Dolinki Podkrakowskie: Będkowska i Kobylańska

Dwadzieścia i więcej lat temu widywały członkinię Teamu jako regularnego gościa.
Głównie rowerowo – bywało, że kilka razy w sezonie tą samą trasą (inną pogodą, porą dnia, z towarzystwem lub solo, z obowiązkami w okolicy bądź czysto relaksowo…)

Są Dolinki ewenementem, kolejną z licznych atrakcji okołokrakowskich, magnesem przyciągającym geologów, wędrowców, wspinaczy, rowerzystów, botaników…

Lecz wyskok do nich jakoś coraz trudniejszy. To nie to, że aut przybyło. Owszem, ale per saldo kultura traktowania rowerzysty bodaj wzrosła (a armia cyklistów rośnie w tempie zapierającym dech, zatem zmotoryzowani przywykli do „utrudnień”, uwagi, szacunku… – wszyscy lub prawie wiedząc, jak to jest „po drugiej stronie”)…
– Po prostu gdy pogoda dobra – idzie się wyżej, gdzie powietrze lepsze, przestrzeń dla nieskrępowanego wyżycia się większa. Gdzie unikniesz typowych dolinkowych tłumów niedzielnych.
=> Jeśli masz czas i szansę na dłuższą wycieczkę – nie wybierzesz wszak krótszej!
(A kryterium dobrej pogody poszerzyło się jakoś…)

Tymczasem w ostatnią sobotę Team – spotkawszy się na drugim śniadaniu (gorąca szarlotka), wysławszy Delegatkę na Targi Książki (przed trzydziestką dopieszczasz jeszcze duszę, po – już wyłącznie ciało;p) – nie miał opcji doskokowej górskiej.
Pozostało „może coś na Jurze… byle szybko…”

Tak się ląduje w Dolinkach – w niepewną pogodę, przed wydawaniem obiadu dla sześciorga.

Przewędrowali dolinki dwie. Nie padało. Wrócili. Wydali. Ucieszyli się kompanią, autografami i zdjęciami okołoksiążkowymi tudzież własnymi podbojami/przypomnieniami. Początkiem Złotych Świąt, które pogodowo i ogólno-wegetacyjnie określili jako raczej koneserskie, niż spektakularne. Zaś aspekt rodzinno-towarzyski był jeszcze bardziej rewelacyjny, niż przed rokiem. Ciekawe, jak długo można eskalować (aspekta onego)? ;D

Zdjęcia: Pak4 i basia

[29.10.2016: Kobylany (cmentarz) – Dolina Będkowska (Brandysówka, Czarcie Wrota) – Kawiory – Będkowice – Dolina Kobylańska – Kobylany]

Odpowiedzi: 13 to “Dolinki Podkrakowskie: Będkowska i Kobylańska”

  1. pak4 Says:

    Do linki: https://goo.gl/photos/EGX8mMpDYFxBNFyQ7

  2. basia Says:

    Dzięks!😎

    Ja też zdjęcia uzupełnię gdy tylko przetrzebię i opiszę… z grubsza…😀

  3. gradus Says:

    lubię jesień „koneserską”!
    pozdro dla niezmordowanych włóczykijów!🙂

  4. basia Says:

    Dzięki!🙂 I wzajemnie, proszę Kolegi Włóczykija! 😎

    A na Kasprowym 10 stopni mrozu…
    http://kamery.topr.pl/

  5. nietoperek Says:

    dzieks
    za
    dedykacje

    /wykrz/

  6. TesTeq Says:

    Gorąca szarlotka może pysku poparzyć.😀

  7. gradus Says:

    testeq,
    pysku POparzony – źle
    pysku NIE WYparzony – tyż źle
    jak żyć?😉

    basia,
    chcielibyśmy, ale marzenia to jedno a starania i dokonania – drugie.😦 dlatego zazdrość ogarnia gdy Wy tak pomiędzy późną szarlotką a obiadem.🙂

  8. Anonimowa Celebrytka Says:

    Całą rodziną uwielbiamy Dolinki – zimą, wiosną, latem, jesienią. Mąż też bardzo lubił.

    Tłumy nie przeszkadzają mi, obserwuję dorosłych, cieszę się radością dzieci. A to tak blisko z miasta.

    Pozdrawiam wszystkich Wędrowników, dbajcie o siebie jesienią!🙂

  9. Ja Says:

    Samochodem pod samą Brandysówkę – niesłychane…

  10. Anonimowa Celebrytka Says:

    Samochodem pod uczelnię – dawniej też rzadkość, obecnie prawie reguła.🙂

  11. Ja Says:

    Jeśli to twoje miejsce pracy – czemu nie!🙂

  12. Mela Woman Says:

    Niestety, w tym okresie roku mam za wiele obowiązków rodzinnych, by zamarzyć o jakimkolwiek spacerze!
    A szkoda, bo u nas panowała niezła pogoda w porównaniu z większością dni października.

    Spośród turystycznych okolic na północ od Krakowa, poznałam tylko Ojców.

  13. basia Says:

    NIetoperku, wspominaliśmy tam Cię przez czasz czały albo prawie! 😎

    TesTequ😀 zanim szarlotka wyląduje na talerzyku – już się trochę ostudzi. Podczas konsumpcji z konwersacją ostudzi się głębiej i dalej…

    …Lecz gdyby miała troszkę sprzyjać wyparzaniu niewyparzonego, jak sugeruje Gradus – to może nie byłoby źle…😎
    (Marzenia trzeba kuć póki gorące, inaczej nic z nich! 😉 )

    Anonimowa Celebrytko, ja także, jeśli już tam wyląduję w piękny poniedziałek wielkanocny, powiedzmy przed koncertem Misteriów Paschaliów, cieszę się, obserwuję, endżojuję. Lecz z wolnej nieprzymuszonej woli (czytaj – całego wolnego dnia) nie wybiorę…😀

    Ja, jakiś dojazd był tam zawsze, teraz jest asfalcik wąski… A jakoś dojechać trzeba… z tymi wszystkimi kaskami, linami, uprzężami…😎

    Mela Woman🙂 oj, tak, trzeba się nieźle sprężyć, a i tak niektórzy niewiele zmieszczą poza czynnościami religijnymi, porządkowymi i kulinarnie-organizacyjnymi.
    Traktuję ten czas (jeśli dany) jako kolejny łut szczęścia, podarek losu.

    A Tarnów był bardzo kolorowy już na samym początku października… – Ostało się coś do Złotych Świąt?🙂

    Dzięki wszystkim Państwu za docenienia, gratulacje, wizyty albumowe, dusery pro-wędrownicze, troskę i troskliwość, inne zalecenia… etc., etc. 😎 😎 😎

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: