Archive for the ‘Gościnnie – Pak4’ Category

Światowa kwarantanna

27 Maj 2020

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Obserwowaliśmy już takie wymieranie wirusów w izolowanych populacjach ludzkich. Odległe wyspy St Kilda, położone na północny zachód od Szkocji, przez setki lat zamieszkiwało około 100 osób. Do wysp tych przybijało tylko kilka statków rocznie, a mieszkańcy cierpieli na niezwykłą chorobę, zwaną cnatan-na-gall lub „okrętowym kaszlem”. Przez kilka wieków nawiedzała ona wyspy za każdym razem, gdy do ich brzegów przybijał jakiś statek. Dokładna przyczyna tych epidemii jest nieznana, ale za wiele z nich prawdopodobnie odpowiadały rinowirusy. Każdym kolejnym statkiem przypływał nowy szczep wirusa, który rozprzestrzeniał się po wyspach, zarażając praktycznie każdego. Po kilku tygodniach wszyscy mieszkańcy nabywali na niego odporność, a wirus wymierał, bo nie miał się dokąd przenieść.

W ten sam sposób prawdopodobnie pozbylibyśmy się wirusów w każdej małej i odizolowanej populacji – na przykład w grupie rozbitków ze statku.

Czego Wam i sobie życzę. A sam cytat z książki Randalla Munroe What if? A co gdyby. Naukowe odpowiedzi na absurdalne i hipotetyczne pytania, tłumaczył Sławomir Paruszewski, Czarna Owca 2015.

Tęsknię za tobą Słowaku

19 kwietnia 2020

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W Cieszynie zawisł napis „Tęsknię za Tobą Czechu”. Przy zamkniętych granicach próba zbliżenia się do innych narodów wydaje się jakoś mniej realna, a przecież tęskni się — przepraszam za brak parytetu, ale tu mógłby prowadzić do dwuznaczności — za Czechami, Słowakami, Węgrami, Ukraińcami, Niemcami, Austriakami, Słoweńcami, Chorwatami, Rumunami… wymieniać by długo.

Zamykały się granice, gdy kończyłem lekturę historii Słowacji i poczucie odległości się tylko powiększało. Bo czy przedstawiciel dużego, czy średniego narodu, jakbyśmy tak się pozycjonowali, może zrozumieć przedstawiciela małego narodu*?

Bo to historia zupełnie inna.

Narzekamy na rozbiory, ale Słowacji niepodległej nie było aż do XX wieku. Słowacy mogą przywoływać, że to u nich Marek Aureliusz pisał swoje „Rozmyślania”, że „mieli” Wielkie Morawy, czy Mateusza Czaka; ale ich walka o tożsamość narodową, to nie walka o państwo, prawie do czasów nam współczesnych, ale walka o tożsamość kulturową; a sukcesem na miarę naszego Grunwaldu jawi się zezwolenie na spisywanie spraw miejskich w Żylinie po słowacku, uzyskane od Ludwika Wielkiego.

To zupełnie inna perspektywa. I masę pytań się ciśnie do głowy.

Na przykład takie, co to znaczy niepodległość dla narodu? Bo porównując Polskę do słowackiej perspektywy, to my często wybrzydzamy, że obca przemoc wzięła, choć administracja, flaga, czy nazwa są polskie. Ze słowackiej perspektywy byłby tu sukces państwotwórczy**.

Albo takie: zwykle po kilkudziesięciu, czasem po kilkuset stronach jestem w stanie typować, na kogo głosował autor w ostatnich wyborach. Ale w historii Słowacji jestem zdezorientowany. A to ważne, bo mówi, w jaką stronę obraz rzeczywistości został wykrzywiony.

I jeszcze inne pytanie, może najtrudniejsze — jak z taką świadomością historyczną ogląda się rzeczywistość?


*) Chciałem też poczytać o innych, ale okazało się, że nie ma w Amazonie dostępnej żadnej historii Chorwacji po angielsku… Na tym tle, Słowacja to mocarstwo.
**) Ale to też nie takie proste, bo aktualny stan jest również miarą oczekiwań. Słowacy musieli zasłużoną Maticę Slovenską spacyfikować, bo jak walczyła z madziaryzacją, tak zaczęła walczyć z europeizacją…

*** * ***

Skoro się nie da po Słowacji – chodzimy po czym się da. Choć niektórym śnią się upalne stoki niżnotatrzańskie, wierzbówka kiprzyca jak okiem sięgnąć…
Foto: Pak4 i basia
[22.4.2020: Bogucianką – Wielogórska – Płaska Góra – Wyrębiska – Maćka z Bogdańca – Obrońców Tyńca – Zakleśnie. Ślad GPS.]

Foto: Pak4 i basia
[23.4.2020: Bogucianką – Dziewiarzy – Winnica – Wały – pod opactwem – Heligundy. Ślad GPS.]

Z rzeczy słowackich co wieczór widujemy Babią Górę. Zawsze coś;-/
Foto: Pak4 i basia
[24.4.2020: Heligundy – Lutego Tura – Cmentarz (na stokach Winnicy) – Benedyktyńska – Obrońców Tyńca – Zakleśnie – Bogucianka (wzgórze). Ślad gps.]

…Czasem widujemy Babią przed południem…;-/
Foto: Pak4 i basia
[25.4.2020: Wielogórska – za Wielogórą/Krzemionki – pod Kozobicą – Bagienna – Podgóki Tynieckie – Skołczanka – Strzelnica – pod Wielkanocą – Zakleśnie. Ślad GPS.]

Do Fortu Winnica niedzielnie
Foto: Pak4 i basia
[26.4.2020: Zakleśnie – Obrońców Tyńca – Maćka z Bogdańca – Bagno – Bagienna – Kozienicka – Szerokie Łąki – gen. J. Karcza – Józefa Ungera/Laurowa – Winnicka – Fort/Góra Winnica – Dąbrowa – Strzelnica – Maćka z Bogdańca – Zakląśnie/Bogucianka – Juranda ze Spychowa. Ślad GPS.]

Wisła zobaczyła Kraków – pewno go nie minie

22 marca 2020

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Kraków by nie powstał, gdyby nie woda. Woda dawała obronność Wawelowi i Okołowi. Woda dawała im też transport — założenie grodu, to czas sprzed autostrad. A nawet często bez przebicia się siekiera przez prastare puszcze.

Kraków wzrastał, bo miał wodę z Wisły i Rudawy, którą się poił, którą zamieniał na piwo, którą mielił ziarna, albo przetwarzał futra i barwił materiały.

Kraków chorował, bo był wiecznie wilgotny, bo szczęśliwie doprowadzona woda rurmusem, nie chciała spływać z uszczelnionego murami miasta. Kraków chorował, bo rzemieślnicy nie dbali o dobro wspólne tylko o własny zysk, bo starania zarządców były niewystarczająco skuteczne…

Aż w końcu król opuścił pełen morowego powietrza Kraków dla zdrowszej Warszawy. Na czas, bo dżumy, cholery i inne choroby, wraz ze Szwedami i liczniejszymi niż wcześniej powodziami w wyjątkowo deszczowym XVII wieku, już wkrótce miały wprowadzić Kraków w najgłębszy kryzys w jego historii. I nie pomogło, że zniszczonych wodociągów nie odbudowano, więc przynajmniej wilgoci aż tak bardzo nie przybywało; i nie pomogło, że większość mieszkańców Krakowa zmarła, więc chorobom było trudniej się rozprzestrzeniać; nie pomogło że kryzys w handlu zatrzymał metale ciężkie z dala od krakusów, aż do czasu wybudowania huty w Skawinie.

Gdy Kraków zaczął się podnosić z upadku, znowu ważna była woda. Wały przeciwpowodziowe, wodociągi, oczyszczalnie ścieków, zasypanie starorzeczy, osuszenie podmokłych łąk… Kraków ujarzmił własną wodę, skierował w rury i koryta. I tylko transportu rzecznego jakoś żal…


Szukałem inspiracji na dzień wody u Tristana Gooleya, ale znalazłem ją w Ekobiografii Krakowa. Nie, że Gooley nieciekawy, ale nie tym razem.

Bądź jak Tusk!

5 marca 2020

1) Lub Opatiję.

2) Słuchaj V-tej Mahlera (z komórki).

3) Jak się zirytujesz, pójdź pobiegać.

4) Odhaczaj obejrzane obrazy z listy 100 najważniejszych.

5) Strzelaj bramki.

6) Podróżuj.

7) W wolnej chwili możesz się spotkać z premierem czy prezydentem jakiegoś państwa i myśleć o przyszłości Europy.

Nie wiesz od czego zacząć? Myśmy zaczęli od 4-ki — wystarczy zarezerwować darmowe wejście z przewodnikiem do Czartoryskich!

Foto: basia i Pak4
[1.3.2020: Muzeum Książąt Czartoryskich po remoncie; oprowadzenie kuratorskie]

____________
Donald Tusk, Szczerze. Czyta Wojciech Malajkat. Agora 2019

To był wpis gościnny autorstwa Paka4

1350

23 stycznia 2020

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Europeum. Pierwsze piętro. Madonna z Dzieciątkiem, Ille de France, około 1350 roku — czytam. A powyżej kamienna rzeźba, tchnąca ponadczasowym spokojem, pięknem i urodą.

A moje myśli biegną do nie tak dawnej lektury „Odległego lustra” Barbary Tuchmann. Opisuje ona wiek XIV, jako wiek klęsk i nieszczęść. Z polskiej perspektywy to tak nie wygląda, bo u nas Kazimierz Wielki zastaje Polskę drewnianą a zostawia murowaną. Ale gdyby wytknąć nos trochę dalej, choćby do Ille de France…

To był przeklęty okres dla zachodu Europy. Niewyobrażalnie przeklęty. Jeśli myślimy, że XX wiek z totalitaryzmami, wojnami światowymi, czy epidemią hiszpanki był zły, to nawet nie zbliżamy się wyobraźnią do klęsk tego okresu. Pogorszenie się klimatu sprzyjało dżumie, która właśnie do Europy dotarła. Jeśli dżuma ustępowała, to wracała wojna (stuletnia). Pieniądze… — mówiąc ekonomicznie: zmniejszenie bazy podatkowej rządzący próbowali rekompensować wzrostem podatków*. To zaś, wraz z nieurodzajem, prowadziło do chłopskich powstań**. Krwawo tłumionych. Królowie, o ile byli na siłach, próbowali wysyłać armie gdzieś dalej, byle się żywiła obcymi. Ale zawsze mogli się znaleźć w niewoli, albo popaść w szaleństwo; zaś królewscy wujowie, czy bracia intrygowali wtedy przeciwko sobie, zamiast dbać o kraj.

Ta Madonna z Dzieciątkiem nie pochodzi z czasów pokoju, dobrobytu, rozwoju kultury, ale z czasów wszechstronnej klęski, niszczącej państwo, kulturę, a wreszcie życie. Czego zupełnie nie widać w jej twarzy.


—-
*) Choć to akurat jest dyskusyjne – niektórzy twierdzą, że przeciwnie. Skoro było mniej ludzi, to dla rządzących byli oni tym cenniejsi.
**) Pytanie, na ile ściśle to 1350 traktować. Jeśli ściśle, to już mamy morderczą dżumę, która przerywa pierwszą fazę wojny stuletniej, ale jeszcze nie mamy żakerii, a i owoce w upadku obyczajów, kultury i nauki, nie zdążyły jeszcze dojrzeć.

Foto: basia i Pak4

[19.1.2020: MNK, Europeum.]

Sensowne

13 stycznia 2020

Sokrates: A dokąd to tak spieszycie?
Team: W góry. Mru nam każe w sensowne góry iść.
Sokrates: Sensowne? A co to znaczy, sensowne góry?
Team: No… ten tego… że sens jest w nie iść.
Sokrates: Czyli jak zgubię portfel na Karpińskiego i tam pójdę, to Góra Madera będzie sensowna?
Team: Jak pójdziesz po zgubiony, to tak, ale jak pójdziesz zgubić to nie.
Sokrates: Czyli jedziecie w góry, bo zgubiliście portfel.
Team: Zaraz… nie, jest na miejscu.
Sokrates: Nie zgubiliście portfela, a dalej szukacie sensownych gór?
Team: Będą sensowne, bo się będziemy ubogacać.
Sokrates: Chociaż nie znajdziecie tam portfela?
Team: No, tego jeszcze nie wiemy, może czyjś znajdziemy. Ale chcemy się ubogacić wewnętrznie. Zdrowiem, zapatrzeniem…
Sokrates: Zapowietrzenie znam — trzeba odpowietrzyć. Ale zapatrzenie? I jak odpatrzeć?
Team: Zapatrzenie nie jest złe. Chodzi, żeby nam się podobało. Że człowiek jak okiem sięgnie, to westchnie…
Sokrates: I zapowietrzy się…
Team: No może zapowietrzy, ale też westchnie że pięknie mu tam.
Sokrates: I to ma sens?
Team: I to podwójny, bo sens to także zmysł, a zmysłowy to sensualny. Więc ten nasz sens jest w tym, że zmysł się napełnia pięknem.
Sokrates: I jak się już napełni to co z nim zrobicie?
Team: Przywieziemy do domu.
Sokrates: I na długo wam wystarczy?
Team: Jak będzie trzeba to i na dwa tygodnie.
Sokrates: To chyba daleko jedziecie w te sensowne góry?
Team: A nie… chcemy odkryć te sensowne, które są blisko.
Sokrates: Coś jak wasze Grodzisko i Wielkanoc?
Team: Właśnie, choć może mniej zarośnięte — pod Radziszów jedziemy.
Sokrates: W górę, a pod?
Team: No dobrze, nad Radziszów.
Sokrates: A to dobrej drogi.
Team: I wzajemnie Sokratesie, a ty dokąd.
Sokrates: E… na marsz. Togi nie mam, ale idę…

Foto: Basia, PAK4.

[12.1.2020: Radziszów – Zawodzie – Drożdzownik – Chożyny – Zachożyny – Garcowiec – Wola Radziszowska – Za Zimowcem – Radziszów. Ślad GPS.]

To był wpis gościnny autorstwa Paka4

Z każdym krokiem

1 stycznia 2020

badamy, pesleptycznie, bo własnymi stopami, Tyniec, z jego wzgórzami, lasami, schodami i półkami w lodówce. Bo żadne poznanie przez szybę nie da tego, co osobiste zdeptanie.

Foto: Basia, PAK4.

[1.1.2020: po tej stronie Bogucianki – ul. Wielogórska – za Wielogórą – Podgórki Tynieckie – ul. Obrońców Tyńca – po tej stronie Bogucianki. Ślad GPS.]

To był wpis gościnny autorstwa Paka4

Korony, ech korony

29 grudnia 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Jak za PRL najbliższe korony były w Czechosłowacji (nie licząc Trzech, ale czy Trzy się liczą?), tak teraz korony są wszędzie — od godła po wsie i miasteczka.

I tak Kraków doczekał się swojej korony. Żeby zaliczyć Koronę Krakowa należy zdobyć 13 wzgórz:

1 – Sowiniec – 354 m (z Kop. Piłsudskiego; 383,6 m);
2 – Pustelnik – 352 m;
3 – Wzgórze Rajsko – 349 m;
4 – Ostra Góra – 341 m;
5 – Sikornik (Wzg. św. Bronisławy) – 294 m (z Kop. Kościuszki; 330,1 m);
6 – Srebrna Góra – 326 m;
7 – Góra Libertowska – 323 m (w granicach Krakowa 318 m);
8 – Wielogóra (Guminek) – 293 m;
9 – Wzgórze Zielonki (obok Fortu 44 Tonie) – 291 m;
10 – Wzgórza Krzesławickie (przy granicy z wsią Prusy) – 290 m;
11 – Grodzisko – 282 m;
12 – Kozobica – 282 m;
13 – Wzgórze Batowickie – 274 m (z Fortem 48 Batowice; 282 m)*.

Niniejszym zgłaszamy zdobycie wzgórza nr 8, choć w terenie nie jest ono oznaczone, jawią się jakieś dwa jakby wierzchołki i który tu większy? GPS nie dolicza trzech metrów, ale GPS w ogóle wystartował z jakiejś poświątecznej depresji**.

Foto: Basia, PAK4.

[29.12.2019: dom-Grodzisko-Stępica-Guminek-dom. Ślad GPS.]

PS.
Mamy też zdobytych kilka innych, no choćby 1 i 5, które odwiedzając kopce się zalicza. Przy okazji spacerów w tym rejonie zalicza się 2, 4 i 6. Nasze lokalne Grodzisko jest 11. W okolicach 12-tki też się przechadzaliśmy, ale dotąd bezszczytowo.

*) Honorowy Południk Krakowski, twórca tej Korony, podaje także rozszerzenie do 30, które poniżej, oraz dodaje informacje wysokościowe, które może zainteresują Czytelnika:
14 – Wróżna Góra (obok Fortu 43 Pasternik) – 278 m
15 – Wzgórze „Na Stoku” – 273 m (z Fortem 49 Krzeszławice; 277 m)
16 – Trzecia Góra (Witkowice) – 276m
17 – Łysa Góra (Swoszowice) – 274 m
18 – Wielka Biedzina – 271m
19 – Wzgórze Kaim (szczyt na ul. F. Zolla 104a) – 271 m
20 – Krzemionki Podgórskie – 254,2 m (z Kop. Krakusa 269,3 m)
21 – Góra Madera (szczyt na ul. F.Karpińskiego 11) – 268 m
22 – Góra Bukówka (Tyniec) – 267 m
23 – Górka Borkowska ( na Forcie 52 „Borek”) – 266 m
24 – Duża Kowodrza (Tyniec) – 261,4 m
25 – Wzgórze Wielkanoc (Tyniec) – 260 m
26 – Górka Bodzowska – 255,6 m
27 – Góra Kościelnicka (Góra Wrzodowa) – 247 m
28 – Góra Winnica (Tyniec) – 246 m
29 – Górka Pychowicka – 245,2 m
30 – Krzemionki (Wzg. Lassoty) – 242,5 m
Dla porównania: wysokość lustra wody w Wiśle u stóp Wawelu to zazwyczaj 198,5 m n.p.m.; posąg Smoka Wawelskiego stoi na wysokości 207 m n.p.m. (nie licząc głazu na którym umieszczona jest rzeźba); samo Wzgórze Wawelskie ma w najwyższym punkcie 228,1 m n.p.m. a płyta Rynku Głównego leży na wysokości 210 m n.p.m. Najwyższym punktem miasta jest szczyt wyższego komina elektrociepłowni w Łęgu – 459,8 m n.p.m. (niższy ma 424,5 m) zaś słynny „Szkieletor” przy Rondzie Mogilskim ma wierzchołek na wysokości 301 m.

**) GPS wspomaga się wysokościomierzem barycznym, którego zasadę działania znają wszyscy Polacy, najpóźniej od dyskusji o katastrofie smoleńskiej, więc co ja będę tłumaczył, że czasem mu coś ciśnienie pokiełbasi?

Olfaktoryczna historia wyjazdu

19 grudnia 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Są historie skazane na zapomnienie. Kolory, czy światło utrwali zdjęcie. Wirusy i bakterie — recepta u lekarza. Dźwięki — czasem film. Tak jak ruch. Zaś wydatki zapisze wiecznotrwale bank. Ale co zrobić z zapachami?

Olfaktoryczną historię wyjazdu należałoby chyba zacząć od niezapomnianej woni oleju napędowego. W wersji płynnej i po spaleniu. Choć jak Traktorek pali to sami mało czujemy. No, czasem przy manewrach można się spaliną zaciągnąć. Ale, szczęśliwie, to rzadkość. Zapach zaś oleju napędowego przed spaleniem… kontrowersyjny, powiedzmy sobie.

Potem… potem to po neutralnej dla nas dość Słowacji, w pamieć zapadło parkowanie w Gyorze. Pachnące intensywnie drożdżami. Dobrze, czy źle? Znów trudno powiedzieć, bo drożdże to też przygotowanie ciasta i ogólnie apetyt na więcej.

Następnie w pamięci pojawił się już Welebit. Pachnący ziołami… Zdecydowanie zapach na plus. Przewodniki mówią, że Welebit najlepiej w maju, bo kwitnie. Ale i we wrześniu kwtiło to i owo i pachniało.

Prom… Prom pachnie morzem, pachnie też spalinami: własnymi i samochodów.

Rab? Oczywiście, idąc wzdłuż ciągu restauracji, a wciąż przed kolacją, odczuwało się zapachy mocno żołądkowo. Ale poza tym wiatr od morza wśród drzew parkowych.

Czy bura ma zapach? Sucha jest. Słona. Ale zapachu nie ma. Za to zapach miał półwysep (Sucani?) pod Novalją. Zapach obornika. Cóż…

Biograd, czy Murter pachniały letniskową przystanią. Znaczy się: ryby i owoce morze pieczone na oleju. To było silniejsze niż morze, wiatr i spaliny.

Chyba, że w czasie rejsu. Tzn. najpierw trzeba powąchać powitalną rakiję. Ale to chwilka. A potem owszem, na niższym pokładzie, gdzie kuchnia była, smażenie mięsa (?) i ryb na tłuszczu dominowało, nawet w oczy potrafiło zapalić; na górnym, wśród ławeczek, potrafił irytować dym papierosowy; ale już na dziobie to tylko morze, morze i morze.

A powrót? Cóż, nie ma się świńskiego nosa by wyczuć trufle w lesie. Trochę jeszcze morza, trochę diesla. No i Kraków.

Trójkąt

11 listopada 2019

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Wierzchołek 1: Nadieżda Krupska

Mówi się, że jest typ „kobiet-bluszcza”, które potrzebują silnego mężczyzny by się owinąć i ułożyć wokół niego swoje życie. Ale może jest też typ kobiet-rusztowania, które potrzebują silnego mężczyzny by się wokół niego owinąć i wspierać go we wszystkim, z całym poświęceniem i oddaniem. Nadieżda to ten przykład.

Ale… bylibyśmy równie niesprawiedliwi co choroby, które odebrały jej urodę i możliwość urodzenia dzieci. Nadieżda nie robiła tego dla mężczyzny. Nie tylko dla mężczyzny. Ona także to robiła dla idei, jako zwieńczenie pokolenia siłaczek.

***

Wierzchołek 2: Włodzimierz Ilicz Uljanow Lenin

Czy ten był szczerszym socjalistą, czy drobnomieszczaninem? Bo że wystukiwał tysiące, setki tysięcy liter pasuje do obu charakterystyk.

Na socjalizm miało go nawrócić stracenie ukochanego brata. Więc może to tylko narzędzie do walki z carem, w które nigdy nie wierzył?

W miłość też nie wiadomo, czy wierzył. Kobiety szanował. Szanował do tego stopnia, że tylko im pozwalał się z sobą niezgadzać. No i kochał i był kochany. I po drobnomieszczańsku cierpiał, że zdradza żonę. I ona mu wybaczała.

***

Wierzchołek 3: Inessa Armand

Kobieta wolna i wierząca w wolność. Gdzie tam jakieś drobnomieszczańskie przesądy jak małżeństwo? Można porzucić męża dla jego brata, a potem obu, a potem jeszcze… Mąż zawsze wybaczy…

Bo istnieje miłość. A nad miłością do człowieka jest miłość do ruchu i jego ideałów.

Ale, gdy ukochany zdobędzie władzę i z całą miłością postara się zmienić kochany kraj na lepsze; gdy wraz z całym krajem i z całą miłością postara się pomóc ukochanej w walce z chorobą, to ją w błędnej kalkulacji sam w ognisko zarazy pośle i zgubi.

Niewczesne będą żale na Placu Czerwonym…

PS.
Pisząc i napisawszy miałem wciąż wątpliwość, czy nie nazbyt życzliwie pokazałem pana Lenina…
Cóż, może nazbyt, ale…
po pierwsze, będąc niemoralnym cynikiem w polityce, w życiu prywatnym taki nie był, a wpis tego dotyczy;
po drugie, za końcowych dni caratu, każdy przyzwoity (i wielu nieprzyzwoitych) przyznawało się do socjalizmu, co oznaczało bardzo różne postawy — ten trójkąt miłosny, to także trzy różne postawy, nawet jeśli zawężone przez osobowość Lenina;
a tak w ogóle, to starałem się sprawy nie przegadać, a biografii Lenina (pióra Victora Sebesiyena) nie mam jeszcze na tyle przemyślanej i uleżanej, bo wyprowadzić z niej krótszą i lepszą syntezę.