Było, nie było

Jakże inaczej jechało się w góry i chodziło po górach ćwierć wieku temu!

Podczas redakcji ostatniej notki górskiej wspominki i porównania szczegółów osiągnęły poziom natręctw.
Może dlatego, iż są – chcąc nie chcąc – częścią szerszego problemu: wraz z postęp(k)ami „polityki histerycznej” niejednemu przychodzi żartobliwie egzaminować patryjotów z podstawowych dat-faktów, od koronacji Chrobrego przez unię brzeską po upadek powstania warszawskiego, od upowszechnienia cukru, ziemniaka, truskawek, po rajstopy, dżins, goreteks.

– Czy wiesz, że gdy ciocia ruszała w pagórki – nie było dżipiesa turystycznego, ba jakiegokolwiek?…
– Napraaaaawdę? A Mieszka Pierwszego też ciociu znałaś?
…A sarenki biegały po autostradach, czy były mądrzejsze?

Dziecięciolatkom wolno.

Reklamy

komentarze 32 to “Było, nie było”

  1. Tom Says:

    Nie było
    plastikowych pojemników turystycznych
    goreteksu w sklepach
    pasów bezpieczeństwa w samochodach
    bananów na żądanie
    i wielu innych rzeczy.

    Ale było pięknie, była ta nasza młodość! 🙂

  2. Ja Says:

    Były
    wielkie plecaki z aluminiowymi stelarzami – powszechne na szlakach.

    Pozdrowienia ślę i gratuluję podbojów. Wiosna piękna, trzeba korzystać, kto może.

  3. basia Says:

    Tom 🙂 tak, pamiętam u wysezonowanych turystów aluminiowe pojemniki turystyczne: powgniatane, brzydko się starzejące, ciężkie i zajmujące mce w plecaku… Ale pokolenie chodzących rodziców znosiło je dumnie do jadalni na śniadania (po różnych turbaczach i jaworzynach…)
    Ja pierwszego curvera pozyskałam drogą prezentu latem 1991. Od ludzi z Zachodu. Mam do tej pory. „Made in Holland” – zdumiewające, że takie rzeczy kiedyś wyrabiano gdzie indziej, niż w Chinach…

    Goreteks? — Hmmm, to zależy, czy weźmiemy rok 1990 (lub dokładnie ćwierć wieku – 92), czy 2. połowę lat 80. Bo przypominam sobie, że „nowomodne” buty górskie (wibram + goreteks albo ekwiwalent) kolega testował na wspólnej wycieczce gorczańskiej właśnie w lutym 90. Wówczas awangardą technologiczną byli bywalcy różnych konferencji, pobytów naukowych, itp., którzy nie musieli odkładać diet i inych dochodzików na mieszkanie, itp. Stąd pierwsze dotyki ski-turów i ich foczek, stąd oddychające kurtki, dobre buty, termosy, …
    No i himalaiści mieli wypasy… — Inni podziwiali, niektórzy z nich, z zazdrością 😎

    Ja 🙂 a jak miło teraz czasem spotkać takie plecaczysko na szlaku! 😀 — bardzo rzadko, ale się zdarza!
    Kierowcy aut stopowanych przez nas na Zachodzie mawiali, że nie rozumieją, jak takie drobne dziewczyny mogą chodzić po autostradach z tak wielkimi plecakami. Bo też i mieli trochę zachodu z wpakowaniem tego wszystkiego do auta (gdy się już zdecydowali zatrzymać 🙄 )

  4. pak4 Says:

    Goretex chyba nadal produkuje się tylko w USA. Ale już rzecz z goretexu — wszędzie…
    A ja pamiętam, jak koleżeństwo licealne wybrało się na pierwszą wspólną wyprawę do Indii i Nepalu, na którą to okoliczność zakupili pierwsze znane mi z autopsji polary…

  5. basia Says:

    Oj tak — Polar!!!
    Mój pierwszy zakupiłam, drogie dziateczki, jesienią 1998 na street market Walthamstow. Kremowy, przez głowę wdziewany, więc średnio praktyczny, a kosztował całe dziesięć funtów (ówczesnych!!!) Marzyłam o klasycznym trójkolorowcu Tommy Hilfiger i nawet mnie było stać… A tym bardziej byłoby w czasie obniżek pobożonarodzeniowych, ale po pierwsze potrzebowałam coś ciepłego JUŻ przed zimą, a po drugie postanowiłam sobie odmówić droższych fulwypasów na intencję niewiadomej a przewyższającej prawdopodobnie wszelkie oszczędności me ceny mieszkania, jakie miałam nadzieję zakupić po powrocie do Krk…

    Ten polar wciąż w użyciu. Obecnie mam cztery albo pięć i jeszcze jeden wymarzony-praktyczny też by nie zaszkodził 🙄

  6. Ze-Tor Says:

    Ubiory, wyżywienie, a do tego, czym i jak podróżowaliśmy!

    Jedno zmieniło się na minus, bezdyskusyjnie – komunikacja publiczna. 😦

    Śpieszę się, ale dodam na szybko, że bardzo lubię, jak jest tyle czytania z rana, od Basi i od Was. 🙂

  7. Wątpiący ? Says:

    Maluchem bez klimatyzacji.
    Śmierdzącymi autobusami.
    Brudnymi pociągami.
    Rozklekotanym starem, też na pace.

    🙂

  8. Renata Says:

    Potraficie, oj potraficie poruszyć czułą strunę w sercu zapracowanej kobiety!

    Zapytam nie o polary i goreteksy, choć ciekawiło by mnie, jaka była receptura na podeszwy traperków z „Podhala Nowy Targ”, (one były inne, niż wibram, znajomi twierdzą, lepsze).

    Zapytam, kto powie bez szukania, co to był osinobus? 🙂

    I pod nogę, a na wesoło!

  9. Kumaty Says:

    Sarenki były dużo madrzejsze!;D

  10. Przelotny Gość Says:

    Gdybym miał więcej czasu, tobym wam opowiedział, jak się zmieniło w tym samym czasie (25-30l.) życie dzierżawcy schroniska/bacówki/itp. Jako że nie mam czasu – wyobraście sobie sami! 🙂

  11. Jaś Beskidzki Says:

    Były
    ostatnie wieże triangulacyjne, niekiedy bardzo niebezpieczne już.

    Nie było
    wież widokowych takich, jak je dziś znamy.

    Były
    pancerne konserwy, jeśli ktoś wystał w kolejce albo miał znajomości.
    Mleko w proszku, to w granulacie trudniej dostępne.

    Nie było
    żywności pakowanej próżniowo, mleka UHT, śmietan porcjowanych do kawy. Mleka kondensowanego też praktycznie nie było, choć teoretycznie tak.

    Były
    białe skarpety frotte, bardzo gorące i nieprzepuszczalne, choć podobno bawełniane.

    Nie było
    odzieży termalnej, właściwych skarpet, dobrych wkładek ortopedycznych dla platfusów.

    Gdyby dzień był mniej piękny – opowiedziałbym Wam, gdzie i jak sypiałem i czym przemieszczałem się po Bieszczadach w 1. połowie lat 60. XX wieku. 🙂

  12. kij włóczy Says:

    słabo pamiętam i nie interesowałem się aż tak bardzo (przyznam), pamiętam tylko, że karimaty drogie i badziewne były, tak mówili starsi kolesie zakręceni w tym kierunku:)

    gratki za ostatnie, znów się notowało miło:)

  13. basia Says:

    Ze-Torze, Jedno zmieniło się na minus, bezdyskusyjnie – komunikacja publiczna. — z takiej np. Ochotnicy (Górnej, dowolnej) w niedzielę nie wydostaniesz się jeśli ktoś się nie zmiłuje prywatnie. Przerabiałam 1 lipca 2012 🙂

    Aby ktoś mógł czytać – pisać musi ktoś — niech o tym pamięta Szanowny i Pozostali! 😉 😎

    Wątpiący ?, Śmierdzącymi autobusami. — tak, niektóre potrafiły nieźle wonieć – wewnątrz! – dieslowskimi spalinami. O czym się przekonałam wiosną 1999 gdy się wybrałam rzemiennym dyszlem z wizytą rodzinną („podjadę rano autobusem do miasta O., skąd mnie odbierzesz a potem podrzucisz wieczorem na pociąg do K.”): podczas 3 lat podróżowania po UK i Europie raczej taniej, niż drożej, czyli autokarami National Express i podobnych, odzwyczaiłam się od smrodu, niedomycia, strasznego kurzu naszych autosanów. Cierpiałam w ten marcowo-niedielny poranek okropnie (na pograniczu drastyczniejszych objawów choroby lokomocyjnej) 🙂

    A pakę starów (czy innych) z drewnianymi ławkami wokoło burt i brezentowym dachem pamiętam z dzieciństwa. Mgliście, ale jednak 🙂
    W 1990 czy 92 ten ostatni styl przewozu osób chyba już zanikł… No, może jeszcze trwał w jakich Bieszczadach, itp. … 🙂

    Renato, podeszwy butów górskich z Podhala N.T.? — To jest tak zwane bardzo dobre pytanie! Pamiętam ową wycieczkę zimową z lutego 1990 do „naszej” (=Drużyny) bacówki w Gorcach, gdy kolega testujący swe nowe traperki wibram+goreteks ślizgał się paskudnie na śniego-lodzie… A my nie 🙄 („choć tyyyyyleee zapłacił” 😈 )

    Ależ ja oczywiście powiem bez szukania, co to był osinobus, bo takowy dowoził pracowników do POMu (co to były POMy, drogie dziateczki? 😀 ) i zatrzymywał się rano o którejś tam a także kwadrans po trzeciej pod starą kuźnią, naprzeciwko domu, choć po drugiej stronie (ładnej) dolinki potocznej 🙂
    Wystarczy? — Bo obrazek powie więcej, niż tysiąc słów:

    osinobus z Dąbrowy Tarnowskiej, a więc z niedaleka ;-/

  14. basia Says:

    Nb, osinobus POMu nie kursował dostatecznie daleko 🙂 — w czasach licealnych czasem wydostawałam się w poniedziałkowy poranek z domu „do pociągu” autobusem pracowniczym ZNTS – to było coś jakby berlieta przyciąć o jedne drzwi 🙂 – Ojej, jak to maluteństwo potrafiło być zapchane pracownikami i pozostałymi pasażerami!

    (Czymś takim pojechaliśmy też w 1982 do Częstochowy – gdy z powodu stanu wojennego z wizyty na sześćsetlecie obrazu zrezygnował Papież.)

    W chwilce czasu poszukam dokładniej, na razie obrazek „przybliżony” z warszawskiego blogu transportowego:

  15. basia Says:

    Kumaty, a skąd Szanowny wie? 😀

    Przelotny Gościu, dowożenie zimą chleba skuterem śnieżnym całemu przysiółkowi? 😉

    Jasiu Beskidzki, pamiętam walące się triangule na Kiczorze Gorczańskiej, Radziejowej, chyba Baraniej, jakąś zgniliznę na Gorcu samym…
    Nowe wieże fajne są, ciekawe, ile wytrzymają?

    Pancerne konserwy wciąż są, ale ich zawartość nie umywa się do dawnej konserwy turystycznej. Prawdę mówiąc teraz da się toto jeść chyba tylko pod widmem głodu 🙄
    Inna sprawa, że nauczyliśmy się jeść – na wędrówkach, w plenerze, podczas sporego wysiłku – nieco inaczej, niż w domu
    I fakt niezbity – dobra bielizna, odzież (spodnie oddychające, dwuwarstwowe w okolicach kolan), skarpety i wkładki (komu trzeba) to jest postęp niewątpliwy, a nawet prawdziwy Postęp przed wielkie Pe! 😎

    Kiju Włóczy, pierwsze karimaty, z jakimi miałam do czynienia (1985, obóz wędrowny po Beskidzie Niskim) były okropnie nietrwałe, gąbeczka po prostu. Niszczenie postępowało po każdej nocy (choćby zarysowania podczas wyciagania z namiociku tych wielkich plecaków!)… A kosztowały krocie, i to jakoś po znajomościach (koleżanki). Moja własna mata, kupiona w Norymberdze w 1989 była w porównaniu wzorem trwałości i stylu. Istnieje dotąd… a raczej dogorywa: ładnie na niej rower ocieka ze śniegu 😉

  16. Kasia Says:

    popytam rodzicow i wujka:)

  17. basia Says:

    Koniecznie, koniecznie trzeba pytać starszych o wszystko, co nas interesuje. Póki czas… pytać, interesować się 🙂

    Nb, znalazłam wspominany wcześniej zetenteesowski autobus-mikrobus autobus klasy midi 😉 — Jelcz 080!
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jelcz_080
    Egzemplarz, którym jeździłam (czasem, bo późno ruszał – jakoś za dziesięć szósta, na dodatek b. okrężną trasą docierał do miasta Brz – więc na ósmą w Krk odpadał!) miał czerwonawy pas dołem, na żółto-pomarańczowym, poza tym identiko 😎

  18. Ze-Tor Says:

    Cytuję z powyższego linka GoDpodyni:
    „Na początku lat 70. XX wieku władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej podjęły decyzję o modernizacji taboru komunikacji miejskiej[2]. W tym celu już w latach 1970–1972 na warszawskich ulicach rozpoczęto testy modeli: węgierski Ikarus 242, zachodnioniemiecki Magirus-Deutz M170-S11H, francuski Berliet PR100, włoski FIAT 420A, brytyjsko-duński Leyland Lidrt 12/4 Worldmaster, hiszpański Pegaso 5023, japoński Hino RC620 i czechosłowacka Karosa SM11[3]. Zwycięzcą został Berliet PR100”

    I dzięki temu Warszawa wyglądała jakiś czas jak zachodnie miasto. 😉

    A pamięta ktoś Nyski-mikrobuski. Ludzi woziło się też Żukami. 🙂

  19. pak4 Says:

    Autobusy słabo pamiętam, choć bywały. Lepiej pociągi… Malucha, w którym gasiło się silnik, by z górki zużywać mniej benzyny na kartki, też 🙂 (Noale wtedy nie było żadnych blokad kierownicy, wspomagania itp.)

  20. Ja Says:

    O oszczędzaniu paliwa i sposobach pozyskiwania go, zwłaszcza diesla, tzw. „ropy”, można długo!

    A czy zauważyliście, że w miarę, jak ludzie przyzwyczaili się do codziennego podróżowania, znikło zjawisko choroby lokomocyjnej? Nie pamiętam, kto i kiedy ostatnio wspominał pastylki przeciw nudnościom. Nawet w samolotach nie widuje się już torebek, które dawniej umieszczano przy każdym siedzeniu.

  21. pak4 Says:

    @Ja:
    A nie wiem…
    To znaczy tak z rozmów wynika, że:
    — mniej odporne są dzieci*,
    — gorzej jest na tylnym siedzeniu.
    Więc jeśli dziecko z tylnego siedzenia awansuje na przednie, to i problem znika 🙂

    *) Sam miałem chorobę lokomocyjną tylko podczas przejeżdżania przez Ochaby na wiślance… Czego do dzisiaj nie potrafię ogarnąć 🙂

  22. TesTeq Says:

    Nie łaziłem, nie łażę i nie będę łaził. Chyba że dla towarzystwa. Góry jak były nierówne, tak są. Nikt nic z tym nie zrobił! 👿

    Czasy przed wynalezieniem telefonów komórkowych były okropne. Nie można było zadzwonić ze szlaku i się pochwalić: „Właśnie wchodzę na Śnieżkę! Halo! Coś przerywa…” 😛

  23. TesTeq Says:

    @Pak4: Na przednim siedzeniu problem nie znika. Wiem. Natomiast nie słyszałem jeszcze o kierowcy z chorobą lokomocyjną. Tak jak w przypadku VR nudności wynikają z braku pełnej synchronizacji wizji, przeciążeń i własnego działania.

  24. pak4 Says:

    Po latach pewne rzeczy wyglądają mniej dramatycznie:
    http://www.plotek.pl/plotek/7,154063,21901392,krolowa-elzbieta-fanka-netflixa-obejrzala-serial-o-swojej-mlodosci.html#Czolka3Img 😆

    @TesTeq, 9:29am:
    Własnie słyszę, że w moim mieście, w centrum przesiadkowym, postawią pierwsze publiczne ładowarki do smartfonów. Teraz sobie wyobrażam młodzież za 20 lat: „A gdzie ładowaliście smartfony, gdy nie było publicznych ładowarek? A gdzie, gdy jeszcze nie było autobusów?”
    @TesTeq, 9:33am:
    Wszystko wskazuje na to, że masz rację…

  25. TesTeq Says:

    @Pak4: My, starzy ludzie, pamiętamy czasy, gdy w centrach przesiadkowych było trudno o toaletę niezamkniętą na klucz w informacji. O czystości tego przybytku i jego zdatności do użycia nie wspominam…

  26. basia Says:

    Ze–Torze, nyski-mikrobuski pamiętam jak najbardziej. Woziły nas one jeszcze pod koniec lat 80. na różne wystepki w okolicy (nas czyli „chór Taty” – akurat był nyskowej wielkości ten chór, no i nyska była w okolicy, do wynajęcia w niedzielę).

    „Warszawa – zachodnie miasto” – pewien „powracający szuka żony” a w zasadzie nawet znalazł już narzeczoną…, który zabrał się z naszą grupą (duszpasterstwa akademickiego + kilkoro licealistów) na pamiętną pielgrzymkę* 1984 w Alpy, do Widnia i – last but not least – do Włoch, Rzymu i Watykanu – wracał z tego swego Czykagu przez stolyce i nam legendy opowiadał podczas spotkań organizacyjnych, że w Warszawie to już co trzecie auto jest zachodnie, a tu… no gorzej, znacznie gorzej… 🙄

    Paku4, „zwyczaj z górki na bezzapłonowym luzie” znam zarówno z końca lat 70. (skuterek mityczny), jak i od niektórych „mądrych inaczej”, którzy te idee przodków przenieśli w XXI wiek. Strach się bać… 🙄

    Ja, aviomarin nabywany i eksponowany przed pierwszą wyprawą „do Cioci” czyli Krakowa tak sugestywnie na mnie podziałał, że prawie owej przypadłości dostałam 😆 Ale naprawdę słabo mi się robiło w dzieciństwie w autobusach gdy złożyło się kilka czynników: plucha-deszcz, brud i nieszczelność (spaliny w kabinie) + zmęczenie (po szkolnych zawodach sportowych). Z tym, że, o ile pamiętam, do incydentów zwrotnych nie dochodziło (ach ta siła woli!) 🙂

  27. basia Says:

    Paku4, gorzej na tylnym siedzeniu – we wrześniu 1989 przejechałam trochę km autostopem po Grecji (i Bułgarii). Na początku drogi przez wysokie góry Epir (czyli c.a. z okolic Meteorów do Joaniny ) młody kierowca (wracający do J. na początek roku akademickiego jako wykładowca) podał na tylną kanapę, gdzie umościły się plecaki i Przyjaciółka, butlę z lodowatym, świeżo wyciśnietym sokiem pomarańczowym wraz z dyrektywą, by alarmować w razie czego… Trochę nie rozumiałam, aż do marca zeszłego roku, gdy wspólnie z ROI (Paka4) przesiedliśmy się do tyłu, by dać okazję innym do zapoznania się z limuzyną zastępczą na pogórskich, krętych drogach… 🙂

    TesTequ, o tak, telefony, mmsy, selfiki, telekonferencje ze szczytów, wielkoekranowe też… Trzeba teraz wejść naprawdę wcześnie, by było cicho… Ale dzięki tym przechwałkom jest mniej picia piwa na szczytach… No i palenia papierosów — wszystkiego się nie da! 😈

    Ubikacje! 1 marca 1999 zapłaciłam na Victoria 20p za pachnącą, sterylną kabinę; 2 marca, wylądowawszy w Krk po nocnej jeździe, uiściłam złotówkę (czyli podobnie) za brudne okropieństwo, niedomykające się, z pływającymi długopisami, etc. …i oburkliwą babcią kloz… 🙄

    Ładowanie telefonów! — U nas jak u nas, ale w Afryce – często najważniejszy punkt na okolice!

  28. Krakowianka Jedna Says:

    Obejrzałam wszystko, przeczytałam wszystko, gratuluję nowych podbojów i umiejętności reportażowych.
    Mnie oczywiście interesują łagodne okolice pod Krakowem: byliśmy w Ojcowie, byliśmy w Dolince Mnikowskiej, pogoda się udawała, towarzystwo zadowolone, także dzięki za inspirację.

  29. szpila Says:

    Także gratuluję, także, także!
    „Podróżnicy” zapatrzeni w siebie, epatują wyjściem na kopiec Kościuszki, brawo, brawo bis!

  30. basia Says:

    Krakowianko Jedna, dzięki! 🙂
    I również gratki z powodu wyskoków tudzież zadowolenia z nich! 😎

    Szpilo, nie-no, nie tylko w siebie! — W mapę, przewodnik, drogę, cel… 😎
    I pewnie, że brawo, na brawach performerzy mogą odetchnąć nieco… taka śpiewaczka koloraturowa dla naprzykładu… 🙄

  31. pak4 Says:

    @Krakowianko:
    Co do łagodności dolinek względem gór, to ja bym nie miał jednoznacznych opinii. Czasem taka skałka wapienna potrafi być mniej łagodna, od niejednego beskidu. O szczekających pieskach w tym porównaniu nie wspominając.

    Szpilo:
    Mamy dobre wzorce:
    http://withlove.pl/poradnik-jak-zdobyc-mount-kraka-w-stylu-alpejskim/

  32. basia Says:

    Taaak… a już się tak cieszyłam… Lecz pod koniec opisu okazało się jednak, że Mount to Mound, niestety… 😥 😥 😥

    😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: