Landskron

Stoisz
dokładnie pod tą samą kapliczką, co 27 lat temu.
Nigdy więcej potem.
Dopiero teraz.

Myślisz,
że jednak pogoda mogła się udać nieco podobniejsza do tamtej, przecudnej końcowosierpniowej, a nie tak drwiąco odmienna, niczym w kiepskim filmie gatunku panta rhei złamane przez panny z wilka.

Patrzysz
na ten dom. Właścicielka – równe 40 lat starsza od ciebie – żyje i wciąż tam mieszka. Już wówczas starsza pani… w twym odbiorze.

Jak wtedy, tak i teraz zamiarem jest zamek. Ptaszydła dostały w międzyczasie juneskową pieczęć.

Wówczas plecaki na ich podwórku (wyjeżdżali pięknym czerwonym autem na koncert do Osjaku). Teraz samochód pod kaplicą.

On rzekł „o, o bracie Bolesławie wiedzą”.
Zmarł parę dni po „naszym” Papieżu.

Na górze było przeuroczo; towarzyszka malowała, szkicowała albo piórkowała… ptaki fruwały podobnie.
Oni zdążyli wrócić; jeszcze przed wyjazdem na koncert zdążyli położyć na plecakach czekoladki milka, itp.

Potem były dwa noclegi (rozbiłyście namiot w ogródku choć gospodarze nalegali, aby w domu, straszyli burzą), wędrówka Alpami do Osjaku z pożyczonymi mapami. Następnie lata-dekady, listy, zdjęcia, prezenty. Nade wszystko ciepłe, sympatyczne, dystyngowane kibicowanie wam osobiście i krajowi; uważność najwyższej klasy. Jak na austriackie profesorstwo przystało.

Z bijącym sercem stajesz na progu i naciskasz dzwonek.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.9.2017: Landskron. …]

Zamek Landskron (basia):

Gratschach, XII wiek, pod kuratelą Osjaku (basia):

podchodzimy (basia):

(basia):

można wypatrzeć nie tylko skocznie Villach, ale i kościół, gdzie państwo M załatwili chórowi B „nocleg przejazdowy”, 1991 (basia):

(basia):

Ku Ossiacher See (basia):

ta parafia… Gratschach, 1991… (basia):

nie sposób w tych dniach nie zauważyć wezbranej Drawy (basia):

pokaz drapieżnych ptaków trwa (Pak4):

Villach (Pak4):

Reklamy

Komentarze 23 to “Landskron”

  1. pak4 Says:

    Jeszcze foto:

    Więcej słońca nie było — tylko takie:

  2. pak4 Says:

  3. pak4 Says:

    Uuuu… aż się dziwię, że tak zlekceważyłem te ptaszory. To jeszcze trochę.
    Ale najpierw skocznie w Villach:

    I krajobraz:

  4. pak4 Says:

    No to ptaszory:

  5. pak4 Says:

    I jeszcze „z lotu ptaka” (choć tylko z zamku):

  6. pak4 Says:

  7. basia Says:

    Bardzo dzięki, bardzo słusznie!!! 😎
    A ptaszory muszą być na wierzchu bo z nich Landskron słynął i słynie. A skocznie muszą być na wierzchu, bo na jednej z nich polska drużyna skoczków wyskakała podium po raz pierwszy w historii (a ja się cieszyłam, że to było akurat w „moim Villach” 😆

    OK, pokontynuujmy zatem obrazkowy karnawał 😉

    Zamek Landskron spod kapliczki Gratschach

    Ogólnie – Villach. na dole widać jakieś „szczęśliwe kurniki”?… Nie przypominam sobie ich z „wtedy”…

    ptaszory w klatkach

    …do pokazu drapieżników… akurat była ta godzina…

    i inne pokazy…

    jest tu też kaplica

    na dole…

  8. Tom Says:

    Ładnie napisane i zilustrowane. Dziękujemy.

  9. Ze-Tor Says:

    „wyjeżdżali pięknym czerwonym autem ”

    Kobiety… 🙂

  10. basia Says:

    Tom, ja również dziękuję 🙂

    Ze-Torze, tak właśnie, pięknym czewonym, tym samym odwieźli nas rano w trzecim dniu znajomości pod ten tunel, byśmy jak najszybciej wystartowały do przejazdu marzeń, Grossglockner Hochalpenstrasse (po południu miało nastąpić załamanie pogody)…
    — Co się udało! 🙂

    (Ale na przykład pamiętam, że to srebrne rok wcześniej w Grecji, co nas woziło cały dzień, to była honda, więc nie jest tak źle z kobietami i markami aut 🙄 )

  11. marzena Says:

    piękne wspomnienia.

    a daty przyśpieszyły, już piątek rano… 🙂

  12. TesTeq Says:

    Zastanawia mnie…
    Austriacy: Zapraszamy, zapraszamy, tu jest sypialnia.
    Polacy: Nie, nie, my nie zwyczajni, w namiocie sypiamy.
    Austriacy: Jak chcecie…
    Austriacy na stronie: Znów nam, cholery, wygniotą tę pięknie wypielęgnowaną trawę! 😛

  13. pak4 Says:

    @TesTeq:
    W Ferlach nasza gospodyni miała kosiarkę-robota. Był zupełnie autonomiczny. Człowiek musiał tylko psa przytrzymać, by nie wpadł pod kosiarkę.
    No, ale to było w 2017…

    PS.
    Kiedy ludzie wychodują piesiarki, tj. owczarki do pilnowania psów?

  14. kij włóczy Says:

    fajne ciekawe wędrówki:)
    opisy i refleksje pierwsza klasa:)

    dzięki, tak trzymajcie, pozdro:)

  15. nietoperek Says:

    hu hu

    tyle
    fot
    a
    tego
    https://photos.google.com/share/AF1QipOLg8xydFOrN7lEYYkqhPIfbUUmfUmKxKjgsq–0dr0ltTo6A-9ytHawA3g0YcL8g/photo/AF1QipM14JFRcnyYZIZJ0ZDJc7VmLBZYzYDpBNcDDSsI?key=QlJBN05HUkczNEdOWE9SelZYcXNwaW9NcTBFWjdB
    nie
    pokazali

    hu hu

    zgroza

    hu hu

    zemszcze
    sie

    hu hu

    /wykrz/wykrz/wykrz/

  16. TesTeq Says:

    @Pak4: Niektóre psy już umieją…

  17. basia Says:

    Marzeno, skoro dało się czwartek zamknąć w jednym wpiiiiiisieeeeeee… 🙄 🙂

    TesTequ, po pierwsze primo, trawa tam i tamtego lata była wysuszona nieco, nawet w górskim Villach-Landskron, po wtóre przez parę nocnych godzinek nic by się nie stało nawet najmiększej angielskiej, prosto z Kew Gardens, po trzecie, wiedząc, jak bardzo się można obawiać wypsucia trawy (niekoniecznie pokosiarkowej, nawet pokrówkowej, jak demonstrowały to obie babcie, wygrażając wszelkim buksownikom i innym zbrodniarzom, biegając z łopatką i motyczką ilekroć rzeczona krówka zostawiła swój placek,…), B zadysponowała „blisko lipy”, gdzie trawy już w ogóle nie było… Na co jednak zaprotestował pan domu, wskazując, że za poprzednią burzą piorun odłupał gałąź i należy się przesunać bardziej ku środkowi… Zresztą pan A wspomagał rozbijanie namiotu z okna – świecąc dziewczynom sporą lampą biurkową…

    A nieśmiałością nie grzeszyły raczej — spokojnie (tylko z lekkim krygowaniem) zaakceptowały nie tylko zaproszenie na kolację, ba, na dwie, bo podczas tej pierwszej ustalono, iż zatrzymają się na dwie noce a dzień wykorzystają na wędrówkę do Osjaku… ale też zaproszenie do łazienki.
    (Nb, wyjątkowe szczęście do regularnych zaproszeń nie tylko do ogródków, ale i do wypasionych łazienek było cechą autostopowania i przedtem, i potem, ale w tym magicznym 1990 zwiedziły chyba najwięcej perełek łazienkowego stylu i funkcjonalności; B trzymała „spoko-fason” (troszkę wypodróżowana, np. z chórem, różne rodzinki się trafiały), ale przyjaciółka była bardzo pod wrażeniem (na wszelki wypadek wysyłała też B jako pierwszą, wypytując potem, jakich to pułapek należy się spodziewać w pokrętłach prysznicowych, fotokomórkach spłuczkowych, itd. 🙂 ))

    Natomiast kolejną noc, już po drugiej stronie Wysokich Taurów (Bruck) spędziły pod dachem. Niby poprosiły o ogródek, ale front jak miał przyjść tak przyszedł, i zupełnie nie oponowały, gdy właściciel zaproponował rozłożenie śpiworów na sofach pokoju dziennego. Też piękna postać, opowieść, wieloletni korespondent, (m/in fan wielu polskich krótkofalowców)…
    — Że też człek miał czas na te wszystkie listy, dysputy epistolarne, furę wypisywanych życzeń świątecznych!… – Fakt, internetu nie było! 😆

  18. basia Says:

    Paku4, u mnie na Dębnikach też takie roboty łażą po trawie… zwłaszcza jeden śmieszy, tumani, przestrasza gdy nagle podjeżdża pod krzaki na granicy prywatnego ogródka i parku… 🙂

    Kiju Włóczy, tyle miłych słów! Dzięki! 🙂

    Nietoperku, a za cóż ta zemsta sroga? Za to, żę obejrzałeś sobie z niekłamaną przyjemnością nasze przespektakularne albumy? 😮

    TesTequ, cwana bestyjka!… 😎

  19. Mela Woman Says:

    Ładne wspomnienie.

    Ale nie do końca rozumiem, po co ciasteczka i czekoladki na plecakach, skoro za chwilę mieliście jeść kolację?

  20. TesTeq Says:

    A, to przepraszam, jak blisko lipy, to bez lipy.

    U mnie w ogródku też trawa pod lipą była nędzna, ale Szanowna Gospodyni wolała austriacką nędzną pod lipą od polskiej, stołecznej nędznej pod lipą! 👿

    Teraz przepadło. Dzięki Szyszkodnikowi lipy już nie ma!

  21. basia Says:

    Mela Woman, już objaśniam, zeznaję chronologicznie.
    (A – Austriacy. P – Polki) 😎 🙂

    A wyprowadzali właśnie samochód z garażu by pojechać na koncert Karynckiego Lata, gdy P zaszły zapytać, czy mogłyby zostawić plecaki na terenie posesji i przespacerować się luzem na zamek.

    A pozwolili, podczas krótkiej rozmowy zorientowali się, co P dotąd zdziałały i że się interesują tym czy owym. Że na przykład wiedzą o „ojcu Bolesławie” (nb, postaci odświeżonej w Karyntii za sprawą opery-oratorium prapremierowanej na Karinthische Sommer rok wcześniej)

    P poszły, A przed wyjazdem na koncert położyli na plecakach czekoladki z domniemaniem (umówieniem), że po powrocie ze wzgórza P wejdą za bramę i zabiorą plecaki postawione na schodkach z tyłu domu.

    P spędziły na górze więcej, czasu, niż planowały. Wróciły do plecaków, znalazły czekoladki i wzruszyły się nimi. Gdy wychodziły z posesji, zajechał samochód z właścicielami. Znów rozmowa o koncercie, muzyce, sztuce, itp. — Od słowa do słowa… I w ogóle 😀

    TesTequ, drzewa już tak mają, że trawę wypłasz(cz)ają…
    …Ale może można się rozbić (roznamiotowić) pod innym drzewkiem Maestralnym… Rozważylibyśmy kiedyś, gdy już nie tylko podejmiemy, ale i zrealizujemy decycję jakiejś wyprawy na północ…
    …Wiem, wiem, tam strasznie zimno, prawda? 🙄 🙂

  22. TesTeq Says:

    Czy będą żądali dostępu bez skrępowania do łazienki? Możemy zapewnić. 😉 W łazience ciepło…

  23. basia Says:

    Może też być ze skrępowaniem… Ważne, żeby ciepło… Bo tu właśnie śnieg pada… Mokry i zimny… Pomyśleć… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: