To coś

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Gdy czytałem Pomykalskich, albo Hildebrandta (Andrzej Hildebrandt, Węgry. Przewodnik historyczny, Bellona, 2016) od razu rzucało mi się na myśl: „dzieło amatorskie”, bo profesjonalistów coś odróżniało. Ale trudno mi było uchwycić „to coś” — bo ani Pomykalskich, ani Hidlebrandta nie czyta się źle, nie są też bałamutni, przynajmniej nie bardziej niż przeciętny „profesjonalista”.

Pytanie o to, czym jest „to coś” pojawiło się ze zdwojoną siłą po wizycie w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli (wizycie przypadkowej, jak blogerowi-amatorowi wypada). W muzeum wiele, wiele dzieł zaskakująco dobrych, a przy tym amatorskich…

Nie chodzi przecież o sposób zarabiania. Nikifor-Drowniak żył z obrazów. Ale był „amatorem”. Poziom „artystyczny”? Nie wiem, jak go zmierzyć, ale jeśli tym, że dzieło porusza, że „zaklęty w nim jest duch”, to również można odpowiedzieć negatywnie, nawet powołując się na ten sam przykład Nikifora. Więc?

***

W filmie Jesienna sonata Ingmara Bergmana zapadła mi w pamięć taka scena. Córka, w tej roli Liv Ullman, gra na fortepianie jeden z utworów Chopina. Gra szkolnie – nie poszła w ślady matki-artystki, została skromną żoną pastora, a nie wielką artystką. Matka, w tej roli Ingrid Bergman, siada do fortepianu i pokazuje, jak ten utwór może brzmieć, tłumacząc jednocześnie:

– Chopin jest czuły, ale nie czułostkowy.

***

Mam wrażenie, że w profesjonalnej sztuce jest dużo takich „ale”: wpojonej w czasie edukacji świadomości, że przelewając nasze emocje i myśli w dzieło, wciąż ocieramy się o kicz, a ten jest zbrodnią. Amator* nie miał się jak tego nauczyć. Łatwo więc wpada w pułapki kiczu. Ale z drugiej strony, jeśli jakimś szóstym zmysłem wiedziony je ominie, to szczerość i bezpośredniość dzieła, mogą zawstydzić profesjonalistów.

W Muzeum Etnograficznym właściwie trudno mi było znaleźć dzieła złe. Bywały jakoś karykaturalnie zabawne, gdy Jezus i Bóg-Ojciec obejmowali się, jak dwaj pijaczkowie; albo pingwin miał w swoim dziobie cały zastęp żółtych zębów. Ale ta karykaturalność nie była odpychająca… prędzej rozczulająca. Tak jak rozczulająca bywa sztuka naiwna.

*) Dotyczy to też odbiorców. Przynajmniej jak się słucha różnych opinii…

Zdjęcia: basia i Pak4

[16.12.2018: Krakowskie Etmomuzeum (Kazimierz, Plac Wolnica)]

Reklamy

Komentarzy 15 to “To coś”

  1. GK Says:

    pingwin z zastępem! he he 😆

  2. pak4 Says:

    Oto i pingwin:

    A ta Matka Boska trochę mi przypominała starożytne boginie stylem. Cóż, inny trop z czym ludowość się łączy (też dobrze rozpisany):

    Krajobrazik powrotny. Resztę chomikuję do kolorowanek 🙂

  3. basia Says:

    😀 😀

    Nb, żeby – w przedświątecznym zabieganiu – nic nie umknęło —
    — powtórzmy raz jeszcze:
    Krakowskie Muzeum Etnograficzne ma zbiory i ekspozycje przewspaniałe. A „Nieobjęta Ziemia” to jedna z wystaw stałych, zatem, domniemywamy, czas jakiś tam jeszcze pobędzie —
    …bardzo, bardzo warto!

    (Wrócimy tam wkrótce, bo jako się rzekło, wejście niedzielne było tyleż zastępcze, co pobieżne niezasłużenie 😉 🙂 A święta, te czy inne, to idealny pretekst (por. filmik w moim albumie) 🙂 )

  4. pak4 Says:

    Nb, zajęcia przedświąteczne dla dzieci, jak chyba widać u Gospodyni w fotosprawozdaniu 😉

  5. basia Says:

    Muzea (nie tylko miejscowe) mają b bogatą ofertę zatrudnień dzieciowych — nie wstyd człowiekowi „przed światem”, jak to bywało np. ćwierć wieku temu, gdy (dorosła już 😉 ) B patrzyła z rozdziawioną buzią, co się wyrabia(ło) w Natural History Museum, V&A, Geographical, Science, NatGal, Tate, British Mus i innych takich…

    *** * ***

    Zaś a propos Nikifora (być może najszerzej znanego polskiego twórcy naiwnego) — Krakowskie Etnomuzeum przechowuje i bada całkiem pokaźną jego spuściznę…

    Nb,
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Etnograficzne_im._Seweryna_Udzieli_w_Krakowie

    http://etnomuzeum.eu/wiecej-o-zbiorach

    http://etnomuzeum.eu/wydawnictwa/przejscia-i-powroty

    http://wydarzenia.o.pl/2011/02/przejscia-i-powroty-kolekcja-muzeum-etnograficzne-krakow/

  6. Przelotny Gość Says:

    Ja muzea raczej nieszczególnie, ale lud, etnografia, izby pamięci zawsze.

    Hop hop jest zima są nartki przybywajcie na święta po świętach.
    I ogólnie niech sie darzy, niech w trzosie bedzie co trzeba i w szklenicy 🙂

  7. Szpila Says:

    Musieli poleciec na wystawe

    Bo wycieczka byla kompromitujaca krutka

    !

  8. pak4 Says:

    @Szpila:
    Poszliśmy po co innego. Poszliśmy późno. Co o tyle dziwne, że etnomuzea zwykle zwiedzaliśmy. Ba! Zwiedzaliśmy dwa ze sztuką naiwną: w Katowicach i w Kecskemét.

  9. ludź Says:

    dawno mnie tu nie bylo

    i widze ze czytania na cale swieta

    albo na po gdy by wspomoc zawoje hehehe

    no to niech sie darzy panstwu mlodym wszystkim
    we swieta na ten nowy rok w ogole

    hophophop

  10. basia Says:

    Przelotny Gościu, tak się składa, że ja też a nawet my też dość chętnie… skanseny także. Ten w Zubrzycy zdarzył się po naszej drugiej wycieczce górskiej, a i w przypadku pierwszej była mała etno-kolekcyjka w Łopusznej. Za pół roku minie dekada od tych peregrynacyj… 🙂

    Szpilo, wszystko a nawet trochę więcej ku uciesze ga… Go…ści Naszych Przeszanownych… 🙂

    Paku4, tak czy owak trzeba będzie tam wrócić… nie tylko na Plac Wolnica… 😉 🙂

    Ludziu, czytać poleca się i zaleca się, wspomagać Zawoję (i Zubrzycę niedaleką 😉 ) usilnie nakazuje się 😉 🙂

    Dzięki za życzenia i wzajemności 🙂

  11. mru Says:

    można wyjść od definicji kiczu 🙂

    choć
    w dzisiejszych czasach……………………………….. 😉

    http://ozkultura.pl/wpis/581/4

  12. pak4 Says:

    @mru:
    Ja się niezupełnie zgadzam. Nie tyle z faktami z owego streszczenia wiki, co z postawieniem akcentów. Bo zabrakło kluczowej informacji — pojęcie narodziło się w Niemczech, w 1870 roku 😉 To znaczy, że jest reakcją na postawy sięgające romantyzmu, w okresie gdy zaczynano go podważać.
    W każdym razie, krzywię się na ów „kicz Giotta” 😛

  13. basia Says:

    🙂 🙂

    Geneza pojęcia – to jedno. Moim (skromnym 😉 ) zdaniem – nie najistotniejsze.

    Drugie to fakt, iż wciąż — ile byśmy nie mieli do dyspozycji precyzyjnych, przyszpilających definicji — on się nam wymyka, ten kicz. Wymykał się już przed postmodernizmem, multimedialnością, fikołkami ironii, palimpsestu i liiiiicznych pokrewnych zabiegów.
    — Co dopiero teraz, gdy tak mocno wprzęgnięty w działania przeambitne, mocno wątpliwe, a często jedno z drugim.

    Lecz oczywiście, gdy chcemy uchwycić istotę zjawiska — wyjść trzeba od jakiejś klasycznej analizy-definicji… czy to jelenia na rykowisku, czy ojca z synem i duchem, czy pokuśnicy piknej kielo… łobrozki na bramie floryjańskij (skąd Akademia o rzut mało rozmachniętym kamieniem, żeby było ciekawiej…)

  14. mru Says:

    bo mnię sie rozchodzilo wlasnie o definicje Wielmoznej P

    i Wielmoznego P

  15. basia Says:

    Ojej, w tak dystrakcyjnym czasie ja mam coś definiować? 😮

    …To może po Nowym Roku… Dnia zacznie przybywać… 🙄

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: