Zburzyć i odbudować

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Zgłębiając historię mijanych miejsc wciąż czytamy, że ktoś burzył, a ktoś odbudowywał. Często tylko burzył. Rzadziej tylko odbudowywał.

Na pobliskiej Jurze wciąż widać rany po potopie szwedzkim. W Czechach (i Dolnym Śląsku) po wojnie trzydziestoletniej. Na Słowacji po antyhabsburskich powstaniach. A tu i ówdzie jeszcze fronty czy bomby obu wojen, albo nawet nie wojen w sensie karabin, armata, krew i żołdactwo, ale wojen ideologicznych. Owszem, bywała winna i natura z powodzią, czy czasem (który fugit), ale zwykle jednak wina była po stronie homo sapiens.

Zasadniczo, gdy kończy się wojna, a ludzi nie zginęło zbyt wielu, to zaczyna się koniunktura, na fali której się buduje – piękniej, wyżej, porzucając dawne ograniczenia.

Ale czasami koniunktury nie ma. Albo są inne potrzeby. Albo przeciwne wiatry wieją zbyt długo.

Nie będzie listy, bo byłaby za długa. Będzie odbudowa. Nie. Nie zamku. Kościoła.

Początki kościoła też były wojenne. Rok 1718. Jedna z zapomnianych już wojen. Żona rzeźnika z miasteczka Zuckmantel uciekła na górę za miasto i szczęśliwie urodziła, mimo tych leśnych, niesprzyjających okoliczności. Było lato, miała więc szczęście. Ale i tak nie było lekko. To, że skończyło się szczęśliwie przypisała pomocy Matce Boskiej i zamówiła (koniunktura) obraz. Powstała drewniana kaplica. Potem murowany kościół.

Wojny chwilowo oszczędzały Zuckmantel. Przynajmniej bezpośrednio, bo pośrednio zmieniły mu nazwę – Zuckmantel stał się Cukmantlem – i zapewne na polach bitew pozostawiły szczątki wielu jego mieszkańców. Ale jednak lokalnie trwał spokój. Do czasu… II wojna światowa przyniosła wiele nowego. Wypędziła Niemców, czyli niemal wszystkich i przyniosła kościołowi za miasteczkiem dewastację.

Tym razem na powojennej koniunkturze zyskała tylko nazwa miejscowości – Cukmantl stał się Zlatymi Horami, co brzmi dumnie. Liczba mieszkańców spadła o połowę, mimo wsparcia przez władzę napływu ludności skąd się tylko dało.

A kościół pod miastem tym bardziej nie zyskał. Przeciwnie – w 1955 roku zakazano odwiedzania go ze względu na możliwe szkody górnicze. A w 1973 wysadzono w powietrze*.

Zmienił się system. Budowę na nowo zainicjowano w roku 1990, a dokończono w 1995. Nie „odbudowywano” w sensie historycznej wierności. Zbudowano na nowo, z prywatnej inicjatywy**.

I ośrodek pielgrzymkowy funkcjonuje. Posiada nawet klasycznie czeską nazwę Maria Hilf. Chwali się też zdjęciami dzieci poczętych i urodzonych dzięki wstawiennictwu. Tylko asfalt trochę zdeteriorował. Cóż, znowu ktoś będzie musiał odbudować…

______________
*) W jednej z etiud filmowych „Gottland”, przygotowanych przez studentów praskiej filmówki, a oczywiście inspirowanych Mariuszem Szczygłem, wdowa po wysadzaczu praskiego pomnika Stalina wspomina wybuchową pracę męża jako służebną i wartościową dla kraju. Zastanowiło nas, co jeszcze wysadzał. Choć chyba nie ten kościół…

**) Odbudowany kościół wraz z całym tak zgromadzonym majątkiem (?) przekazano Kościołowi w 1999. Miasto dołożyło się, owszem, ale terenem, czyli raczej w słuszności niż hojności.

PS.
Gospodyni zamówiła inny temat: „dlaczego Zlate Hory tak bardzo różnią się in minus od Bańskiej Szczawnicy czy Kutnej Hory w liczbie i zachowaniu zabytków”. Cóż, trudno o tym ciekawie pisać, skoro odpowiedź jest dość banalna – otóż one nigdy nie były tak bogate, piękne i wielkie. W Zlatych Horach wydobywano góra kilkanaście kilogramów złota rocznie, kosztem utrzymania nie tylko górników (zakładam, że było ich odpowiednio mniej), ale też strażniczych zamków, czyli przy podobnych kosztach stałych. Wydobycie samego tylko złota w Bańskiej Szczawnicy było przy tym dziesięciokrotnie wyższe, a oprócz tego w Bańskiej wydobywano srebro w sporych ilościach (w Zuckmantlu – miedź). W Kutnej Horze w najlepszym dla niej czasie wybijano dziennie 2000 groszy praskich. Czyli srebro, ale też przetwórstwo masowe, gdy Zlate Hory działały w skali mini, w skali nieźle oddającej różnice między Księstwem Nyskim, a Węgrami króla Ludwika, czy Czechami Wacława II. Do tego zapewne dochodzi i fakt, że Zlate Hory wymieniły po wojnie niemal całą ludność, gdy jednak w Kutnej Horze i Bańskiej Szczawnicy proces był dłuższy i bardziej stopniowy. A to przecież też sprzyja trwałości tradycji i dbałości o zabytki.

Zdjęcia: basia i Pak4

[2.6.2018: Zlaté Hory. …]

(Pak4)

Komentarzy 14 to “Zburzyć i odbudować”

  1. basia Says:

    Zlate Hory wymieniły po wojnie niemal całą ludność

    – albo też „Zlatym Horom wymieniono…”

    Dzięki za ulepszające modyfikowanie polityki redakcyjnej mej!
    Podpisano
    Prezeska

    😀

  2. pak4 Says:

    Fotek kilka…

    Sanktuarium w starej odsłonie:

    A tu w aktualnej:

  3. pak4 Says:

    Obraz (Maria Hilf!) sanktuaryjny w trzech odsłonach:

    1) Aktualna mozaika:

    2) Aktualność sanktuaryjna:

    3) Oryginał, który już od dawna znajduje się w kościele parafialnym:

  4. pak4 Says:

    Tablica o sukcesach pomocy:

  5. pak4 Says:

    Wieże Zlatych Hor widziane… ze Zlatych Hor (ale z części nowszej, bloczkowo-czechosłowacko-socjalistycznej):

    Róże, bo one się Zlatym Horom udają bardziej niż złoto nawet:

    I drobna historyczność na głównej ulicy:

  6. basia Says:

    Wielkie dzięki za wszechstronne doilustrowanie!!!!! 😎

  7. kij włóczy Says:

    tak, Basia ma rację pod poprzednim wpisem, że jak się samemu nie napisze, a najlepiej czegoś ciekawego, to nie ma na co liczyć, że inni to zrobią.
    mniej się tu udzielam ostatnio i to mnie gryzie, gdyż blog ciekawy i autentyczny.
    ile mogę to czytam i teraz zbiorowo gratuluję nowych wycieczek i wędrówek, znów sobie zanotowałem wiele pomysłów do wykorzystania o czym informuję bez żenady.;)

    na koniec cytat:

    Gospodyni zamówiła inny temat: „dlaczego Zlate Hory tak bardzo różnią się in minus od Bańskiej Szczawnicy czy Kutnej Hory w liczbie i zachowaniu zabytków”. Cóż, trudno o tym ciekawie pisać, skoro odpowiedź jest dość banalna – otóż one nigdy nie były tak bogate, piękne i wielkie. W Zlatych Horach wydobywano góra kilkanaście kilogramów złota rocznie, kosztem utrzymania nie tylko górników (zakładam, że było ich odpowiednio mniej), ale też strażniczych zamków, czyli przy podobnych kosztach stałych. Wydobycie samego tylko złota w Bańskiej Szczawnicy było przy tym dziesięciokrotnie wyższe, a oprócz tego w Bańskiej wydobywano srebro w sporych ilościach (w Zuckmantlu – miedź). W Kutnej Horze w najlepszym dla niej czasie wybijano dziennie 2000 groszy praskich. Czyli srebro, ale też przetwórstwo masowe, gdy Zlate Hory działały w skali mini, w skali nieźle oddającej różnice między Księstwem Nyskim, a Węgrami króla Ludwika, czy Czechami Wacława II. Do tego zapewne dochodzi i fakt, że Zlate Hory wymieniły po wojnie niemal całą ludność, gdy jednak w Kutnej Horze i Bańskiej Szczawnicy proces był dłuższy i bardziej stopniowy. A to przecież też sprzyja trwałości tradycji i dbałości o zabytki.

    – jak to jest to przykład na ‚nieciekawie i banalnie’ to ja jestem arcybiskup!;)))

    pozdrawiam całe Towarzystwo!
    nie gniewajcie się gdyby mnie znów zassało życie, ech, co bedę gadał, do roboty włóczykiju!

  8. Nudysta Says:

    Nudzisz kolo gorzej niz sam nudysta

    Osiagniecie

    ?

  9. mru Says:

    jak kto nie ma innych 😛

    !

  10. basia Says:

    Kiju Włóczy, jak to jest to przykład na ‚nieciekawie i banalnie’ to ja jestem arcybiskup!

    – A ja sekretarz PZPR czy tam innego PiSu… 😉 😆

    Oczywiście gniewać się nie będziemy, bo co by to dało.
    Będziemy nadal działac i pisać tak ciekawie/nudno i często/sporadycznie, jak nam czas i inne możliwości pozwolą… 😎

    Nudysto, gdzieś w Słowenii przeczytaliśmy onegdaj ‚kolo krepi telo’, co natychmiast ulepszyliśmy na ‚velo krepi telo’. A że przy okazji czasem nudne jest… 🙄

    Mru, środek tygodnia, a cóż to za ekstrawagancja?! 😮 😆

  11. Obserwator Says:

    Pak4, dzięki za cały Twój wkład w ten blog.
    Dodajesz treści interesująca, a przy tym różnorodne.

  12. basia Says:

    Aplauz i aprobująca akceptacja – Obserwatorze! 😎 😉

  13. Madziar Says:

    Pak4,
    Twoja erudycja i swoboda poruszania się po zagadnieniach Centralnej Europy jest godna podziwu.
    Nic nie ujmując Gospodyni, ale ona zdaje się znacznie więcej podróżowała w przeszłości [1], i ma podejście bardziej, rzekłbym, eseistyczne, co też jest cenne, ale wymaga może więcej wkładu od czytelnika.
    A wykłady Paka4 są doskonałym uzupełnieniem, porządkują, wskazują kierunek lektury, mają odmienny styl, własny, i też wymagający.
    Świetnie się Team uzupełnia, proszę Teamu.

    [1] Jeśli się mylę, proszę o korektę.

  14. basia Says:

    Dzięki w imieniu Autora Gościnnego i własnym 🙂

    Korekt nie będzie, choć każdy intensywny podróżnik zna jakiegoś jeszcze intensywniejszego… z dłuższym stażem, wszechstronniejszym oglądem, bystrzejszym wglądem w istotę rzeczy… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: