Od słowa do słowa…

Tu znajdą się cytaty z dyskusji, jaka się odbyła pomiędzy mt7 a mną w blogu Owczarka Podhalańskiego, a która wzbudziła niejakie kontrowersje. Przeniosła się w pewnym momencie do realu – poprzez e-mail wysłany na moją prywatną pocztę przez Alicję. Następnie – do blogu Komisarza Fomy przypadki – także dzięki komentarzowi w/w Alicji. Następnie – pod komentarze w tym blogu pod wpisem ‚Za moim blogiem…’ – uwagi Dory. Tam też wypowiedział się zeen i – po raz pierwszy od 15.6; 15:54ja.

Jako, że bardzo mi zależy, by mój blog był toxin-free-zone – po przeklejeniu tu komentarzy spod wzmiankowanego wpisu, które nie są na temat ani też nie wnoszą nic pozytywnego dla ‚życia towarzyskiego’ mojego ‚saloniku’ – tam zostaną one wykasowane.

Tu dyskusja – wraz z moim cierpliwym wyjaśnieniem – będzie możliwa od ok 10.07, kiedy powinnam ‚zacząć mieć czas’. Myśleć nad zalinkowanymi cytatami i nabierać dystansu można już od teraz 🙂

1.KOMENTARZE PRZENIESIONE SPOD WPISU ‚ZA MOIM BLOGIEM’

Dora mówi:
26 czerwiec 2008 @ 9:59 pm
Mój komentarz z 9:19 był żartobliwy, w zamian dostałam całą egzegezę. Zwrócę tu w takim razie tylko uwagę, że to, że pojawiłam się tu wtedy, kiedy się pojawiłam, nie oznacza, że na ten blog nie można było wcześniej przez nick, np. właśnie z mojego bloga 😉
A na cudzych blogach lustrować się nie zamierzam. Na swoim – też tylko wtedy, kiedy zechcę…
Na razie, Pani Basiu, polecałabym obejrzenie ostatnich rozmów u Owczarka. I wyciągnięcie wniosków.
Słowem można kogoś bardzo zranić, nawet jeśli nie ma się tego świadomości.
Pozostałych przepraszam za ten moment powagi, ale to dość przykra sprawa.

zeen mówi:
26 czerwiec 2008 @ 10:08 pm
Pani Kierowniczko, a ja to niby poważnie z tą lustracją?
Też żartowałem i okazuje się, że żart żartowi nierówny…
Ale nic to, Centrala jest Centralą i łączy ludzi 🙂

basia mówi:
26 czerwiec 2008 @ 10:16 pm
Pani Doroto, polecam przeczytać uważnie, co i jak napisałam. Tematem były sprawy publiczne; alarmistyczna-histeria i ‘ratunku’ dotyczyły tego i tylko tego. Że MT7 zrozumiała szerzej i w dodatku – w trybie warunkowym (’jeśli’) – zdążyła nazwać ten mój niby-czyn bardzo ostrym mianem – pomyślałam, że najlepiej zmilczeć. Inaczej to ja musiałabym być stanowcza i domagać się przeprosin. Nie mam więcej nic do dodania. I jeszcze raz polecam wnikliwą lekturę komentarza, który wzbudził emocje a najlepiej – całej wymiany…

A – oprócz tego, że Alicja nęka mnie brzydkimi mailami…
Słowem – klasyczne przypieranie do ściany…
Nie mam warunków w moim obecnym zapracowaniu na wikłanie się w toksyczne sytuacje… zwłaszcza, że tu chodzi o coś zupełnie innego – to, co Alicja wyraziła w liście – moje zbyt dobre samopoczucie, wyglądanie na szczęśliwą i zadowoloną osobę, co niektórym przeszkadza (nawet tytuł blogu tym, którzy tu się nigdy oficjalnie nie pojawili…) 😦

Więc wracam spokojnie do oglądania piłki. Za kilkanaście dni, gdy się ‘odrobię’ – zbiorę przykłady histerycznie-alarmistycznych wypowiedzi MT7 na tematy publiczne, na podstawie których można było napisać takie uogólnienie, jak napisałam…

A na wyeskalowane emocje niewiele mogę poradzić… Przecież to jest przemieszczenie. Dziś ja, za dwa tygodnie kto inny lub coś innego. A za miesiąc jeszcze ktoś/coś. Ważne jest sedno problemu… i poszukiwanie rozwiązania a nie przemieszczanie frustracji w tak czy inaczej ukierunkowaną agresję…
To do medytacji samozwańczym ‘grupom wsparcia’…

Dora mówi:
27 czerwiec 2008 @ 12:08 przed południem
Pani Basiu, weszłam znów dopiero teraz, bo byłam zajęta własnym wpisem. Nie wiedziałam, że Alicja pisała do Pani maile, ale tak całkiem swoją drogą: mt7 jest, jaka jest, to osoba o bardzo cienkiej skórze, a nawet dla osoby o skórze nosorożca słowo “histeria” nie jest przyjemne. I ja czuję, że Alicji tak naprawdę nie chodzi o “niechęć do osoby wyglądającej na zadowoloną” itp., tylko po prostu o empatię. Pewnie, że można powiedzieć: nie mam czasu przejmować się, jak kto reaguje na moje słowa. Ale, choć też jestem osobą bardzo zajętą, już dmucham na zimne, bo sama przeżyłam ostatnio parę historii w związku z naszymi wspólnymi przyjaciółmi blogowymi, polegających na tym, że ktoś się przejął jakimś sformułowaniem (łącznie ze mną przecież, ale dotyczy to i Miłych Panów). I naprawdę zaczynam uważać ze słowami. Blogi służyły mi zawsze do tworzenia miłej atmosfery, ale, jak się okazuje, nie jest to takie proste…
Człowiek jest najpierw młody, zdrowy, zajęty i nieczuły. Potem zaczyna coś dostrzegać. Ja miałam do czynienia z osobami nadwrażliwymi i bywały sytuacje, że nie dało się tego uniknąć. I tu pozostaje właśnie tylko empatia. Intelekt intelektem, rozum rozumem (to też dla mnie są wartości jedne z najwyższych), ale dusza duszą…
Z tego wszystkiego jedna pointa. Bardzo proszę nie zbierać “histeryczno-alarmistycznych” wypowiedzi mt7, bo będzie kolejna niesmaczna sytuacja. Proszę się powstrzymać od tego. Jedyne, co można zrobić, to stwierdzić, że nastąpiło nieporozumienie. I nie rozdrapywać. I – przede wszystkim – nie udawać, że nic się nie stało.
Też czasem wypowiedzi mt7 mnie rażą, ale wstrzymuję się od komentarza. Natomiast jej wypowiedź w danej sytuacji rozumiem całkowicie: pewnie że Tusk mógł powstrzymać się od słów o “zamordowaniu sędziego”, zachował się jak chłopczyk, ale robienie z tego wielkiego halo jest przejawem idiotycznej tabloidyzacji mediów. I tyle. Że mt7 użyła porównania z ludobójstwem, o którym się nie pisze – to może było nieco przesadne, ale tylko nieco. Na ofiary czytelnik się znieczula, cudze błędy śledzi z lubością…
Sorry, że tak długo, ale problem palący.

Dora mówi:
27 czerwiec 2008 @ 12:35 przed południem
PS: a jeszcze dodam, że unikanie szybkiego rozwiązania sprawy sprawia, że nieprzyjemność staje się piętrowa. Ja to przeżyłam u siebie: zezłościłam się na fomę, że dokuczał Bobikowi (przez jakiś czas było to rzeczywiście nieprzyjemne), potem ja z kolei fomie napisałam coś takiego, że jemu było przykro, potem na to zdenerwował się zeen… Tak i u Owczarka: zdenerwowała się mt7, a za nią kolejne osoby. Lepiej do takich sytuacji nie dopuszczać z góry, teraz już wiem. Jak jest nieporozumienie, wyjaśniać z marszu.

zeen mówi:
27 czerwiec 2008 @ 3:07 przed południem
Basi nie ma, śpi. A Pani Kierowniczka przędzie.
Po co ten ton protekcjonalny wobec mt7? Czymże sobie na to zasłużyła?
Jest osobą inteligentną i doskonale wie, na czym jej błąd polegał, została przyłapana na każdemu zdarzającym się błędzie i zareagowała emocjonalnie – błąd. Nie bardzo wie jak z niego wybrnąć i tyle…
Dorabianie teori empatii do tego jest brnięciem w ślepą uliczkę.
Jak znam b, przywołane przykłady wypowiedzi mt7 byłyby skrupulatne i sama Pani Kierowniczka przyznaje, że uzbierałoby się tego…
Tylko Pani Kierowniczka nie docenia b. b Wielka jest dlatego, że wstydem ludzi nie okrywa. b wie, że każdy ma słabości, nawet Ona. b pisze:
“Nie mam warunków w moim obecnym zapracowaniu na wikłanie się w toksyczne sytuacje… zwłaszcza, że tu chodzi o coś zupełnie innego…”
A Pani Kierowniczka rozumie:
” Pewnie, że można powiedzieć: nie mam czasu przejmować się, jak kto reaguje na moje słowa.”

Przywoływanie potyczek naszych (PK contra zeen, za fomę się nie wypowiadam) jest w tej sytuacji niepotrzebne, nie ma zastosowania.
Przy okazji odsyłam do komisarza, gdzie raz, podkreślam : raz zdarzyło się, że Pani Kierowniczka wyraziła ubolewanie i padło słowo przepraszam, kilka wpisów dalej odwołane… Dlaczego?
Ano, bo sprawa nieaktualna, zeen przybył do Centrali i już wszystko gra i buczy…
Pani Kierowniczko,
to właśnie była empatia…
Blog to jest miejsce, gdzie się przyjmuje gości, a wobec gości należy zachowywać się gościnnie, nawet wtedy, kiedy rozrabiają. To nie jest “moje podwórko”, na którym ja rządzę i tylko moje zdanie się liczy. To jest miejsce publiczne, gdzie na oczach wszystkich przyjmujemy ludzi.
Coś jak transmisja ze spotkania – wszyscy widzą kto jak się zachowuje i pamiętają jednocześnie, że gościom dużo więcej wolno, niż gospodarzowi, którego zadaniem jest sprawiać, by goście się chcieli pojawiać. Gospodarz ma wytwarzać dobrą atmosferę, by goście dobrze się bawili, a nie wciąż tylko chwalili gospodarza.
Sprawa między Bobikiem i fomą, a też było i mną, jest dawno załatwiona między nami i nikt na tym nie ucierpiał. Psisko jest na tyle bystre, że zauważyło, iż złośliwości słane w naszą stronę, skutkują jeno zabawą w odbijanie piłeczki, co obu stronom chwilami sprawiało frajdę.

Wracając do tematu:
Jak można oczekiwać od b, żeby stwierdziła, że to nieporozumienie?
Sądzi Pani Kierowniczka, że mt7 nie przeczyta tego? Sądzi Pani Kierowniczka, że b uda, że deszcz pada?
I jeszcze, że b udaje, że nic się nie stało ?!
W którym momencie dała do zrozumienia, że udaje?
Jedna z tak nielicznych osób stających z otwartą przyłbicą wobec problemów, jest posądzana o tak niskie zachowania?!
Pomyłka…
Któż miał śmiałość wytknąć autorytatywnej Helenie vel koty dwa błędy w rozumowaniu i ocenie postaw?
Któż śmiał się postawić Centrali, kiedy wody wezbrały?
Kto konsekwentnie pisze u SIEBIE tak, jak pisze u innych, tyle, że u innych z daleeeeko większą delikatnością akcentując swoje wartości – zawsze, podkreślam: zawsze szanując poglądy innych.
Śledząc b na blogach stwierdzam, że jest wiarygodną osobą.
I tyle…
Pozostaję z szacunkiem.

basia mówi:
27 czerwiec 2008 @ 5:55 przed południem
@zeen: baaardzo wielkie dzięki… Oby sobie Pan 😉 biedy nie napytał przez te słowa… bo mnie się tu najwyraźniej ustawia jako stronę w jakimś sporze… – gorzej, usiłuje wrobić w jakąś ‘winę’, ‘brak empatii’.

I ten protekcjonalizm, i te wszystkie bezokoliczniki. Po prostu – pohukiwanie jak na małą dziewczynkę 😮 Ech, idę się przejść (i pomodlić)*, bo coś się czuję mocno podpychana pod ścianę… jeszcze chwila – i rozstrzelanie. A swoje argumenty musi człowiek wybierać i wyrażać tak ostrożnie!…
__
*znaczy – na ‘ranną’ do kościoła, bo i tak miałam a nie, że……. 😛 😀
Choć nie ukrywam, że przede mną ciężki dzień. Ciężki problemami rzeczywistymi, a nie nabuzowaniem nieco bezczynnych Osób… 😦

PAK mówi:
27 czerwiec 2008 @ 7:42 przed południem
A też macie takie ładne godziny? Np.:
Dora mówi:
27 czerwiec 2008 @ 12:35 przed południem

basia mówi:
27 czerwiec 2008 @ 7:50 przed południem
😉 😀

basia mówi:
27 czerwiec 2008 @ 8:24 przed południem
Jeszcze raz ja – po raz ostatni – na razie – na temat KONTROWERSJI. Założyłam stronkę, gdzie przekleiłam komentarze stąd, które ‘problemu’ dotyczą. Później dorobię emotikony, bo nie skopiowały się i upublicznię ją a tu wykasuję te komentarze. Proszę więc Dorę, zeena i innych Zainteresowanych o zerknięcie ew. skopiowanie sobie własnych i cudzych udziałów w dyskusji.

Jeśli znajdę czas po niedzieli – dokleję też samą wymianę poglądów oraz mail od Alicji i jej wypowiedź u Fomy. I obrobię to jakoś, by wyglądało przejrzyście.

Po dziesiątym lipca wyjaśnię jeszcze raz mój punkt widzenia i szersze tło tak, jak ono wygląda z mojej perspektywy. Oraz odpowiem na zarzuty Dory z 26/27 czerwca. Po wystygnięciu emocji może to być pożyteczna dyskusja dla wszystkich zainteresowanych Stron. Oraz – dla Postronnych.

Zapraszam więc na ‘Od słowa do słowa…’ – jedyne miejsce w blogu basiacappelli, gdzie można się oddać ferworowi off topic!… 😉

Reklamy

Komentarzy 85 to “Od słowa do słowa…”

  1. dora Says:

    Przeklejam spod poprzedniego wpisu:
    zeen @ 3:07
    Dopiero przeczytałam. Natychmiast – zgodnie z tym, co napisałam w nocy, rozpraszam wątpliwości.
    1. Nie stosuję wobec mt7 cienia tonu protekcjonalnego. Piszę, jak jest – że z wieloma jej zdaniami się nie zgadzam, że bywa wręcz egzaltowana. Ale że ją rozumiem o tyle, że ciężkie słowo może zaboleć, i że ze zdaniem, na które b zareagowała nadmiernie ostro, także mogę się zgodzić. Nie dopisałam, że sytuację wyostrza jeszcze fakt, że ma na głowie przez całą dobę osobe z demencją i sama nie jest najzdrowsza, bo myślałam, że wszyscy o tym wiecie i nie muszę tego pisać. Taka sytuacja wyostrza nerwy, wiem o tym niestety z doświadczenia.
    2. Jestem więcej niż pewna, że mt7 nie czyta tego blogu. Skąd ma wiedzieć, ze się pomyliła i że b nie miała na myśli jej wołania o ratunek w sprawie Mamy? Gdyby b, zamiast – jak napisała – zmilczeć, napisała od razu, że mt7 źle ją zrozumiała, że chodziło o sprawy polityczne, a nie o to – nie byłoby całej sprawy. Zmilczanie jest dalszym brnięciem w niedobra sytuację i o tym przekonałam się ostatnio. To miałam na myśli pisząc “udaje, że nic się nie stało”. Przyznam, że – jak prześledziłam sprawę u Owczarka – zdziwił mnie brak reakcji b, bo przecież znałam ją dotąd właśnie jako osobę prostolinijną.
    3. U Komisarza: nie słowo “przepraszam” zostało odwołane, ale słowa “ani słowa do zeena”. Przecież nie byłoby grzecznie, gdybym się nie odezwała doń, skoro odezwał sie u mnie
    4. Psisku wymienionemu niżej naprawdę było przykro, o czym napisało do mnie w prywatnym mailu dziękując za obronę. Sytuacja wyprostowała się w końcu, ale zabrało to nieco czasu. Pilnowanie dobrej atmosfery polega także na tym, żeby nikomu nie było przykro. Już nie mówię o sytuacjach takich jak z nieszczęsnym Harrym – gospodarz blogu musi mieć oczy dookoła głowy.

    basia @ 8:47 – proponuję zamiast gromadzić argumenty wte i wewte, dalsze akty oskarżenia i obrony, żebyśmy wszyscy podali sobie łapy i stwierdzili, że to wszystko diabła warte! Życie jest za krótkie i szkoda czasu na takie bzdety. I dalej uważam, że choć te parę słów wyjaśnienia u Owczarka przyda się. Bo, powtórzę, naprawdę wątpię, że mt7 to wszystko tutaj (i u fomy) czytała.
    Wszystkich pozdrawiam.

  2. dora Says:

    Faktycznie, nawet w komentarzu mordka się nie przekopiowała, Po punkcie 3 jest 😉

  3. dora Says:

    Jeszcze zeenowi w odpowiedzi przekleję „ostatni akapit już nieaktualny” z blogu fomy:
    Od tej pory ani słowa więcej do zeena… pozostawiam to Basi…
    To tak gwoli ścisłości. Odwołania przeprosin tu trudno się dopatrzeć.

  4. owcarek podhalański Says:

    Jako Zeenecek pedzioł: „Blog to jest miejsce, gdzie się przyjmuje gości, a wobec gości należy zachowywać się gościnnie, nawet wtedy, kiedy rozrabiają.” Tyz tak myśle. I moze ino uzupełniłbyk to o pogląd, ze w wypadku sarpacek blogowy gazda powinien wykazywać daleko posuniętom neutralność. I zarozem próbować jakosi spacyfikować takom sarpacke bez stawania po ftórejkolwiek ze stron. Takom próbom były moje dwa komentorze, jakie dołek u siebie wcora rano. Choć cuje, ze próba była nieporadno… Powinienek cosi mądrzejsego pedzieć – nie umiołek. Duzo łatwiej by mi było, kieby jednom ze stron sarpacki był jakisi przypadkowy troll, a tutok – obie strony uwazom za swoik przyjaciół, po obu stronak som osoby, ftóre barzo wiele wartościowego do nasego blogowego zycia wniosły. Osoby te różniom sie od siebie doświadceniami, temperamentami, itepe, itede, ale przecie – jako brzmioł tytuł jednego z ostatnik Basieckowyk wpisów – vive la difference! Poza tym duzo łatwiej by mi było na sarpacki reagować, kiebyk na śledzenie komentorzy mioł co najmniej kilka godzin dziennie. Niestety nimom.
    A co ze słowem „przepraszam”? Duzo by godać. Ale w więksości sytuacji towarzyskik (a blog to przecie grunt towarzyski) to jo se myśle, ze lepiej uzywać tego słowa zbyt cęsto niz zbyt rzadko. I kie to godom, mom tyz na myśli samego siebie. Przede syćkim samego siebie! Nimom wątpliwości, ze jo tyz tu i ówdzie nawaliłek. Pewnie mogłek cosik zrobić, coby telo kwasów w mojej budzie sie nie naryktowało. Nie zrobiłek tego. I za to syćkik piknie PRZEPRASZAM.

    P.S.
    A znocie te historyjke, jak dwie siostry pokłóciły sie o jednom pomarańce? Po długik kłótniak podzieliły wreście te pomarańce na pół. I co sie okazało? Ano to, ze jedno siostra wzięła skórki ze swojej połówki do ciasta, a miązs wyrzuciła na śmietnik. Drugo siostra zjadła miązs – a skórke wyrzuciła na śmietnik. Bo casem tak z sarpackami bywo, ze syćkiemu winne ino nieporozumienie. Dlotego przyłącom sie do apelu Poni Dorotecki, coby syćka syćkim łapy podali 🙂

  5. dora Says:

    Dzięki, Owczareczku – dokładnie o to mi chodziło 😀

  6. Bobik Says:

    Ponieważ zostałem wymieniony w dyskusji, a w Budzie też głos w niej zabrałem, czuję się moralnie uprawniony do dodania swoich trzech groszy. 😉
    Po pierwsze: z przyczyn czasowych ograniczam się wyłącznie do 3 blogów, więc nigdy bym się nie dowiedział, jaka toczy się tu rozmowa, gdyby nie link Owczarka. Tak więc nie ma gwarancji, że sprawy wyjaśnione tutaj są także wyjaśnione gdzie indziej
    Po drugie: mt7 napisała u Owczarka coś w rodzaju „jeżeli to odnosiło się do moich kłopotów z Mamą, to to było niegodziwe”. Wystarczyło przecież odpowiedzieć „nie, nie odnosiło się” i w ten sposób sprecyzować swoje stanowisko, żeby nieporozumienie nie zaczęło puchnąć.
    Po trzecie: każdemu z nas zdarza się zagalopować w jakichś potyczkach i napisać coś nawet niechby słusznego, ale dla innych raniącego – czy to poprzez treść, czy sam tylko ton. I chyba najprościej wtedy wyjaśnić:”sprawę widzę tak a tak, ale nie chciałam/em cię zranić”. No, chyba że ktoś chciał, ale w tym przypadku taką możliwość wykluczam.
    Po czwarte: w sprawie własnej. Potrafię się rzeczywiście świetnie bawić łagodnymi zaczepkami i uważam bez żadnej ironii, że bez zeena i fomy blog straciłby smak. Ale jest pewna granica, za którą przykrość jest tak duża, że nawet za piłeczką już ganiać się nie chce. I gdybym w odpowiednich momentach nie otrzymał wsparcia od Pani Kierowniczki, a również i od Basi, to pomyślałbym sobie, że po prostu mnie na blogu nie lubią i nie chcą. A co wtedy pozostaje innego, jak się wycofać. Zeby bylo jasne – ja sprawę uważam za załatwioną i dalej chętnie się będę z wszystkimi przyjaźnie podgryzać, byle nie za mocno, bo jak boli, to nie lubię. Możemy ewentualnie ustalić, jak będę „za mocno” sygnalizował 😀
    Po piąte: psy z natury dążą do harmonii w stadzie (i pewnie nie jest przypadkiem, że ktoś decyduje właśnie jako pies na blogu się pojawić), więc wezwanie Owczarka do podania sobie łap bardzo do mnie przemawia. Ja w ogóle zacząłem psią edukację właśnie od tego gestu, więc mam do niego duży sentyment. 🙂 Więc ode mnie – łapa i machanko ogonem! 🙂

  7. Alicja Says:

    Ja też wyciagam łapę, przede wszystkim do Gospodyni tego blogu. W moim mailu Basiu nie byłam bardziej uszczypliwa niż u fomy, wręcz przeciwnie.
    Przepraszam, że ustawiłam Cię pod ściana, nikt tego nie lubi, zdaje sobie z tego sprawę. Ale też wydało mi się niemożliwe, zebyś nie połapała się, ze popełniłaś wielką gafę. Może następnym razem wyrażaj się prościej – przecież wszyscy odczytali to tak, jak mt7. I ryzykujac, że znowu podpadnę (jak z tym Miloszem, który nie jest dla mnie największym poetą wszechczasów, o co mnie przypiekałaś na rożnie – sama powiedz!), napisałam ten mail myśląc – może nie zauważyłaś komentarza mt7.
    Każdemu się zdarzy, ale można wybrnąć.
    A tu przytaczam ten *brzydki mail*, jak go określasz:

    Basiu,
    jesteś osoba, która siebie określa jako *empatyczna* i tak dalej.
    Zejdz z tych słownikowych wyrażeń, przeczytaj, co napisałaś pod
    adresem mt7 i normalnie, zwyczajnie ją przeproś. To jest kobieta,
    która zmaga sie z losem i my na blogu jesteśmy jej grupą wsparcia, że
    tak powiem.
    Bardzo mi się ten Twój wpis nie podobał, ale przysiadłam sobie na
    języku, żeby znowu nie było na mnie. Może Twój świat od Londynu pod
    Kraków jest wspaniały, ale nie wszystkim taki niefrasobliwy świat
    pisany, niektórzy muszą sie zmagać z życiem, cokolwiek to życie
    przyniesie.
    Przepraszam, ale zebrałam sie w sobie, żeby do Ciebie to napisać. W
    końcu najważniejszy jest człowiek, nie sądzisz?
    Nie mozna tak pobieżnie, przelotnie, przejściowo…
    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że kwasy miną. To wszystko nic –
    naprzeciw wieczności 🙂
    Alicja

    Z przestrzenia wirtualna jest tak, że nie mozna się dogadać natychmiast w razie niezrozumienia. Wszyscy musimy to wziąć pod uwagę, ja się staram, jak moge, chociaż jestem impulsywna i emocje u mnie i owszem, buzują. Nie ma się o co „sarpać”, tylko starać się dogadać, i tyle.
    Przepraszam, że Cię uraziłam. Łapa! 🙂

    I powtarzam dwa ostatnie zdania z mojego maila do Ciebie :
    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że kwasy miną. To wszystko nic –
    naprzeciw wieczności 🙂
    Alicja

  8. basia Says:

    Witam Cię serdecznie, Bobiku! 🙂

  9. basia Says:

    Witam Cię serdecznie, Alicjo! 🙂

    I dzięki, że mnie wyręczyłaś z przytoczeniem tego maila 😀

  10. basia Says:

    Owczarku, jak się rzekło, strasznie nie mam ostatnio czasu. I może dlatego pamięć do odłożonych na później/na ochłonięcie spraw zawiodła…

    Mam tu kopię (word) komentarza do MT7, prawie już gotowego, nawet ze znacznikami html… którego nie zdecydoawłam się wysłać (data modyfikacji 16.6 9:50 rozmiar 25.5KB; tytuł ‚Do MT7 o niegodziwości’).

    Treść jest stanowcza, ale grzeczna. Nie zaakceptowałam go wtedy z myślą, że do tego wrócę; potem zapomniałam… (Ostatnio u Owczarka czytam tylko wpisy… za to ostatni dwukrotnie 🙂 ).
    Podsyłam Ci ten komentarz w takim stanie, jak jest – nawet bez poprawienia literówek. Jeśli dojdziesz do wniosku, że MT7 może go obejrzeć – prześlij, proszę z pozdrowieniami ode mnie (i informacją, że choć na początku zrobiło mi się bardzo przykro na tę ‚największą niegodziwość’ to ani nie umiem się obrażać, ani w mojej pamięci nie ma warunków na zbyt długie magazynowanie przykrych wrażeń).
    Jeśli dojdziesz do wniosku, że MT7 nie powinna tego widzieć – poinformuj tylko, że komentarz jest – wiec była próba odpowiedzi. I że jest tam wzmianka o zawężeniu cech, jakie wzbudziły kontrowersje do reakcji Mojej Szanownej Polemistki na sprawy publiczne (częściowo wsparte życiem blogu… ale dlatego m.in. nie zaakceptowałem wtedy tego komentarza, by znaleźć przykłady, które pamiętałam a nie miałam dokładnego brzmienia.

    Do komentarzy w Twym blogu zajrzę, jak się rzekło, po 10.7 (ponoć będą efekty 😉 ). Potem ochłonę (prawdopodobnie… nie wiadomo tylko, po jakim czasie 😉 ). Potem napiszę jeszcze raz, co rozumiałam poprzez kolejne ‚wejścia’. I może dam parę przykładów kontekstu. Potrzebny jest czas, bo jednostronne ‚wszyscy’ nie sprzyja ponownemu, spokojnemu spojrzeniu a tylko wzmaga presję.

    Wszystko będzie dobrze… Czas sprzyja refleksji… wąskiej (na ten konkretny temat) ale też szerszej… Inaczej nie poświęciłabym dzisiejszego bezcennego czasu o poranku na tę stronkę 🙂

  11. Bobik Says:

    Basiu, serdeczność niech się serdecznością odciska! 🙂

  12. zeen Says:

    Pani Kierowniczko,
    Przyznaję rację, nieuważnie wówczas przeczytałem, a stoi jak byk, że dotyczy ostatniego akapitu, czyli odzywania się do mnie.
    Bobiku,
    Jeśliś leciał na skargę do Kierownictwa na mnie lub fomę, toś jest piesek salonowy, a takich nie lubię. Psy normalne na skargę nie latają. Ale jeśliś nie latał z jęzorem, tylko Pani Kierowniczka wykazała się własną inicjatywą stając w Twojej obronie, to zwrócę Ci psi honor.

  13. Dora Says:

    Cieszę się, że moja inicjatywa wyciągania łap przynosi skutki 😀
    zeenie: komentarz z trzeciej rano sprawił mi wyjątkową przykrość, ponieważ wydawało mi się, że jesteśmy blogowymi przyjaciółmi, a był on po prostu niesprawiedliwy, począwszy od sformułowania „Kierowniczka przędzie” po niesprawiedliwe oskarżenia, z których na szczęście się Pan wycofał.
    Stanęłam w czyjejś obronie, wiedząc, że sytuacja jest niesymetryczna. Nie żałuję. Drugi raz zrobiłabym to samo. I do Basi: nie myślałam o żadnej „protekcjonalności” i „traktowaniu jak dziewczynki”, chociaż może coś w tym jest o tyle, że to małe dziewczynki się zatupują: tak, to ja miałam rację na sto procent, to ona niech mnie przeprosi. Dorosłą dziewczynkę stać na wspaniałomyślność i liczę, że Panią też będzie stać. W końcu – jak napisałam wyżej – znałam Panią jako osobe prostolinijną.
    Swoją drogą naprawdę, nie wiem, czemu zakładaliście – i Pani, i zeen – że mt7 czyta ten blog i „doskonale wie”, że się „pomyliła”. Czyta Owczarka, rzadko mnie, w wolniejszych chwilach z pozapolitykowych blogów wpadała tylko do Hoko, żeby „kotka pogłaskać” – i to wszystko. Zawsze lepiej powiedzieć o jedno dobre słowo więcej, niż złe… I naprawdę nie kieruje mną protekcjonalność, kiedy to piszę. Tak właśnie myślę.
    Na koniec wyciągam łapę i mam nadzieję, że ktoś mnie za nią chwyci 😉

  14. Dora Says:

    PS. Bobik nie leciał „na skargę do Kierownictwa”. Inicjatywa obrony była moja. Podziękował mi za to dopiero ostatnio, dosłownie parę dni temu.

  15. Dora Says:

    Łajza minęli…
    Przeczytałam u Owczarka. Brawo Basia!
    A teraz poproszę o parę słów pod zeena…

  16. Dora Says:

    😆
    Trochę napiwszy się, więc literki skaczą… oczywiście OD zeena, a nie POD zeena 😆

  17. zeen Says:

    Bobiku,
    Twój psi honor ostał się nienaruszony, co ucieszy zapewne nie tylko mnie.
    Pani Kierowniczko,
    Nie zamierzałem sprawiać Pani wyjątkowej przykrości, liczyłem się jednak z tym, że moich słów z radością Pani nie odbierze.
    Ja wciąż uważam, że jesteśmy przyjaciółmi, mimo dzielących nas różnic w ocenach i mimo, że tu i ówdzie mógłbym pokazać także ślady ukąszeń.

  18. Dora Says:

    zeenie, dzień dobry.
    Ja też chciałabym uważać, że jesteśmy przyjaciółmi. Ale zachował się Pan w swoim poście skrajnie niesprawiedliwie wobec mnie od początku do końca. Jeśli rzeczywiście uważa się Pan za mojego przyjaciela, proszę go jeszcze raz przeczytać na spokojnie, bez zacietrzewienia, zastanowić się i postarać się dostrzec i moje racje.
    Może nie mówię Panu bez przerwy „Mistrzu, uwielbiam Pana i podziwiam”, ale przecież zawsze i z dużym ciepłem podkreślałam, że jest Pan – i foma także – ważną osobą na moim blogu. Ale proszę pamiętać, że jest zasadnicza różnica między blogiem Basi a moim. Basia występuje – tu i na innych blogach – prywatnie, wyłącznie pod imieniem lub nickiem, skrywając nawet swój wizerunek. Ja występuję pod własnym imieniem, nazwiskiem, wizerunkiem i zawodem, na stronie internetowej mojego miejsca pracy, któremu mój blog – niezależnie od tego, czy ja potraktuję go bardziej w stylu publicznym czy prywatnym – również wizerunek tworzy. Dlatego, choć, jak Pan wie, bardzo lubię żarciki i absurdalne poczucie humoru, w pewnym momencie muszę stawiać granicę. Dlatego też nie bardzo mogą mieć tu zastosowanie Pana słowa:
    „Blog to jest miejsce, gdzie się przyjmuje gości, a wobec gości należy zachowywać się gościnnie, nawet wtedy, kiedy rozrabiają. To nie jest “moje podwórko”, na którym ja rządzę i tylko moje zdanie się liczy. To jest miejsce publiczne, gdzie na oczach wszystkich przyjmujemy ludzi.
    Coś jak transmisja ze spotkania – wszyscy widzą kto jak się zachowuje i pamiętają jednocześnie, że gościom dużo więcej wolno, niż gospodarzowi, którego zadaniem jest sprawiać, by goście się chcieli pojawiać. Gospodarz ma wytwarzać dobrą atmosferę, by goście dobrze się bawili, a nie wciąż tylko chwalili gospodarza”.
    Otóż w moim blogu nie chodzi tylko o dobrą atmosferę. Proszę przyjrzeć się innym blogom „Polityki” (nie liczę Owczarka, bo to inna dziedzina, Owczarek zresztą też występuje anonimowo). Mój blog powstał w celu rozmawiania o muzyce, o kulturze, o sprawach ważnych, jak potrzeba. Jego funkcja rozluźniająco-rozładowawcza powstała później, na skutek rozwoju sytuacji, bo przecież od początku postanowiłam, że ten blog będzie żywy, że chcę z Wami rozmawiać. Ale przecież mogłabym po prostu tylko wrzucać wpisy, jak czyni to wielu innych Politykowych blogerów. To JEST więc podwórko moje i dziedziny, jaką się zajmuję, ale także podwórko „Polityki”.
    Dlatego TYM BARDZIEJ muszę dbać o to, by na moim blogu było przyjemnie nie tylko zeenowi i fomie, ale wszystkim, którzy przychodzą. Wytworzyła się w pewnym momencie specyficzna konwencja, bardzo sympatyczna dla wciągniętych w tę konwencję, ale komu z nowych jest przyjemnie, gdy bywalcy chcą go lustrować i prześwietlać? Nie każdy musi mieć ten typ poczucia humoru. Dlatego w pewnym momencie przycięłam Was, dlatego podczas mojej blogowej rocznicy gimnastykowałam się tak, żeby Teresa czy Lex nie poczuli się Pana wierszykami obrażeni i żeby ten agresywny (i autoagresywny, przyznaję) posmaczek, który się w tych wierszykach pojawił wraz z procentami, skierować w inną stronę… To tak a propos śladów ukąszeń. Jeśli Pan je odczuwa, może spróbuję z czasem oferować jakiś balsam… jeśli rzeczywiście przyjaciółmi pozostaniemy.

    I na koniec: nie wiem, czemu Panu tak przeszkadza, że ktoś mnie czasem pochwali. Od Pana nie usłyszałam bardzo dawno dobrego, ciepłego i ładnego słowa. Jeżeli jest Pan moim przyjacielem, nie będzie Pan miał oporów, żeby je teraz wypowiedzieć.
    Ja ze swej strony wypowiem jeszcze raz: bardzo, bardzo Was lubię, doceniam wszelkie Wasze talenta, byliście dotąd ozdobą mojego Dywanika czy też Centrali, jak zechcecie to nazwać (to przecież Wy wymyśliliście Centralę i Panią Kierowniczkę, ja sobie niczego nie uzurpowałam) i mam nadzieję, że będziecie nimi nadal. Tylko proszę, pamiętajcie, że wszyscy mają się tam czuć dobrze. Nie wyłączając mnie…
    Pozdrawiam.

  19. zeen Says:

    Pani Kierowniczko,
    Ja nie muszę swojego postu wciąż czytać, ja go napisałem i pamiętam co.
    Odpowiedziałem, że nie było moim celem sprawianie wyjątkowej przykrości Pani, napisany był w obronie stanowiska Basi. Pozwoli Pani, że użyję Jej własnych słów: – Stanąłem w czyjejś obronie, wiedząc, że sytuacja jest niesymetryczna. Nie żałuję. Drugi raz zrobiłbym to samo. –
    A sytuacja w tym wypadku była bardzo niesymetryczna…
    Niemniej pisze Pani w tonie eskalacji, bo już nie „wyjątkowa przykrość” a zachowanie „skrajnie niesprawiedliwe” spotkało Panią z mojej strony.
    Pisałem wcześniej: różnimy się w ocenach i Pani ocena Basi (i wcześniej Misia) były dla mnie przykładem niesprawiedliwości, nie użyłem tego słowa, mimo, że „skrajna” też by tu mogło mieć zastosowanie.
    Jeżeli uraziły Panią moje uwagi o przyjmowani gości, to chyba niepotrzebnie, bo niczego obraźliwego tam nie umieściłem. Natomiast przyjmuję do wiadomości Pani osobistą wizję blogu i nie zamierzam jej podważać.
    W kwesti Mistrza 🙂 – nie oczekuję tego typu sformułowań, czy kiedykolwiek domagałem się tego?
    Natomiast obecność Mistrza u Basi ma swe źródła głębsze, o których nie pora, zatem dodam tylko, że właśnie w obawie o złe rozumienie tego przez czytelników, prosiłem Basię o ograniczenie zwrotu, który zawiera sporą dawkę ironii 🙂
    Nie przeszkadza mi, że ktoś Panią czasem pochwali i nigdy nie przeszkadzało. Natomiast nie ukrywam, że atmosfera TWA nie jest najzdrowsza.
    Pisze Pani:
    „Od Pana nie usłyszałam bardzo dawno dobrego, ciepłego i ładnego słowa. Jeżeli jest Pan moim przyjacielem, nie będzie Pan miał oporów, żeby je teraz wypowiedzieć.”
    Oporów istotnie nie mam żadnych, ale odwołam się do celnej u fomy charakterystyki przeprowadzonej przez Basię w rozmowie o ultymatywności 🙂
    W sprawie wspomnianych ukąszeń pisze Pani:
    „Jeśli Pan je odczuwa, może spróbuję z czasem oferować jakiś balsam… jeśli rzeczywiście przyjaciółmi pozostaniemy.”
    Otóż ja oferuję swój balsam natychmiast i niezależnie od tego, czy zechce Pani, czy nie, traktować mnie z przyjaźnią: przepraszam za wszystkie moje sformułowania, które były dla Pani raniące.

  20. zeen Says:

    Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spał
    I spały małe wilczki dwa – zupełnie ślepe jeszcze
    Wtem stary wilk przewodnik co życie dobrze znał
    Łeb podniósł warknął groźnie aż mną szarpnęły dreszcze
    Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń
    Woń która tłumi wszelki spokój zrywa wszystkie sny
    Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz: goń –
    I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!

    Obława! Obława! Na młode wilki obława!
    Te dzikie zapalczywe
    W gęstym lesie wychowane!
    Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
    Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

    Ten który rzucił na mnie się niewiele szczęścia miał
    Bo wypadł prosto mi na kły i krew trysnęła z rany
    Gdym teraz – ile w łapach sił – przed siebie prosto rwał
    Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!
    Zginęły ślepe, ufne tak puszyste kłębki dwa
    Bezradne na tym świecie złym, nie wiedząc kto je zdławił
    I zginie także stary wilk choć życie dobrze zna
    Bo z trzema naraz walczy psami i z ran trzech naraz krwawi!

    Wypadłem na otwartą przestrzeń pianę z pyska tocząc
    Lecz tutaj też ze wszystkich stron – zła mnie otacza woń!
    A myśliwemu co mnie dojrzał już się śmieją oczy
    I ręka pewna, niezawodna podnosi w górę broń!
    Rzucam się w bok, na oślep gnam aż ziemia spod łap tryska
    I wtedy pada pierwszy strzał co kark mi rozszarpuje
    Pędzę, słyszę jak on klnie! Krew mi płynie z pyska
    On strzela po raz drugi! Lecz teraz już pudłuje!

    Wyrwałem się z obławy tej schowałem w obcy las
    Lecz ile szczęścia miałem w tym to każdy chyba przyzna
    Leżałem w śniegu jak nieżywy długi długi czas
    Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna!
    Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy
    I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie
    Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
    O, bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!

    Jacek Kaczmarski „Obława”

  21. Dora Says:

    Każde z nas może powyższy tekst Kaczmarskiego wziąć do siebie…
    Z moją oceną Misia było zupełnie inaczej. Nie zauważył Pan może, że nawet stanęłam w pewnym momencie w Misiowej obronie informując blogowiczów Pana Piotra, że mnie jednak przeprosił i naprawdę żałuje swojego lapsnięcia, tylko – a szkoda – nie miał odwagi powiedzieć tego od razu publicznie. Zupełnie tak, jak było z Basią, która przecież napisała w końcu u Owczarka to, co napisała i chwała jej za to, że się przemogła.
    Ultymatywność? Przecież ja się wygłupiałam, miałam te parę dni temu rozkoszny humorek od rana i ochotę na psie figle, stąd te żartobliwe „przywoływanie Pana do porządku” u fomy i berek u Basi, miałam już gotowy pomysł na odcinek Komisarza i byłam po prostu rozbawiona, bez żadnej złej myśli. Dopiero Basia ten rzekowy „ultymatywny podtekst” wyciągnęła, wbiła ostrą szpilkę w coś, co z zamierzenia takie nie było, i stąd moja gorzka uwaga. Napisała wtedy pojednawczo, że to dla niej leży w sferze słuchu językowego. Przeprosiłam. Tyle. I za to też mi się od Pana dostało i dostaje…
    A teraz? Mówiąc, że chciałabym usłyszeć od Pana słowa dobre, ciepłe i ładne, też nie miałam na myśli jakiejś ultymatywności, tylko to, że po prostu bardzo tego właśnie od Pana, właśnie teraz, potrzebowałam. Bo naprawdę mnie Pan zranił, potraktował mnie Pan wręcz lekceważąco, ślepo zapatrzony w ówczesne racje Basi (które przecież, jak widać, ostatecznie stały się zupełnie inne, zgodne z tym, co napisałam wcześniej – i, powtarzam, pełen szacun dla jej gestu), nie chcąc dostrzec moich. I zabolało najbardziej właśnie to, że nawet nie chciał Pan próbować ich dostrzec, tylko ruszył na mnie z nożem… Na mnie, która przybyłam w misji pokojowej, i to nie w swojej sprawie.
    Ale przeprosiny przyjmuję, to jest może dobry początek…
    Nie wiem swoją drogą, gdzie Pan widzi TWA na moim blogu – nie jest ono z pewnością większe niż tu (z tym Mistrzem to było przecież z mojej strony tylko mrugnięcie okiem). Ani np. u Hoko. Ani u Owczarka. Ani u kogokolwiek. Mówimy sobie fajne, miłe słowa i dlatego jest przyjemnie. Określenie TWA też jest niesprawiedliwe z Pana strony. Przecież u mnie było ostatnio wszystko, tylko nie to. Jaka znowu adoracja? Wampirzenie, żółty śnieg i barchany, a jak coś do mnie, to tylko radość z mojego wyjazdu…
    Pewnie, że to konwencja i żarty. Ale może zabawilibyśmy się już w coś innego?

  22. foma Says:

    Chirurgia. Nocna pora. Oddział zamknięty od wieczora.
    W izolatkach, jak w klatkach, pokąsani leżą ułani.
    Różna ich płeć, chcą jeno mieć… trochę racji, bo bez kolacji.
    Łapy przed sobą; ich ozdobą sznurek orderów za szturm maruderów.
    I szpileczki, dla tej z siódemeczki, gościa spod piątki i chorej na prątki.
    Gorąc ciała, bez mała, dmucha grzany od zranionego ducha.
    „Siostro basen” grzmi basem ordynatora ljudyna chora.
    Nie ma zdrowego, kolego, każdy skażony, słychać szept żony.
    Co dalej? Nalej! Siostra podpowie, szpital w budowie, lecz się lub inny znajdz sobie.
    Zła perspektywa? Tak bywa… Dochodzi z sali komentarz z oddali.
    To nie wypadek, rzekł dziadek, to cały bagaż z przeszłości, przeszło do kości.
    To zawał – kawał trza się nagrabić, ale nie musi zabić.
    Co robić? Dobić! Nie zna litości ten kto pości.
    A może byśmy coś zasiali…? Gdzie? W Centrali? U górali na hali?
    A może byśmy coś poczytali? Czego? No coś poważnego?
    Z leku ulotka – podpowie trzpiotka – na wyprożnienie, omdlenie i uspokojenie.

    O! W to wchodzę, słodzę, z cukru kostek buduję mostek, od sali do sali, poważnych portali… Plotę trasę na wszystkie strony, nikt urażony być nie może, wszak tworzę balsam na rany… Ze splotów już słodki cokół, na nim sokół, a imię jego jest…

    Tu padł bez słowa, lecz jest gotowa izba na chwałę, ciągnąc pochwałę dla tego, komu się ona podoba. Bęc.

  23. Dora Says:

    Hej, fomecku!
    Witamy z powrotem!
    Dzięki! Śliczne! 😀 😀 😀

  24. basia Says:

    @zeen: ‚Natomiast obecność Mistrza u Basi ma swe źródła głębsze, o których nie pora, zatem dodam tylko, że właśnie w obawie o złe rozumienie tego przez czytelników, prosiłem Basię o ograniczenie zwrotu, który zawiera sporą dawkę ironii’

    zeenie, Mistrz_Z jest moim osobistym patentem i używam go z pełnym przekonaniem… może odrobinkę żartobliwie, jak i wszystkich innych tytułów na tym kasztelu. Ale nie ma tam żadnej dawki ironii… nie mówiąc już o ‚sporej’… 😮 🙂

    @foma: Witam bardzo serdecznie po urlopie Szefa Rady Grodowej… 🙂
    Widzę, że wena dopisuje… I dobrze, bo gdzież jest poeto ocalenie… 😉

    Padam… a więc spadam (na razie) 😀

  25. zeen Says:

    Nie każdy może „obławę” odnieść do siebie, ja np. nie mogę. Na szczęście nie byłem w sytuacji ani jednej ani drugiej strony, natomiast umieściłem ją i okazuje się, że wywołała efekt zamierzony. Jeśli odniosła Pani ją do siebie, to jestem pewien, że widzi Pani się wśród wilków, a ja Panią znalazłem razem z wieloma innymi wśród sfory goniącej wilczki.
    Przyłączyła się Pani do nagonki najpierw na Misia. A teraz czytam, że go nawet Pani broniła. A jak to było? Chyba muszę przytoczyć:

    Oto na co Miś zareagował:

    dorota l. pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:06
    Swietnie, na koniec Helena wyszla na osobe poruszajaca nieodpowiednie tematy na blogu, powinniscie sie niektorzy przeprosic. To nie my wchrzanilysmy sie z tym tematem na blog kulinarny, zapukano do drzwi na zasadzie “nie macie Panstwo chleba dla konia….” i poproszono nas o informacje na temat jak wygladla by sytuacja prawna tej dziewczyny, wyjasnilysmy i jak nie chcialysmy dalej podejmowac dyskusji, odeslalysmy na forum Partii Kobiet, wtedy to zarzucono nam konformizm, choc konformizm panuje na blogu i w szeregach PK bo panie te sie zorganizowaly w celu dbania o prawa kobiet a nigdy sie nie wypowiedzialy w jaki to sposb pragna to realizowac. O pewnych tematach tam “sie nie mowi”. I poniewaz nas w dalszym ciagu umoralniano, ze powinnysmy zajac stanowisko, to raptem ci ktorzy to stanowisko zajeli sa obkaldani macica po glowie i maja spadac gdzie indziej a w najlepszym przypadku monotematycznie wmawia im sie brak tolerancji. Tu nie chodzi o macice ale o prawa czlowieka, skoro juz czytacie modlitewniki to przeczytajcie sobie tez i konstytucje, era czytania konstytucji bylaby wskazana. I nastepnym razem informujcie sie prawnie w internecie a nie podpuszczajcie, (przepraszam) inteligenta do dyskusji, ktorej niektorzy nie sa w stanie pociagnac a konczy sie ona jak zawsze w tym kraju bylo, ze inteligent dostaje po glowie i won z nim. Macie juz swoje media rodem z pegeerow skladajace sie z tych, ktorzy niechcieli byc bezdomnymi na terenach tych przybytkow i udali sie do dzisiejszej Warszawy, poszli na dziennikarzy, teraz sekunduja jedynie chryja i tumanstwu czekajac na taniec za gwiazdami, zamiast pamietac o obowiazkach obywatelskich. Przepraszam ale zastanowcie sie nad swoimi reakcjami.

    · Małgosia pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:23

    Nie panimaju o czym ta tyrada. Dziennikarze( z Polityki chociażby) “rodem z pegeerów”? ! Kogoś pobito?! Kogoś przegnano?! Mało inteligentnam a może pora zbyt późna.
    · dorota l. pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:27
    ulokuj sobie kobieto macice na wlasciwym miejscu i zacznij myslec
    · Małgosia pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:37
    Doroto, ja ciebie też lubię.
    Czy gdy zacznę myśleć, jest szansa ,że stanę się inteligentem i nauczę sie zwracać do interlokutorów w tak wyszukany sposób jak ty?
    · Małgosia pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:38
    Pięknie dziękuję za wszystkie nauki. Dobranoc wszystkim
    · antek pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:50
    doroto, zanadto się irytujesz, niepotrzebnie zupełnie.
    Z czytania konstytucji wynika również szacunek dla innych przekonań.
    Dla motylków też.
    Nie nakręcaj emocji.
    Nie rozumiem do jakich wniosków miała doprowadzić ta dyskusja, co miało z niej wyniknąć? Co by Cię zadowoliło?
    Bądź szczęśliwa za swoją granicą a jeśli boli Cię to co w Polsce, wróć
    i walcz.
    Zażyjcie soli miłe Panie, bo dostaniecie globusa.
    O ile już nie dostałyście.
    I możecie mnie walnąć patelnią w siwawy łep….
    To nie forum PK, tylko garkuchnia, sprzęt się znajdzie.
    · Marialka pisze:
    2008-06-09 o godz. 22:59
    Antku, nie musisz prosić. Będzie trzeba to Cię walniemy. Jeśli lubisz takie gierki.
    I nie sądzę aby większą agresją była akurat w tym przypadku ta wprost. Obstawiam większą siłę tej słodszej wersji.
    Patelnię kupiłam tydzień temu. Całkiem nowa. Wydaje się byc świetnie wyważona.
    __________________
    A nieco wcześniej Helena użyła takich określeń: opętane moherowe baby, Federacja Kołtunów…

    Tuż po tej wymianie Miś przytoczył słynny cytat, w którym powtórzył postulat opamiętania się, wypowiedziany przez antka z 22:50

    · Marek.Kulikowski pisze:
    2008-06-09 o godz. 23:33
    “Wiem! Wiem! Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały! Chłopa wam trzeba! Sam siądę!”
    Pa pa Miś2

    Wcześniejsze apele o ucywilizowanie dysputy i uspokojenie nastrojów okazały się bezskuteczne. Lawina nabierała tempa. Nieco późniejsze wystąpienia, w tym Misia, który tłumaczył swój żart i nie znalazł zrozumienia, w tym u Pani, pominę, wypadki wszak toczyły się dalej. Ważne jest to, że intencje przypisywane Misiowi, mimo jego tłumaczenia, nie były ważne prawie dla nikogo, nieliczne osoby stające w jego obronie, zostały takoż skierowane na stos.
    Po tym cytacie, przez bez wątpienia inteligentną Helenę zrozumianym jako obraza jej wielce słusznych poglądów a przede wszystkim obraza jej godności, nastąpiły słowa potępienia Misia, który nie był w stanie się wytłumaczyć…
    Warto także przytoczyć wypowiedź Heleny:
    · Helena pisze:
    2008-06-10 o godz. 10:57
    Mysle, ze my tu wszystkie ploche istotki obdarzone macicamim jak elegancko zauwazyl wczoraj rasowy dzentelmen z Burgundlandii, bedziemy wdzieczne jesli co poniektorzy (bo nie wszyscy) Panowie nie beda nam narzucac ram prowadzonych tu konwersacji i nie beda ustalac w imieniu calego zebranego tu grona czym jest a czym nie jest ten blog. Jestesmy same w stanie zadecydowac kiedy trzymac twarz na klodke, a kiedy odezwac sie.
    Takie to czasy nastaly, ze macice maja wlasne zdanie.
    __________
    Ładne, prawda? Ciekawym jak odebrałaby Pani takie stanowisko wobec własnego blogu?
    Przytomnie odpowiada jej blogowicz:
    · paOlOre pisze:
    2008-06-10 o godz. 11:27
    Heleno, widzę że jesteś w swoim żywiole
    Mimo, że mam na ogół zdanie zbliżone do Twojego, to nie uważam, że na blogu Piotra należy prowadzić wielodniowe krucjaty zniechęcające do uczestnictwa w nim miłośników kultury stołu albo piszących po prostu dla towarzystwa. W swoim imperatywnym stwierdzeniu (10:57), kto i czego nie będzie Ci ustalać i narzucać, zapominasz, że to Piotr stworzył ten blog i określił już (z grubsza i wcale nie restryktywnie) jego zasady i przeznaczenie.
    Słowem: ten blog ma już swojego Gospodarza.
    ______________
    Ale on przecież nie ma macicy, więc co on biedny może wiedzieć….
    Po niedługim czasie Miś oświadcza:
    · Marek.Kulikowski pisze:
    2008-06-10 o godz. 16:55
    Po przeczytaniu tego co napisały o mnie koleżanki z blogu postanowiłem pożegnać się z Państwem na zawsze .
    Dziękuję za wszystko i żegnam Marek Kulikowski
    _______________
    Na to inteligentna bez wątpienia Helena odpowiada:
    · Helena pisze:
    2008-06-10 o godz. 17:26
    A wiesz, Marku, ze wystarczyloby przeprosic: “Napisalenm cos glupiego i obrazliwego. Nie pomyslalem. Wiecej nie bede.”
    Prawdziwi mezczyzni, to nie ci ktorzy rzucaja seksualne innuenda i pogrozki pod adresem wszystkich swoich kolezanek na forum, ale ci ktorych stac na przyznanie sie do bledu.
    ______________
    Innuenda – zgoda, ale pogróżki? I pod adresem wszystkich koleżanek? Taka wyrafinowana osoba, a posuwa się do kłamstwa…. Czemuż to służy jej inteligencja? Ano manipulacji, by Misia pogrążyć za wszelką cenę, a samej do niezrozumienia jego – przyznaję, że nie najlepszego – ale żartu (wszak cytat to był, co jest istotne) się nie przyznać.
    Dalszy ciąg popisu błyskotliwej inteligencji Heleny:
    · Helena pisze:
    2008-06-21 o godz. 00:33
    Do ciagu dalszego kol. AS moj ciag dalszy w kierunku krytyczno-literackim dot, cytatu wybranego przez kolege MK.
    Otoz kolega MK w prostych zolnierskich slowach powiedzial do swych blogowych kolezanek cos takiego: “Dobrze wam zrobi na rozum, kolezanki blogowe, jesli ktos was wyj…ie, (powtorzone) . i jestem gotow uczynic to osobiscie “.
    Jak sie to ma do “kategorycznych sadow o mezczyznach”, ktore rzekomo (gdzie i kiedy?) wypowiadaly Alicja, Pyra oraz ja?
    Explain.
    ______________
    – zwracam uwagę na końcowe: „i jestem gotow uczynic to osobiscie”
    Oto, co zrozumiała Helena vel koty dwa z żartu i późniejszych tłumaczeń Misia oraz innych, którzy Misia zrozumieli właściwie. Kwiat inteligencji powala swą przenikliwością, doprawdy. Ale do tego nie wstydzi się żadnej insynuacji….
    I przychodzi wreszcie moment obrony Misia przez Panią:
    · Dorota z sąsiedztwa pisze:
    2008-06-21 o godz. 07:57
    Dzień dobry!
    Troszeczkę stanę w obronie Marka. Otóż napisał on do mnie 10.06. mail, w innej zresztą sprawie (że nie dotrze na mój zlot), ale poruszył w nim sprawę swojego wybryku i napisał właściwie z grubsza to, czego Panie oczekują na blogu, łącznie ze słowami “pozdrawiam serdecznie i przepraszam za wszystko”. Nie wiem, czemu było mu tak trudno przynajmniej to tutaj powtórzyć. Ale – jak świadczy o tym również wypowiedź ASzysza – faceci widać mają wbudowane coś takiego (a może to zgubne skutki testosteronu ), że trudno im używać takich słów, a nawet jak zdobędą się na użycie, to już nie sposób ich powtórzyć. Ja tego nie rozumiem, ale tak jest. Trochę już ich reformujemy, ale pomału to idzie. A klucz jest prosty i wyuczalny, i nazywa się inteligencja emocjonalna, i może sobie ją wyrobić każdy, bez względu na szerokość geograficzną, pochodzenie społeczne, a nawet płeć. Tak przynajmniej ja uważam
    ______________________
    Zanim przejdę dalej, kilka słów o tym poście. Nie mogła sobie Pani darować za nic uwag o facetach niezdolnych do zachowań uważanych przez Was kobiety, za ogólnie rzecz biorąc cywilizowane. Staracie się nas reformować, ale jak nam zaszczepić coś, czego organicznie nie posiadamy…. Ten testosteron z uśmieszkiem to oczywiście żart, prawda? W najlepszym guście Pani Doroto, w najlepszym. No, ale jak się Miś w liście pokajał, to można go troszeczkę pobronić.
    Zauważyli tę postawę także inni – postawę obronną Pani Doroty:
    Andrzej Szyszkiewicz pisze:
    2008-06-21 o godz. 08:42
    Pani Doroto – (drogie Panie)
    Mam nadzieję, że to o tym testosteronie to tylko się tak Pani nieopatrznie wymknęło bo już miałem się chwycić tego jak tonący brzytwy. Ja przepadam za dobrą, rzeczową polemiką.
    · andrzej.jerzy pisze:
    2008-06-21 o godz. 08:58
    Kobiety występujące grupowo są okrutne!
    Kiedy Miś, w odruchu desperacji, wlazł na chójkę, Helena napisała, ze nie jest to pozycja do wybaczania… Potem dowiedział się, ze jest seksistą, nie-mężczyzną, itd,itd…
    Sądzę, że gdyby nie to zbiorowe wyciskanie przeprosin, Miś dawno już powiedziałby, co trzeba. A teraz obawiam się, że mu to przez gardło nie przejdzie; mnie by nie przeszło.
    Dla Pań najbardziej satysfakcjonującą pozycją Misia, byłaby pozycja na kolanach. Przyszło mi jednak na myśl, że z chójki łatwo zejść, ale wstać z kolan trudniej.
    I to by było na tyle…
    ________________________
    W dalszym ciągu rozszarpywania Misia jeszcze tylko delikatne żarty, tu powtórzone przez Helenę za inną osobą:
    Helena pisze:
    2008-06-21 o godz. 17:48
    Dziewczynki
    A ten zespol moszniwo- osierdziowy to postaram sie zapamietac. Widac z nazwy ze powstaje kiedy moszna sie rozsierdzi. Powinien sie nazywac mosznowo-rozsierdziowy.
    ______________________
    Nie ma się czemu dziwić, skoro groził, że wszystkie weźmie siłą, należy mu się.
    Miś wlazł na drzewo i stamtąd tak pisze:

    · Miś.Kurpiowski pisze:
    2008-06-21 o godz. 20:48
    Helena napisała :
    Otoz kolega MK w prostych zolnierskich slowach powiedzial do swych blogowych kolezanek cos takiego: ?Dobrze wam zrobi na rozum, kolezanki blogowe, jesli ktos was wyj?ie, (powtorzone) . i jestem gotow uczynic to osobiscie ?.
    Szanowni Paśtwo, Szanowni Blogowicze, Panie Piotrze
    Serdecznie chciałbym wszystkich przeprosić za wywołanie największego w histori Polityki skandalu związanego z moimi niezwykle obraźliwymi słowami pod adresem wszystkich Pań piszących na blogu Piotra Adamczewskiego. Brakuje mi słów by wyrazić swój ból i skruchę z powodu odczytanych intencji zawartych w cytacie pochodzącym z filmu Seksmisja . Dla mnie film Juliusza Machulskiego nigdy nie był filmem o tzw, seksie. zacytuję tylko kilka słow które opatrznie zrozumiałem
    “O niezwykłym sukcesie “Seksmisji” stanowiły także wyraźne aluzje do rzeczywistości. 13 mln widzów zobaczyło w kinach podziemne, zakłamane państwo policyjne, stanowiące czytelną parafrazę tego, co działo się na ulicach, na partyjnych zebraniach i w telewizji. Walczący o wolność, godność i normalność Maks i Albercik byli bohaterami bardzo na czasie”
    Przepraszam , że żle zinterpretowałem cały sens filmu i uwierzyłem w to co piszą inni. Jako absolwent słabej prowincjonalnej szkoły zawodowej myliłem się tyle lat.
    Chciałbym serdecznie podziękować Pani Helenie , Pani Dorocie , Pani Małgosi Pani piszącej pod nickiem Nemo za powtórne niezykle dobitnie wyłożenia prawdziwego sensu filmiku o niezykle seksistowskim charakterze pełnego obrzydliwych aluzji i szowinistycznych podtekstów ponizającego godność i człowieczeństwo kobiet w Polsce i na całym świecie
    Przepraszam jeszcze raz i jeśli to Panie zadowoli jestem gotów to zrobić publicznie i na klęczkach.
    Proszę o wybaczenie Marek Kulikowski Ostrołęka
    _________
    Jak w świetle tego wystąpienia wygląda zrozumienie przez Panią listu Misia i jego przeprosin? Czy aby na pewno jego do Pani list dobrze został zrozumiany?
    Bo później Pani pisze o filmie:
    · Dorota z sąsiedztwa pisze:
    2008-06-23 o godz. 12:34
    Stanisławie:
    “Seksmisja” w czasie swego powstawania była niewątpliwie filmem politycznym. Ale dla kobiet była, jest i będzie raczej obrzydliwa, ponieważ opiera się na utrwalaniu paskudnych męsko-szowinistycznych stereotypów i nic na to poradzić się nie da. Nie znosiłam komuny, jej dwójmyślenia, szarości i małości, ale ten film już wtedy mnie nie śmieszył, choć trzeba przyznać, że role – zwłaszcza ta Michnikowskiego – były zagrane brawurowe.
    Tak więc jest, że alegoria została oparta na prawdziwym, jak widać – do dziś nierozwiązanym problemie. A czy “mnóstwo pań to dużo ładniejszy widok niż wielu mężczyzn” – z tym też bym polemizowała, wszystko zależy od tego, jakie kobiety i jacy mężczyźni… I ładność to nie jest poważne kryterium. Ostatnio chrzanią w mediach, że ponoć doradzono Tuskowi, żeby wziął do rządu ładne panie, bo to będzie medialne. Nie dziwię się, że Tuska to wkurzyło. Nie sądź nikogo po minie, bo się w sądzeniu poszkapisz.
    W sumie proszę się nie dziwić, że Pana żona nie ma wielkiej ochoty tego filmu oglądać. Ja też nie.
    _________
    Tyle w sprawie Misia i jego obrony przez Panią.
    W sprawie Basi też stanęła Pani w obronie? U Owczarka cały chór domagał się tego, co i Pani…
    Czy doprowadzając do tego, że Basia „która przecież napisała w końcu u Owczarka to, co napisała i chwała jej za to, że się przemogła” odczuwa Pani radość, satysfakcję, ulgę?
    Czy w tym przypadku też Pani czuje się ofiarą jednoosobowej sfory tworzonej przez Basię?
    Ja zarzuciłem Pani ultymatywność w ostatnim do mnie poście, w sformułowaniach o miłych słowach tu i teraz, nie w przywoływanych przez Panią przykładach z blogu komisarza, więc proszę nie traktować mnie jak nieświadomego, co piszę.
    Zarzut lekceważenia wysunięty wobec mnie, jest nieporozumieniem. Gdybym lekceważył Panią, nie napisałbym nic. A zwrot, że ruszyłem z nożem – no cóż, Pani poetyka nabiera dynamiki wraz z odkrywaniem, jakie różnice w rozumieniu czytanych tekstów między nami występują. To jest charakterystyczne: kiedy podzielam racje innych, wtedy posądza mnie Pani o ślepotę…
    Różnimy się w ocenach. Różnice te nie przeszkadzały mi w rozmowie, przecież to normalne, że ludzie w jednym wypadku się zgadzają, w innym nie. Po tutejszej wymianie konstatuję, że nie przekonam Pani ani do swoich racji, ani nawet do ich tolerowania. Z przykrością to stwierdzam. W sprawie Basi wystąpiła Pani – niestety – po złej stronie mocy. Nie zawsze większość ma rację, większość ma tylko siłę wymuszającą posłuszeństwo.

  26. basia Says:

    Doro, zeenie, Liczni Niemi Obserwatorzy,
    Momentami baaardzo żałuję, że nie mam ‚luźniejszego czasu i głowy’, by pójść do Owczarka i wreszcie zobaczyć CO NAPISANO o mnie przed i po moim komentarzu w sobotę po pólnocy. Ale tak, jak rzekłam – gdy się ‚odrobię’ (a przede wszystkim – gdy znikną główne czynniki wymagające ode mnie spokoju i absolutnie pozytywnych nastawień) – przeczytam ‚Owczarka’ uważnie i odpowiem. (Pewnie kilka stron-podstron będzie trzeba… takich jak ta… – bo już widzę trzy zagadnienia-rozdziały… a jeszcze te wszystkie cytaty!)…

    Ale przecież sednem nieporozumień TEŻ był mój brak czasu: na podglądanie blogu Owczarka inne, niż tylko ‚małym okienkiem’ (=najechanie na link u mnie – czy jest nowy wpis) i na sprawdzenie, czy coś nie dzieje się pod moimi zaległymi komentarzami pomieszczonymi tamże. Na ogół u Owczarka niewiele się ostatnio działo (nad czym ubolewała i Pani Redaktor) – miło mi więc, że choć w ten sposób przyczyniłam się do ożywienia blogu mojego Idola.
    Zatem raz jeszcze bardzo proszę – jeśli poczekają Państwo dwa tygodnie, będzie moja opinia i argumenty. Na spokojnie a nie w atmosferze (podobno) linczu i ‚dopadnijmy ją wreszcie, jest okazja’… – jeśli, naturalnie, Szanowni Oskarżyciele zechcą ‚na spokojnie’.

    Zeenie, wielkie dzięki za research w sprawie Misia. Może przyda się też kolejnej badaczce* ‚toksycznego wyradzania się blogów’, która do mnie wczoraj napisała (z wyrazami pocieszenia). Nie chciałabym, by to miejsce przekształciło się w hyde park dla generalnego wylewania żalów (w stylu: ‚a u was biją Murzynów’). Sama na ogół staram się maksymalnie ZAWĘŻAĆ pole dysputy. Bo komentarze w w blogu powinny być niewielkich rozmiarów, jeśli ktoś ma je przeczytać i POWAŻNIE SKUPIĆ SIĘ NAD STYLEM MYSLENIA I WRAŻLIWOŚCI DRUGIEJ OSOBY.

    Ale tu powiem tylko, że sformułowanie Pani Redaktor ‚która przecież napisała w końcu u Owczarka to, co napisała i chwała jej za to, że się przemogła’ odebrałam jako:
    -niedelikatne
    -niemądre
    -nierokujące na przyszłość
    -wbrew wszelkim zasadom mediacji, negocjacji, sztuki osiągania kompromisów (i podtrzymywania oraz pielęgnowania uzyskanych rezultatów)
    -skrajnie protekcjonalne
    -nieprofesjonalne jak na osobę żyjącą z pióra („przecież”, „w końcu”, „się przemogła”

    Przypominam, że dotąd nie uzyskałam od Pani Redaktor ‚jakościowego dobrego słowa’, które zwyczajowo słyszy się pod koniec takich spięć (~druga strona, ta ‚zwycięska moralnie’, ‚dobra’, ‚czysta jak łza’, przyznaje, że być może (maybe, just maybe) też grała momentami za ostro, za co przeprasza; i te przeprosiny mogą być w lepszym bądź gorszym stylu, bezwarunkowo i bezzastrzeżeniowo, bądź mniej – w zależności od potrzeby serca strony ‚zwycięskiej’… i woli palenia/niepalenia mostów; dalszego upokarzania/uniknięcia dalszej eskalacji).

    Przypominam, że występy Pani Redaktor odbywały się w moim saloniku. I że znamy się też jako Osoby, nie tylko blogowe nicki, których spory zawsze można sprowadzić na końcu, w momencie ‚pojednania’ lub ‚definitywnego rozstania’, do starć wyraziście zdefiniowanych racji. To nie jest możliwe, gdy ktoś wyciąga argumenty (lub daje aluzje), które mają zrobić wrażenie większej wiarygodności, jako niby powzięte w realu.
    Owszem, bardzo pożyteczna lekcja dla mnie i dla młodych, którzy na takim** sporze uczą się kultury internetu, ostrożności w sieci, unikania sytuacji i przyjaźni zastępczych i ostrożności w szukaniu (i sprawdzaniu) wirtualnych wzorców osobowości, wirtualnych bratnich dusz…

    Słowem, jak zawsze, jak od pokoleń:

    ‚Metodą moją ludzi zlicz-no
    najściślej arystokratyczną’

    …nic nowego pod słońcem…

    ***

    Bardzo mi przykro wobec samej siebie, że się wyrywam z moimi opiniami przed czasem… (zwłaszcza, że tyle innych spraw czeka, a piątek do pewnego stopnia został zmarnowany). Ale gdy człowiek przeczyta UWAŻNIE, co Państwo napisali (a takiego czytania blogu, który redaguję domaga się minimalna przyzwoitość i kurtuazja… chyba, żebym była obłożnie chora lub medium zawiodło) – bardzo trudno byłoby się powstrzymać od kilku impresji…

    Zeenie – raz jeszcze wielkie dzięki! I proszę spróbować pomyśleć też o sobie i nie powiedzieć, broń Boże, jednego słowa za dużo. W odróżnieniu od mojej niegodnej osoby – Pani Redaktor wydaje się zależeć na ‚odzyskaniu’ Komisarza i Pana na potrzeby Dywanu… 😉

    Wszystkich Zainteresowanych serdecznie pozdrawiam! I proszę o cierpliwość.

    ___
    *bo na ‚sprawę Misia’ (że się rozwija), zwróciły mi dwie inne, które kiedyś studiowały w moim mieście, a teraz robią doktoraty z socjologii…
    **na TYM konkretnym sporze ❗

  27. Dora Says:

    Witam.
    Ja przede wszystkim bardzo proszę, żeby mnie nie dołączać do żadnej „sfory”, która chciała „dopaść Basię”, bo wreszcie jest okazja (nb. nigdzie w komentarzach u Owczarka nie zauważyłam takiej postawy, to chyba nadwrażliwość Gospodyni). I nie odnosić moich wypowiedzi do wcześniejszych kontekstów.
    1. Miś
    a. Proszę dokładnie się przyjrzeć wcześniejszym postom. Nie wypowiadałam się w dyskusji Pań na blogu Pana Piotra przed słynnym lapsnięciem Misia. Jeżeli nawet wewnętrznie zgadzałam się z niektórymi tezami Heleny i doroty l., niespecjalnie podobał mi się ich ton. To są sprawy bardzo trudne i smutne i ja nie umiem się w nich wypowiadać. Cytat z „Seksmisji” jednak w tym kontekście odebrałam i ja jako swoiste dolewanie oliwy do ognia. Poza tym, jak już skomentowała niejedna osoba, nie każdy musi znać „Seksmisję”, zwłaszcza jeśli od dawna nie mieszka w Polsce. Same w sobie przytoczone słowa, bez kontekstu, który znamy z filmu, są obrzydliwe i to chyba każde z Was musi przyznać.
    b. Co do „Seksmisji” i jej wymowy w oczach kobiet (może z wyjątkiem Basi?), napisałam w odpwiedzi Stanisławowi, co zresztą zeen przytoczył. Posłałam jeszcze link na tę wypowiedź do Owczarka, na wypadek, gdyby umknął on Misiowi u Pana Piotra. Jest to wytłumaczenie, dlaczego odnośniki do „Seksmisji” nie muszą się wszystkim – a zwłaszcza kobietom – podobać.
    c. Co do mojej obrony Misia, przyznaję, że mogłam się powstrzymać od uwag testosteronowych. I tylko ktoś skrajnie nieżyczliwy wobec mnie może odbierać moje pierwsze zdanie, że „Miś MNIE przeprosił, więc w porządku”. Nie, to znaczyło: Miś RAZ JUŻ zdobył się na przeprosiny, więc wszystko jest na dobrej drodze. Zapewniam też zeena, że bardzo dobrze zrozumiałam to, co Marek mi napisał w mailu, nie przytaczałam go nigdzie w całości. Proszę nie dopisywać zmyślonych sensów tam, gdzie ich nie ma.
    2. Sprawa Basia-mt7.
    a. Ja do Owczarka też od dawna zaglądam po łebkach, po prostu z braku czasu. Sporu wcześniej nie zauważyłam. Dopiero po tym, co Alicja napisała u fomy, przejrzałam komentarze pod kilkoma wpisami, żeby się dowiedzieć, o co właściwie chodzi.
    b. Przeczytałam słowa Basi. Jeśli nawet, jak napisałam wcześniej, uważam niektóre wypowiedzi mt7 za egzaltowane (u mnie też się to parę razy zdarzyło, gryzłam się w palce, żeby ie skomentować), nigdy w blogosferze nie użyłabym słowa „histeria”. Bo to są właśnie słowa, które napędzają eskalację. Słowo „ratunku” ja też skojarzyłam z jej wołaniem swego czasu o pomoc w sprawie Mamy. Wzburzona mt7 użyła innego mocnego słowa: „niegodziwość”. Ale proszę zauważyć, że napisała: JEŚLI to dotyczy tego (mówiąc w skrócie), TO jest to niegodziwość. Nie było to jeszcze oskarżenie, tylko możliwość oskarżenia. Co szkodziło natychmiast wyprowadzić ją z błędu, tak jak tu wyżej napisał Bobik – powiedzieć „nie, nie chodziło o to”? Może nawet dodając „jak mogłaś nawet tak pomyśleć?”. Zmilczenie było wyjściem najgorszym z możliwych, bo właśnie na jego skutek pojawiła się eskalacja.
    c. Dlaczego mną aż tak telepnęło w sprawie mt7. Otóż dlatego, że wiem aż za dobrze, jak się czuje i jak reaguje człowiek w sytuacji takiej, w jakiej znalazła się ona.
    Przez parę lat mieliśmy w domu podobną sprawę – starsza osoba w stanie demencji, sprawna jeszcze trochę fizycznie, więc mogła sobie zrobić krzywdę albo ubrać się i wyjść, więc pilnowanie 24 godziny na dobę (bo często takie rzeczy dzieją się w nocy, dla ludzi w takim stanie pory doby nie istnieją, nie mówiąc o całym kalendarzu). To jest jeszcze większy koszmar, kiedy tego człowieka bardzo się kocha i pamięta jako cudowną osobę. To była nasza najukochańsza Ciocia, która nas z siostrą praktycznie wychowywała, podczas gdy rodzice pracowali. Tu byliśmy razem z siostrą i szwagrem, mogliśmy się wymieniać, ale wszyscy przecież musieliśmy pracować, co zresztą było oderwaniem od koszmaru w domu, ale i tak cały czas miało się w tyle głowy, co się tam dzieje. Poza tym depresja 24 godziny na dobę, z całą świadomością, że to historia, która nigdy nie skończy się happy endem. I to dotyczyło trójki młodych wówczas i zdrowych osób.
    Maria znalazła się w takiej sytuacji sama jak palec, w wieku emerytalnym i we własnej chorobie. Tylko więc do pewnego stopnia jestem więc w stanie wejść w jej położenie. Ale trochę jestem. Nie życzę Basi ani nikomu takich doświadczeń, ale życzę ich zrozumienia.
    d. Za jedno Gospodynię przepraszam – że nie zawarłam swoich uwag w mailu. Ale wiem, że do poczty zagląda o wiele rzadziej niż do bloga, a tu była szybka potrzeba działania. I proszę zauważyć, pierwsza moja uwaga (9:59) była bardzo krótka, oględna, symboliczna i sformułowana „ogródkami”, bez rozwijania tematu, bo chciałam uniknąć tego, co stało się dalej. W zamian przeczytałam o tym, że to Pani miała rację, że musi Pani zebrać „histeryczno-alarmistyczne” wypowiedzi mt7 i że „Alicja nęka Panią brzydkimi mailami”. Alicja później zacytowała swój mail – widać, że pisany był we wzburzeniu, ale na pewno brzydkim go nazwać nie można. I te wszystkie „wyskalowane emocje”, „przemieszczenie” itd… Naprawdę, jeśli nawet te określenia mają coś wspólnego ze stanem faktycznym, to przecież można to było załatwić metodą patrz punkt 2b lub wypowiedź Bobika. Dlatego napisałam w tym momencie o niepotrzebnym spiętrzaniu sytuacji i poprosiłam o niezbieranie „histeryczno-alarmistycznych” wypowiedzi.
    Ale później napisała Pani (o 5:55) jeszcze coś gorszego: „…nie ukrywam, że przede mną ciężki dzień. Ciężki problemami rzeczywistymi, a nie nabuzowaniem nieco bezczynnych Osób”…
    Tak miała Pani uprzejmość się wyrazić o mt7. Która jest w sytuacji takiej jak powyżej. Powiedzieć o tej sytuacji, że ktoś jest „nieco bezczynny”, to co najmniej niedelikatność i wniosek wysunięty z totalnej niewiedzy o tym, co z taką sytuacją się wiąże.
    e. Kiedy przeczytałam przeprosiny u Owczarka, naprawdę się ucieszyłam, bo pomyślałam, że nastąpiło zrozumienie i że teraz już wszystko będzie dobrze. Tak – ucieszyłam się autentycznie. Dałam temu natychmiast wyraz tutaj pisząc „Brawo Basia”. To za mało? To źle? To protekcjonalizm? Owszem, nie rozpisywałam się, uważałam, że to już nie jest potrzebne. Bo to kolejna eskalacja. Jak widać – myliłam się i zostałam przez Panią obsypana kolejnymi wyrazami, wśród których nawet znalazł się zarzut nieprofesjonalizmu 😯 Nie będę domagać się przeprosin. Zrobi Pani po ochłonięciu, co Pani uważa za stosowne.
    I jeszcze te słowa z ostatniej Pani wypowiedzi: „W odróżnieniu od mojej niegodnej osoby – Pani Redaktor wydaje się zależeć na ‘odzyskaniu’ Komisarza i Pana na potrzeby Dywanu…”
    I oto wyszło szydło z worka: „Pani niegodnej osobie” nie zależy na „odzyskaniu” Komisarza i zeena „na potrzeby Dywanu”…
    Panowie Komisarz i zeen to są osoby dorosłe. Wybór, czy zechcą powrócić, należy do nich. Jeżeli im wystarczy tutejsze TWA – owszem, będzie żal, i to nie tylko mnie. Ale naciskać nie zamierzam. Nigdy więcej ultymatywności! 😀
    Też się czegoś nauczyłam 😆
    Sorry za długość. Ale trzeba było wyłożyć rzecz dokładnie, a to być może moje ostatnie odezwanie w tym miejscu. Skoro jednak nie zaakceptowała Pani mojej wyciągniętej ręki – też trudno. Tyle tylko, że przecież i tak będziemy spotykać się w innych miejscach, bo przecież nie widzę powodu, by zrezygnować z ich odwiedzin. Bądźmy przynajmniej tam wobec siebie kulturalni.
    Za jedno na pewno należy się Pani uznanie – za założenie tej „wyszalni” (z Lema). Dzięki temu można też audiatur et altera pars. Kto zechce rzeczywiście ich wysłuchać, to może stać się pomocne w zrozumieniu sprawy. Że nie zawsze to może być po Pani myśli – też, mam nadzieję, wzięła to Pani pod uwagę.
    Pozdrawiam wszystkich. A szczególnie fomę za balsam…

  28. foma Says:

    Zaczynam się czuć jak kuleczka… Albo mały-duży chłopczyk. Albo jak słoń od-niemyślenia. Naprawdę jestem taki ładny? Z obławy się wywinąłem, ale widać pobór grozi…

    Na mszę dzwony zagrzmiały dostojnie
    Chłopcy idą na wojnę
    Maszerują wystraszone łyse pały
    Chłopcy idą na wojnę
    Pchają puste brzuchy panny dorodne
    Chłopcy idą na wojnę
    Czyszczą ordery tłuste generały
    Chłopcy idą na wojnę

    Jeszcze się nie zgadza
    Obecności lista
    Chociaż już czai się ten
    Niedobry sen

    Całuje nas las tulą okopy
    Chłopcy piszą listy z wojny
    Głód jest wszędzie i śmierć po trzykroć
    Chłopcy piszą listy z wojny
    Ptaki nam śpiewają brzydko
    Chłopcy piszą listy z wojny
    Śni nam się pięknych panien wilgoć
    Chłopcy piszą listy z wojny

    Ten list to znak
    Że jeszcze jesteś
    Słowa czołgają się cicho
    Chłopiec pisze szeptem

    W mieście dzisiaj dzień zwycięstwa
    W mieście noc szaleństwa
    Defilują tłuste generały
    Panny topią się w rumieńcach
    Orkiestra marsza gra na rynku
    Biją dzwony w kościołach
    Nie ma tylko naszych chłopców
    Urosły na nich zioła

    Ich imiona z grobów
    Deszcz pozmywał
    Deszcz zły handlarz
    Obłęd się nazywa

    sł. Żelio Żabarg; tłumaczenie: Grabaż

    A od siebie napiszę coś później u komiarza. W końcu na komisariacie wybuchło, tam trzeba zbierać odłamki.

  29. owcarek podhalański Says:

    Na mój dusicku! Juz było tak piknie! Łapy były podane! Smadny Mnich był pity! A tymcasem… 😦 W dodatku okazuje sie, ze i u Pona Pietra jakosi sarpacka była. Chyba nie dom rady o niej pocytać (mom nadzieje, ze syćka mnie tutok zrozumiom, bo tyz gwarzyli o cytaniu „po łebkak” z braku casu). Wiem telo, ze w tym całym ukwalowaniu udział bierom wyłącnie inteligentni blogowice. Jo nikogo tutok nie kokietuje – tako jest po prostu prowda. A skoro tak – sansa na ogólne i trwałe podanie łap chyba jednak pozostoje. Moze dopiero za pare tyźni? Moze za pare miesięcy? Ale pozostoje. Blogowe gwarzenie to nie mistorzstwa Europy w piłce noznej – nie musi ftoś przegrać, coby ftosi inksy wygroł. Mogom wygrać syćka! A wte przynajmniej nie trza sie zastanawiać, cy gloria vicits cy vae victis, bo wiktisów po prostu nimo 🙂

  30. foma Says:

    Owcarku, cyście som wtedy wiktisy. Ale to nie tak łaps, by przy łapach pozostać.

  31. zeen Says:

    Pani Doroto,
    Ad. 1a – w końcówce pisze Pani „Same w sobie przytoczone słowa, bez kontekstu, który znamy z filmu, są obrzydliwe i to chyba każde z Was musi przyznać.”

    Gdyby Miś zapomniał o cudzysłowie – zgoda, panie miałyby prawo poczuć się zdegustowane przedstawionym pomysłem. Do obrzydliwości wg mnie jeszcze sporo brakuje, ale zaznaczam, że wg mnie i przyjmuję argumentację innej wrażliwości. Ciekaw byłbym tylko jak ta skala wrażliwości wygląda w terminologii.
    Ale przecież użył cytatu w cudzysłowie, cytatu, który jest powszechnie znany, pochodzi z dzieła w równym stopniu popularnego wśród elit i wśród zjadaczy razowca. Nie stawiałbym na szali argumentu, że ktoś może tego filmu nie znać i dlatego się oburza. W większości przypadków znajdują się ludzie, którzy czegoś nie znają, posługiwanie się kodami jest na blogach powszechne i umożliwia szybkie porozumiewanie się.
    A o ile pamiętam, nie pierwszy to cytat z „Seksmisji” był, Miś miał prawo przypuszczać, że wykształceni i obyci ludzie oraz bardzo popularny film to nie są rzeczy niespotykane…

    Ad. 1 b – Od lat obracam się wśród kobiet tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym i proszę mi wierzyć, że do dnia przeczytania Pani wykładni filmu, nie spotkałem się nigdy z podobną.
    Wiele powtórek telewizyjnych tego filmu kończyło się wspominaniem co smaczniejszych scen – żadna ze znanych mi pań nie użyła sformułowania, że film jest obrzydliwy i ma wymowę antyfeministyczną. Kiedy pisze Pani w tonie stwierdzenia faktu „Ale dla kobiet była, jest i będzie raczej obrzydliwa, ponieważ opiera się na utrwalaniu paskudnych męsko-szowinistycznych stereotypów i nic na to poradzić się nie da” – dobrze byłoby wziąć pod uwagę, że nie wszystkie panie tak myślą.

    Ad. 1c Moja obawa o właściwe zrozumienie intencji Misia wynikła z różnicy znaczeń, jakie zaprezentowała Pani w otrzymanym liście od niego i znaczenia przytoczonej na blogu jego końcowej wypowiedzi. W liście do Pani – wg relacji – Miś przeprasza i uznaje swój błąd, co prezentuje Pani jako objaw pozytywnej zmiany jego stanowiska.
    W wypowiedzi blogowej – późniejszej niż list do Pani -2008-06-21 o godz. 20:48 także przeprasza i kaja się, wymieniając Panią w jednym rzędzie z Heleną i dziękuje Wam za otwarcie oczu na prawdziwe znaczenie filmu… Bez dwóch zdań pisze Miś tekst, który w sporej części prawidłowo rozszyfrowała Helena, dodając jak zwykle coś od siebie:
    „W pigulce, Nirrod, Mis wrocil, aby zaprezentiowac nam pelne ironii oraz self-pity “przeprosiny” i powiedziec, ze nie powiedzial tego co powiedzial, tylko nawiazywal do policyjnego panstwa w PRLu oraz walki o godnosc, wolnosc i demokracje. Powiedzial takze, ze jestesmy glupie, zas madry glupiemu ustepuje i dlatego gotow jest nawet na kleczkach dac nam to, co chcemy z glebi jego jestestwa wyrwac.
    No i tyle.”
    Jednocześnie tekst jest raczej odwołaniem albo zaprzeczeniem znaczenia zawartego w liście do Pani. I tylko stąd wzięły się moje spekulacje. Tu nie było z mojej strony chęci dodawania znaczeń, tylko wyjaśnienia ostatecznego stanowiska Misia.
    W sprawie nieszczęsnej sfory – ja nie napisałem, że u Owczarka pani wtórowała głosom oburzenia i żądaniom przeprosin. Wystąpiła Pani z inicjatywą w innym miejscu, też publicznym, oczekując tego samego, co piszący u Owczarka.
    Będzie najlepiej, gdy odczekamy te dwa tygodnie i Basia zapozna się ze sprawą i wypowie, nie chciałbym, bo też nie jestem w stanie, tak wszechstronnie jak ona zanalizować wypowiedzi, wyciągać z nich kontekstów i znaczeń…
    Te dwie sprawy stały się jedna po drugiej i noszą cechy wspólne. Warto je przeanalizować ku nauce i myślę, że kilka osób to zrobi. Napisała Pani, że nauczyła się czegoś, ja również już coś-niecoś łapię nowego. Sądzę, że za jakieś dwa, trzy tygodnie wszyscy zainteresowani tymi sprawami będą mądrzejsi.
    I oby nam zdrowie dopisywało. Bo jak powiada Owczarek – sarpacka – jeżeli nie odbierze zdrowia, to jest szansa, że zakończy się ustanowieniem ku pamięci potomności szpitala – pomnika im. Pierwszej Blogowej Sarpacki…
    W końcu własną krew tu przelewamy, nieprawdaż….

  32. Dora Says:

    No. Tak.
    I przyznam jeszcze, a propos mojego punktu 2d z 10:10 – tak jeszcze można było zrobić: napisać do Basi mail, a na blogu tekst: proszę zajrzeć do poczty… Esprit d’escalier. Pożyteczne, na przyszłość już wiem, że tak trzeba zrobić 🙂
    I jeszcze raz chciałam prosić Gospodynię, żeby nie rozumiała moich wcześniejszych słów jako słowa strofujące, protekcjonalne, jak do małej dziewczynki, tylko jako słowa człowieka, który poznał piekło, do kogoś, komu prawdopodobnie – jak można było wywnioskować z różnych Pani wypowiedzi – te doświadczenia są obce. Być może swoją osobistą historię powinnam była opowiedzieć „w pierwszych słowach mojego listu”. Ale samo wspomnienie, proszę mi wierzyć, po dwudziestu (!) latach sprawia wciąż wielki ból. Dlatego odczuwam solidarność z mt7 i jej starganymi nerwami.
    Ja łapę cały czas wyciągam. Od początku. Do wszystkich. I Pani też, Pani Basiu, choć nie była częścią teamu muszkieterów-wampirów-primiuomini (inny temperament blogowy, każdy ma swój styl), to też przecież wnosiła u mnie istotne uwagi. Nigdy Pani nie lekceważyłam i nawet jeśli Pani nie będzie miała ochoty do mnie wrócić, proszę to przyjąć do wiadomości.
    I jeszcze, zeenie, w mailu Misia do mnie nie było CIENIA tonu „mądry głupszemu ustępuje”. Słowo daję. Było za to coś innego, czego przytaczać nie mogę i nie chcę, co stawia wszystko w jeszcze innym świetle.
    A z reakcjami kobiet na „Seksmisję” podobnymi do mojej ja spotykałam się na tyle często, że poczułam się w prawie uogólnić. No cóż, każdy ma innych rozmówców… c’est la vie.
    A najbardziej cieszę się z zeenowych słów: „ja również już coś-niecoś łapię nowego”.
    Mam nadzieję, że złapiemy wszyscy ku naszemu ogólnemu pożytkowi.

  33. owcarek podhalański Says:

    No to kie stonie ten pomnik im. Pierwsej Blogowej Sarpacki? I fto go zaprojektuje? Jo projektować pomników nie umiem, ale proponowołbyk na cokole umieścić hyrny cytat z jegomościa Tischnera: „Krowa i koza jednom trowe zrejom, a gówno inkse” 🙂 , cytat ilustrujący te prowde, ze rózni ludzie mogom pozirać na te samom rzec i kozdy bedzie widzioł jom na swój sposób. I trza po prostu o tym bocyć, ze to jest jak najbardziej normalne.
    Aha! A na urocystość odsłonięcia tego pomnika jo moge przynieść cosi dobrego do wypicia. Wiadomo zreśtom co 🙂

  34. foma Says:

    Dawno nikt tutaj nie zaglądał, a 10/7 już minął…
    Jako żądna wrażeń publika dopytuję się, czy można liczyć na jakieś sequele czy też nastąpił już koniec serii spod znaku broni masowego zniszczenia?

  35. zeen Says:

    No to i ja zajrzę, jako zajrzał foma….

  36. basia Says:

    Przez przypadek zajrzałam tu, tropiąc wczorajsze trasy gonitw i ‚się-chowań’ Szanownych Panów…
    foma, przepraszam za spóźnioną reakcję na zapytanie 😳

    Niestety, nie mam tyle czasu i wolnej uwagi, by się teraz zająć – tak, jak obiecałam – zestawieniem opinii i dowodów ‚w sprawie’. Wiem doskonale, co chcę powiedzieć, wiem że to musi zostać powiedziane (piłka całkowicie na moim polu 😉 ), mam notatki odręczne… Ale do poczytania blogu Owczarka (zwłaszcza ‚tych’ dyskusji, bo wszystkiego nie nadrobię) i wynotowania linków do wcześniejszych kontekstów, jeszcze się nawet nie przymierzyłam…

    Powód:
    -Od początku czerwca a zwł. od jego połowy mam bardzo wiele przewidzianych i mniej działań zawodowych. Była nadzieja, że to wszystko wyciszy się nieco w lipcu – jest wprost przeciwnie. O ile okazjonalne pokomentowanie w ‚bezpiecznych’ miejscach jest odskocznią i relaksem w takiej pracy – sporządzenie poważnych tekstów i pełna gotowość na odpieranie ew. uwag do nich – to już zdecydowanie obciążenie ponad możliwości i rozsądek.
    -Jestem o tej porze roku u siebie po raz pierwszy od 2003 (przez 4 lata b.intensywnie pracowałam przez całe lato w L, w zeszłym sezonie ‚wypadły’ jeszcze atrakcje szpitalne). Stąd wysyp zobowiązań rodzinno-towarzyskich, goszczenie przyjaciół spoza miasta i Małopolski, odświeżanie przyjaźni… Plus trochę ruchu, który, jak mówi Pismo 😉 jest w stanie zastąpić wszelkie specyfiki… leczyć niepokoje, przepracowanie, budować radość życia, hart ducha, itd. 😉 🙂

    A więc – REAL przede wszystkim!
    Gdy nadejdą ciemne, zimne i deszczowe dni – wówczas (jeśli nie wcześniej) nadrobię sprawy wymagające wpatrywania się w monitor. A i tak – działając przeciwko sobie: od prawie trzech lat nie mogę wrzucić online trzech roczników ‚Pocztówek’ – mimo, iż strona gotowa (prawie) a odnośniki ogromnie by mi się czasem przydały (także w pracy zawodowej). ‚Wiszą’ też dwa inne, mniejsze projekty online… wszystko ‚na przedwczoraj’…

    Muszę więc odłożyć na kilka tygodni te wyjaśnienia…

  37. foma Says:

    To mam się upomnieć tak…, powiedzmy…, koło 20. września…?

  38. basia Says:

    Z pewnością zostanie to wszem-i-wobec ogłoszone… Chciałabym znacząco-przed 20 września… ale może się też zdarzyć po połowie października…

  39. foma Says:

    Minęło już: …5 dni

  40. basia Says:

    Czymżeż te dni pięć wobec wieczności?… I zobowiązań podstawowych człowieka…

  41. foma Says:

    Minęło już: …6 dni
    Proporcja do wieczności już trochę mniejsza…

  42. basia Says:

    …słowem, ‚stąd do wieczności – serial w codziennych odsłonach’

  43. mysha_b Says:

    „trochę ruchu, który, jak mówi Pismo jest w stanie zastąpić wszelkie specyfiki… leczyć niepokoje, przepracowanie, budować radość życia, hart ducha, itd.”
    A jednak warto wchodzić na stronki, na które tak w ogóle wchodzić nie warto. Nie warto ze względu na tematykę, a nie na osoby tu piszące. A warto, bo a nuż ta recepta, kiedy wszystko inne zawodzi, okaże się skuteczna. Oby!

    I jeszcze tylko zapytam nieśmialo: czy omawianej tu sprawy nie dotyczy już może przedawnienie? Mialabyś, Basiu, z głowy 🙂

  44. foma Says:

    W kwestii przedawnienia zdaje się powinny się wypowiedzieć zainteresowane strony…
    A wieczność zbliża się z każdym ziarenkiem w klepsydrze.

  45. basia Says:

    @Mysha_B: Ta recepta jest uniwersalna. Ale nie da się do niej nikogo zmusić, bo wymaga woli, samozaparcia, wysiłku. Jedno jest pewne: stosowana regularnie – nawet w małych dawkach – przynosi owoc, jeśli nie stokrotny, to wielokrotny… 🙂

    @foma: Co do przedawnienia – przypominam, że jeszcze nie pisnęłam ani słówka na moją obronę. A gromy ponoć poleciały potężne 😉
    Poza wszystkim – jak to już powiedziano wyżej: publiczność łaknie spektaklu. Przykro mi, że nie mogę go zapewnić w samym środku lata… Ale we właściwym czasie dam impuls, jakiego nie powstydziłyby się moje najwyżej ocenione (także – finansowo) robótki. Zatem – cierpliwości! 🙂

    I baaardzo proszę dać mi oddech i odejście od ‚tego wszystkiego’. Proszę Tych, którzy mi dobrze życzą. Bo Inni mogą mieć cele wprost przeciwne: ciągłego nękania i psucia mi lata przypominaniem o biegach zdarzeń, na których ‚rozkręcenie się’ człowiek zapracowany, pozytywny (ale jednak czasem wypowiadający się jasno i ‚w punkt’ 😉 ) ma niewielki wpływ 😦
    Nie, żebym – w moim wieku i po otarciu się o tyle jakościowych środowisk! – nie miała wypracowanych mechanizmów obronnych (choć przyznaję, coś takiego zdarza mi się po raz pierwszy i w wirtualu i w realu). Ale docenię stokrotnie takt, dyskrecję, cierpliwość i wszystkie pokrewne…

  46. zeen Says:

    Winien jestem wyjaśnienie, którego bym pewnie nie umieszczał gdyby nie brak do tej pory stanowiska Basi, miałem nadzieję, że wywiąże się z terminu i sprawa będzie zamknięta. I tak właściwie już jest, sprawa stała się zamknięta, chociaż pamięć o niej prędko nie minie, przynajmniej u mnie. Uważam, że we wskazanym terminie Basia powinna sprawę zakończyć, była bowiem zbyt ważna dla co najmniej kilku osób, by ją odkładać.
    Wmieszałem się w sprawę mt7 w polemice z głosami potępiającymi Basię, głównie za sprawą głosu Pani Kierowniczki. Sam nie uczestniczyłem w dyskusji na blogu Owczarka, byłem tylko czytelnikiem. Nie podobały mi się tam głosy potępienia – głównie Alicji – ale nie tylko, kierowane pod adresem Basi, gdyż uważam, że wynikały z niezrozumienia jej wpisów.
    Miast odwoływać się do argumentów racjonalnych, zawartych w tekście, ocenie poddano wypowiedź Basi pod kątem szkód emocjonalnych, jakie mogły wyrządzić bardzo wrażliwej mt7. Z zaskoczeniem przyjąłem, że bez udziału osób trzecich sprawa by się wyjaśniła wcześniej. Niestety i ja byłem w gronie tychże…
    Na domiar złego polemikę swą z Panią Kierowniczką prowadziłem powodowany wcześniejszymi urazami, których – o zgrozo – echa telepały się w mojej głowie.
    Dziś uważam, że tak uczestnicy, jak i zainteresowani świadkowie polemik zamieszczonych tu i na blogu Owczarka, są mądrzejsi o to doświadczenie i podobna sytuacja prędko się nie powtórzy. Szanuję i lubię tak polemistów, jak i osoby „dramatu” oraz jego świadków i dlatego dziękuję za pouczającą polemikę Pani Kierowniczce i wykazane zrozumienie i przepraszam za szkody komukolwiek wyrządzone swoimi wpisami. Pozostaję tym samym zeenem, choć niekoniecznie takim samym.
    Ale radzę nie liczyć na zanik mojej wrodzonej złośliwości i wredoty, niech no tylko nadarzy się okazja… 😉

  47. dora Says:

    Jako że „padłam” tutaj, to się odzywam.
    Dzięki, zeenie 🙂
    Przypomnę jeszcze zdanko z mojego najpierwszego, krótkiego postu w tej sprawie:
    „Słowem można kogoś bardzo zranić, nawet jeśli nie ma się tego świadomości”.
    I o to, i tylko o to chodziło…
    Ja sobie tak myślałam, na czym mógłby polegać Pomnik Pierwszej Blogowej Sarpacki 😉 . Może na tym, żeby ustanowić miedzy nami jakiś system ostrzegania: uwaga, robisz mi kuku? (Przyznam, że już takie myśli snuły mi się po głowie przy okazji poprzednich sarpacek na moim blogu.)
    Tylko jak by to zrobić? Może np. tak: Iksiński napisał jakieś słowo, które uraziło Igrekowskiego. Wtedy Igrekowski pisze np.: Iksiński, OSTROŻNIE 😉
    A może ktoś ma lepszego pomysła?

  48. foma Says:

    Wtedy powinni pojawić się najstarsi indianie i powiedzieć: „o w mordę…”
    Jako, że każdy jest apaczem [a pacze co sie dzieje i nusz mi się otwiera…] niech sobie zaakceptuje takiego osobnika na blogu, z adresem takim samym u wszystkich, powiedzmy najstarsi (małpa) indianie.pl, coby nie ustalać potem, kto puścił bąka w towarzystwie.
    Capito?

  49. zeen Says:

    Pomysł jest znakomity, nie wiem tylko, czy w ferworze polemik, gdzie emocje biorą górę nad rozumem, okaże się skuteczny.
    Mimo to popieram, można sygnał ostrzegawczy wybrać.
    Ale i tak uważam, że w naszym dobrze pojętym interesie jest zdbudowanie porządnego spiżowego Pomnika PBS, pod którym uroczyście, co roku zbierałby się Pan Prezydent, Pan Premier i wręczaliby kombatantom Pierwszej Blogowej Sarpacki liczne medale i odznaczenia oraz dodatkowe apanaże w postaci licznych dodatków do emerytur w baaaardzo przyzwoitej wysokości. Liczne wywiady w TV, udział w programach Taniec z Kombatantem na Lodzie, reklamach pampersów dla Kombatantów itp. itd….. 🙂

  50. foma Says:

    Pan Prezydent i Pan Premier 😯 Żeby pod pomnikiem urządzić rekonstrukcję? Wtedy nawet wszyscy meksykańscy indianie nie daliby rady…

  51. basia Says:

    Przyznam, że nic, ale to zupełnie nic nie rozumiem…
    A jednocześnie jestem od paru minut mądrzejsza… znacznie mądrzejsza, niż byłam…
    Widzę jakąś bardzo czołobitną samokrytykę…
    I traktowanie Basi, jak niepełnoletniej dziewczynki, co do której zeen wie, co powinna (zredukować sen z 4 do dwóch godzin w imię rzeczywistości wirtualnej… i wirtualnego dryfu – z kilkoma klinicznymi cechami* – kilku osób)…
    Precyzyjne wybranie momentu, by przyjść do mojego saloniku i sprawić mi przykrość – ba, wyprowadzić z równowagi (najgorzej od 1990, kiedy to nowy proboszcz macierzystej parafii zwolnił publicznie Tatę po 37 latach niemal społecznej pracy – doceń zeenie, co potrafisz!!! 😀 )

    ***

    Teraz muszę solidnie popracować w takim stanie.

    Nikt mi nie zapłaci(ł) ani pół grosza za czas, w którym od ponad półtora roku zaglądam na blogi… Do pracy instytucjonalnej idę, by zaprezentować w pełnym skupieniu pełnej (najczęściej 😉 ) sali to, co przygotuję w domu… I wracam – dlatego interesują mnie tylko te miejsca online, gdzie mam do czynienia z inteligentną, radosną rozrywką umysłową na wysokim poziomie oraz doskonaleniem się w obrębie moich zainteresowań i pasji… A także – z okazjonalnym podzieleniem się wiadomościami i doświadczeniem z obszarów, na których się dobrze znam.
    Nigdy nie miałam czasu (i ochoty) na – przykładowo – polityczne pyskówki ‚wszystkich ze wszystkimi’ (choć być może byłoby to dla mnie pewnym treningiem w obrębie uprawianej profesji) – życie jest zbyt cenne, doba ma tylko 24h a nie da się zbyt długo żyć na full sypiając po 4-5h!!!

    ***

    Jeszcze raz USILNIE PROSZĘ O OSZCZĘDZENIE MI DO PAŹDZIERNIKA WSZELKICH WYJAŚNIEŃ i PORUSZANIA TEJ KWESTII (TAKŻE WYJAŚNIEŃ LISTOWNYCH – boć, jak widzimy, tu opinie zmieniają się w iście kalejdoskopowym stylu).
    Wiem, to MT7 trzeba chronić; we mnie można walić ile się da – także na moim terenie. Ale są jakieś granice…..

    Na wszelki wypadek przypominam (gdyby ktoś jeszcze nie posiadał tej elementarnej mądrości życiowej), że nie wszyscy ‚płakusiają’ publicznie, gdy jest im ciężko. Gorzej, nie da się tu wyważyć żadnego miernika, żadnych proporcji…

    Mnie na przykład wpojono wpisywankowo-pamiętnikową maksymę:
    Bądź lekką w tańcu
    lecz nigdy w życiu
    ciesz się wśród ludzi
    a płacz w ukryciu…

    co
    …budzi podziw i chęć naśladowania wielkich
    …zawiść (czasem przechodzącą we frustrację z domieszką wściekłości) – małych

    ***

    Co do wredoty – chyba doświadczyłam już wszystkiego. Poza tym – boli ona tylko jeśli zaaplikowana z zaskoczenia, albo od osób życzliwych czy o wyważonych poglądach. W przypadku chimeryczności i ‚chorągiewkowatości’ – jest całkowicie bez znaczenia… 🙂 🙂 🙂

    ***

    Poza tym – dla precyzji wywodu – rozróżniajmy pomiędzy wpisami a komentarzami! Zapracowanej Basi łatwiej się skupić i dojść, o co biega 🙂

    ***

    „Wmieszałem się w sprawę”… I tym sposobem
    – B nie tylko ustawiono (i wciąż się ustawia) jako stronę w jakimś konflikcie (Owczarek był łaskaw rzec ‚sarpacce’ – wyjątkowo nieapetyczne słówko w danym kontekście)

    – Ale jeszcze sugeruje się tu, że zeen nie dlatego ‚się wmieszał’, by bronić jakiejś racji – ważnej i słusznej nawet wtedy, gdy się w pojedynkę zostaje na placu boju 😉 – … ale… właśnie, co ‚ale’ – co się zdeaktualizowało albo zdeaktualizuje po kilku tygodniach?… Co za nowa strategia, taktyka, nowe potrzeby, nowe urazy, nowe zachcianki?…
    Przecież w odróżnieniu od zajść realowych (gdzie szybkość przesłuchania ma znaczenie 😉 ) – tu wszystko jest ZAPISANE – i takim pozostanie!!!

    Więc skąd te nerwice?… Skąd te naciski na mnie i moje pierwsze jakościowe (b. ciężkie, ale w domu) lato od 2003?!….. Co to za obłęd? Czy ludzie siedzący w swych miejscach pracy i płaceni ‚etatowo’ naprawdę nie mogliby się czymś zająć… nawet w pracy?… Pouczyć języków?… zarządzania?… Psychologii płci przeciwnej?… Albo własnej?… Skąd ta nagonka i ciągłe zainteresowanie, co Basia powinna zrobić ze swoim czasem?… Już-natychmiast. Wedle cudzego widzimisię…

    Powtarzam po raz sto pierwszy – nic nie jest zamknięte; to mi zarzucono to i owo. Poza tym obrażono moją inteligencję i wiedzę źle definiując ’empatię’, ‚wsparcie’, etc 😉 Nie wspominając, kto i jaki miał tytuł do inwokowania tych szczytnych pojęć…

    Adding insult to injury…

    Odpowiem gdy będę miała czas z zapasem (bo jak to jest bywać bez zapasu w pewnych miejscach – okazało się 15 czerwca… czy tam kiedy, już nie pamiętam…)…

    Pozdrawiam mimo wszystko… I jeszcze raz gratuluję wyczucia w rąbnięciu we mnie!!! – „Uważam, że we wskazanym terminie Basia powinna sprawę zakończyć, była bowiem zbyt ważna dla co najmniej kilku osób, by ją odkładać.’ – O CO CHODZI? BASIA PRZEPROSIŁA I USUNĘŁA SIĘ Z DROGI. CAŁKOWICIE. RYZYKUJĄC UTRWALENIE SIĘ NIEKORZYSTNEGO WRAŻENIA W STOSUNKU DO JEJ OSOBY… I WSZYSTKIE INNE REZULTATY ODWLEKANIA. W CZYM ZEENOWI MIAŁOBY PRZESZKADZAĆ PRZESUNIĘCIE PRZEZ B TERMINU ZAPREZENTOWANIA JEJ ARGUMENTACJI???… 😮
    Przecież ‚druga strona’ poużywała sobie do woli i bez ograniczeń – co wiem od zeena, bo sama jeszcze nie czytałam…

    Nb, zeenie, nie wiedziałam, że to Ty dasz mi tak malowniczą i dobitną lekcję z toksyczności wirtualu…

    ___
    *przed jakimi przestrzegano Basię już na londyńskich studiach… tak gdzieś 12 lat temu… mocno przed rzeczywistością 2.0 🙂

  52. basia Says:

    … o widzę, że w międzyczasie się dowcipkowanko pojawiło… ślicznie, zaiste śliczniusio…

  53. basia Says:

    Tylko proszę mi powiedzieć, gdzie i jak ta moja ‚sarpacka’ z MT7 miała miejsce?… Będę bardzo wdzięczna!

  54. foma Says:

    To „dowcipkowanko” to pewnie ja… Pókim jeszcze w zasięgu głosu:

    basiu, nawet najlepiej przygotowane oddziały wsparcia niewiele zdziałają, jak na pobojowisku kruki będą wydziobywały oczy poległym. Wtedy lepiej nawet, żeby już nie wkraczać z nowymi siłami, bo kolejna pożoga pewna…

    Przy całym moim szacunku i uwielbieniu dla kolegi z. nie potrafię wyobrazić sobie, by był zdolny ustalić moment, w którym jego wpis najbardziej zaboli. I by w ogóle chciał, aby zabolało. Nie po ostatnich doświadczeniach. Odbieram wpis zeena jako niemożność dłuższego trzymania w sobie poczucia winy za dołożenie swojej cegiełki do wieży strzelniczej, wyraz zawiedzionej nadziei, że Twój szybki wpis nie zamknął sprawy, a zapowiadana odpowiedź wisi w górze jak gilotyna.

    Od lepszych oczekuje się więcej. Twoja dyscyplina, zorganizowanie, dbałość o szczegóły, warsztat, czytelnika sprawiły, że trudno nasycić się ersatzem, przekładaniem terminów etc, etc.

    Na koniec pozwolę sobie tylko przywołać Twój dzisiejszy (proroczy?) wpis:
    I have always found that mercy bears richer fruits than strict justice. To tylko ciekawostka bez znaczenia? Mylisz gwiazdy z ich odbiciem w jeziorze

  55. dora Says:

    Pani Basiu.
    Żeby nie mylić wszystkiego ze wszystkim.
    Od początku było dla mnie oczywiste, że w sprawie mt7 w ogóle nie chodziło o stronę merytoryczną, nie o to, kto ma rację, a kto jej nie ma. Tylko o stronę czysto ludzką – o przykre słowo „histeria”. I o to, że w sytuacji życiowej, w jakiej mt7 się znajduje, ma się nerwy na wierzchu, więc lepiej uważać i powstrzymać się lub użyć bardziej neutralnego terminu…
    I tylko na tym polegała ‚sarpacka’ 🙂
    Pozdrawiam.

  56. basia Says:

    P.S. Właśnie mi tu podesłano (dokładniej – pokazano-przyniesiono na miejsce) taki kwiatuszek:

    ‚Jestem winien Gospodarzowi i niektórym jego Gościom wyjaśnienie, którego udzieliłem w zalinkowanym przez Gospodarza miejscu.
    Pozdrowienia dla całej Budy’
    [Plus pozytywny emotikon]

    Nie mogę jeszcze raz zwymiotować, (zdarzyło mi się to kilka razy wczoraj po południu – z przyczyn emocjonalnych – po raz pierwszy od lata 1975! (gdy byłam małą dziewczynką)) i ‚zasoby wewnętrzne’ się wyczerpały…

    …ale jednak zapytam:
    Czemu miało akurat TO służyć? Ze strony Osoby, która, jak twierdzi, nie dyskutowała w czerwcu u Owczarka?
    By więcej czytelników zobaczyło kolejne dręczenie mnie w MOIM miejscu?…
    By spróbować przypiąć/utrwalić autorce łatkę osoby konfliktowej?…
    By przypominać o zajściach, o których niektórzy mogli zapomnieć?… (nie mówiąc o ‚wrażliwej’ – zdaniem B tylko ‚drażliwej’, to zasadnicza różnica – głównej ‚Pokrzywdzonej’ z czerwca)…
    By jeszcze mocniej ‚wypracować’ sobie jakieś awanse… może spełnić ultimatum?…
    By tym dobitniej pokazać wszem i wobec instrumentalne użycie mnie i mego miejsca do swych kolejnych gierek i strategijek?…

    ***

    Informuję też niniejszym, że dziś rano, po raz pierwszy od zapalenia płuc pod koniec stycznia 1994, byłam zmuszona przesunąć o dobę termin oddania rzeczy, nad którą aktualnie pracuję. Po prostu nie byłam w stanie sprawdzić i doszlifować.
    Wiem, są tacy, którzy odczują potężną satysfakcję. Ale mimo to informuję.
    Aby podobne zajścia się nie powtórzyły – jutro rano zamknę komentarze w tym miejscu aż do połowy października. Muszę się jakoś bronić przed toksynami…
    …liczyć mogę tylko na siebie (i tak jest najlepiej! 😀 )

  57. basia Says:

    @Dora: ‚Histeria’ jest w kulturach poważnych, dorosłych i o upowszechnionej (samo)wiedzy psychologicznej terminem neutralnym, opisowym. W Polsce – kraju formy osłabionej i ludzi wiecznie zestrachanych przed dodefiniowywaniem świata i siebie samych – i to nie we wszystkich kręgach, ale wśród ‚łobrozków’ (=ludzi łatwo obrażających się 😉 ) – bywa niestety wciąż jeszcze odbierany jako epitet. Tak, jak nim bywa fiksacja czyli usztywnienie, polskie odpowiedniki wheedling for reassurance, needyness, self-pity i wiele, wiele podobnych.

    Ale nie wyobrażam sobie, by w jakimkolwiek kontekście uznać za taki (opisowy, neutralny) rzeczownik abstrakcyjny wyraz ‚niegodziwość’. Użyty mimo niepewności, czy należało go użyć. [Dokładnie – bodaj ‚największa niegodziwość jaka mnie spotkała’]

    @foma: Łatwiej nam być miłosiernym wobec ludzi, którzy wykonują wysiłki w naszym kierunku… Półtora dnia (czw-pt) pod koniec czerwca podprowadziło mnie aż na kraniec. Ale nic nie mówiłam. To nie wystarczyło żądnym igrzysk (może chleba mają za dużo?)

    A o miłosierdziu wobec własnego organizmu będę – wybacz – decydować ja sama…

  58. foma Says:

    basiu,
    nie odczuwam satysfakcji, nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek odczuwał. Wojna domowa to powód do smutku.

  59. basia Says:

    Szefie, wyrażajmy się precyzyjnie!!! 😉
    Jaka wojna? (domowa 😮 )
    Nic ponad usilne kolejne przypieranie mnie do ściany, niszczenie mojego czasu i spokoju ducha tuż po tym, gdy powiedziałam, czemu nie teraz…

    Przecież październik jest sto razy lepszym terminem
    -brak przeciążenia termicznego (ludzie o małej samoświadomości a jeszcze nie daj Boże z nadwagą, cukrzycą, problemami wieńcówkowymi nie zdają sbie nawet sprawy, jak źle to na nich działa… i odreagowywują wirtualnie)
    -czytalnicy wrócą z wakacji
    -wszyscy nabiorą dystansu i sporządzą stosy precyzyjnych, wyważonych notatek 😉
    -B nie będzie już denerwować świeżo zdobytą Orlą Percią (a tylko – Rohaczem Ostrym… w najlepszym razie 🙂 )
    -itd.

    Wyrażajmy się precyzyjnie. Przynajmniej ci, których na to stać. Intelektualnie. I emocjonalnie.

  60. foma Says:

    As you wish my lady
    – ‚domowa’, bo i Ty, i zeen i Dora jesteście bliskimi mi osobami, od dawien dawna zamieszkującymi ten sam obszar blogosfery.
    – ‚wojna’, bo przyjałem militarną terminologię
    – ‚precyzyjniej’, ale też boleśniej, bo każde z naszej czwórki (i pewnie nie tylko) co jakiś czas znajduje przyjemność w udawadnianiu niekompetencji, wytykaniu błędów, czepianiu się tego czy owego. Raz subtelniej, raz mocniej. Jednym przechodzi szybciej, innym wolniej, jedni by już nie chcieli, inni dopiero zaczynają i dalej w ten deseń
    – ‚kolejne przypieranie do ściany’ – teraz nie ma przypierania do ściany. Było i wtedy pozwoliłem sobie zareagować i stanąć otwarcie w Twojej obronie. To co pojawiało się ostatnio, to wezwanie do zakończenie sprawy szybko tu i teraz, albo darowanie sobie jesiennego podsumowania, co prowadzi do mojej niezgodny z:
    – ‚październik jest sto razy lepszym terminem’, bo ci co zapomnieli sobie przypomną, bo to, co się zabliźniło, znowu zacznie boleć, bo spośród czytelników tylko basia (no, może jeszcze PAK, komerski i Hoko) sporządza notatki i nimi się podpiera na blogach, więc żadna z tego korzyść
    – ‚kogo na to stać’ jest takim samym obrażaniem inteligencji i wiedzy, jak wytykanie niezrozumienia znaczenia tego czy innego słowa.

    Gdybyś nie dostrzegła, wczoraj oprócz Ciebie (efekt zupełnie niezamierzony), polegl zeen (działanie zamierzone) i to na dobre. Na zawsze.
    Chcesz precyzyjnej, intelektualnej i wyważenie emocjonalnej szermierki – mogę stanąć. Zdaję sobie sprawę, że jestem mniej obyty, mniej oczytany, mniej doświadczony, ale co z tego? Podszkolę się przy okazji.
    Chcesz zrozumienia – staram się zrozumieć.
    Chcesz otwartości – możemy pisać tutaj.
    Chcesz swobody – znasz mój adres mailowy.
    Whatever you wish my lady

  61. basia Says:

    Nie czuję się od dawien dawna ‚w domu’ ani u Owczarka ani u P Szwarcman – głównie ze względu na Alicję, która dybie na każde moje sformułowanie, do jakiego mogłaby się przyczepić (i niekonsekwentnie, bo np. ochrzaniała mnie o cytaty angielskie a teraz słyszę*, że sama używa, ile wlezie… nie ochrzania też ani Heleny, ani jakiegoś Polaka z USA, piszącego u Owczarka… )

    Terminologia militarna jest zła!

    Kto wchodzi w dyskusję ten nie boi się bolesnych konstatacji. No pain, no gain. Problem, z kim (‚A gdy się z nimi w dyskusję wdam…’ itd. ) Problem też z czasem na jej komfortowe i precyzyjne przeprowadzenie – dlatego po raz milionowy pierwszy proponuję październik.

    Jest i było mnóstwo przypierania do ściany po wczesnej sobocie 29.6. W tym blogu, na tej stronie, last but not least – w Twym liście prywatnym… nawet, o zgrozo!!! – mały momencik podczas osobistego spotkania z Realowym Odpowiednikiem zeena… 😦

    A niby czemu miałabym sobie darować jesienne podsumowanie? 😮 Ktoś się boi, że jednak miałabym coś na swoją obronę?…
    Za dużo na swoją obronę?
    Zbyt panoramicznie, wielokontekstowo, precyzyjnie na swoją obronę?… Kto nie chce, nie będzie czytał. A przynajmniej studenci się pożywią (a moja kontaktowa dyplomantka skończy samodzielnie pracę i nie spisze gotowego… trzeba być dobrym belfrem nawet w wakacje… Alicja powinna docenić! 😀 😈 )

    Samowiedza zawsze boli… takie prawo przyrody.
    Ale niby kogo miałoby zaboleć? To dotyczy mnie, bo – powtarzam po raz milionowy – na mnie ponoć gromy poleciały, zdania zostały wyrobione. Więc może strach, że pochopnie i schematycznie je sobie wyrobiono, że prawda o empatii i wsparciu (oraz drodze do wzmocnienia i radzenia sobie z przeciwnościami losu) jest nieco bardziej złożona, niż chcieliby różni gołosłowni ‚ciumciacze’?… Niech się im nie zabliźnia tak łatwo!… Zbyt łatwo…
    (…Nnnno, wyobrażam sobie jeszcze ze dwie-trzy osoby, które też (może) zaboli… a więcej zobaczę, gdy przeczytam „Owczarka”. Ale trudno – w grobie wszystkim nam będzie bezboleśnie… wcześniej lub później)

    Jeśli aż 4 osoby zrobią te notatki – to więcej, niż super! 😀 Przecież je udostępnią innym. I wszyscy zobaczą konteksty…

    ‚Kogo stać’ – nie wiem, czy zauważyłeś, ale Pani Kierowniczka nie jeden raz apelowała o taki przekaz treści, by i mniej bystrzy mogli nadążyć. Podążyłam więc za tą logiką… bardzo protekcjonalną, jak i protekcjonalne (oraz obraźliwe) – co zauważył zeen w czerwcu – było traktowanie MT7 jakby, wchodząc w dyskusję (a nawet czepiając się, przyp. BM), miała być traktowana na innych prawach (niż np. ja).

    Gdybym wczoraj nie zauważyła w panelu komentarzowym uwag zeena z 12:26 – sprawa by się nie zaczęła, bo i jak? Dziś widzę, że natychmiast pobiegł się pochwalić swym wyczynem (odcięciem się ode mnie, sprawy i swego w niej udziału) do Owczarka. Pani Kierowniczka natychmiast podziękowała grzecznemu chłopcu za modelową samokrytykę… Chyba też widziałam nick ‚zeen’ dziś rano u Komisarza…
    Więc gdzie poległ, jakim cudem poległ?… 😮
    Zapoczątkował kolejną odsłonę ‚afery’ i doprowadził do ruiny moje zdrowie i strategię pracy najbliższych kilkudziesięciu godzin… Może nie wszystko przewidział, ale idę o zakład, że większość była mierzona a nawet – konsultowana.

    ZAWSZE MOŻNA ROZMAWIAĆ – TYLKO TRZEBA MIEĆ NIECO CZASU. Gdybym go miała ‚nieco’ – byłoby dawno po sprawie. Proszę zerknąć – wszystko napisano wyżej. TU. Tylko nieco dobrej woli, spokoju, cierpliwości…
    Nie mogę wyjść ze zdumienia… kto tym kręci i wciąż intryguje… że już-natychmiast… Może policję nasłać i niech B pisze… z glinami na ramieniu?…

    OK, teraz naprawdę MUSZĘ wracać do pracy… Blogi są (dla normalnych ludzi) tylko blogami…

    Serdecznie pozdrawiam!!! 🙂

    __
    *od dyplomantki, która tęże A analizuje jako osobowość bezinteresownie-toksyczną (w odróżnieniu od trolli opłacanych – interesownie toksycznych i eksperymentatorów – gł. studentów socjologii i kierunków medialnych) – na wszelki wypadek dodaję, że ta osoba po raz pierwszy skontaktowała się ze mną już podczas pisania pracy… poprzez mój blog, właśnie w okresie, gdy byłam zaszczuwana przez Alicję, którą miała ‚namierzoną’ wcześniej (i zrobiła ze mną ‚wywiad’, jak się czuję 😆 )

  62. foma Says:

    „Domowa” bo każda ofiara sprawia mi ból.
    „Militarna” jest jedną z szeregu dostepnych, ani szczególnie lepszych, ani szczególnie gorszych form. Jeśli nie przypadła Ci do gustu – przestanę używać.
    Jest istotna różnica między ‚chat’ a ‚talk’. Let’s talk.
    „Październik” – to już tylko studium przypadku. Mogę co najwyżej poczytać – dopisując do kolejki innych, już czekających, pozycji. Razem z doktoratem, o którym wspominasz.
    I tylko tę zmianę charakteru Twojego podsumowania miałem na myśli i w mailu, i w komentarzach. Jeśli odebrałaś to jako przypieranie do ściany – wybacz, nie było to moją intencją.
    „Przekaz treści”. Sam nieraz apeluję o dostosowanie języka do poziomu uczestników/odbiorców. Nie widzę w tym nic złego, póki nie zaczyna się protekcjonalizm.
    „Śmierć zeena”. Dokonała się. Co z tego że dostrzegłaś go w tym czy w innym miejscu? Nie mam zamiaru wpływać na Twoją ocenę tej czy innej osoby. Ale jeśli zeen miałby okazać się taką kreaturą, jaka wyłania się z Twoich słów, to znaczy, że pomyliłaś się w jego ocenie podczas spotkania opisanego w Kw-r(1). A może to teraz się mylisz?
    „Nieco czasu”. Tak, mój dziś też się już kończy.
    pozdrawiam

  63. basia Says:

    A cóż to za ‚tertium non datur’ w przypadku Mistrza_Z?… 😮 😯 🙂

    Czy nie może być tak, że i to i tamto i jeszcze wiele innych ujęć jakoś go charakteryzuje?… Jestem zbyt mądrą osobą 😛 🙄 by sobie rościć prawa do definitywnego werdyktu na czyjś temat nawet po znajomości sto razy dłuższej, prawdziwszej (coś-razem-robienie) i intensywniejszej, niż w tym przypadku.

    Wrażenia z pierwszych dni lipca podtrzymuję z całą mocą.
    Tego, co od wczoraj znalazło się, spod klawiatury naszego Przyjaciela, na tym miejscu po prostu nie rozumiem… Ale przecież mogę kiedyś zacząć… albo mi przestanie zależeć i dysonans poznawczy się wyrówna (czy tam – wyzeruje 😉 )
    Jeszcze inne wrażenia… dobrze, dajmy spokój wrażeniom, bo to nie podstawa do jakichkolwiek pisemnych charakterystyk…

    A, jeszcze jedno: w tym przypadku już musztarda po obiedzie, ale na przyszłość: dobrze jest – bodaj najbardziej żetonowo i konwencjonalnie – zatroszczyć się o osobę, którą spotkało to, co mnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin…
    Skoro już pojawił się motyw zabliźniających się ran innych i cierpień Mistrza_Z…
    Rzadko, niezwykle rzadko oczekuję dla siebie tego typu atencji od osób innych niż krąg super-najbliższych, ale to byłby ten moment…

  64. foma Says:

    basiu, jeśli nie zastanawiałaś się jeszcze, dlaczego tu jestem, to właśnie dlatego, że czuję taką potrzebę… I nie tylko o rany Mistrza_Z mi chodziło…

  65. basia Says:

    Dzięki…

    W ostatnich tygodniach jestem tak skołowana ‚w temacie’ dwóch blogów okołoPolitykowych, niegdyś moich ulubionych, że – nawet bezwiednie – wszędzie dopatruję się ‚hidden agenda’… 😦

    …a i czas zastanawianiu się nie sprzyja… nieraz nawet nad tym, jak się człek nazywa…

  66. foma Says:

    basiu, zmień okulary 😆 mój wywiad daje mi zupełnie inne sygnały. I wybacz mi jeszcze jeden militaryzm, ale tu nie ma złej woli, to friendly fire, z naciskiem na to pierwsze. A że wyszło na opak…

  67. basia Says:

    Zawsze noszę albo różowe 🙄 , albo miodowe 😀 …

    Friendly nie friendly – dobrego firewalla nie zaszkodzi mieć pod ręką… To się wszystko wyjaśnia i klaruje czasem w zaskakujących momentach i przewrotkach… Iluminacje… 😉

    Załóżmy, że nie ma złej woli… ale jest tyle wstrętnego, obrzydliwego protekcjonalizmu; zatrudnianego właśnie i precyzyjnie dlatego, że ja lubię z szacunkiem i (czasem po staroświecku przesadną) rewerencją traktować ludzi*…
    A gdy mówię, że nie mogę, to nie dlatego, że się kryguję, primadonnuję, chcę, by mnie proszono i za chwilę zmienię decyzję – NIE!!!
    I ci, co twierdzą, że mnie uważnie czytają i weszli w mój świat, powinni być mądrzy bodaj co do tej, konstytutywnej, cechy mojego charakteru…

    ___
    *Ale i pogadać sobie rzeczowo, ‚na temat’ a nie tylko konwersacyjno-koniukturalnie…

  68. foma Says:

    basiu,
    ci, co weszli w Twój świat traktują Cię nadzwyczaj poważnie. I szerzej, tak samo poważnie traktują wszystkich innych ludzi, do których zdarzyło im się zbliżyć. Czasem w tej powadze kogoś się potrąci, nie zrozumie, nie przewidzi reakcji… Nieintencjonalnie. Wierz mi, nikt teraz nie pławi się w zadowoleniu.

  69. basia Says:

    … i tu byłoby miejsce na analizę konkretnych przejawów… scroll up… 😉
    …i czy koniec czerwca nauczył ‚patroniserów’ czegokolwiek, co zatrudnili z sukcesem pod koniec lipca…
    Obawiam się, że wątpię 😦

    Ale muszę jeszcze popracować na chleb, zanim się wezmę do społecznych analiz filologicznych…

  70. foma Says:

    Niektórych nauczył…
    A ja się udaję na Alaskę. Przystanek nr 13. Życzę podobnie miłych wrażeń.
    ps. rozumiem, że jutro około 6. rano kończy się możliwość komentowania. To jakbym nie zdążył: świat jest o wiele bardziej przypadkowy, niż staramy się sobie wmówić…

  71. basia Says:

    Ja tam się ostatnio udaję wyobraźniowo wyłącznie do tatrzańskich dolin… Po stronie słowackiej: Ciężkiej, Żabiej, Kaczej, Jaworowej, Kieżmarskiej…
    Ale fizyczne znalezienie się tam trzeba precyzyjnie zaplanować…

  72. foma Says:

    Wstyd przyznać, ale nie byłem 😳

  73. basia Says:

    Nie ma powodów do wstydu; ja też w niektórych nie byłam a się nie wstydzę. A do innych nie ma legalnego dostępu 😉 😎

  74. foma Says:

    Nie wszystko co pozytywne jest legalne
    Nie wszystko co takie legalne pozytywne jest
    Nie wszystko co pozytywne jest realne…

    A że jednak trochę wstyd… To jak rozmawiać na forum piłkarskim, a nigdy wcześniej nie być na meczu.

  75. basia Says:

    To nie do końca tak: na wiele zjawisk – tak pozytywnych, jak i negatywnych – można sobie wyrobić pogląd jeszcze przed ich zakosztowaniem…
    Życzę z całego serca, by się to zdarzyło! (zakosztowanie gór, znaczy się 😉 ) 🙂 🙂 🙂

  76. foma Says:

    Tylko czy pogląd znajdzie potwierdzenie po wystapieniu zjawiska?
    A skoro już tak przyjemnie nam się gawędzie w tym bocznym pokoiku, to… [tu powinna się pojawić jakaś konstruktywna część zdania, ale niestety foma utknął w kałuży zagubienia i imposybilizmu].

  77. basia Says:

    Konstruktywnie to ja mogę zaproponować: ‚chcesz mieć ogląd i pogląd – czytaj prze… krój!’ (ze starego patriotyzmu lokalnego 😉 )

    A czemuż to imposybilizm?… Z Markiem Jurkiem się Pan zderzył (jakoś mi się to ‚i’ z nim skojarzyło… na zawsze… 😮 )

  78. foma Says:

    Jeszcze jeden tytuł miałbym odsyłać na makulaturę po jedynie pobieżnym przejrzeniu? Nie…
    Ani z Markiem, ani z Jurkiem, ani tym bardziej z obydwoma (obyma? Obama? 😉 ). Unikam zderzeń, chyba że są nieuniknione. Wtedy w pierwszej kolejności chronię szkła, żeby się nie pokaleczyć i coś widzieć po fakcie.
    A imposybilizm? Bo wydaje się, że atuty są w Pani ręku i to Pani ruch. Ja mogę tylko poczarować w licytacji lub spasować…

  79. basia Says:

    No nieeee, znów Pytia! 🙄

    I co za atuty… Ja mam wiele atutów 😐 , bardzo wiele… Ale jakżeż miałabym je w danym przypadku zatrudnić?… I czemu teraz, skoro gra atutami wymaga czasu, strategii… Czy nie lepszy po prostu święty spokój?…

  80. foma Says:

    Atuty i b to wszak nierozłączna para 🙂 Zgrzeszyłbym myślą, uważając inaczej. I zaniedbaniem, nie wspominając o tym. I zadufaniem, nie biorąc na to poprawki…
    Święty spokój! No masz, o tym myślałem nim spytiałem! Skąd ten dualizm dyskursu na basinym blogu, skoro wszystko jest tak spokojne, święte, niezobowiązujące…

  81. basia Says:

    😆

    Dualizm?
    1. Bo Szanowny Dyskutant tak sobie życzył
    2. Analogicznie do dualizmu świata: Dr Jeckyll’n’MrHyde; Babcia i Wilk…
    Chodzą po świecie osobnicy z wilczymi atrybutami… i przed nimi się trzeba kryć… 🙄 😐
    Przynajmniej na czas ważny, trudny, wymagający, zobowiązujący, rzutujący na przyszłość…

    A święty spokój nie ‚jest’ – do niego by się chciało dążyć… I może po to trzeba będzie to i owo zmienić…

  82. foma Says:

    Ad.1. Dyskutant świadom był, że agora otwarta jest tylko w lipcowe dni robocze. Zaakceptował jednak fakt, że nastąpiła pewna i nagła modyfikacja środków przekazu (a taki sejm od początku kadencji nie potrafi… to dopiero imposybilizm!), jej szczegółów jednak nie przeniknął.
    Ad.2. To Wilk udawał babcię, nie odwrotnie… A coś bliżej o tym wilku? Bo u mnie bardziej popularny jest człowiek-pająk.
    Czas rzutujący na przyszłość. Tak to już z czasem jest, że gna w stronę przyszłości… A czyjej w tym konkretnym przypadku? I czy działa na korzyść czy niekorzyść?
    Zapowiedź zmian! O! I nie tylko to zmienić, ale może nawet i owo…!

  83. basia Says:

    … a nawet – ab ovo…

  84. foma Says:

    Mowa o przyszłej czy przeszłej Wielkanocy…?

  85. basia Says:

    Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy… I w imię ich komfortu nie należy bać się śmiałych decyzji…

    (zresztą – o jakiej tu śmiałości mówić, w przypadku wirtualu, gdzie każdy z nas co tydzień-miesiąc dokonuje czytelniczych adjustments… )

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d blogerów lubi to: