Post scriptum, albo walka klas

Gościnnie – Pak4

Pisząc o niewoli babilońskiej i o tym, jak toczyły się losy przed nią i jaki to wpływ miało na Biblię, nie napisałem jednej, ważnej rzeczy.
Otóż to wszystko to były elity, związane z dworem królewskim i Świątynią.

Nikt, nawet Asyryjczycy, nie był tak szalony, by wygnać cały lud z prowincji. Na wygnanie szły elity. W przypadku Asyrii i królestwa Izraela, szacunki mówią o od 10 do 20% wygnanych. W przypadku Babilończyków i Judy nie było inaczej (a może nawet lżej). W niewolę szli przywódcy: król, dwór; szli żołnierze i poborowi, szli kapłani. A prosty lud żył jak wcześniej.

(Dlatego też, te „dziesięć zaginionych pokoleń Izraela” to żadna poważna zagadka, czy tajemnica. Wynarodowiono przywódców, rozrzucając po różnych prowincjach Asyrii, a lud został na miejscu i współcześnie jego potomkowie to głównie Żydzi, Palestyńczycy i Samarytanie. Ci ostatni, choć nieliczni, są o tyle ważni, że wyraźnie odwołali się do spuścizny północnego królestwa.)

Miało to swoje znaczenie. Bo gdy Persowie, pobiwszy Babilończyków zmienili politykę, „uwolnili” Żydów, a nawet zaczęli ich wspierać; przedstawiciele wygnanych elit — pod przewodem królewskich i kapłańskich potomków — zaczęli wracać (nie że wszyscy, tylko niektórzy i stopniowo…) do Judy i odbudowywać Jerozolimę, nastąpił zgrzyt.

I tu, i tu byli, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli Żydzi. I ci, i ci wyznawali Jahwe. Ale ich religia, kultura, czy pozycja materialna były bardzo różne. O domyślnych problemach z „odzyskiwaniem” mienia, nie wspominając. Właściwie to, z małym wyjątkiem, znamy stanowisko tylko jednej strony. Elity uważały, że ci na miejscu, ten lud, dał się wynarodowić i „spoliteizować” przez kontakty z obcymi. W niektórych księgach biblijnych zakaz kontaktów, zakaz wchodzenia w związki, nakaz zabijania wszystkiego, co mogłoby przynieść obce wpływy, staje się wręcz obsesją — to wszystko redakcje powygnaniowe Biblii.

Ale elity nie miały racji. Przynajmniej nie w pełni. Bo lud był wyrazicielem starszej tradycji. Tak przynajmniej twierdzi archeologia, wskazując na przykład, na rozpowszechnienie kultu Aszery (jako bogini płodności i małżonki Jahwe), którego ślady mają być powszechne w dziejach, przed powrotem z niewoli babilońskiej.

Wersja, którą znamy jest jednak wersją elit. Szczęśliwie, nie ograniczyły się do potępień, choć te najlepiej widać w Biblii. Elity także nauczały, przekonywały, przyciągały, prowadziły działalność „misyjną”. W ciągu pół tysiąclecia, które upłynęły od czasów powrotu z niewoli, do czasów Jezusa, religia w wersji elitarnej wygrała. Pojawiły się nowe podziały, ale były to już podziały w wykształconym monoteizmie, zaś Jahwe wyznawało więcej ludzi niż wcześniej, często na ziemiach, gdzie granice królestwa Judy nie sięgały.

***** * *****

LITERATURA PRZEDMIOTU

Zacznę może od kursów on-line, które można znaleźć na Courserze i przerobić za darmo (za certyfikat się już płaci):

— Jacob Wright, The Bible’s Prehistory, Purpose, and Political Future, Emory University, — dużo tematów bliskich Biblii, jej historii i tłu historycznemu, ale też rozmowy z badaczami na tematy „ciekawostkowe”. Właściwie… to Wright mnie doprowadził do najważniejszej tezy, czyli nie tyle co to za trauma była, ale co z niej zostało.

— Oded Lipschits, The Fall and Rise of Jerusalem, TelAviv University — opisanie upadku Jerozolimy oraz pierwszych dekad niewoli babilońskiej czy potem perskiej, z perspektywy archeologii Izraela (tj. interesuje ich, co się działo w ziemi Judy w tym czasie). Gruntowne przedstawienie okoliczności popadnięcia w niewolę babilońską, oraz jej skutków.

Książki (kolejność prawie losowa):

— Eric Cline, Digging up Armageddon, The Search for the Lost City of Salomon, Princeton University Press, 2020; oraz Eric Cline, The Battles of Armageddon: Megiddo and Jezreel Valley from the Bronze Age to the Nuclear Age, University of Michigan Press, 2009 — Cline to archeolog i popularyzator historii (najciekawszą jego książkę: 1177 przed Chr. Rok w którym upadła cywilizacja, poświęconą upadkowi cywilizacji epoki brązu i nastaniu epoki żelaza, wydano po polsku), który sam pracował przy wykopaliskach w Megiddo. A że punktem wyjścia była ta śmierć Jozjasza pod Megiddo, to jego popularyzacji nie mogło zabraknąć. Choć, cóż, „Digging…” nie porwało mnie — to historia prac archeologicznych w Megiddo, z której dużo się można dowiedzieć o ekspedycji Uniwersytetu z Chicago w pierwszej połowy XX wieku, wraz z konfliktami personalnymi i narastającymi niepokojami na linii arabsko-żydowskiej. Czyli może ciekawostki, ale nie wpisujące się dobrze w treść notek. Z bitwami jest lepiej, to popularyzatorski przegląd jakich Cline zrobił wiele (ma na swoim koncie także książki o Jerozolimie… nie czytałem). Popularyzatorski do poziomu rozrysowywania ruchu wojsk w apokaliptycznej bitwie pod Har-Mageddon… Ale zostawiwszy tę śmiesznostkę z boku – Megiddo i dolina Jezreel to rzeczywiście miejsce łatwopalne na mapie świata.

— Eric Cline, From Eden to Exile, National Geographic, 2007 — jak jesteśmy przy Cline’u, to kolejna popularyzacja (National Geographic!). Cline zebrał różne tematy dotyczące Biblii, o które pytają profani, typu: gdzie był ogród Eden, albo co się stało z Arką Przymierza. Zebrał i popularyzatorsko (ale i fachowo) skomentował. Co o tyle ważne, że to nie są tematy, które pociągałyby zawodowych historyków, więc chyba bardziej fachowego komentarza nie znajdziecie. Choć… cóż, liczyłem, że ktoś zapyta, czy Spielberg miał rację, ale się przeliczyłem.

— John Barton, The History of the Bible: The Books and Its Faiths, Penguin, 2019 — zacząłem czytać jakoś niezależnie od tematu, rzecz mnie trochę rozczarowała, ale nie chcę być źle zrozumiany — tu jest więcej o Biblii, jako o już istniejącej Księdze, historii jej odczytań, czy tłumaczeń, niż o jej powstawaniu. A to ostatnie mnie zajmowało najbardziej w tym czasie.

— Richard Elliott Friedman, Who Wrote the Bible? — rozpisana „hipoteza dokumentów/teoria źródeł”, dotycząca powstania Tory. Bardzo ładnie rozpisana — jak komuś nie przeszkadza angielski to polecam. O samej „teorii źródeł” poniekąd wspomniałem, pisząc o historyczności Mojżesza, a raczej, o czasie jaki minął od jego domniemanej działalności do spisania jego dziejów. „Hipotezę” chyba przedstawia Kosidowski, jeśli mnie pamięć nie myli, bo sama z siebie nie jest nowa (Niemcy, XIX wiek), ale wciąż pozostaje popularna, a Friedman opisuje ją z perspektywy entuzjasty Biblii. Generalnie: na Torę składają się opowieści czterech autorów, określonych przez badaczy literami: E, J, D i P, oraz redaktora. W roli redaktora zwykle widzi się Ezdrasza (który kierował odbudową świątyni po powrocie z niewoli babilońskiej); E był kapłanem związanym z królestwem Izraela, ale piszącym po jego upadku (VII w. p.n.e.), litera E od nazywania Boga Elohim, aż do objawienia się Mojżeszowi (to jedyny autor źródła robiący takie rozróżnienie); J był/była związany z domem królewskim Judy (J jest wyjątkowo empatyczny/a w stosunku do kobiet, stąd Friedman podsuwa myśl, że mogłaby to być kobieta; litera J od Jahwe, bo tak nazywa się Bóg, bez rozróżnień na objawienie Imienia); D – związany ze świątynią, czy szerzej — kręgiem kapłańskim Judy z czasów Jozjasza lub później (identyfikuje się z kręgiem proroka Jeremiasza i przypisuje też stworzenie ksiąg historycznych Biblii — od Jozuego po Kroniki; D od „Deuteronomista”, bo D jest głównym autorem Księgi Powtórzonego Prawa, łac. Deuteronomium); P – autor kapłański, późniejszy od E i J (to głównie on opisuje sposoby sprawowania kultu) — Friedman lokuje go w czasie tak, by mógł z D polemizować, ale tu warto dodać, że zwykle lokuje się go bądź na wygnaniu w Babilonie, bądź nawet po powrocie z Babilonu.

— Israel Finkelstein, Neil Asher Silberman, The Bible Unearthed, Free Press, 2002 — książka ukazała się też po polsku, o ile pamiętam. Cóż, o Finkelsteinie należy powiedzieć więcej, bo namieszał. Chodziło o datowanie miast z charakterystycznymi bramami „sześciokomorowymi”. Pierwszą taką bramę odkryto w Megiddo i powiązano z inwestycjami Salomona. Potem znaleziono kilka analogicznych i, generalnie, istnieje przekonanie, że świadczą one o jednym inwestorze i długo archeolodzy i historycy byli przekonani, że znaleźli w nich dowód potęgi królestwa Salomona. „Obalił” to Finkelstein, który stwierdził, ze wszystkie elementy tych puzzli historyczno-archeologicznych lepiej się układają, jeśli powiązać te inwestycje z królami Omrim i Ahabem, czyli trochę późniejszymi czasami (i tylko północnym królestwem – Izraelem). Ale jeśli tak, to co z Salomonem? Finkelstein zdegradował go do roli władcy jednego miasteczka (Jerozolimy) i jego najbliższych okolic. (Od bram się zaczęło, ale argumentacja jest szersza. Jerozolima czasów Dawida i Salomona jest malutkim miasteczkiem; nie ma śladów działania administracji w tym okresie — a są w innych okresach, więc to jest wykrywalne. Także Szeszonk wkrótce podbijając Kanaan dziwnie omija tereny Judy i Izraela — tu jest rozbieżność z Biblią, którą Finkelstein tłumaczy, że nie było tam nic wartego podboju.) Tezy Finkelsteina budzą kontrowersje — wydaje się, że liczni historycy dali się przekonać, ale „maksymaliści biblijni” wciąż obstają przy Zjednoczonym Królestwie, jak się nazywa królestwo Dawida i Salomona. A w tej konkretnej książce mamy przegląd całej historii starożytnej/biblijnej Żydów odniesionej do odkryć archeologicznych. Generalnie polecałbym, z jednym zastrzeżeniem — Finkelstein argumentuje, to plus; ale Finkelstein nie prezentuje zdania oponentów i nie wskazuje istniejących kontrowersji – dla nieobeznanego czytelnika może to być mylące.

— David Carr, Holly Resilience: The Bible’s Traumatic Origins, Yale University Press, 2014 — o traumach w Biblii, czyli coś bardzo w temacie wpisów. Oczywiście jest i o niewoli babilońskiej. Autor jednak szuka ich tak szeroko, prawie wszystko dla niego jest traumą i jej przepracowaniem. Aż sam się boi swoich wniosków…

— Daniel Fleming, The Legacy of Israel in Juda’h Bible, Cambridge University Press, 2012 — jedna z trudniejszych pozycji (polecał pan Wright, z kursu z Emory University) — chodzi o to, że tradycja biblijna kształtowała się głównie w Judzie i wśród spadkobierców królestwa Judy, ale są w niej wątki pochodzące z królestwa północnego, tj. Izraela. Autor, generalnie, szuka źródeł wątków i narracji w głębszej przeszłości – w królestwie Izraela, czy nawet wśród koczowniczych plemion, które przywędrowały do Kanaanu.

— Michael Coogan (red.), The Oxford History of The Biblical World, Oxford University Press, 2001 — tytuł dokładnie oddaje treść książki. Co do treści, to książka z lat 90-tych, mocno więc konserwatywna (ach, ubawiło mnie stwierdzenie, że coś jest prawdą, bo mówi to Biblia w „stylu historycznym”), może jednak stanowić dobry i kompleksowy przegląd historii biblijnej ujmowanej przez maksymalistów.

— George Rawlinson, The Kings of Israel and Judah, Molinarius Press, 20017 — jeszcze dziewiętnastowieczne (autor zmarł w 1902) przedstawienie historii, oparte w całości na Biblii. Jako „uhistoryczniona” w stylu relacja z Ksiąg Samuela i Ksiąg Królewskich może i dobre.

— Thomas Thompson, The Mythic Past: Biblical Archeology and the Myth of Israel, Basic Books, 2008 — minimalista biblijny, po którego sięgnąłem dla bezpośredniego zapoznania się z tym nurtem. Thompson opierając się na krytyce literackiej Biblii, wskazuje na powtórzenia, przekłamania, włączenia wątków obcych wątków, by dojść do wniosku, że cała Biblia to tylko późno (czasy greckie, czy rzymskie) wymyślona mitologia. Sam stosuję tu w miarę możliwości porównania do analizy najstarszej historii Polski, co prowadzi mnie do wniosku, że to Finkelstein jest najbliższy właściwych rygorów pracy historyka. Minimaliści… nie przekonali mnie co do tezy ogólnej (Biblia jako późny mit), natomiast w odczytaniach konkretnych fragmentów zapewne mają racje. Mam wrażenie, że zarówno maksymaliści jak i minimaliści, bagatelizują rozpatrywanie Biblii jako czegoś, co powstawało w czasie, z wszystkimi przekłamaniami (ale i echami) rzeczywistości przeszłej. Jest sporo świadectw, że Biblia zawiera wiedzę przedwygnaniową – przykładem mogą być te „sześciokomorowe” bramy, jak z Megiddo. W Biblii zachowało się świadectwo o znaczeniu bram dla życia publicznego w czasie monarchii, ale dopóki nie odkopano tych konstrukcji, nie bardzo było wiadomo o co chodzi. Z drugiej strony, z faktu, że ogólne ramy historyczne pasują, nie wynika, że sam przekaz jest prawdziwy w szczegółach.

— Simon Schama, Historia Żydów, Wydawnictwo Poznańskie, 2017 — starożytność to tylko początek (ramy czasowe: 1000 p.n.e.-1492 n.e.), nie jest to też historia podręcznikowo-uniwersytecka, raczej zbiór historii z historii, pisanych z perspektywy żydowskiego patriotyzmu (czasem bardzo pozytywnego). Dla mnie wartością było zrozumienie, o co chodzi z podkreślaniem żydowskiej kolonii na Elefantynie w starożytności — wielu autorów się do tego odwołuje, ale wcześniej nie dotarło do mnie znaczenie. Chodzi o to, że życzliwi Żydom Persowie, cóż… spotykali się z pewnym rewanżem. Żydzi służyli w armii perskiej i wraz z nią trafili do garnizonów okupujących Egipt. Trafili jednak na tyle wcześnie, że żyli w pewnej izolacji od rozwijającej się kultury w odbudowującej się Jerozolimie. Łącząc to, z zachowanymi listami, badacze zobaczyli mniej ortodoksyjną (i mniej zgodną z Biblią) wersję żydowskiej kultury (w tym religii).

— Marco Liverani, Nie tylko Biblia: historia starożytnego Izraela, Wydawnictwo UW, 2010 — kompletna, podręcznikowa historia, napisana już z perspektywy umiarkowanie sceptycznej (tj. „zjednoczonego królestwa” nie ma).

— Łukasz Niesiołowski-Spano, Katarzyna Stebnicka, Historia Żydów w starożytności, od Thotmesa do Mahometa, PWN 2021 — kolejna historia podręcznikowa, w duchu Liveraniego, czy Finkelsteina. Obie mogę polecić, z zastrzeżeniem, że to podręcznik, a nie popularyzacja historii. Nawiasem mówiąc, jeśli piszę ciągle o Żydach, a nie o Izraelu, to właśnie wyczulenie z tytułu podręcznika Niesiołowskiego-Spano i Stebnickiej. Ale o problemach nazewniczych już pisałem.

— James Kugel, How to Read the Bible: A Guide to Scripture, Then and Now, Free Press, 2012 — właściwie to czytałem „przed” planem napisania tych tekstów, jakoś na przełomie ubiegłego i tego roku; ale w paru przypadkach, dotyczących historii Biblii, była ona inspiracją. Podobnie jak Nicholasa Ostlera, Empires of the Word: A Language History of the World, Harper Perennial, 2006; gdzie wskazano na paradoks trwania hebrajskiego przy upadku fenickiego, czyli wyższość korpusu dzieł kultury literackiej, nad rozpowszechnieniem języka handlu.

— Richard Elliott Friedman, The Exodus, HarperOne, 2017 — relacjonowałem pod jednym z wpisów, w trakcie lektury. Dużo ciekawostek można znaleźć, choć to bardzo osobiste hipotezy badacza (skądinąd z frakcji konserwatywnej), a nie „konsensus”. Do niektórych tez (istnienie Mojżesza jako bardziej prawdopodobne niż przyniesienie jahwizmu do Izraela przez kontakty handlowe) jestem w miarę przekonany; do innych – jak odwzorowanie mitu o upadku innych bogów i przejściu z politeizmu do monoteizmu w Psalmie 82 – mniej. (Można tu zauważyć, że Firedman pisze sporo o przekształceniach pojmowania Boga w jahwizmie, co czasem sprawiało, że jego wywody miliły mi się z książką Marka Smitha.)

— Mark Smith, The Early History of God, Yahweh and the Other Deities in Ancient Israel, Eerdmans, 2002 — próba zrozumienia, jak kształtował się biblijny monoteizm, do czasów wygnaniowych, mniej więcej. Bo z Babilonu wróciła już ukształtowana religia, jaką plus minus, znamy. Nie ma tu miejsca na rozpisanie związków Jahwe z El, z Baalem, Aszerą, słońcem, czy królem. Zauważę tylko, że rysuje się z tego specyficzny obraz: że Jahwe stopniowo, stając się Bogiem monoteistycznym, przejmował cechy, określenia, innych, „obalanych” bogów. Nie, że wszystkich i nie że wszystkie (np. bogowie w mitologiach zwykle mieli życie seksualne – u Jahwe tego nie ma, nawet jeśli większość uważa, że Aszera uchodziła za „żonę” Jahwe), ale generalnie to było łączenie, a nie tworzenie czystego, filozoficznego bytu. Na liście byli bogowie, ale też jedna bogini. I tu się wskazuje, że w odniesieniu do Jahwe, czy w kulcie, stosuje się czasem określenia pasujące właśnie do boskiej postaci żeńskiej — w Starym Testamencie przeszło to z czasem głównie na Bożą Mądrość. W każdym razie, Jedyny Bóg w filozofii greckiej byłby poza, czy bez-genderowy; w takim ujęciu biblijnego synkretyzmu, Bóg stał się jakby nad-genderowy, Kimś do Kogo nie tyle nie pasują określenia męskie i żeńskie, co właśnie pasują i jedne, i drugie. Zresztą, że Biblia, ze swoimi sprzecznościami i palimsestami, wskazuje raczej wiele możliwości i materiałów do refleksji, wciąż wymagających rozumu do dokonywania wyborów; to też jeden z powtarzających się wniosków z lektur i wykładów.

— William G. Dever, What Did the Biblical Writers Know and When Did They Know It?, Eerdmans, 2001 — bardzo ładny tytuł, nieprawdaż? W sensie: właśnie coś takiego chciałem przeczytać. Ale… Ale sama książka mnie zirytowała. Już wyjaśniam: ok. 1/3 z początku to krytyka osób, które ośmielają się mieć inne zdanie niż autor. Potem, ok. 50% całego tekstu, to właściwe przedstawienie związków między Biblią i archeologią (z perspektywy maksymalisty biblijnego) – co do treści to bliżej mi do Finkelsteina, ale jednak jest to bardzo dobre przedstawienie tematu. Gdyby na tym się skończyło, to by mnie nie irytowało. A potem następuje podsumowanie w stylu intelectual dark webu (na polskie: księdza Oko, albo Korwina). Główne więc wnioski dla mnie dotyczyły tego, jak alt-rightowy konserwatysta amerykański ma się do polskich. No ma, bo ceni Oświecenie. A! Ktoś mi, przy tym nazwisku, podał polski tytuł. Może więc i był po polsku?

Przerobiłem wcześniej Świderkównę, ale wróciłem tylko do jej fragmentów. Kosidowski był w szkole, powtórzyłem tylko jeden rozdział dla sprawdzenia swoich wrażeń. Jak wspomniałem wcześniej – uderzyła mnie jego nieaktualność. Czytałem także książkę Finkelsteina/Silbermana o samych Dawidzie i Salomonie, ale już dawno; zresztą niewiele ona wnosiła po The Bible Unearthed. Zerkałem też do Apokalipsy dla opornych (Richarda Wagnera), ale Armagedon mało interesował autora, więc niewiele to wniosło. Zerknąłem też do kilku artykułów naukowych, które są dostępne w sieci. Nie wynotowałem ich, a były tam też ciekawostki, np. dyskusja o tym, co się stało pod Megiddo (że nie wiadomo, a przekaz jest enigmatyczny), albo czy Świątynię rzeczywiście zniszczyli Babilończycy (bo może jednak Edomici…).

******* * *******

Różnice klasowe odbijały się na kulturze nie tylko w Judzie w VI wieku p.n.e. — one są zawsze i wszędzie. Rebecca Solnit w „Zewie włóczęgi” opisuje, jak to zaangażowani miłośnicy przyrody zaprosili na wycieczki w góry młodych Afroamerykanów. I wycieczka, którą zapraszający uważali za bardzo atrakcyjną, okazała się dla nich bardziej stresująca… Nie widzieli w przyrodzie piękna, widzieli tylko trud wędrówki i niebezpieczeństwo szlaku. Solnit przypomina, że miłość do przyrody, gór, włóczęgi, nie jest naturalna, ale wyuczona — jest częścią kultury zachodniego romantyzmu, a to że w naszym kręgu i klasie przesiąkamy nią od dziecka, nie oznacza, że wszyscy wokół tak mają. Reklamujemy więc teraz tę kulturę zachodniego romantyzmu, zdjęciami z okolic Radwanowic. Reklamujemy, bo stan przechodzenia i oznaczenia szlaków (zwłaszcza niebieskiego z Rudawy do Ojcowa przez Dolinę Będkowską) wskazuje, że spadkobierców kultury romantycznej w Polsce jest niewielu. A może tylko ich rozkład terytorialny jest zbyt niejednorodny?
Foto: Basia i Pak4
[1.8.2021: Radwanowice – Rycerski Wąwóz (Punkt Obsługi Turysty) – Łączki Brzezińskie – Skała Cebulowa – Dolina Będkowska – Grzybowa Góra – Przygórze – Radwanowice. Ślad GPS.]

Komentarze 33 to “Post scriptum, albo walka klas”

  1. basia Says:

    Że takie albo inne wygnania (wypędzenia, wypchnięcia, …) dotyczą zazwyczaj elit — uświadamiamy sobie choćby studiując losy naszej diaspory ostatnich stuleci… Lecz nie zawsze myśli biegną podobnymi torami podczas słuchania …a choćby czytań mszalnych w Wielką Sobotę…

    Piękne dzięki za niezwykłe wpisy!!! 😎 😎 😎

  2. Kanadol Says:

    Czyli: „skąd my to znamy?” 🙂

    Dziękuję za niezwykle ciekawe artykuły!

  3. pak4 Says:

    A ja się cały czas nad tymi „elitami” zastanawiam, bo w lekturach bywa Biblia i właśnie wpadłem na fragment z Jeremiasza, gdzie wśród wypędzonych wymienia… kowali. Choć w sumie…? 10-20%, przy tamtej technologii, to i kowal się załapie, jak dziś inżynier, czy inny specjalista od IT.

    Z drugiej strony Babilończycy nie chcieli likwidować Judy. Zostawili w kraju probabiloński rząd (chciałoby się nazwać „marionetkowy”, ale tam poważni ludzie ze stronnictwa probabilońskiego byli, choćby wyżej wymieniony Jeremiasz). I te elity trwały parę lat po upadku Jerozolimy. Bratobójczy atak, dzisiaj powiedzielibyśmy zamach terrorystyczny, sprawił że przestały się czuć bezpiecznie i uciekły do Egiptu. Dopiero od tego czasu znikają żydowskie elity z terenów Judy na czas niewoli; choć jakaś administracja dalej trwała*, a w pismach proroków pojawiły się „heretyckie” tezy, że namaszczonym królem i narzędziem Boga może być król Babilonu, czy Persji.

    —-
    *) Mówią, że jeśli chodzi o demografię to jest kryzys, ale że on pogłębia się do czasów epoki perskiej włącznie. Z polskiego na nasze — to nie wprost wygnanie, ale kwestie kryzysu gospodarczego, którego nie odwróci sam powrót do Jerozolimy po niewoli.

  4. basia Says:

    😀 😀

    …Ważkie uzupełnienia do „specyfiki czasów i miejsc”… 🙂

  5. profdocdr Says:

    Ja też dziękuję.
    Przy okazji przypominam się z prośbą o „listę lektur”. 🙂

  6. pak4 Says:

    @profdocdr:
    Pamiętamy, tylko trudności techniczne opóźniają 😦 Ale może być jako PS do jeszcze tego PS. Tak, że trzeba zerkać, nie zniechęcać się tym, że jest to wciąż ten sam wpis 🙂

  7. pak4 Says:

    @Kanadol:
    Też mnie tak nachodziło, że jakby wyglądała sytuacja, gdy powiedzmy, polskie elity pod wodzą Tygodnika Powszechnego są na wygnaniu przez 50 lat; a potem wracają do Polski religijności ludowej. Dogadają się?

    Z historią jest o tyle łatwiej, że we współczesności jesteśmy stroną — ten ma rację, czy tamten. A tu wystarczy, że zgadujemy, jaką postawę miała jakaś strona, i że istniał konflikt w rozumieniu.

    To znaczy… też ma się skłonności do utożsamiania. Mam wrażenie, że to obecne pewne dowartościowanie „tradycji ludowej” jest związane nie tylko z odkrywaniem jej na nowo; ale też z pewną niechęcią do elit (jak ktoś podkreślił: obowiązującą wersję spisywali starsi, bogaci i ustosunkowani mężczyźni — genderyzm, klasizm i ageizm w jednym). Ale tak, z drugiej strony, tę religię rzeczywiście oczyszczano z rzeczy „niefajnych”. Na przykład, jeden z takich tematów, to ofiary z dzieci dla Molocha. My mamy jakoś uznane, że Moloch to był obcy bóg, ale teraz raczej się zgaduje, że nie szło o imię boga, ale o rodzaj praktykowanej ofiary w wielu religiach tego regionu (tam nie ma dużych i małych liter, nawet samogłosek, więc niektóre rozróżnienia w tekstach nie istnieją wprost). I że można znaleźć echa, że i wiara Żydów w Jahwe nie była od takich ofiar wolna; że choćby ta niedoszła ofiara Izaaka jest tego śladem, choć już w takie elitarnej redakcji. Ale właśnie, pod wodzą tych elit, porzucono takie formy kultu w głębokiej starożytności.

  8. nudy Says:

    nudy uwaza ze to wcale nie nudne

    ale czytac uczonych ksiazkow nie bedzie !!!

  9. profdocdr Says:

    Dzięki Pak, będę czujny. 🙂

  10. basia Says:

    Profdocdr, Paku4, Nudy 😀 😀 😀

    Lista lektur z pewnością zostanie doklejona do niniejszego wpisu… 😎 ❗

    ❗ 😎 …Już została doklejona… 😀 😀 😀

  11. Kasinka Says:

    Dzieki za przystepne pokazanie ciekawych spraw.

    Nie wiem, czy przeczytam te lektury, ale na pewno warto.

  12. pak4 Says:

    @Basia:
    Dziękuję za doklejenie. Przez problemy techniczne poszła przedostatnia wersja. Ostatnia wyjaśniała, gdzie się zgubił pan Silberman, skoro ciągle piszę o samym Finkelsteinie. Ale że to nie korekta na przekazanie ustnie, to wyjaśniam tu: Finkelstein to (jest? był?) naczelny archeolog Izraela, którego mocną stroną jest przeglądowa znajomość odkryć archeologicznych na jego terenie. To właśnie była jedna z przesłanek do tezy, którą trudno ująć w jednym zdaniu. Silberman zaś, to notoryczny autor książek historycznych, często związanych z Biblią. Teza jest więc Finkelsteina, a Silberman pomaga ją tylko przełożyć na popularny tekst.

  13. pak4 Says:

    Jak się już przeczyta coś, to można to przemyśleć w trakcie spaceru po Tyńcu.

  14. pak4 Says:

  15. basia Says:

    Kasinko, Paku4 😀 😀

    Miało padać od tuż-po-śniadania, zatem wyruszyliśmy na tylko-maleńki spacer miejscowy…
    Piękny się on okazał... i pożyteczny nawet…

    Nb, pokropiło, że trzeba podlać pelargonie, i ustało, a prognozy deszczowe poprawione na „jutro”… Cóż, właśnie na jutro odłożyliśmy wyjazd (ale tam ma padać i w sobotę, i w niedzielę… 😕 …)

  16. pak4 Says:

    Z dzisiaj — maluch, jeszcze nie wiem, czyj:

  17. pak4 Says:

    Brodło:

    Zamek Tenczyn:

    Kamieniołom Dubie:

    No i tradycyjnie, stan Bielan:

  18. pak4 Says:

    PS. do PS. — ciąg dalszy Tyńca.

  19. basia Says:

    Pięęęękne dzięki za wycieczkę przeddeszczową i za anonsowanie wioseczki T. ❗ ❗ ❗

    😎 😎 😎

    Co zaś do klasowego aspektu wędrowania – sprawa jest dość złożona, bo po pierwsze mamy tu (do niedawna mieliśmy) przymieszki środowiskowo-terytorialne, po wtóre „w temacie” wiele zmienia się w dosłownie ostatnich latach (pandemia i jej „imperatyw zdrowia”) – chodzić, rowerować zaczyna dosłownie każdy a już bez rowerów na dachu auta ne smisz ruszyć na jakikolwiek urlop… dodatkowo weszło 500+ i pokrewne benefity urlopowe dla rodzin… po trzecie fejsiki (=media społecznościowe) i moda na lans, ze szczególnym uwzględnieniem tatrzańskiego (płycizny, ale co dziesiąty, dwudziesty osobnik „chwyta bakcyla”)…
    …Wszystko to od sklepowego/akwizytora aż po celebrytów-milionerów czy „ludzi ekranu” chwalących się, jak to zasmakowali w długich, samotnych włóczęgach po Słowacji i wracają tam co roku…

    Ale oczywiście znam wiele historii o tym, jakim stresem okazała się (przykładowo) dla hinduskiego gościa wycieczka na Kozi najłatwiejszą trasą… Tak – góry i wertepy są, bo są. I są niezmiernie kulturowe nawet bez seminalnego dzieła Jacka Woźniakowskiego…

  20. Asia S Says:

    Piękne powoje w tym Tyńcu. Moja Babcia uwielbiała… 🙂

  21. profdocdr Says:

    Pak4, dziękuję za bogatą listę lektur wraz z komentarzami!
    Na pewno skorzystam. 🙂

  22. pak4 Says:

    @maluch:
    Ptakoluby z FB podpowiadają, że kos. No… ta żółtość mnie myliła, choć na drozdowatego wyglądał.

  23. basia Says:

    Asiu S, Profdocdr, Paku4 😀 😀 😀

    ******* * *******

    Nb, klasowość wypoczynku? — Ależ jak najbardziej!!!

    https://wiez.pl/2017/08/07/wszyscy-jestesmy-turystami-krotka-historia-odpoczynku/

  24. Wkur--- Says:

    Jak dla mnie, to jest tego za dużo. !

  25. pak4 Says:

    @Wkur—:
    Spoko, trymestr się skończył, nikogo nie oblaliśmy, można się wakacjować…

  26. Wkur--- Says:

    Mam sie cieszyć ?

    😀

  27. pak4 Says:

    @Wkur—:
    Nieustająco 😀

  28. Polak z Czykago Says:

    Pak4, a dajesz jakie certyfikaty?

  29. pak4 Says:

    @Polak z Czykago:
    Właśnie dostałem trzy certyfikaty z CBA. Mogę się podzielić 😀

  30. basia Says:

    😀 😀 😀

    Z nowszych certyfikatów mamy też kowidowe. Ale nie podzielimy się, bo każdy sam potrafi się poddać dwum bezbolesnym ukłuciom… No, prawie… każdy… 🙄

  31. pak4 Says:

    O, wpada mi w ręce ranking najbardziej wpływowych historyków. I cóż, Simon Schama na czwartym 🙂 No, ale w jego głównej specjalności, czyli holenderski XVII wiek i sztuka.

  32. pak4 Says:

    PS.
    Miga mi dzisiaj:

  33. basia Says:

    obejrzę… natychmiast po tym, jak przeczytam tekst z „Kontaktu”… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: