowi właściciele. O czym we wpisie kolejnym przeczytają ci, którym nie straszne nie tylko erudycje straszliwe, ale i przypisy do tychże…

…Będzie tych osób może dwie na tysiąc.

Ci zaś, którym straszne, czyli większość, zauważą może… bo wszak na wyjeździe uważać wypada nawet sennym-śniętym upałem podciętym (gdyż jak inaczej dużo fot uważających i spostrzegawczych a nawet błyskotliwych pozyskać, co się natychmiast do fejsików a napotem do pokrętnie-erudycyjnych wpisów przydadzą?)
…że Boże Ciało w tych tu okolicach pogranicznych (choć z Morawami, czyli jeszcze nie aż takimi ateuszami, jak Czesi, piwosze grubi i od rana)…
…w tych tu przygranicznych stronach obchodzi się Boże Ciało wielce outdoorowo, zielem kwiatami ścieląc Mu drogi najzupełniej dosłownie – grubo, pachnąco, szczodrze i od rana. Nie zważając na spiekotę, chmurska (przed)burzowe, itepe.
A czy ten pojazd ciężarowy na czeskich blachach, który zgrabnie i poręcznie blokuje drogę innym pojazdom by procesja mogła przejść, to on stamtąd zaiste, czy tylko tam zarejestrowany, bo poręczniej?

Zresztą rowerzyści pomykający już po wymarłej stronie granicy, to też Polacy. Póki co jest albowiem wciąż wolność o tyle, że nikt ogniem i mieczem nie nawraca na pozostawanie w obrębie (danych choć niewidocznych) granic kulturowo-religijnych, kontemplowanie (wyobrażonej acz niepewnej) drogi Dąbrówki do Polski, całodzienne procesjowanie…
Choć tezę iż rowerowaniem czci się dzień święty nieco lepiej, niż nieumiarkowanym hospudkowaniem wysuniemy tylko w kręgach zdrowych, nieskażonych relatywizmem i tym podobnymi wątpliwościami.

Czy dociekaniem wieku i losów czarnego dębu czci się święto jakoś pomiędzy rowerem a gospodą, czy może jednak lepiej?… —
W niedzielę nam powiedzą w kościele, i to (mało)polskim, że odpoczynek ma być także od martwienia się już w dzień święty poniedziałkiem. Co antycypując – na krzyżanowickich rozstajach, przy pniu dębu tak długo zatopionym, że aż dziwnie wyszlachetnionym, naprzeciwko restauracji „Staruszek” – nie poddamy się pokusie krzyżowego auto-ognia pytań i dylematów. Wsiądziemy za to do auta (rozognionego, lecz klima zaradzi błyskawicznie) i udamy się na Morawy wyluzowane.

Gdzie dwie rzeczy będą identycznie-pewne: też skwar oraz też Lichnowscy.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[31.5.2018: Rudy Raciborskie i Łężczok. Krzyżanowice. …]

Łężczok

4 czerwca 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Jakie skarby skrywa Śląsk?

W szkole uczono, że węgiel, czyli czarne złoto. I owszem, to ważny skarb, ale też skarb o znaczeniu historycznym. Skarb, który umożliwił zawrotny rozwój tym terenom od końca XVIII wieku. Ale zbliża się stulecie zwątpienia w potęgę tego skarbu. Najpierw przez wyczerpywanie się złóż, potem przez coraz trudniejsze i mniej bilansujące się wydobycie, aż po dostrzeżenie kwestii ekologicznych.

Węgiel przesłonił jednak wszystko. Przesłonił nawet liczne pałace przemysłowców, które z niego wyrosły. Bo kto słyszał o Pławniowicach? O Mosznej*? A jest tego więcej, choć często popadają w ruinę i już nie błyszczą tak, jak kiedyś.

Filmik promocyjny województwa pokazuje górę Żar, „zamek” w Bobolicach, ruiny w Ogrodzieńcu, czy Częstochowę. Sporo atrakcji, nie każdy polski region tyle ma. Ale Jura, czy Beskidy to nie jest całkiem typowy Śląsk.

Śląsk reklamuje się industrią i Industriadą**, a czy ktoś pamięta o przyrodzie? Czy wielu słyszało o Łężczoku? Bo sam dowiedziałem się niby przypadkiem, choć „miejscowi” często wiedzą.

Łężczok to rezerwat, utworzony na terenach stawów rybnych, które założyli cystersi z Rud. Stawy muszą mieć więc setki lat, skoro klasztor zsekularyzowano, by zdobyć środki na walkę z Napoleonem.

Ale są w Polsce starsze stawy. Nie o sam wiek chodzi. Chodzi o to, że niewielu zdaje sobie sprawę, iż część województwa Śląskiego, tego z całkiem historycznym Śląskiem, sięga w Bramę Morawską – obniżenie pomiędzy Sudetami i Karpatami. Obniżenie, które stanowi naturalny korytarz, zarówno dla ludzi, jak i dla natury.

Efektem jest pewne nagromadzenie gatunków, które albo do Polski docierają, albo urządzają sobie tędy tranzyt.

***

O Łężczoku nie dowiedziałem się ze szkolnych podręczników. Ani z telewizji. W internecie znalazłem parę szczegółów, ale początkowo na poziomie abstrakcji, który to poziom zwiódł mnie w manowce (pierwszy raz szedłem ze stacji Nędza, jakąś nędzną ścieżką, nawet nie wiedząc, że jestem w rezerwacie; wśród wysokich traw, po dość podmokłym lesie i obserwowałem jak pies ganiał się dla zabawy z sarną… właściciel nie reagował…). O samym rezerwacie dowiedziałem się od znajomego. Drugi raz wyszło już lepiej. Samochodem w 2011? – bezproblemowo.

I tak, od ucha do ucha, dotarły też wieści do Gospodyni. I bardzo się zdziwiła, gdy trochę przypadkiem wpadliśmy nad Łężczok. No bo ja, wiadomo, pofotografować ptaki. Ale zabierać kogoś? A tymczasem przyroda tam wcale bujna, nawet jeśli królują kaczki w różnych rodzajach.

Kilka dni temu znowu – trochę przypadkiem – odwiedziliśmy Łężczok. I liczba tego ptactwa… Balatony, czy Małe Balatony, mogą tylko pozazdrościć! A wszystko to skrzeczy, śpiewa, bzyczy***!

***

Więc już wiecie. Jest taki skarb śląskiej ziemi, Łężczok się nazywa****.

***
________________
*) Dobrze, widzimy, że Moszna się ogłasza także za granicą, więc coraz więcej osób. Ale jednak wciąż niezbyt wiele.

**) Już 9.6.2018: http://industriada.pl/

***) I pilnuje ścieżek. Ledwo zeszliśmy na bok, a komary zaczęły za nami ganiać. Na etacie rezerwatu, czy co?

****) Przy drodze z Rud do Raciborza.

Zdjęcia: basia i Pak4

[31.5.2018: Rudy Raciborskie. Łężczok. …]

Ten cholerny lód

3 czerwca 2018

…Albowiem na wojażach i w jakimkolwiek innym trybie dobrze pamiętać, iż

wódka z lodem źle wpływa na nerki
rum z lodem powala wątrobę
whisky z lodem osłabia serduszko
gin z lodem robi rozum małpi
coca-cola z lodem psuje zęby

i w ogóle, ze ten cholerny lód jest śmiertelny,
i ostrzegajcie wszystkich, na miłość boską by nie używali lodu ;D

Prosimy

2 czerwca 2018

Uśmiechnij się

1 czerwca 2018

nocą i we dnieee
zwłaszcza na ślubieee

Bo gdyby nie
policja uśmiechu cię zje

Jak pewną Mrs Beckham chce
choć ta dobrze wie
że długo grać da się
(zarobić też nieźle)
z terrorem „uśmiechniiij sięęęęęę!”

Przemykają…

29 Maj 2018

W czasie oczekiwania ratowników na przylot śmigłowca przemknął koło nich po stromym zaśnieżonym terenie kolejny turysta podchodzący na Rysy. Zszedł do niego jeden z ratowników stwierdzając, że turysta który „dojechał” aż w rejon „Kamienia” doznał mocnych otarć i potłuczeń i wymaga on transportu do szpitala. Tam też z pokładu śmigłowca desantował się jeden z ratowników. Po udzieleniu I pomocy turysta wraz z towarzyszącym mu ratownikiem został windą wciągnięty na pokład śmigłowca i przetransportowany do szpitala.

Całość

Niby cię nie zdziwi żaden poryw i obryw szaleństwa górskiego. Wśród (setek) tysięcy sensownych wędrowców może, po prostu ma prawo trafić się co dnia, a jak nie co dnia, to raz na tydzień, a jak nie raz na tydzień, to dwa razy w miesiącu wyjątek — szaleniec lub zbrodniczo nieodpowiedzialny za siebie i innych narwaniec, względnie zaślepieniec, ewentualnie skrajny ignorant, bądź wszystko razem.
— Ma prawo się trafić; wynika to z praw statystyki.
Zwłaszcza wynika w tym kraju, w tym plemieniu.

Jednak gdy co Kronikę (TOPR) przemykają ci informacje, że znów ktoś pomknął po śniegach „rysy” pod Rysami.
I że jakimś cudem dalej to nie otrzeźwiło kolejnych rysowników zimowych, bezrakowych, bezczekanowych (o umiejętnościach użycia tego sprzętu w warunkach ułamkowo-sekundowych nie wspominając)…
Wówczas…

Wówczas. – Nic.

Bo i co możesz zrobić?

Kolejny raz się zagotować? …Przelotnie.

Na szlaku na Rysy doszło do kolejnych wypadków w tym śmiertelnych. Ratownicy znów mieli sporo pracy.
Tylko w maju doszło tam do 9-ciu wypadków, w których śmierć poniosły 3 osoby, rannych zostało 5-cioro turystów, a dwoje sprowadzono, gdyż nie mając stosownego sprzętu mieli problemy z bezpiecznym zejściem.