Archive for the ‘Dwugłos’ Category

Północny zachód

15 sierpnia 2020

Były czasy, gdy wizyty w drewnianych kościołach były istotą dnia, celem objazdu, wartością samą w sobie.
Ale wyeksploatowaliśmy bliskie złoża. A wizyta w sąsiednim zagłębiu daje taki nadmiar możliwych pozysków, że największe machiny bełchatowskie nie ogarną, co dopiero my.
Więc zjeżdżamy na mniej ruchliwą drogę, zatrzymujemy się półwypoczynkowo. A potem jednak dalej w drogę…

Wcześniej koniecznie Chorzów; parkujemy pod „Słowakiem”, gdzie zaparkowano też Chopina… – założenia parkowe generalnie fajne w okolicach… Zahaczmyż o jakieś inne, niż znany Świerklaniec…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: Tyniec – Olkusz – Chorzów – Świerklaniec – Miasteczko Śląskie – Brusiek…]

Pewne rzeczy wie każdy Polak. I nawet nie pamięta, kiedy się tego nauczył. Na przykład, że rząd ma siedzibę w Warszawie.
Są też rzeczy, które zna się w danym regionie. Na przykład każdy na Śląsku wie, że w pałacu w Koszęcinie jest siedziba Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Nie ważne, czy się go lubi, czy nie. To jest taka wiedza, która gdzieś tam do głów z czasem, wszystkich na Śląsku, trafia.

Przed pałacem, parkiem i ciężarówką „Śląska” obejrzeliśmy koszęciński drewniany kościół Św. Trójcy. Otwarty, ciekawy, bardzo niewdzięczny do szybkiego zdokumentowania… A już powiesić taki pyszny komiks w ciemnym obiekcie tuż pod południowym oknem!… ;-/

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Koszęcin…]

Kiedyś obserwowałem na FB profil „biskup płakał gdy konsekrował”, poświęcony „bece” z nowoczesnej architektury kościelnej. Gdy jednak zaczęli się śmiać z postmodernistycznych, czy modernistycznych dzieł wybitnych, bo nie były neogotyckonormatywne, jak Pan Bóg przykazał, to się zniechęciłem.

Gdy się jedzie przez Polskę i mija kolejne kościoły: ceglane neogotyckie, czy otynkowane barokowe, to uderza powtarzający się schematyzm. Nie że zły, ale za którymś razem człowiek sobie zadaje pytanie, kto to nakazał, by powtarzać w nowej technologii formę wymuszoną dawną technologią. I czasem prosty, drewniany kościół, jak ten w Bruśku, może być wytchnieniem.

Ale trochę zapomina się przy tym, że i w dawnych czasach nie było takiej jednorodności form, do jakiej nas przyzwyczaiła kościelna masówka XIX wieku. I że świątynia w kształcie gwiazdy, czy żółwia, to nie tylko czeska specyfika — wystarczy zajechać do Kościoła p.w. św. Anny w Oleśnie, który jest w kształcie… róży.

O powodach kościelnej „masówki” XIX-wiecznej można dłuuugo… O uwarunkowaniach projektowych nowszej architektury sakralnej – z dziesięć razy dłużej. Zawsze tu przywołuję znamienny casus niedalekiego (przez 20 lat mieszkania na Starych Dębnikach) Centrum Resurrectionis Zmartwychwstańców. Prowadziłam tam dziesiątki osób, najczęściej troszkę „znających się”, przygotowanych do odbioru… Na jakości tego założenia nie poznał się NIKT. Nie wiem, który biskup płakał, gdy konsekrował, i jak rzęsistemi ślozami…;-/

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Olesno, Kościół odpustowy św. Anny…]

Jedziemy na północ, by nie pchać się przez powiatowe Olesno w godzinach szczytu dnia roboczego, a przy okazji zahaczyć o kolejny drewniany kościół, lub dwa. Człowiek myśli, Pan Bóg kryśli. Droga okazuje się zamknięta przez remont, więc powiatowe Olesno przyjmuje nas z powrotem w swoje ramiona, ale zanim tak się staje, znowu napawamy się prostotą starego, drewnianego kościoła. I niemieckim napisem na belce tęczowej.

Ta cisza, ten spokój upalnego południa… I że obiekt otwarty…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Boroszów…]

Przewodnik zachęca do odwiedzin drewnianego kościoła w Chocianowicach. Zajeżdzamy. Kościół jest, stoi. Zerkamy do przewodnika, dlaczego właśnie ten, a nie inny w okolicy. Źródło mówi:
– kościół zachowany z małymi zmianami, bo konserwowano go na przenosiny w inne miejsce (co się w końcu nie odbyło);
ale też:
– warto zajechać bo jest kuźnia czynna bez przerw od XIX wieku;
oraz:
– bo jest dobra restauracja.
Cóż, kościół zamknięty, choć malowniczy. Kuźnię jakoś mijamy, bez odwiedzin, a zamiast restauracji w torbie termicznej czeka przygotowany lunch. Mamy więc inne priorytety niż przewodnik.

Nasz ekscentryzm posiłkowy ma nie tylko bogatą historię, ale nawet – w dobie covidowej ostrożności i w dniu zbliżania się do „czerwonych stref ponownych obostrzeń” – szansę na dalsze umacnianie się. Nie, nie jesteśmy ortodoksami samowystarczalności i lubimy coś fajnego dostać w poleceniu (lekturowym, personalnym;-/), wyniuchać po drodze… spróbować na nowym kulturowo terenie… Lecz o ileż poręczniej-przyjemniej nie być skrępowanym miejscem, towarzystwem, porą dnia, kwadransami oczekiwania… po prostu siąść nad stawem, w lesie pachnącym i rozśpiewanym… na górskiej skale, hali, nad strumieniem. A jeszcze zaufanie – stuprocentowe do własnych prostych a smakowitych: kaszy jęczmiennej, sosu grzybowego z kurczęcym schabem, nieco mniejsze do najwymyślniejszych frykasów w punktach zbiorowego się-napychania…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Chocianowice…]

Dziadkowie, którzy mnie wychowywali nie mówili gwarą. Ale jednak ona była obok. Do dzisiaj funkcjonuje, jako miłe wspomnienie z dzieciństwa, bo jak człowiek wzrasta w szkołach, to nasiąka polszczyzną ogólnopolską, a dzisiejsza gwara… cóż, zrobiła się strasznie komercyjna.
Ale niektóre słowa wchodzą jako pierwsze. Zresztą często i tak funkcjonujące w polszczyźnie, ale na Śląsku bardziej. Np. w domu obowiązuje słowo „ziemniak”, ale ja czasem muszę się zastanowić, zanim przetłumaczę pomyślanego „kartofla” na polski, bo choć oba wyrazy funkcjonowały od dziecka, to „ziemniak” był taki bardzotelewizyjno-gazetowy, a „kartofel” domowy i natalerzowy. Albo chwilę myślę, zanim zajarzę, jak po allegrowemu będzie „szlauch”.
Albo, mówię kiedyś Ukochanej, że nasz pewien znajomy, jest miły, sympatyczny, „ale wiesz, ma rułe”. „Co ma?” „No rułe ma.” I tu się łapię, że muszę wytłumaczyć, że to z niemieckiego — spokój, ale w takim zwykle negatywnym sensie (bo słownik internetowy podaje pozytywne opanowanie, choć może podaje jako wariant poznański), jakopewną flegmatyczność.
Niemiecka nazwa wsi Pokój to… Carlsruhe. Bo Karl miał ruhe. Choć czy Karl był flegmatyczny to nie piszą. Piszą, że sobie odpoczął, po czym zbudował pałac, park i inne takie elizja. Ale Karla już nie ma. Ani jego pałacu. Ani jego parku.

Ślůnsko godka nie kojarzy mi się z automatu z typową gwarą: po części terytorialna, ale i środowiskowa; w młodszym pokoleniu napływowców także przedmiot pozysku, ba snobizmu, nie zaś szybkiego a nawet panicznego wyzbywania się (jak to bywało z większością cech dialektalnych, może z wyjątkiem gwary podhalańskiej)…
Z pewnością dialektologia zbadała też niuanse procesu wyzbywania się przez napływowców swych rodzimych gwar na rzecz… No właśnie? – Kto w rodzinie 2+2, emigrującej (np. pod koniec lat 70.) na Śląsk, ogarnięty był najprzemożniejszą ambicją stania się Hanysem bez zbędnej ruły;-/) – Obstawiam, że chłopczyk mający problem z podwórkową integracją…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Pokój…]

Gdy byłem dzieckiem, to w domu zebrał się duży zbiór pocztówek. Nie wiem jaka była jego geneza, bo trochę było do nas, ale trochę było też jakoś zebranych, bo zbieracie. (Zbieracie? Podejrzewam Mamę, bo z jej kręgów było najwięcej.) Gdy byłem mały, to czasem tak zwiedzałem sobie świat. Nie jakiś wielki, ale czasem ktoś pojechał, czy to na jakąś kursokonferencję, czy to na wczasy, do PRL, czy RWPG. Czasem coś przyszło i z dalsza, zwłaszcza że najlepsza przyjaciółka szkolna Mamy wyjechała do RFN, więc ją stać było na wakacje zagraniczne.

Pamiętam, że tak pierwszy raz dowiedziałem się o Niżnych Tatrach i Dziumbierze. Pamiętam piramidę z Sakkary. Pamiętam alpejski Jenner na czarno-białej pocztówce. Ale też dużo pocztówek polskich, a biorąc pod uwagę własną metrykę, to królowały tam czasy gierkowskie, zwłaszcza wczesno- i średniogierkowskie.

Te pocztówki mi się przypomniały, gdy przyjechaliśmy do Namysłowa. Bo miałem wrażenie, że oglądam przeszłość. Taki trochę zgaszony, trochę pastelowy świat. Świat, w którym średniowieczny zabytek sąsiaduje z niezabudowaną dziurą, lub niestylową, bylejaką plombą. Gdzie króluje bylejakość. Bo Namysłów trochę wygląda, jak z wczesnego Gierka. Może tylko inne marki samochodów stoją na ulicach, ale wystarczy przymrużyć oczy, by ten szczegół się zatarł.

Czar sfruwającej pocztówki też był moim udziałem. Czy to z prowincjonalnego miasta (wtedy – wielkiego świata!) typu Małogoszcz, Jędrzejów, czy „z Czech” albo NRD… Bo zgniły kapitalizm to już dalsze dzieciństwo, to krakowskie.
Tu jednak – do stagnacji, sklepowego wyakcentowania pakowni, fryzjerni, „butików” i punktów kwiatowo-wieńcowych – doszły dziury w oknach… Niedawno (może dopiero-co?) zbita szyba, ewidentnie od rzutu kamieniem. I druga. I trzecia. W obiektach wyglądających na jak najbardziej użytkowane, ba, zamieszkałe. Na ich parterach. Brrr…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2.2020: …Namysłów….]

Wycieczka osiągnęła stan średniowieczny. Tu XIV wiek, tam XIV wiek.
Ten XIV wiek, to zamek fundacji Kazimierza Wielkiego. Biorąc pod uwagę ówczesne granice, to ten XIV wiek miał bronić przed tamtym XIV wiekiem.
Bo budowali się Polacy i Ślązacy, po obu stronach granicy, jakby do wojen miało dochodzić. Doszło, ale nie do takich o jakich myśleli – tam Ślązacy walczyli z husytami, tu Polacy odzyskiwali zbrojnie swój zamek. Potem zaś historia przysnęła na jakiś czas.
Do ruinacji w końcu doszło, po zbudzeniu się historii, ale w okolicznościach, które budowniczym się nawet nie śniły. Czyli budowniczowie wypełnili swój obowiązek dobrze.

Dawne granice tak w środku kraju?… Okej, w ostatnich kwadransach jakoś wciąż wjeżdżamy z województwa do województwa…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: ….Bolesławiec…]

Uff… Co prawda nastrojowo, czy stylistycznie wciąż blisko Namysłowa, czyli kolejne „polskie Carcassone”, ale za to skojarzenie z nowożytnością – bitwa w 1588. Co prawda nie w samym miasteczku, a na drodze, którą pokonamy za chwilę, w kierunku przeciwnym do kierunku hetmana Zamojskiego, ale zawsze.

Że niby fortyfikacje dzielił od bitwy aż taki szmat czasu?… Okej…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Byczyna…]

Gdy mówię skąd pochodzili moi Dziadkowie to zawsze słuchacz ma problem. Bo co to jest?

Obecnie ich rodzinna miejscowość leży w województwie opolskim, ale to ostatnia reforma administracyjna z czasów premiera Buzka. A wcześniej, czegóż to nie było…

Była niby Polska, ale taka, co ją musiał Jagiełło mieczem zdobywać. Zresztą i ten Zamojski to wojował za granicą. A przecież wojował tuż, tuż.

Polska trwała długo, aż przyszedł zabór. Pruski. A potem szybko przyszło Księstwo Warszawskie, po nim zaś Królestwo Polskie, czyli zabór rosyjski.

Jak nastała niepodległość to była znowu Polska. Skończyła się rano, 1 września; bo obrona była bardziej w głębi kraju.

Z Hitlerem przyszło wcielenie do Warthegau, czyli nie zmieniając miejsca zamieszkania wszyscy stali się mieszkańcami Rzeszy.

Po wojnie granice państw się odsunęły, ale regionów nadal pozostały dla mnie niezupełnie jasne. Bo, idąc województwami to jest opolskie, ale największe pobliskie miasto i historyczne centrum leży w Łódzkim, liczba zaś rejestracji śląskich wyjaśnia się po rzucie oka na mapę. Nawet my, jadąc z opolskiego Namysłowa do łódzkiego Bolesławca i opolskiej Byczyny – i dalej, w te rodzinne strony – przecięliśmy województwo wielkopolskie. A potem pluli sobie w brodę, bo przecież „o rzut kamieniem” leżało też dolnośląskie i wystarczyłoby lekko nagiąć trasę… to dopiero by efektownie wyglądało!

A potem wizyta na cmentarzu, odszukiwanie grobów pradziadków… A potem zalew… Wtedy go nie było… – Zmrok zapada, wyobraźnie pracują…

Foto: Basia, PAK4.
[14.8.2020: …Praszka-Rudniki-Młyny.]

Jeśli mowa o zagłębiu kościołów drewnianych… to tu. W mijanych miejscowościach co chwilę jakiś widzimy. Przewodnik kieruje nas do Grębnia. Tłumaczy to piękną, starą polichromią. Ale, choć święto, jest wczesny ciemny poranek, zbierają się chmury i zaczyna padać.

Podziwiamy więc tablicę o dotacji unijnej na kwotę 1490 złotych polskich. Cóż, jak ktoś o tyle wystąpił? Przynajmniej nie musiał wnosić dużego wkładu własnego. Winien brak rozmachu, a nie Unia.

Do późnośredniowiecznego kościoła w Grębniu trzeba będzie wrócić. Póki co, popodziwiajmy wirtualnie polichromię fundacji prymasa Łaskiego.

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: Młyny – Grębień…]

Właściwie to do Ożarowa nie mieliśmy jechać. Ale przestawienie się na mapę turystyczną pt. „Wyżyna Wieluńska” pokazało wiatrak. Czyli warto.

Do Ożarowa zachęca przewodnik. Że Muzeum Wnętrz Dworskich i pięknie zachowany polski, drewniany dwór. Składają się do tego opowieści, że dwór warto nawiedzić, że odbywa się tam sporo ciekawych imprez. Ale w świąteczną sobotę rano? Zamknięte będzie. Byle zrobić zdjęcie.

Pogoda jest właśnie taka: podjechać, zrobić zdjęcie i zapakować się do ciepłego i suchego wnętrza Traktorka. Fotografujemy więc wiatrak, dwór, kościół. I w drogę.

Pogoda zrobiła się taka, że tylko wspominać wczorajsze powalające upałki. A miało wszak pokropić konwekcyjnie koło piątej rano, i tyle…

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: …Ożarów…]

Ze wspomnień wojennych mojej Babci wybijało się wybudzenie 1 września przez bombowce Luftwaffe, lecące by zbombardować Wieluń.

Bombardowanie, nawet jeśli – jak chcą w większości historycy – nie uprzedziło ataku na Westerplatte i nie rozpoczęło samej wojny, to było pierwszym w niej atakiem na cywilne miasto, bez obiektów militarnych, łamiącym konwencję haską. Sam Wieluń miał zostać zniszczony w 75%.

Odwiedzając dziś Wieluń zdziwiliśmy się pozytywnie. Owszem, już wracając zobaczyliśmy zabezpieczone ruiny Kościoła św. Michała – nieodbudowane po wojnie na wieczną bombardowania pamiątkę. Ale poza tym Wieluń sprawia wrażenie schludnego i nie pozbawionego zabytków miasteczka. Dużo bardziej zadbanego niż wcześniej odwiedzane Namysłów, czy Byczyna. I tylko jego polityka przyznawania tytułów honorowego obywatela niezbyt nam się podobała.

Niezbyt nam się też podobała konieczność ponadgodzinnego oczekiwania w samochodzie na poprawę pogody. Lecz poza tym Wieluń bardzo, bardzo na plus. – Jak wiadomo, zwiedzacz przyznaje plusy w deszczu i po-deszczu mniej chętnie, niż w ozłacającym wszelkie klomby i schludności słonku.

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: …Wieluń…]

Wyżyna Wieluńska ma swoją mapę turystyczną. Czyli, tłumacząc z polskiego na nasze, jest tam coś dla turystów. A konkretnie: Załęczański Park Krajobrazowy.

Czas mamy ograniczony. Dopiero co padało, co też tak średnio zachęca do dłuższych wędrówek. Więc porzucamy książęce kurhany, czy Górę Świętej Genowefy i zaliczamy jedną, jedyną atrakcję — Górę Zelce z Rezerwatem Węże.

Rezerwat ten to raj roślin kserotermicznych, ale też tu i ówdzie skałka wychodzi na wierzch, tu i ówdzie nietoperki znajdują drogę do swojej jaskini ulubionej. Czyli — fajno jest!

Jaskinie zakratowane, zapadliska krasowe – nie. I jeszcze nad Wartę podejść (czyli na most, pod którym mimo siąpawki małej grillowicze urzędują dzielnie)… Dawniej był widok na przełom rzeki ze wzgórza, które właśnie zaliczyliśmy, ale sukcesja roślinna czy tam inna progresja… – Działoszyn i okolice do polecenia, nie tylko lokalsom.

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: …Rezerwat Węże (Ślad GPS)…]

Przejeżdżamy podwieluńskie wsie, których nazwy tyle razy słyszałem z opowiadań Babci. I nagle, we wsi, której nazwy nie słyszałem (a zwie się… Napoleon), stojący obok drogi ogon Miga-21 z godłem Dywizjonu 303 zaprasza do Muzeum 303 .

Tak oto łączy się historia. Myśliwiec z PRL, z godłem Dywizjonu z bitwy o Anglię, będącego kopią godła eskadry amerykańskich ochotników polskiego pochodzenia walczących w wojnie polsko-bolszewickiej. Wszystko to razem w dniu Święta Wojska Polskiego.

Robi wrażenie, ma klimacik – bezsprzecznie!

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: …Parzymiechy – Napoleon – Muzeum 303…]

Danków ruiną stoi. Nie wojenną, tylko upadkową.

Oglądając lokalne zabytki mam wrażenie, że ta okolica się świetnie kiedyś rozwijała — były zamki (Danków, Bolesławiec), ambitne miasta i miasteczka. Ale żeby z lokalnej historii być dumnym, to trzeba sięgnąć przed XV wiek. Potem jakoś gorzej wszystko wychodzi. Czyżby dezaktualizowała się technologia wytopu z rudy darniowej? Albo ciężar historii przeniósł się gdzie indziei i o Ziemi Wieluńskiej zapomniał? Zresztą, jakkolwiek by się nie zachwycać kościołami drewnianymi, to ich trwanie świadczy o biedzie i niemożności zbudowania nowych — murowanych. Murowane zaś są najczęściej sprzed 1400 roku.

To co raczej nie napawało mieszkańców dumą przez tak liczne wieki, może być jednak atrakcją dla turysty. Zwłaszcza, że wszyscy poszli w ten weekend chyba w Tatry, więc ścieżki i drogi nie są zbytnio zatłoczone.

Właśnie – zupełnie zjawiskowa, dwudniowa dziwność istnienia: jako jedyny jak okiem sięgnąć fotkujący szperacz, oglądacz… W tych miasteczkach, sennych co prawda, lecz jakże ciekawych!

Foto: Basia, PAK4.
[15.8.2020: … Danków – Krzepice – Częstochowa – Dąbrowa Górnicza – Olkusz – Tyniec]

Kolejno było:
– Tyniec (Małopolska),
– Chorzów (Śląskie),
– Brusiek (Śląskie),
– Koszęcin (Śląskie),
– Olesno (Opolskie),
– Boroszów (Opolskie),
– Chocianowice (Opolskie),
– Pokój (Opolskie),
– Namysłów (Opolskie),
– przebity kawałek Wielkopolski z Rychtalem,
– Bolesławiec (Łódzkie),
– Byczyna (Opolskie);,
– Praszka (Opolskie),
– Rudniki (Opolskie),
– Grębień (Łódzkie),
– Ożarów (Łódzkie, ale przecięliśmy w drodze Opolskie),
– Wieluń (Łódzkie),
– Bobrowniki (Łódzkie),
– Parzymiechy (Śląskie),
– Napoleon (Śląskie),
– Danków (Śląskie),
– Krzepice (Śląskie),
– Częstochowa (Śląskie),
– Dąbrowa Górnicza (Śląskie),
– Olkusz (Małopolskie),
– Tyniec (Małopolskie).

Hi hi, trzeba było koniecznie zahaczyć o ten Bierutów (!) dolnośląski… błąd nieeewybaaaczalnyyy;D

Mapy

TIP

10 września 2018

czyli touristically informed performances

Gościnnie Pak4 + a cappella*

W Warszawie Konkurs Chopinowski na instrumentach historycznych i dyskusja jak powinno się grać Bacha na takim konkursie. Jak Bach, jak Chopin, jak Szymański? Słowem: barokowo, romantycznie, czy postmodernistycznie?

Inna macka NIFC sięga tymczasem Lusławic, rozsiewając wonie HIPu na sielskie małopolskie pogórze. Co rodzi pytanie: jak słuchać X [X={Chopin, Dobrzyński, Kurpiński, Wieniawski, Beethoven, Weber}]: barokowo, klasycystycznie, romantycznie, postromantycznie, modernistycznie, postmodernistycznie?

Odpowiedź na pytanie zawęża lista strojów zabranych z sobą, prowadząc do jeszcze jednej odpowiedzi: turystycznie. Choć bez ogniska i gitary.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[7-8-9.9.2018: Pogórze Karpackie ze szczególnym uwzględnieniem trzydniowego Finału Festiwalu Emanacje, spaceru po Skamieniałym Mieście i kilku innych koneserskości]

*której uzupełnienia to:
1. Tytuł z podtytułem (zgodnie z ideą przewodnią Autora)
2. Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości, czy Lusławice i okolice przebiją się przez stolice i Katowice w promowaniu czytaj przyciąganiu publiczności na koncerty a młodzieży tudzież mistrzów na szlify i wykony — niech póki co… nie śpi spokojnie. – Po trzech przepięknych dniach wieńczonych posiadem w lusławickiej sali koncertowej stwierdzamy po raz kolejny: TO JEST. Ziściło się, promieniuje. Jak w NOSPR, NFM, kilku innych zjawiskach nowomuzycznych ostatnich lat – wypada tam bywać, nawet zadomowić się.
3. Touristically informed stał się przez te biecko-lusławicko-drewniano-muzyczne lata dyżurny czarny żakiet: zawieszony w samochodzie, narzucany na ciuszki wędrówkowo-koncertowe – nadające się i do przejścia przez przewężenia ciężkowickich kamoli, i do wejścia pomiędzy wysmakowaną optycznie publikę finałowych koncertów, co to panie dopiero co w Warszawie się odbyły (a Dyr. Leszczyński w sb i nd na sali).
Touristically informed performance ziści się w nieumówionym spotkaniu (po dekadach a nawet ćwierćwieczu) koleżanek z akademikowego pokoju, przedegzaminowej grupy lekturowo-dyskusyjnej i licznych wypraw wędrowniczych – nadmorskich, górskich. Jedna dzień spędziła na wysiłkach pogórsko-karpackich, druga przybyła do Lusławic rowerowo. „Tylko” z Krakowa; poważniejszym wyzwaniom sprostałaby też.
4. Gdyby więc jakaś szafiarka miała problemy z profilem poradnictwa jej – niech startuje z dystynkcją ciuchowo-koncertowo-turystyczną: najidealniejsze, najpraktyczniejsze stylizacje przeszykowne, mieszczące się w rowerowej sakwie bez uszczerbku dla fundamentalnego Bagażu Drogi, dające się wyjąć w stanie nieskazitelnym by być założonemi w skwarze, wichurze, ulewie, po kąpieli zaaranżowanej w miejscach zacisznych i pomysłowych bądź mniej… A cappella byłaby prawie gotowa do udzielania rad takowych… jednak doprawdy niestylowo jest robić propedeutyki, wykłady, wtręty i uzupełnienia do wszelkich możliwych zagadnień ;p