Wybrzeże Czarnogóry

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Czarnogóra nie jest dużym krajem. Ludnościowo to mniej więcej Wrocław. No, chyba żeby doliczyć turystów — ci, jak się rozejdą po górach, dolinach i brzegach, to nieco zapełnią pustkę tego kraju i wypiętrzą jego ludność ponad Wrocław. Czarnogóra może być krajem czasochłonnym, bo jak sama nazwa wskazuje górzysta jest, co spowalnia transport kołowy. Ale to wciąż nie jest wielkie państwo. Powierzchniowo większe od Śląskiego, ale mniejsze od Małopolski. Wybrzeże Czarnogóry też nie jest wielkie, choć większe od słoweńskiego, o bośniacko-hercegowińskim Neum nie wspominając.

I tak je przejeżdżamy poczynając od południa, wbrew ruchom kartek przewodnika; od noclegu w okolicach Ulcinja. Samego Ulcinja nie odwiedzamy, przez co albańskie smaczki południa Czarnogóry smakujemy tylko przez szybę. Cóż, czekają nas większe atrakcje, więc w drogę.

Choć wciąż jesteśmy bardzo blisko, to Adriatyk widzimy tego dnia pierwszy raz z okolic Baru. Bar to największy port Czarnogóry, wcześniej Jugosławi (choć, żeby mi przewodnik powiedział, czy tej Jugosławii z Chorwacją i Słowenią, czy już bez). Dla nas, obserwatorów z auta, widać pojawienie się nie-Albańczyków, bo znikają minarety, a pojawiają się wieże kościelne. Sądząc po architekturze nawet katolickie. Znika też albański zwyczaj budowania z ambicjami. Bo u Albańczyków często widzieliśmy zamieszkane, czy zaużywane budynki, w których wciąż wyrastały pręty z nadziejami na dobudowę kolejnego piętra, gdy tylko przypływ gotówki się pojawi…

Bar słynie jeszcze z tego, że tędy przemycano ropę do Serbii Miloševića. Bo Czarnogóra… Cóż, jest takim krajem, który usiłował żyć dobrze ze wszystkimi. I z tego dobrego współżycia z innymi zarobić na dobre życie dla siebie. Nie zawsze się dało (w takim Dubrowniku przypomnieć potrafią, że miasto ostrzeliwały armaty serbskie i czarnogórskie), ale jednak… O specyfice tego kraju świadczy choćby to, że w restauracjach o nostalgicznej nazwie Jugosławia (mijaliśmy dwie) płaci się w euro. Ale oprócz ambicji i nostalgii jest jeszcze realność i pragmatyzm małego państwa. Tak, po prostu.

Bar przejeżdżamy płynnie, a zatrzymujemy się dopiero nad Svetim Stefanem, bo miasteczko, czy wioska na wyspie, połączona groblą, wygląda fotogenicznie. Ale się nie zbliżamy — skoro wejście na plażę ma kosztować 50 euro za dzień, a na wyspie brał ślub Novak Đoković, to dla bezpieczeństwa własnych portfeli wolimy trzymać się z daleka.

Budvę też przejeżdżamy. No prawie, bo na podbudvieńskiej plaży zatrzymujemy się na śniadanie. Budva w tym towarzystwie najbardziej masowo-turystyczna, w sensie jednak rekreacyjnym. O ile masowość można łączyć z rekreacją, w co pozwalam sobie wątpić.

Sens rekreacyjny podkreślam, bo za Budvą odbijamy na północ, by gdzieś za tivackim lotniskiem znaleźć się nad brzegiem Boki Kotorskiej. A tam już jest… inaczej, ciekawiej, a przy tym arcyturystycznie.

Bo z punktu widzenia światowej turystyki to Czarnogóra jest właściwie naroślą na Boce Kotorskiej. A Boka Kotorska to piękne widoki i historyczne miasta, z samym Kotorem na czele.

Oczywiście odwiedzamy Kotor! Na co, jak na co, ale na UNESCA Team poluje. Nawet człowiekościsk potrafi przeboleć. Kotor niezdobyty, który niejedną nawałę turecką przetrzymał (uległ raz, kiedy to Anglicy pokonali tam Francuzów, ach ta nasza wspólna, mała Europa…), teraz otwiera swe bramy przed równie niezwyciężoną armią turystów. Turystyczną dominację dobitnie ukazuje dziób Marella Discovery 2 wznoszący się ponad Kotorem (jeśli nie liczyć twierdzy). Kotor to stare, wąskie uliczki bez ruchu samochodowego, stare kościoły, pnące się w górę do Twierdzy św. Jana mury (tuż, tuż nad miastem już płatne — strzeż turysto swego portfela, strzeż!). To miasto ma uneskową niezwykłość, nawet jak na uneskowe niezwykłości z wybrzeża Adriatyku. Ma też jakąś swoistość i urok, nawet jeśli ma się poczucie, że dzisiejsi kotorczycy mają niewiele wspólnego z tymi z XV, czy XVI wieku. Jakby to powiedzieć? Włoszczyznę (a może włoszczyznę i albańskość, w końcu to była Albania Wenecka) zastąpiła czarnogórskość, którą obserwujemy życzliwie, z sympatią, bo od Czarnogórców tylko nas dobro spotykało, ale jednak jako coś wciąż obcego w tych murach.

Dalej już jedziemy płynnie, notując jeszcze Perast (jakoś gubimy Risan…). Wszyscy polecają, że piękny, a sądząc po licznych zaparkowanych przy drodze autach, to zapewne wszyscy mają rację. My nie parkujemy — jeden człowiekościsk z rana nam wystarcza. Z drogi podziwiamy dwie wyspy — Wyspę Matki Boskiej na Skale, z barokowym kościołem (sztuczną, podobno tradycyjnie wciąż rzuca się tam kamienie by rosła), oraz Wyspę św. Jerzego, dawniej cmentarną Perastu, co niektórzy wiążą z Böcklinem (ale u Böcklina jest skalista scenografia dodana, gdy perastańska wyspa jest płaskawa, nawet jeśli coś z tych olejnych cyprysów w sobie ma).

Mamy jeszcz trochę kilometrów nad Boką Kotorską, w całości uneskową, nazywaną „fiordem na Adriatyku”, bo góry tu całkiem wysokie, a wybrzeża bliskie. Lovćen nawet się w okolicach planów mieścił, ale kręta, wąska droga i opłaty za park i za schody do mauzoleum… to jakoś nie był pomysł na ten dzień. Może kiedyś, w końcu jest tam wiele do dozwiedzania… Sam objazd Boki to ok. 65 km (nawigacja usilnie próbowała nas odciągnąć od Lepetane i tej części wybrzeża, słusznie, bo droga jest nietranzytowo wąska, ale dla takich jak my była w sam raz). Cała czarnogórska nasza trasa wzdłuż wybrzeża to niemal 160 km. Za mało by wypalić bak, choć i tak tankujemy — w Czarnogórze taniej — i już witamy się z Chorwacją.

Zdjęcia: basia i Pak4

[20.9.2018: wybrzeże Czarnogóry przemierzone spod albańskiej granicy. Kotor* i Boka Kotorska*. …]

Reklamy

Komentarzy 18 to “Wybrzeże Czarnogóry”

  1. pak4 Says:

    Zanim będzie cytat czarnogórski, bo temat Czarnogóry się kończy, to parę pionków kotorskich:

  2. pak4 Says:

  3. basia Says:

    Dzięki za piękne doilustrowanie. Arcytrafnie, arcypionowe, bo Kotor i Boka niezwykle pionowe są!!!

    I „powalające” — nie żebyśmy się straszliwie zasugerowali listą dziedzictwa (na której Kotor dwukrotnie: 1979 i 2017 oddzielnie, w twierdzach weneckich – zresztą w Krakowie było to posiedzenie – a Zatoka niesamowitych kształtów od 1979…
    …Nie, nie sugerowaliśmy się, a mimo tego… – hit absolutny, trwały, trwający… I nawet turyści nie przeszkodzili tłumnością męczącą swoją… I nawet pogoda – za ciepła, za wilgotna by wspinać się na jedną z kultowych gór nadkotorskich: stromych i względnie bardzo wysokich…

    Nic to, wrócimy… Kiedyś… Może… 😎

  4. pak4 Says:

    Jeszcze zapowiedziany cytat, jako słówko, a raczej zdanie o Czarnogórze. Bo w Żabljaku wyraźnie widzieliśmy sympatię do Rosji, ale towarzyszyła jej sympatia do praktycznie całego świata, co łagodziło wymowę. Tymczasem bliżej widzący charakterystyki różnych narodów byłej Jugosławii Słoweniec pisze:

    Czarnogórcy od dawna byli zorientowani zdecydowanie prorosyjsko, krążyło nawet powiedzenie, że razem z Rosjanami jest ich dwieście milionów […].
    (Božidar Jezernik, Naga Wyspa. Gułag Tity, tłum. Joanna Pomorska, Joanna Sławińska, Czarne, 2013)

    Że o Golim Otoku nie będzie notki (wyspę miniemy w ciągu kolejnych dni) i okazji do napisania o książce Jezernika też nie będzie, to notuję już teraz kontekst, choć jestem dopiero po pierwszym rozdziale i przedmowie (autorstwa Adama Michnika), żeby wyjaśnić wszystko do końca.

    Otóż, owa „prorosyjskość” bardzo uderzyła w czarnogórskich komunistów w roku 1948. Wówczas to Tito zerwał ze Stalinem, potępiając stalinizm w stylu inteligentnego antykomunisty. To znaczy dostrzegał realne problemy. Jednocześnie jednak Tito… no może nie popadł w paranoję, choć było blisko, to jednak bardzo przestraszył się interwencji państw bloku wschodniego. Przenoszono więc fabryki z najbardziej narażonej Serbii do Bośni, Czarnogóry, Słowenii i Chorwacji (taka odbudowa rujnowała i tak nadwyrężoną wojną gospodarkę, więc po Jugosławii krążył dowcip, że już doszli do komunizmu w stylu radzieckim, bo w sklepach też nic nie ma), drążono tunele i inne bunkry; przygotowywano projekt „zasypania” Dunaju, tak by Węgry stały się znowu morzem… Przy okazji przeprowadzono antystalinowską czystkę w partii komunistycznej. Nawet miano opowiadać taki dowcip, że w 1945 roku ktoś trafił do więzienia za okrzyki „Precz ze Stalinem”, gdy wyszedł z więzienia w 1948 postanowił być zgodnym z linią partii, na wszelki wypadek, i krzyknął: „Niech żyje Stalin!”, za co… znowu trafił do więzienia.

    Proporcjonalnie najwięcej uwięziono Czarnogórców, właśnie ze względu na ich sympatię do Rosji, choć jakby ktoś miał ochotę nie współczuć osadzonym, jako stalinistom, to dodam, że oberwało się wszystkim, którzy byli nie dość giętcy i czujni by za krętą linią partii nadążyć. W więzieniu wylądował np. ktoś, to pochwalił zdolności strategiczne Żukowa (paradoksalnie, nieco tylko później Żukowa chwalono oficjalnie, gdy gościł w Jugosławii). Co więcej, jak u nas opowiada się jako dowcip, że do oczyszczenia Polski trzeba rozstrzelać 200 000 szubrawców, a jeśli ich braknie to dobierze się z uczciwych; to w czystce z 1948 roku rzeczywiście tak postąpiono (z dokładności do rozstrzelania) — z góry określając ilu ma być winnych; gdy rzeczywiście podejrzanych brakło, dobierało się przypadkowe ofiary, by wyrobić normę.

    Czarnogrócom oberwało się najbardziej, jak wspomniałem — komitety okręgowe z Niksicia i wzmiankowanego dziś Ulcinja (a także z paru innych miast), aresztowano wówczas w całości.

    Jedno, co można dobrego o tej czystce powiedzieć, to to, że jednak unikano kary śmierci. Skazać miano na nią tylko dwóch oskarżonych, zresztą bodaj obu Czarnogórców.

  5. pak4 Says:

    No to fotki jeszcze, dograne:

    Wielkość wycieczkowca w porównaniu do drogi:

    Armata u bram:

    Lew wenecki, czyli UNESCO bis:

  6. pak4 Says:

    Ponad dachami (spod murów):

    Okna typowe, dla rozsypanych pozostałości Wenecji na wybrzeżu Adriatyku:

  7. pak4 Says:

    Krzyżowanie się kultur, bo choć piszę, że tam raczej Włosi, czy Albańczycy, to przecież też handel z Czarnogórcami, też baza morska (Austro-Węgier, a potem Jugosławii)… Są więc i cerkwie:

  8. pak4 Says:

    Gospo zapytuje offline, czy mogę dorzucić zdjęcia murów miasta i murów twierdzy jednocześnie. No… mogę, ale prześwietlone. Robim co możem:

  9. Wiedzmin Says:

    Pak4,
    gratuluję wpisu i uwag uzupełniających. Mam coraz większą ochotę wybrać się tam, w miarę jak czytam Wasze relacje.
    Nawiasem mówiąc, dobrze się uzupełniają Wasze notki i komentarze.
    Zdjęcia – klasa u obojga autorów.

    Mam takie przeczucie, że jako para i jako jednostki musicie być bardzo fajnymi ludźmi, bo nagrodzono Was pogodą na dzień ślubu, także na podróż poślubną pod koniec września kiedy może być różnie. 😉

  10. gradus Says:

    mam tak samo,
    jużbym czytał i planował! :lol;

  11. Prawie Znajomy Says:

    Zajrzałem do fot- palmy, palemki, nieskazitelnie przejrzyste morze..

    Lza sie w oku… 😉

  12. Polak z Czykago Says:

    Dziękuję za bałkańskie oglądy i poglądy.
    A także za reportaże z polskich cmentarzy.

    Czytam i przeglądam na bieżąco.

  13. basia Says:

    🙂 🙂 🙂 🙂

    Dziś tylko troszkę śniegu dla ochłody od czarnogórskich upałów:

    https://www.dailymail.co.uk/news/article-6354223/Baby-bears-EPIC-struggle-climb-snowy-mountain-mother-captivates-millions.html

  14. owcarek podhalański Says:

    A skoro juz tamok jesteście, Basiecko i PAKecku, to cy moglibyście wziąć paru Cornogórców i zmierzyć, kielo majom wzrostu? Bo jo kasi cytołek, ze oni som najwyzsi w Europie. No to wreście z jakiegosi wiarygodnego źródła dowiedziołbyk sie, cy to prowda 🙂

  15. basia Says:

    Wiedzminie, bardzo miło, jeśli budzimy ochotę. Bardzo warto! Naprawdę te okolice mają coś uzależniającego… — i nie mówię jedynie o obłędnie przejrzystych, wspomagających słabszych pływaków toniach Adriatyku 😆

    Dzięki za wszystkie komplementy. A co do pogód – traf. Za któryśmy wdzięczni przeogromnie, ale przypisywanie tu sobie zasług jakichkolwiek byłoby niedorzecznością. Logiczną i każdą inną niedorzecznością 🙂

    Nb, wczoraj minęła pierwsza „półrocznica” — też cudnie pogodowo i w każdym innym aspekcie… 😎 – To tak do kolekcji. Zresztą i „miesięcznice” były piękne, po kolei… 😆

    Gradusie, planuj, planuj Waść. Nie pożałujesz! A zacząć można też skromniej, jak my w zeszłym roku 🙂

    Prawie Znajomy, otrzeć łzę, bo przez łzy źle się czyta, dla ócz niezdrowo! 😆

    Polaku z Czykago, dziękujemy Czytelnikowi za danie głosu. — Wie człowiek, dla kogo się trudzi, i że emocje czytelnicze pozytywne są 😎

    Owczarku, hmmm, jak rozumiem, nie tylko poszerzanie, pogłębianie i podwyższanie oglądów-podglądów nas czeka podczas kolejnej czarnogórskiej eskapadki, lecz też miar tudzież wag używanie… — już widzę Paka4, jak notuje w telefonie… 😆

    Paku4, wielkie, wielkie dzięki za wyjątkowo wszechstronne doilustrowanie tekstowe i obrazkowe!!! 😎 ❗ 🙂 🙂 🙂

  16. pak4 Says:

    @Owczarek & Basia:
    Miałem poczucie, że jest normalnie… Może południowa Polska też jest jakoś wysoko pod względem wzrostu?

  17. Wiedzmin Says:

    Skromność ucieleśniona. 😉

    Półrocznicowo ślę serdeczności. 🙂

    Wspinaczka misia wstrzymuje widzowi oddech, szczęściem wszystko dobrze się kończy. 🙂
    Popatrzcie, niedźwiedzica cały czas wyluzowana… – Nie to, co niektóre ludzkie mamy!

  18. basia Says:

    Też mi się nie rzucili na oczy jako specjalnie wysocy.
    Co innego typki zmierzające do londyńskiego City metrem o poranku…
    – Lecz jak wiadomo wysokim wszędzie łatwiej, w bankierskich zawodach i polityce też…

    🙂 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: