M.Kuncewiczowa, Bruliony prozaiczki

1959

Usłyszałam te głosy na peronie kolejki podziemnej w Londynie w jakiejś wojennej godzinie wyjątkowo bez bomb. Głosy były cienkie, dziecinne, przekrzykujące się wzajemnie w wysiłku dotarcia do tej stratosfery, gdzie mieszkają odpowiedzi na pytania małych chłopców. Pochodziły spod daszków czerwonych czapek, noszonych w pewnej angielskiej szkole. Formalnym adresatem pytań był bardzo wysoki pan w meloniku. Ale dwaj chłopcy, trzymający go za ręce, ciskali swoje „dlaczego” jeszcze wyżej, niż melonik, zaczepnie i beztrosko, nie dbając o to, co się stanie z ich problemami, zanim one dotrą do samej kopuły świata.

Wysiadłam na węzłowej stacji, żeby dostać połączenie do Piccadilly. Po chwili cienkie głosy znów pojawiły się obok; tym razem uderzały o strop prawie pustego tunelu. Wpośród brytyjskiego milczenia podszytego pomrukiem pytania tak dźwięczne, niepohamowane i bezkarne wydawały się śpiewem aniołów. Pan w meloniku nie odpowiadał. Poczułam na sobie czyjś wzrok i odwróciłam się. Była to kobieta z blond grzywką nad bladymi, ironicznymi oczami. Uśmiechnęła się; ironia zmieniła się w melancholię. „Wieczne dlaczego”… – powiedziała. Uśmiechnęłam się także, odpowiadając niezgrabnie z braku potocznych angielskich wyrazów. Wtedy poczerwieniała zaszokowana i cofnęła się za parawan pogody: „Chłodno dziś, prawda?”

„Uwaga na drzwi!” – krzyknęła konduktorka elektrycznego pociągu, którego wagoniki zatrzaskują się automatycznie. Kobieta z grzywką znikła.

Siedząc w przedziale, dałam się ogarnąć poczuciu obcości. Dlaczego ta kobieta skryła się czym prędzej za parawanem konwencji Między mymi słowami a jej uwagą o pogodzie błysnęła sekunda przykrego zdziwienia, niemal wstydu; widocznie z cudzoziemką nie należy wymieniać melancholijnych spojrzeń. Dlaczego?

No tak; wieczne „dlaczego”. Dlaczego moje milczenie nie mieści się w brytyjskim milczeniu? Dlaczego angielskie uśmiechy nie harmonizują z moimi? Dlaczego jestem Polką? Pytanie tak samo niedorzeczne, jak ciekawość małych chłopców: dlaczego ten pociąg jest czerwony a nie zielony?

Zaczęłam myśleć. Zanim dojechaliśmy do Piccadilly, doszłam do następujących wniosków: jestem Polką dlatego, że:
1) Stary Eichler nigdy nie zdołał nauczyć swojej białoruskiej żony, która modliła się po polsku, niemieckiej modlitwy: „Vater unser, der du bist im Himmel!”
2) Józef przetrzymał kampanię na San Domingo a jego hiszpańska żona umarła, nie dawszy życia potomstwu.
3) Adolf uderzył w twarz wachmistrza.
4) Luiza lubiła wiersze romantyczne.
5) Pewien inny Józef ożenił się z Adeliną a nie z córką admirała.
6) Ten inny Józef z Adeliną wrócili do Polski.

A teraz siedzę już przy biurku w pensjonacie na Putney, nalotu ciągle jeszcze nie ma i mogę się zająć wyjaśnieniem sześciu zagadek:

1) Stary Eichler, macierzysty dziadek mego ojca, był Niemcem z Saksonii, który imigrował do Polski za Augusta III i został nadleśnym w dobrach białoruskich hr. Wittgensteinów. Chłopi białoruscy nigdy nie nauczyli się jego nazwiska, natomiast on nauczył się miejscowych języków na tyle, żeby ożenić się z miejscową kobietą. Rezultat: ich córka, matka mojego ojca, pisała polskie wiersze.

2) Pierwszy Józef, dziadek mojej matki „po mieczu” był oficerem legionów Dąbrowskiego. Ranny w ramię we Włoszech, w nogę w Hiszpanii, w głowę pod Hohenlinden, przetrzymał także atak żółtej febry na San Domingo, przeżył imperium napoleońskie i po wielu latach zagranicznej awantury wrócił do swego dworku w Końskich z młodą żoną, Hiszpanką. Dostawszy zapalenia płuc, zmarła bezdzietnie, dając mężowi możność ożenku z jędrniejszą dziewczyną, z którą spłodził potomstwo wolne od egzotyki.

3) Adolf był synem powyższego Józefa i tej zdrowej, wiejskiej panny. Legionista umarł, nie zdążywszy wychować swych dzieci. Po jego śmierci rząd rosyjski, który na mocy traktatu wiedeńskiego przejął zobowiązania wobec polskich weteranów, zasekwestrował folwark na koszty wykształcenia sierot. Adolfa zabrano do korpusu kadetów w Petersburgu. Wdowa powtórnie wyszła za mąż i chłopca zostawiono własnemu losowi. Zdolny i pracowity, wkrótce się wybił. Ale pewnego dnia, kiedy wachmistrz, przydzielony do posług w jadalni, nazwał go „nędznym Polacziszką”, Adolf uderzył go w twarz. Dzięki temu po ukończeniu korpusu, zamiast być mianowany adiutantem generała w stolicy, gdzie uległby może urokom petersburskich salonów, wysłany został do prowincjonalnego garnizonu, gdzie się nudził i zacinał we własnej wzniosłości.

4) Luiza była starszą siostrą Adolfa. W petersburskim instytucie dla szlachcianek zdołała tak obrzydzić przełożonym i koleżankom swoją małoletnią osobę, że opiekun z urzędu zgodził się na odesłanie jej do Polski. Umieszczona przez matkę na stancji w najbliższym mieście powiatowym, uczęszczała zatem na polską pensję, gdzie panienki, zamiast się uczyć arytmetyki, przepisywały godzinami poematy romantyczne, pełne „zemsty, zemsty na wroga”.
Kiedy po latach Adolf ożenił się na Kaukazie z córką polskiego zesłańca Goreckiego i został ojcem Adeliny, Luiza pośpieszyła na ratunek młodocianej dziedziczki tylu patriotycznych tradycji. Adelina miała lat czternaście, kiedy Luizie udało się wyrwać ją z objęć matki i przywieźć w triumfie do Warszawy. Po kaukaskich leniwych wieczorach Warszawa – surowa i uboga – wydawała się Adelinie więzieniem. Ale w niedzielne popołudnia Luiza zabierała ją na spacery po ulicach i placach, gdzie spod świeżego pokostu wyzierały słowa i znaki świadczące o minionym polskim splendorze. Z płonącym wzrokiem Luiza wtedy szeptała: „Czyż naprawdę chcesz to wszystko zdradzić, Adelino?”

5) Drugi Józef był wnukiem starego Eichlera. Miał 9 lat w chwili wybuchu powstania roku 1863. Jego ojciec Polak, urzędnik rosyjski, pomagał powstańcom. Uwięziono go, mienie skonfiskowano. Józef znalazł się przez protekcję w rosyjskim gimnazjum w Warszawie. Tam nauczono go podziwiać Puszkina i liberalizm rosyjski. Ukończywszy gimnazjum z medalem, otrzymał stypendium na studia uniwersyteckie w Petersburgu. Był to czas panslawizmu a także Hercena. Niezdolny do uraz, Józef gotów był zapomnieć polskich krzywd za cenę wolnego związku Słowian. Jako wybitny matematyk został korepetytorem syna jednego z carskich admirałów. Siostra chłopca czytywała rewolucyjny „Kołokoł”, drukowany w Londynie i kochała się w Józefie. Zaręczyli się po cichu. Później, na wakacjach w Polsce, Józef poznał Adelinę. Czarnooka, raz zanadto wesoła, raz zanadto smutna, nie interesowała się polityką ani żadną sprawą rozsądną. Chodziła do konserwatorium. Józef słuchał, jak grała na skrzypcach utwory Wieniawskiego, jak mówiła po polsku z rosyjskim akcentem i po rosyjsku – z polskim akcentem. Jeszcze uważniej słuchał jej milczenia. Wkrótce odkrył, że przesadne nastroje Adeliny znaczą dla niego więcej, niż równe ciepło Tani. W rok później, stając z kapryśną Adeliną przed katolickim ołtarzem w Warszawie, czuł, że jakieś szerokie drzwi zamykają się za jego plecami, a jakieś inne – wąskie, niewygodne – los przed nim otwiera. Odetchnął z ulgą, bo kości zostały rzucone.

6) Józef nr 2 i Adelina byli moimi rodzicami. Drzwi, które się za mini zamknęły, odcięły ich nie od Rosji, tylko od łatwego życia. Do Rosji, owszem, wrócili. Stypendysta rządowy nie mógł sobie wybierać miejsca pracy. Polak ożeniony z Polką otrzymał posadę w mieście nadwołżańskim, podczas gdy Rosjanie objęli podobne stanowiska w Warszawie. Przez swoje automatyczne drzwi Józef i Adelina weszli w obcość tak, jak ja do kolejki podziemnej w Londynie. Nadwiślańskie wieczory prześladowały ich nad Wołgą, jak mnie prześladują nad Tamizą. Jestem tu wśród ludzi życzliwych, choć obcych. Ale i tam większość nie była wroga. Niektóre kobiety przypominały Józefowi Tanię-rewolucjonistkę, wiele dni Adeliny było tam pysznych i leniwych, jak na Kaukazie.

Dlaczego panslawista nie wsiąkł w rosyjskie stepy? Dlaczego Adelina płakała, patrząc na majestatyczną Wołgę? Dlaczego, nie doczekawszy pełnego wymiaru emerytury, ojciec mój wrócił z rodziną do Polski? I dlaczego teraz po czterdziestu latach, ja chodzę po pięknym Hyde Parku i męczę się, że to nie Łazienki?

Dlaczego… dlaczego…
Pan w meloniku milczy.

Ten brulion pochodzi z 1943 roku. Posłużył mi wtedy do jakiegoś angielskiego artykułu, a jakże pomógł uprzytomnić sobie, dlaczego się urodziłam Polką, ale oczywiście nie wyjaśnił, dlaczego Polką jestem. To ostatnie „dlaczego” wyda się fatalistom najbardziej niedorzeczne ze wszystkich. Powiedzą: Skoroś się urodziła Polką, to nią musisz umrzeć. Wcale w to nie wierzę. Tego rodzaju alternatywy, jakie stawały przed Sasem Eichlerem, przed obu Józefami, przed Luizą i Adeliną, powtarzają się wśród ludzi od wieków. Rzucone na wiatr historii, przypadku czy osobistych sentymentów, odpryski ludzkiej masy stanowią stałą ostrą przyprawę międzynarodowego życia. Przyprawę niezbędną.

Ale wracam do starego brulionu. Od tamtej sceny w londyńskiej kolejce minęło dużo czasu. A ja ciągle mieszkam za granicą, obecnie w Nowym Jorku, i ciągle jestem Polką. I nieraz mi się zdarza, ze sama siebie pytam: dlaczego? Przecież to, że Hyde Park, Tuilerje i Central Park nie są Łazienkami, ta męczarnia nie napawa mnie „zemstą na wroga”, bo ta męczarnia otwiera mi świat. A ja, jak mój pradziad, napoleończyk, lubię obcy świat.

Tak właśnie niedawno rozmyślałam, idąc po Park Avenue do domu na 74 ulicę, kiedy spotkałam Luizę, córkę napoleończyka. Dokądś przez zimową mgłę śpieszyła. Nie widząc, poczułam ją za sobą, jak za mną nadąża. Skrzypiały prunelowe trzewiki, chrzęściła wiatrem podszyta mantyla… Mijając mnie, szepnęła: „Pozdrowienia od Adeliny… Ona także jest Polką. W czyśccu. Dlaczego? Ot, bzdury… Serca nie wytłumaczysz”.

Maria Kuncewiczowa, Nowele i bruliony prozatorskie. Czytelnik 1985, s. 307-312.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “M.Kuncewiczowa, Bruliony prozaiczki”

  1. Dlaczego « przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] Maria Kuncewiczowa, Bruliony prozaiczki 1959. [w]: Nowele i bruliony prozatorskie. Czytelnik 1985, s. 307-308. (Całość tego szkicu) […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: