Bardejovské Kúpele – wokół spa

4 października 2017

Ach, kąpieli zażywała tu sama cesarzowa Sissi.
(Pak4)

(basia):

A oni niewzruszeni hejże w pagóry błotniste i łączki świetliste!

(Pak4)

Aby się rozgrzać solidnym marszem, bo… (basia):

…zamróz był godny! (Pak4):

Zaś na deptaczek ewentualnie potem. By sprawdzić, na próbce reprezentatywnej cudnej niedzieli z przedzłotosłowacką pogodą, czy spa dalej tak senne i podupadłe, jak podczas wcześniejszych bytności.

basia:

Greckokatolicka cerkiew z Mikulášovej, 1730 (basia):

Werdykt:
Woda pyszna jak zawsze!
Wrażenie ogólne lepsze.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[1.10.2017: Sanktuarium Gaboltov. Bardejovské Kúpele – Stebnicka Magura (żółtym) – Kamenna hora – Bardejovské Kúpele: spa i skansen. (Bobowa. Lusławice. Itd ;-/)]

Reklamy

Hala Łabowska

3 października 2017

rosną sobie grzybki w trawie, grzybki w trawie
i patrzą na świat ciekawie, świat ciekawie
co to będzie, co to będzie
pełno grzybków rośnie wszędzie
co to będzie, co to będzie, … (itd.)

ciepły deszczyk zrosił ziemię, zrosił ziemię
zwiększyło się grzybków plemię, grzybków plemię
tu czerwony, tam brązowy
do koszyczka już gotowy
tu czerwony…

Czy uporczywe przypominanie sobie ba, cytowanie podczas wędrówki przedszkolnych słów i melodii to znak niefrasobliwie dobrego humoru, arkadyjskiej błogości, niczymniezmąconej akceptacji świata?
– Czy przeciwnie – starczego… hmmm, zgrzybienia, osaczenia tematami zaprzeszłymi i klimatami „cokolwiek się dzieje, najlepsze już było”?

Optymistycznie przyjmujemy, że pierwsze: najlepsze przed, niezmiennie przed, a grzybki…

ciepły wrzesień, mokry wrzesień, grzyby wartko rosną
jeden przysiadł pod jedliną a drugi pod sosną

tu prawdziwek, rosa na nim srebrzy się i mieni
bracia moi, a wyłaźcież co żywo spod ziemi!

tu muchomor, płaszcz z purpury, na nim perły lśniące
ponoć nas tu dziś wyrosło w nocy trzy tysiące!

tu maślaczek, śliska główka, szalik ma pod brodą
a zaś tam się żółtą ścieżką kurki w gąszcze wiodą

rosi deszczyk, liczy grzybki, zliczyć ich nie może
ale zliczą je te dzieci, co brodzą po borze!

Lokalsi, widząc wędrowców wznoszących się jesiennym porankiem ku borom-lasom, zagadują nieodmienie „są grzyby?”. AD 2017 zagadują odmiennie „ale grzybów, paaaani(e!)!”. Po czym następują pogaduszki o zbiorach, ich prawdziwkowości, szybkości. I nawet gdy im trzy razy i przekonująco klarujesz, żeś jadający, ale nie fanatyk, a w ogóle to zdystansowany do tej całej polskiej manii – i tak na koniec pogawędki życzą ci obfitych pozysków.

Nadobfite być nie mogą, czemu ma sprzyjać nieoddalanie się od znakowanej ścieżki na więcej, niż dwa metry oraz pożytki zademonstrowane przez jednego z piewców obfitości: ot, kilkanaście egzemplarzy podjętych „w jednym miejscu” podczas przerwy w pozysku drewna… no piknie, ale same podgrzybki, bodaj jeden koźlarz. Nie powinno być źle!

Aliści im dalej w las… A nawet blisko… Kanie, podgrzybki (sitkami czy zajączkami zwane w przedszkolnych okolicach)… A gdy tylko zboczyć na wysłonecznioną polanę z widokiem (bananatime!) – niemal siądziesz na prawdziwkach w towarzystwie muchomorów.
— Ha, kanie do wieczornej degustacji, ale dwie reklamówki kapeluszy (prawdziwki oddzielnie) trzeba będzie szybko przesmażyć na turystycznym palniku (zbierane „na czysto”, tylko pokroić)…
…I że co? – Spod fotela pasażera „przedzimowo” zniknęły sól i inne przyprawy?…

W sumie wyszło na to, że dzieci, brodzące w weekend znakowanymi ścieżkami po borze, niedzielnymi pożytkami obdarowały Mamę. Będzie na wigilię – zadekretowała… Pół termoska borówek smakowało idealnie z szarlotką; lecznicza woda bąbelkowana ze słowackiego spa przypomniała wspólny tam wypad…)
…Zaś sobotnie pozyski dotrwały aż do przesmażenia, nocą, w niedzielę, tuż po kościele rzutem na taśmę czyli ewangelię… W niemal idealnej formie dotrwały; deszcze, które uczyniły były megawysyp 2017 nieco gąbczastym, spłynęły już z górek, nadszedł czas przymrozków, w dolinach solidnawych…
– W październiku fanatycy muszą szukać swych obsesji na średnich wysokościach!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[30.9.2017: Łomnica Zdrój – Hala Łabowska (żółtym) – Hala Pisana – Schronisko Cyrla – Zamczysko – Rytro. (Muszyna; Krynica; Tylicz…)]

Na podświetlonym wypasie (Pak4):

Rączy jeleń (Pak4):

Schronisko na Hali Łabowskiej (basia):

Na południu Góry Lewockie (basia):

Klimaty Schroniska Cyrla (basia):

Zamczysko (basia):

Baška

2 października 2017

Od dekad, pewnie nawet więcej, niż dwóch, nie było sezonu, by ktoś nie przysłał pocztówki, smsa, mmsa „jesteśmy”, nie wspomniał po powrocie „byliśmy”. I zaraz potem „ty też musisz”.

Musisz? A właśnie, że nie musiała. Tak, jak nie musiała w szczycie i boomie do Tunezji, Egiptu, Turcji, na Kanary.
…Jednak – skoro obiektywnie rzecz ujmując, to piękne, fajne miejsce – kiedyś trzeba było.

I oto muśnięte a nawet delektacyjnie zasmakowane co trzeba: przepaścisty trawers w kierunku Stara Baška, kultowe plaże, uliczki i deptaki właściwego kurortu…
Pozostał wjazd na górę, gdzie kościółek i jeszcze niesamowitsze widoki. Ponoć.

Oraz cmentarzyk przy kościółku. „Spoglądający” na zatokę bez przesadnego memento mori i bez wesołkowatości w stylu Săpânța – ot wszystko na swoim miejscu: wy tam na dole wycinacie klasycznie ósemki na morzu, my przyglądamy się przychylnie.
Owym ósemkom wycinanym w celu wjechania tu obłędną dróżką przyglądamy się też.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[4.9.2017: Wyspa, na którą ciągną tłumy – Omišalj. Krk. Baška. …]

(basia):

(Pak4):

Krk na Krk

29 września 2017

Gdy już travel-writer a zwłaszcza (i nie daj PB) podróżo-pisarz czy (szczególnie nie daj…) bloger-pod-różnik ocknie i otrząśnie się z konwencji „jakie to wyjątkowe, że ruszyliśmy cztery litery, wszak dziadek ani wujek tego nie robili”, „dotarliśmy mimo, iż auto się zepsuło, samolot nie odleciał a satnav wpadł w pokrzywy”, „wciąż ja i on(a), wciąż razem, niesamowite, beczkę soli zjedliśmy i wciąż” — wpada w pułapkę krytykanctwa. Bo on jest lepszy, niż stażystki wyrobniczki po onetach i interiach, co to muszą tylko entuzjastycznie i naganiać klyentów reklamie żeby reklama szła na portale czyli naganiała grosiki…
Noi taki klepacz bezinteresowny zjeżdża wszystko po całości: pogoda była nie ta, architektura niespójna, lazury przereklamowane a w sumie nudne, morze za ciepłe, tłumy za duże, rodaków od groma, muzea droższe niż w przewodniku pisało, budki z lodami nie tak pomalowane, palmom odbija palma a wszędobylstwo lawendowych woreczków to największy skandal wspólczesności.

A oni – nie.
Bujali się, po prostu. Wszystko szło jak z płatka, bo zawsze idzie (…jak dotąd, szepną teatralnie, bo niech zawiszczą ci, którzy taki mają sposób i sens istnienia, lecz los niech lepiej nie podsłuchuje…)
Bujali się jak zaplanowali, jak w folderach
W Krk na Krk

Zdjęcia: Pak4 i basia

[4.9.2017: Wyspa Krk – Omišalj. Krk. …]

Łodzie półpodwodne absolutnie funkcjonalne (basia):

Kościoły takie, jak w folderach (basia):

Plaże adriatyckie trochę podmełły kamyki niezbyt lubiane przez niektóre plemiona słowiańskie, ale jeszcze wiele pozostało w tej mierze… (basia):

Są starożytności? No są! (basia):

I jeszcze miejsc świętych parę (basia):

Omišalj

28 września 2017

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Przewodniki gwiazdkując wyspę Krk piszą, że to Chorwacja w miniaturze. W takim razie Omišalj to Krk w miniaturze, a więc i Chorwacja w miniaturze pośrednio. Nie twierdzę, że miniatur Krk (i Chorwacji) lepszych nie ma — być może Krk to najlepsza miniatura Krk — ale Omišalj jest całkiem udane.

Bo czegóż tu nie ma? Jest przemysł (naftowy) i turystyka. Lotnisko; na którym lądują odrzutowce i kościół sprzed 1213 roku. Kawałek plaży i wzgórze z parkiem. Widoki na Rijekę (i, szerzej, zatokę Kvarner z górującą nad nią Učką) i ciasne uliczki. Są ślady Frankopanów, a i ślady turystów można spotkać. Spragnieni jakiegoś centrum rządowego znajdą powenecką loggię miejską (XVI w.). Spragnieni słowiańszczyzny południowej — jedne z najstarszych napisów głagolicą. Spragnieni rzymskości też coś dla siebie znajdą; podobnie jak spragnieni pragnień najdosłowniejszych, czyli napitku i najadku.

Są na Krk miejsca piękniejsze, bogatsze; gdy już się je odwiedzi, Omišalj zblednie, wypłowieje. Ale gdyby zostało Omišalj bez tej reszty, to by wystarczyło. W zupełności.

Zdjęcia: basia i Pak4

[4.9.2017: Największa wyspa Chorwacji*Omišalj. …]

Na moście na wyspę Krk (basia):

Kościelny portyk (basia):

Był początek roku szkolnego, są turyści… (basia):

Rijeka z Omišalj (Pak4):

Ulipki, ale jakie pyszne prosto z drzewa albo spod… (Pak4):

Mainland… (Pak4):

Kierunek – Rijeka

27 września 2017

Z dalmatyńskimi poezjami Baczyńskiego wędrowałam 19 lat temu nie po Chorwacji, ale Ścieżką Atlantycką Kornwalii. Pogoda udała się cudna, punkty przejść równie kultowe… Szłam, napawając się do przesytu klifami i kotłami morskimi we wszystkich odcieniach i kombinacjach szmaragdu, lazuru, złota, brązów i zieleni. Na Lizard Point zeszłam do jednego takiego na kilka godzin, przedostałam się na odległe kamienie i tam właśnie najlepiej się czytało o malachitowych łąkach morza, itp.

Teraz powróciły te klimaty, choć w odmiennej formie – przejazdu prawdziwą Dalmacją (choć „tylko północną”) z kontemplacyjnymi przystankami.
Zachwytami.
Wdzięcznością
że się przytrafia kolejne Olśnienie,
że Pani Aura zechciała (na styk),
że…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[3.9.2017: Zadar. Przejazd wybrzeżem do Opatiji.]

Stari Most Maslenica (Pak4):

(basia):

(Pak4):

(basia):

(Pak4):

(basia):

Zadar

26 września 2017

Myślą państwo, że odkąd Zadar wpisano w Krakowie na listę dziedzictwa UNESCO (w gronie twierdz weneckich, obok m/in Šibenika) – Polacy jeszcze chętniej, itede?
Zapewnić należy, iż dostatecznie chętnie, by słychać i widać nas było prawie wszędzie… Indziej również.

…no śpimy, jeździmy na rowerach, pływamy i zwiedzamy

– Na zadarskiej esplanadzie B niemal parska śmiechem na takie tele-rewelacje, a zwłaszcza ton, jakim wypowiada je nie-młódka. Na to P, że to i tak postęp; poprzednio albowiem wpadło mu w ucho:

ja wtedy ubrałam te czarne majtki, to musiało być w Budapeszcie nad Dunajem

Po paru godzinach, wciąż w Zadarze – dogodne miejsce parkingowe (auta gęsto po obu stronach ruchliwej ulicy). Team wydostaje się z szeregu, tymczasem podjeżdża rodak, tamuje ruch, przy czym wdaje się w pogawędkę-pokrzykiwankę:

wyjeżdżacie? to my na wasze miejsce… poczekamy… skąd jesteście… z samego Krakowaaa? a my z Sosnowcaa! …to tu naprawdę dziś za darmo?… powodzenia!

Dobrze, że nie zaczęto trąbić…

W kolejnym dniu w znanym miasteczku plażowym na pięknej wyspie przyblokowano zaparkowanie Teamu (i przy okazji węgierskie, coś musiało w tym być ;-/) przed urzędem w ten sposób, iż z łatwością dało się wyjechać po podniesieniu długiego łańcucha ponad dachem i antenką. Do pomocy ruszają dwie przechodzące kobiety. Po czym zerk na rejestrację i ucieszone:

a to państwo też z Polski!? my Polacy musimy sobie pomagać!

I tak dalej. Od wszechobecnych dysput plażowo-spacerowo-bulwarowych nt cen lodów, miejscówek, przekąsek i pamiątek (a tam gdzieś było taniej!), po smutne westchnienie, że jużeśmy u końca zwiedzania hitu dziedzictwa. Oraz machania-powiewania, jak z oflagowanego obustronnie (narodowo) auta na cieszyńskich blachach (z efektownym kufrem retro na dachu) podczas mijania B&P na wypasowym punkcie widokowym słynnego półwyspu.

Był jeszcze kamper na monachijskich blachach, za którym przystanęli na krótki deszczowy postój. Przechodząc mimo ku koszowi, B usłyszała w najczystszej polszczyźnie skrzekliwe:

czyś ty kompletnie zgłupiał! to jest śmietanka, nie mleko!

Po chwili mężczyzna zadzieńdoberował Teamowi sympatyczmie podczas wychlustywania wody z patelni…

***

Bo Zadar jak to Zadar – przepiękny, starożytny, bezcenny. O czym każddy wie od zawsze, a od maja dębnicko-juneskowego w szczególności…
— Ale ty to sprawdź sam, na początek w naszych fotosprawach!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[3.9.2017: Zadar. …]

Lew wenecki na Bramie Lądowej w ciągu umocnień Zadaru – UNESCO (basia):

Forum rzymskie (basia):

Romańska Katedra św. Anastazji (Pak4):

Pre-romański Kościół św. Donata i katedralna dzwonnica (Pak4):

Na nabrzeżu półwyspu podeszczową porą balsamicznie jest (basia):

W Varaždinie

25 września 2017

zawieś serce na krynolinie!

Frazeologia od wieków daje ludzkości możliwość noszenia sentymentów na dłoni, rękawie, itp. Aliści żelazny duch dziejów każe w ostatnich latach wieszać (je, się) bardziej w stylu „gdzie się da”: na mostach i kładkach, w niszach, załomach, prześwitach, altanach… — każde, miasto i miasteczko a nawet wioseczka musi mieć ałtlecik do przykuwania wyznań (wiecznotrwałych).

W pierwszym wspólnie odwiedzonym mieście chorwackim B&P zobaczyli moc serc metalowych na krynolinie (i gorsecie… też żelaznym). Na pamiątkę historii tak czułej, że poznać ją powinien każdy!.
Cószsz, na myśl przychodzi taka moc skojarzeń (i czapą ciężką nakrywa), że strach nie tylko myśleć dalej, ale się bać… Więcej czułych kłódek dowieszono w czeluściach wąskoprzejściowo-rynsztokowych… Kropi, czasem (m)nie(j), wyściółka uliczna atrakcyjnego starego miasta zdradliwa bardziej, niż zwykle. A park, przy którym zostawili auto, powitał – jako inicjalną wonią kraju lawendy, oliwek i winorośli – …uryną.
Nie, to nie to, żeby nadpisywali szybkokonkluzywnie uogólnienia, wielkie metafory i deszczowo-irytacyjne odreagowania — są już na tyle wysezonowanymi euorotrotterami, iż łacno i snadnie wyobrażą świetliście lokalizację widzianą właśnie w okolicznościach liquid sunshine!

Zatem z sercami (mężnemi i wiel(c)e antycypującemi) wkraczają w Chorwację. A nawet na.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. Őriszentpéter, Szalafő, Pankasz. Varaždin]

Varaždin – stare miasto (Pak4):

Słodziactwo (Pak4):

Zamek – obchodzony wałami – widzimy z góry (Pak4):

Słodziactwo2 (Pak4):

Őrségi Nemzeti Park

24 września 2017

…dużo ciekawsze było centrum kultury projektu Imrego Makovecza, a to dlatego, że każda realizacja Makovecza jest dziwna, a raczej dziwaczna. Chociaż może przesadzam, tyle już budowli Makovecza widziałem, a wszystkie były do siebie w gruncie rzeczy tak podobne, że właściwie przestały na mnie robić wrażenie. Owszem, nie sposób pomylić Makovecza z nikim innym, bezdyskusyjnie był to architekt z własnym stylem i niepowtarzalny także jako postać, jako żywy – dopóki żył – pomnik węgierskiego nacjonalizmu, neopogańskiej mistyki, a jednocześnie czołowy twórca tak zwanej architektury organicznej, który wprowadził do swych projektów prawdziwe azjatyckie szaleństwo. Przez lata oglądałem jego realizacje z osłupieniem, ale i podziwem dla owego konsekwentnego wymyślania spektakularnych oraz zupełnie niepraktycznych budowli, z tymi nieproporcjonalnie wielkimi kopułami, często przekrzywionymi, z falującymi portykami, szpitalnobiałymi fasadami, ze skrzydłami anielskimi, a może skrzydłami turula nieruchomo rozpostartymi przed wejściem bądź na szczycie budowli, które nigdy nie przynosiły ukojenia, a jedynie irytację i niepokój. Ale Makovecz mi spowszedniał i zaczął mnie nudzić nawet swymi najbardziej wymyślnymi budowlami. W Szigetvárze jednak poniekąd mnie zaskoczył, bo ten jego budynek (przed którym oczywiście stał pomnik Zrínyiego, tym razem ze wzniesioną lewą ręką wskazującą cel ataku i z szablą w prawej dłoni) najzwyczajniej mi się spodobał. Po obu stronach nieco banalnego – szczególnie jak na Makovecza – gmachu wznosiły się wielkie betonowe wieże z dziwnymi otworami bez szyb, jakby okienkami w kształcie łez wypływających z kącików oczu, przypominające budowle z Władcy‍ Pierścieni:‌ może wieże Mordoru, na których szczycie powinno pulsować płonące Oko Saurona, a może wrota Argonath, dwie potężne postaci wojowników w prawych rękach trzymające topory, a lewymi wykonujące salut rzymski. W środku jednak całość zdawała się opuszczona i wymarła, nie było nikogo prócz dwóch mężczyzn, z których jeden sprawiał wrażenie portiera lub ochroniarza, a drugi robotnika w trakcie nieustającej przerwy w pracy. Siedzieli na schodach znudzeni, lecz czujni, wysyłając niewypowiedziany komunikat, że nikt tu nie jest specjalnie mile widziany i lepiej byłoby im nie przerywać tego przetykanego jedynie pojedynczymi słowami nieróbstwa.

Reszta‍ też była wyludniona i ciemna, nikt widać nie zdecydował się przyjść i czerpać z tego źródła kultury, pozwolono nam jednak wejść do sali koncertowej i ten, który nas zaprowadził, włączył światło: sala była duża i racjonalnie zaprojektowana, co znów zaskakiwało, choć oczywiście nie wiem, jaka tam była akustyka, jak sobie dają radę orkiestry, o ile tam występują, ale wszystko sprawiało wrażenie porządnego, z tym że jednocześnie zbędnego.

Krzysztof Varga, Langosz w jurcie

To na długo ostatni cytat z Eksperta!
(Na Vajdahunyad! I Hunedoarę z jej cygańskimi pałacami!)
— Lecz zbyt silną była pokusa lekkoperwersyjnego zestawienia nawet samej myśli o Makoveczu… ze zwykłą salą wiejskiej remizy. O wystroju, jakiego już w latach siedemdziesiątych XX wieku powstydziłaby się niejedna polska wioseczka.
Do niezamkniętej, onirycznie cichej świetlicy trafiono w poszukiwaniu lokalizacji dzwonnico-strażnicy w kształcie spódnicy.
Tereny te – pograniczne, strażnicze, unikatowe przyrodniczo – objęto narodową ochroną dopiero 15 lat temu; nowe przybytki info w piękną sobotę zamknięte. Inne atrakcje nieporęczne albo groźne, względnie z zaszadzki… spokojna oldskulowa scena kompresuje-puentuje okolicę ciepło-sennie. Jakaż paralela z „odjechaną” Szigetvár! ;-/

(Przy czym też wygląda na funkcjonalną i funkcjonującą).

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. Őriszentpéter, Szalafő, Pankasz. …]

Őriszentpéter – obronny kościół w stylu „arpadzkim” (basia):

Skansenik Szalafő (Pak4):

Węgierskie bydło szare (Pak4):

Pankasz – wieża dzwonniczo-strażnicza (w mniej zamożnych wspólnotach pełniąca też funkcję kapliczki) ze „spódniczkowym” daszkiem (basia):

Ják

23 września 2017

kochać romanizm miłością wciąż świeższą i żarliwszą?
Odwiedzić czasem coś na kształt Ják.
To najcenniejszy kościół romański na Węgrzech. Choć prze- i odbudowywany.
Monumentalny.
W wiosce niedaleko Szombathely (i w/g legendy zbudowany także z „pogańskich” głazów Savarii, w tym przy diabelskim (i izydiańskim) udziale).

Robi wrażenie!

Podsłuchano niedawno, że o ile gotyk jest miłością dla początkujących, na barok, klasycyzm neostyle miewa się fazy – romanizm, gdy raz solidnie chwyci, stanie się uczuciem wiecznotrwałym.
Coś może być na rzeczy, a na niedociosany wakacyjnie-podróżny aforyzm spasuje z pewnością ;-/

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. …]

Portal zachodni (basia):


Fasada (basia)
:

Wnętrze (basia):

Absyda (Pak4):