Dziś mija ćwierć wieku od startu w moją pierwszą przygodę z Europą.
Siedemnaście dni ‘z bajki’ dla chłonnego małolata:
- Morawy, Czechy, Austria (4 dni w Wiedniu) i Alpy;
Włochy intensywnie-ekstensywne (Wenecja, Padwa, San Marino, Siena, Piza, Florencja, Asyż, Perugia, Rzym, Monte Cassino, Neapol, Sorento, Capri i Wezuwiusz), z detalicznym zwiedzaniem wszystkiego, co w danym miejscu super-ważne dla kultury i sztuki;
- Msza i spotkanie prywatne z Janem Pawłem tudzież udział w audiencji generalnej na Placu Św. Piotra (w dniu wizyty prywatnej u JPII zresztą);
- Morze, wiele razy morze!
(Kilka stolic obcych zaliczonych jeszcze przed Warszawą; trzy morskie akweny doświadczone wcześniej, niż Bałtyk; efektowny wgląd w Alpy i Apeniny zanim w Tatrach poznałam coś ponad Halę Gąsienicową)…
Geneza
Bodaj czwartek to był, tuż przed uczniowskimi feriami zimowymi. Po religii podchodzi do mnie Katecheta, “Najzdolniejszy Uczeń Tischnera” (dziś profesor w Warszawie) i mówi:
“Słuchaj, chcesz jechać na pielgrzymkę akademicką do Rzymu z okazji Światowego Zlotu Młodzieży w niedzielę palmową? Bo jedziemy z duszpasterstwem i jest miejsce…”
Moje zaskoczenie było z gatunku ‘porażających’: skąd pomysł, skąd wyróżnienie?… nie udzielałam się przecież w duszpasterstwie oazowym ani podczas mszy młodzieżowych, rekolekcji, itp. Na religii dyskutowałam trochę (może i kompetentnie…), ale wyróżniało mnie raczej pilne notowanie słów Prowadzącego (ciekawe były) oraz przemyślane (choć krótkie) eseje na 3 tematy*… – Czymżeż to jednak było wobec brylujących kolegów i koleżanek z mojej grupy katechetycznej, jednej z tak licznych na tym poziomie wiekowym?!… A gdzie reszta, która też mogłaby chcieć załapać się na tę wyprawę, pierwszą w historii parafii?!… Gdzie studenci, starsi, zaangażowani w akcje parafialne, krewni i znajomi królika?
Taaak, wyróżnienie obłędne. Tylko… kasa. Niewielka w sumie – 50$ i (bodaj) 15,000zł. Ale i tak kilkakrotnie większa, niż potrzebna była w grudniu, gdy dogrywano uczestnictwo w obozie harcerskim dekady – wyprawie w rumuńskie Góry Fogaraskie. Nie było szans.
Tym bardziej nie będzie teraz — pomyślałam i powiedziałam. Ustaliliśmy, że jeśli nie dam odpowiedzi do poniedziałku poweekendowego – trudno.
Jest kwiecień. Znów Katecheta zagaduje mnie po religii: “…za kilkanaście godzin wyjeżdżamy, ale wiesz – w wakacje ksiądz W organizuje drugą taką pielgrzymkę studencką… jesteś na liście.”
Wiedział, co robi. W czasie, jaki upłynął od końca stycznia Rodzice przeżywali męki gdybań i wyrzutów, że może powinni “stanąć na rzęsach” i mnie wysłać… Wysłuchiwał ich rozterek i ‘ksiądz po kolędzie’ i opiniotwórczy ‘bracia w wierze’… Więc gdy z duszą na ramieniu obwieściłam im nową propozycję Księdza (i nową kwotę, wyższą, bo niektóre gratisy (drogi na Zlot Młodzieży) nie miały szans na powtórzenie – 70$ i 20,000 zł) – powiedzieli “tak!”
Najważniejszym czynnikiem było “może to ostatnia szansa… taka okazja się nie powtórzy” – władza zaczęła dokręcać śrubę, marazm opozycji był faktem, podobnie brak nadziei w społeczeństwie; dostać paszport było coraz trudniej (ludzie wiali jak szczury z tonącego okrętu) — więc niech dziecko zobaczy trochę świata i spotka się z Papieżem (jeśli będzie okazja), bo nie wiadomo, czy wkrótce nie zamkną granic na amen…
Tak to się zaczęło…
Już po przygotowaniach, wysiłkach i przebojach! (O niektórych wspomnę w kolejnych odcinkach cyklu). Jest noc 30 czerwca i siedzę sobie z Ciocią w kuchni na dziesiątym piętrze, pojadając ciasto truskawkowe z bezowym zwieńczeniem i patrząc na ogród parafialny, gdzie za chwilę zajedzie autokar, który trzeba zapakować… O północy msza i ruszamy!
___
*droga-prawda-życie; św. Augustyn; wady i zalety demokracji – przygotowując ten ostatni, zasięgnęłam opinii Wujka: absolwent filologii klasycznej i anglistyki, poliglota i Europejczyk zaserwował mi panoramkę opinii od Churchilla po krytyki marksistów…