Kompleks Portorož

Z pewnością było to pierwsze i na długo jedyne miasto słoweńskie, o którym B coś wiedziała z pierwszej ręki a nie z nauki geografii czy lektur własnych.

A było to taaaak…
Zbieg okoliczności sprawił, iż na trzy miesiące przed pierwszą chóralną wyprawą do Włoch (via Zagrzeb, Słowenia, Triest) B poznała przedystyngowaną starszą panią, która jako żona polskiego oficera spędziła była w adriatyckim mieście wojnę. Miała wiele pamiątek z tamtych czasów; na wyobraźnię działały zwłaszcza akwarelki: morze, cyprysy, wille, hotele… wielki świat, piękne krajobrazy… I cóż, że to „tylko” Jugosławia a nie Włochy – młodzieży przypomnieć należy, iż Federacja Południowych Słowian była w tamtych czasach czymś pośrednim między socjalizmem a kapitalizmem; w książeczce walutowej bank odnotowywał zakup po kursie oficjalnym zawrotnej sumy dziesięciu dolarów na wydatki w krajach kapitalistycznych i Jugosławii właśnie.
– Zatem coś jakby przedsionek raju…
Dziesięcioletnich wojen bałkańskich nikt nie przeczuwał.
Choć czy aby nikt? „Pani Portoroż” niekiedy napomykała o ciężkiej pokrywie, jaką Tito przykrył napięcia i różnice, ale dopiero późniejsze wydarzenia kazały wspomnieć każde jej słowo „w temacie”.
Wówczas (od wiosny 1988 po 90, 91) jej opinie na tematy polityczne czy międzynarodowe nie były brane stuprocentowo poważnie – wplatała się nić irytacji na entuzjastycznie-sentymentalne wspominki młodości, zabawy, elegancji, gdy tu w kraju całe bez wyjątku starsze pokolenie krewnych i znajomych B cierpiało niedostatek, upokorzenia, strach o tych, co daleko, w lagrach i łagrach… i o jutro własne, bliskich w tym malutkich dzieci…
Swoją drogą ciekawe, czemu młoda studentka nie oceniała tą samą miarką idola Bobkowskiego i jego „niefrasobliwych” narracji francuskich? – Bo był lepszym opowiadaczem? Jeszcze lepszym? Uznanym literatem? Postacią daleką, abstrakcyjną, nieżyjącą?

Portorož, Portorož, Portorož… Tak czy owak zażyłość przetrwała dobrych parę lat, starsza pani chętnie wizytowała dziewczyny w akademiku z ciastem z najelegantszej krakowskiej cukierni (nb ulokowanej niedaleko DS), opowiadała przeciekawie o polorze i stosuneczkach w przedwojennym Lwowie i jaki to był kontrast z kanciastością mieszkańców Poznania gdy trzeba było potowarzyszyć mężowi w podróży nocnym pociągiem do tego niemożliwego miasta.

Portoroż, Portoroż…

Zatem gdy Team się zdecydował na muśnięcie dokładnie tego adriatyckiego zakątka – zobaczyć Portoroż i umrzeć było imperatywem kategorycznym.

Ale wszak nie od razu. A gdy już prawie witali się z gąską – okazało się, iż… nie ma za wielkiego sensu, bo ładniej, niż w Izoli i Piranie na pewno nie będzie, karsbad żaden to jednak nie jest, by dla jednego czy drugiego hotelu/kasyna zjeżdżać i może tracić jurki na parkowanie, chmury zasnuły niebo, które jeszcze kilka kwadransów temu…

I owszem, regularnie widywane znaki kierujące do Portoroż i Portorose (znaczy po słoweńsku i włosku), utrwalą nazwę miasta w pamięciach, przejezdne zerknięcia ku kurortowi amfiteatralnie położonemu nad zatoką utwierdzą w przekonaniu, iż skądsiś ta sława i dośmiertne sentymenty się biorą!

Niemniej jednakowoż ;-/ teraz w prywatnej mitologii B jako Numero Uno wybija się zdecydowanie Piran, przykrywa resztę nawet nie palimpsestowo, ale jedynowładczo – bądź co bądź stolyca gminy, w której Portorož się znajduje.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[8.9.2017: Izola. Piran i saliny Sečovlje. …]

Piran, zdecydowanie Piran. — Kurortowe klimaty

Średniowieczne mury miejskie

Tego widoku nigdy dość!

Spacerkiem

Ratusz i pomnik Tartiniego

Akustyczne krużganki Franciszkanów

Niesamowita muszla u Franciszkanów

Słynny kurort Portorož przechodzi im bokiem – lecz nawet z kasynem i renomowanymi hotelami nie może być lepszy, niż Izola z Piranem!

To jeszcze saliny Sečovlje – gdyby były ładniejsze oświetlenia, może nawet zapłaciliby wstępy by dać się przewieźć meleksem po tych depresyjnych równinach. Lecz skoro jest jak jest – popatrzą z góry i z brzegu

Ilustracje – basia

Reklamy

Komentarzy 19 to “Kompleks Portorož”

  1. Prawie Znajomy Says:

    Uroki czasu „zimowego” – człowiek wstaje według letniego i ma rano chwilę na internet przekonując się że lato jednak lepsze. 😉

  2. basia Says:

    Oj lepsze!
    Lecz na razie „tylko” – byle do wiosny! 😎

  3. Ja Says:

    Zgadza się, byle! 🙂
    Wspomnienia lata nieodmiennie piękne są, wielkie Wam dzięki. 🙂

  4. TesTeq Says:

    Ballada o niepojechaniu i niewizycie? Muszę ukraść ten pomysł fabularny! 😉

  5. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Czytaj Lema. Tam było tak było (choć jako parodia nowej powieści).
    A my… Cóż, niepojechaliśmy jak nie pojechali. Jakby to Tobie napisać… Jakbyś jechał ze Skoczowa do Wisły, i wrócił, i nie odwiedził Ustronia, a potem opisał swoje niebycie 😉 Czyli blisko, a administracyjnie nawet w.

  6. Kumaty Says:

    TO!
    https://photos.google.com/share/AF1QipPu7JfwiQwzgKfvXs_rtqyBtYkdfFV5kix6PpOEp7skVpyxWbKqdTqwq4Ckx5b_Xg/photo/AF1QipNiHcC_7qwYbYZx89XCtbybMRLNNzICqwOb7ABV?key=YWRoRkx4cUtWb1N2OFdMZ0lUczBwR2N3MEtSdVNB

    Jakieś badziewne foty wybieracie do artykułów, a opuszczacie „Perełki”;D

  7. Ze-Tor Says:

    Nie znam się na kompleksach, widze że tam ładnie i dobre samochody na drogach.:)

    A na blogu pustki, wszyscy zalatani przedświatecznie już?

  8. pak4 Says:

    @Ze-Tor:
    Otóż! Wjeżdżając z Węgier spodziewałem się całkiem licznych samochodów „postkomunistycznych” na drogach, przynajmniej równie częstych jak na Węgrzech, Słowacji, czy w Czechach. A tu nic… No, niezupełnie, bo jakiś jeden trabant nam mignął, maluch chyba; nawet coś mi się wydaje, że widzieliśmy jednego yugo; ale zasadniczo samochody w miarę nowe i zachodnie. (W okolicach Rijeki aż bardzo dobre samochody często, ale miałem wrażenie, że to wypożyczone przez turystów w większości; że lokalsi jeździli niezłymi, ale nie tak wypasionymi.) Nawet te stare, które w miarę często się pojawiały (może bardziej w Chorwacji, bo parę pamiętam z Krk) to nie postkomunistyczne, a Renault 4 (ale dlaczego ta firma i ten model tak (względnie) często nam migał, to nie mam pojęcia).

  9. basia Says:

    Ja, oj piękne, zwłaszcza w dniu tak wariackim (wicher, śniego-grad), jak dzisiejszy! 🙂

    TesTequ, to ukradnie Maestro Noblistce (Z nieodbytej wyprawy w Himalaje), niżej-i-wyżej podpisanej, tyle, iż prawie dekadę młodszej —
    https://basiaacappella.wordpress.com/2008/06/21/z-nieodbytej-wyprawy-do-warszawy/
    …oraz kilku jeszcze Wybitnym Na Polu Literatury, Publicystyki (i na Dworze tyż, ale dworacy jak wiadomo wybitni są tylko…) 🙂

    Paku4, a ten Lem to kto/co/gdzie/kiedy był? A w Portoroż on choć był? Bo jak nie, to co on może wiedzieć? 🙂 [ 🙄 ]

    Kumaty, i wyczekał z tą potwarzą o badziewnych fotach dokładnie na moment, gdy pod notką są SAME MOJE!… Ta zniewaga… 🙄 😛 🙂

    Ze-Torze, ano zalatani trochę… I zarowerowani mimo wichrzyska (szczęśliwie bez szkód w ludziach i mieniu… lecz na co poniektórych mostach było… ciekawie). Lecz chryzantemka jest, światła wiekuistego sporo, można ruszać w Złote Świętowanie! 😎 🙂

    Paku4, maluchy tośmy ostatnio u Braci Madziarów kilka razy percypowali… Wiem, wiem, powoli tylko na to ich stać… 🙄 🙂

  10. RAFInowany Says:

    Z kompleksów to ja ewentualnie Portnoy’a…

  11. pak4 Says:

    @Basia & Lem:
    Lem nie podróżował za wiele, przynajmniej przykładając współczesną miarę*; ale byłą Jugosławię odwiedzał. Na pewno wybrzeże Chorwacji. Czy Portoroż… Tego to nie wiem, choć wątpię — aż tyle nie bywał, jak sądzę…

    @Basia & 126p (i inne):
    A też tak sobie myślę, że to mogło być nie tylko uaktualnienie parku samochodowego, ale i kwestia braku części zamiennych. Zastawy, w tym Yugo, produkowano w Serbii, czyli w wyniku wojen po rozpadzie Jugosławii z częściami mogło być o wiele gorzej, niż z częściami do Łady, czy Trabanta po rozpadzie RWPG.

    *) Tak sobie czytam w jego biografii, jak to odważył się pojechać samochodem do Czechosłowacji i pobił rekord odległości przejechanej autem — nie pamiętam już czy 1000, czy raczej 1500 km (obstawiam to drugie) — z czego był bardzo dumny. Do czego przykładam, jako miarę, niektóre weekendy z Traktorkiem. Cóż, Traktorek jest niezawodny (odpukać).

  12. zawada Says:

    zarowerowana?
    w taki czas?

    jedna nauczka mało?

  13. basia Says:

    Zawado, jakiekolwiek domniemania nauczek nie miały dotąd nic wspólnego z rowerowaniem 😛

    Paku4, to jeszcze zależy (owa duma) od tego, jakim wozem się przemieszczał (Pan Pisarz)… 🙄

    RAFInowany, czytam? mam? posiadam? 😉

  14. pak4 Says:

    @Basia:
    Wartburg Sport Coupe. 😉

  15. basia Says:

    Wygląda dość kul… Czy one, te droższe modele, też były z plastiku lub innej plasteliny? 🙄

  16. pak4 Says:

    Hm… to Wartburg, a nie Trabant, więc rozumiem, że metal był OK. Samochód wygląda pięknie, tyle że jak WO tłumaczy, Niemcy zniechęcający Lema do poświęcenia honorarium za film na ten samochód mieli rację — produkcja niskoseryjna oznaczała i niedoróbki i problemy z częściami zamiennymi. Zresztą WO pisze, że miłość Lema do samochodów była nieodwzajemniona…

  17. basia Says:

    Hmmm, niestety na ogół Wartburg i Trabant to dla mnie jedno… Nawet gdy mi ktoś plastycznie objaśni różnicę – pamiętam o niej kilka miesięcy… góra… 🙄

  18. TesTeq Says:

    Wartburg ładny był…

  19. basia Says:

    Ten wręcz cudny. Jest 😎

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: