Husaria

Wpis gościnny. Autor: Pak4

11.11, ale i niedziela. Poszliśmy na mszę, a ta okazała się mszą dla husarii…

Kazanie było bardzo godne, późniejsza pogoda, gdy rozeszły się mgły też — dzień więc bardzo na plus — ale mnie od rana intryguje ta husaria…

Tak, wiem, husaria dodaje nam skrzydeł. Ale czy my wiemy, co nam dodaje skrzydeł?

***

Z pewną przyjemnością doczytuję, że husaria zaczynała jako jazda… serbska. Z przyjemnością, bo to pozwala nawiązać do wyjazdu sprzed dwóch miesięcy. Ale, oczywiście, husaria z czasem zmieniła narodowość. Co więcej, przybrała też na wadze. Husaria na początku, to była jazda lekka. Husaria u szczytu sławy, to była jazda ciężka — dostosowała się do warunków, niczym ewoluujący gatunek zwierząt

Ale… nie o serbskość mi chodzi. Chodzi mi raczej o to, że czci się husarię, a nie czci się, powiedzmy, piechoty wybranieckiej. W końcu jedna i druga jest związana z epoką polskich zwycięstw. Bo gdy Polska wygrywała, to nie walczyła (zwykle) sama husaria. Walczyła armia, z oddziałami pieszymi, jazdą lekką, czy artylerią. A wspominając historię zachowujemy się trochę, jakbyśmy podziwiali efekt pracy maszyny i wybierali z niej jedno koło zębate, by się zachwycać i wychwalać.

Bo i kółko efektowne… Zresztą może husaria była więcej niż jednym trybikiem maszyny wojskowej. Może była jak Lewandowski — bramkostrzelny napastnik, którym się zachwycają kibice. Ale też napastnik, któremu pomaga wypracowywać okazje cała drużyna, a przynajmniej jeden jej gracz, stojąc na bramce, pilnuje, by samemu gola nie stracić…

To chyba jednak ludzka słabość, że pragniemy dostrzec w jakimś jednym supermena, zamiast myśleć o zespole, drużynie, zgraniu, taktyce…

Husaria nie składała się z supermenów. Tak jak z supermenów nie składają się Polacy, jako naród. No dobrze, w opowieściach to supermeństwo Polaków raczej ograniczone jest do sprawności bojowej i to na właśnie takich, efektownych pozycjach — to pogonić Turków pod Wiedniem, to wygrać bitwę o Anglię dwoma dywizjonami, to odnieść zwycięstwo polegające na kapitulacji oblężonej placówki dopiero po tygodniu…

Husarze nie byli supermenami; tak jak polscy lotnicy w bitwie o Anglię nie byli nadludźmi dzięki polskim genom. Jedni i drudzy byli profesjonalistami w czasach i miejscach, gdzie ten profesjonalizm był w cenie.

Często narzekamy na geografię, że Niemcy, że Rosja, że brak przeszkód naturalnych i można się przewalać ze wschodu na zachód i odwrotnie; tymczasem w XV-XVII wieku ta geografia była dla nas szczęśliwa. Rosja gdzieś tam sobie rosła w siłę, ale dość wolno i niezbyt nowocześnie; „Niemcy” w sensie III Rzeszy nie istniały, a tym bardziej zakusów na Polskę nie miały. Zagrożenia nieśli czasem niesforni Rosjanie, ewentualnie Mołdawianie, ale głównie Tatarzy. Zagrożenia jednak nie śmiertelne. Ich ataki były dla kraju bardziej jak szczepionka, niż jak śmiertelna choroba.

Polska musiała się bronić. Nie musiała się na obronę rujnować — zagrożenie nie było tego rzędu. Ale musiała zatrudnić profesjonalną armię do obrony. I zatrudniła.

Profesjonalna armia… To nie tylko kwestia żołdu*, to także kwestia wyszkolenia, wyposażenia, doświadczenia (w tym doświadczenia dowódców). Póki Polacy byli profesjonalni, a sąsiedzi nie, nikt nie miał szans na zwycięstwo z nami. Trochę jakby wystawiać drużynę z okręgówki przeciwko Bayernowi z Lewandowskim… Weźmy taki Kłuszyn i zwycięstwo polskich profesjonalistów nad rosyjsko-szwedzkimi amatorami.

To się jednak skończyło. Nawet nie to, że Polacy od razu się opuścili w ćwiczeniu, choć gdy wojen spadło zbyt wiele na raz, to można zapytać, ilu tych profesjonalistów przetrwało by walczyć i dawać przykład innym**. To było tak, że inni też się sprofesjonalizowali. Nie wszyscy na raz, ale jednak.

Najlepszy przykład to potop szwedzki. Tu już nie ma zwycięstw jak pod Kircholmem. Polacy nie tylko nie potrafią pokonać liczniejszego przeciwnika — często przegrywają, choć mają dużą przewagę liczebną. Role się odwróciły. No, niemal, bo w końcu Polsce udało się wygrać — wciąż jeszcze miała kogo mobilizować. Ale było to smutne zwycięstwo, zwycięstwo wymęczone, zwycięstwo okupione krwią i ruinami…

Husaria jeszcze czasem wygrywała, wraz z polską armią. Ale coraz rzadziej. Za Sasów stała się własną parodią, jazdą ze względu na piękne stroje wykorzystywaną niemal wyłącznie w konduktach żałobnych… O stałą, profesjonalną armię prosili reformatorzy, ale jak wiemy, właściwego sukcesu nie udało się osiągnąć, a niepodległość została utracona na wiele, wiele lat…

***

Nie mam nic przeciwko husarii, ale chciałbym by ci, którzy się na nią powołują, przebierają w jej stroje, salutują szablami przed Najświętszym Sakramentem, pamiętali o jej profesjonalizmie i o tym, co z niego wynika (jak umiejętność dostosowania się do wymagań) bardziej, niż o kirysach czy szyszakach, bo ten profesjonalizm w służbie Polski*** wydaje się ważną lekcją także dzisiaj. Za rogiem nie stoi wojna, ale dzisiaj wszyscy ze wszystkimi rywalizują. Kto sobie odpuści profesjonalizm w działaniu, ten przegra, bo inni są i pozostaną profesjonalni.

__________________
*) Z którym w Polsce bywało różnie. Pamiętam jak Marian Krzaklewski (ktoś jeszcze pamięta?), coś opowiadał, że AWS jest jak polscy husarze spod Kircholmu. Rzuciłem się wtedy by doczytać, co i jak, no i wyszło mi, że niekarne wojsko po Kircholmie zaczęło kraść na potęgę, z czym Polska miała większy problem niż wcześniej ze Szwedami… Z neutralnej niby książki historycznej zrobiła się bardzo zjadliwa satyra na wielkie słowa o historycznych nawiązaniach w ustach polityków…

**) Mówi się niemal wyłącznie o zwycięstwach husarii… Trochę to może Sienkiewicza wina — przez całą Trylogię śledzimy raczej sukcesy bohaterów. Nikt nie ginie pod Batohem, czy pod Mątwami. Swoją drogą, w Trylogii tylko Skrzetuski jest husarzem, co powinno podkreślić, że nie samą husarią Polska zwyciężała.

Nawiasem mówiąc, Szwedzi w czasie potopu, to właśnie bardzo profesjonalna armia, która swą sprawność wypracowała wcześniej w czasie wojny trzydziestoletniej. Wojny więc bardzo wyniszczającej.

***) Dopiero co słuchałem polskiego pilota, narzekającego na stosunek przełożonych do szkolenia, gdzie twierdzenie, że Polacy są świetnymi lotnikami usprawiedliwiało ograniczenie szkolenia poniżej jakiegokolwiek rozsądnego minimum.

Zdjęcia: basia i Pak4

[11.11.2018: po mszy harcerskiej u Św. Idziego i odśpiewaniu wszystkich czterech zwrotek Hymnu Narodowego jako początku nabożeństwa protestanckiego na Grodzkiej idziemy na Rakowice pokłonić się Fajnemu Księdzu, Noblistce, Adwokatowi-Turyście-Społecznikowi, Mężowi Stanu (co Gdynię budował), Dziennikarce od czarownic, bogów i aniołów, Pieśniarce co wzywała by grać Panu na harfie i cytrze, Muzykowi, co wiecznie zaczynał od Bacha, Lekarzowi o pseudonimie „Doktor Twardy”… Wracając przez Planty spotykamy rzesze świętujących klasycznie. Późnawym popołudniem wyskok do Tyńca – MPK za darmo, zatem… ;-/]

Husaria pod Wawelem (Pak4):

Komentarzy 15 to “Husaria”

  1. pak4 Says:

    Fotki++

    Flagi u luteran (od których dostaliśmy hymn):

    Niepodległościowo, choć bombka, to nie bomba, ani inna zadyma:

  2. pak4 Says:

    Rozdają flażki, a potem proszą o datek. My nie mamy wolnych rąk w drodze na Rakowice.

    Pod dworcem witają nas Krzyżacy:

    Rakowice:

  3. pak4 Says:

    Powrót Plantami. – Pochód wciąż maszeruje ze Wzgórza Wawelskiego: Rozpiętość flag — od LGBT po Gazetę Polską (nie mam zdjęcia):

  4. pak4 Says:

  5. basia Says:

    Uzupełniając — husarskie tradycje kontynuuje jedna z krakowskich drużyn harcerskich, której poczet sztandarowy (plus parę epokowo-wystrojonych osób towarzyszących) nawiedził wczoraj harcerską „Dziewiątkę”. Normalnie tak cywilną, jak tylko sobie można wyobrazić podobne Towarzystwo… 😉
    (Mszę zamówiwszy, nawiedził).

    Na wszelakich takich przebierańców patrzę z uśmiechem. Nieco zazdroszcząc, że takie mają możliwości finansowe i materiałowe, by się wyposażyć w szable i gronostaje… Że się odważają wyjść na ulicę… — nawet najmniej serio potraktowane, nawet najbardziej autoironicznie – pewnej odwagi, aktorstwa to wymaga…
    …Albo i nie zazdroszcząc, bo być może ongisiejszy kłopot ze zdobyciem-skompletowaniem najzwyklejszego mundurka harcerskiego trzymał ówczesnych harcerzy, w tym mnie, blisko ziemi, realiów, bazowej powinności tej formacji, jaką była, jest, będzie służba, po prostu. — Więcej pary szło w wyszukiwanie potrzebujących (do których, rzecz jasna nie chodziło się na galowo, nikomu by to do głowy nie przyszło…)

    Dzięki za wpis! 😀 😀 😀

    Miałabym jeszcze kilka refleksji (tekst długi i pożywny-inspirujący wielce! 😎 ) — lecz, że pogoda wciąż za dobra jakby… 😉 🙄

  6. pak4 Says:

    Co do aktorstwa i zazdrości. Cóż, gdy byłem młodszy też mi się czasem… no nie zazdrościło, bo u nas jeszcze o rekonstruktorach się nie słyszało, ale tak marzyło trochę, by właśnie się tak czasem przebrać, jak bohaterowie czytanych książek. Nawet jeśli książką jest „Broń i strój rycerstwa polskiego w średniowieczu” Nadolskiego, co wtedy zaczytywałem na okrągło.

    Ale jednak „aktorstwo” wywołuje u mnie w takich kontekstach pewien podskórny niepokój. Bo ja rozumiem wyjść na scenę. Nawet wyjść na ulicę; ale grać na mszy? Nie jestem tak biegły w kwestiach teologiczno-liturgicznych by wiedzieć, czy przebranie się za szlachcica z XVII wieku zwalnia z odkrywania męskiej głowy na podniesienie. Jednak jakoś mnie to niepokoi — czy to jeszcze uczestnictwo we mszy, czy już tylko teatr.

  7. basia Says:

    Z pewną przyjemnością doczytuję, że husaria zaczynała jako jazda… serbska. Z przyjemnością, bo to pozwala nawiązać do wyjazdu sprzed dwóch miesięcy.

    Idąc za linkiem „ogólnie-husarskim”
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Husaria#Historia_husarii
    …Z pewną taką przyjemnością widzę też nawiązania do naszych wypadzików sprzed czterech a zwłaszcza sprzed dwóch lat! —
    Curtea de Argeș
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Curtea_de_Arge%C8%99

    https://basiaacappella.wordpress.com/2016/10/13/woloskie-klimaty/
    :
    O husarzach na moskiewskim Kremlu słyszała już spora grupa Polaków. Ale kto pamięta, że husaria była także w Bukareszcie, instalując tam propolskiego władcę? Wkrótce potem zmuszona była bronić go przed groźnym rywalem.
    25 listopada 1600 roku doszło do bitwy, w której husarze pokonali kilkukrotnie liczniejszą armię rumuńskiego bohatera Michała Walecznego. Dzięki temu zapobiegli zjednoczeniu etnicznych ziem rumuńskich w jedno państwo.

    https://kresy.pl/kresopedia/curtea-de-arges-1600-roku-bitwa-o-rumunie/

    Ach!… 😉

  8. Kanadol Says:

    Test.

    Test.

  9. Kanadol Says:

    Nie rozumiem: Blog działa, nie ma weekendu, ani Bożego Ciała, Autorzy nie pojechali na wrześniowy urlop, bo to nie jest wrzesień.

    I nikt nie napisał przez cały Boży dzień?

  10. Anonimowa Celebrytka Says:

    Kanadolu,
    w Polsce jest dziś – wyjątkowo – dzień wolny od pracy. Na Stulecie Odzyskania Niepodległości, bo 11 listopada przypadło w niedzielę.

    A że pogoda utrzymuje się wyśmienita, i to od wielu dni, ludzie wyjeżdżają w góry, do letnich domków, spotykają się z przyjaciółmi, ucztują, itd. 🙂

    Jeszcze raz wyrażam zachwyt tekstami i fotografiami obojga Autorów. I przyznam, że bitwę czy inne wydarzenie znacznie lepiej kojarzyłam z jakąś „trudną” nazwą, gdy tak się zdarzyło, iż odwiedziłam tę miejscowość. To a propos rumuńskiego miasteczka z pięknymi cerkwiami. 🙂

  11. basia Says:

    ale grać na mszy? Nie jestem tak biegły w kwestiach teologiczno-liturgicznych by wiedzieć, czy przebranie się za szlachcica z XVII wieku zwalnia z odkrywania męskiej głowy na podniesienie. Jednak jakoś mnie to niepokoi — czy to jeszcze uczestnictwo we mszy, czy już tylko teatr.

    Paku4,
    Częściowo „uspokoić” może fakt, że jest to kapelania harcerska. A harcerze, wiadomo — ich obrzędowość dopuszcza (zakłada) zarówno elementy musztry jak i inne aspekty „mundurowe”, „pocztowo-sztandarowe”, „quasi-wojskowe”… O czym kapelan wie. I pewnie nie waha się uprzedzić, pouczyć, zwłaszcza gdy tacy mszę zamawiają na swą intencję.

    Jednak, jak ze zwykłym salutem „do rogatywki” harcerskiej, tak i z trudniejszymi wykonawczo gestami — wyjść to może różnie. Więc w sumie i tu rzecz sprowadza się do profesjonalizmu: wieeeelokrotnego, pedantycznego przećwiczenia w pojedynkę i w ramach grupy, z uwzględnieniem warunków „docelowych” (tłok, inni wierni… a tu szable wyciągaj jednocześnie, do czoła przykładaj)…
    …Jeśli to będzie… byłoby wykonane niechlujnie, po partacku — zamiast wzniosłości wyjdzie śmieszność. A przejście pomiędzy tymi dwiema jakościami jest przysłowiowo płynne… Zatem tym większa obawa o stosowność, decorum… w najważniejszych momentach liturgii, podkreślmy z całą mocą.

    Drugie zastrzeżenie dotyczy zdekodowania gestu (zakładam, że jest on wykonywany, powtarzany po mistrzowsku): szable przyłożone do czół podczas Przeistoczenia budzić mogą u współczesnych zwykłych uczestników mszy św. najprzeróżniejsze skojarzenia… niekoniecznie zakorzenione epokowo, umotywowane historyczno-formacyjnie … — I znów – czy o to chodzi, by zakłócać Bratu Twemu kontemplację, nawet burzyć nastrój modlitwy, uwielbienia?

    Lecz uczestnicy mszy harcerskiej kody historyczno-kostiumowe powinni czytać znacząco wprawniej… także powinni mieć więcej zrozumienia-wybaczenia dla nieperfekcyjnie wykonywanych gestów obrzędowych (bo prawie każdemu zdarzył się brak wprawy lub trema wykonawcza w tej mierze).

  12. basia Says:

    Kanadolu, potwierdzam: Pani Aura nas rozpieszcza niemożebnie przez większość tego niewiarygodnego AD 2018!!!
    — Zatem, jak zawsze, jak od początku istnienia tego blogu:
    Real, mili Państwo! — Real przede wszystkim!!! 😎

    Anonimowa Celebrytko, tak, trudne nazwy mnemotechnicyzuja się wzrokowo i słuchowo – po prostu…
    I to nie ja na ogół wklepuję je do nawigacji i innych podróżnych wyszukiwarek… 🙄 😀 😉

  13. Kasia Says:

    Kanadolu,
    u naszych Autorów tyle się ciągle dzieje, że zapewne wielu z czytelników cyklicznie popada w kompleksy
    albo myśli
    niech i ja mam coś z życia
    z wolnego które dali łaskawie

    I wtedy blog pustoszeje na jakiś czas;)

  14. Kanadol Says:

    Miłe Panie!

    Warunki czasowe ludzi pracujących raczej rozumiem.

    Nie wiedziałem tego, że wczoraj w Polsce był dzień wolny. Dziękuję.

  15. basia Says:

    Kasiu, kompleksów wzbudzać nie zamierzamy… ❗ …Lecz ostrogą od czasu do czasu… lekuteńko… Hmmm – nie wyparłabym się 😆

    Kanadolu, warunki czasowe najciekawsze były w sobotę w supermarketach (2 dni bez sklepów)… 🙄
    Przeżyliśmy!… 😆

    A, i jeszcze Prezydent (grodu) dał w niedzielę darmową komunikację MPK i aglomeracyjną… Że niby smog 🙂
    (Lecz nie wiedzieliśmy od rana, zatem na Cmentarz poszliśmy całkiem piechotą, w sumie ze 13 km (+ wieczorme ~3… 🙂 ))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: