Archive for the ‘Gościnnie – Pak4’ Category

Grać do lustra

7 listopada 2021

Gościnnie – Pak4

Cohen zaczął swoją karierę piosenkarską grając do lustra. W ten sposób na Hydrze powstawały jego pierwsze piosenki. I tak mu już zostało — wstydził się nagrywać, wstydził się występować. Wstydził się muzyków — jako niekompetentny amator. Wstydził się tłumów na koncertach. Sukcesy przyprawiały go o załamania nerwowe i alkoholizm, które leczył zaszywając się u zaprzyjaźnionego mistrza buddyjskiego w klasztorze. Akceptacja tego, że można wyjść na scenę i zaśpiewać, zajęła mu dobre trzydzieści lat — czyli nawet dłużej, niż powstawały jego piosenki…

Weryfikacja eksperta – pięciopunktowo

23 października 2021

Gościnnie – Pak4

Ostatnią, jak dotąd, pozycją w „paśmie pandemijnym” mojego lekturowego przekładańca, była „Bujda na resorach” Massimo Pigliucciego (PWN, 2019), pełna filozoficznych rozważań, czym jest nauka, gdzie są jej granice. Pigliucci, pełen odniesień do sporów filozofów, nie był lekturą łatwą, ale i łatwego tematu nie podejmował. bo jak rozróżnić naukę od nie-nauki, a nawet gorzej (bo przecież nie-nauką jest wiele fantastycznych rzeczy) — od pseudonauki i oszustwa?

Przed pandemią się zżymałem, jako osoba, która może bardziej podziwia naukę niż ją zna, ale jednak, że ludzie traktują naukę, jak półkę w supermarkecie — biorą co im się żywnie podoba. Zarówno produkty naukowe, jak i naukopodobne. Że nawet prawda jest traktowana przedmiotowo — wybieramy co nam pasuje, albo co lepiej nas wpisuje w towarzystwo.

Żyliśmy jednak w bezpiecznym, przynajmniej pozornie, świecie. Gdzie w mediach ważniejsze kto kogo obraził na twitterze, niż jak podnosi się średnia temperatura Ziemi. Że ktoś, gdzieś, popełnił zbiorowe samobójstwo wierząc w UFO? Daleko to wszystko było.

Pandemia wyprowadziła z zakamarków spór o to, co jest prawdą; komu i czemu ufać. Sam łapię się na tym, że często ufam środowiskom i pewnemu językowi opisu — to nie są rzeczy, które można z szczerego serca polecać innym, bo język da się podrobić, a środowisko może wpaść w samozadawalające poklepywanie się po ramieniu. Zacytuję więc rady, które miał przedstawić Goldman, a które Pigliucci cytuje — jeśli chce się dowiedzieć, czy komuś warto wierzyć, że to słuszna opinia potrzebna jest:

– analiza argumentów przedstawianych przez eksperta i jego rywala(i);

– dowód, że inni eksperci się z nim w danej sprawie zgadzają;

– niezależny dowód, że podający się za eksperta faktycznie nim jest;

– ustalenie, w czym może przejawiać się stronniczość owego eksperta w odniesieniu do danego zagadnienia;

– dotychczasowe osiągnięcia eksperta.

Dodam, za Pigliuccim, że te pięć punktów to pewien ideał, bo rzadko można zweryfikować je wszystkie. A nawet, gdy je zweryfikujemy pozytywnie, nie dają one gwarancji prawdy, bo i najprawdziwszy ekspert może się mylić. Gwarancji więc nie mamy, ale czym lepiej te punkty sprawdzimy, tym mniejsze są szanse, że damy się zwieść fałszywej wiedzy.

Traumy narodowe: Chorwacja i Słowenia

6 września 2021

Gościnnie – Pak4

Po upadku Jugosławii w roku 1941, jej obywatele wybrali różne drogi, które do dzisiaj ich dzielą.

Jedni zachwycili się nowo uzyskaną niepodległością, od Jugosławii, przyjmując zależność od Hitlera i płacą za nią własnymi zbrodniami.

Inni przystąpili do partyzantów.

Gdy nastał maj 1945 roku, niedobitki tych pierwszych uciekały, przez Słowenię do Austrii, by poddać się wojskom brytyjskim w Bleiburgu. Wojska brytyjskie wzięły część do niewoli, części tego odmówiono, kierując ich z powrotem do Jugosławii. Repatriowano tam też wkrótce jeńców — dane brytyjskie mówią o zawróconych 26 tys. ludzi (12 tys. Chorwatów, 8 tys. Słoweńców, 5 tys. Serbów, Czarnogórcy).

Jeńców skierowano do Mariboru, część odesłano dalej — do Celje, czy Zagrzebia. Resztę postanowiono rozstrzelać.

Wskazuje się trzy główne miejsca:
— w Tenzo koło Mariboru rozstrzelano ok. 15 tys.
— w Kočevskim Rogu miano rozstrzelać ok. 10 tys.
— w Hudej Jamie — ok. 1500 osób.
Wymienia się także miejsca kilku inny masakr, na przykład kopalnię Pečovnik, gdzie miało zginąć 12 tys. Chorwatów.
Łączne szacunki liczby ofiar, które objęły nie tylko zawróconych w Bleiburgu, ale też pojmanych i rozstrzelanych na miejscu, bardzo się różnią — od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy. Wynika to częściowo z faktu, że ówczesne podziały nadal mają być żywe: były to ofiary zemsty domowej, gdzie ofiary i sprawcy pochodzili z tych samych narodów, a różnili się głównie politycznymi wyborami w czasie wojny; zaś liczba ofiar potrafi być argumentem w bieżących sporach ideowych.

PS.
Wśród rozliczeń powojennych na terenie byłej Jugosławii bardzo znaczące jest wypędzenie Włochów z terenów przyznanych Jugosławii. Szacunki zaczynają się od ćwierć miliona Włochów. Ale była to trauma włoska, a tam jeszcze z naszą podróżą po traumach narodowych nie dotarliśmy.

Černova

24 sierpnia 2021

Gościnnie – Pak4

Gdy pisałem o Černovej, to w niej jeszcze nie byłem. Przejeżdżaliśmy kiedyś obok. Chyba. Teraz nadrobiliśmy tę zaległość. Černova nie jest jakaś wyjątkowa. Owszem, o Hlince się pamięta, masakra ma swój pomnik i ulicę; ale żadnego kierowania turystów do punktu narodowego kultu.
Foto: Basia i Pak4
[21.8.2021: Černova]

Post scriptum, albo walka klas

30 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Pisząc o niewoli babilońskiej i o tym, jak toczyły się losy przed nią i jaki to wpływ miało na Biblię, nie napisałem jednej, ważnej rzeczy.
Otóż to wszystko to były elity, związane z dworem królewskim i Świątynią.

Nikt, nawet Asyryjczycy, nie był tak szalony, by wygnać cały lud z prowincji. Na wygnanie szły elity. W przypadku Asyrii i królestwa Izraela, szacunki mówią o od 10 do 20% wygnanych. W przypadku Babilończyków i Judy nie było inaczej (a może nawet lżej). W niewolę szli przywódcy: król, dwór; szli żołnierze i poborowi, szli kapłani. A prosty lud żył jak wcześniej.

(Dlatego też, te „dziesięć zaginionych pokoleń Izraela” to żadna poważna zagadka, czy tajemnica. Wynarodowiono przywódców, rozrzucając po różnych prowincjach Asyrii, a lud został na miejscu i współcześnie jego potomkowie to głównie Żydzi, Palestyńczycy i Samarytanie. Ci ostatni, choć nieliczni, są o tyle ważni, że wyraźnie odwołali się do spuścizny północnego królestwa.)

Miało to swoje znaczenie. Bo gdy Persowie, pobiwszy Babilończyków zmienili politykę, „uwolnili” Żydów, a nawet zaczęli ich wspierać; przedstawiciele wygnanych elit — pod przewodem królewskich i kapłańskich potomków — zaczęli wracać (nie że wszyscy, tylko niektórzy i stopniowo…) do Judy i odbudowywać Jerozolimę, nastąpił zgrzyt.

I tu, i tu byli, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli Żydzi. I ci, i ci wyznawali Jahwe. Ale ich religia, kultura, czy pozycja materialna były bardzo różne. O domyślnych problemach z „odzyskiwaniem” mienia, nie wspominając. Właściwie to, z małym wyjątkiem, znamy stanowisko tylko jednej strony. Elity uważały, że ci na miejscu, ten lud, dał się wynarodowić i „spoliteizować” przez kontakty z obcymi. W niektórych księgach biblijnych zakaz kontaktów, zakaz wchodzenia w związki, nakaz zabijania wszystkiego, co mogłoby przynieść obce wpływy, staje się wręcz obsesją — to wszystko redakcje powygnaniowe Biblii.

Ale elity nie miały racji. Przynajmniej nie w pełni. Bo lud był wyrazicielem starszej tradycji. Tak przynajmniej twierdzi archeologia, wskazując na przykład, na rozpowszechnienie kultu Aszery (jako bogini płodności i małżonki Jahwe), którego ślady mają być powszechne w dziejach, przed powrotem z niewoli babilońskiej.

Wersja, którą znamy jest jednak wersją elit. Szczęśliwie, nie ograniczyły się do potępień, choć te najlepiej widać w Biblii. Elity także nauczały, przekonywały, przyciągały, prowadziły działalność „misyjną”. W ciągu pół tysiąclecia, które upłynęły od czasów powrotu z niewoli, do czasów Jezusa, religia w wersji elitarnej wygrała. Pojawiły się nowe podziały, ale były to już podziały w wykształconym monoteizmie, zaś Jahwe wyznawało więcej ludzi niż wcześniej, często na ziemiach, gdzie granice królestwa Judy nie sięgały.

***** * *****

LITERATURA PRZEDMIOTU

Zacznę może od kursów on-line, które można znaleźć na Courserze i przerobić za darmo (za certyfikat się już płaci):

— Jacob Wright, The Bible’s Prehistory, Purpose, and Political Future, Emory University, — dużo tematów bliskich Biblii, jej historii i tłu historycznemu, ale też rozmowy z badaczami na tematy „ciekawostkowe”. Właściwie… to Wright mnie doprowadził do najważniejszej tezy, czyli nie tyle co to za trauma była, ale co z niej zostało.

— Oded Lipschits, The Fall and Rise of Jerusalem, TelAviv University — opisanie upadku Jerozolimy oraz pierwszych dekad niewoli babilońskiej czy potem perskiej, z perspektywy archeologii Izraela (tj. interesuje ich, co się działo w ziemi Judy w tym czasie). Gruntowne przedstawienie okoliczności popadnięcia w niewolę babilońską, oraz jej skutków.

Książki (kolejność prawie losowa):

— Eric Cline, Digging up Armageddon, The Search for the Lost City of Salomon, Princeton University Press, 2020; oraz Eric Cline, The Battles of Armageddon: Megiddo and Jezreel Valley from the Bronze Age to the Nuclear Age, University of Michigan Press, 2009 — Cline to archeolog i popularyzator historii (najciekawszą jego książkę: 1177 przed Chr. Rok w którym upadła cywilizacja, poświęconą upadkowi cywilizacji epoki brązu i nastaniu epoki żelaza, wydano po polsku), który sam pracował przy wykopaliskach w Megiddo. A że punktem wyjścia była ta śmierć Jozjasza pod Megiddo, to jego popularyzacji nie mogło zabraknąć. Choć, cóż, „Digging…” nie porwało mnie — to historia prac archeologicznych w Megiddo, z której dużo się można dowiedzieć o ekspedycji Uniwersytetu z Chicago w pierwszej połowy XX wieku, wraz z konfliktami personalnymi i narastającymi niepokojami na linii arabsko-żydowskiej. Czyli może ciekawostki, ale nie wpisujące się dobrze w treść notek. Z bitwami jest lepiej, to popularyzatorski przegląd jakich Cline zrobił wiele (ma na swoim koncie także książki o Jerozolimie… nie czytałem). Popularyzatorski do poziomu rozrysowywania ruchu wojsk w apokaliptycznej bitwie pod Har-Mageddon… Ale zostawiwszy tę śmiesznostkę z boku – Megiddo i dolina Jezreel to rzeczywiście miejsce łatwopalne na mapie świata.

— Eric Cline, From Eden to Exile, National Geographic, 2007 — jak jesteśmy przy Cline’u, to kolejna popularyzacja (National Geographic!). Cline zebrał różne tematy dotyczące Biblii, o które pytają profani, typu: gdzie był ogród Eden, albo co się stało z Arką Przymierza. Zebrał i popularyzatorsko (ale i fachowo) skomentował. Co o tyle ważne, że to nie są tematy, które pociągałyby zawodowych historyków, więc chyba bardziej fachowego komentarza nie znajdziecie. Choć… cóż, liczyłem, że ktoś zapyta, czy Spielberg miał rację, ale się przeliczyłem.

— John Barton, The History of the Bible: The Books and Its Faiths, Penguin, 2019 — zacząłem czytać jakoś niezależnie od tematu, rzecz mnie trochę rozczarowała, ale nie chcę być źle zrozumiany — tu jest więcej o Biblii, jako o już istniejącej Księdze, historii jej odczytań, czy tłumaczeń, niż o jej powstawaniu. A to ostatnie mnie zajmowało najbardziej w tym czasie.

— Richard Elliott Friedman, Who Wrote the Bible? — rozpisana „hipoteza dokumentów/teoria źródeł”, dotycząca powstania Tory. Bardzo ładnie rozpisana — jak komuś nie przeszkadza angielski to polecam. O samej „teorii źródeł” poniekąd wspomniałem, pisząc o historyczności Mojżesza, a raczej, o czasie jaki minął od jego domniemanej działalności do spisania jego dziejów. „Hipotezę” chyba przedstawia Kosidowski, jeśli mnie pamięć nie myli, bo sama z siebie nie jest nowa (Niemcy, XIX wiek), ale wciąż pozostaje popularna, a Friedman opisuje ją z perspektywy entuzjasty Biblii. Generalnie: na Torę składają się opowieści czterech autorów, określonych przez badaczy literami: E, J, D i P, oraz redaktora. W roli redaktora zwykle widzi się Ezdrasza (który kierował odbudową świątyni po powrocie z niewoli babilońskiej); E był kapłanem związanym z królestwem Izraela, ale piszącym po jego upadku (VII w. p.n.e.), litera E od nazywania Boga Elohim, aż do objawienia się Mojżeszowi (to jedyny autor źródła robiący takie rozróżnienie); J był/była związany z domem królewskim Judy (J jest wyjątkowo empatyczny/a w stosunku do kobiet, stąd Friedman podsuwa myśl, że mogłaby to być kobieta; litera J od Jahwe, bo tak nazywa się Bóg, bez rozróżnień na objawienie Imienia); D – związany ze świątynią, czy szerzej — kręgiem kapłańskim Judy z czasów Jozjasza lub później (identyfikuje się z kręgiem proroka Jeremiasza i przypisuje też stworzenie ksiąg historycznych Biblii — od Jozuego po Kroniki; D od „Deuteronomista”, bo D jest głównym autorem Księgi Powtórzonego Prawa, łac. Deuteronomium); P – autor kapłański, późniejszy od E i J (to głównie on opisuje sposoby sprawowania kultu) — Friedman lokuje go w czasie tak, by mógł z D polemizować, ale tu warto dodać, że zwykle lokuje się go bądź na wygnaniu w Babilonie, bądź nawet po powrocie z Babilonu.

— Israel Finkelstein, Neil Asher Silberman, The Bible Unearthed, Free Press, 2002 — książka ukazała się też po polsku, o ile pamiętam. Cóż, o Finkelsteinie należy powiedzieć więcej, bo namieszał. Chodziło o datowanie miast z charakterystycznymi bramami „sześciokomorowymi”. Pierwszą taką bramę odkryto w Megiddo i powiązano z inwestycjami Salomona. Potem znaleziono kilka analogicznych i, generalnie, istnieje przekonanie, że świadczą one o jednym inwestorze i długo archeolodzy i historycy byli przekonani, że znaleźli w nich dowód potęgi królestwa Salomona. „Obalił” to Finkelstein, który stwierdził, ze wszystkie elementy tych puzzli historyczno-archeologicznych lepiej się układają, jeśli powiązać te inwestycje z królami Omrim i Ahabem, czyli trochę późniejszymi czasami (i tylko północnym królestwem – Izraelem). Ale jeśli tak, to co z Salomonem? Finkelstein zdegradował go do roli władcy jednego miasteczka (Jerozolimy) i jego najbliższych okolic. (Od bram się zaczęło, ale argumentacja jest szersza. Jerozolima czasów Dawida i Salomona jest malutkim miasteczkiem; nie ma śladów działania administracji w tym okresie — a są w innych okresach, więc to jest wykrywalne. Także Szeszonk wkrótce podbijając Kanaan dziwnie omija tereny Judy i Izraela — tu jest rozbieżność z Biblią, którą Finkelstein tłumaczy, że nie było tam nic wartego podboju.) Tezy Finkelsteina budzą kontrowersje — wydaje się, że liczni historycy dali się przekonać, ale „maksymaliści biblijni” wciąż obstają przy Zjednoczonym Królestwie, jak się nazywa królestwo Dawida i Salomona. A w tej konkretnej książce mamy przegląd całej historii starożytnej/biblijnej Żydów odniesionej do odkryć archeologicznych. Generalnie polecałbym, z jednym zastrzeżeniem — Finkelstein argumentuje, to plus; ale Finkelstein nie prezentuje zdania oponentów i nie wskazuje istniejących kontrowersji – dla nieobeznanego czytelnika może to być mylące.

— David Carr, Holly Resilience: The Bible’s Traumatic Origins, Yale University Press, 2014 — o traumach w Biblii, czyli coś bardzo w temacie wpisów. Oczywiście jest i o niewoli babilońskiej. Autor jednak szuka ich tak szeroko, prawie wszystko dla niego jest traumą i jej przepracowaniem. Aż sam się boi swoich wniosków…

— Daniel Fleming, The Legacy of Israel in Juda’h Bible, Cambridge University Press, 2012 — jedna z trudniejszych pozycji (polecał pan Wright, z kursu z Emory University) — chodzi o to, że tradycja biblijna kształtowała się głównie w Judzie i wśród spadkobierców królestwa Judy, ale są w niej wątki pochodzące z królestwa północnego, tj. Izraela. Autor, generalnie, szuka źródeł wątków i narracji w głębszej przeszłości – w królestwie Izraela, czy nawet wśród koczowniczych plemion, które przywędrowały do Kanaanu.

— Michael Coogan (red.), The Oxford History of The Biblical World, Oxford University Press, 2001 — tytuł dokładnie oddaje treść książki. Co do treści, to książka z lat 90-tych, mocno więc konserwatywna (ach, ubawiło mnie stwierdzenie, że coś jest prawdą, bo mówi to Biblia w „stylu historycznym”), może jednak stanowić dobry i kompleksowy przegląd historii biblijnej ujmowanej przez maksymalistów.

— George Rawlinson, The Kings of Israel and Judah, Molinarius Press, 20017 — jeszcze dziewiętnastowieczne (autor zmarł w 1902) przedstawienie historii, oparte w całości na Biblii. Jako „uhistoryczniona” w stylu relacja z Ksiąg Samuela i Ksiąg Królewskich może i dobre.

— Thomas Thompson, The Mythic Past: Biblical Archeology and the Myth of Israel, Basic Books, 2008 — minimalista biblijny, po którego sięgnąłem dla bezpośredniego zapoznania się z tym nurtem. Thompson opierając się na krytyce literackiej Biblii, wskazuje na powtórzenia, przekłamania, włączenia wątków obcych wątków, by dojść do wniosku, że cała Biblia to tylko późno (czasy greckie, czy rzymskie) wymyślona mitologia. Sam stosuję tu w miarę możliwości porównania do analizy najstarszej historii Polski, co prowadzi mnie do wniosku, że to Finkelstein jest najbliższy właściwych rygorów pracy historyka. Minimaliści… nie przekonali mnie co do tezy ogólnej (Biblia jako późny mit), natomiast w odczytaniach konkretnych fragmentów zapewne mają racje. Mam wrażenie, że zarówno maksymaliści jak i minimaliści, bagatelizują rozpatrywanie Biblii jako czegoś, co powstawało w czasie, z wszystkimi przekłamaniami (ale i echami) rzeczywistości przeszłej. Jest sporo świadectw, że Biblia zawiera wiedzę przedwygnaniową – przykładem mogą być te „sześciokomorowe” bramy, jak z Megiddo. W Biblii zachowało się świadectwo o znaczeniu bram dla życia publicznego w czasie monarchii, ale dopóki nie odkopano tych konstrukcji, nie bardzo było wiadomo o co chodzi. Z drugiej strony, z faktu, że ogólne ramy historyczne pasują, nie wynika, że sam przekaz jest prawdziwy w szczegółach.

— Simon Schama, Historia Żydów, Wydawnictwo Poznańskie, 2017 — starożytność to tylko początek (ramy czasowe: 1000 p.n.e.-1492 n.e.), nie jest to też historia podręcznikowo-uniwersytecka, raczej zbiór historii z historii, pisanych z perspektywy żydowskiego patriotyzmu (czasem bardzo pozytywnego). Dla mnie wartością było zrozumienie, o co chodzi z podkreślaniem żydowskiej kolonii na Elefantynie w starożytności — wielu autorów się do tego odwołuje, ale wcześniej nie dotarło do mnie znaczenie. Chodzi o to, że życzliwi Żydom Persowie, cóż… spotykali się z pewnym rewanżem. Żydzi służyli w armii perskiej i wraz z nią trafili do garnizonów okupujących Egipt. Trafili jednak na tyle wcześnie, że żyli w pewnej izolacji od rozwijającej się kultury w odbudowującej się Jerozolimie. Łącząc to, z zachowanymi listami, badacze zobaczyli mniej ortodoksyjną (i mniej zgodną z Biblią) wersję żydowskiej kultury (w tym religii).

— Marco Liverani, Nie tylko Biblia: historia starożytnego Izraela, Wydawnictwo UW, 2010 — kompletna, podręcznikowa historia, napisana już z perspektywy umiarkowanie sceptycznej (tj. „zjednoczonego królestwa” nie ma).

— Łukasz Niesiołowski-Spano, Katarzyna Stebnicka, Historia Żydów w starożytności, od Thotmesa do Mahometa, PWN 2021 — kolejna historia podręcznikowa, w duchu Liveraniego, czy Finkelsteina. Obie mogę polecić, z zastrzeżeniem, że to podręcznik, a nie popularyzacja historii. Nawiasem mówiąc, jeśli piszę ciągle o Żydach, a nie o Izraelu, to właśnie wyczulenie z tytułu podręcznika Niesiołowskiego-Spano i Stebnickiej. Ale o problemach nazewniczych już pisałem.

— James Kugel, How to Read the Bible: A Guide to Scripture, Then and Now, Free Press, 2012 — właściwie to czytałem „przed” planem napisania tych tekstów, jakoś na przełomie ubiegłego i tego roku; ale w paru przypadkach, dotyczących historii Biblii, była ona inspiracją. Podobnie jak Nicholasa Ostlera, Empires of the Word: A Language History of the World, Harper Perennial, 2006; gdzie wskazano na paradoks trwania hebrajskiego przy upadku fenickiego, czyli wyższość korpusu dzieł kultury literackiej, nad rozpowszechnieniem języka handlu.

— Richard Elliott Friedman, The Exodus, HarperOne, 2017 — relacjonowałem pod jednym z wpisów, w trakcie lektury. Dużo ciekawostek można znaleźć, choć to bardzo osobiste hipotezy badacza (skądinąd z frakcji konserwatywnej), a nie „konsensus”. Do niektórych tez (istnienie Mojżesza jako bardziej prawdopodobne niż przyniesienie jahwizmu do Izraela przez kontakty handlowe) jestem w miarę przekonany; do innych – jak odwzorowanie mitu o upadku innych bogów i przejściu z politeizmu do monoteizmu w Psalmie 82 – mniej. (Można tu zauważyć, że Firedman pisze sporo o przekształceniach pojmowania Boga w jahwizmie, co czasem sprawiało, że jego wywody miliły mi się z książką Marka Smitha.)

— Mark Smith, The Early History of God, Yahweh and the Other Deities in Ancient Israel, Eerdmans, 2002 — próba zrozumienia, jak kształtował się biblijny monoteizm, do czasów wygnaniowych, mniej więcej. Bo z Babilonu wróciła już ukształtowana religia, jaką plus minus, znamy. Nie ma tu miejsca na rozpisanie związków Jahwe z El, z Baalem, Aszerą, słońcem, czy królem. Zauważę tylko, że rysuje się z tego specyficzny obraz: że Jahwe stopniowo, stając się Bogiem monoteistycznym, przejmował cechy, określenia, innych, „obalanych” bogów. Nie, że wszystkich i nie że wszystkie (np. bogowie w mitologiach zwykle mieli życie seksualne – u Jahwe tego nie ma, nawet jeśli większość uważa, że Aszera uchodziła za „żonę” Jahwe), ale generalnie to było łączenie, a nie tworzenie czystego, filozoficznego bytu. Na liście byli bogowie, ale też jedna bogini. I tu się wskazuje, że w odniesieniu do Jahwe, czy w kulcie, stosuje się czasem określenia pasujące właśnie do boskiej postaci żeńskiej — w Starym Testamencie przeszło to z czasem głównie na Bożą Mądrość. W każdym razie, Jedyny Bóg w filozofii greckiej byłby poza, czy bez-genderowy; w takim ujęciu biblijnego synkretyzmu, Bóg stał się jakby nad-genderowy, Kimś do Kogo nie tyle nie pasują określenia męskie i żeńskie, co właśnie pasują i jedne, i drugie. Zresztą, że Biblia, ze swoimi sprzecznościami i palimsestami, wskazuje raczej wiele możliwości i materiałów do refleksji, wciąż wymagających rozumu do dokonywania wyborów; to też jeden z powtarzających się wniosków z lektur i wykładów.

— William G. Dever, What Did the Biblical Writers Know and When Did They Know It?, Eerdmans, 2001 — bardzo ładny tytuł, nieprawdaż? W sensie: właśnie coś takiego chciałem przeczytać. Ale… Ale sama książka mnie zirytowała. Już wyjaśniam: ok. 1/3 z początku to krytyka osób, które ośmielają się mieć inne zdanie niż autor. Potem, ok. 50% całego tekstu, to właściwe przedstawienie związków między Biblią i archeologią (z perspektywy maksymalisty biblijnego) – co do treści to bliżej mi do Finkelsteina, ale jednak jest to bardzo dobre przedstawienie tematu. Gdyby na tym się skończyło, to by mnie nie irytowało. A potem następuje podsumowanie w stylu intelectual dark webu (na polskie: księdza Oko, albo Korwina). Główne więc wnioski dla mnie dotyczyły tego, jak alt-rightowy konserwatysta amerykański ma się do polskich. No ma, bo ceni Oświecenie. A! Ktoś mi, przy tym nazwisku, podał polski tytuł. Może więc i był po polsku?

Przerobiłem wcześniej Świderkównę, ale wróciłem tylko do jej fragmentów. Kosidowski był w szkole, powtórzyłem tylko jeden rozdział dla sprawdzenia swoich wrażeń. Jak wspomniałem wcześniej – uderzyła mnie jego nieaktualność. Czytałem także książkę Finkelsteina/Silbermana o samych Dawidzie i Salomonie, ale już dawno; zresztą niewiele ona wnosiła po The Bible Unearthed. Zerkałem też do Apokalipsy dla opornych (Richarda Wagnera), ale Armagedon mało interesował autora, więc niewiele to wniosło. Zerknąłem też do kilku artykułów naukowych, które są dostępne w sieci. Nie wynotowałem ich, a były tam też ciekawostki, np. dyskusja o tym, co się stało pod Megiddo (że nie wiadomo, a przekaz jest enigmatyczny), albo czy Świątynię rzeczywiście zniszczyli Babilończycy (bo może jednak Edomici…).

******* * *******

Różnice klasowe odbijały się na kulturze nie tylko w Judzie w VI wieku p.n.e. — one są zawsze i wszędzie. Rebecca Solnit w „Zewie włóczęgi” opisuje, jak to zaangażowani miłośnicy przyrody zaprosili na wycieczki w góry młodych Afroamerykanów. I wycieczka, którą zapraszający uważali za bardzo atrakcyjną, okazała się dla nich bardziej stresująca… Nie widzieli w przyrodzie piękna, widzieli tylko trud wędrówki i niebezpieczeństwo szlaku. Solnit przypomina, że miłość do przyrody, gór, włóczęgi, nie jest naturalna, ale wyuczona — jest częścią kultury zachodniego romantyzmu, a to że w naszym kręgu i klasie przesiąkamy nią od dziecka, nie oznacza, że wszyscy wokół tak mają. Reklamujemy więc teraz tę kulturę zachodniego romantyzmu, zdjęciami z okolic Radwanowic. Reklamujemy, bo stan przechodzenia i oznaczenia szlaków (zwłaszcza niebieskiego z Rudawy do Ojcowa przez Dolinę Będkowską) wskazuje, że spadkobierców kultury romantycznej w Polsce jest niewielu. A może tylko ich rozkład terytorialny jest zbyt niejednorodny?
Foto: Basia i Pak4
[1.8.2021: Radwanowice – Rycerski Wąwóz (Punkt Obsługi Turysty) – Łączki Brzezińskie – Skała Cebulowa – Dolina Będkowska – Grzybowa Góra – Przygórze – Radwanowice. Ślad GPS.]

Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. III. w niewoli babilońskiej)

25 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Asyryjczycy i Egipcjanie, jak widać, mają raczej złą opinię. Babilończycy na nią nie zasługują. Owszem, Biblia ich nie lubi — to oni podbili i zniszczyli Jerozolimę, ale sam fakt, że Biblia jest i może kogoś oskarżać, zawdzięcza im. Babilończycy sami wyszli z ciężkiej niewoli — byli pragmatyczni, a nie mstliwi — stąd karali wybiórczo — każdy kto odstąpił od buntowników był wolny i bezpieczny. Nie mieli ambicji by prześladować i wynaradawiać. Zniszczony wojnami Babilon potrzebował pracy wziętych w niewolę, ale ci szybko przekonali się, że to dla nich okazja na wzbogacenie się. Zresztą z czasem, najznamienitsi zostali z więźniów „gośćmi” króla, z należnym sobie uposażeniem. Bilans niewoli, dla wziętych w nią, wyszedłby chyba dodatni.

Żydzi wzięci w niewolę, wzdychali do utraconego kraju, ale właśnie — mogli to robić. A mogąc to robić, dokonali jednego z najbardziej rewolucyjnych wynalazków w historii. Gdyby złożyć nań wniosek patentowy musiałoby to brzmieć jakoś tak: „System utrwalania tożsamości religijnej i narodowej oparty na literaturze. System obejmuje księgi, ich spisywanie i przepisywanie, oraz publiczne odczytywanie w ramach uroczystości religijnych”. Ten system z czasem, gdy już zostanie zbudowany, stanie się Biblią i będzie rdzeniem, na którym oprą się trzy religie księgi: judaizm, chrześcijaństwo i islam.

Pewne elementy były wcześniej, bo byli prorocy, którzy — co też było pewną nowinką — pisali do ludu o złych królach; podczas gdy prorocy ościennych narodów pisali do królów o woli bogów. Ale to była tylko swego rodzaju publicystyka. Zaś jak znamy Biblię, to wiemy, że nie zawiera ona samych proroctw — zawiera też księgi historyczne, poezję, refleksje filozoficzne, czy zapisy prawa. Że to nowość, może świadczyć wyjątek — Jozjasz, w ramach swych reform religijnych, miał kazać odczytać ludowi odnalezioną „księgę Prawa” (spekuluje się, że może coś powiązanego z Księgą Powtórzonego Prawa, ale raczej nie sama ta księga w wersji nam znanej), co było tak ważnym i nietypowym wydarzeniem, że aż zapisano je w kronikach królewskich. Czyli: zanim wynaleziono Biblię, księgi prawa czytano w starożytnej Judzie gdzieś raz na 500 lat. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, to gdzie mieli je czytać? To dopiero w Babilonie badacze doszukują się domów, w których zbierano się na lekturę — praprzodków synagog, kościołów i meczetów.

Dopiero więc w Babilonie zaczęto tworzyć kulturę Biblii, z regularnym czytaniem i zapisywaniem każdej narodowej tradycji. Zaczęto, ale nie skończono — prace redakcyjne przeciągały się na okres po powrocie do Jerozolimy za czasów perskich, a jeśli mowa o wszystkich księgach Starego Testamentu i ich kanonie, to domyka się on, mniej więcej, dopiero w czasach Jezusa.

Podsumowując, trauma zdobycia Jerozolimy, zniszczenia Świątyni i wygnania obrodziła:
— początkiem kształtowania się Biblii, jako zbioru świętych ksiąg;
— początkiem tradycji ich czytania w ramach obrzędów religijnych, czyli czegoś co znamy choćby z liturgii słowa we współczesnym chrześcijaństwie;
— modelem szerokiego dostępu do literatury — dzisiaj byśmy mówili zarówno o promocji czytelnictwa (VI wiek p.n.e.!), jak i o modelu dostępu do dóbr kultury „open access”.
To wszystko zaś stało się swoistą „szczepionką” na klęskę, niewolę i rozproszenie. Żydzi, to jedyny naród starożytny w „naszej” części świata (by nie odnosić się do Chin), który przetrwał od starożytności. Dawna Fenicja, Asyria, czy Babilon nie przetrwały, choć każdy z tych narodów bywał większy i — mogłoby się zdawać — kulturowo płodniejszy. Żydzi przetrwali — dzięki Biblii.

***** * *****

Nie tylko Biblia jest Open Access. Dolinki Krakowskie też! Nie wahajcie się z nich korzystać, bo Open Access to dobra rzecz jest.
Foto: Basia i Pak4
[25.7.2021: Kozieniec – odbicie na szlak czerwony i zawrócenie – nad A4 – okolice Bukowej Góry – nad A4 – Kozieniec. Ślad GPS.]

Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. II. od rozkwitu do niewoli)

20 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Jak „cud” obronionej Jerozolimy przed Asyryjczykami wyglądał, nie wiemy. Owszem, Ezechiasz oprócz szczerej wiary, zainwestował też w tunel, którym można było bezpiecznie zaopatrywać miasto w wodę — miasta nie dało się wziąć pragnieniem. Niektórzy też spekulują, że anioł, który miał pobić wojska asyryjskie zdaniem proroka Izajasza, to może była jakaś epidemia? Tak, czy inaczej, owo niezdobycie Jerozolimy nie było wielką klęską króla Asyrii Sennacheryba, bo odchodząc zebrał całkiem solidny trybut. A Juda, choć obroniła stolicę, znalazła się w orbicie wpływów Asyrii.

Było to jednak znacznie więcej niż sukces propagandowy — dla Judy i Jerozolimy nastał bardzo dobry czas. Po raz kolejny po Szeszonku, który bardziej zaszkodził wrogom Hebrajczyków niż im samym, zniszczenia, które nieśli Asyryjczycy sprawiły, że ocalona Juda zdobywała nowe ziemie, wpływy i pieniądze. Wreszcie zaczęła rosnąć i bogacić się Jerozolima — nastąpił jej złoty okres.

Ci, którzy znają Biblię wiedzą jednak, że nie oznacza to, iż utrzymały się reformy religijne Ezechiasza. Nie. Wszystko wróciło do stanu wcześniejszego, aż do rządów jego prawnuka — Jozjasza.

Jozjasz wstąpił na tron jako nastolatek (ojciec zginął w zamachu) i trochę trwało, zanim wkroczył na drogę Ezekiasza, ale jak już to zrobił, to przeszedł mistrza. Oczyszczano kult zgodnie z wytycznymi najwierniejszych jahwistów. Można tu dodać, że właśnie w czasach Jozjasza widzi się narodziny „historii deuteronomistycznej” — jednego z filarów, na którym oparte są księgi historyczne Biblii. Miała ona być spisywana jako historia triumfalna — naród, wydostawszy się z niewoli egipskiej, przeszedłszy próby, oczyszczony i nawrócony na wiarę przodków, jaką niósł kiedyś Mojżesz, teraz kwitł pod opieką samego Boga, wiedziony pod wodzą swojego króla-pomazańca, czyli mesjasza — Jozjasza — ku świetlanej przyszłości.

Jozjasz miał długo szczęście — podbita przez Asyrię Babilonia zbuntowała się, co zmusiło Asyryjczyków do skierowania sił państwa w inne miejsce — porzucili więc swoje zainteresowanie Kanaanem. Jozjasz mógł więcej, rozszerzał władzę, reformował więc religię, remontował Świątynię w Jerozolimie i burzył konkurencyjne świątynie, świętował pierwszą paschę w królestwie Judy. Tymczasem Asyryjczykom szło na wojnie coraz gorzej i wydawało się, że Juda wzmocni się jeszcze bardziej korzystając ze słabości imperium.

Przyszedł jednak fatalny rok 609 roku p.n.e.. Faraon z nadania asyryjskiego, Necho, wyruszył na pomoc przegrywającym Asyryjczykom. Wojsko prowadził tradycyjnym traktem łączącym Egipt i Mezopotamię, który przechodził koło miasta Megiddo. Udał się tam Jozjasz. I zginął.

Nie wiemy dokładnie co się stało. Późna tradycja mówi o szykowaniu się do bitwy i egipskiej strzale. Ale to późna, zaś wczesna jest dziwnie dwuznaczna. Tak, czy inaczej zginął — możemy sobie tylko wyobrażać ten szok, jakim była śmierć odnowiciela królestwa i religii, który na nowo zbliżył swój kraj do Boga.

***

Ból i żal po śmierci Jozjasza musiały być wielkie, ale to był dopiero początek upadku. Nastały burzliwe lata. Najpierw lud osadził swojego króla, Joachaza, jednego z synów Jozjasza, na tronie. Powracający po kilku miesiącach z nieudanej wojny faraon Necho, zabrał Joachaza ze sobą w niewolę, osadzając na jego miejscu brata, Jojakima. Gdy granice Babilonu się przybliżyły, proegipska postawa Jojakima ściągnęła wojska babilońskie, które obległy Jerozolimę. Jojakim zmarł w tym czasie, Babilonowi poddał się więc już jego syn Jojakin (czy Jechoniasz). Trafił on do niewoli, wraz z częścią lokalnych elit w roku 598 p.n.e.. Babilończycy jednak, tak jak Asyryjczycy wcześniej, nie zdobyli Jerozolimy i nie zniszczyli Świątyni. Opinia niezwyciężonego miasta trwała. Zwycięzcy zadowolili się osadzeniem swojego władcy — Sedecjasza, innego syna Jozjasza — i zabraniem w niewolę najbardziej niebezpiecznych mieszkańców, wraz z dotychczasowym królem, tak aby nie dało się zebrać zbyt łatwo buntowniczej armii.

Sedecjasz rządzący w miarę spokojnie przez kilka lat, uwierzył w końcu „fałszywym prorokom”, mówiącym, że Jerozolima, pod osłoną Boga, jest niezdobyta; uwierzył też egipskiej protekcji i zaczął podburzać sąsiadów przeciwko Babilonowi. Kara za bunt przyszła szybko. W 586 roku p.n.e. Nabuchodonoz znowu przyszedł z wojskiem pod mury Jerozolimy, ale tym razem nie miał już litości — król musiał zginąć, Jerozolima miała zostać zburzona, splądrowana, a jej mieszkańcy trafili do niewoli.

c.d.n.

***** * *****

Jaskinia Żarska bywała odwiedzana przez wieki. Wikipedia pisze:
Stwierdzono istnienie kilku poziomów osadniczych, najstarszy z okresu neolitu, następne z okresu kultury przeworskiej, okresu średniowiecznego i nowożytnego. Charakterystyczne, że mamy tu słownik archeologii dotyczący prehistorii (neolit, kultura przeworska) i słownik historii (średniowieczny, nowożytny). Gdy czytam o historii Biblii często jest podobnie. Neolit to młodsza epoka kamienia, która bezpośrednio poprzedza epokę brązu. Generalnie, w historii związanej z Biblią, nie sięga się do neolitu — gdyby poważnie rozpatrywać dzieje Patriarchów, to przypadałyby one właśnie na epokę brązu. Z tego okresu pojawiają się też pierwsze doniesienia o „habiru”, utożsamianych z Hebrajczykami, czy też pierwsze doniesienia o „Szasu” wyznających wiarę w Jahwe. Na przełomie XIII i XII wieku p.n.e., dochodzi do wielkiej fali przemian i niepokojów, ruina rozwiniętej cywilizacji i narodziny nowej. To czas, na który nakłada się tradycyjne datowanie Wyjścia, oraz przejście Ludów Morza, których część osiedliła się jako Filistyni (przynieśli z sobą elementy kultury mykeńskiej…) — skąd mamy nazwę Palestyny. Potem następuje epoka żelaza. W archeologii Izraela, w przybliżeniu, „epoka żelaza I”, to czasy Sędziów i „zjednoczonej monarchii”, a „epoka żelaza II” to już opisywane tu dzieje Izraela i Judy. Potem mamy epokę perską, czy rzymską, czyli już słownictwo historyczne. Wracając do Jaskini Żarskiej wyjaśnienia może wymagać „kultura przeworska” — to jedna z lokalnych kultur epoki żelaza. Nie wiadomo, kim byli „przeworczycy” na pewno, ale typuje się z dużą dozą prawdopodobieństwa, że znamy ich z historii, jako germańskie plemię Wandalów, które — jak skądinąd wiemy — wyemigrowało stąd do Północnej Afryki.
Foto: Basia i Pak4
[24.7.2021: Dubie: Parking w Dolinie Racławki – pod Jaskinię Żarską – Żary – Wąwóz Stradlina – Paczółtowice – koło Kamieniołomu Dębnik – Dolina Racławki. Ślad GPS.]

Pra-trauma, albo historia Izraela i Judy (cz. I. od najazdu, do najazdu)

15 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Opowieść jest dłuższa, bo to, jak uczymy się starożytnej historii Żydów, właściwą opowieść czyniłoby wyrwaną z kontekstu. Z góry przepraszam — to potrwa, a całą rzecz muszę podzielić na trzy części, ale przynajmniej spróbuję wyjaśnić wszystko po kolei.

Bo co my wiemy o tych Żydach w starożytności? Katecheza powie coś o Mojżeszu i Świątyni; szkoła uczy o Dawidzie i Salomonie (a przynajmniej uczyła, gdy ostatnio zerkałem do podręcznika); a popkultura dorzuci „Poszukiwaczy zaginionej Arki”. I tak praktycznie całą historię, którą chciałem opowiedzieć, omija się.

Ale dobrze, zacznijmy od tych „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, bo filmowcy nawiązali do najazdu faraona Szeszonka, a to wygodny punkt startu. Musimy tu wiedzieć, że Egipt uznawał praktycznie cały Kanaan za sobie poddany, przy czym Egipcjanie nie mają za dobrej opinii u historyków — uważali, że są tak wielcy i wspaniali, że poddaństwo innych im się zwyczajnie należy, relacje więc poddanych z Egiptem były dość jednostronne — Egipt brał, ale nie dawał nic w zamian. Jak się można domyślać, kanaanejscy poddani nie podzielali tego przekonania Egipcjan i dawali niechętnie. Szeszonk I, wstąpiwszy na tron, postanowił zrobić z tym porządek i wraz z wojskiem pójść po należne sobie daniny. Wraz z odsetkami.

Jak postanowił, tak zrobił (i zdaniem Spielberga zabrał Arkę Przymierza), ale efekt nie był dobry dla żadnej ze stron, bo choć daniny zebrał, to kolejnych nie było już od kogo zbierać. Ale właśnie te zniszczenia z X wieku p.n.e., zwłaszcza pognębienie filistyńskich miast, miały dać szansę na rozkwit górskich królestw zamieszkanych przez Hebrajczyków — królestwa Izraela ze stolicą w Sychem na północy i królestwa Judy, ze stolicą w Jerozolimie, na południu.

Nie napisałem o Dawidzie i Salomonie, bo cóż, historycy są podejrzliwi, co do zasięgu ich państwa — rozwinięcie wątpliwości byłoby długie, a po Szeszonku i tak została spalona ziemia i na niej, to Izrael pierwszy zaczął robić karierę, zwłaszcza gdy po zamachu stanu i serii walk, władzę w nim objął zdolny wódz — Omri, który zbudował imperium oparte na „czołgach” swojej epoki — setkach rydwanów bojowych — i założył nowe miasto jako swoją stolicę — Samarię.

Historie Izraela i Judy, choć w tradycji zlepione, a nawet bez „tradycji” traktowane jako bratnie, były pod pewnym względem bardzo różne. Północ była targana wojnami, zamachami, zmianami dynastii; wchodziła w sojusze bądź to z Fenicją, bądź z Syrią; przy czym zwolennicy jednych sojuszy potrafili krwawo prześladować zwolenników drugich. Południe się trzymało jednej dynastii, wywodzonej od Dawida — bywały krwawe zamachy, ale przynależność do dynastii dawidowej była jednak warunkiem koniecznym sprawowania władzy; sama zaś polityka Judy miała mniejszy rozmach niż bogatszego i większego „brata” z północy.

Klęska spadła jednak najpierw na silniejszego, bo znalazł się bliżej wroga. Izrael, to lokalne imperium, upadł pod ciosami Asyrii w roku 722 p.n.e.. Asyryjczycy mają opinię jeszcze gorszą od Egipcjan — całkiem świadomie prowadzili politykę wynaradawiania przez deportację i upajali się okrucieństwem swoich sukcesów militarnych. Izraelskie elity albo zostały wynarodowione, albo uciekły do królestwa Judy.

To ostatnie ma wielkie znaczenie w naszej historii. W zasadzie może być pra-pra-traumą, bo uciekinierzy zabrali ze sobą proroctwo proroka Ozeasza, który nauczał, że upadek Izraela to kara za odstępstwo od Boga, za nie dość czystą wiarę i związki z Baalem. Król Judy, Ezechiasz, który wkrótce objął władzę, wziął sobie to do serca i zaczął dokonywać reform religijnych, by odnowić związek z Bogiem: tępił inne kulty, niszczył Aszery, zamykał lokalne świątynie, poza jedną, centralną, w Jerozolimie.

Czasy spokojne nie były. Wielka armia Asyrii, która podbijała wszystko i wszystkich, Egipt czy Babilon, dotarła w roku 701 p.n.e. pod mury Jerozolimy. I wtedy stał się cud, bo Jerozolimy zdobyć nie potrafiła.

c.d.n.

***** * *****

Zaprawdę, spacery po Tyńcu, przy pisaniu o historii biblijnej, mają sens. A to ze względu na Biblię Tysiąclecia, zainicjowaną i przeprowadzoną przez benedyktynów tynieckich na przełomie lat 50-tych i 60-tych, która jako oficjalny przekład stosowany w liturgii Kościoła Katolickiego, jest najpopularniejszym tłumaczeniem Biblii w Polsce, a łączny nakład liczy się w miliony.
Foto: Basia i Pak4
[17.7.2021: ul. Bogucianka – ul. Bolesława Śmiałego – Wielkanoc – ul. Toporczyków – Kowadza – Duża Kowodrza – ul. Bagienna/Bagno – Wyrębiska – Stępice – Grodzisko. Ślad GPS.]

O Świątyni Salomona jedni mówią „monumentalna”, inni: „nie taka duża”. Odruchowo mam skłonność do poparcia tej drugiej tezy, bo ona jakoś bardziej przekonująco mi brzmi do opisów wielkości Miasta Dawidowego, czyli najstarszej części Jerozolimy (Świątynia była „dobudówką” do niego). Ale ile to? Cóż, 1. Ks. Królewska (rozdz. 6) podaje wymiary — 90 łokci długości, 30 łokci szerokości i 45 łokci wysokości. To już z dobudówkami, bo samo wnętrze to 40 na 20 łokci, plus Święte Świętych: 20 na 20 łokci. Generalnie uważa się, że ówczesny łokieć to w przybliżeniu pół metra. Czyli 45×15 metrów i wysokość 22,5 metra, w dużym uproszczeniu. Próbuję to dopasować do wymiarów znanych mi budynków i, tak na oko (bo dokładnych wymiarów nie znam, a mierzenie z google maps jest naznaczone kolejnym dużym błędem) to mniej więcej Kościołowi śś. Piotra i Pawła w Tyńcu.
Foto: Pak4 [18.7.2021]

W poszukiwaniu pra-traumy

6 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Pisząc o traumach sąsiedzkich: Trianon, Mohaczu, Białej Górze, Monachium, Cernovej, Polu Kosowym… wspomniałem o „pra-traumie” — pewnym dawnym wydarzeniu, które wywarło duży wpływ na naszą kulturę, żywą do dziś. A zachęcony do napisania o niej, przestraszyłem się grząskiego gruntu i zacząłem go uważnie badać.

Zacznijmy od tego, czym mogłaby być pra-trauma? Postawiłem sobie cztery kryteria:
1) musi być to „trauma” — poruszające wydarzenie, po którym uczestnikom trudno „dojść do siebie”; w dodatku mowa była o traumach narodowych, więc i ta powinna taka być;
2) musi być możliwie stara;
3) ale jednocześnie powinna być faktem historycznym, więc żaden gwałt na Europie z mitologii nie wchodzi w grę;
4) zaś jej skutki powinniśmy odnajdywać w żywej kulturze do dzisiaj.

Właściwie z góry odpada nam historia Polski. Trochę szkoda, bo taki upadek „pierwszej Polski” za czasów Mieszka II i Bezpryma, z domniemaną rebelią pogańską, wydaje mi się fascynujący. Ale cóż — nie dość, że wygumkowany w tradycji piastowskiej (kto się uczył o Bezprymie w szkole, ręka w górę!), to jeszcze względnie nowy.

Krocząc dalej w historię, musimy przyjąć jakąś inną perspektywę. Rzym? Ale po upadającym Rzymie nikt nie płakał. Potrzeba było kilkunastu wieków, by zrobić z niego cezurę czasową. No to dalej.

Dalej… Grecja? Ale w zasadzie co? Ani podbój przez Aleksandra Macedońskiego, ani przez Rzym, nie wydają się jakieś szczególnie traumatyczne, a z Persami, które to wojny są tak obecne w kulturze, sobie poradzili.

No to jeszcze dalej — Troja?

Upadek Troi jest stary, dzięki Homerowi jakoś trwa w kulturze (choć widzimy tę wojnę z perspektywy zwycięzców raczej niż przegranych). Ale czy jest historyczny? Historyk może powie, że zapewne Troja istniała, że zapewne była o nią wojna z Achajami, i że skończyło się upadkiem. Tu się już jednak zawaha, czy Troja padła od szturmu oblegających, czy od trzęsienia ziemi. Więc nie, nie jest to historia.

Trzeba się wycofać bliżej współczesności, bo dalej będą już tylko klęski i traumy, których możemy domyślać się z archeologii, a których pamięć w żywej kulturze nie zachowała się.

No to drugi fundament naszej kultury — historia Żydów w starożytności. Upadek Jerozolimy w roku 70 n.e., zburzenie Świątyni, kolejna niewola i rozproszenie Żydów. O tak, to jest trauma! I mamy jej wpływ na ukształtowanie się współczesnego judaizmu i współczesnego chrześcijaństwa, czyli żywych religii. Ale, ale, czy tu nie padło słowo „kolejna”?

No to cofamy się do wcześniejszej. Rok 586 p.n.e. Zdobycie Jerozolimy i wygnanie. Jest trauma, jest pamięć w kulturze, by choćby przypomnieć „Nabucca” Verdiego z Va Pensiero. Zaznaczam, że pasuje.

No dobrze, a jeszcze wcześniej? Przecież co Wielkanoc przerabiamy historię niewoli egipskiej i wyjścia.

Ale czy Mojżesz i wyjście z Egiptu są wydarzeniami „historycznymi”? No, niestety… późny zapis tradycji, brak innych źródeł, czy znalezisk archeologicznych. Czasem historyk powie, że coś mogło być „na rzeczy”, ale od „historyczności” tu dalej niż w przypadku Troi, którą już wyżej odrzuciłem. Pozostaje więc rok 586 p.n.e. Ale dlaczego to była taka trauma i dlaczego jej ślady widzimy do dziś, to będzie dłuższa historia.

Bałkański magiel

1 lipca 2021

Gościnnie – Pak4

Na zasadniczo przyjaznej (a jak na warunki bałkańskie*, wręcz wzorowej) koegzystencji Słowenii i Chorwacji, cieniem kładzie się spór graniczny, szczególnie znaczący w Zatoce Pirańskiej.

Problem miał się narodzić wraz przyznaniem Włochom Triestu. W realiach zjednoczonej Jugosławii (Traktat z Osimo, 1975) nie miało to jeszcze znaczenia. Po rozpadzie okazało się jednak, że standardowy podział zgodny z Prawem Morskim oznacza, że… Słowenia ma może dostęp do wody morskiej, ale już nie do otwartego morza — statki słoweńskie muszą przecinać wody terytorialne Włoch lub Chorwacji.

Standardowe rozwiązanie to artykuł 15 Prawa Morskiego ONZ. Artykuł ten jednak zawiera wyjątek, dla „uzasadnienia historycznego” — jeśli statki z Kopru pływały za czasów Jugosławii po jugosłowiańskiej stronie Zatoki Pirańskiej, to teraz też powinny. Cały spór dotyczy więc tego, która część artykułu 15 jest ważniejsza. Z pierwszego (prochorwackiego), czy z drugiego (prosłoweńskiego) zdania.

Sprawę próbowano rozwiązać w roku 2001, gdy premierzy obu państw Janez Drnovšek i Ivica Račan podpisali kompromisowe porozumienie. Tyle, że parlament chorwacki odmówił jego ratyfikacji.

W 2004 roku Słowenia wstąpiła do Unii Europejskiej. Chorwacja rozpoczęła negocjacje akcesyjne rok później. I tu pojawił się problem — bo państwa wstępujące do UE nie powinny mieć sporów terytorialnych, co skwapliwie wykorzystała Słowenia blokując negocjacje UE z Chorwacją.

W 2007 roku to Chorwacja wystąpiła z inicjatywą rozstrzygnięcia sporu przez Międzynarodowy Trybunał Prawa Morskiego w Hamburgu, ale z kolei Słowenia się na to nie zgodziła. Chorwaci zaproponowali więc Trybunał Sprawiedliwości w Hadze (gdzie udało się rozwiązać spór z Czarnogórą dotyczący Boki Kotorskiej), ale i tu napotkali słoweński sprzeciw.

Naciski jednak narastały, zwłaszcza, że prezydent Francji — Nicolas Sarkozy przyjął postawę pro-chorwacką. Udało się namówić oba rządy do wspólnego ustalenia, że przystąpią do negocjacji pod egidą ONZ po wejściu Chorwacji do UE (co należało zaakceptować w słoweńskim referendum w 2010, wygranym przez zwolenników porozumienia „o włos”).

Negocjacje rozpoczęły się w 2013 (gdy Chorwacja wstąpiła do UE), a sprawę przedłożono Międzynarodowemu Trybunałowi Arbitrażowemu. Jednak w 2015 doszło do kryzysu — zagrzebska gazeta Večernji list opublikowała transkrypcję rozmów dowodzących słoweńskich nacisków na sędziów trybunału, po czym Chorwacja wycofała się z rozmów. Próba ich kontynuowania związana była z wymianą składu i skończyła się rozstrzygnięciem (2017) zasadniczo prosłoweńskim (3/4 Zatoki dla Słowenii), którego Chorwacja nie zaakceptowała. Oliwy do ognia dolała dokumenty, do których dotarła ljubljańska telewizja w 2019 roku, zgodnie z którymi to chorwacki wywiad nagrywał słoweńskiego sędziego w czasie negocjacji i był źródłem przecieku z roku 2015.

Stan na rok 2020 pozostał więc nierozstrzygnięty**, na czym potrafią ucierpieć słoweńscy i chorwaccy rybacy.

*) Te „Bałkany” są tu naciągane. W sensie ścisłym to Stara Planina, w sensie tego, co historycznie i kulturowo nazywamy Bałkanami, to obszary dawnego Imperium Osmańskiego, które obszaru Słowenii nigdy nie objęło, a które zatrzymało się gdzieś na granicach między dzisiejszą Chorwacją a Bośnią i Hercegowiną.
**) Z przeglądu wypowiedzi i działań: UE jako całość i większość państw przyjęła wyniki arbitrażu, choć pojawiają się czasem „dyplomatyczne” głosy, wzywające do „kontynuowania dialogu”.

*** * ***

Bałkański magiel? Cóż, z tematu został tylko wyjazd na południe, choć bliższe; no i wilgoć magla. Ciepła magla nie było — może i lepiej się szło. Mgła i mgła, nie tylko kresu sporu Chorwacji ze Słowenią nie było widać, ale i na schronisko na Hali Krupowej musiał nas naprowadzać barani ILS swoim beczeniem.
Foto: Basia i Pak4
[3.7.2021: Juszczyn-Na Hutach – Jabczonka – Przełęcz Malinowa – Soska – Naroże – Urwanica – Okrąglica – Schronisko PTTK na Hali Krupowej – Suchy Groń – Juszczyn-Polany – Michałki – Snozy – Na Hutach. Ślad GPS.]

Czy Chorwaci i Słoweńcy mają dobrą platformę do porozumienia? Coś, co by ich łączyło? Bo niby to bratnie, słowiańskie narody, ale o bardzo różnej historii — Chorwaci odwołują się do średniowiecznego królestwa, słoweńskosć Słoweńców nie miała historycznego precedensu. Nam się może wydawać, że mieliśmy tak wielkie przeciwieństwo w kolejnych prezydentach – Lechu Kaczyńskim z PiS i Bronisławie Komorowskim z PO, tymczasem obaj byli potomkami „w linii prostej” tej samej Elżbiety Granowskiej, żony Władysława Jagiełły. Niczego porównywalnego Chorwaci i Słoweńcy nie mają. A gdzie jest lepsze miejsce by wspomnieć o tej wspólnocie, niż na rodzinnym zamku królowej Elżbiety Pilcza w Smoleniu?
Foto: Basia i Pak4
[4.7.2021: Domaniewice-Okupniki – Grodzisko Pańskie – Dolina Wodąca – Podlesie – Zamek Pilcza w Smoleniu – Smoleń – Zegarowe Skały – Jaskinia Jasna – Kycikowa Skała – Biśnik – Domaniewice-Okupniki. Ślad GPS.]