Melancholie

3 lipiec 2009 by basiaacappella

Byli chłopcy byli, ale się minyli,
i my się miniemy po malućkiej chwili

- coś nie chce (od przedwczoraj) odfrunąć precz z mej pamięci…

Góralska nuta pożegnalna – odświeżona w ramach ośmiominutowego filmu w “Tischnerówce” – potrafi szarpnąć człowiekiem, że aż strach. Za chwilę kolejna ulubiona rzecz Tischnera, Krywaniu… – na szczęście w wykonaniu łopuszniańskich piękności.

Wdzięk niewieści idący niczym Łaska Boża przez wieś – któż tego nie zna?! I jakże stąd blisko do innego piewcy kobiecej tajemnicy i melancholijnej zadumy, związanego z Łopuszną – Kazimierza Przerwy-Tetmajera.
A zadamy go tak, by było “jeszcze bardziej na czasie…” ;/

Cień Chopina

Na wiejskie gaje, na kwietne sady,
na pola hen,
idzie nocami cień jego blady,
cichy jak sen.

Słucha, jak szumią nad rzeką lasy
owite w mgły;
jak brzęczą skrzypce, jak huczą basy
z odległej wsi.

Słucha, jak szepcą drżące osiny,
malwy i bez;
i rozpłakanej słucha dziewczyny,
jej skarg, jej łez.

W wodnych wiklinach, w blasku księżyca,
w północny chłód,
rusałka patrzy nań bladolica
z przepastnych wód.

Słucha jęczących dzwonów pogrzebnych
i wielkich łkań,
i rozpłyniętych kędyś, podniebnych,
gwiazd błędnych drgań…

Słucha, jak serca w bólu się kruszą
i rwą bez sił –
słucha wszystkiego, co jego duszą
było, gdy żył…

Poezje, Seria Pierwsza. 1891.

Lipiec, Gorce, Tischner…

2 lipiec 2009 by basiaacappella

Gorczański owczarek?

Świeże, niepowtarzalne wrażenia*

Kraków-Rzym’84 (1)

30 czerwiec 2009 by basiaacappella

Dziś mija ćwierć wieku od startu w moją pierwszą przygodę z Europą.
Siedemnaście dni ‘z bajki’ dla chłonnego małolata:
- Morawy, Czechy, Austria (4 dni w Wiedniu) i Alpy;
Włochy intensywnie-ekstensywne (Wenecja, Padwa, San Marino, Siena, Piza, Florencja, Asyż, Perugia, Rzym, Monte Cassino, Neapol, Sorento, Capri i Wezuwiusz), z detalicznym zwiedzaniem wszystkiego, co w danym miejscu super-ważne dla kultury i sztuki;
- Msza i spotkanie prywatne z Janem Pawłem tudzież udział w audiencji generalnej na Placu Św. Piotra (w dniu wizyty prywatnej u JPII zresztą);
- Morze, wiele razy morze!
(Kilka stolic obcych zaliczonych jeszcze przed Warszawą; trzy morskie akweny doświadczone wcześniej, niż Bałtyk; efektowny wgląd w Alpy i Apeniny zanim w Tatrach poznałam coś ponad Halę Gąsienicową)…

Geneza
Bodaj czwartek to był, tuż przed uczniowskimi feriami zimowymi. Po religii podchodzi do mnie Katecheta, “Najzdolniejszy Uczeń Tischnera” (dziś profesor w Warszawie) i mówi:
“Słuchaj, chcesz jechać na pielgrzymkę akademicką do Rzymu z okazji Światowego Zlotu Młodzieży w niedzielę palmową? Bo jedziemy z duszpasterstwem i jest miejsce…”
Moje zaskoczenie było z gatunku ‘porażających’: skąd pomysł, skąd wyróżnienie?… nie udzielałam się przecież w duszpasterstwie oazowym ani podczas mszy młodzieżowych, rekolekcji, itp. Na religii dyskutowałam trochę (może i kompetentnie…), ale wyróżniało mnie raczej pilne notowanie słów Prowadzącego (ciekawe były) oraz przemyślane (choć krótkie) eseje na 3 tematy*… – Czymżeż to jednak było wobec brylujących kolegów i koleżanek z mojej grupy katechetycznej, jednej z tak licznych na tym poziomie wiekowym?!… A gdzie reszta, która też mogłaby chcieć załapać się na tę wyprawę, pierwszą w historii parafii?!… Gdzie studenci, starsi, zaangażowani w akcje parafialne, krewni i znajomi królika?

Taaak, wyróżnienie obłędne. Tylko… kasa. Niewielka w sumie – 50$ i (bodaj) 15,000zł. Ale i tak kilkakrotnie większa, niż potrzebna była w grudniu, gdy dogrywano uczestnictwo w obozie harcerskim dekady – wyprawie w rumuńskie Góry Fogaraskie. Nie było szans.
Tym bardziej nie będzie teraz — pomyślałam i powiedziałam. Ustaliliśmy, że jeśli nie dam odpowiedzi do poniedziałku poweekendowego – trudno.

Jest kwiecień. Znów Katecheta zagaduje mnie po religii: “…za kilkanaście godzin wyjeżdżamy, ale wiesz – w wakacje ksiądz W organizuje drugą taką pielgrzymkę studencką… jesteś na liście.”

Wiedział, co robi. W czasie, jaki upłynął od końca stycznia Rodzice przeżywali męki gdybań i wyrzutów, że może powinni “stanąć na rzęsach” i mnie wysłać… Wysłuchiwał ich rozterek i ‘ksiądz po kolędzie’ i opiniotwórczy ‘bracia w wierze’… Więc gdy z duszą na ramieniu obwieściłam im nową propozycję Księdza (i nową kwotę, wyższą, bo niektóre gratisy (drogi na Zlot Młodzieży) nie miały szans na powtórzenie – 70$ i 20,000 zł) – powiedzieli “tak!”

Najważniejszym czynnikiem było “może to ostatnia szansa… taka okazja się nie powtórzy” – władza zaczęła dokręcać śrubę, marazm opozycji był faktem, podobnie brak nadziei w społeczeństwie; dostać paszport było coraz trudniej (ludzie wiali jak szczury z tonącego okrętu) — więc niech dziecko zobaczy trochę świata i spotka się z Papieżem (jeśli będzie okazja), bo nie wiadomo, czy wkrótce nie zamkną granic na amen…

Tak to się zaczęło…

Już po przygotowaniach, wysiłkach i przebojach! (O niektórych wspomnę w kolejnych odcinkach cyklu). Jest noc 30 czerwca i siedzę sobie z Ciocią w kuchni na dziesiątym piętrze, pojadając ciasto truskawkowe z bezowym zwieńczeniem i patrząc na ogród parafialny, gdzie za chwilę zajedzie autokar, który trzeba zapakować… O północy msza i ruszamy!
___
*droga-prawda-życie; św. Augustyn; wady i zalety demokracji – przygotowując ten ostatni, zasięgnęłam opinii Wujka: absolwent filologii klasycznej i anglistyki, poliglota i Europejczyk zaserwował mi panoramkę opinii od Churchilla po krytyki marksistów…

Nuda

29 czerwiec 2009 by basiaacappella

Boredom turns a man to sex, a woman to shopping, and it drives newscasters beserk.

Bruce Herschensohn

Z oczu drugiego człowieka

26 czerwiec 2009 by basiaacappella

Chciałbym i to powiedzieć, że wielkością tego Zjazdu — tego oliwskiego młyna — jest jego pluralizm. Na czym polega pluralizm? Polega nie tylko na tym, że wielu ludzi jedzie na jednym wozie i każdy siedzi na swoim miejscu. Pluralizm to jakby w y m i a n a s p o j r z e ń. Idzie o to, że nikt z nas nie znałby pełnej prawdy o sobie, gdyby jej nie wyczytał z oczu drugiego człowieka. Potrzebujemy nawzajem siebie, abyśmy mogli znać prawdę o sobie. Wierzący potrzebuje oczu niewierzącego, a niewierzący spojrzenia wierzącego. Chrześcijanin czyta prawdę o sobie nie tylko ze siebie samego i ze słów innego chrześcijanina, ale również ze spojrzenia poganina, Greka czy Żyda. W dziedzinie prawdy obowiązuje wzajemność spojrzeń. Prawdę o polskiej kulturze czyta się nie tylko z kultury polskiej, ale również z kultury rosyjskiej, niemieckiej czy francuskiej. Nie osiągnie się prawdy w samotności. W samotności łatwo o iluzje.

Józef Tischner (12.3 1931 – 28.6 2000), Trzy sprawy. Wystąpienie podczas drugiej tury Zjazdu “Solidarności” – 30.9. 1981. Za monografią Bonowicza Tischner. Znak 2001, s. 351 – WB cytuje za “Tygodnikiem Powszechnym” 41/1981.
(Całość)

Kilka weekendów temu zafundowaliśmy sobie z Przyjaciółmi kilkugodzinne Polaków rozmowy*. Pan Domu – nicujący polską prasę chyba dokładniej, niż ja gdy jestem we frenetycznej potrzebie opinii – powiedział nagle:
“Czy nie zaskoczył was brak kogoś w obchodach czwartego czerwca?”
…”Hmmm – wielu brakowało – albo tu, albo tam…” – bąknęłam.
“Tischner! – Nie było ani słowa o Tischnerze! Nikt się nie zająknął o myślicielu i kapelanie “Solidarności”!…

Skoro tak – trzeba przypomnieć. O nieomylnych instynktach różnych zjazdów, o pracy nad pracą, o ludzkiej nadziei i o dramacie-spektaklu spotkania z drugim człowiekiem… o całym tym fascynującym i arcytrudnym “pomiędzy”.
I jakeśmy to wówczas odkrywali: teoretycznie i praktycznie.
___
(*W przeciwieństwie do przelotnego spotkania w rocznicę wyborów – niezagonione, z dalekim spacerem łąkami nowohuckimi, kolejnym koncertem w Alei Róż, licznymi momentami wyciszenia i namysłu).

…i myślę o Anglii

24 czerwiec 2009 by basiaacappella

I am happy now that Charles calls on my bedchamber less frequently than of old.
As it is, I now endure but two calls a week and when I hear his steps outside my door I lie down on my bed, close my eyes, open my legs, and think of England.

Lady Hillingdon (1857-1940) The Rise and Fall of the British Nanny

Jeden z najsłynniejszych cytatów w kulturze brytyjskiej – występujący najczęściej w wersji imperatywnej (kierowanej do brides to be): Close your eyes and think of England!
Fraza ta bywa też używana do zasygnalizowania zamiaru “odarcia kogoś ze złudzeń” w obszarze innym, niż inicjacja erotyczna. Albo – jako wezwanie do pogodzenia się z nieprzyjemnym obowiązkiem lub procesem, jakiemu musimy się poddać (od fotela dentystycznego do zawarcia nieapetycznej koalicji politycznej).

Chyba można sobie podworować nieco z byłych panów (i pań) połowy świata*… przed naszą bardzo własną nocą Kupały – o ileż poręczniejszą czasowo i pogodowo od jakichś-tam zimnych Walentynek… ;|

___
*to kompleksy nieumiejętności i ogólnej nieadekwatności “w temacie” pchają ich w picie na umór – głosi mądrość uliczna nie-anglosaskich domorosłych psychologów Londynu…

Ostudzić

23 czerwiec 2009 by basiaacappella

Od początku kwietnia czekał na dzień dzisiejszy wpis o stylach plażowania – zwłaszcza takich, po których nie zostają żadne paski ani ciapki. (”Odsłonić”, 660 słów).

Ale pogoda zredukowała do zera moją wiarę w sens jego publikacji.
Idąc za ciosem, postanowiłam perwersyjnie “schłodzić dalej” atmosferę.
Anegdotką monachijską:

W 2000, tuż po powrocie z fantastycznego urlopu bożonarodzeniowego, A, szef biura gdzie prowadziłam konwersacje, zapytał mnie grzecznościowo o polskie rozrywki naśnieżne. Gdy odpowiedziałam, że jedną taką jest położenie się na ‘białym puchu’ i wygniecenie “negatywu” płaskorzeźby orła – zapytał:
- Do you do this naked? (z nieporadną wymową ostatniego słowa – jego angielski nienajmocniejszy był).

Niby nic szczególnego, ale zważywszy ton i spojrzenie, wcześniejsze niezbyt smaczne zaczepki, nagą Naomi Campbell pieczołowicie studiowaną w godzinach pracy i wyeksponowaną na biurku (“mad, bad and dangerous to know” pojawiła się wówczas na okładce Playboy’a czy innego Men’s Health), oraz – last but not least – skandaliczne dyskryminowanie płacowe dziewczyn w stosunku do panów*…
…To wszystko szybko zważywszy, zdając sobie sprawę z już wypracowanej popularności w ich gronie, oraz że raczej nie zniszczę reputacji “you are not a typical Pole; you are an international” (!) – odpaliłam:
- I didn’t know, nakedness was still an issue in Germany, especially among young professionals!…
Ton wyniosłej, znudzonej księżniczki na szklanej górze zrobił swoje… Następne zdanie A zabrzmiało szefowską neutralnością.

Ale ja – choć raczej zaskoczona-rozbawiona, niż głęboko-zniesmaczona – postanowiłam odtąd dawać nauczki przystojniakowi (z wieloma “ostojami pewności siebie” i równie licznymi kompleksami): gdy – wzorem kilku osób z teamu, w tym wspólnika J** – A poprosił o dodatkowe lekcje prywatne – grzecznie się wymigałam (choć później przyjęłam prośbę od niepracującej w tym biurze dziewczyny J)…
-…maleńka retorsja za nieprofesjonalne zachowania wobec zatrudnionej.

Dodać należy, że podczas Oktoberfest czy wyjazdów przedświątecznych biura miałam w A niezawodnego adoratora. Darmowy angielski, ma się rozumieć…

___
*Już wówczas, po kilku tygodniach z nimi, miałam “przecieki na temat”; przed samym wyjazdem wiosną 2001 dowiedziałam się znacznie więcej od rozżalonych pracownic, które “właśnie też” złożyły wymówienie.
**To J ukuł i rozpowszechniał opinię, że nie jestem typową Polką ich wyobrażeń, a bytem “międzynarodowym”.

Ten, kto komplikując siebie…

22 czerwiec 2009 by basiaacappella

Dlaczego nie chce się wam przyjąć do wiadomości, iż wyrafinowania nie tylko nie wykluczają prostoty, lecz właśnie powinny i muszą iść z nią w parze? Że ten, kto komplikując siebie, nie potrafi jednocześnie siebie upraszczać, traci zdolność przeciwstawienia się wewnętrznego siłom, które w sobie obudził, a które go zniszczą?

Witold Gombrowicz, Dziennik 1953-1956. WL 1988, s. 42

Najmocniej zapamiętana pojedyncza fraza po mojej pierwszej lekturze Dzienników.

Energiochłonne i niewolące “mam się świetnie!”

19 czerwiec 2009 by basiaacappella

Pod wpływem wczorajszego wpisu TesTeqa przypomniałam sobie obiegowy wierszyk szkolnych pamiętników (wylądował również w moim dzięki koleżance z zespołu śpiewaczego):

chociaż życie ci dokuczy
zły los porwie, z nóg cię zetnie
na pytanie ‘jak ci idzie?’
odpowiadaj zawsze ‘świetnie!’

bo tak w życiu postępując
dwojakiego dopniesz celu
nieprzychylnym przykrość sprawisz
radość wzbudzisz w przyjacielu

I dobrze, i świetnie – ale jakim kosztem!
Jękoły idą sobie po prostu z dryfem, który każe człowiekowi – istocie z natury ponoć leniwej – zachowywać energię… i tak często, jak się da, pozwolić się ponieść prądowi.

A tu?! Nie dość, że trzeba wypracować jakieś podstawy dla swych przechwałek w rzeczywistości “empirycznej” – to ile jeszcze pułapek komunikacyjnych, poznawczych, kwalifikacyjnych!

Ile zastrzeżeń!
Może nie powinnam, bo rzeczywistość nie jest bynajmniej różowa, a “tylko ja” mam nawyk ponadnormatywnego optymizmu… oraz stawiania Barańczakowych makiet przed nieuchronnymi zniszczeniami i ciosami, jakie obficie dozuje nam życie?
Może nie im… Zbyt okrutne na danym etapie rozwoju rozmówców… – I cóż to w ogóle za cel: “nieprzychylnym przykrość sprawię”?! I czy przyjaciołom faktycznie radość, czy tylko irytację (w najlepszym razie)?

Nietaktycznie, nie te szerokości geograficzne… – biadolenie zbliża ludzi a wystawianie się na zawiść, węszenia, złe ploty i inne ataki podjazdowe (tudzież otwarte)* wymaga czasem kontr-mobilizacji i przeciwstawienia się.

Może więcej dałoby wejście do wewnątrz jakiejś wspólnoty w biadoleniu czy sekty schorowanej wyobraźni? I po miesiącu gadek o tym, jaki to kryzys okropny a ludzie w autobusach tudzież lekarze w przychodniach nie do zniesienia — “przekabacenie mniej beznadziejnych przypadków”?…

Może…

Jak się ktoś naczytał niepotrzebnie o kwestii smaku i że się trzeba uśmiechać rano do lustra, to teraz ma niewolę do końca życia – skwitowała kiedyś znajoma.

___
*na to zawsze znajdą energię, strategię, porozumienie, (samo)dyscyplinę…

Skrajni

18 czerwiec 2009 by basiaacappella

The British National Party (BNP*) will not feel too lonely in the European Parliament. Similar parties with a strong nationalist message and opposition to immigration have been elected in the Netherlands, Hungary and Romania.
Mark Mardell, “szef” tematyki europejskiej BBC we wpisie blogowym ‘March of the right’, 8 czerwca.

BNP ma na swym instytucjonalnym sumieniu rozliczne grzeszki. Budzące oburzenie opinii. To, co imponuje, to zimna krew Brytyjczyków i szybkie odwodzenie bardziej zapalonych od “pokus knebla”:
choć się stanowczo z tobą nie zgadzam, będę bronił z całych sił twego prawa do głoszenia twoich przekonań

Czasem bardzo trudne…

___
*Jeden z dyskutantów pod blogiem Mardella cytuje-komentuje:
A quick look at the BNP’s 2009 constitution, accessible on its website under the front page heading ‘Resouces’, reveals the following (Section 1: Political objectives, 2b): “The British National Party stands for the preservation of the national and ethnic
character of the British people character of the British people and is wholly opposed to any form of racial
integration between British and non-European peoples. It is therefore committed
to stemming and reversing the tide of non-white immigration and to restoring, by legal changes, negotiation and consent, the overwhelmingly white makeup of the British population that existed in Britain prior to 1948.”

It also wants to repeal the Human Rights Act… no doubt that would aid its task of “restoring, by legal changes, negotiation and consent, the overwhelmingly white makeup of the British population that existed in Britain prior to 1948″.