Őrségi Nemzeti Park

…dużo ciekawsze było centrum kultury projektu Imrego Makovecza, a to dlatego, że każda realizacja Makovecza jest dziwna, a raczej dziwaczna. Chociaż może przesadzam, tyle już budowli Makovecza widziałem, a wszystkie były do siebie w gruncie rzeczy tak podobne, że właściwie przestały na mnie robić wrażenie. Owszem, nie sposób pomylić Makovecza z nikim innym, bezdyskusyjnie był to architekt z własnym stylem i niepowtarzalny także jako postać, jako żywy – dopóki żył – pomnik węgierskiego nacjonalizmu, neopogańskiej mistyki, a jednocześnie czołowy twórca tak zwanej architektury organicznej, który wprowadził do swych projektów prawdziwe azjatyckie szaleństwo. Przez lata oglądałem jego realizacje z osłupieniem, ale i podziwem dla owego konsekwentnego wymyślania spektakularnych oraz zupełnie niepraktycznych budowli, z tymi nieproporcjonalnie wielkimi kopułami, często przekrzywionymi, z falującymi portykami, szpitalnobiałymi fasadami, ze skrzydłami anielskimi, a może skrzydłami turula nieruchomo rozpostartymi przed wejściem bądź na szczycie budowli, które nigdy nie przynosiły ukojenia, a jedynie irytację i niepokój. Ale Makovecz mi spowszedniał i zaczął mnie nudzić nawet swymi najbardziej wymyślnymi budowlami. W Szigetvárze jednak poniekąd mnie zaskoczył, bo ten jego budynek (przed którym oczywiście stał pomnik Zrínyiego, tym razem ze wzniesioną lewą ręką wskazującą cel ataku i z szablą w prawej dłoni) najzwyczajniej mi się spodobał. Po obu stronach nieco banalnego – szczególnie jak na Makovecza – gmachu wznosiły się wielkie betonowe wieże z dziwnymi otworami bez szyb, jakby okienkami w kształcie łez wypływających z kącików oczu, przypominające budowle z Władcy‍ Pierścieni:‌ może wieże Mordoru, na których szczycie powinno pulsować płonące Oko Saurona, a może wrota Argonath, dwie potężne postaci wojowników w prawych rękach trzymające topory, a lewymi wykonujące salut rzymski. W środku jednak całość zdawała się opuszczona i wymarła, nie było nikogo prócz dwóch mężczyzn, z których jeden sprawiał wrażenie portiera lub ochroniarza, a drugi robotnika w trakcie nieustającej przerwy w pracy. Siedzieli na schodach znudzeni, lecz czujni, wysyłając niewypowiedziany komunikat, że nikt tu nie jest specjalnie mile widziany i lepiej byłoby im nie przerywać tego przetykanego jedynie pojedynczymi słowami nieróbstwa.

Reszta‍ też była wyludniona i ciemna, nikt widać nie zdecydował się przyjść i czerpać z tego źródła kultury, pozwolono nam jednak wejść do sali koncertowej i ten, który nas zaprowadził, włączył światło: sala była duża i racjonalnie zaprojektowana, co znów zaskakiwało, choć oczywiście nie wiem, jaka tam była akustyka, jak sobie dają radę orkiestry, o ile tam występują, ale wszystko sprawiało wrażenie porządnego, z tym że jednocześnie zbędnego.

Krzysztof Varga, Langosz w jurcie

To na długo ostatni cytat z Eksperta!
(Na Vajdahunyad! I Hunedoarę z jej cygańskimi pałacami!)
— Lecz zbyt silną była pokusa lekkoperwersyjnego zestawienia nawet samej myśli o Makoveczu… ze zwykłą salą wiejskiej remizy. O wystroju, jakiego już w latach siedemdziesiątych XX wieku powstydziłaby się niejedna polska wioseczka.
Do niezamkniętej, onirycznie cichej świetlicy trafiono w poszukiwaniu lokalizacji dzwonnico-strażnicy w kształcie spódnicy.
Tereny te – pograniczne, strażnicze, unikatowe przyrodniczo – objęto narodową ochroną dopiero 15 lat temu; nowe przybytki info w piękną sobotę zamknięte. Inne atrakcje nieporęczne albo groźne, względnie z zaszadzki… spokojna oldskulowa scena kompresuje-puentuje okolicę ciepło-sennie. Jakaż paralela z „odjechaną” Szigetvár! ;-/

(Przy czym też wygląda na funkcjonalną i funkcjonującą).

Zdjęcia: Pak4 i basia

[2.9.2017: Kőszeg. Ják. Őriszentpéter, Szalafő, Pankasz. …]

Őriszentpéter – obronny kościół w stylu „arpadzkim” (basia):

Skansenik Szalafő (Pak4):

Węgierskie bydło szare (Pak4):

Pankasz – wieża dzwonniczo-strażnicza (w mniej zamożnych wspólnotach pełniąca też funkcję kapliczki) ze „spódniczkowym” daszkiem (basia):

Reklamy

Komentarzy 7 to “Őrségi Nemzeti Park”

  1. pak4 Says:

    Ja tylko dokomentuję ostatnie zdjęcie — w Pankasz był kościół, chyba dość stary (nie że arpadzki, ale Marię Teresę to mógł i pamiętać), a tę konkretną dzwonnico-kaplicę postawić mieli miejscowi kalwini.

  2. basia Says:

    Dzięki! 😉
    Każda dawka uściślającego merytoryzmu przyjmowana z wdzięcznością jest! 😎

    ***** * *****

    Uprzedzająco 😉 zacytuję wprowadzający opis pomieszczony przy pierwszym zdjęciu z odnośnego albumu Paka4:

    Na mapie nas kusi Őrségi Nemzeti Park. Przewodniki przebiegają szybko… Piszą, że Őr byli strażnikami, że spotkamy specyficzne wsie, domy — obronne obejścia i wsie na wzgórzach; zachowane romańskie kościółki („arpadzkie”) i spódniczkowe dzwonnice-kapliczki (które budowano tam, gdzie wspólnot nie stać było na kościół). Dobrze, ale przyroda? Cóż, Park o sobie pisze tylko po węgiersku, więc udaje się namierzyć jakieś ścieżki edukacyjne, ale bez szczegółów. Nastawiamy więc nawigację na Ośrodek Informacyjny w Őriszentpéter. Na miejscu okazuje się, że z informacji nici, bo ta nie pracuje w weekendy… W końcu co to za pomysł, by do Parku przyjeżdżali turyści w czasie wolnym?

  3. TesTeq Says:

    Kusi nas, kusi kusa spódniczka,
    Lecz na drewnianych stoi paliczkach.
    Już same myśli o chutnym żarze
    Ściągają tutaj pożarne straże…

  4. basia Says:

    😀 😎 😀

    Niebawem pojawią się spódniczki trudniej palne… 🙄

  5. Jaś Beskidzki Says:

    Zaglądam z ciekawością, ale tak naprawdę czekam na opisy podbojów górskich. Ze świadomością uwarunkowań pogodowych, lecz jednak!

  6. Nemzeti Says:

    Spokojnie Beskidzki, oni jadą do Albanii, a tam nie ma uwarunkowań pogodowych i nic nie ma tylko góry ..

  7. basia Says:

    Jasiu Beskidzki, ze świadomością uwarunkowań 🙂 mogę zapewnić, iż coś jednak będzie. Lecz tym razem więcej (niż kilkunastogodzinnych wyryp) będzie bujania w górskich i zapierających dech okolicznościach przyrody.
    …Pod słońcem (co najmniej) pół na pół z deszczem… Niekiedy też bujania w chmurach i pod… 😎 Zapraszam serdecznie! 😉

    Nemzeti, a czemu nie Nemeczek?! Tak czeka(ła)m na ten nick… 😉

    ***** * *****

    U nas, po kilkunastu kwadransach prawie samorządnego słonka, zapierające dech oświetlenia (znaczy dramatyczne) — jakieś czarne chmurska na horyzontach. A Wisła wystąpiła troszkę, choć bywało znacznie gorzej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: