Errata, albo Kosowe Pole

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Muszę uderzyć się w piersi. Pisząc o Krušedolu napisałem:

„Klęska na Kosowym Polu była autentyczna […]”.

Muszę teraz przyznać, że po zapoznaniu się z książką Ilony Czarmańskiej i Jana Leśny pt. „Bitwa na Kosowym Polu 1389” (Wydawnictwo Poznańskie, 2015), stwierdzam iż napisałem nieprawdę. Przepraszam. Nie wiedziałem.

Otóż Serbowie nie przegrali bitwy na Kosowym Polu. Owszem, wykrwawili się. Ale Turcy też. Owszem, utracili wodza. Ale Turcy też. Owszem, wrócili do siebie. Ale Turcy też. A biorąc pod uwagę, że to Turcy chcieli zaatakować „Kosowo” i musieli wrócić niepyszni do domu, to nawet Serbowie byli tu bliżsi słowa „zwycięstwo”.

To skąd „klęska” rozpamiętywana do dziś? Cóż, nieczęsto się zdarza, że pan i władca ginie w trakcie sprawowania urzędu. Weźmy historię Polski — na polu bitwy giną Henryk Pobożny i Władysław Warneńczyk. Więcej takich klęsk nie pamietam. Owszem, skrócone życie tu i ówdzie by się znalazło, bo zamordowano Mieszka II, Leszka Białego, Henryka Probusa, Przemysła II i Narutowicza; a w drodze na delegację zginął Lech Kaczyński. Może jeszcze by się jakiś wypadek znalazł, może ktoś, ale jak na tysiącletnią historię jest tego mało; sąsiedzi zaś nie wypadają pod tym względem jakoś statystycznie gorzej.

Tak więc bitwa, w której giną wodzowie obu walczących stron to ewenement.

Turcy nie mieli okazji do takiej smuty. Władzę już na polu bitwy przejął syn — Bajazyt I, nazwany później Błyskawicą. Rzeczywiście, był błyskawiczny — jeszcze tego samego dnia kazał zamordować brata, by pozbyć się ewentualnego konkurenta do władzy.

Serbowie zaś wracali z bitwy podzieleni. Syn poległego księcia Lazara miał kilkanaście lat. Okazał się potem władcą również wcale wybitnym*, ale tuż po bitwie nie mógł przejąć osobiście władzy. Zresztą i władza była inna — Lazar nie przejął władzy po ojcu. Po zejściu ze świata niezwykle dla Serbii zasłużonej dynastii Nemaniczów żadna dynastia nie zdążyła utrwalić swojej pozycji. Pozycja Lazara była kwestią jego osobistych zdolności i ambicji — był jednym z wielu serbskich arystokratów, który wytrwale do władzy dążył. I akurat tym, któremu się udało. Jego pozycja wynikała często z osobistych powiązań. Na przykład „człowiek numer dwa”, Vuk Branković, pan kosowskich włości, uważał się jedynie za zięcia i sojusznika, a nie za poddanego Lazara. Wewnętrzny konflikt był tylko kwestią czasu…

Płynęły lata. Nie jakoś bardzo liczne, ale zawsze lata. Branković, którego włości atakowali Turcy idący na Kosowe Pole, zwrócił się o dalszą pomoc do Węgrów, czując potrzebę wsparcia i brak wyższej siły serbskiej. A skoro tak, to mający ambicję objęcia „schedy” po ojcu Stefan Lazarewicz (a raczej jego matka), poddał się pod opiekę Turków. Przeciw Brankoviciowi i Węgrom. To zresztą typowe — państewka bałkańskie wciąż wynajmowały turecką pomoc przeciwko sąsiadom, albo jak tu — przeciwko szwagrowi; by rozwiązywać konflikty lokalne albo wewnętrzne… Na krótką metę się to opłacało, ale na dłuższą widać, że tylko Turcy odnosili z tego korzyści.

To co pozostaje to tylko kulturalna nadbudowa. Bo kto był „zdrajcą”? Walczący nadal przeciw Turkom Vuk Braković, czy ubiegający się o ich pomoc Stefan Lazarewicz? Myślę, że już wiecie. Oczywiście, że walczący o Serbię z Turkami Branković, kto by w końcu oskarżał syna „męczennika” z Kosowego Pola? A syn zadbał o to, by władzę nad cerkwią przejęli swoi ludzie, ojca zaś kanonizowano…

Z turecką pomocą udało się wyrzucić Brankovicia z jego włości. Jego władza jednak niezupełnie upadła — Brankoviciowie pozostali przywódcami tej części Serbii, która oddała się w ręce węgierskie. To oni władali w Sremie, to potomek Vuka zbudował Krušedol. Nieumarła więc ta tradycja zupełnie, ale została zepchnięta na margines — w pamięci narodowej wygrał Stefan, męczeństwem ojca przesłaniając fakt oddania kraju w ręce wrogów.

***

Dodajmy jedno — to, że smucili się po stracie wodza Serbowie nie znaczy, że nie smucili się Turcy. A owszem, ale oni mieli Koran a nie Ewangelię, I energicznego Bajazyta, który zresztą zaprzestał wcześniejszej polityki ugrywania drobiazgów w wojnach z sąsiadami a zaczął ich systematycznie podbijać. W tym momencie dawna polityka kupowania na wolnym rynku pomocy tureckiej zaczęła przynosić najbardziej zatrute owoce.

Żeby przetrawić żal Turcy stworzyli legendę śmierci z rąk podstępnego zdrajcy. No bo wiadomo, że jak chrześcijanin to musi być podstępny, wrogi i nieuczciwy. No i kto po takim czymś dyskutowałby, czy aktualny sułtan zabił brata, czy nie… Komu by się chciało?

—-
*) To jego szarża miała przeważyć szalę turecko-węgierskiej bitwy pod Nikopolis. Oczywiście, walczył tam w armii tureckiej.

Komentarzy 17 to “Errata, albo Kosowe Pole”

  1. pak4 Says:

    Errata do erraty albo PS.

    1) Przyznaję, że uprościłem. Rozwój legend, które tych oskarżały, a tamtych broniły nie był jakimś świadomym zagraniem młodocianych polityków, raczej kwestią spekulacji dociekających.

    2) Nie napisałem o znaczeniu mitu Kosowego Pola. A ma być ogromne. Pod tureckim panowaniem nie rozwijała się kultura wysoka Serbów. Nie mieli swojego Kochanowskiego, Sępa Sarzyńskiego… Nawet na swojego Mickiewicza się nie załapali. To wszystko, całą dawniejszą kulturę literacką, ma im zastępować mitologia Kosowego Pola…

    3) Kosowe Pole jest serbskie, czy nie? — nie chciałbym odpowiadać na takie pytania. Na pewno nie jest „kolebką Serbii”, ale też będąc z Serbią „legendarnych czasów” ściśle związane jest „serbską Jerozolimą” — leży tam dużo cennych dla Serbów zabytków, które Albańczycy mieli świadomie niszczyć w swoich antyserbskich wystąpieniach w latach 80-tych.

    Historia wzajemnej nienawiści jest długa, choć na Kosowym Polu zapewne ówcześni Albańczycy-Kosowarzy walczyli po jednej stronie z Serbami. Współcześnie zresztą też nawiązują do serbskiej mitologii, tyle że we własnej wersji (gdzie Vuk Branković to zdradziecki Serb, gdy polegli bohaterowie są albańscy… — że streszczając uproszczę).

    Jeśli chodzi o samo Kosowe Pole, to trudno mi powiedzieć, kiedy przestało być (w sensie demograficznym) Serbskie. Ubytek ludności serbskiej następuje „na naszych oczach” i trudno powiedzieć jaki był punkt wyjścia, powiedzmy w roku 1900… Albańczycy mieli już w czasach bitwy się osiedlać w Kosowie, ale większą zmianę miał przynieść dopiero XVII wiek, kiedy na wieść o północnych zwycięstwach Austrii (i Sobieskiego…) Serbowie wywołali powstanie, po którego stłumieniu wielu wyemigrowało do Wojwodiny (Sremu). To na ich miejsce mieli przyjść Albańczycy z gór, często przejmując pamiątki. Ale czy powstała wtedy większość albańska, czy jeszcze nie?

    (Swoją drogą, ta historia o majątkach buntowniczych Serbów oddawanych lojalnym Albańczykom przez Turków przypomina mądrość Machiavellego: „zabij wrogowi ojca, to ci wybaczy; zabierz mu ojcowiznę — nie wybaczy ci nigdy”. Z drugiej strony po tylu setkach lat… to jednak wymaga pielęgnowania nie tylko mitologii bitwy (co naturalne wobec braku konkurencji), ale i nienawiści.)

  2. Sokół Staropolski Says:

    Miałem kolegę, który zgłębiał te sprawy z powodów zawodowych.
    Ile razy chciał nam coś objaśnić w szczegółach, wyglądało jak tu. Tyle komplikacji, tyle dodatkowych objaśnień do objaśnień, że nikt nie nadąża.

    Na Bałkanach niektóre sprawy dynastyczne prezentują się nader malowniczo…

  3. basia Says:

    Wielkie dzięki! 🙂

    A ja pomyślałam, niech przypomnę cytat z Eksperta (Krzysztofa Vargi) —
    https://basiaacappella.wordpress.com/2017/03/22/nie-tylko-polskie/
    (i bezpośrednio-wcześniejszy wpis także!)

    …Bo żeby to umiłowanie klęski, uczynienie jej ośrodkiem krystalizacji scalającego mitu, „wydało owoc” — trzeba… kilku rzeczy na etapie pielęgnacji klęskowego mitu, oraz, jednak, materii, podglebia przeszłościowego…

    I teraz interesowałoby mnie najbardziej, które kraje/narody miały to wszystko: świetlany, obiecujący początek, potem schyłek… wydobycie się, odrodzenie… ale BEZ resentymentu do całego otoczenia przestrzenno-czasowego… lub z resentymentem stosunkowo-niewielkim… Lub ze stosunkowo niewielkimi nawrotami ciągotek propagandystycznych na tym podglebiu…*

    Pak4 może ma przemyślenia, czytał ostatnio o kulturze klęski

    _______
    *ha, może Polska jest tu w sumie przykładem wielkoduszności?… sukcesu?… mimo wszystko, mimo „ostatnio”…

  4. basia Says:

    Sokole Staropolski, gdyby tam było łatwo, oczywistościowego, nie wysilalibyśmy się aż tak bardzo, by ich choć trochę zrozumieć… 🙂 …ile tekstów i relacji by nie powstało!… karier!… 😉

  5. Renata Says:

    Pak4 mnie przeraża.

    O czym z takim mówić przy śniadaniu?:-D

    A co do poprzendniego,jako kierowca z praktyką tylko uczulam..

  6. pak4 Says:

    @Sokole Staropolski:
    Żeby coś było proste, to potrzebna jest albo wiara w ideologię, albo uproszczenia ad usum Delphini.

    @Basia i kultura klęski:
    Nie odpowiem na to dobrze. Książka o kulturze klęski mówi o trzech przypadkach. Dwa z nich były z grubsza pozytywne — przepracowano klęskę, może nie prowadząc do sukcesu*, ale przynajmniej do wyjścia na prostą. Trzeci przykład — Niemiec z roku 1918 — to przykład pogrążenia się.

    W zasadzie średniowieczny przykład serbski to tego nie pasuje. Nowożytny… trochę pasuje — widać te elementy, bo i Serbowie zwrócili się w pewnym momencie z zaufaniem do Zachodu. Ale którą drogę obiorą? Bo etap „zwrócenia się do nacjonalizmu” dopiero teraz powinien nastąpić, tymczasem coś próbują się z tym Kosowem dogadać…

    A średniowieczny nie pasuje, bo to właśnie nie była klęska. Tam było 70 lat, może stopniowego osuwania się w klęskę Serbii, ale właśnie stopniowego. Zresztą inne źródełko:

    Co więcej, mimo powszechnej opinii o druzgocącej klęsce Serbów współcześni badacze skłaniają się raczej ku twierdzeniu, iż bitwa była nierozstrzygnięta albo że Turcja odniosła minimalne zwycięstwo. Prawdą jest natomiast, że starcie to bardzo osłabiło Belgrad oraz że utracił on część władzy nad Kosowem, które do 1455 roku tylko nominalnie pozostawało pod jego zwierzchnictwem. W kolejnych latach Serbia popadała w coraz większą zależność od Turcji. Do roku 1459 Porcie udało się zdławić wszelki opór ze strony Serbii, wcielając ostatecznie cały jej obszar w granice państwa. Dla Serbów rozpoczęła się, trwająca cztery wieki, epoka niewoli, która w rodzimej tradycji przedstawiana bywa jako następstwo klęski kosowskiej, choć owe dwa wydarzenia dzieli od siebie 70 lat.

    Magdalena Rekść, Niewola mitu (od 1980), w Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych (praca zbiorowa), Histmag, 2009

    Uwaga tylko taka: nie pamiętam, co wówczas było stolicą Serbii, ale raczej nie był to Belgrad…


    *) Churchill miał twierdzić, że tajemnicą sukcesu jest kroczyć od klęski do klęski bez utraty entuzjazmu 😀

  7. basia Says:

    Renato, O czym z takim mówić przy śniadaniu?:-D

    Ostatnio o ciężkiej wodzie 🙄
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_ci%C4%99%C5%BCk%C4%85_wod%C4%99

    — Wygląda to tak, że B coś-tam czyta (być może też podczas śniadania)… niech i lekkiego, choinka z Norwegii na Trafalgar Sq … za co wdzięczność… od nitki do kłębka… Zanim ona przemyśli sieciowe opracowania (niech nawet szerokie, niech nawet po niem i eng) — on już ma książkę po angielsku przeczytaną o hitlerowskim programie nuklearnym, i dlaczego wyszło tak, jak wyszło… 🙂

    — Zima lepszy czas na lektury,
    zwłaszcza gdy biegać/chodzić/rowerować/nordikować nieszczególnie… z katarami i innymi takimi… 🙂

    Paku4, dlatego wolę o kulturze percepcji klęski albo o kulturze narodowego resentymentu, albo jakoś jeszcze precyzyjniej… 🙂

  8. profdocdr Says:

    bardzo dobry temat śniadaniowy – ciężka woda.
    choć gdy go zaproponuję mojej pani
    na pewno posłyszę
    „ratunku”.

  9. nudy Says:

    madra kobita
    instynkt ma zachowawczy

  10. zdziwko Says:

    kto ma ochote gadac przy sniadaniu o takich pi***ołach
    musicie udawac nawet przed waszymi laskami ??

  11. Spod Polityki Says:

    Panowie Przedmówcy (niektórzy),
    Pismo wprawdzie mówi:
    „Błogosławieni ubodzy duchem”.
    Jednak na Waszym miejscu nie odbierałabym tych słów zbyt dosłownie.

    Pak4,
    nie przejmuj się, czytaj, pisz.

    Basiu,
    spóźnione serdeczności imieninowe.

    Wszyscy,
    serdecznie pozdrawiam.
    Dziękuję za ciekawe i różnorodne treści.

  12. pak4 Says:

    @zdziwko:
    A o czym?
    O polityce? Dajemy sobie 2 dni w tygodniu, ale czasem jak się widzi politykę za oknem, to się nawet tego nie chce…
    O Radwańskiej? Bywa…
    O praktyce domowej, codziennej? Mało small-talk, za bardzo praktyczny 😉

  13. Masz Czas - Czytaj! Says:

    Pak4, nie muszę chyba udowadniać, po której stronie stoję.;-)

    Tu jest problem taki, że jak nie wwędrujesz na wysoką górę, to się nie przekonasz, jak to jest ją zdobyć i co stamtąd widać.

    A ci, co wwędrowali wiele razy, nie nazwą tego wyprawą ani napinaniem się, tylko wycieczką. Bo to wszystko stało się dla nich chlebem powszednim.

    Tak i z czytaniem wartościowych rzeczy, z rozmowami przy stole. A najlepsze i najgorsze jest to, moim skromnym zdaniem, że uczestniczą, przysłuchują się także dzieci. A inne są w tym samym czasie – tego pozbawione.

  14. Kamila Says:

    to najgorszy z nepotyzmów, dać swoim dzieciom, dzieciom krewnych i znajomych rozmowę przy stole a nie telewizor, zainteresowania i pasje a nie ploty.

    powinni tego zabronić i nazwać najgorszym sortem!

  15. Kamila Says:

    ps …dążenia i aspiracje a nie zawistne podglądanie

  16. pak4 Says:

    @Basia & Renata:
    Ja tylko nieco poprawię Gospodynię — akurat o bombie było po polsku 🙂

  17. basia Says:

    Dzięki za przy-piąteczkowe pogwarki okołośniadaniowe!

    😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

    Ech, o czym można rozmawiac przy śniadaniu, ba, przy formalnym stole niedzielno-obiadowym, a inni nie wiedzą, że można…

    …Można by epoppeję!!! 😆 🙄

    Tyle, że sobotni poranek wzywa… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: