Niezapominajka

Z najciekawszym incydentem turystycznym od czasu Jak to się robi na Leskowcu było tak:

Na drugą marcową niedzielę – w kontraście do pierwszo-niedzielno-marcowych mrozów trzaskających – prognozy wieściły aurę kielo cud, mnjut i malyna.

Co prawda w sobotni wieczór rezydentka pewnej beskidzkiej daczy ostrzegła Team lojalnie choć telefonicznie, że błoto wszędzie sakramenckie
Lecz – gdy cała pętla zaplanowana elegandzko asfalcikami na południe od Jeziora Dobczyckiego – najbardziej sakramenckie błociara i inne marasy nikomu niestraszne.

Nawet tym, którzy… zapomnieli… butów turystycznych. No, zdarza się raz na 30 lat, a jak się już zdarzy, można zawrócić (nie więcej, niż 700 metrów samochodem o niedzielnym poranku) albo zbagatelizować sprawę, bo cały spacer powiedzie wszak owym wy(ob)rażonym, mapowo i gugl-strit-wjusowo sprawdzonym leśnym asfalcikiem.

Asfalciki może i istnieją, lecz nie okazują się pod warstwami błota (pozysk drewna z lasów trwa w najlepsze a mrozu nima), topniejących skorup śnieżnych, strumyczkujących skorup śnieżnych… Za chwilę Team dostanie się na drogi i bezdroża całkowicie gruntowe, choć znaczone uroczo-kwiatową nazwą.
— Ścieżka Niezapominajka – brzmi super-sielsko, ale może w imię zaoszczędzenia delikatnych butów skrócić ją sobie? Znaczy pętelkę przyciąć przez miejscowość Kornatka… o, tu za balami drewna będzie ze czterysta metrów wątpliwej (acz zaznaczonej na mapie jako ścieżka) przeprawy pograniczem lasu i zaoranego pola. Gdy to pokonamy – wyjdziemy na lepsze, by wreszcie kontynuować i domknąć tę zmniejszoną pętelkę prawdziwym asfaltem.

Przez zarośla leśne się przedarłszy (lepiej, niż po miękkim ornym), wychynęli przed posesję, w obejściu której czeka komitet powitalny czteroosobowy. Wrzeszczący na nich niemiłosiernie, gdzie się zapędzili, czy nie widzieli że ścieżka idzie inaczej, tu prywatne, brzeżkiem obok płotu też absolutnie nie wolno bo pszenica i jak by tak wszyscy chcieli, wracać mi skąd przyszli co żywo, skoro tam z sąsiadką gadali, podjudzić się dali… Rzeczywiście, na horyzoncie ktoś akurat stoi, ale tłumaczenia, że z nikim nie nawiązywali kontaktu wywołują tylko dalszy, coraz bardziej rozwścieczony jazgot.

Team wycofuje się więc po śladach, wraca na Niezapominajkę czarowną, rusza w las…
Pupy sarenek migną, wody, lody i błota migocą w zdumiewająco gorącym słonku…

Przez leśne jary i wądoły przedziera się też istota dwunożna. Na skróty, wyraźnie ku nim. Kobieta. Zagaduje-informuje, iż gdy psy zaczęły szczekać (ktoś idzie w tamtym kierunku) wyszła i nagrała kolejny incydent z udziałem turystów i mieszkańców posesji 37, bo rejestrować trzeba w obliczu wcześniejszych zajść, od których włos się jeży, skóra cierpnie.
I czemu nie poszli prosto (obranym skrótowym azymutem) – od sąsiedniej parceli byli wszak kilkadziesiąt metrów.

Niezapominajkowy dzień nie-będzie-zapomniany także przez pogodę i urodę kolejnych spacerów (po „pętli incydentalnej” wycięli mniejszą – zamkowo-skansenowo-dobczycką, następnie dwa kilometry w okolicach zapory; dzień zwieńczyło drewniane rokoko sakralne Zakliczyna).

A incydencik? – Ha, wszak nie spadły na nich inne dociski i pociski, niż słowne.
Ani kamienne, ani butne, ani kłonicowe, ani…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[11.3.2018: jak w poprzednim wpisie]

Komentarzy 31 to “Niezapominajka”

  1. profdocdr Says:

    na drugi raz, zamiast w szkodę, idźcie na zakupy.

    ..internetowe. 🙂

  2. Madziar Says:

    A, rozumiem internetowych nie zakazali jeszcze?

    Wiem, do najbliższej niedzieli zdążą.

  3. pak4 Says:

    @profdocdr:
    Mapa (jedna, bo druga nie) pokazuje drogę, a sąsiadka twierdzi, że droga i owszem, była, że sąsiedzi próbują ostatnio (krócej niż IIIRP) drogę zniewelować, zaorać i w ogóle… tak by wszyscy musieli nadkładać kilometry… A więc szkodyśmy nie widzieli, nie licząc czepiającej sie gałęzi czapki i zbłoconych butów (ale nie bardziej niż „Niezapominajką” znakowaną).

  4. Madziar Says:

    Pak4,
    „Pójść w szkodę” rozumiałbym lekko żartobliwie i niedosłownie.
    Lecz mogę się mylić.

  5. pak4 Says:

    @Madziar:
    Tak myślę, ale jakąś cząstką „tej rzeczy” jest fakt, że szkody być nie mogło — stąd to podkreślanie. Nawet estetycznieśmy tła nie zakłócali…

  6. Madziar Says:

    Zgadza się. Masz moją pełną aprobatę, Pak.

    Po obejrzeniu zdjęć dochodzę do wniosku, że okolice Dobczyc i „wodociągowego” zbiornika są doprawdy urocze. Będę musiał się tam wybrać, lecz jeszcze nie teraz – przedemną inne rozjazdy.

    Wy „niezapominajcie” o węgierskich okazjach miesiąca marca!
    Do rychłego!

  7. pak4 Says:

    @Madziar:
    Ja się nie boję, że już w kwietniu nam Węgry oddalą 😉

  8. nuty Says:

    ?

    falszywie mi wyglada ten plakat (pak4)

  9. Asia Says:

    Przypominają się problemy hajkerów brytyjskich, ich boje o „prawo przejścia”

    W Polsce też się zdarza, że ktoś odetnie dostęp do odwiecznej ścieżki. Często robiąc to w sposób złośliwy.

    W znanych mi stronach (okolice Beskidu Małego) przy jednym ze szlaków PTTK mieszka towarzystwo niepoczytalne.
    Bywa.

  10. pak4 Says:

    @nuty:
    Z tego co rozumiałem, to plakat węgierskiej partii satyrycznej „Pies z dwoma ogonami”, która tak odreagowuje jawne marzenia o Wielkich Węgrzech. Natomiast plakat rzeczywiście, wygląda na opublikowany w internecie, a nie wywieszony na ulicy 🙂

  11. pak4 Says:

    Ilustracji wypadu c.d.:

  12. pak4 Says:

  13. pak4 Says:

  14. pak4 Says:

  15. basia Says:

    Profdocdr, Madziar, pierwsze, o co zapytałam przy okazji niedziel przymusowo-wyrajowych to czy internetowi też zakazali…

    Z kolei spośród licznych dowcipów krążących z okazji najbardziej podoba mi się, że mszy też zakażą bo księża muszą spędzać więcej czasu ze swoimi dziećmi 😐

    😀 😀

    Paku4, świetne te pomniejszone Węgry! 😎 A okazji w marcu mnóstwo (włącznie z okrągłymi urodzinami Nadwornego Eksperta Naszego, KV)* — widzę, że Mela, Węgierka, Madziar i inni już czają się do skoku… 😎

    Nuty, powiedziałabym – przekomarzająco 😎

    Asiu 🙂 wszystkie takie pretensje i wymogi załatwiane są wyraźniejszymi ostrzeżeniami, że na danym terenie ścieżka wiedzie tak i tylko tak; owak jest teren prywatny, gdzie właściciel stanowczo nie życzy sobie.

    Analogia małobeskidzka mogła tu mieć zastosowanie.
    Wdrożenie całej rodzinki do „napastowania” – bardzo znamienne…

    Lecz na polskim gruncie takie zachowania to wciąż wyjątek, nie reguła.

    Paku4, piękne ilustracje – będzie co wspominać gdy mróz znów skuje ziemię i niebo. Na parę dni tylko, obiecują, ale jednak… 🙂

    _______
    * https://basiaacappella.wordpress.com/2017/03/20/w-klubie/#comment-47104

  16. TesTeq Says:

    Prywatne, to prywatne! A jakby tak tłum Paków Czwartych codziennie defilował przez mieszkanie gospodyni, to by się cieszyła? Czy kamieniami i wzrokiem obrzuciła?

  17. owcarek podhalański Says:

    „… wszak nie spadły na nich inne dociski i pociski, niż słowne.”

    No, niby tyz prowda, ale… jak śpiewała poni Donna Fargo…
    To, co mi połamie gnaty, to jest głaz i drąg sękaty, ale słowa – kruca – serce złamiom mi… Mo więc nadzieje, ze Wase serca od tyk słownyk pocisków nie doznały zodnyk obrazeń? 🙂

  18. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Tłum PakówCzwartych można poddać organizacji i np. kazać iść tak, by coś zadeptał, co jest aktualnie pożytecznego, coś obfotografował, o czymś doniósł przez komórkę do BiqDaty…

  19. basia Says:

    TesTequ, no pewnie, że jeden defilujący Pak4 w zupełności i w euforii wystarczy! 😎
    I też podkreślmy stanowczo, iż oni nie nazwali tego incydentu najdramatyczniejszym czy jakoś tak, a najciekawszym: głównie dla niewspółmierności środków wyrazu jego i całej rodzinki gotowej na powitanie wędrowców na długo przed zbliżeniem się onych (tak, jakby we czwórkę wypatrywali, oczekiwali pretekstu do zaczepki).

    A co do praw przejścia w polskich jurysdykcji i obyczaju – to materiał na znacznie dłuższą rozmowę 🙂

    Owczarku, nie nie doznali! 😎 — Do tego stopnia, że już w drodze do Dobczyc, ba, że już jedząc banana pod Leśniczówką (po domknięciu pętli), zapomnieli.

    Inna sprawa, że – gdyby wziąć poważnie, w skali 1:1 rewelacje sąsiadki o wcześniejszych wyczynach owej rodzinki – należałoby co najmniej zgłosić kolejny incydent do gminy…

    Paku4, do BigDaty donosił owej niedzieli tłumek potężny… a że nie zuniformizowany… 😀

  20. Jankora Says:

    Ja widzę z odpowiedzi, że znacznie więcej się tam zdarzyło,i się dowiedzieli,niż chcą napisać.
    Może jednak nie zaszkodzi zadzwonić do gminy?Napisać maila?

    Trapią mnie choróbska tej zimy,
    przepraszam za małą aktywność na forum,jednak czytam Was.:-)

  21. nietoperek Says:

    hu hu

    lubimy
    dobczycki
    zamek

    /wykrz/

    hu hu

    nie
    lubimy
    czlowiekow
    krytych
    eternitem
    /wykrz/wykrz/wykrz/

    hu hu hu hu

  22. TesTeq Says:

    Słowa i czyny. Przechodzę sobie spokojnie przez pole komentarzy wokół prywatnego blogu, a tu Gospodyni mi wymyśla od jurysdykcji. Bach się strać! 😀

  23. pak4 Says:

    @Jankora:
    Mieliśmy tylko nieprzyjemną „wymianę zdań” (o ile tak można mówić o dość jednostronnej „wymianie” zdań). Resztę wiemy od sąsiadki, czyli jednak z drugiej ręki.

  24. TesTeq Says:

    Więc doszło do rękoczynów! Jednostronna „wymiana” zdań z pierwszej ręki, a potem sąsiadka z drugiej ręki! 👊🥊

  25. basia Says:

    Jankoro, doprawdy niewiele więcej, poza relacją szczegółów wcześniejszych napaści, co oczywiście moglibyśmy przytoczyć w trybie relata refero i tym samym podbić znakomicie „przygodowe walory” notki. Ale że zabieg taki wydał się nam zbyt łatwiznowaty – darowaliśmy sobie.

    Co do mejli i telefonów – nie wykluczamy 🙂

    Zdrówka życzę, bywaj i byle do wiosny (nam wszystkim)! 🙂

    Nietoperku, eternit o niczym nie przesądza; że zamek Ci się spodoba – przesądzonym było nawet dla nieprzesądnych 😀

    TesTequ, Bach jak rozumiem w symetrii do Handla …taaak, obaj w tych okolicach urodziny mają… 😉 😎

    A co do rękoczynów – na śliskiej wycieczce przydają się obie ręce, ale jedna wystarczy, byle kijek dzierżyła pewnie … 🙄

    Paku4, karate nie karate – z byle podkręconym kolanem na szlak nie ruszysz a z przed i ramieniem uszynowionym aż pod bark – jak najbardziej tak! 😎

  26. pak4 Says:

    Wie, TesTeq, że jak sobie pomyślę, że per analogiam wędrówkę można nazwać nogoczynem, to mi się od razu karate kojarzy…

  27. mru Says:

    Leskowiec nie tylko ciekawszy, ale i barwniej opowiedziany. 😛

  28. TesTeq Says:

    @Gospodyni: Ramię uszynowione może się przydać podczas dojazdu koleją… Gdy pęknięta szyna, można ramię podłożyć pod koła i uratować pociąg przed wykolejeniem!

  29. basia Says:

    Mru, przez grzeczność nie zaprzeczę… 😛

    TesTequ, nie dywagowałam dotąd w tym kierunku (nad przypadkami memi) — cóż, człowiek wiecznie myśli w koleinach! 🙄

  30. RAFInowany Says:

    https://photos.google.com/share/AF1QipPmObS9uVZgeThNXyfRMG0zMkFX5yHEesBjhTPGifVE0ZlD5clE448tsc1eGRoksA/photo/AF1QipOLaV1clHF6UkaZ-y5ktNiG1E5DwnuzVaqljsfd?key=bWUyQ0VIUUUxQkhUeEJ3VUotb3phcWwyYlpPa01n

    Ludzie już naprawdę nie wiedzą, jak mają objawić światu swoje bezguście!

  31. basia Says:

    Eeeetammm – widziałam już znacznie gorsze wykwity. Ten całkiem stonowanym jezd… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: