Rex ambulans

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Głowa Szent Laszlo jest w Gyorze, choć zmarł w Nitrze, a pochowano go wpierw w Somogyvarze, potem Nagyvaradzie (Waradynie Wielkim = Oradei).

Może to prowadzić do wniosku, że pośmiertne jego wędrówki były jakoś niezwykłe, nietypowe. Tymczasem i w jego przypadku śmierć, w porównaniu do życia, raczej stanowiła kulę u nogi w wędrówkach. Unieruchomiła i uwiązała. Bo za życia…

Wynalazki służące podróżom uderzają do głowy. Wydaje nam się, że jesteśmy wielcy, bo tylko wsiąść w samochód i jest się w Berlinie, Wiedniu, Wenecji, czy innym Budapeszcie. Albo że w samolot i na wyciągnięcie portfela są Tokyo, Sydney, czy Buenos Aires. Że kiedyś człowiek był przywiązany do miejsca urodzenia z musu: złych dróg i wolnych, niewygodnych środków transportu.

Tymczasem to współcześni często mają na nagrobkach: urodzony w X, zmarły w X. Stacjonarnie z wyjątkiem tygodnia wakacji. Albo dwóch. A taki król ze średniowiecza był w ciągłej drodze. Żmudnej. Tak. Niewygodnej? Zapewne. Zwycięskiej? Czasem. Proszalnej? I tak bywało. Na czele wojsk? Też. Pielgrzymki? Również. Ale jednak zawsze w drodze.

Za życia Św. Władysław był ciągle w drodze — urodził się w Polsce, prosił o pomoc na Rusi, podbijał Chorwację, zjeździł oczywiście całe Węgry — ówczesne, czyli od Karpat Zachodnich po Południowe. Czy gdzieś zagrzał dłużej miejsce? Mówią, że lubił się modlić w Wielkim Waradynie. Ale żeby naprawdę zagrzać miejsce, to chyba tylko w podręcznikach historii. Węgierskich.

Komentarze 34 to “Rex ambulans”

  1. pak4 Says:

    Św. Władysław, dla przypomnienia:

  2. basia Says:

    Pod linkiem wpisu jest też odnośnik do …między innymi naszych albumów relewantnych dla zagadnienia 🙂

    Dzięki piękne za niniejszy tekścik! 😎

  3. toperek Says:

    ta głowa straszy

  4. basia Says:

    Czyżby wielkością? 😉 😀

  5. pak4 Says:

    Eee… dlaczego?
    Średniowieczne rękodzieło, jak dla mnie piękne i wspaniałe.
    A sam król wydaje się jednym z wybitniejszych w dziejach Węgier, kładąc kres wojnom domowym, stabilizując i rozwijając państwo. Miał więc łeb.

  6. basia Says:

    Właśnie! — Łeb jak ambulans… rentgenowski… 🙄

    😎 😀 😎

  7. Renata Says:

    Już się obawiałam,że nie bedzie więcej dlugich wpisów.:-D
    Dzieki PAK! 🙂

  8. mru Says:

    pak4
    tyle ze porownujesz niegdysiejszych wladcow do dzisiejszych szaraczkow :p

  9. nietoperek Says:

    hu hu
    perek

    moge
    cie
    postraszyc

    bardziej
    niz

    glowa
    krola
    ambulansa
    /wykrz/

    chcesz
    /pyt/

    hu hu

  10. pak4 Says:

    @mru:
    Nie chce porownywac, bo to jest w ogole nieporownywalne. Nie wymyslilem okreslenia „rex ambulans” — go sie czasem uzywa, bo wladca sredniowieczny nie mogl dzialac w jednym miejscu. To jest nawet nieporownywalne do „wladcow” wspolczesnych, ktorzy maja administracje, lacza i inne srodki do sprawowania kontroli w panstwie i jak jezdza, to dla celow propagandowych lub dyplomatycznych. A wladca sredniowieczny tego nie mial — on musial dopilnowac osobiscie wielu rzeczy. Musial byc w ciaglym ruchu.

    Natomiast generalnie idzie mi o to, by o podrozach nie myslec jakos liniowo. Bo z wladcami podrozowali rycerze — OK, tez elita — duchowni — tez elita. Kupcy… Wciaz „gora” spoleczenstwa, ale jednak duzo wiecej niz by sie wydawalo biorac pod uwage skale ulatwien w podrozowaniu.

  11. basia Says:

    Renato, będą i kolejne krótkie. Tak, że brać, wybierać! 😉 😀

    Mru, teraz każdy szaraczek sobie władcą, sterem, żeglarzem, okrętem bardziej, niż dawniej szlachcic na zagrodzie… 😉 😆

    Nietoperku, co za litościwe stworzenie – możę ale nie zrobi… ł… 😀 😛

    Paku, no właśnie, (masowe) wyjazdy „dla przyjemności”… A jeszcze ze straszliwym bałaganieniem owego „przyjemnościowego” czasu — to zdecydowanie „nasz” wynalazek… 😉 😕

  12. pak4 Says:

    Gdzieś ktoś twierdził, że w sumie czas poświęcony na podróżowanie pozostał stały, tylko odległości się wydłużyły. No chyba, że ktoś w korkach stoi.

  13. basia Says:

    Trafne, arcytrafne… 😀

  14. Mela Woman Says:

    Jedni jeżdżą dla przyjemności wiele, inni trochę, jeszcze kolejni prawie wcale.

    Basia sądzi, że jest w której z owych grup?

  15. pak4 Says:

    Wiele? Trochę? Wcale?
    Ja bym powiedział: wyłącznie.

  16. Hoko Says:

    „A taki król ze średniowiecza był w ciągłej drodze” – to, jeśli ma być argumentem na rzecz sytuacji obecnej, chyba podchodzi pod jakiś błąd rozumowania 😉

    Bo: ilu tych królów było? Ilu w ogóle było tych „urodzonych”, co w ogóle mogli się gdziekolwiek ruszyć, nie robiąc przy tym wielkich zachodów, by uzyskać na to zgodę od Pana? A i tak zasadniczą (nieraz i 90%) część społeczeństwa stanowili chłopi, którzy z zasady i prawa poza swój opłotek ruszyć się nie mogli. Ale na ich grobach, o ile w ogóle je mieli, nikt nic nie pisał 🙂

  17. pak4 Says:

    @Hoko:
    Nikt nie spodziewał się lewicowej krytyki 😛

    Co do zgody pana, trzeba by policzyć liczbę niewolników do wolnych chłopów, bo „zgoda pana” to raczej kwestia czasów nowożytnych niż epoki św. Władysława.

    Przeszkodami raczej były wówczas pieniądze i bezpieczeństwo — może poza samymi środkami transportu, to w tym ostatnim mamy największą różnicę od średniowiecza (choć znowu, może za św. Władysława było jednak lepiej, bo za wylęgarnię rozbójników uchodzi jednak dopiero XIV wiek; może jeszcze można było poruszać się bez zbroi i miecza?).

    Pisanie na grobach? Fakt, trzeba pisać, choć jak wiadomo z badań w Bodzi, można sprawdzić gdzie się kto urodził na podstawie rozkładu izotopów. Fakt, w Bodzi też elita (choć też podróżująca). W każdym razie, akcje osadnicze się rozwijały, a osadnictwo oznacza migrację. Więc wcale tak mało tego nie było… Może porównywalnie z dzisiaj; choć oczywiście zamiast „weekendu w górach” to był „dzień na jarmarku”.

  18. Hoko Says:

    Ale czym innym są migracje, przesiedlenia, wygnania i ucieczka przed wojną – a czym innym współczesne podróżowanie. Owszem, zawsze istnieli podróżnicy, ale to była jednak inna kategoria niż obecnie. Moim – lewicowym czy nie – zdaniem, snucie analogii między tak odległymi czasami, niemal zawsze prowadzi na manowce 🙂

  19. bezdomny Says:

    Naturalnie Hoko, nie ma co oglądać się wstecz, skoro życie jeszcze trwa. Stoję właśnie w fantastycznej miejscowości. Same stare domy, sporo z nich stoi tutaj od sredniowiecza. Rynsztoki wprawdzie pozostaly, ale kocie łby, na całe szczęście przykryto dywanikiem asfaltowym. Dzięki czemu można chodzić po tym jak ludź, a i jazda e bickem sprawia radość ogromną
    Podro z Burgundii

  20. mru Says:

    bezdomny,
    ale w lusterko wsteczne czasem popatrz 😛

  21. bezdomny Says:

    A po kakiego grzyba? 🙄
    Mam kamerę i patrzę w monitor 🙂

  22. pak4 Says:

    @Hoko:
    @Lewicowe: ja ten argument o przenoszeniu opinii 1% owych, na średnich tych, słyszałem na dniach. Prawie dosłownie. Czy u Napiórkowskiego w Turbopatriotyzmie, czy na jakimś blogu lewicowym — nie pamiętam. A tu widzę tę samą argumentację. Zobaczyć pierwszy raz, to się zgodzić. Zobaczyć drugi raz, to już zapytać: „ejże, a na pewno?”

    Bo ja się ogólnie zgadzam, ale to jest tekst o czymś innym. O tym, że ułatwienia w transporcie, nie zmieniają samego faktu geograficznej mobilności.

    I to nie jest kwestia prawna, bo w tym czasie jeszcze takich ograniczeń nie było; to nie jest nawet za bardzo kwestia ekonomiczna — owszem, ludziom się „podniosło”, zaczęło nas być stać na wakacje, nawet zagraniczne i zamorskie; ale podróżowanie niejedno ma imię i na każdą kieszeń coś się znajdzie…

    Owszem, są różnice, bo św. Władysław nie mógł polecieć na zgromadzenie ONZ do Nowego Jorku jumbo jetem. Bo nie było ONZ, nie było Nowego Jorku, ani nawet nie było jumbo jetów. To się zmieniło. Ale to że ludzie podróżowali — nie.

    OK, widzę tu jeszcze jeden argument — podróżowali, no ale nie z własnej woli. Tak, rozumiem, nawet królewska karoca zapewne bardziej męczyła między Krakowem a, powiedzmy, Budą, niż rozklekotana syrenka na tej samej trasie 😀 Może się wydawać więc, że tylko największy przymus zmuszał do podróżowania. I to przymus bogaczy. Tak że ja już nie wiem, czy im zazdrościć, czy odwrotnie…

    Ale to nie znaczy, że podróżowali tylko królowie pod groźbą utraty władzy. Albo nawet że tylko elity.

    Owszem, w tych czasach w ogóle mało wiemy o ludziach spoza elit. Więc można tylko zgadywać. I wiadomo, że szukano lepszych warunków życiowych — bo akcje osadnicze to nie byli „uchodźcy”, ale „emigranci ekonomiczni”. Co też jest może za dużym powiedzeniem, bo nie zawsze przekraczali granice. I wiadomo, że motywowani religijnie ludzie podróżowali, często bez pieniędzy — jakoś się dało… A że nawet współczesnych poznałem, którym pielgrzymki wystarczają do zaspokojenia głodu turystycznego, to co miały ówczesnym przeszkadzać.

    ***

    Tekścik się wziął z takiego mojego zdziwienia, że przecież dziś tak łatwo, kiedyś tak trudno, a tak niewiele się zmieniło. Mamy jakąś różnicę ilościową, w dostępności, w odległościach pokonywanych,w wygodzie, ale nie jakościową — jak przecież już w wielu innych przypadkach można by wskazać. Bo dostęp do wiedzy, chociażby, to różnica w zupełnie innej skali.

  23. pak4 Says:

    @Bezdomny:
    No tak, kapituluję. Tyle czasu trwają w miejscu i się nie ruszyły, w przeciwieństwie do mobilka. Ergo, rewolucja jest. Ups… przecież październik…

  24. bezdomny Says:

    O tak pak4!

    Październik miesiącem oszczędzania.

    Był taki slogan za Władysława, nie świętego lecz Gomułki
    Deszcz zmywa pięknie mój dach. A ja się do jutra zmywm.
    Wampa 🙂

  25. pak4 Says:

    No tak.
    A ja czytam biografię Lenina i właśnie doszedłem do miejsca, jak przyjechał do Krakowa, żeby jeździć na rowerze po Lesie Wolskim i wydawać Prawdę, celem wyzwolenia Rosji od caratu.
    I tak mi przypominasz opowieści, jak to na plakacie filmu „Lenin w październiku” ktoś dopisał „A koty w marcu”. Którego to marca, a za nim idącej wiosny, wszystkim życzę.

  26. basia Says:

    Nie-no, jakiego marca??? — Jutro 24 października 2019 „na Kraków” obiecują 25 odczuwalne jako 26…
    …Celsjuszów!

    — Jeśli takie zdarza się w marcu, to jednak z powiewami tatrzańskiej i babiogórskiej zimy… A jutro opalanko łagodne, niezdradliwe… albo praca w ogrodzie… albo oba… trzy 😀 😀 😀

  27. basia Says:

    Hoko, Paku4, błąd rozumowania (a może ustereczka jeno?) bardzo powszechny/-a — ekstrapolujemy nasze wyrywkowe, wyimkowe wyobrażenia o przeszłości na całość (ok, szerszość 🙂 ) dziejów, „utożsamiamy się” a w każdym razie porównujemy z tymi warstwami, o których coś wiemy (bodaj mit znamy), biorąc pars pro toto… Nie żeby nie dało się w (przeciekawej) dyskusji ufinezyjnić tego czy owego… — za co wielkie dzięki! 😀 😀

    Bezdomny, Mru, oto rozkosze współczesnego przemieszczania się – narzędzia i gadżety!!! 😀 😀 😀

    Serdecznie odpozdrawiamy Burgundię i jej deszcz, ciesząc się na nasze 24 celsjusze na dziś obiecane i licząc na dalsze doniesienia z trasy!
    Dobrej, bezpiecznej drogi dla Króla szos i fal! 😎 😉

  28. bezdomny Says:

    Żaden król ze mnie. Jestem raczej tym, kim ludź od dawna, chyba już sześć milionów lat uprawia, tzn. koczowniczy tryb życia i to w mojej genetyce głęboko ktwi.
    Pozdrawiam

  29. basia Says:

    We mnie też… 😀 …A już półkoczowniczką mogłabym być permanentnie… 🙄

    Póki co… Póki co – fortyfikujemy się… 😆

    Szerokich dróg i horyzontów życzę (zazdroszcząc nieco)… 😉
    Lecz nie można mieć wszystkiego… naraz… 😎

  30. Mela Woman Says:

    Basia nie odpowiedziała na mój poprzedni komentarz.
    Jak mam to rozumieć?

  31. Hoko Says:

    „@Lewicowe: ja ten argument o przenoszeniu opinii 1% owych, na średnich tych, słyszałem na dniach (…) Zobaczyć pierwszy raz, to się zgodzić. Zobaczyć drugi raz, to już zapytać: „ejże, a na pewno?”

    Tom w takim razie zdziwiony, że pierwszy (drugi) raz. To jest błąd „patrzenia” dość powszechny i ongiś trafiał też często gęsto historykom – i dlatego został dość dobrze opisany i skrytykowany i jest to dziś wiedza raczej ogólnie dostępna, nie żadna rewelacja 🙂

    „Bo ja się ogólnie zgadzam, ale to jest tekst o czymś innym. O tym, że ułatwienia w transporcie, nie zmieniają samego faktu geograficznej mobilności.’

    OK, ale to też, tak mi się przynajmniej zdaje, rzecz normalna, i antropologia kulturowa niejedno na ten temat powiedziała 😉 A nawet abstrahując od kultury i jej mód, są też różnice indywidualne, jednego gdzieś ciągle goni, inny woli sobie spacerować po własnych opłotkach (albo jeździć rowerem)… 😀

  32. basia Says:

    Mela Woman, tak rozumieć, iż odpowiedziała wiele razy przy innych okazjach (i ze szczegółami): żyje i podróżuje super-ekologicznie 🙂

    Hoko, czy empiria ma odcień polityczny?… I czy lewicowość, prawicowość i co-tam-jeszcze cokolwiek dziś znaczy (intersubiektywnego choćby)?… 🙂

  33. pak4 Says:

    @Hoko:
    To się ogólnie wie. Sięgając pamięcią wstecz, to na pewno byłem tego świadom jako licealista. Ale natrafić na prewie identyczne sformułowanie, jeszcze z „1%”, a „1%” to obecnie modne hasło lewicowe, to jednak skłania do „ejże”.

  34. basia Says:

    Mój bratanek, obecnie trzylatek, gdy się nauczył szybko mówić zdaniami (czyli zeszłą jesienią) podłapał na jakiś czas od swej mamy owo „ejże!” i używał go przezabawnie w rozmaitych sytuacjach protestu…

    …Ejże już nigdy nie będzie takie samo… 🙄 😆

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: