Nie zaszkodzi

…przypomnieć

Nasi dziadkowie pewnie by się śmiali słysząc, jak musimy ze sobą walczyć, by zażyć trochę ruchu.

Dr Andrzej Mioduszewski: Przyspieszający w tempie geometrycznym postęp techniczny sprawia, że coraz więcej pracy fizycznej wykonują za nas maszyny. Co jest mierzalne: widziałem badania podstawowej aktywności ruchowej mieszkańców Paryża w roku 1900 i 2000. Zmiana kilkunastokrotna: wodociągi, pralki, odkurzacze, roboty samoodkurzajace… „Pomaga” sporo rzeczy poza domem: auta, komunikacja, ruchome schody, windy. Trzy pokolenia temu byliśmy społeczeństwem rolniczym, mieszkającym na wsi, chodzącym po polu. Prace były wykonywane ręcznie. To oznacza jeszcze jedno: ludzie mają więcej wolnego czasu. Co musieli robić kiedyś sami, wykonują za nich maszyny. Pamiętam czasy, kiedy w sobotę chodziło się do szkoły. Teraz nie do pomyślenia. Ten czas wolny można przeznaczać na kilka rzeczy: lenistwo, aktywność naukowo-intelektualną, lub na zrekompensowanie braku ruchu. […]

Bez ruchu nasz organizm i ciało też się zmienia. Oczywiście na niekorzyść. Widziałem zdjęcie przedstawiające warszawiaków przy Rotundzie w latach 70. Stroje mieli proste – białe koszulki, nic specjalnego. Ale zauważyłem, że byli szczupli, ortopedycznie bez zarzutu. Na analogicznej współczesnej fotografii dojrzelibyśmy nie tylko, że wszyscy mają o kilka kilogramów więcej. Moją uwagę przyciąga struktura ciała Polaków. Jakieś to wszystko takie koślawe, jakby właśnie pozbawione ruchu.

Przed styczniową konferencją „Sportowiec-Amator”

Komentarzy 40 to “Nie zaszkodzi”

  1. pak4 Says:

  2. pak4 Says:

  3. basia Says:

    Od czegoś w końcu trzeba zacząć… Albo – na początku 😐 🙄

    Jeszcze raz polecam przeczytanie całego tekściku… 🙂
    – Naprawdę motywujący on jest… 🙂

  4. nietoperek Says:

    hu hu

    waskie
    przyklady

    choc
    trafne
    diagnozy

    oczywiste
    diagnozy

    /pyt/

    hu hu

    #####

    pozdro
    noworoczne

    niech
    sie
    darzy
    /wykrz/wykrz/wykrz/

    hu hu

  5. mru Says:

    nie zaszkodzi przypomnieć @basia i @pak4, że już daaaaawno nie byli w sensownych górach 😛
    ani nawet pa 😛

  6. pak4 Says:

    Och, te wszystkie wzgórza i wyżyny obrażone przez określenie ich jako bezsensowne… Jak one się potrafią mścić 😛

  7. profdocdr Says:

    „wchodzimy w szersze zagadnienia dotyczące tego, kto jak i po co trenuje, czyli trochę odpowiedzi na pytanie kim jest sportowiec amator?
    To ktoś, kto nie dostaje pieniędzy za to co robi.

    – Ogólnie tak. Tylko, że wśród sportowców amatorów są też cztery kategorie ludzi. Pierwsza to ci, którzy ruszają się dla przyjemności. Wezmą kijki do nordic walking i pójdą na spacer do Kampinosu, lub sobie pobiegają. Druga grupa to ta, która rusza się, bo przede wszystkim dba o swój wygląd. To ci, co chcą wyglądać szczupło, chcą być atrakcyjni. W tej grupie są tacy, co chodzą na siłownię, by wyrzeźbić sylwetkę, korzystają też czasem z zabiegów medycyny estetycznej. Trzecia grupa to tzw. kumple z boiska. To ci, którzy umawiają się na wszelkie sporty drużynowe: piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę, a do tego dochodzą też sporty rakietowe jak tenis czy squash. To sporty, które wymagają, żeby być z kimś w jakiejś relacji. Nota bene widziałem kiedyś statystyki mówiące, że ludzie grający w tenisa żyją średnio 10 lat dłużej. Dlaczego? Raz, że się cały czas ruszają sami, dwa że mają aktywnych przyjaciół, z którymi też się na grę umawiają. To staje się sposobem życia. Dodam, że nie jest tak prosto utrzymywać związki międzyludzkie, im człowiek jest starszy.
    A czwarta grupa?

    – Czwarta grupa naszych amatorów jest ciekawa, choć z punktu widzenia medycyny chyba najtrudniejsza. To tzw. proamatorzy. To oni najwięcej trenują i rywalizują, ale prowadzą też normalne, socjalne życie, jeśli mają na nie czas. To oni wydają najwięcej pieniędzy na sprzęt, czy trenerów. To oni najczęściej łapią kontuzje przeciążeniowe. To też ich się najtrudniej leczy. To ludzie zadaniowi, często od tego sportu uzależnieni, zmniejszający sobie czas snu, często finalnie nie mający czasu na spotkanie ze znajomymi. To u nich zwykle najszybciej zauważamy te negatywne strony aktywności fizycznej.”

    więc uważajcie!
    i wszystkiego do-endorfinowanego w Nowym Roku! 😀

  8. pak4 Says:

    @profdr:
    Jak zaczynałem biegać, to też czytałem o bieganiu. I tam były dwie rzeczy.

    Pierwsza, to stwierdzenie, że stroje sportowe są sexy, że ludzie chcą się poczuć uprawnieni do naciągnięcia na siebie czegoś obcisłego, żeby uwydatnić swoje powabne kształty. OK, mogę zrozumieć, że ktoś tak ma, ale ja z definicji (a może z figury), wolę stroje nieco luźne i w obcisłych spodniach czuję się niekomfortowo. Tzn., da się biegać tak po zmroku, ale nie przy świetle 😉

    Rozumiem, że to odpowiednik kategorii II, choć inaczej ujęty.

    Druga rzecz, to podkreślenie „koleżeńskości” uprawiania sportu. Mi się samemu dobrze biegało, ale widziałem takich, którzy potrzebowali towarzystwa. Rozumiem, że to kategoria III, choć ja to widziałem nie u siatkówkowiczów, ale nordicowców (sam w takiej grupie chodziłem) i biegaczy. Tu jednak uwaga, że wiele zależy od miejsca zamieszkania, bo grupa musi się zebrać i razem ruszyć.

    ***

    Natomiast było tak, że kolega mnie namówił na bieg na 10 kilometrów. I to było bardzo motywujące — doczytałem plan treningowy i przerabiałem go punkt po punkcie, pogoda czy deszcz. Nie miałem ambicji na dobry wynik, ale chciałem sam przed sobą wypaść przyzwoicie. No i podsunął mi ten pomysł, gdy biegałem 5-6 km, więc by przebiec sprawnie 10k musiałem ćwiczyć.

    Rozumiem, że to ocieranie się o „proamatorskość”, nawet jeśli — jak wspomniałem — nie miałem ambicji zwycięstwa. Rywalizowałem z własną słabością.

    ***

    Ale napiszę jeszcze jedną rzecz, którą potwierdzam, niestety, własnym doświadczeniem. Jeden z planów ćwiczenia biegania mówił, by najpierw znaleźć 2-3 okazje w tygodniu do ruchu i wyjść wtedy na spacer. Bo bardzo ważne jest wygospodarowanie czasu. I ważna jest w tym regularność, bo łatwiej być w rytmie treningowym, niż w niego wejść. (A i wejść łatwiej latem niż zimą, bo chłód, wilgoć i ciemność zniechęcają do aktywności. Że smogu wypominać nie będę.)

    Co piszę też i na swoje przyomnienie, bo powoli to mieszkanie w Tyńcu robi się na tyle regularne i stałe, że można o jakimś stałym grafiku ruchu po, czy przed pracą pomyśleć. Bo od paru miesięcy buty do biegania sobie leniuchują.

  9. profdocdr Says:

    pak4,
    wsrod motywacji gostek przemilczal media spolecznosciowe
    gruby blad a co najmniej przeoczenie

  10. owcarek podhalański Says:

    No to całe scynście, ze plan likwidacji warsiawskiej Rotundy w końcu jednak upodł! Bo kieby te Rotunde zlikwidowano, to jak pon doktór Mioduszewski kontynuowołby swoje obserwacje? 🙂

  11. MałgosiaW Says:

    Basiu, a może porównasz zdjęcia spod Sukiennic?

  12. Asia Says:

    Wprawdzie polska „ulica” wygląda znacznie lepiej, niż amerykańska, ale mnie od dawna niepokojem napawała tak zwana „prowincja”: piwne brzuchy synów, kiedy ja dobrze pamiętam ojców szczupłych i prostych „jak świce”…

    Tak, plaga to wielka, i trzeba wszystko robić co się da, by ludzie się opamiętali i pilnowali. Na wsiach, w miasteczkach, w dużych miastach. Tam i tu.

    Czy mam Wam wszystkim życzyć „zdyscyplinowanego i usportowionego Nowego Roku”? – OK, dobrze, życzę, życzymy! 😀

    🙂 🙂 🙂 🙂

  13. Bardzo Pretensjonalny Anglofil Says:

    Trzęsienie ziemi w Umiłowanym UK, a tu o nudnych grubasach????

  14. pak4 Says:

    Rotunda? Ja tylko słyszę, że nie PKO, a Orlen, odwołuje maraton, bo pieniądze idą na finansowanie Kubicy. Ale mogą sobie ludzie przyjechać na maratony w południowej Polsce — Silesia Marathon, czy Cracovia Maraton. Żaden Orlen nam ich nie porwie. Co prawda, biorąc pod uwagę wyżynną pagórkowatość, to trudno wyrobić dobry wynik, ale…

  15. basia Says:

    Nietoperku, dzięki! Wzajemnościości! 😀

    Przykłady takie, jakie pan „wywiadowany” był łaskaw przytoczyć.
    A z tego płynie morał taki oto, że często zdarza się nam (bezwiednie, a w sposób nieuprawniony) ekstrapolować na większą całość, na większy obszar, prawidłowości zaobserwowane na jakimś lokalnym podwórku. Nawet gdy jest to centralnie-lokalne podwórko 🙂

    Mru, Pak4, może nie byli, może zaś tylko nie nadmienili 😛 Nie muszą pokazywać wszystkiego 🙂 Wcale nie obiecają, iż zawsze będą pokazywać cokolwiek… 😀

    Profdocdr, bardzo celny cytat – dzięki! 😀
    Tyle, że ja prawie zawsze widzę w motywacjach własnych i okolicznych mieszankę w/w czynników. Plus wspomniane przez Ciebie poniżej media społecznościowe, chęć „błyśnięcia” w nich. Podkategorią będą tu wirtualne społeczności typowo sportowe – motywujące się (kontrolujące, recenzujące) w sposób nieco inny, niż grupa kumpli umawiających się wieczorem na tenis, kopaną czy squasha. Niesłychanie ważne zjawisko, i wciąż „nowe” dla niektórych… 🙂

    Paku4, stroje sportowe, całe to gadżeciarstwo… Też cecha „klasy próżniaczej”, o której mówi dr. Mioduszewski: pewien naddatek kasy, z którą oczywiście wiemy, co moglibyśmy zrobić, ale – z tego czy owego powodu – inwestujemy w relaks ruchowy, w swe amatorskie uprawianie sportu. Bądź też jeszcze nie uprawianie, a mobilizację: skoro wydałem tyle a tyle – musi mnie to zdopingować dodatkowo, ułatwić mi (jakoś) wejście do pokoju gimnastycznego, zejście na gimnastyczną matę, wyjście na bieg w deszcz, śnieg, wiatr czy mgłę…
    Albo zadziała, albo nie 😀

    Owczarku, właśnie doczytałam, że Rotundę otwarto kilka tygodni temu.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rotunda_PKO_w_Warszawie
    Pewnie przy tej okazji gdzieś w mediach czy nawet na jakiejś realowej wystawie, pan dr M. zobaczył zdjęcia tej najpierwszej "czapki generalskiej", jeszcze sprzed słynnego wybuchu gazu w lutym 1979…

  16. basia Says:

    MałgosiuW, witam Cię serdecznie! 🙂

    Przytyk błędnie zaadresowany. — Gdy kiedyś Kraków zorganizuje jakąś konferencję o sporcie amatorskim a lokalna gazeta poprosi jakiegoś lokalnego speca czy pseudo-speca o wypowiedź, ja zaś natknę się przez przypadek na tekst — zobaczę, jaki pejzaż architektoniczno-ludzki poda lub nie poda w swych wywodach. Jeśli w ogóle, boć każdy ma prawo do swej własnej retoryki, i to, że 10 lat wcześniej jakiś ortopeda z Wawy przypomniał sobie stare zdjęcia spod Rotundy, do niczego nie zobowiązuje jego kolegi z innego miasta 🙂
    Z tym, że krakowskie Sukiennice byłyby o tyle nietrafną analogią skrzyżowania Marszałkowskiej z Al. Jerozolimskimi, iż od zawsze, zwłaszcza zaś w ostatnich dekadach, znacznie więcej tam turystów, niż krakowian.*
    A panu Mioduszewskiemu chodziło o udowodnienie jakiejś prawidłowości polskiego podwórka, prawda? (Wyszło przeważająco warszawskie podwórko… — pełna zgoda co do opinii, iż „stołeczni” zbyt często osuwają się w błąd poznawczy „Polska to my”. Koszta takiego nierozpoznania sytuacji bywają bardzo, bardzo dotkliwe dla nas wszystkich… 😦 )
    ______
    *nie wiem, czy statystycznie zadziałaliby na plus, czy na minus: jakieś 25 lat temu obiegowa opinia londyńska głosiła, że otyłe turystki-Amerykanki w leginsach bardzo zaniżają estetykę eleganckich ulic. był nawet dość głośny przypadek wyproszenia takich pań z Harrodsa: że niby powodują przygnębienie szopersów, odstręczają od kupowania i restaurowania (żołądkowego) 😕

  17. basia Says:

    Asiu, od lat mam podobne spostrzeżenia, czemu kilka razy dawałam wyraz w tym miejscu: o poranku dziarsko maszeruję na tę czy ową górkę widząc na dole w punkcie wyjścia piwnych panów pod sklepami… Albo pejzaż mszy w rodzinnej miejscowości: jeszcze 30, 25 lat temu śnieżnobiała koszula, itd. plus głęboka opalenizna a paski spodni zahaczone o „najambitniejszą” dziurkę (której nikt wówczas nie rozpatrywał w kategoriach ambicji i ambitności – sama praca fizyczna dawała szczupłość; dodatkowo jedzenie kosztowało znaczący czas i pieniądze)… Dziś… znacznie gorzej – nie tylko z kościółkową modą… 😦

    Też – oczywiście – uważam, że należy robić. Oraz mówić. Trafiać do głów i serc nie tylko argumentami rozumowymi, ale również emocjonalnymi. „Wjeżdżania na ambicje” nie wyłączając… 😉

    Piękne dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀

    Bardzo Pretensjonalny Anglofilu, no wybacz, ale kryzys abdykacyjny to nie jest 😈 — Kwestie sportowo-ortopedyczne na polskiej ziemi, tej ziemi wydają mi się znacznie ważniejsze…
    Lecz jeśli chcesz – tu wpisik specjalnie dla pragnących 😉
    Znaczy mógłby być wpisikiem, a będzie częścią komentarza jeno 😀

    Specjalnie dla Anglofila:
    Tytuł: TREND?

    — Jeszcze nie!

    There is a school of thought that believes Edward VIII chose Mrs Simpson precisely because of his aversion to doing the top job. Subconsciously, some think, the king chose a partner who could not be reconciled with the monarchy, in order that he might create a way out of it for himself. Perhaps in time people will be imposing that remote diagnosis on the Duke of Sussex. At some level, was Harry drawn to a woman whose nature would ultimately necessitate their joint escape from the institution?

    Either way, a mere 83 years after the experiment was first tried, it is clearly much too soon to say whether marrying American divorcees generally works out well for the House of Windsor. I’m joking, of course. You need at least three instances of anything for it to officially become a trend.

    Całość

    Paku, Orlen? To już nie Lotos? — Nie nadanżam, nie nadanżam! 🙄
    I oczywiście zapraszamy na nasze południowe maratony. Stolyca też ma ich trochę, ale o ile wciąż czytam utyskiwania tamtejszej ludności, jak to biegacze utrudniają życie kierowcom — my tu do wysportowanych i aktywnych podchodzimy wyłącznie 😈 z otwartością, sympatią i zrozumieniem, mamy nasze bulwary, błonia i kopce, mamy nasze parki śląskie. Mamy też więcej światła, niż przygnębiająca i przygnębiona Północ (czasem skwaśniała, choć tu nie ma reguł). — Przybywajcie więc, zmieścicie się jakoś między hordami turystów (choć czasem trzeba nieźle slalomować)… 😀 😀 😀

    A teraz spokojnie wejdźmy w plan treningowy. Aby w marcu czy kwietniu nie było kontuzji i innych w-gorącej-wodzie-kąpanych niespodzianek! 😎

  18. pak4 Says:

    No… nie ma tak, że nikt nie narzeka na blokowanie ruchu. IMHO, tu świetny jest Park Śląski, dostatecznie duży, by zorganizować półmaraton (OK, 3 okrążenia…) i nie blokować ruchu. Poza wewnętrznym, ale… pieszy zawsze się prześlizgniue.

  19. toperek Says:

    na ambicje łatwo wjechać
    ale można zjechać
    być zjechanym
    i ogólnie się przejechać 😉

    najlepszego aktywnego w N Roku 🙂

  20. pak4 Says:

    @toperek:
    Myślę, że większa świadomość sumarycznie pomaga. Owszem, możesz się przeciążyć, ale też szybko dowiesz się jakie to objawy i że należy sobie odpuścić. A tak w ogóle, to raczej realizujesz program treningowy, czyli nie zmieniasz obciążeń skokowo — masz czas zarejestrować reakcję organizmu.

  21. RAFInowany Says:

    Treningi – dla wszystkich treningi!
    Plany treningowe – ma dziś każdy, każdy chce być jak Stoch, Żyła, Kubacki!
    Obciążenia, przeciążenia, kontuzje – to już same zakwasy nie wystarczą?

    A wziął by jeden z drugim rower, wyjechał w deszczu, wietrze, spocił się w upale, przepedałował ze sto kilometrów… Przejażdżka, relaks, niekoniecznie musi być „treningiem”. Bo przed czym? Przed maratonem, który biegać może każdy i medalem, co jest do kupienia?

    Pozytywnego Nowego Roku! 🙂 I nie dajmy się zwariować 😉

  22. kij włóczy Says:

    @ Rafinowany,
    jak zwał, tak zwał, grunt, żebyś ruszył d**e!:)

    Autorce, Współ-Autorowi i Wam wszystkim życzę Nowego Roku sprężystego (©basia) i bardzo wędrownego:)

  23. Bardzo Pretensjonalny Anglofil Says:

    dzięki za post prywatnie i tylko dla mnie
    zrehabilitowała się

  24. pak4 Says:

    No właśnie, bo zachodzę w głowę, czy Meghan i Harry nie doszli do wniosku, że skoro eksperyment z prezydenturą w USA się wyraźnie nie powiodł (patrz; D. Trump), to przywrócą monarchię, a oni będą pod ręką 😀

  25. pro-fan Says:

    @basia:
    sportowo i noworocznie –

    dzięki za optymistyczną atmosferę i poruszanie tematów pozytywnych, humorystycznych i pro-ruchowych (a jak tenis, to mogą być nawet kanapowe. 😆 )

    @słownictwo profesjonalne w rekreacji amatorów:
    nic dziwnego, mobilizuje.
    uważajmy tylko, by nie wpaść w pretensjonalność.
    bo najgorsze jest, gdy mega-gadżeciarz przybiega ostatni do mety.

    z kolei np.: w waszych ukochanych górach, z tego, co tu czytam, i ówdzie też czytam, problem często pojawiał się wraz zz przekonaniem, że sprzęt załatwi wszystko. no nie da się, zwłaszcza zimą.

    najlepszego!

  26. pak4 Says:


    A ja dodam, że ów ojciec wcale nie wyprowadził się na obóz treningowy, czy inną olimiadę…

  27. basia Says:

    W domu babci jego jest mieszkań wiele… I on wcale nie chce rezygnować z tych i innych wygodnych rzeczy, jedynie z „tych drugich”… 🙄

    A skąd wiadomo, że nie na treningi. W owej Kanadzie, co to znów polecieli albo prawie, widziano ich hajkingować i dżogingować… 😉 😆

  28. pak4 Says:

    A może Meghan się przygotowuje do roli Meghan w kolejnych seriach Crown?

  29. basia Says:

    Niewykluczone… 🙄

    *** * ***

    Tymczasem my odegraliśmy pięknie role gospodarzy kolędy – po raz pierwszy „na nowym”. Sam proboszcz nawiedził dom nasz… domy nasze.
    Miło było 🙂 🙂 🙂

  30. Jankora Says:

    Do MałgosiaW,
    nie ma się co obrażać na pana Ortopedę, że wziął na widelec(skalpel?) Warszawę. U Was stopa życiowa jest po prostu najwyższa,skok w poziomie udogodnień życia największy,co niesie zagrożenie bezruchem.
    Z moich obserwacji mądrzy bogaci ludzie dbają o siebie i ruszają się, może najochotniej w całej Polsce, aże srednia jest gorsza,to trudno się mówi.

    Pan mógł też nie mieć czasu wyjechać „na prowincję”,tak zapracowany w swojej klinice,a tam problem też jest coraz większy.

    Pozdrawiam noworocznie wszystkich Dyskutantów.Niech się darzy!:-)

  31. basia Says:

    Taaakkk… 🙂

    Zanim poodpowiadam Wszystkim SzPaństwu –
    słowo na niedzielę 😉
    – Greta Thunberg i inni versus Roger Federer:
    https://www.theguardian.com/sport/2020/jan/12/roger-federer-responds-to-climate-change-criticism-from-greta-thunberg

    *** * ***

    A ze zupełnie innej beczki: relacje Harry’ego z dziennikarzami (zasady, zaszłości…)
    https://www.theguardian.com/uk-news/2020/jan/09/hes-very-tortured-prince-harrys-growing-anger-at-the-press

    *** * ***

    I z jeszcze innej…:
    Wczoraj wieczorem – w ramach łączności z warszawskim Marszem Sędziów – czytałam to
    https://www.theguardian.com/law/2020/jan/11/lady-hale-desert-island-judgments-prorogation-case-simon-hattenstone
    …z szerokimi okolicami i „riserczem”

  32. pak4 Says:

    Ech, to vs…. Chodzi za mną scena, której nie mogę znaleźć na YT, a scena z „Tych wspaniałych mężczyzn w ich latających maszynach”, która pokazuje pojedynek na balony.

  33. pak4 Says:

    Swoją drogą, jaki jest ślad węglowy takiego pojedynku? Bo jednak balon trzeba podgrzać, już nie mówiąc o wpływie gazów prochowych na atmosferę…

  34. Modysta Says:

    A ślad węglowy zlotu sędziów?

  35. pak4 Says:

    W marszu, to jednak się jest w cyklu węglowym. Ale jak ktoś dojeżdża na marsz… To już co innego.
    Ale, z drugiej strony, czysty ślad węglowy na zlotach, to mają chyba tylko czarownice, bo czy taka miotła zostawia za sobą dym?

  36. basia Says:

    Paku, (10 stycznia), jednak maraton ma i musi też być widoczny… widowiskowy. Chcą tego sponsorzy, jest to dobre dla upowszechniania sensownego, wyraźnego wysiłku (a nie pozowanego, markowanego, jak często w naszym społeczeństwie też się dzieje).

    Co do Warszawy – nie wiem, jak teraz, ale gdy jeszcze słuchałam regularnie audycji motoryzacyjnej Balkana i Paruszewskiego w TOK FM — uderzyło mnie jakieś takie… hmmm – azjatycko-troglodyckie podejście (ludzi wszak wykształconych, może nawet europejsko obytych) do bus lanes. Zamiast bezwarunkowego poparcia, promowania z przekonaniem tudzież klasą (konieczności wszak nieuchronnej) – słyszałam non-stop szpileczki i grube zastrzeżenia… Non-stop.

    Nb (obok tematu, ale…) – podobnie było z kwestionowaniem ocieplenia klimatu przez ludzi „stamtąd” na początku funkcjonowania blogów: niby wykształceni, obyci, nawet błyskotliwi komentatorzy progresywnego tygodnika opinii, może nawet jeżdżą na zagraniczne wczasy (niestety już nie na dłuższe pobyty, bo u siebie dobrze zarabiają… i to jest ich ból i kalectwo (w pewnym sensie) — pozbawienie szansy pofunkcjonowania wśród obcych na obcym terytorium, wedle nie-przez-siebie stanowionej logiki…)
    Podobnie z nieumiarkowanym korzystaniem z tanich linii, podobnie z brakiem wstydu z powodu istnienia importu foie gras… może nawet konsumpcji tegoż. Stać nas, reszta nas nie obchodzi…

    Toperku, dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀

    Wjeżdżamy nieustannie na swoje ambicje. Czasem zdarza się nam na cudze. Zdarzają się nieporozumienia z tym związane. Przetrzymujemy to. Przedyskutowujemy czasem. Najczęściej ignorujemy, zwłaszcza jeśli bezsensowne i nieelokwentnie wyłuszczone a nam akurat brak czasu bardziej, niż zwykle… Życie… 🙂

    Paku, w ogóle samoświadomość pomaga… Nie tylko przed i podczas treningu biegowego, na rowerowej pętli, w planowaniu i realizacji wycieczki górskiej, ale nawet przed komputerem w banalnej (zdawałoby się) wymianie zdań na banalne tematy praktyczno-życiowe, praktyczno-wysiłkowe, praktyczno-wyrażeniowe. Dobrze znać swe bóle, fobie, przesądy, urazy… Dopiero-przeszłe i głębiej-przeszłe… 🙂

  37. basia Says:

    RAFInowany, widzisz, to jest tak – ze stylem życia, z towarzyszącym mu opisem – że każde lub niemal każde pokolenie potrzebuje odróżnić się od poprzednich, mieć niejako poczucie, iż odkrywa sobie świat na nowo, niekiedy od podstaw. Jeśli temu towarzyszy systematyczniejsze, bardziej ekologiczne, uczciwsze podejście do sedna (tu – ruchu) — ja w zasadzie rozumiem, nie mam zastrzeżeń, dowcipkuję tylko czasem i łagodnie 😈

    A cały ten biznes cykli, ciuchów, zapisów, plastronów, medali, itp.? — Przecież znaaaacznie „lepszy” on, niż (przykładowo!!!) chińskie badziewie wtykane nam przez reklamiarzy do naszych kuchni… byśmy jeszcze chętniej-gorliwiej przepychali i przepłukiwali przez nasze przewody pokarmowe nadmiar treści organicznych… 🙄

    Piękne dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀
    Nie damy się zwariować na pewno. Ruch i potrzebę piękna mamy w genach i wielodekadowych nawykach, a nie w najnowszym katalogu (wyprzedażowym) sezonowych mód!!! 😆 😎 ❗

    Kiju Włóczy, właśnie – by się ruszył, jednego poruszy wizja oszronionej łąki do popodziwiania albo pofotografowania o wczesnym niedzielnym poranku. Innego – szansa podejrzenia dzika, sarny, lisa czy zielonego dzięcioła. Mnie – Tatry i Babia widziane z wysokości rozjazdu do Świątnik Górnych albo z Lubonia Małego…
    Jeśli kogoś – wizja własnego finiszu na maratonie lub pół- — cudnie!!! 😎 😎 😎

    Piękne dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀

    — Chcemy być sprężyści najdłużej jak się da, wygospodarować czas najczęściej, jak rozsądnie możliwe, wychynąć noski z domowych pieleszy i luksusów nawet gdy nas kuszą i wabią (oraz wołają o różne pracki tudzież dopieszczenia)… Chcemy, chcemy. Bo wiemy, jaka jest nagroda… Bywa… Bywała 😀

    Bardzo Pretensjonalny Anglofilu,
    przyjemność także po jej stronie… 😀

    Paku, jedno jest pewne: temperatura uczuć Meghan i jej znajomków pod adresem obecnego lokatora Białego Domu… 🙄

  38. basia Says:

    Pro-Fanie, piękne dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀

    Oczywiście, rower sam nie dojedzie, buty same nie dobiegną. Ja w zasadzie jestem antygadżeciarą. Wszędzie, nie tylko w aktywnościach czasu wolnego. Ale lubię mieć kilka rewelacyjnych albumów od czasu do czasu… topowe perfumy… klasową maszynę do kawy… wygodne (drogie, z właściwą nazwą 😈 ) buty górskie czy narciarskie… Luksusowe pióro, torbę, plecak… Prestiżowy nóż lub nawet dwa… Coś-tam-jeszcze… … … 😈

    …Poza tym eremitka… 😆 😆 😆 😉

    Tak, czekan i raki bez siły, techniki, doświadczenia wysokogórskiego zimą i ogólnego mentalnego hartu… Tak, szybkie auto w rękach doświadczonej pływaczki a początkującej kierowczyni…
    Tak… czyli NIE… 😦

    Jankoro, piękne dzięki! 🙂 Wzajemnościości! 😀

    Pan Ortopeda zobaczył i spontanicznie zobrazował.

    Mój własny pejzaż polskiej otyłości, zwłaszcza młodzieżowej skleił się najmocniej z „pierwszym szokiem” tejże: Błonia przed przyjazdem papieża Benedykta. Wówczas po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, iż w obrębie Krakowa, wśród przyjaciół, znajomych, rodziny; z młodymi których uczę, prowadzę, z moim trybem życia* — jestem w środowisku nadzwyczajnym, bardzo na plus w porównaniu z epidemią, która zewsząd atakuje, napiera, jest już u bram.
    Inna sprawa, że w przypadku ludzi nam znanych szybko przyzwyczajamy się do ich gabarytów, stają się one poniekąd przeźroczyste… Poza tym często widzimy zmagania, wręcz walkę z plagą… Dopiero obcy w swej masie uderzą nas czasem, przerażą…
    Czasem też posłużą za poręczną ilustrację problemu…

    Modysto, Paku, od jakiegoś czasu modnie jest mówić też o śladzie metanowym… a może podśladzie… pośladzie… 😆 🙄

    Czarownica nie byłaby sobą, gdyby nie potrafiła wypracować przewag na każdym etapie rozwoju cywilizacji 😀 😎
    _______
    * https://basiaacappella.wordpress.com/2009/09/07/jacy-ladni/

  39. Śladowy Says:

    O śladach bają, Śladowego nie zapytają— obrażam się!

    O.K., nie obrażam się. Przyszedłem rzec niech się szczęści w nowym Roku 2o2o. Wam i Nam. 😉

  40. basia Says:

    Piękne dzięki! 🙂 — Wzajemnościości! 😀

    Każdy powołany do dyskusyi jest. W każdym dowolnym czasie (kiedy ma czas)… 😉 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: