Luzik!…?…

ale co robicie, gdy się wam nie chce?

– zapytał wczoraj @z_chicago

Gdy zaczniemy odpowiadać szczerze, jak na spowiedzi – nie skończymy na Wielkanoc.
— Że nie rozgłaszamy (nawet samym sobie) gdy się nam nie chce.
Że silnej woli i tak nie wypracujesz z dnia na dzień i nie ma tu uniwersalnego klucza, poza jednym – zawsze możesz się obsunąć do woli słabej jak… [uzupełnić samodzielnie].
Że.

Tymczasem doradzimy jedno – luzik. Jak ci się w danej chwili nie chce podjąć wyzwań ambitnych (bądź chce-niechce, względnie zaszły czynniki obiektywne i nie chcą wyjść) — wyjdź ty i zrób bodaj coś minimalnego. Jak choćby środowe wyczynki ROI Paka:

mini-bieżek o poranku:

…poprawiony romantycznym spacerem o wieczorku:

Oraz tym tudzież owym w środku dnia.

Działa.

A co działa dla szanownych państwa?

Komentarzy 15 to “Luzik!…?…”

  1. pak4 Says:

  2. basia Says:

    Tak właśnie…
    Jedna z nagród dla stoickiego „nie za bardzo mi się chce, ale wyjdę”… 😎 😀

  3. Spod Polityki Says:

    Na mnie działa mój pies.

  4. FotoAmator Says:

    Fajne oświetlenia wczesnym rankiem, jakieś mgiełki – to mnie wyciągnie z łóżka.
    Z wieczorem nie mam kłopotu.

    A tak nawiasem, trudno pogodzić fotografię i sport. Jeszcze spacery to tak, ale z biegiem / joggingiem czy kolarstwem jest gorzej.

  5. basia Says:

    😀 😀

    Taaakkk… lecz co działa, gdy się tak naprawdę, autentycznie, potężnie (lub gnuśnie-zamulająco) …po prostu nie chce?…

    Bądź też powyższe w 80% a w 20% dochodzą stany obiektywne… obiektywnawe… jak po chorobie albo coś za nami chodzi… bakteria/wirus/inna wereda… Chodzi i odczepić się nie chce, a jak nie chce to i robota wolniej idzie, zatem „uzasadnionych wymówek” byłoby od groma i trochę…

    Co i jak wtedy? 😀

  6. Węgierka Says:

    Kiedy Wam się nie chce, pomyślcie o tych Wszystykich, którym się chce, chciałoby się, czują potrzebę, a niemogą – matki w domu z małymi dziećmi, osoby starsze i młodsze z problemami ruchu, na wózkach inwalidzkich.
    Na mnie zawsze działa.

  7. Przelotny Gość Says:

    wiesz, ze ci się czesto nie chce? – umawiaj sie z ludxmi na konkretna godzine
    nie wszystkim pomoze ale powinno niektorym

    i nie chwal sie gdy zawsze ci sie chce sie
    bo przestanie

    taki przesad

    ^^^^

    pikna pogoda a bedzie lepsza…. 😀

  8. bezdomny Says:

    Czy już zrobiliście dziś coś dobrego dla siebie?
    Ja właśnie przymierzam się do dobroci. Stoję teraz w La Listada, tuż przy Punta Cueva de los Minigos, tuż przy krzyżu. Z tego miejsca widać wszystko jak na dłoni. Szum i zapach ozeana wchodzi oknami i drzwiami do mobilka. Na horyzoncie Punta de los Gomeros, i to jest właśnie celem mojej dzisiejszej eskapady z buta. Muszę myśleć o sobie, bo nikt inny czegoś takiego dobrego nie zrobi ani za mnie, ani dla mnie.
    Ciepło pozdrawiam 🙂

  9. Madziar Says:

    Najgorzej się nie chce po przerwie.
    Potem nawyk ciągnie i czegoś człowiekowi brakuje gdy nie biega, nie pompuje, czy co tam kto robi.

    Wiosennie pozdrawiam w piękny dzień.
    Weekend! – Wykorzystajmy!

  10. owcarek podhalański Says:

    Najpikniejse „sie nie chce”, jakie widziołek, to było w „Indyku” pona Mrożka 🙂

  11. basia Says:

    Węgierko, czasem oni sami mówią: „zrób za siebie i za mnie”… — Jakaś suma modlitewnego wysiłku we wszechświecie… 🙄 😆
    …A niektórzy spośród nich jakoś dają radę zmieścić kwadransik a to na macie, a to na maszynce do „wiosłowania” (gdy biegać nie mogą) — niesamowici mobilizatorzy są wśród nas!

    Przelotny Gościu, umawianie się to fajna sprawa, rzecz w tym, że na codzień rzadko kto dysponuje czasem „na umówienie” — wychodzi się raz wcześniej, kiedy indziej później… I tej drugiej osobie też może coś wypaść… I często tak bywa. Mobilizacja jednoosobowa względnie w naprawdę dobrze się „dogrywającym” duecie mieszkającym razem lub w bezp. sąsiedztwie to chyba optimum.

    Lecz mogę nie mieć racji… 😀

    Nie chwalę się. Przeciwnie, popełniłam raz coś takiego:
    https://basiaacappella.wordpress.com/2009/05/21/jak-tylko-odtrabie/

    A w ostatnich miesiącach zauważam sporą inercję dobrze zgranego duetu. To, co się robi kosztem ruchu (w tym np. częstych wyjazdów na rower wieczorem) jest ogromnie przyjemne. I będzie, powinno procentować w przyszłości. Lecz fakt jest faktem – niektóre osiągi nie są tak imponujące, jak 2-3 lata temu… 🙂

  12. basia Says:

    Bezdomny, bardzo dobrze mi wygląda ta dobroć (choć wczorajsza 😈 😉 ) — tak czy owak docenilibyśmy ilustracje… 😎

    U nas nie było zapachu Ozeana, ale wczorajszy dzionek też należy zaliczyć do udanych: na przykład cudne zakupy butne na rowerze (2 pary butów miejskich absolutnie dizajnerskich, niepowtarzalna okazja!!! 😎 )

    Natomiast dziś… — no cudność klasyczna: dalej olśniewająca lampa i… A zresztą będzie wpis 😀

    Tak, ruchu nikt nam nie wszufluja ani nie sprzeda za najlepszą kasę… 🙂

    Madziarze, nieruchali czasem nie mogą zrozumieć, jak to jest, że człeka ciągnie do ulubionej aktywności, że mu jej tak bardzo brakuje. Gorzej gdy się jest ciągotkowym multitalentem, pasjonatem wielu rzeczy, które mogą odbywać się tylko w tym samym bądź podobnym czasie… 🙂

    Owczarku, „Indyk” genialny, lecz to nie jest tak, by genialne kolejne pokolenia nie potrafiły dodać swoich trzech groszy w temacie. A nawet trzydziestu trzech… 😆

  13. bezdomny Says:

    … — tak czy owak docenilibyśmy ilustracje
    🙄
    Skoro są na to chętni, to trudno nie spełnić takich miłych życzeń. Dobrze się składa bo zabrałem tableta, telefon odmawia posłuszeństwa. Najwcześniej we wtorek będę w miejscu, gdzie tablet będzie się mógł kontaktowac z planetą.

  14. bezdomny Says:

    W oczekiwaniu na obrazki, mała zagadka. Zdarzenie jest autentyczne, miało miejsce ubieglej zimy na Teneriffa :
    Kolega pochodzi z Kempten, to samo południe D, teren dardzo górzysty, a zatem ludź jest niesamowicie zahartowany we wszystkich okolicznościach pogody. Znam gościa od paru lat i jest niezmienny w swoich poczynaniach. Przybywa tutaj z plecakiem i spiworem. Nie korzysta z hoteli, apartamentów, noclegowni. Przed zachodem słońca szuka jakiegoś spokojnego miejsca do spania. Na ogół w pobliżu ozeana, szum kołysze pięknie do snu, a woda oddaje naturalne ciepło. Pewnej nocy wiatr przybierał na sile i osiągał porywy zwane orkanem. A tu, w układzie organizma ciśnienie wzrasta, należy spuścić płyn z układu, ale jak to zrobić by wiatr nie porwał dobytku? Plecak na plecy to jasne, śpiwór natomiast przywiązał do paska od spodni. I co dalej? Jak nie staniesz to stoisz źle, albo wszystko bierzesz na klatkę albo schomikujesz w spiworze.
    Jak myślicie, jaką opcję wybrał znajomy?
    🙄

  15. basia Says:

    Hmmm, żeby zacząć zgadywać, trzeba znać – na przykład – siłę owego orkana* 🙂
    I czy były „z tyłu” jakiekolwiek punkty oparcia. Bodaj ławka 🙂

    Oczywiście styl życia pana z Kempten rozumiemy doskonale, choć nie mamy ambicji w kierunku aż takich ekstremizmów… Na razie… 😎

    Nasze obrazeczki zwyczajnie-małobeskidzkie już ujawnione 🙂
    Na kanaryjskie czekamy cierpliwie… 🙂

    Pozdrowienia! 🙂 🙂
    _____
    *pod koniec września, podczas chorwackiej bury, o mało nie straciliśmy prysznica 😆 — na szczęście dało się go jakoś dogonić (zgiąwszy się wpół) 🙄

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: