W Kampor

Choć na drogach i szlakach spotkaliśmy wieeelu przeuroczych, przeżyczliwych gospodarzy – popodróżnie rzadko „wyrokujemy” o locum. Zwłaszcza unikamy „rekomendowania”.

Bo co dobre okazało się dla nas – może niespasować innym.
Albo ci, co postarali się wtedy (może mieli dobrą passę, nawet wyższy poziom miłości i współpracy małżeńskiej;-/… albo extra-potrzeby finansowe… bo wyczuli w nas obytych i elokwentnych blogerów [nigdy nikomu nie powiedzieliśmy ani nie daliśmy do zrozumienia, że cokolwiek piszemy, publikujemy, ale…;D]… bo nawiązała się nie wiedzieć kiedy i jakim cudem nić sympatii, z której wychynęły wyjątkowe usługi, polecenia, sentymenty, podarki… bo…)

— To może nie powtórzyć się w innych przypadkach. Nie ma więc co ekstrapolować. Ani trójpolować. Ani zasiewać (początkiem listopada?!) trawki złudzeń, że.
Nic dwa razy się nie zdarza.

Tu było tak: Odwiedziwszy kilka apartmanów na obrzeżach (niewielkiego wszak) Rab, oddalając się ku salinom i Eufemii, mieliśmy już w miarę (albo i nad miarę – nie zawsze jest taki luksus) jasny przegląd, a nawet pierwsze miejsce na liście. Ale skręćmyż jeszcze w tę wąską, boczną… pod górkę i w lewo. Tam będzie kilka. Zatrzymanie, zapukanie. Młody człowiek, że tak, i zaraz zadzwoni po rodziców.
Którzy w okamgnieniu przypędzają z plaży. Tacy „w naszym wieku”… niedziela, opalenizna, u niej sznureczek kostiumu plażowego na szyi…
Błyskawicznie sprzątają i bez tego czyściutki lokal, oporządzają łoże, pokazują różne udogodnienia na patio, przeciw komarom in&out, sprawdzają lodówkę. Polecają częstować się figami prosto z drzew, skorzystać z uroków ogrodu, grilla, tłumaczą (lekuchną) niegotowość apartmanu faktem niespodziewania się… Sondują wiedzę o atrakcjach (w razie czego gotowi podrzucić pomysły).

To na początek. Na koniec będzie niezapomniany posiad (w towarzystwie również-jutro-wyjeżdżających regularnych bywalców „Eufemijnych” z okolic słoweńskiego Celje), „apteczna” nalewka, owoce i owocki… Obdarowywanie tymiż „na drogę”, cięcie przed północą laurów i oregano „w ilościach”. To, że z tegoż samego drzewa laurowego spadł wcześniej na patio urodziwy wąż – przydaje akcji dodatkowego smaczku.

Sterylny porządek (w końcu starszy syn skończonym lekarzem!… skończonym chyba też dla chorwackiej służby zdrowia – marzy o Anglii), cena, otoczenie i widoki, ziołowo-nalewkowe aromaty posiadu, dary… — to jedno.
Drugie, ważniejsze – to treści. Tematy snują się i mnożą, choć jutro oboje gospodarze wstaną normalnie do pracy.
Od realiów akademickiej Rijeki (i życia tam w czasach studiów oraz obecnie, gdy kształcą się i bazują synowie a starsi podnajmują mieszkanie)… poprzez medyczne i inne smaczki życia na wyspie (np. rodzenia, nagłego przedostawania się do szpitali w innych potrzebach)… po biznesy i zatrudnienia zawodowe… turystykę… łowiecki rezerwat odwiedzony wczoraj, rybackie hobby… rodowe gospodarstwo i adaptacje do zmieniających się realiów i szans rynkowych… sam fakt powrotu na ojcowiznę (versus kariery w mieście R.)… pustoszenie wyspy po sezonie…, …

Jeśli zahaczą państwo kiedyś o wysepkę Rab (a bardzo warta i stosunkowo nieodległa ona) — można sprawdzić, czy poszczęściło się nam wyjątkowo, czy rutynowo.

W kolejnym miejscu weźmiemy pierwsze locum, do którego się dopukamy. I też będzie fajnie.

Foto: Pak4 i basia

[15-18.9.2019: Kampor]

Komentarzy 14 to “W Kampor”

  1. pak4 Says:

    [ http://www.mediterraneannature.com/snakes-of-croatia/ <= admin ]
    Gospodarz:

    OK, Gospodarz nr 3…

    Z ogrodu:

    Ze stołu — owoce głożyny pospolitej, z ogrodu gospodarzy, którymi nas poczęstowali:

    A to szarańczyn — wciąż używamy:

    A to każdy pozna. Każdy?

  2. basia Says:

    Taaak — obwiezione po Chorwacji laury* doschły pięknie na stryszku – brand-nówce. Takoż oregano.
    Głożynę dojadaliśmy ostrożnie (by jak najdłużej starczyła)… a bardzo smaczna jest.
    Szarańczyn (wysuszony już na wyspie) kroimy drobno i dodajemy do ciast. Rekomendowano szarlotki, i to bardzo się sprawdziło; równie fajnie rzecz pasuje do ciasta afropolskiego, nawet z przechyłem piernikowym (B. dodaje do niego coraz więcej ostrych przypraw, ale ta chorwacka bakalia przebija się… pewnie można wcześniej namoczyć w czymś bardziej wyrafinowanym, niż woda ha-dwa-o 😆 …o, właśnie zjemy po kawałku takiego ciasta na drugą część śniadanka półtorarocznicowego 😉 …upieczone zaledwie wczorajszej nocy… 😎 )

    Hmmm… „Gospodarz” może zabrzmieć dwuznacznie. Aż się zastanawiam, czy podsyłać ten tekst na wyspę Rab… ❓ 🙂

    ______
    *spora reklamówka gęsto napakowana

  3. sta tysta Says:

    jeszcze bardziej problematyczne jest „rekomendowanie” knajp

  4. GK Says:

    Zawsze miło, gdy gospodarze się starają, ale słyszałem, że oni tam mają bardzo krótki sezon, i po sezonie po prostu muszą stawać na głowie jeśli chcą coś zarobić dodatkowo.

  5. pak4 Says:

    @GK:
    „Nasi” mieli prace na wyspie, i nalezeli do mniejszosci, ktora moglaby byc na niej caly rok i miec z czego zyc. Ale i tak wracali czesto na zime do Rijeki, jak zrozumielismy…

  6. Bajpasowiec Says:

    To jak wy w końcu nocujecie – w namiocie czy hotelach?
    Bo nie ogarniam,

  7. pak4 Says:

    @Bajpasowiec:
    Roznie. A co, nie wolno?

  8. kij włóczy Says:

    pak, nie przejmuj się, niektórzy mogą pilnie potrzebować wiedzy o stylu podróży a zwłaszcza o stanie portfeli ludzi nie znanych im osobiście…;)

    czytam, oglądam, ciekawe miejsca i sprawy:)
    i impresje:)

  9. owcarek podhalański Says:

    ” można sprawdzić, czy poszczęściło się nam wyjątkowo, czy rutynowo.”

    Do odwoznyk świat nalezy! Inksymi słowy: odwoznym scynści sie rutynowo 🙂

    P.S. Uhhhh! Te przygotowania do konferencji psów pasterskik som tak casochłonne, ze teroz zaglądom tutok nieprzyzwoicie rzadko. Ale robie co w mojej mocy, coby było ino nieprzyzwoicie, a nie sakramencko nieprzyzwoicie. Cóz… oby do końca przysłego tyźnia dotrwać 🙂

  10. basia Says:

    Sta Tysto, ooo taaakkk… — Idzie se, dejmy na to, znana krytyczka/recenzentka/pisarka… pisarz/recenzent/krytyk… dziennikarz… I ach-och obiektywnie-statystycznie zostaje potraktowany, bo wszak rezerwował na inne nazwisko!… 😆

    GK, ci, gdyby stawali na głowie, mieliby obiekt totalnie przygotowany. A w rzeczywistości to nawet wystartowali z odnawianiem części (tak drogie ostatnio naszym sercom 😈 oklejenia taśmami malarskimi)… — Więc nie, plażowali sobie miło przy (cudnej!) niedzieli po sezonie, ale skoro trafiają się goście na kilka nocy – natychmiast ruszyli bo parę groszy się przyda.
    Tak to widzę 🙂

    Paku4, ja zrozumiałam, iż byli/są jednymi z niewielu bazujących w Kampor zimą… 🙂

    Nb, troszkę zaimponowaliśmy pożegnalnie wiedzą. Np. o (włoskim) obozie koncentracyjnym z czasów II wojny (w tymże Kampor.
    Człowiek przejeżdża, Nawigator doczytuje… 🙂

  11. basia Says:

    Bajpasowcu, tak, siak, i jeszcze owak. Często spontanicznie, równie często wygodnie, czasem wystawnie… 🙂
    …Wolno ale i szybko się zdarzy(ło), proszę Paka… 🙂

    Kiju Włóczy, to ma bardzo mało albo i wcale nie ma nic wspólnego ze stanem portfeli. A wszystko – z wiedzą, obyciem, historią życia, zwłaszcza z nawykami młodszych lat… ze stylem podróżowania, poznawania świata, po prostu.
    Niekiedy na drogie noclegi porywają się ludzie, których na to nie stać, bo chcą opowiedzieć po powrocie „jakie były warunki”… i jest to jedyna opowieść wakacyjna, na jaką ich mentalnie stać. Z drugiej strony ja od ponad dwóch dekad opowiadam polskim nowobogackim (teraz już niekiedy starszobogackim 😆 ) jak to znany dziennikarz Timesa, Matthew Parris*, świeżo po dostaniu nagrody, także finansowej, dziennikarza roku, wybrał się na backpacking do Ameryki Południowej. Abstrahując od życia prywatnego i upodobań tegoż konkretnego dziennikarza – jaki jest lepszy sposób na poznawanie świata?!… Na pogłębianie rozumienia świata?!…
    _____
    * https://en.wikipedia.org/wiki/Matthew_Parris

  12. basia Says:

    Owczarku, konferencja rzecz baaardzo ważna i trzeba ją zrobić odważnie, rutynowo i nadzwyczajnie! 😀

    Dla nas też dni obecne są z tych napakowanych treścią i wyzwaniami, zatemmm… 😉 — niech się szczęści wszystkim nam!
    😎 😎 😎

  13. Kumaty Says:

    Ale taki celebryta plecakowiec,to jak mu doleje,ucieka do Hiltona;D

  14. basia Says:

    Mógłby sobie umieć poradzić nawet i bez hiltonów… 😉 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: