Mariazell

Wpis gościnny. Autor: Pak4

Do Mariazell musiał dojść mnich Magnus mniej więcej jak my [1] — od południa, wzdłuż rzeki Salzy. Zakładając, że droga w 2017 była podobnie ułożona, jak ta w 1157. Ale w sumie do tego zmuszała ją geografia. Bo już wojska napoleońskie szły inaczej [2], ewentualnie spieszyły w przeciwnym kierunku (z Mariazell na południe) ścigając Austriaków i Rosjan.

Bo Mariazell jest zaskakująco po drodze. Zaskakująco, jak na rodzaj gniazdka uwitego wśród gór.

Mnich Magnus miał napotkać kolejno zbójców, śnieg i głaz. Myśmy dotarli gładko, choć podeszczowo. Trochę nas nawigacja nie chciała wypuścić, ale to już jej problem. I zimno rano było, co jakoś ten grudzień mnicha Magnusa przypominało.

Mnich Magnus miał wymodlić pomoc Matki Boskiej — głaz się rozpękł. I całe szczęście, bo moje ironizowanie o wyższej inżynierskiej sprawności sił zła niż sił dobra znalazło wreszcie przeciwwagę [3]. A my znaleźliśmy czczoną figurę Matki Boskiej i zapewniającą odpoczynek od chłodu i wilgoci bazylikę. Też inżyniersko tak sprawnie wybudowaną, że aż w autentycznie gotycki charakter środkowej wieży trudno uwierzyć.

Chociaż, czy można w takie legendy wierzyć? Wersję opisaną w Przewodniku Katolickim [1] próbowałem zweryfikować, nie w sprawie Magnusa (tu nie ma kogo pytać), ale w sprawie margrabiego Henryka [4], zwycięstwa Ludwika Wielkiego nad Turkami [5], czy odbudowy przez kraje związkowe Austro-Węgier w 1827 [6]. I okazało się, że może i prawda, ale niezupełnie… Jeśli tak, to może nie było zbójców i kamienia, a tylko odpoczynek przy planowanej drodze, taki jaki i nasz?

Bo takie przystanki są potrzebne. W ziemskim pielgrzymowaniu pieszym i samochodowym.

_________________
[1] https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2011/Przewodnik-Katolicki-40-2011/Wiara-i-Kosciol/Mariazell-Matki-Narodow-Slowianskich

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Battle_of_Mariazell

[3] https://basiaacappella.wordpress.com/2017/11/13/cividale/#comments

[4] Władysław III Henryk. Ale żona nie była Kunegundą a Hellwidą z chorwackiej Trnavy (nie mylić ze słowacką). W każdym razie, mogła mieć Mariazell na tyle „po drodze” między swoimi rodzinnymi stronami, a stronami męża, by zatrzymać się (jak my) i poznać.

[5] W 1365 Ludwik Wielki walczył z Wołochami, a właściwie to głównie z Bułgarami, którzy Wołochów podbechtywać mieli do opierania się Węgrom. Co prawda w późniejszej kampanii z tymi samymi wrogami pojawiają się Turcy jako ich sojusznicy, jednak nie ma tam mowy o zwycięstwie Ludwika, a jedynie o plądrowaniu Banatu (przez Turków). W ogóle, w życiorysie Ludwika Wielkiego/Węgierskiego to jedyna wzmianka jaką znalazłem o wojnie z Turkami; choć trzeba uczciwie przyznać, że chciał z nimi walczyć — w tym właśnie celu (poszukiwania wsparcia dla krucjaty i Piotra Cypryjskiego) jechał do Wierzynka, ale Kazimierz Wielki dał mu obietnicę dziedziczenia zamiast wojsk krucjatowych.

[6] Austro-Węgry powstały w 1867. Rozumiem skrót myślowy, ale przecież samo „Austria” zajęłoby mniej miejsca w tekście.

Zdjęcia: basia i Pak4

[16.9.2017: Mariazell. …]

świt pod Mariazell

„austriacka Częstochowa”

nad miasteczkiem niebieskości

my na północ, niestety

przez górki

…i lasy

Melk na horyzoncie!

zatem zajechaliśmy

rajskości Melku

jedna z najpiękniejszych świątyń barokowych… może ta naj…

w Dolinie Wachau chciałoby się popodziwiać modrość Dunaju…

budyneczki winiarzy na zapleczu Doliny Wachau

Ilustracje – basia

Reklamy

Komentarzy 26 to “Mariazell”

  1. pak4 Says:

    Uzupełnienie fotograficzne:

  2. pak4 Says:

  3. pak4 Says:

  4. pak4 Says:

  5. basia Says:

    Wieeeelkie dzięki!!!

    To jeszcze ja…

    w Mariazell fotografować wewnątrz wprawdzie nie wolno… 😉

    jedziemy nieuchronnie na północ, pogoda ładna…

    Rajskie dziedzińce Melku… lub ich okolice…

    Stein an der Donau bliziutko Krems się czai

  6. Yankee Says:

    Czy w Polsce jest ostatnio jakaś szczególna moda jeżdżenia do Mariazell? Bo zetknąłem się z wieloma osobami starszego pokolenia, które znają to miejsce z przejazdów pielgrzymkowych.

  7. basia Says:

    Nie powiedziałabym, że szczególna. Po prostu ludzie sporo jeżdżą, także starsi, którzy może uważaliby „zwykłe” zwiedzanie za kosztowną fanaberię, lecz w ramach pielgrzymki (np. łańcuszkiem sanktuariów europejskich) mają alibi dla swej ciekawości świata, przygody, inności. A Mariazell jest znane, stosunkowo łatwo osiągalne (zwłaszcza z południowej Polski)… — zatem i prywatny wyskok samochodowy, weekendowy, jak najbardziej wchodzi w grę.

    Ja jakoś dotąd nie byłam. Gdy śpiewał tam mój chór – przebywałam akurat w Anglii… a na cześć 😎 występu Najmłodszego (miał też chóralny epizod – bardzo młodo zresztą, jeszcze przed studiami) do tego pięknego miejsca doskoczyła też wiedeńska rodzinka… czego zazdrościłam trochę z mojego zapracowanego Londka, zwłaszcza, iż przysłali fajne foty… 🙂

  8. Jaś Beskidzki Says:

    Byłem, owszem.
    Z pielgrzymką… lubiących pochodzić (bo jest gdzie).

    Piękne, nastrojowe miejsce.

    Ze swojej strony dziękuję Obojgu Autorom za całą relację, tak bogatą w tym roku. Basi ślę najlepsze życzenia Imieninowe już teraz, gdyż przez jakiś czas mogę mieć trudności z pisaniem w Internecie.

    Bywajcie! 🙂

  9. basia Says:

    Dziękujemy! 😎 Dziękuję! 🙂

    Powodzenia i proszę wracać! 🙂

    A owszem, w pięknych okolicach Mariazell jest wiele alpejskich ścieżek do pochodzenia… 😎

    Tymczasem dziś czeka pochodzenie po nieco zaśnieżonych krakowskich chodnikach… Tyz piknie! 😎

  10. pak4 Says:

    @Yankee:
    Do obu składników popularności Mariazell, które wspomniała Basia (tj. dogodnego położenia i rozpoznawalności w Polsce), dodałbym, że reklamują je czasem jako „Sanktuarium Matki Boskiej Krajów Słowiańskich” (co miało większe znaczenie za żelaznej kurtyny, ale wciąż się tak o nim pisze).

  11. marzena Says:

    też byłam:) 11 lat temu, przejazdem – ładnie tam, mistycznie:)

    pak4 dzięki za kolejny ciekawy artykuł:)

  12. TesTeq Says:

    Basia pisze: mają alibi dla swej ciekawości świata, przygody, inności.

    Czy to znajdują? Czy tylko im się wydaje, a w gruncie rzeczy wszędzie jest tak samo – mgła, cegły, zbocza, krzaki, kostka brukowa, ludzie…

  13. Anonimowa Celebrytka Says:

    Zapewniam Cię, TesTequ, że bynajmniej im się nie wydaje, iżby Rzym, Lourdes, Alpy były w czymkolwiek podobne do wiosek i miasteczek, z których wyruszyli. 🙂

    Ogromnie (!) dziękuję za codzienną porcję opowieści i refleksji z szerokiego, a jednocześnie bliskiego świata. 🙂

    (Czasem mogę tylko czytać. 😦 )

  14. TesTeq Says:

    @Anonimowa Celebrytka: No tak, racja, ciągle zapominam, że nie każdy mieszkał od urodzenia w wielkim mieście i jeździł na narty w góry.

  15. basia Says:

    Marzeno, zgadza się! (Że ładnie-mistycznie 😎 )

    TesTequ, bywają jeszcze klify Atlantyku, zerwy Monte Cassino i La Salette, pustynia hiszpańskiego interioru… 🙂

    Anonimowa Celebrytko, bardzo nam miło mieć tak wiernych i dostrojonych Czytelników! 😎 Serdeczności i zdrówka nieustająco! 🙂

    TesTequ, i jeździł na narty w góry. – a to pieszczoch losu dopiero! 😮

  16. TesTeq Says:

    @Basia: Można popaść w przygnębienie, że wszystko, co najlepsze, już się zdarzyło. Czyżby za wcześnie?

  17. basia Says:

    Należy z należytą pewnością wierzyć, iż nie! 🙂 😎

  18. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Z tego, co pamiętam, to Warszawa ma wyciąg narciarski i kawałek stoku… Kolejki były za długie, że w góry się jeździło? 😛

  19. pak4 Says:

    Żeby nie być gołosłownym, a ubrać słowa w obrazki (skoro zimno jest i mogą zmarznąć):

  20. basia Says:

    😎 —

    …Tak, tak, dziś przyjmujemy wyłącznie obrazki ubrane 😆

  21. TesTeq Says:

    Żeby nadać perspektywę czasową mojemu jeżdżeniu w góry, powiem, że w Bukowinie T. był JEDEN wyciąg „wyrwirączka” za moich pierwszych szusów. Musiałem korzystać z niego za dorosłym narciarzem, żeby mnie lina nie oderwała od ziemi. Takie oderwanie skutkowało odpadnięciem z wyciągu, bo się drewienko uchwytowe luzowało w sytuacji pionozwisu…

  22. pak44 Says:

    @TesTeq:
    A… Gdyby pionozwis zastąpić poziomoleżem to by było bezodpadowo. Czyli wtedy TesTeq wpadł na pomysł niwelacji gór i tatrzańskości. Począwszy od wygumkowania T. Bukowinie…

  23. basia Says:

    Tak, niektóre wyrwirączki mogą (mogły) być traumatycznym przeżyciem nawet dla starszych narciarzy i narciarek – chyba lepiej rozumiem niwelistyczne ciągotki Maestra… 🙂 🙂

  24. TesTeq Says:

    Można było tę metalową linę trzymać pod pachą, jak się już było nieco cięższym, ale BOLAŁO i kurtka robiła się jednostronnie czarna. Tu opisują taki wyciąg: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Wyciąg_bezpodporowy i nazywają „kluczem” drewnianą beleczkę z ukośnie naciętą szczeliną. Postęp techniczny doprowadził potem do zastąpienia drewna metalem…

  25. TesTeq Says:

    A góry należy wyrównać dla dobra ludzkości, a nie ukojenia moich traum! 👿

  26. basia Says:

    Jedno drugiemu nie przeszkadza – nie bądźmy aż tak skromni-altruistyczni! 😉 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: