Veľký Sokol w Słowackim Raju

8.8.2016
Kanionem Wielkiego Sokoła mieliśmy pójść „samego” szóstego sierpnia. Bo ma on reputację… pewnej takiej notoryczności. Może ze względu na długość tej rokliny, może z powodu konieczności wędrówki dnem strumienia, po oślizgłych głazach, kamieniach, butwiejących pniach, przeskakując setki razy z brzegu na brzeg.

Prawdopodobnie hardkorowcy poczekają na warunki specjalne: lodowe albo bodaj szadziowe, tuż po opadach, gdy wodospady, banie i kaskady huczą nadmiarem wody a do obejść potoku przyda się ekstra-zwinność. My optowaliśmy raczej za lśnieniami, opalizacjami, brylantowością, głębiami wysokości ponad i kontrastową klaustrofobią wąskości wokół. Wszystko to poddaje się fotoujęciom z większą trudnością, niż zwykłe, przestrzenno-górskie landszafty. Ot, w roklinie trzeba pobyć – tam i wtedy. Poczuć ją w sekwencji czasu, w długim ogłuszeniu hukiem wody, w ciemnościach naprzemiennych z oślepieniami, w wychodzeniu po w miarę pewnie umocowanych drabinach (o, a tu się zaraz wyrywie…) i zmurszałych drewnianych stopniach… w wyłanianiu się na powierzchnię i w próbach dostrzeżenia z góry dna, gdzie byliśmy kilka kwadransów temu.

W sumie nie jest trudno. Zaskoczyła mnie mała liczba metalowych drabin. I duża – wędrujących dzieciaków młodszych, w tym polskich. Polecam, choć kto liczy na zmultiplikowanie gimnastycznych wrażeń Sokolej, Suchej Białej czy Przełomu Hornadu – znajdzie coś innego: dzikość, konieczność radzenia sobie bez metalowych protez. A potem znajdzie piękne zejście powrotne do Doliny Wielkiej Białej Wody.

*** * ***

Poranek z kryształowym widokiem ku Tatrom. Lecz zaraz ruszamy na Spiski Czwartek, Hrabuszyce i ku Leśniczówce Sokół
DSC06269

Najpierw jest sielsko
DSC06274

Wkrótce co i raz trzeba pokonać zwaliska drzew i rumoszu
DSC06284

…Nie narzekamy…
DSC06289

DSC06294

DSC06297

DSC06299

DSC06301

DSC06302

DSC06305

DSC06307

DSC06308

DSC06309

Samo się nie naprawi! (Im wolno w dół, my nie mamy odwrotu – i słusznie ;-/)
DSC06311

Przydały się dziecięce ćwiczenia na równoważni
DSC06313

DSC06316

DSC06319

DSC06320

DSC06322

DSC06324

DSC06327

I to już wszystko?! Tak szybko?!! Szkooooodaaa…
Choć czeka nas powrót w leśnym upałku. Oraz rajski deser.

[Zdjęcia: Pak4 i basia]

Odpowiedzi: 12 to “Veľký Sokol w Słowackim Raju”

  1. pak4 Says:

    Linkuję: https://goo.gl/photos/DAn2UAJFDwdAUfpYA

  2. basia Says:

    Dziękuję pięęęęknie a Odwiedzających serdecznie zachęcam do powędrowania po naszych śladach tropami fotografii Paka4! 😎

    …Moje też kiedyś będą… maleńkie uzupełnienia… Na razie potworzę nowe linki do starych albumów zgodnie z dyrektywami wrednego Gugla (którego nota bene bojkotuję… póki co… 🙄 ) ➡ https://basiaacappella.wordpress.com/aby-obejrzec-albumy-picasa/

  3. gradus Says:

    Obejrze, na pewno ale nie dzis;)

  4. basia Says:

    Spokojnie, kiedyś będzie listopad… albo luty… Albo nieznośne upały lipcowe gdy dzieci na wakacjach, w biurze trzeba być a przerwa się przyda… na marzenia na przyszłość i uzupełnianie list „do odwiedzenia”…😎

  5. pak4 Says:

    O właśnie, chciałem napisać, że naprawiali. I że ich podziwiam. Bo my grzecznie, w górę, relaksowo, z czasem-zapasem. A oni tam-z powrotem, z materiałami, piłami… Pod prąd.
    I jeszcze, co na zdjęciach widać, że „nowością” Sokoła były „równoważnie”, w sumie „łatwiejsze” niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

  6. basia Says:

    Taaaak…
    Przypomnę (w razie chwilowego odpływu mocy wyobraźniowych – tych czy owych, własnych nie wyłączając🙂 ), jak szybko niszczeją, zużywają się, gniją te ułatwienia roklinowe, co może zrobić zimą bryła lodu spadająca na- lub nawarstwiająca się na super-solidnie wyglądającym mostku metalowym*… Albo kilkanaście ton śniegu obsuwającego się do głębokiego na kilkaset metrów kanionu… Albo drewniana kalamita…
    _____
    * https://get.google.com/albumarchive/100017103147766566592/album/AF1QipPj48IwaiTCOwyYXxm4g4dpWKLtlRHe7w0gWNZo/AF1QipNHMCaR5-SE273i9TqfaBt913AKOP_v3N3a7omF

    [Z innej beczki archiwum basia przelotnie wydaje się jakoś działać – bo jest już cyferkowe, ale reservata też cyferkowa a odzewu brak – bałagan w chronologii niemożebny (niszczyciele!!!), ale coś tam widać: https://get.google.com/albumarchive/100017103147766566592?source=pwa ]

  7. Anonimowa Celebrytka Says:

    Fascynujące rzeczy opowiadacie.
    Czyta je osoba, która jak ognia bała się wejść do kałuży czy rzeki. Nie cierpiała przemoczonych butów, nosiła mnóstwo skarpet na zmianę.
    (I dalej tego nie lubi, w każdej ulewie, przy odwilży śnieżnej, pierwsza obawa: „przemoczę buty”.🙂 )

  8. pak4 Says:

    Cóż, z jednej takiej beleczki „spadłem”, to znaczy noga mi zjechała wprost do potoku. Zdarza się. But namókł, owszem, ale też zdołał przeschnąć w drodze powrotnej. To się sierpień nazywa🙂

  9. basia Says:

    Faktycznie mokrość w butach jest znacznie przykrzejsza, niż mokrość bosa (ostatnia uskuteczniana np. w przeprawianiu się przez rzeki Beskidu Niskiego, w roklinach nie polecałabym… ) 😀 😀

  10. TesTeq Says:

    Czy but zachował walory użytkowe? Jakiej był marki? Produkt plejsmęcik prosze!😀

  11. basia Says:

    W epoce Beskidu Niskiego (i jednej wędróweczki przez szereg brodów nieistniejącej wsi Nieznajowa) zdejmowałam i wkładałam pionierki marki „Podhale”, tej państwowej. Ostały się całe i zdrowe (stópki i butki)😎

  12. Na rajskim płaskowyżu, w Dedinkach, i… | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] – widzę… dziwujesz się? – dziwuję się… « Veľký Sokol w Słowackim Raju Národný výstup na Kriváň 2016 […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: