Paklenica

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W zasadzie Chorwacja ma gór dużo. Za dużo. To szybko uderza. W Polsce każda góra wydaje się skatalogowana, każda z nieźle utrzymanym szlakiem*, pięknie oznakowanym i ze dwoma mapami do wyboru. W Chorwacji sobie stoi i z turysty nic nie robi. Nawet nie widać, by wydali unijne paszporty górom, jak wydać je musieli krowom.

Ja się naprawdę starałem. Przeglądałem sklepy z mapami turystycznymi w poszukiwaniu map chorwackich. Zerkałem do przewodników… I nic. To znaczy może nie nic**.

Z lektur wiem, że w Chorwacji chodzi się:
— po Wojaku (byliśmy rok wcześniej),
— po Gorskim Kotarze (no nic…),
— po Welebicie, zwłaszcza w dwóch odsłonach — Paklenickim i Północnym;
— Dinarze, o ile ona chorwacka;
— po wyspach.
A mapy wydają albo lokalne informacje turystyczne (czasem, jak w Basce na Krk, czy w Hvarze rozdają mapki za darmo), albo tamtejszy GOPR (HGSS).

Z tych wszystkich poszukiwań wyszło jedno — Paklenica. Właściwie to było szukanie ze wskazaniem, bo z ubiegłorocznego przejazdu zapamiętałem tablice NP Paklenica, co pozostawiło w mojej pamięci chęć zgłębienia. Zresztą, za chęcią poszedł sukces w zdobyciu mapy jeszcze będąc w Polsce.

Podjechaliśmy. Park drogi jak… No, nie będę się publicznie wyrażał. Wiem — Jeziora Piltwickie są jeszcze droższe, a płatny parking (o dziwo w rozsądnej cenie) da się „obejść”. Jednak pozostaje pytanie, za co płacimy te kuny? Darmowe WC w powojskowym bunkrze? No, ale jak jesteśmy, jak jakimś cudem mamy mapę, jak wróciła dobra pogoda to pozostaje to wykorzystać.

No i przeszliśmy doliną, w górę, w dół, a po drodze na górę. (Niby tylko „beskidzkie” 1110 m n.p.m., ale jednak jak się startuje gdzieś na 10 m n.p.m., to przewyższenie też jest znaczące.) Wąwóz całkiem fajny po drodze, otoczenie górnego schroniska też. Schodząc mijamy wielu skałkowiczów i napisów „Winnetou”. Cóż, podobno 7 z 11 filmów o dzielnym czerwonoskórym przyjacielu Old Shatterhand kręcono w Paklenicy (jednak nie że wyłącznie…). Podobno… Winnetou znam jedynie z przezroczy, które oglądałem jako dziecko — filmów nigdy nie widziałem (choć śródziemnomorska makia przypomina scenografię wielu europejskich westernów) — może za tego Winnetou się właśnie płaci?

Cóż, staraliśmy się cieszyć dniem i widokami, korzystając z mapy i biletu najlepiej jak potrafimy.


*) Co pochwalili także spotkani w Czarnogórze Niemcy.
**) Gwoli sprawiedliwości — tak było rok temu. HGSS mapy systematycznie wydaje i coraz łatwiej kupić je w Polsce. Niemniej, wybór wydaje się dość losowy.
Jeszcze słówko o znakowaniu szlaków — pojugosławiańska wersja (sprawdzaliśmy w Czarnogórze, Chorwacji i Słowenii) operuje niemal wyłącznie białą kropką w czerwonym kółku. Wygląda to dość patriotycznie z polskiej perspektywy, niemniej jest mniej komunikatywne niż nasze paski (jednolita kolorystyka), a same oznaczenia są mniej gęste — wszystko bardziej polega na intuicji wędrowca niż u nas. Ale, jeszcze raz usprawiedliwiając gospodarzy — w Paklenicy trudno się zgubić.

Komentarzy 14 to “Paklenica”

  1. Yankee Says:

    Gdzie są zdjęcia!

  2. Hamak W Pokrzywach Says:

    pewno czekaja zebys na nie poczekal ha
    ;-]]

  3. pak4 Says:

    Wczoraj sprawdzałem u pana Abrahama. No i zasadniczo potrzymuję, co pisałem. Cytacik o Paklenicy i Burze:

    Perhaps rather appropriately, considering the alarming depth of its sinkholes, the ferocity of its winds (the infamous bura), and the peculiarity of its light — the glowing pinks and reds of its limestone buttresses before sunset — the 16th-century Croatian writer Petar Zoranić made Paklenica the entrance to Hell in his book Planine (‚The Mountains’, 1596). Zoranić describes the bura as a harsh wind blowing from Vražja vrata (‚Hell’s gate’ — hell in modern Croatian being pakao, whence Paklenica), and gives a mythical account of its origin — the sighing of a beautiful woman (named Bura) who was confined to the underworld for her excessive vanity.
    Rudolf Abraham, Walking in Croatia, Cicerone Press, 2010

  4. profdocdr Says:

    panowie dziś nie rozumiem komentarzy żadnego z Was

  5. pak455 Says:

    PS.
    Jeśli komentarz nieczytelny to tłumaczę: po napisaniu tekstu nachodziły mnie wątpliwości — a może po Chorwacji chodzi się dużo, dużo więcej, tylko ja nie doczytałem. Sięgnąłem więc po „Walking in Croatia” Abrahama (we wrześniu mieliśmy tylko jego spacery po wyspach chorwackich, co nas wyprowadziło na św. Mikołaja, na Hvarze) i przeglądnąłem. Abraham opisuje: parę wędrówek w pobliżu Zagrzebia, w górach „beskidzkich” we wszystkich wymiarach (choć poleca przy tym bardzo nietoperkową jaskinię), Gorski kotar, który zachwala za formacje wapienne, Slawonię (że niby piekło dla miłośników wycieczek górskich, bo kraina równiuteńka… ale coś tam wymyśla), Istrię (która dla niego sprowadza się do Vojaka), oraz szereg wędrówek po górach równoległych do wybrzeża — Połnocny Welebit, okolice Paklenicy, oraz parę bardziej na południe (choć ostrzega, że na południu — a wydanie z roku 2010 — wciąż bywają miny, więc trzeba ostrożnie). A potem przechodzi do wysp. Zresztą hvarskiego św. Mikołaja dał na okładkę 😀 W sumie trochę szkoda, że niemiliśmy go we wrześniu, bo bywa inspirujący. Ale cóż, też wybraliśmy atrakcyjnie 😀

    A bura wiała, o czym informował poprzedni wpis.

    Pionki:

  6. pak455 Says:

    Idąc doliną głównie szliśmy taką szeroką, kamienną drogą:

    Kolory formacji wapiennych zaiste potrafią być piękne, fascynujące i zmienne, ale żeby aparat działał we wszystkich warunkach oświetlenia…

  7. pak455 Says:

  8. basia Says:

    Obrazki jak widać mogą czasem dać na siebie poczekać; nic nie jest oczywiste i dane raz na zawsze na tym najlepszym ze światów! 😎 …Więcej obrazków zaplanowano na jutro 😀

    😀 😀 😀

    Paku4, Wielkie dzięki za zdjęciową forpocztę i objaśnienia-doprecyzowania! 😎 😀 —
    Nb, wczoraj spotkałam się z polskojęzyczną informacją – przeklejaną z blogu na blog – o małej frekwencji w chorwackich górach… — Jeśli ktoś chciałby tu widzieć tyle osób, ile na plażach w szczycie sezonu, to mu pewnie „mało”, ale na brak turystów nie narzekaliśmy nawet w tygodniu, pod koniec września, podczas słabnącego, lecz wciąż jeszcze b. mocnego wiatru (a już w porywach…) 🙂

  9. pak4 Says:

    Tak. To był wtorek — środek tygodnia. Wrzesień. A wciąż spotykaliśmy turystów, nawet na bocznym szlaku idącym na Czarny Wierch. Owszem, Polaków też 😀 ale jednak, nie tylko 😉

  10. basia Says:

    Mam czasem wrażenie, że polskojęzyczne notki sieciowe o górach Chorwacji, Czarnogóry i nie tylko popełniają (przeklejają 😈 ) dziewczątka, które zasadniczo „znają się” na plażach (tzn. zaczęły w miarę wcześnie jeździć nad Adriatyk, potem może dochrapały się tour operatora…)
    …Noi przychodzi zrobić stronkę, o górach też coś dodać, bo wypada, bo park narodowy, bo po angielsku konkurencja ma…

    Na szczęście dostęp do wiedzy (hasłowej i szerszej) nigdy nie był lepszy… 🙂

  11. Szpila Says:

    Wstep placic
    Mapy kupowac

    I isc jeszcze

    ?

  12. kij włóczy Says:

    czyli mam usprawiedliwienie
    jak mnie będzie stać to pójdę
    a jak nie, to nie;):):):):)

  13. Beata. Says:

    Jadę tam🤗

  14. basia Says:

    Beato., witam Cię serdecznie! 🙂
    Nie tylko „jadę”, ale „idę”… …powiedziałabym… 😀

    Kiju Włóczy, usprawiedliwienia, wymówki, renegocjacyjne argumenty, itp. …zawsze się znajdą… U najzapaleńszych zapaleńców też… 😀

    Szpilo, co kto lubi, co kto woli… 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: