Shkodër

31 października 2018

Stereotyp lepszy od monotypu…
– głosi abstrakcyjnie-infantylny humoryzm.

A czy Albańczyk w mercedesie to pierwsze, czy drugie?

Jakim cudem B kompletnie zapomniała o mercowej prawidłowości albańskiej?
Gdy prawidłowość zaczęła bić po oczach (gdzieś w Durmitorze to było) – do koszyczka konsumerystycznych preferencji byłych poddanych Enwera Hodży dorzuciła anegdotę zasłyszaną w lokalnym radio od albańskiego pracownika UJ, jak to podczas wizyt w kraju spotyka się ze znajomymi, z których każdy wykłada na kawiarniany stolik najnajnowszy telefon, dziwiąc się, w imię czego on w ogóle zasuwa do tej Polski i w tej Polsce, bogatej rzekomo…

Im bliżej Albanii, tym więcej idealnych, arcystereotypowych srebrnonieskazitelnych mercedesów wypucowanych… Tudzież białokoszulnie-nieskazitelnych kierowców ich. Nieuprzedzony obserwator sądzić może (a nawet zasądzić na śmierć), iż nowocześniejąca Albania wypuszcza swoich obywateli w świat (niedaleki, sąsiedzki) wedle jakowychś tajnych kryteriów, wymogów a może i nacisków.

W samym mieście przygranicznym widać na szczęście auta różne. Choć z przewagą niemieckich. Mercedesów sporo. I rowerów beztroskich. I ludzi na skwerach, w meczecie tudzież okolicach.

A podczas wyjazdowej odprawy granicznej przed nimi znów srebrny wóz koncernu Daimler-cokolwiek. Jego procedura dłużej trwa albowiem nieskazitelnie-białokoszulny użytkownik wwozi do Czarnogóry… zielono bejcowane drzwi typowych rozmiarów.

Little knowledge is a dangerous thing… — To też… dla jednych odkrycie, olśnienie (nie daj Boże pod koniec życia gdy się już tyle głupstw wyplotło pośpiesznie, tyle pochopnych generalizacji popełniło, bardzo zgrubnych, bardzo wielkich kwantyfikatorów w powietrze a nawet w cudze główki niewinne wszuflowało…)
…dla innych klisza, truizm, stereotyp.

Bo jedna mała wiedza drugiej małej wiedzy nierówna.

Tą konstatacją kończymy temat ekspresowej wizyty w kraju stereotypów.
Lub zaczynamy.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[19.9.2018: Przełom Tary. Stećki. Monaster Ostrog. Shkodër*]

Klimaty Jeziora Szkoderskiego

Po przekroczeniu granicy. – Bunkry są? Są. Znaczy Albania jak trza!

Ryzykujemy wjazd do centrum sporego miasta. Rozczula niefrasobliwość rowerowania i przechodzenia przez jezdnie.

Po katastrofalnym trzęsieniu ziemi (1979) Szkodra odbudowała się

Centralności

W meczecie

Przez wyjazdówkę dużego miasta przeganiane są kozy

Ku Czarnogórze…

Ilustracje – Pak4

Reklamy

Monaster Ostrog

30 października 2018

Opuszczasz już-oswojone, zadomowione
Wkraczasz w nieznane

Gdy się wynurzyć z gór i jedwabistego furkotu klimy
– przypiek coraz dotkliwszy i duchota

O, malownicze miasto z fortecą (i browarem)!
– Znów chwila dla nieoswojonego klimatu

Za miastem
Tam, z lewego boku
Do skały groźnej i stromej (choć jaśniejącej) przyszpilone tkwi
Miejsce bardzo święte i nawiedzane

Przyszpilasz, przytulasz do tej ściany także ty
Nieswojo-swojo
Pojazd z zawartością i furkoczącą klimą
Po wąskim, krętym, niekiedy-nieobarierkowanym, uczęszczanym
(dziś relatywnie słabo; w szczycie… lepiej odpuścić, piszą)

Oswajasz
(jużeś wszak niejednego zawijaska „wynegocjował” po wąskim, krętym, nieobarierkowanym, uczęszczanym – choć… cofanie na mocno-pochyłym balkoniku-zawijasku bezbarierkowym, by ktoś wpierw zjechał „na dwa”, „na trzy” względnie na ciebie… at, pchają się w góry i monastery takimi długasami! szkoda, że nie kamperem!)

Swojo, ciepło, cieplej…

To teraz pątniczo do kaplic najwyższych!
(pojazd całkowite zacienienie dostał – aktualne i prospektywne)

Skały-schodki wyślizgane-strome
Cienistość
Eleganckie współpątniczki szemrzą w swojsko-wschodnich narzeczach
(a busiki z zawartością zawijasują na dwa albo trzy)

I już dwie najwyższe kaplice – siedemnastowieczne – przyszpilone do skały, skwaru i duchoty
Kolejka do relikwi prawosławnego cudotwórcy
Bądź do fresków, jak kto woli

Bo chusta na głowę została w samochodzie

Nic to
Akurat większość pątników-kolejkowiczów to rodacy
Się wysypali z dwóch busików
Teraz przyszpileni do wygrzanej skały-ściany
Na najwyższych balkonach, okienkach
Pozyskują wglądy i selfiki dech zapierające

O historii i wielkim znaczeniu miejsca wysłuchawszy
Freski i źródełko ze skały niecieknące doceniwszy
Relikwie i ikony cudze ucałowawszy
Swojo, jak najbardziej swojo.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[19.9.2018: Przełom Tary. Stećki. Monaster Ostrog*. …]

w skale utwierdzony

wchodząc pod kaplice siedemnastowieczne

pątnicze ścieżki, klimaty, cyklameny

by bodaj z grubsza oddać lokalizację – piony niezbędne

Ilustracje – Pak4

Stećki

28 października 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Stoi takie sobie. A nawet leży, czy spoczywa. Leży na liście UNESCO. I na planecie Ziemi. Konkretnie — na powierzchni planety Ziemi. Konkretniej jeszcze podaję namiary: 43°5′41.34″N 19°8′57.06″E (jedno z 28 miejsc z listy UNESCO dla Bośni i Hercegowiny, Serbii, Czarnogóry i Chorwacji). I dla własnej pamięci notuję: okolice przysiółka Novakovici w Żabljaku, na liście pod nazwą: „Grčko groblje”.

Stoi, a nawet leży, a nikt nie wie, co to jest. I nie chodzi tylko o to, że miejscowi nie udokumentowali własnego UNESCA jakąkolwiek tablicą. Ani o to, że Katarina pytana nie potrafiła nic powiedzieć. To niewiedza głęboka. Muszę przyznać, że to najgłębsza z niewiedz o jakich piszę na blogu. Bo zwykle nie wiemy, ale liczba możliwych rozwiązań jest ograniczona, w najgorszym przypadku przez samą logikę — był winien ten, lub tamten. A tu nawet tego nie ma.

No dobrze. Coś wiemy. Wiemy, że:
— obecnie mówi się na to stećki (l.poj. stećak);
— są to nagrobki;
— datuje się na zaawansowane średniowiecze (XV wiek, ale miejscami może XIV, a może XIII).

Nie wiemy: kto to zrobił. Podkreślę: nie wiemy. Miejscowi nie wiedzą. To „Grčko groblje” to nie wiedza, to zgadytwanie. Jasne, że są hipotezy bardziej naukowe niż ta — ludowa. Jasne, że niektóre da się obalić, ale nadal pozostaje ich tak wiele, do tego różnych i przeciwstawnych, że nawet zarysować możliwości w notce się nie da.

Cóż, spoczywa sobie 500 lat, pospoczywa sobie w spokoju następne 500.

Zdjęcia: basia i Pak4

[19.9.2018: Przełom rzeki Tara. Stećki* pod Żabljakiem. …]

W takich okolicznościach przyrody – oswojonych już…

…stoi a nawet leży

…i poleży, miejmy nadzieję

Ilustracje – Pak4

Đurđevića

26 października 2018

– most na Tarze, w Czarnogórze

Przy całym jej zamiłowaniu dla literatury przygodowej – Karl May nie był bohaterem dziecięcej wyobraźni mola książkowego B. Za Winnetou starczało jej (i nadal starczyć musi) westchnienie sorry Winnetou!; cały zaś cykl arabski daje się skwitować frazą W wąwozach Bałkanów

…Jednakowoż frazą przyswojoną na tyle wcześnie-trwale, że zanim szkoła wdrukowała drugie, trzecie i czwarte – było to pierwsze skojarzenie: na Bałkanach są słynne wąwozy. Na pewno niesamowite. Może nawet lepsze, niż w Janosiku… Albo od tych, którymi się Jan Kazimierz przeprawiał, gdy go Kmicic… I tych z Popiołów, Somosierry… Lub ze świętych oleodruków (skontaminowanych z Powrotem taty), gdzie kupców zbójcy napadają (jednak Anioł Stróż czuwa)…

Jest w kanionie dobrym wielka siła.
Dla rozbójników – wiadomo.
Dla zwykłego-nieszkodliwego wędrowca relaksowego – wyzwanie trudności do przebycia, w tym klaustrofobii na imaginacyje co poniektóre działającej dotkliwiej, niż bezpośrednie przewyższenie tysiącmetrowe.
Dla zwykłego-nieszkodliwego kierowcy drogowego – siła spokoju w trakcie jazdy, gdy powstrzymać trzeba wszelką mocą ochy i achy na widok…
Dla budowniczych, inżynierów drogowo-zaporowych – wiadomo.

Na bałkańskim szlaku 2018 znajdował się kanion Driny. Ku spektakularnemu punktowi widokowemu nie zakrzywili (z tej prostej przyczyny, że nie da się wszystkiego), mimo tego napatrzyli się do woli na przełom i konstrukcje (niekiedy) spinające.
Piva i jej ekscytacje mostkowe, zaporowo-wzdłużjeziorne i spektakularnie-nadjeziorne dopełniły czary zachwytów.

Pozostał słynny Przełom Tary. UNESCO, we wspólnym worku z górami Durmitor.
Oraz pocztówkowy most na przełomie.
Osiemdziesiąt latek ma. Długi na 365 metrów, łatwo zapamiętać. Wysoki na 172.
W momencie konstrukcji największym europejskim jezdnym mostem był.
Rozbójnicy też chrapkę miewali, oj niestety…

Jeśli już nam tu weszła w paradę Europa świetlana – kanion Tary uchodzi w wielu źródłach za najgłębszy europejski, a drugi po niczym innym, jak słynnym Colorado.
Jako, że przełom Driny przez serbskie góry Tara też tu pretenduje… bez przesadnie pedanteryjnych dociekań i pomiarów własnych przyjmiemy raz jeszcze to, cośmy wiedzieli od szczenięctwa: bałkańskie rzeki i inne cieki potrafią, oj potrafią. A wąwozy zaiste niesamowite są.

Przyjąwszy – pospacerujmy (bośmy wszak przed napisaniem przyjechali na inspekcję, inaczej, niż Herr May), zębem czasu nadgryzione betony pokontemplujmy, w tonie zerknijmy (wody mało, za to luftuuuu… ) — Spacer romantycznie-wątpliwy, bo auta śmigają a krawężnik chodniczka szerokości góra 30 cm.

…Z gospody, o tamtej, na rogu, wiązanki romantycznej polszczyzny dolatują. No to teraz naprawdę spadamy. Nie, nie w dół, a w górę, znanymi zawijasami, cośmy nota bene mieli byli niemi wjeżdżać do Żabljaka już przedwczoraj, ale że Szefowi się zamarzyły serpentynki nadjeziornie-pieczarowe, to dopiero teraz stwierdzamy oponoleptycznie, iż pod Durmitor można przybyć bardziej i mniej hardkorowo… ze stolycy niemal sielankowo.
— My raz zdobytych hardkorów nie oddamy za skarby ni sielanki… zbójom ni komukolwiek!

Wywspinawszy się powrotnie na płaskowyż okołożabliacki, muśniemy jeszcze parę atrakcji. Bo troszkę szkoda opuszczać stół wysokogórski podcięty tak malowniczo i ze wszech stron!

Zdjęcia: Pak4 i basia

[19.9.2018: Đurđevića – Tara Bridge. …]

Ilustracje – Pak4

W Durmitor!

24 października 2018

When you will first time visit DURMITOR, impressive alpine panorama from Zabljak (1456 m) town will inspire you. In foreground part of massif which you can see from grassy vast plateaus of this beautiful mountain town, one peak with it’s special form and outlook will took your attention. This peak is important member on many postcards from Durmitor. With Savin Kuk (2313 m) and Medjed (2287 m), this peak create first line of Durmitor’s peaks seen from Zabljak town, touristic center of Durmitor National Park. The name of this peak is Crvena Greda.

Całość

Skoro mówią, że Crvena Greda to w Durmitorze szczyt nie najtrudniejszy, oryginalny, wgląd dający, ekscytacje… – on ci będzie!

Poszli, weszli (3 euro na twarz – park narodowy plus UNESCO; Czarnogóra potrafi się cenić w takich sprawach… lecz inny bałkański kraj malowniczy – jeszcze bardziej), trasę planowaną prawie przeszli, bezpiecznie zeszli, pod to i owo jezioro też doszli, do domu przyszli.

Wędrówka i widoki niezapomniane, pogoda bezbłędna. Na szlakach a zwłaszcza nad jeziorami obcokrajowców ze Wschodu i Zachodu sporo – nie dziwota, wszak to „eksportowe” miejsce Czarnogóry, nawet jeśli niegramatycznie sprzedawane… niekiedy.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[18.9.2018: Z Żabljaka – Crvena Greda; Crno Jezero. Całodzienna wędrówka po juneskowych górach Czarnogóry. Ślad GPS]

Crvena Greda od jeziorka Jablan

Widoki odszczytowe

…włącznie z kanionami Tary

Bobotov Kuk, władca tutejszy, pierwszy od lewej na ostatnim planie

W zejściu

Crno Jezero

Tam byliśmy

Ilustracje – Pak4

Višegrad albo most na Drinie

22 października 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Toż mnie Gospodyni ubrała w temat!

No, ale trudno. Prawdą jest, że czytałem Most na Drinie Ivo Andricia, zresztą wcale nie dawno. To czyni mnie niejako ekspertem od tego uneska, którego jednak wolałbym nie komentować.

Ale, OK, opowiem o co w tym chodzi.

Otóż, Mehmed Pasza Sokolović, Turek, ale „swój” (pochodził z dzisiejszej Bośni, zrobił karierę w Turcji, zostając wezyrem) kazał wybudować most na strategicznym szlaku, na wciąż górskiej i przełamującej się wśród skał Drinie. W Visegradzie. Jak sobie przypomnimy, że tenże Mehmed Pasza walczył pod Mohaczem przeciwko Węgrom, to tym bardziej sobie uświadomimy, co za czasy i strategia.

Most ma 179 metrów i cechuje się wielką elegancją. Dotrwał do I wojny światowej. Po odbudowie do II. A po kolejnej odbudowie trwa do dzisiaj.

Wartość dodaną stworzył Ivo Andrić — pisarz jugosławiański. Most na Drinie powstał podczas wojennego aresztu domowego. Tekst trudno mi zdefiniować literacko. Chyba należałoby powiedzieć o zbiorze opowiadań, których miejscem akcji jest miasteczko Visegrad i jego most. Opowiadania dotyczą różnych miejscowych wydarzeń (a czasem tylko legend), począwszy od budowy mostu, do jego uszkodzenia w czasie I wojny światowej. Most na Drinie pokazuje świat wielokulturowej miejscowości, w której ludzie żyją zasadniczo zgodnie — opresja przychodzi zawsze z zewnątrz — ze strony Turków, Austriaków, czy wylewającej rzeki Driny. Dobro też przychodzi czasem z zewnątrz — jedną z bohaterek jest hotelarka — Żydówka spod Tarnowa…

Andrić dostał Nobla, a w samym Visegradzie ma swój pomnik. W „ostatnich latach”, pod kierunkiem Emira Kusturicy powstał Andrićgrad — „kiczowata” rekonstrukcja wielokulturowego miasteczka z tych terenów. (Cudzysłów, bo Andrićgrad ominęliśmy szerokim łukiem, nie z jakiejś odrazy, tylko braku zainteresowania i czasu. W każdym razie, nie oceniam tego, co widziałem tylko z daleka.)

Wszystko to jak dotąd powinno brzmieć zachęcająco: UNESCO, powieść, Nobel za całokształt, elegancja zabytku i jego pewna oryginalność z polskiej perspektywy (osmańskich zabytków u nas brak).

Tylko…

Tylko o tej wielokulturowości, współżyciu w zgodzie, Andriciu dużo trudniej pisać po wojnie domowej w byłej Jugosławii.

Nie jest tu winien pisarz, nie jest winny most. Cóż, stali się przedmiotami nacjonalizmów. Obecnie Visegrad leży w Republice Srpskiej, czyli części Bośni i Hercegowiny, która w myśl porozumienia w Dayton jest niejako serbskim państwem w bośniackim państwie. Sam też Andrić (urodzony w Bośni ale w katolickiej rodzinie, deklarujący się jako Serb) stał się pretekstem dla miejscowych władz do wychwalania wielokulturowości i współistnienia, ale w ramach Serbii, przeciwko Boszniakom, na przykład. A jak jedni biorą na sztandar, to drudzy wprost przeciwnie…

A żeby nie było dość, to sam most stał się miejscem kaźni kilku tysięcy zamordowanych Boszniaków, których ciała zrzucano do Driny (1992-95). Podobno, choć przywódców ukarano, to „zwykli” sprawcy wciąż chodzą pewni siebie po miasteczku…

I jak tu pisać o Visegradzie z lekkim sercem?

Zdjęcia: basia i Pak4

[17.9.2018: … Višegrad… ]

Driną, w górę rzeki

Ilustracje – Pak4

Tara, Drina, Piva, Tara…

20 października 2018

— komu bije dzwon, Marcin Dzwon?

Okiełznać by wstępnie te całe Bałkany!

Jeśli nie całe …planowane – to choć aktualnie przemierzane. Przecinane w uroczo-upalne popołudnie niedzielne drogą wijącą się wśród wzgórz. Przechodzące w spektakularnie-dramatyczny poniedziałek.

Połapać się, ogarnąć, uporządkować. Lecz jak? Co przede wszystkim? Co nie?

Niekoniecznie konflikty, historię zbyt dosłowną.

– Tak, jak dwie dekady po „naszej wojnie” mała stabilizacja wydawała się większości najoczywistszym stanem bycia, wszędzie indziej ludzie mają prawo nie tylko pamiętać, analizować, przebaczać, przestrzegać innych, ale też żyć, wyprzeć, zapomnieć, nie być nagabywanymi.
Ludzie tutejsi – zwłaszcza młodsze, najmłodsze pokolenia mają prawo. A i ludzie cudzy – przyjeżdżający by odpocząć, zrelaksować się, zachwycić, zmęczyć w dech zapierających okolicznościach przyrody (i drogownictwa). Dać afirmację życiu, dać lajka odbudowie. A jeśli zanurkować w przeszłość – to wybiórczo. Na przykład kulturowo, wyrafinowanie-wysublimowanie.
Czyż przemierzane tereny nie są tego warte? Czyż ich potencjał nie jest aż-za-wielki dla wysmakowanych zauroczeń, eskapizmów?
Humanistycznych, sportowych, pięknoduchowskich…
Z odrazą dla wszelkich przejawów turystyki katastrofalnej…
Z dystansem dla karier reportersko-wojennych, nawet tych najlepszych (i co z nich wynikło).

Tyle, że…
Postanowić znacznie łatwiej, niż wykonać.
I im bardziej niektóre piękne-giętkie umysły chciałyby wybiórczości, oględności, obejść trudnych kwestii – TO naciera od początku.
Mocniej od wjazdu w Podrinije: bliżej lub dalej za rzeką widzisz, wyobrażasz sobie, zobaczysz jutro Srebrenicę z okolicznymi wioskami, Žepę, Fočę, Goražde
Wkrótce potem kampingowanie parkowo-narodowe. Poranek nad Zaowine, Perućac niedaleko w dole. A co znaczy Perućac?

Uchwyciło, trzyma. Doczytywanie trwa na dobre (i złe) po powrocie.
Medialne obrazy konfliktu (odbierane w przejęciu w Polsce, UK, Bawarii) powracają z całą mocą gdy muśnięta-doświadczona jest sceneria.

Uchwyciło, dusi, nic rozsądnego powiedzieć nie dając. Tylko odwieczne klisze o otchłanności człowieka, o wojnie i pokoju, dziele tworzenia przeplatającym się z dziełem niszczenia… erosie i thanatosie, miłości-nienawiści, miłosierdziu i zapiekłości — nieodłącznych-niezgłębionych aspektach ludzkiej natury i kondycji.

Dobrze, że nikt nie żąda udźwignięcia problemu od takich, co przyjechali na kilka dni. Choć śladów kul zobaczyli aż za wiele – niedorzecznością byłoby oczekiwać, iż mniemać co odkrywczego albo i nie mniemać będą o jednym z głównych ognisk zapalnych na planecie.

Zaczną od elementarza — połapmy się, uporządkujmy nazwy państw, autonomii, kantonów, walut (i czemu w Serbii ta jednoeurowa opłata pożegnalna?), granice pokrętne (z tymczasowymi budkami przejść), użytkowalność dróg i pieczar-tuneli nieoświetlonych przećwiczmy, nazewnictwem się ucieszmy. I hydrologią – światowej sławy i tą zmieniającą się w oczach, że mapa nie nadąża.

Pewniki:
Tara to górki i Park Narodowy w Serbii
Drina uchodzi do Sawy, wcześniej tworząc niesamowity kanion (Sawa do Dunaju).
Piva i Tara zlewają się w Drinę na granicy bośniacko-czarnogórskiej, obie pierwej żlobiąc kaniony dech zapierające…

Takie cieki okiełznać – duża sprawa!

Inne bulgoty niechże Bellowie i Szczerkowie sprawozdają, Kaplani demonizują, Radowie z lekka trywializują.

Zdjęcia: Pak4 (nd po Kruszedolu; Park Narodowy Tara; nieco Bośni; Czarnogóra) i basia

[16-17.9.2018: Serbia – Podrinije, PN Tara i Zaovine; Bośnia i Hercegowina – wzdłuż Driny Republika Srbska i kanton boszniacki; Czarnogóra: kanionem Pivy wzdłuż jeziora zaporowego Mratinje, kołowa wspinaczka w Durmitor (UNESCO)]

Jeziora Rovni nie ma jeszcze na mapach

Poniedziałkowy poranek i Zaowine, jezioro szczytowo-pompowe dla Perućac – zapory na początku kanionu Driny

Pięknie!

Droga nad Driną w BiH… kiedyś się poprawi

Czarnogóra. Musnąwszy rzekę Tarę wijemy się kanionem Pivy. Za chwilę tamtędy…

Z mostu…

Pivsko jezero

Kołowa wspinaczka

Plateau

Na Durmitorowe ponad-tysiącdziewięćset

Przełęcz. Tędy na Bobotov Kuk

Ilustracje – Pak4

Krušedol

18 października 2018

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Monastery w Serbii układają się w swoiste zagłębia. Przewodnik poleca zagłębie nad Morawą, poleca też to sremskie.

W przeciwieństwie do kopalń i hut nie chodzi o zasoby naturalne, ale o wydarzenia mało naturalne. Nad Morawą istniało pierwsze państwo serbskie, to od Kosowego Pola. Belgrad to była wówczas północna granica państwa. Bo Serbię też historia przenosiła, choć inaczej niż Polskę.

Potem było Kosowe Pole.

Uprościłem.

Klęska na Kosowym Polu była autentyczna, ale nie oznaczała jakiegoś jednoznacznego kresu. Serbowie jeszcze przez dziesięciolecia próbowali się wyzwolić od Turków. Zresztą nie byli w tym tak zupełnie sami: mieli przykład Skanderbega; mieli też wciąż potężne Węgry, pod których opiekę mogli się udać*. I właśnie Srem jest tym ostatnim przykładem — miejscem ucieczki Serbów, ale i też ich pewnej autonomii w ramach królestwa Węgier. Oczywiście, póki i ono nie padło pod tureckim naporem.

Właściwie to znaczenie Krušedolu wyrasta właśnie w tym wojenno-naciskowym napięciu. Đorđe Branković — serbski despota (to nie ocena, to nazwa jaką nosił wówczas serbski władca) złożył koronę (czy diadem, a władał z węgierskiego nadania i serbskiej dynastii dzisiejszą Wojwodiną) i został mnichem Maksymem w monasterze Manasia. Ale… musiał ze Sremu uciekać, pod tureckim naciskiem. Miał uciec na Wołoszczyznę, choć tam do Turków też było blisko. Po kilku latach udało mu się wrócić, ale już nie w oryginalne miejsce — założył nowy monaster, właśnie w Krušedolu (1509-14). Spoczął tam jako święty, podobnie jak i święta jego matka Angelina.

Historia ucieczek się na tym nie skończyła. Szczęśliwie też powrotów. Dzięki temu zwiedzamy monaster w Krušedolu, a nie w Szentendre, dokąd mnisi uciekli przez Turkami. Wrócili stamtąd razem, wraz z Habsburgami, co widać — ten monaster oddaje klasyczne rozwiązania habsburskiej architektury XVIII wieku. Zresztą… to jest taki dość „zachodni” epizod serbskiej historii — w XV wieku serbscy dynaści zostali rycerzami węgierskimi, więc ze wschodnim chrześcijaństwem łączył się tu wcale zachodni obyczaj rycerski. A przynajmniej takaż zbroja…

Grobów Brankowiczów mnisi z sobą nie wywieźli — Turcy je zdewastowali, ale tradycja pochówków w Krušedolu pozostała, tak jak pozostała jednak pamięć po dwojgu świętych na początku dziejów założenia.


*) Na terenie dzisiejszej Serbii w walce z Turkami zginął Zawisza Czarny. Owszem, walczący w imieniu Zygmunta Luksemburskiego, króla (m.in.) węgierskiego, a biorąc pod uwagę logikę sojuszy, to zginął za wolność nie tylko Węgrów, ale i Serbów…

Zdjęcia: basia i Pak4

[16.9.2018: Kelebia. Novi Sad. Monaster Krušedol*. …]

Ilustracje – Pak4

Eliaszówka

16 października 2018

Rajd, rajd, sądecki rajd…

Na przełomie ustrojów wieszczono niekiedy, iż, gdy wymrą ostatnie dinozaury, ustanie w Polsce wędrowanie po górach.
No bo wicie, panocku… zeby nie ustało – trzeba schroniska dotować, jeden-drugi rajd zrobić (nie tylko studentom), na mecie beczke piwa postawić. I zeby jakosi młodych przekonać, zeby oni nie chcieli ino z akwizytorskimi teczuszkami latać. Bo wicie teraz ino ten markieting i markieting. Świata nie widzą poza piniondzem!

Na pewnym etapie prawie się spełniło.
Potem zaś nastąpił tendencji odwrót i ludzi powrót taki, że głowy zawrót.
(Więcej ich mamusia nie miała?!!!…)

Na szlaki wyrusza coraz więcej rodzin z małymi i bardzo małymi dziećmi. Grup niosących dumnie proporce małych miejscowości tudzież Towarzystw Wycieczkowych, jakie się tam zalęgły i szybko powstały. Pensjonariuszy uzdrowisk. Kijkowiczów weekendowych, emerytalnych i wszelkich innych, niosących dumnie najnowsze akcesoria mody… Lekko otyłych, pragnących zapobiec. Nienagannie szczupłych pragnących zachować. Właścicieli fotowypasów pragnących upolować. Pięknych dziewcząt pragnących popozować (nic, że nienaganny obrys ust korali, grzywa włosów dopiero co napuszonych, leginsy i neonowy podkoszulek wyglądają bardziej pro-fejsikowo, niż pro-górsko… – ważne, że jest trynd, co się kręci w tym a nie innym kierunku!)

Pomaga doprowadzenie przyzwoitych dróg-dróżek na wysokawe przełęcze i siodła. Pomagają wspominki narciarskie tudzież pamięć zimy. Jesień z dobrą, pewną, pogodą jej. Nowozbudowane i dawniejzbudowane wieże widokowe nie zaszkodzą… O szlaki dbanie, nowych trasowanie. Odznak wymyślanie, pieczątek diazajnowanie…

Zdjęcia: Pak4 (+ sb) i basia

[14.10.2018: Kosarzyska – Niemcowa – Wielki Rogacz – Obidza – Eliaszówka – Magurki – Kosarzyska. Ślad GPS.]

porankowe podejście na Niemcową

…świetlistości jego

a oto już legendarna chatka: ruch, dźwięki gitary…

…oraz klimaty…

widoki spod Wielkiego Rogacza

schodząc z Eliaszówki przez Magurki

Ilustracje – basia

Novi Sad – Újvidék

14 października 2018

Podobnie, jak w przypadku Suboticy*/Szabadki – co kto mówi na to piękne miasto, mówi o nim wiele. Aż za.

Przewodniki mówią-nęcą, by oba miejsca nawiedzić koniecznie jako oazy malowniczo-bogatej węgierskości na serbskim terytorium…
— Dobre sobie!
Po pierwsze primo – malowniczych, w skupieniu zwiedzonych madziarskich miast (słusznie- i niesłusznie-państwowych) było u nich w przeciągu pięciu ostatnich sezonów taki dostatek, że… nad Szabadką nawet bardzo się nie zastanawiali.
Może kiedyś. Przy okazji małego od-madziarskiego odskoku.
Nic, że centrumek ładny ponoć – takich czterouliczkowo-odrobionych zjaw spotkasz setki.
To zaś, co widać z okna tranzytowicza nazwiesz przeciekawie-przygrancznym burdelem (kogo oczka zakłuły, niech wymówi i przeczyta po słowacku!),
…względnie rozlanym wszech-ulicznie bazarem przygranicznym
– smakowitością dawno nie widzianą.
Poza tym równina, inne znaki piśmienne, drogowe, klepiskowy upał…
…orzeźwiające jeziorko, co mówi przeważająco po węgiersku.

I tyle ją widzieli! (Póki co…)

Dojechawszy przez „spichlerz Bałkanów” nad Dunaj i pod pasmo Fruška gora, czyli do Nowego Sadu – nawet ci, co się z Uj- i innymi -videkami starociowymi nie zaprzyjaźnili, łatwo doczytają (względnie im p. przew. powie), iż (wciąż) niezupełnie w Serbii są, a w Wojwodinie autonomicznej (jakoś-tam). Lecz w obrębie owego jakoś-tam zapamiętają może o mocnej w tych okolicach pieczęci serbskiej kultury. Przez lata – czytaj: za Habsburga, za Węgra. Matica srbska to tu, i nieprzypadkowo. Takoż ateńskie przydomki.

W okrojonej znacznie poniżej ambicji Serbii współczesnej nie sztuka być drugim miastem po stolicy kraju. Ktoś powie, że za znaczenie to, za rozmiar i rozmach zapłacono nieproporcjonalnie dużo podczas nalotów 1999…
Od tego czasu jest tylko lepiej i piękniej. Oby jak najdłużej.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[16.9.2018: Kelebia. Novi Sad*, …]

węgierskości?

wiemy, gdzie robią takie dachóweczki…

klimaciki Europejskiej Stolicy Kultury 2021

twierdza Petrovaradin

Ilustracje – Pak4