Przyjaźnie narodowe

Wpis gościnny. Autor: Pak4

W ubiegły weekend wpadliśmy na akcję słowackiego Lidla, który robił „tydzień czeski”. Albo nawet więcej niż tydzień. Generalnie czeskość była promowana na Słowacji ze ścian każdego unijno-niemieckiego Lidla. Z polskiego Lidla promowania czeskości nie pamiętam… Owszem, Polacy mają słabość do czeskiego piwa, a w internecie i realności zdrowo funkcjonuje sklep z czeską żywnością. A raczej czechosłowacką — bo to jest pewna różnica. Ale „czeski tydzień” w Lidlu, a tym bardziej reklama, że skoro czeskie to dobre, jakoś mało polska mi się wydaje.

Dla Słowaków wyraźnie „czeskość” jest reklamą. I to o rzut beretem od mauzoleum ks. Hlinki, słowackiego budziciela, ale też przywódcy ruchu, który chętnie od Czechosłowacji Słowację odłączył. W końcu ks. Tiso to jego współpracownik i niejako następca…

Dla Słowaków-politycznych zadrą było (i może pozostało) to, że w braterskich uczuciach Czechów do Słowacji, Czesi czuli się zawsze tym „starszym bratem” — mądrzejszym, ważniejszym, pouczającym… Ale popularność czeskości świadczy o tym, że wciąż bratem. I wciąż na ulicach można spotkać koszuli z przypomnieniem tego braterstwa.

***

Lidl w Rużomberku lansował czeskość, a przechodząc przez kiermasz na krakowskim rynku nie da się uniknąć podobnego lansowania węgierskości. Tym razem było jej nawet więcej niż zwykle, bo oprócz tradycyjnych potraw ze zdrowym tłuszczem mangalicy, reklamowała się Nyíregyháza, podciągając jakoś pod swą reklamę na gościnnej estradzie rynku także młodzież z Debreczyna.

Związki te, pełne sympatii między narodami, są jednak bardzo różne. Owszem, Czesi pokochali Słowaków z post-romantycznych legend, ale jednak związek scementowało wspólne państwo i podobieństwo języków. Polacy i Węgrzy nie mają nawet podobnych języków, wspólne państwo mieli przez chwilę i to nie o nim pamięć ma budować sympatię, a oparcie jakie konfederaci barscy znajdowali po „węgierskiej” stronie granicy. Zresztą Franciszek Rakoczy (taki węgierski Kościuszko, ale kilkadziesiąt lat przed Kościuszką) miał znajdować wcześniej oparcie u Polaków…

Polsko-Węgierską przyjaźń budowałyby więc wspólne bunty (choć Czechy mają bardzo dużo związków z Polską, a ich historia ma wiele analogii do polskiej; to jednak jakoś wydają się być „nie w fazie” — oba narody spotykają problemy niby podobne, ale mierzą się z nimi w innym czasie). Tu przypomina mi się wizyta Węgrów w Bieszczadach, gdzieś w połowie lat 80-tych. Polski gospodarz wizyty, partyjny i w ogóle, przypomniał hasło o „bratankach”, dodając że jeśli chodzi o szablę i szklankę, to tę pierwszą lepiej sobie odpuścić. Jakoś mnie to uderzyło wówczas, jako wielkiego wroga alkoholu; dopiero z czasem dostrzegłem polityczność wezwania, kogoś, kto nie chciał powtórki „Budapesztu ’56” nad Sanem.

***

Jednak jest to trochę dziwne. W końcu bliżej jest Słowacja, a nie pamiętam podobnej promocji żywności słowackiej. Owszem, Węgry są niemal dwa razy ludniejsze (choć, w przeliczeniu na mieszkańca, biedniejsze…), są jednak dalej — promowanie Słowacji wydaje się oczywistsze. A go nie ma…

Wygląda więc na to, że związki polsko-węgierskie, przynajmniej w Krakowie, przetrwały powstanie najpierw Czechosłowacji, a potem Słowacji. I nie są czysto deklaratywne, czy polityczne, ale wiążą w części kultury, która najsilniej tworzy jej bebechy — w tradycyjnej żywności. Związki te trwają nawet ponad wspólnotą języka… angielskiego (cóż, podejrzewam, że Polacy i Węgrzy XVIII czy XIX wieku, też nie rozmawiali po polsku, czy węgiersku, ale raczej po niemiecku…). I my im dobrze życzymy, choć Słowaków, Czechów, Litwinów (bywają, bywają…), Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, czy Niemców (by wymienić tylko sąsiadów) też chętnie zaprosilibyśmy na krakowski rynek, nie tylko w roli turystów — niech się pochwalą tym co mają i krakowskie tradycje miasta hanzeatyckiego kultywują.

Zdjęcia: basia i Pak4

Ilustracje – Pak4

Komentarzy 12 to “Przyjaźnie narodowe”

  1. pak4 Says:

    Jako ilustracje jeszcze — sery węgierskie:

    Zespół z Debreczyna:

  2. basia Says:

    Jeśli idzie o promocję żywności i kuchni słowackiej – odbywa się ona… rzekłabym… przygranicznie-osmotycznie. Ale że niewielu potrafiłoby zdefiniować, czym różni się ta kuchnia od czeskiej… albo od typowego stylu odżywiania się i ucztowania panującego w Karpatach pod różnymi reżimami państwowymi – to inna sprawa.
    O czym oni poniekąd wiedzą, reklamując się górami, fujarami, spokojem, itp., a w mniejszym wymiarze kuchnią. Kto zechce – tak czy owak zje tam, dobrze-zdrowo-przygodowo, kolorowo, blisko źródła, itd.

  3. basia Says:

    PS, dzięki za doilustrowanie!!! 😎

  4. pak4 Says:

    A propos przyjaźni narodowych — przyjaźnie gatunkowe. Albo prawie, bo czy galijskie koguty kochają podniebne kruki?
    https://www.bbc.com/news/world-europe-45155818

  5. pak4 Says:

    Errata:
    Co ja mam za odruch pisania o krukach… To przecież gawrony (nie mylić ze szczytem lub korwetą).

  6. basia Says:

    …Taaakkk, inteligentny inteligentnego zawsze doceni… 🙄 😛 😆

    Choć czy to przyjaźń narodowa, czy ponad- — oto jest pytanie! 😐

  7. Nudysta Says:

    Czy na Slowację jeździ się dla wytwornej kuchni- watpię.

    Ludzie tam szczupli i to jest duża przyjemność dla oka.

    A jak się ktoś lubi napychać to pojedzie gdzie indziej. I też będzie jak ta pliszka swój ogonej chwalił.

    Niech autorzy wymienią 3 potrawy typowo słowackie a nie węgierskie czy czeskie z pochodzenia.
    I 3 alkohole.

  8. pak4 Says:

    @Nudysta:
    1) Nie pytam, kto komu podkradał (np. na Wielkiej Nizinie Węgierskiej pod okupacją turecką nie jadało się świń, taka mangalica ma więc korzenie chorwacko-serbskie podobno…); ważne kto produkuje.
    2) Ja bym nawet nic nie miał przeciwko produktom czechosłowackim, bo z różnymi kofolami, czy „banankami w czekoladzie” jest często tak, że firma słowacka produkuje w Czechach, lub odwrotnie. Ale takich też nie ma na krakowskim rynku.
    3) Generalnie my nie podróżujemy dla wrażeń smakowych, nie licząc własnego zapasu 😛 No dobrze, w Rumunii podpytywaliśmy, czy nie docierają tam jakieś tureckie typy słodkości z południa. Ale, jak widać na tym przykładzie, szukaliśmy specjalności ponadnarodowych.
    4) Typowo słowacka? Podejrzewam, że np. zupa z bryndzy… Tak samo jak bryndzové halušky — bo bryndza się z Węgrami, czy Czechami nie kojarzy. Albo taki trdelník…

  9. basia Says:

    Przyjaźnie ludzko-zwierzęce i ludzko-ludzkie
    – oczywiście jak najbardziej przygraniczne 🙄 –
    :

    Wtorek 7.08.2018

    O godz. 20.27 do TOPR zadzwonił turysta informując, że od 17-tej z dwoma osobami schodzi z Rysów. W tej chwili są w rejonie Buli pod Rysami. Schodzą wolno bo boją się dzikich zwierząt. Ratownik dyżurny poinformował ich, że o tej porze, większym problemem może być dla nich zgubienie szlaku i zalecił by schodzili ostrożnie i nie zbaczali ze ścieżki. O godz. 21.55 ponowny telefon od turysty z informacją, że zgubili ścieżkę. Polecono im, żeby postarali się wrócić by odnaleźć szlak. Po 22-giej próby telefonicznego kontakt z turystami nie powiodły się. Wobec tego z Centrali do M. Oka wyjechało dwóch ratowników, którzy o godz. 0.14 dotarli do turystów. Asekurując po godz. 1-szej sprowadzili ich do M. Oka.

    … 🙂

  10. pak4 Says:

    > Schodzą wolno bo boją się dzikich zwierząt.
    Nie ma się co śmiać. Komary są bardzo niebezpieczne o tej porze…

  11. basia Says:

    Kleszcze też pono… 🙄

  12. pak4 Says:

    Polska-Węgry i nazywanie Włoch:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: