Święta żywności!

Bośniaccy uchodźcy w kraju jedzeniowej obfitości.
Okiem syna-pisarza.

Food can never be enjoyed unto itself; it is never just a sensory experience, let alone a matter of sophisticated taste. Its meaning is always dependent on the outcomes of potentially catastrophic situations, its value always assigned in the context of particular lives and histories. Taste as such has no purchase, for it is impossible to divorce the experience of eating from the constant practice of survival. Even if one eats to enjoy life, one has to stay alive first, which requires far more than merely entertaining the senses. The restaurant critics who pretend that their expert epicurean taste entitles them to evaluate food are nothing but fools who think that something as basic as eating could be objectively appraised.

Once or twice I took my parents to a white-tablecloth restaurant within my financial reach, insisting that they must enjoy the experience. Instead, they were confused by the long, convoluted descriptions of the dishes, suspicious of the server’s solicitude and pessimistic about the nutritional value of the pretty arrangement. “We’ll be hungry in an hour,” Mama would pronounce, inescapably projecting into the unstable future. In a stable, leisure-oriented world, being hungry in an hour would mean that you would simply eat in an hour. But as far as my parents are concerned, no one knows what might happen in an hour. At the very least, they might be working on something that would not allow them to stop, since hunger would only impede them from getting it done.

The bizarre thing about the very concept of the restaurant, so obvious as to be invisible, is that it is a place where strangers serve strange food to strangers, knowing absolutely nothing about what they like, about what they think, about who they are, about what their life history is. Restaurant food is impersonal, uncommunal, consumed in the isolation of public space.

— Bardzo polecam!

Komentarzy 20 to “Święta żywności!”

  1. pak4 Says:

  2. basia Says:

    Albo i… zrobić (na)… ❓ 😆

    *** * ***

    Nawiasem – dość wyrazisty kontrapunkt do powyższego (z ostatnich dni):

    ● Wakacyjne ucztowania restauracyjne, i czegoż to po nich oczekujemy (a nie powinniśmy):
    https://www.theguardian.com/food/2019/jul/17/the-rules-of-holday-eating

    ● Jedzeniowe pakiety szkolne zabierane z domu (tzw. lunchboxes) i czy/jak szkolić rodziców nie mających pojęcia o wartościach odżywczych ani grupowych dynamikach…:
    https://www.dailymail.co.uk/femail/article-5657907/Dietitian-hits-school-lunch-policies-son-given-healthy-card.html
    Tu przeciekawa też dyskusja…

    *** * ***

    PS, oczywiście nadrobię wszelkie zaległości okołokomentarzowe! — Wielkie dzięki za uwagę i wypowiedzi!!! 🙂 🙂 🙂

  3. Wiedzmin Says:

    Mocny tekst. Choć „lajfstajlowy” i elegancki, to nie to, co chociażby „Ziemia Niczyja”.. – Btw, widzieliście?
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia_niczyja_(film)

    …Bo dla każdego człowieka pochodzącego czy mieszkającego w obszarach niedostatku – to naprawdę jest straszne i śmieszne
    :
    jeść za ciężkie pieniądze, samemu lub niech nawet w kilka osób, w otoczeniu zupełnie obcych ludzi.

    – Odcięcie posilania od jego aspektu podstawowego dla nich, czyli wspólnoty… 😦

    Holiday eating? Kto w obcym atrakcyjnym miejscu ma czas na takie bzdety? Chyba tylko inwalidzi, że zapożyczę się u Hoko? 😉

    A z drugiego artykułu, rodziciele chyba nie wiedzą, jak zaraźliwe mogą być słodycze w szkole, co robi z mózgami reklama, i jak trudno ogarnąć pobudzone cukrem „pociechy”!

    Pozdrawiam z mojej sabatycznej laby. 🙂
    Miałem nie pisać, cóż trudno wykorzenić nawyk zerkania w sieć, a tu temat prowokuje, jeden czy drugi.

  4. Jankora Says:

    Piszą mama i córka

    Bardzo ważny cytat przytoczyłaś, cały polecany artykuł to jest przeciwwaga dla wielu zjawisk, jakie widzimy ostatnio w polskich mediach, głównie zajętych reklamowaniem konsumpcji i „wielkoświatowych” nawyków.
    Warto pamiętać, że żyją jeszcze ludzie,którzy w dzieciństwie doznali głodu………
    „Zwykły dziennikarzyna”o tym nie napisze bo to nie napędza reklam i pieniędzy…….

    Pozdrawiamy z Afryki! 🙂

  5. a a Says:

    owczy ped i gesi stadne koncza jak na to zasluguja – w hedonistycznej izolacji w najlepszym razie

    odraza mnie ogarnia na widok tych polskich chwalb ostatnich gdzie to kto nie byl w jakiej drogiej knajpie i egzotyczne menu byc musi
    dobrze ze ktos w koncu nazwal rzeczy jakie sa bo moze polskim „”pisarzom”” nie wypada wyjsc na biednych czy prowincjonalnych

    coz realia sa takie : nasza planeta to nie tylko bogaci i syci
    dobrze pamietac

    a to sie rozpisalam bedac na urlopie a a
    /rano zimno/

  6. Jankora Says:

    Święta żywności Kochanej Ojczyzny!
    ? 🙂

  7. Asia Says:

    Tak się zaczytałam w tekst wyjściowy, a potem w dodatkowe, że komentarz będzie krótki – świetne, koniecznie też to przeczytajcie, polecam!

    Autor znany tutaj, jak najbardziej:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Aleksandar_Hemon

  8. basia Says:

    Wiedzminie, dzięki za zaglądanie podczas laby i bezinternecia (postulowanego 😈 ) 🙂
    Tak, widzieliśmy razem ten film. Zeszłą jesienią/zimą, po powrocie z (zachodnich) Bałkanów mieliśmy fazę odświeżania i pogłębiania przedmiotowej literatury z przyległościami…

    Twe sentymenty w zasadzie podzielam… Im więcej widzę polskiego-prowincjonalnego i zakompleksionego zachłystywania się recenzjami, gwiazdkami, gurmandami, itp. — tym bardziej.
    Bo te 20-30 lat temu styl eating out, tak wyraźny w pewnych sferach Londynu, był dla mnie objawieniem, mógł zaimponować, zauroczyć. Oznaczał kontynuację, pogłębianie i zacieśnianie kontaktów z Zachodem, już „nieźle” a nawet wszechstronnie obwąchanym podczas pielgrzymek, wyjazdów chóru, autostopów własnych, itd.
    …Lecz tam smakoszowanie z ostentacyjnym snobowaniem się na znawstwo dotyczy raczej wąskiej grupy, i są ogromne połacie „odstępców” a nawet ludzi mówiących zdecydowane NIE… Głównie etniczne odstępstwa mam na myśli – w kulturach, które kładą nacisk na wspólnotowy aspekt posiłku. Oczywiście cały proces jest dynamiczny: akcenty rozłożyłabym inaczej w 1999, niż w 2019. Wciąż jednak jest to proces rozłożony na kilkadziesiąt lat.

    W porównaniu, w Polsce to „eksplodowało”* — W kraju wciąż wszak uboższym (porównując porównywalne, czyli strefy finansowe, zawody, obciążenia naszych dochodów (paralelne koszty hipotek chociażby), gdzie disposable income jest czasem śmiesznie niski, relatywnie) — czytamy o-, spotykamy czasem osoby, ba, konstatujemy niekiedy, iż na mózgi padło i naszym długoletnim znajomym… …ludzi, których efektywnie nie stać (czasowo, umiejętnościowo-organizacyjnie, finansowo, emocjonalnie) na przyzwoite podjęcie w domu znajomych (wyprasowanym obrusem, pomysłową kanapką, ładną filiżanką, wypolerowanymi sztućcami…), a jednocześnie ci sami mają potrzebę chwalenia się, że w takiej czy innej knajpce (polskiej, chorwackiej, whatever) zostawiają równowartość tysiąca PLN.

    Chore — bardzo chore, bo w ten sposób obumierają więzi (co przekłada się na niedosyty albo i głody innego typu, np. brak poleceń i zleceń w działalności gospodarczej, brak manier u pociech… nawet na wychodnym, bo nic tak nie mobilizuje, jak „prawo naturalne” czyli zasada wzajemności — doceniam, jak ty nas gościsz, bo sama się bardzo postarałam pomagając mamie, żeby popołudnie pół roku temu wypadło godnie…).

    Na wakacjach?… Rozczytywać się, rezerwować w nowym miejscu, czekać kwadransami aż podadzą, „uwieczniać”, chwalić się w mediach społecznościowych, … — to trzeba, że zacytuję Klasyka 😀 — chyba być inwalidą… umysłowym. Naprawdę nie mieć możliwości motorycznych, zainteresowań i żywości umysłu. Or both… 😈

    …Ja tu troszkę wyjaskrawiam, ale nie całkiem… 😉

    Jankoro z Rodziną, pozdrowienia dla Afryki!!! 🙂 🙂 🙂
    Właśnie ten kontrast jest teraz przeciekawy w naszym społeczeństwie: z jednej strony typki typu zakute łebki, jeden w drugiego udające smakoszy, bywalców, światowców, znawców i recenzentów kuchni świata, fusion, fuss, itd.
    Nota bene typki zacofane, bo kto na poziomie przyzna się „w świecie” pod koniec XX i na początku XXI wieku, że jada foie gras i podobne horrenda?!!!
    …Z drugiej zaś wolontariusze do krajów biedy i głodu, idealiści poświęcejący kasę i czas, aby… humanitaryści, uczestnicy światłych kampanii, trendseterzy jedzeniowi w jak najlepszym sensie…

    Wiem, reklama dźwignią gospodarki… ale żywność to bardzo specyficzny towar. I już dawno opisano, jak bardzo niepożądane efekty uboczne (oprócz oczywistego – drenażu kieszeni) można osiągnąć, wciskając słabym głowom turbokonsumerystyczny chłam w tym obszarze. Zresztą nie tylko poprzez promowanie konkretnych towarów z ich cenami, upustami, specjalnymi ofertami…

    Pan Hemon pisze bądź napomyka o tym wszystkim, ale że tekst jest gęsty, wielopłaszczyznowy, miejscami nieco trudny – można nie uchwycić wielu wątków i podtekstów za pierwszą lekturą, niech nawet skupioną… 🙂
    ____
    *także zaraza gotowania na ekranie

  9. basia Says:

    A a 🙂 – z pełną zgodą, iż hedonizm, sybarytyzm oznacza często izolację, alienację od wielu znajomych i przyjaciół z czasów młodości… przy tym wszystkim diabeł tkwi w szczegółach. To nie tak, że knajpki to be a dom to cacy. Bywają przecudne wspólnoty osób do wczoraj „obcych” tworzące się ad hoc bądź wolniej wokół pasji – w schroniskach górskich, w miejscach nadmorskich sportów, w piwnicach jazzowych i grających inną muzykę, w…

    Tu chodzi o rozłożenie akcentów:
    jedzenie po coś (by mieć siłę, energię, humor do działania) versus jedzenie dla jedzenia
    — przygotowywanie pożywienia, potraw, wytworów sztuki kulinarnej, akceptowanie tegoż wszystkiego we wspólnocie versus liczę się tylko ja i moja korzyść. Od wieków znamy wszak pojęcie pieczeniarza, człowieka, który poluje by się pożywić, skorzystać na cudzym, bez zrewanżowania się (swoje do kupy, cudze do...)… — taka postawa dotyczyć też może accommodation i pokrewnych.

    Oczywiście, gdy to wszystko obserwuje (i nieuchronnie ocenia z perspektywy swej własnej kultury)przybysz z obszarów biedy, ale mający szacunek do samego siebie, ten tak zwany honor (por. rozmowa kilka wpisów wstecz) — może się bardzo zgorszyć i zasmucić…

    Jankoro, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił?… 🙂

    Podczas dłuższych, kilkuletnich pobytów za granicą nigdy nie miałam przemożnej tęsknoty do „polskiego jedzenia”, „polskich sklepów”… nie przepłacałam (nie licząc jednego makowca zakupionego jako prezent na Boże Narodzenie (dla Francuzki)). Natychmiast komponowałam moją typową dietę z tego, co było dostępne w sklepach mainstream, ciesząc się z dostępności finansowej różnych krabów, łososi, krewetek, odkrywając imbiry i setki innych przysmaków wykorzystywanych ogólnie czy niszowo (ach ten sklep turecki w Walthamstow, ach te piekarnie i ciastkarnie francuskie na Kensington, ach… … … ) …korzystając – gdy tylko nadarzała się okazja – ze specjałów typowych dla kulinarnej kultury gospodarzy i innych grup etnicznych współzamieszkujących teren.
    …Lecz okazja naturalna, spontaniczna, nic na siłę, nic by imponować, puszyć się z powodu podniet dziesięciorzędnej ważności. Zresztą komu tu imponować? Tam czy tu!… ???…
    (I przy tym wszystkim jakoś nie ma kluczowych potraw i zjawisk kulinarnej „sceny” Londynu, Zurychu, Wiednia czy Monachium, których bym nie zakosztowała… 😎 😆 …głównie dzięki miejscom pracy i życzliwości ludzi, którzy, poznawszy mnie, moje horyzonty, naturalną żywość i chłonność, zechcieli potraktować-poczęstować tym, co dobre…)

    W tym sensie odtwarzanie kubkowo-smakowego „kraju lat dziecinnych” przez tak wielu uchodźców (dosłownych lub tylko mentalnych) wydaje mi się straszliwym marnotrawstwem energii, jakąś mega-zastępczością, przy czym i wyznaniem słabości, zniewolenia… Ale staram się zrozumieć, wczuć. Najoczywiściej przyjmuję do wiadomości.

    Asiu w końcu pisarz bośniacko-amerykański… 😎

    Raz jeszcze zachęcam do lektury. Wątków tam tyle, że można i rok gadać, rozszerzać, pogłębiać… 🙂

  10. bezdomny Says:

    ” Właśnie ten kontrast jest teraz przeciekawy w naszym społeczeństwie: z jednej strony typki… ” – – > nic na świecie nie jest tak sprawiedliwie podzielone jak zdrowy rozsądek. Każdy myśli, że ma go pod dostatkiem. :))
    Od tygodnia penetrujemy pod i alpejskie wioski. Nie codziennie mam dostęp do sieci, bo niemieckie to w dziedzinie digitalności to dosyć mocno zacofany kraj. Ale mimowszystko jest cudownie i nawet przez chwilę nie żałuję, że nie jestem nad morzem ( bez znaczenia jakim )

  11. pak4 Says:

    W Alpach mają różne See. Co prawda nie Meer, ale Bałtyk to też See, tyle że Ost… Więc co za różnica?

  12. bezdomny Says:

    O tak, Seen to oni mają pod dostatkiem. Ale nie tylko tego. Do typowego landszafciku oprócz jeziorka wchodzi również masyw górski, lasy oraz zielona łączka. Było paru malarzy specjalizujących się w tym kiczu. Ich obrazy rozsiane są po całej planecie.
    Dziś mogę genisowac to na żywca. I to jest piękne. A sąsiedztwo stada krów tylko to uwiarygodnia.

  13. bezdomny Says:

    Errata do górnego wpisa.
    Zapomniałem dodać, że uzupełnieniem typowych landszafcików jest oczywiście błękitne niebo po którym snują się przeróżne formacje snieżnobialych, niegroźnych chmurek ( póki co oczywiście)
    Jest jeszcze jeden faktor który uprzyjemnia tutejszy pobyt.
    Podczac kupowania tutejszych regionalnych browarów nie można popełnić żadnego błędu. 100% nadaje się do spożycia, 100% kupionych jest wypijane bez żadnej szkody dla organizma 😀

  14. pak4 Says:

    No to krowy alpejskie sprzed lat (2015):

  15. pak4 Says:

    Ale same krowy, to pół biedy, a raczej pół radości. Drugie pół, to ten dźwięk ich dzwonków…

  16. pak4 Says:

    Ale nic nie przebije bydła węgierskiego:

  17. bezdomny Says:

    O tak Pak4 😀
    One są w obecnej chwili moimi najbliższymi sąsiadami 😀
    W czasie dnia, kiedy upał jest porażający stado zapraszane jest do zimowej noclegowni. Pod wieczór, o właśnie teraz ponownie wyprowadzane jest na swoje trawniki by wyrównać trawę do jednego poziomu.

    Ale wracając do tutejszych pejzaży. To styl barokowy jest tutaj najbardziej rozpowszechniony. Jakby ludź nie patrzał to i tak zobaczy drewniane kościoły w wymienionym stylu

  18. basia Says:

    Taaakkk… Chiemsee… — moc wspomnień, wielka moc!!!
    …Choć Mittenwald i Schwarze Wände jeszcze lepsze…

    Ciekawe, czy wymieniłabym jeszcze z pistoletową szybkością wszystkie sześć głównych browarów Mnichowa?… I ze trzy pomniejsze…?… — Tak wymieniłabym! 😎 😆

    A nasze wspólne z Pakiem wspomnienia bawarskie? — Fajne, bo pogoda się udała. Mimo 2. połowy września. Wcześniej Alpy Styryjskie (rejon Dachsteinu, Grimming, solnego Hallstatt z Gosauseen — wszystko to macie o rzut kamieniem (i jeszcze kilka hitów))…
    …Może nawet troszkę tęsknię, ale… Z Krakowa do Monachium jest tylko 😆 12 godzin transportem zbiorowym przez Zgorzelec, bo przez Znojmo szybciej. A samochodem jeszcze mniej…
    — Nie w tym roku, ale… long overdue 🙂 🙂 🙂

    https://goo.gl/photos/eDhPZ9MTwNAgZ8bV8 – Almkogel z Tauplitz (gdzie skocznia mamucia) …krów mnóstwo, górskich jezior też 😎

    https://goo.gl/photos/n263xCoVaTNwcELA7 – nie tylko Hallstatt, Gosauseen… mnóstwo krów i cielątek, jeziora tuż pod lodowcami Dachsteinu… i jeszcze to i owo

    https://goo.gl/photos/M2HsoCnXjktAJ3kK6 – po bawarskiej stronie, rekonesans w Alpach Berchtesgadeńskich

    https://goo.gl/photos/Ge1tHCXKmGjoJ5Xw6 – cd. wspólnej Bawarii – na Jenner, ponad zjawiskowym Konigssee… Bardzo dużo krów

    https://goo.gl/photos/LhV1pKiTusgw3Sph6 – Hocheck czyli drobne 2000 metrów (z hakiem) przewyższenia ponad taflą Konigssee. Na nogach tam i z powrotem, troszkę uciekając przed fenem, ale udało się…

    Allleż mnie Bezdomny sprowokowałeś… Tyle powtórek linkowych!…
    Normalnie leżą sobie w spisie, i kto chce, to tam „bobruje”… — oj, liczni w sezonie a nawet przed!
    https://basiaacappella.wordpress.com/aby-obejrzec-albumy-picasa/ *

    Wiem, wiem, że masz słabą sieć w drodze… i lepsze rzeczy do roboty, niż… Lecz Hallstatt i Dachstein plus owo Konigssee czy nawet na Jenner kolejką, a zejście pieszo… (okol. Berchtesgaden) — Bommmbaaa!

    PS, najlepiej spośród podmonachijskich bajorek znam Starnberger See… Braciszek – który wówczas** akurat zawitał do M. na informatyczne praktyki – poznał je jeszcze lepiej. I „sportowiej” 😀
    ____
    *kontynuacja:
    https://basiaacappella.wordpress.com/aby-obejrzec-albumy-google/
    **na przełomie tysiącleci… o czasie ów!!! 😎

  19. bezdomny Says:

    Jest i następne pokolenie Pak4 krów 😀 https://photos.app.goo.gl/5EpYZERpNnEQz5q39

  20. basia Says:

    Krowy to może nawet i te same… Tylko te cielątka…

    Ładne obrazki… 😎
    Motywy architektoniczne bardzo znajome… 😀
    Klimacik relaksu… 😎

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: