Dwa muzea

Pierwsze sławne-huczne na Polskę i poza; „ma” parę filmów kultowych, w erze których każdy czuł, że musiał przeszurać papciami parkiety celebrowane, zajrzeć w lustra za Stefcią R i Hrabiną C, oszacować, ile więcej westchnień by wydał, gdyby nie te 11 wagonów (a może pociągów?) wywiezionych pod koniec wojny do Lichtensztajnu za zgodą okupanta.

Po trzydziestu latach zwiedzanie to jeszcze gorsza masówka, niż drzewiej bywało. Kapcie trwają, przewodniczki komenderują grupami w stylu dziarskich babć zamierzchłych. Niektóre ważne pomieszczenia przynależne trasie „reprezentacyjnej” w sobotę wyłączono (II piętro zwiedza się osobno). Delektować się i chłonąć radośnie wciąż można – pod warunkiem dyspozycji wybaczającej i szukającej pozytywów a nie tych drugich. Inaczej widzisz imprezę na pograniczu sensowności – lepiej-taniej wyjdzie tu
Chyba, że chcesz koniecznie wąchać zmokłe róże – są darmo i robią wrażenie nawet w pogodę „dla opcji be”.
We wnętrzach wolno fotografować bez flesza, pań pilnujących i oprowadzających; tych drugich nie wolno też nagrywać.

Drugie muzeum… nowoczesne, przestronne, jasne, przyzwalające? – Co za kiczowate pomysły!
Ale.
Z tłumów kłębiących się pomiędzy pałacem a wozownią przeskakujesz pod pomieszczenia (w skrzydle stajni) tak ciche, off the beaten path, że masz wątpliwości, czy naciskać klamkę (może to nie tu?). Wewnątrz żywego ducha (prócz obsługi, która zachęca do „domowego” powieszenia mokrych okryć i parasoli). Placówka, choć słynąca z bogactw, okazuje się magazynem: wyeksponowano procent albo mniej, reszta wisi na wielkich-gęstych stalowych ramach. Gorzej, opisano tylko niektóre obiekty dostępne oczom (najcenniejsze? najstarsze?)
Cóż pozostaje? – Ano pogawędzić z muzealnikiem o tym i innych zainteresowaniach. Nieśpiesznie, wchodząc w klimat i logikę okolic…

Zdjęcia: Pak4 i basia

[1.7.2017: Łańcut – Park, Zamek, Oranżeria, …; Muzeum Ikon; rynek]

Reklamy

komentarze 22 to “Dwa muzea”

  1. Asia Says:

    Nie byłam jeszcze w Łańcucie, a bywalcy opowiadali cuda i dziwy. 🙂

  2. Ja Says:

    Czytam, oglądam, uśmiecham się. 🙂

    Zastanawiające, jak można w takim tłumie uniknąć fotografowania pań pilnujących i oprowadzających. To jakiś kiepski żart.

  3. pak4 Says:

    Pogoda na parasole, a nie na balony. Ale balony też można poćwiczyć:

  4. basia Says:

    Asiu, trzeba kiedyś… 🙂
    (Ja dawałam Łańcut za testowy przykład monachijskim Polakom, którzy padali na pysk i płask przed jednym czy drugim przepychem tamtejszych rezydencji (momentami szalonych): tak, zgoda, lecz z czym to możesz porównać w Polsce, co w ogóle widziałeś w kraju zanim tu przyjechałeś i zarobiłeś dostatecznie, by wyskoczyć tu i ówdzie w jedną czy drugą niedzielę… 🙂 )

    Ja, nie można – jeśli się nie zaplątają w kadr „wprost”, to choć odbiją w którymś z luster… 🙂

    Paku4, tak, tak, właśnie dokładnie tak to robię; sama wymyśliłam, bez fachowego instruktażu (choć nie od pierwszego podejścia do wyzwania 🙄 ) 🙂

  5. Jankora Says:

    Bardzo dziękuję za wszystkie relacje podróżne i górskie.
    Oglądam,ale coś mam problem z wpisywaniem komentarzy, znikają bez śladu.:-(

    Pozdrawiam Was wakacyjnie, mam nadzieję,że tym razem mój wpis ukaże się.

  6. Rozeznania galicyjskie | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] widzisz? – widzę… dziwujesz się? – dziwuję się… « Dwa muzea […]

  7. basia Says:

    Jankoro, jak nie mam zwyczaju narzekać na tę platformę blogową, tak w ostatnich tygodniach (zdaje się, iż) robi niekiedy małe i większe psikusy. Miejmy nadzieję, że to przejdzie, na razie sprawdzam spam, ale nic nie widzę… — Proszę ponawiać próby. I zapisywać-zachowywać wypowiedzi (ctrl a, ctrl c, ctrl v)…
    A w końcu zawsze można znaleźć plus dodatni tego wszystkiego – jest lato, są wakacje, mogą być nawet i od blogów. Czego bym nie chciała, ale jeśli taka wola nieba… … … 🙄 😉

    (Na razie lipiec taki sobie — właśnie umknęłam przed deszczem… więc w sumie poczytać i pooglądać można… 😎 Popisać też 😎

  8. pak4 Says:

    @Asia:
    Lokalnie punktem odniesienia była raczej Pszczyna (zresztą cały czas snułem sobie porównania — Pszczyna trochę mniejsza, ale jakby trochę ładniej zakomponowana z parkiem). Ale i Łańcut odwiedziłem — inaczej się nie dało.

  9. basia Says:

    Hmmmm, a co dla mnie było w dzieciństwie „zamkiem, pałacem modelowym”? — Łańcut czy Wawel? —

    Chyba jednak Łańcut. Wawel osobny jest.

  10. Asia Says:

    Paku4, moim punktem odniesienia też zawsze była Pszczyna i pszczyńska księżna D. 🙂

  11. basia Says:

    Taaak, księżna D. odniesieniem atrakcyjnym jest; sama się delektowałam 🙄 i to dwukrotnie jej prozą, którą ROI Paka4 odbiera jako niskich lotów… 😉

    Ale o/w pszczyńskich pałacowościach powstał tylko jeden wysokolotny film… — I nawet ze słynną sceną na (nieupieczonych) makowcach – nie przebije Trędowatej z Cosel… Chyba, że wziąć za dobrą monetę podziękowania realizatorów filmu o tragedii Stefci R. dla… surprise, surprise – także Zamku w Książu. (Dla niezorientowanych – Książ to druga, mniej bardziej lubiana przez księżnę Daisy, wielka rezydencja rodu von Pless) 🙂

  12. pak4 Says:

    @Basia:
    Ośmielę się poprawić. Księżna D., o ile pamiętam, preferowała Książ, natomiast Pszczyna była oficjalną siedzibą księstwa, dlatego von Pless.

  13. basia Says:

    😳 — Tak, oczywiście! 😳

    Czyli – z czytaniem pamiętników księżnej czy też bez – Pak4 jest lepszym ekspertem od Pszczyny-Książa, niż wyżej podpisana… 🙂

  14. TesTeq Says:

    Pak to śmiałek nie z tej Ziemi!
    Gospodynię zaczerwienił!
    Kłam jej zadał, spostponował,
    Aż ją rozbolała głowa,
    Więc zaczęła pedałować
    Żeby stres swój rozładować!

  15. basia Says:

    Kolejność była odwrotna: ona właśnie wróciła z roweru i w skołowaniu (oraz z jakimś uporczywym owadem pod lewą powieką) pomięszało jej się… 🙄

  16. TesTeq Says:

    Więc… jechała na rowerze
    Ścieżką krętą przy barierze
    I rzęsami tak machała,
    Że owada aż złapała?
    To jest całkiem nie do wiary,
    Żeby łapać tak komary!
    Nawet najzręczniejsze zuchy
    Okiem nie pochwycą muchy!

  17. basia Says:

    🙂 😎 🙂

    Najbezpieczniej mieć założone okulary słoneczne albo jakiekolwiek sportowe. – Nawet po zachodzie słońca, albo zwłaszcza wtedy — nad Wisłą muszki wszelkiego rodzaju uaktywniają się wieczorową porą, a w ostatnich sezonach uaktywniają się w wielkich ilościach. Można łapać oczami, nosem, uszami, gębusią oczywiście też… Bardzo lecą na truskawkowy błyszczyk do ust… 🙄
    Zazwyczaj mam okulary na nosie, ale wczoraj zdjęłam… i pożałowałam już po paru minutach… 🙂

  18. TesTeq Says:

    Ja unikam truskawkowego błyszczyka. Nie tylko na rowerze. 😀

  19. basia Says:

    Nazwijmy go zatem balsamem ochronnym. Bywają też smakowe. Przydają się latem i zimą (np. na nartach). Ja potrzebuję też w podróży – miaszanka 😉 godzin w puszce na kółkach i na wywianym, słonecznym szlaku tak jakoś działa na moje wargi, że bez ochrony ani rusz 🙂

    Hmmm, pewnie jest w tym temacie oferta smaków i zapachów odstraszających owady a przyjemnych dla ludzi, tylko ja o tym nie wiem… 🙂

  20. pak4 Says:

    Coś piszą, że mają się ukazać jeszcze w tym roku jakieś zapiski księżnej Daisy, które nie wyszły w jej pamiętnikach. Podobno o młodym Churchillu pisała…

  21. TesTeq Says:

    Chuch Norris nie smaruje warg. Ma spękane jak Szczeliniec!

  22. basia Says:

    Paku4, pomyślało mi się, że ktoś obejrzał wiadomy serial o brytyjskim dworze z okolicami i postać Churchilla (kontrowersyjnie tam pokazana) „zainspirowała go” w stylu „co by tu jeszcze?”… 😈
    …Ale niech publikują… Skoro mają… 😛

    TesTequ, to błędna strategia, ale kimże ja jestem, by pouczać Chucka Norrisa? 😮

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: