Velký Polom

w Beskidzie Śląsko-Morawskim

Czekał czas jakiś.
Doczekał się w najoptymalniejszych warunkach.

Co oczywiście – w połączeniu z terenem Republiki Czeskiej, niedzielą i trzema schroniskami na trasie – skutkowało sporą frekwencją.
To znaczy sobotni wielkofatrzański szlak też wiódł obok chat i górskich hoteli – lecz albo były one wojskowe i zajęte przez imprezowiczów weselnych, albo nieczynne „z przyczyn technicznych”, albo… – W słoneczny dzień nie dociekasz przyczyn; najprzyjemniej odpocząć na zewnątrz, z widokiem szerokiem-głębokiem.

(Polski turysta odnosi wrażenie, iż) Czesi (względnie śląscy Morawianie;-/) gdy mają infrastrukturę, wysyp grzybów, itd. – chodzą prawie wszyscy.
Iluż wysypało się rano z luks-torpedy z koszykami! (Team grzybów stanowczo nie zbierał – zbierały się co prawda same, ale już nie w ilościach sprzed tygodnia czy dwóch… dobrze, bo na Śląsku Cieszyńskim tej jesieni obrodziły i uchowały się jabłka – donieś potem człeku (lub Szefie) ze 20 kg takowych 2 km do auta w upale, pod koniec wędrówki… plus uporać się trzeba z surowcem – jak nie w nd wieczór, to w pn rano).

Jeśli chodzą prawie wszyscy, trafi się dziwny but, spodeń i fryzura.
Dzieciowe wyposażenie schronisk – primasort.
Fajki, ich widok a zwłaszcza smród – niestety też w wypasie.
Sylwetki przeróżne; wiele, zbyt wiele z fikuśnymi piwnymi brzuszkami ciążowymi – ale dyszą dzielnie. Dzielnie też żądają piwa z rana jak śmietana. I opowiadają sobie, jak to na Kasprowy wjechawszy, zbulwersowali się, że punkt wydający złoty napój czynny był dopiero od dziewiątej czy dziesiątej.
Nota bene niepstryknięcie dziewięciu kufli zmierzających do klientów (obie grupy cudnie podświetlone) jest grzechem przeciw Pięknu. Brzęki grubego szkła mile przypominają Oktoberfest… tylko ta pora, ten kontekst wysokopejzażowy… I doprawdy nie wiadomo, czy cieszyć się, że jeden z drugim jednak podtopił trochę sadła swego, czy smucić, że nie dość, iż zaśmieca optycznie krajobraz, to jeszcze wnosi weń miazmaty mentalności kpp (kawa+piwko+papieros).

Oczywiście wybieramy wersję optymistyczną: kpp, jeśli nie wyjdzie od czasu do czasu na wymagający szlak, nie doświadczy bezdechu i/lub ciężaru kałduna swego – będzie… coraz bardziej kpp.
Więcej, dopuszczamy nawet (szczodrobliwie) możliwość podglądania i komentowania przez kpp-owców blogu naszego… Sterylnego… nie całkiem wszak; kawę pijamy delaktacyjnie i koniecznościowo a od wielkiego dzwonu i pianka nad złotym się zdarzy.
Od coraz większego, i to dzwonu od zawsze wyłącznie dolinnego.

Zatem, szanowny kpp-owcu, jeśli podglądasz niniejsze miejsce a teraz bulwersujesz się obcesowością obserwacji naszych, frazeologii naszej – powiadam ci, stań się dla się Przełomem po Połomie.

Na początek nie rób „tego” bodaj w górach.

Zdjęcia: Pak4 i basia

[15.10.2017: Mosty u Jablunkova (Dolní Lomná Viadukt) – Chata Skalka – Chata Severka – Kamenná chata – Velký Polom – Kamenná chata, Rozhledna Tetřev – Dolní Lomná. (Ślad GPS)]

Od wiaduktów idąc:

Jesienne klimaty w dole

…Aktywność wszelaka w górze…

Lysa Hora tu rządzi, choć zdalnie

One rządzą zbliżnie

A tak w ogóle – cudnie było!

Ilustracje – Pak4

*** * ***

I jeszcze – na specjalne życzenie;-/ – (basia):

Reklamy

Komentarzy 25 to “Velký Polom”

  1. Prawie Znajomy Says:

    Zawzięci na te góry, że strach!

    Dobrze, bo jest co oglądać, ale tak czy siak „opad szczeny” ;lol:

  2. basia Says:

    Eeetamm, od razu zawzięci… Przywiązani, przyzwyczajeni…

    …Wdrożeni 😛 😎 🙂

  3. nietoperek Says:

    hu hu

    tolerancja
    tak

    faje
    w
    gorach
    i
    pieczarach

    nie
    nie
    NIE

    /wykrz/

  4. basia Says:

    …tak, tak TAK – zgadzam się z Nietoperkiem stuprocentowo! 😎 🙂

  5. Jankora Says:

    Dzięki za wszystkie relacje, które czytam i oglądam z przyjemnością!:-)

    U nas jabłka też droże,niż w zeszłym roku,ale da się zdobyć taniej czasem na placach czy w promocjach.Dzięki za przypomnienie o „prefabrykacje szarlotkowym”! Zrobię. 🙂

    Jak widzę, w jej wycieczkach anty-nikotynowych i anty-piciu w górach Basia jest skłonna do pewnej przesady,lecz publicystyka ma swoje prawa,rozumiem.:-)

    O szczupłość i kondycję dbać,to nasze zadanie cywilizacyjne,powiedziała mi ostatnio córka. Dużo w tym racji.:-)

    Trzymajcie się cieplutko,nie tylko w pogodne dni jak ostatnie,ale zawsze. 🙂

  6. Przyjaciel Smutnego Diabła Says:

    Sławicie Wielką Fatrę, Wielkiego Rozsudźca, Wielki Połom, 😉 a przecież bukowe lasy bieszczadzkie czy okolice Beskidu Niskiego z Pogórzem też przecudne się prezentują w te dni.

    Cudze chwalicie, swego nie znacie!

    (Choć fotki piękne, wiele można dowiedzieć o odwiedzonych przez „Team” terenach, i rozumiemy, że „zagranica” kusi. 😉 )

  7. Polomany Says:

    Halo tu trol.

    Dyskusja o trolach bardzo podobała się.

  8. basia Says:

    Przyjacielu…, i jeszcze Wielki Fatrzański Krywań odgrywał perfekcyjnie swą statyczną rolę… A Krywań tatrzański jeszcze większy… i wraz z całym masywem tudzież chmurami wie(l)kopomną dekorację tworzący! 😎

    Pamiętamy o Bieszczadach i Beskidzie Niskim, ale… Raz cyrkulacje zapowiadane na weekend (jak słusznie napomknął Pak4, najlepsze rokowania były tak czy owak na okolice Tokaju, lecz ochoty na wykręcanie 1000 km tydzień po tygodniu jakoś nie mieliśmy 🙄 )
    Dwa, powrót: na terenie Polski ruch weekendowy jest nieporównywalnie intensywniejszy, niż na Węgrzech czy w Słowacji, Czechach. Oczywiście i tam bywa gęsto, zwłaszcza w okolicach aglomeracji, stolic, ale nie aż tak, jak na naszych zakopiance czy czwórce (starej bądź autostradowej).
    Zresztą w ostatnią niedzielę trochę się zakałakućkaliśmy w naszym drogowym sprycie. Powrót zaczął się od wjechania na słowacką nitkę ekspresówki (Lomna-Mosty-Jablunkov) – nic to, zawróciliśmy tuż przed granicą (9 km czyli 18 naddatku, piękna pogoda… 😎 ), potem korek wypadkowy na zwykle nieskazitelnie płynnej wiślance, przeskok na Bielsko, od którego na północ też co światła to 3 kolejki w plecy 😉 – skręcamy na Stary Bieruń (chcąc tam przeskoczyć na drogę alwerniańską z powodu pejzażowej urody jej); w Bieruniiu okazuje się, że kierunek Chrzanów odcięty (zresztą po drodze widzimy jeszcze kilka szlabanów Chrzanowa – ciekawe, jak tam lokalsi dojeżdżają „w chwili obecnej”?) 😈 )… zatem mogliśmy byli wskoczyć już wcześniej w Pszczynie na „oświęcimską” 933 (nie czekając na 931), bo dalej jechać wypadło drogą wygodną ale ogródkową, której imię czterdzieści i cztery. Opcji jak widać mnóstwo – nasz ślad niedzielno-szosowy daleki jest od optymalnego także dlatego iż gps-owi zadaliśmy mszę w Olkuszu o 17:00… Ostatecznie wylądowaliśmy na styk na osiemnastce u mnie w parafii 🙂 …Ale przepięknie było, czego okruchy Pak4 pokazał w swym fotosprawo. I w sumie sprawnie – 3h. Oraz ciekawie – zwłaszcza uwiódł mnie przeskok z Trzyńca do Ustronia podrzędnym przejściem górskim 🙂

    Jankoro, same arcysłuszne uwagi (publicystycznie rzecz ujmując) Pani Szanowna prawi! 😎

    Co do jabłek – na prefabrykat szarlotkowy nadają się wyłącznie te, które kosztują 0.00 PLN za kilogram. Kupowane są zjadane na surowo, by ich pożytek witaminowo-elementowy był bodaj hipotetycznym offsetem opylań, oprysków i innych zabiegów mających wypielęgnować je, przedłużyć ich żywot, upięknić w oczach klienta… 🙂

  9. Polomany Says:

    zakalakuckac – a coz to takigo ???

  10. profdocdr Says:

    „trochę się zakałakućkaliśmy” – cudne, wieki tego nie słyszałem, a nie wiem, czy czytałem kiedykolwiek. wygląd graficzny zapisu tego słowa jest nader atrakcyjny!

    choć czas goni, skusiły mnie ujęcia tak reklamowanego pasma Wielkiej Fatry. i muszę rzec, że ci, którzy zaplanowali tam ślub i wesele na ubiegłą sobotę, wygrali wielki los na loterii „ważnych momentów życia”.

    co do Połomu i Śląska Cieszyńskiego – tereny dobrze zagospodarowane, ludzie cywilizowani, Polacy wciąż się przyznają do Macierzy.

    nie mam nic przeciwko piwu w schroniskach czy wręcz na szlaku. czasem rażą mnie jednak hałasy podchmielonych grup. napij się jak musisz, ale nie mąć górskiej ciszy, bo tyle hałasu mamy w miastach!

  11. Wątpiący ? Says:

    Ktyteriów wyłuszczać nie ma co, bo co jest ładne i ciekawe, każdy widzi.
    Dam przykład, czemu to się nie znalazło w dzisiejszym?
    https://photos.google.com/share/AF1QipPCK8KgLEmD8auBrQ1nTVsFpvMGj0XRsdrQHbTRrZnCx7kfwUu_PgWhlS-6neXnWw/photo/AF1QipMSvPwiS83sIzgdx_dYGdhbhMUpvDP3WQ8H9swy?key=Z2diOU1kOGJKd1gtcGRPdTJMWTY3MlVnbnpPZm53

    (Skoro @basia może się podlizywać „Szefowi”, to ktoś może @basi? 😛 )

  12. Śladowy Says:

    O co chodzi z tymi śladami GPS?
    Dawniej były trasy dla dzieci i młodzieży, i te dla dorosłych (w domyśle chłopów, choć i baby chadzały), teraz jak nie masz GPS na rękawie, to się nie wybieraj bo powiedzą, że nie znasz się na górach..?..

    Do czego doszliśmy ?

  13. pak44 Says:

    @Basia:
    > Beskid Niski i Bieszczady
    Tam też miało być OK, ale po kierunku wschodnim x 2, zachodni zasłużył na uwagę..

    > Wiślanka w korku
    Usprawiedliwiał ją wypadek… Za to światła w Pszczynie… Brrr…

  14. basia Says:

    Profdocdr, ot, znane, malownicze słówko. Mainstream, powiedziałabym 🙂

    Tak, Czesi w tym ich piwnym hałasowaniu przypominają niekiedy gromadnie się bawiących Niemców. Może rechocik ma nieco inny odcień, może jest o ton wyższy (nie potrafię tego dobrze zdefiniować 😉 )… zresztą czescy piwosze wydają mi się statystycznie niżsi od swych zachodnich sąsiadów, stąd te brzuszki wyglądają komiczniej 🙂
    Ech, generalizacje! 😆

    Wątpiący ?, ano najkrócej temu, że ROI Paka4 pierwszy przygotował w blogspocie dostateczną liczbę interesujących ujęć, podesłał link do ew. wykorzystania; czerwonawa plama (i to jaka!) była wśród nich, zatem nie było sensu przelogowywać się do blogspotowego konta, umieszczać tam swoich ujęć, potem copy image location, itd., itp. — To wszystko zabiera czas, czas, czas, czas… 😉 – Aż tak trywialne wytłumaczenie, ale prawdziwe do bólu 😎

    Śladowy, witam Cię serdecznie! 🙂
    Też podchodzę…iłam do tych wszystkich zabawek elektronicznych jak kot do jeża… Bo w sumie przydają się, pomocne są, dają obraz, materiał porównawczy. Jeśli czegoś mi brakuje w tych ichnich modelach i statystykach – to wiarygodnych odniesień, jak zmienia się z wiekiem postrzeganie trudności czyli wysiłku ZEJŚCIA. Jak wiadomo, ani dwudziestolatki, ani przeliczniki punktów do GOTu czy kalorii zuzytych.potrzebnych nie wydają się zbytnio kłopotać tym detalem (no, może gdy para dwudziestolatków wyjdzie na zalodzone Granaty – bo sobie zaplanowała górskie podboje, a tu… na szczęście na ogół z pomocą ruszają dzielni TOPRowcy ze swoim śmigłowcem 😈 ).
    Więc, jak zwykle, doszliśmy do po(d)stępu 😈

    Paku4, poza wszystkim dojazd w Bieszczady trwa z Krakowa dłużej i żmudniej, parkingi wysokopłatne tam, szlaki takoż, a Wielka Fatra znacznie atrakcyjniejsza, co chyba widać na naszych fotografiach. Co się zaś tyczy Beskidu Niskiego – tam za bardzo nie ma gdzie porządnie pochodzić: żeby było z tysiąc metrów przewyższenia w podejściu, skałki, widoki rozległe i głębokie. Bez urazy (Przyjacielu Smutnego Diabła 🙂 ), ale antycypuję przepiękności dla rodzin z malutkimi dziećmi, a nie dla dorosłych wędrowców, wyposzczonych (ok, niedosyconych) za sprawą kapryśnego lata 2017 i innych czynników 🙂

  15. mru Says:

    ładne zdjęcie wybrałeś, Wątpiący?
    bez wątpienia ładne!:)

  16. pak4 Says:

    @Śladowy:
    Hm… nie mamy GPS na rękawie 😀
    Używam od jakiegoś czasu GPSa turystycznego. Czasem ku krytyce ROI Gospodyni, że gdzie ten romantyzm chodzenia po górach, skoro w każdej chwili można sprawdzić, czy nie zgubiło się szlaku 😀 (Choć bardziej serio mówiąc, to GPS zna tak z 90% szlaków, ale nie 100%, więc romantyzmu trochę bywa.)
    Główną funkcją jest więc mapa topograficzna, która na bieżąco pokazuje pozycje. Gadżet, bo gadżet, ale skoro jest to się można przyzwyczaić i docenić, że podnosi bezpieczeństwo na szlaku (czasem też pomaga w planowaniu trasy — przykładem mogło być całkiem spontaniczne wejście na Kojšovską hoľę, gdzie GPS był jedyną mapą, jaką mieliśmy). A że po powrocie można zgrać dane i zobaczyć ile się przeszło? Cóż, całkiem fajna funkcja 😉

  17. pak4 Says:

    @Basia:
    Tak. W taką pogodę Bieszczady kuszą (choć, szczerze mówiąc, liczba pokus jest dłuuuga…), ale te niedogodności sprawiają, że nie są to raczej góry na weekendowy wypad z Krakowa…

  18. owcarek podhalański Says:

    „Team grzybów stanowczo nie zbierał – zbierały się co prawda same”
    Jak to same? To grziby tyz miewajom skłonności samobójce? 🙂

  19. Polomany Says:

    Co to som za zwyczaje ❓
    O dziwnych słowach „dyskutuje się” z jednymi a ze mną nie ❓

    Zignorować ❓
    Zamilczeć na śmierć ❓

    Proponentka tego ostatniego sama skończyła.. wiadomo jak ❗

  20. basia Says:

    Mru, bo Wątpiący ? wszystkie wątpliwości swoje rozwiewa już na etapie pytajnika nicka… a dalej bieży bez zawahania i trwogi… 😎 🙂

    Paku4, niestety, człowiek bardzo szybko wyzbywa się nie tylko romantyzmu, ale i prostego uważania na znaki w terenie (bo cóż, jeśli się zagapimy, to Szef szybko sprawdzi i obwieści, czy jesteśmy 50 m na prawo, czy na lewo…) 🙂
    Zarówno nocny dojazd, jak i atrakcyjność-uroda Wielkiej Fatry biją na głowę wszystko, co można znaleźć w Bieszczadach.
    A na pociechę „naszym” wschodnim rubieżom powiem, że w miniony weekend na pewno i tam nie brakowało turystów. Ciekawe, po ile wstępy (na pojedynczą ścieżkę, nie na dzień 😛 ) i czy parkingi podrożały od 2012… 🙂

    Owczarku, To grziby tyz miewajom skłonności samobójce? – aż tak żle może nie jest, ale że AD 2017 charakteryzują się one dużym stopniem desperacji – to fakt niezbity: wyobraź sobie, podchodząc na Łabowską usłyszeliśmy z wiarygodnego źródła, bo od pasterza, że (one, grzyby) w tym sezonie z lubością dają się zjadać owcom. No szkoda, że nie z radosnym wrzaskiem! 😈 🙂

    Polomany, a to się najpierw nauczyć kopiowania słówek w oryginalnej postaci a nie odtwarzać „na piechotę” jakichś bezdiakrytycznych potworków 😛
    I może dobrze byłoby zdecydować się na któryś z nicków (chyba kilkadziesiąt już było z jednej maszyny)… — Wówczas pogadamy 😎

    Proponentka „zamilczania na śmierć” chciała tak ignorować (i nakazywać podobne postawy swym „podwładnym”) długotrwałe nicki „zakotwiczone osobowościowo” (zresztą, co śmieszniejsze, nie wypowiadające się bynajmniej pod blogiem jej autorstwa). Ale że była osobą starszą, co więcej, mocno przesiąkniętą autorytarnym, ba „aparatczykowskim” modus operandi – wybaczamy jej, zwłaszcza, iż już na boskim sądzie…

  21. Wątpiący ? Says:

    Jak widzę – mój postulat spełniony !
    Lepiej późno, niż.. ?

  22. basia Says:

    …Także po to, by pokazać absolutną odmienność konwencji: to zdjęcie zupełnie nie pasuje do wcześniejszych, czego nie zniwelują nawet potrójne gwiazdki odgradzające. I to są dylematy redaktorskie: nikogo nie ukrzywdzić (siebie też nie 😉 ), jednak efekt końcowy musi mieć ręce i nogi… powinien… 🙂

  23. Przyjaciel Smutnego Diabła Says:

    Ja nie przeczę, że Wielka Fatra lepiej się nada na całodzienną wędrówkę, i widzę, że koło siebie z trudnością bym znalazł miejsce gdzie w 2 godziny śmigasz 1K w pionie. 😆
    Tylko drażni mnie ten pęd „na zagranicę”, jakby każde wędrowanie na Słowacji czy Chorwacji 😉 to już było coś z definicji lepszego, niż nasze własne przepiękne okolice.

    A do kompletu „wielkich” rzeczy dorzucę Wam Chochulę, w dowód, że dokładnie przejrzałem i podczytałem podpisy.
    Do miłego!

  24. Hamak W Pokrzywach Says:

    Niby nie pasuje, ale kropelki niezłe.

  25. basia Says:

    Przyjacielu…, tak, Wielką Chochulę widzieliśmy dokładnie z kilku pktów! 🙂
    Czy Słowacja/Chorwacja to taka straszna zagranica gdy ktoś tam bywa kilkanaście razy do roku? — Powiedziałabym, że dla mnie większą „obcością” będzie Pomorze, Suwalszczyzna czy Warszawa – tak dawno tam nie byłam…

    Hamaku…, dzięki, mimo to nie pasuje, po prostu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: