Leluja

…czyli lilia złotogłów, kozica i świstak w jednym kadrze tudzież inne typowe rarytasy zenitu tatrzańskiej wiosny

Ile pani chodzi po górach? (Chyba „po górach” było, nie „po Tatrach”).
– Ze trzydzieści lat… (= za rok stuknie trzydzieści pięć ;p)
– A ja już dziesięć.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam 27 kozic pod Czerwonymi Wierchami, w podejściu na Ciemniak od Chudej Turni Twardym Upłazem (koniec sierpnia 1987) – zjawisko kontemplowała para takich sędziwców, jak ja obecnie. Popatrz, pierwszy raz w górach i już spotkałaś tak duże stado, ja chodzę dwadzieścia pięć lat, a dopiero mi się trafiło!… – prawił pan do pani.
Stado było w istocie spore jak na tamte czasy na typowym wysokofrekwencyjnym szlaku po polskiej stronie. Doskonale pamiętam zliczanie i porównywanie wyników, zaraz po czym płochliwce rozpierzchły się… – strażniczki diademu, symbole piękna, odludnej ekskluzywności, na którą trzeba zasłużyć, którą sobie trzeba wytrwale wytuptać.

Dziś efektownie spłoszyć kozicę zdolny jest jedynie duży pies (słowacki, na smyczy, wiedziony przez hipstersko wypasioną parę biegaczy)… A i to warunkowo – miało się wrażenie, iż „wystraszona” śmignęła bardziej „pod obiektywy”, niż z rzeczywistej potrzeby.

Że w Tatrach Bielskich jest zatrzęsienie kamzików – wiemy od lat (jeśli nie dekad). Lecz że zobaczę kiedyś „w jednym kadrze” kozicę i świstaka popatrujących na się w wyluzowanym zaciekawieniu – tegom się jakoś nie spodziewała.

Spodziewałam się szczytu tatrzańskiej wiosny. – Bardziej w Koperszadach, czyli w zejściowej części wędrówki, niż na stromym i w dużej części zacienionym początkowym jej odcinku (bielsko-tatrzańskim).
Dostałam całodzienną ucztę full wypas (jak te kozice, żerujące na siedząco albo i leżąco ;p).
Szczytem wszystkiego była lilia złotogłów, doświadczana po raz pierwszy „na stanowiskach” – bardzo licznych, praktycznie przez całe podejście na Szeroką Przełęcz Bielską. Pachnąca niesłychanie, jak w książkach ;-/


(Leluje na stanowiskach – stąd)

…Zatem lilia, kozica ze świstakiem… oraz hit trzeci – rodzinne pola. Tak, choć lipiec to nie ostrowidokowa jesień (gdy się trafi moment) – widzieliśmy głęboko na północ nie tylko Beskidy, lecz również Pogórze aż do ostatnich rygli przed Kotliną Sandomierską.
– Wróciwszy z owych północności kilkanaście godzin wcześniej. Bezcenne.

Wszystko to nie byłoby może godne osobnej wpisowej wzmianki – fotki załatwiają sprawę, zwłaszcza, iż jest ich ponad 250!
Ale.
Po pierwsze żeby GK miał satysfakcję… (Czy jest Pan aby kobietą? Z taką intuicją!?… O_O)
Po wtóre – aby uzupełnić zasoby ilustracyjne zagadnienia „Górska łąka, wiosna górska”: wpis sprzed trzech lat ściąga trwały strumień poszukiwaczy, którzy klikają uparcie w pierwsze z umieszczonych w nim zdjęć. A przecież mają do dyspozycji nie tylko sequel 2013, ale i wieeele starszych i nowych pozysków. Niech lepiej wiedzą, iż mogą się częstować, do woli. Póki wiosna trwa, póki uczta trwa, póki relacja trwa! ;-/


____________________
Bardzo wypasione fotosprawo z kwietnych Tatr Bielskich. Jeszcze bogatszy i doskonalszy jest reportaż Konkurencji… wraz z dedykowanym uzupełnieniem botanicznym ;D

W oznaczaniu roślin i poszerzaniu botanicznych horyzontów pomogą nam liczne sieciowe źródła. ;D

Odpowiedzi: 35 to “Leluja”

  1. pak4 Says:

    Podrzucam i swoje:

    https://picasaweb.google.com/103892840995890796596/6305966834187462817

    I kwiaty:
    https://picasaweb.google.com/103892840995890796596/6305957470151972177#

  2. basia Says:

    To ja też, ja też!!! —

    Sobota. Plony-efekty zbiorów:

    Niedziela.
    Podejście na Szeroką Przełęcz Bielską. Więcej notkowej celebrytki:

    Len karpacki tyz pikny:

    Kozica i świstak w jednym kadrze (przed momentem pozierały na siebie w przyjaznym zaciekawieniu):

    Ruch turystyczny na szlaku spory…:

    …a one się pasą niewzruszone tuż przy ścieżce a nawet na:

    Klasyk:

    Koperszady i Orla Perć z Szalonego Przechodu:

    Jatki:

    Kieżmarskie, Łomnica, itede:

    Gentiana punctuata i mucha:

    Z premedytacją nie wszystko podpisano😈

    …Ale kompendia są… i nawet zalinkowane😎

    Łomnica wciąż Ambasadą Słońca:

    Nasze zdobyte (Tatry Bielskie):

    Na Przełęczy pod Kopą:

    Giganty pożegnalnie (przed zejściem w Koperszady):

    W Koperszadach flora też nie zawodzi:

    …Ani fauna zresztą:

    To była niesamowita wędrówka!

    Czy widać upał?🙂

    Miedzionośna dolina Koperszady/Med’doly – Cieśniawa Bramka:

    Za się – Kołowy, Baranie Rogi, Śnieżny, Lodowy:

    Relaks u zbiegu szlaków (Jaworowy Potok, Pod Muraniem):

    Spod kościoła w Jaworzynie Spiskiej:

  3. pak4 Says:

    Jeszcze jedno zdjęcie dla ilustracji głębi widzenia na północ:

  4. basia Says:

    Taaak… prawie widzę nasze pola…😎

  5. GK Says:

    Czy GK jest aby kobietą?
    – Gdy idzie z marcową Manifą, to tak, jak najbardziej.🙂

    Udana wycieczka, ciekawe zdjęcia, gratulacje dla uczestników.🙂

  6. Anonimowa Celebrytka Says:

    W Krakowie dzień mamy zimny i ponury – wędruję więc z Wami, zachwycam się, zazdroszczę… Dziękuję za to, że się dzielicie z takimi jak ja.🙂

    Doceniam ujęcia „z drogi”.🙂

    Przy okazji zapytam jak u Was wygląda podział obowiązków szoferskich. Gdy podróżowaliśmy po Europie ze ś.p. małżonkiem, nie lubiłam mojego „przydziału” za kółkiem. Lecz ja jestem z pokolenia, w którym kobiety prowadziły znacznie rzadziej, niż mężczyźni, niektóre nie prowadziły wcale i nikt się temu nie dziwił.
    Stąd wynikał brak praktyki i opory przed dłuższą jazdą w obcym kraju.

    Mam wrażenie, że współczesne dziewczyny nie mają problemów i oporów. Ale pozostaje kwestia zmęczenia po długiej wycieczce.
    Jeśli to nie tajemnica – napiszcie. Mam znajomą, która nie może zrozumieć, że zięć oczekuje od jej córeczki czynnego współudziału w dłuższej podróży samochodowej.🙂

  7. zawada Says:

    leluja
    – kurpiowska
    – góralska
    – łowicka

    ładna wycieczka, niezłe zbiory.🙂

  8. basia Says:

    Zawado, śliczne, pomysłowe, jakie bogactwo, różnorodność! Dzięki! 😀

    GK, niemanifująca kobieta ślicznie dziękuje za uznanie! 😀

    Anonimowa Celebrytko, zimny, ponury a teraz na dodatek porywiście wietrzny to dzionek…😕 Akurat na kawę lub mocną herbatę z mlekiem do oglądania i czytania, jak przebiegła zmiana władz w UK… Albo do pooglądania ciepłych i świetlistych fotek z niedzieli (o niedzielnym poranku ciepło w Żdiarze było… ale niezupełne😉 )

    O prowadzeniu samochodu można wiele pisać. Ja nie mam problemów, lubię po prostu. Po wędrówce górskiej czy długim zwiedzaniu (np. w upale) nawet się relaksuję – nie mam czasu myśleć o zmęczeniu. Choć na początku unikałam tego zestawienia, obawiając się, że mało-średnie doświadczenie + Orla w całości – to byłoby może za wiele. W dłuższych dojazdach, wielodniowych podróżach zmiennik gotowy do skoku jest jednak fantastyczną rzeczą, niezbędną powiedziałabym. I pilot, który wszystko ma (mapy, wydruki, maszyny z dżipiesami), robi (fotki z drogi), ustawi i ustali w ułamku sekundy (objazd, dojazd po spontanicznej zmianie koncepcji), pokroi (jabłko w ćwiarki w korkach), poda (wodę w odkręconej butelce, czereśnie czy winogrona po parę). W takim kontekście rola szofera jest tą łatwiejszą, po prostu.
    Bywają też specjalizacje: jednemu nie przeszkadzają górskie serpentyny a drugi dłużej wytrzymuje tempo i zatłoczenie na piątkowej autostradzie niemieckiej czy austriackiej (nie tylko Wrocław – Kraków może być zatłoczona i pełna bezkierunkowskazowych slalomowców🙂 ).
    Najkrócej rzecz ujmując, jeśli ta córeczka chce podróżować – musi być gotowa do zmiany. Pozytywnie gotowa, do dobrej zmiany😈 a nie „w zasadzie tak, ale może nie tu albo jeszcze nie teraz”😀

  9. TesTeq Says:

    Gospodyni, mam nadzieję, badyl pobrała, żeby się na łące nie zmarnował, obsikany przez psa, i osadziła w kryształowym wazonie na krakowskiej komodzie. No nie?😛

  10. basia Says:

    Nie. Fotkę pobrała, wystarczy. Badyl pod ochroną ścisłą od 1946 roku. Nb, wcześniej cebolki badyla jadano chętnie, dlatego tak podupadł, gatunkowo rzecz ujmując…🙂

    Podejrzyciel jeden… podejrzawiec… rzewacz bezpodstawny…😈

  11. TesTeq Says:

    Basia pisze: I pilot, który wszystko ma (mapy, wydruki, maszyny z dżipiesami), robi (fotki z drogi), ustawi i ustali w ułamku sekundy (objazd, dojazd)

    To te GPSy jakieś koślawe, że potrzebny pilot. Wbija się adres albo współrzędne i do przodu. Bez pilota. Panienka podpowiada skręć w lewo, skręć w prawo, a teraz to nawet zegarek jabłczany na ręce stuka, żeby zacząć kręcić kierownicą. Pilot to tylko towarzysz podróży. I kroiciel jabłka.

  12. basia Says:

    Może się też zdarzyć, że kroiciel jabłka szybciej stuka i się dogaduje z panienką…🙄 …albo kierowca tak rajduje, że nie ma czasu wbijać – urody teamwork(u) rozliczne są, jak udowodniły ostatnie mistrzostwa😎

  13. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Jestem zadowolony z używanego obecnie dżipiesa, mimo że nie szarpie za rękaw. Ale są zadania, w których GPS sprawdza się średnio, choćby spontaniczne objazdy (GPS często uparcie prowadzi na najprostszą drogę, którą ma zaznaczoną, nawet gdy kierowca wie, że nie jest przejezdna.)
    I już nie wspominam o zadaniach: „Znajdź dogodny teren do rozbicia namiotu”, bo to zadania dla teamworku🙂

  14. basia Says:

    Klasycznym przykładem Teamu B&P jest sprowadzenie go przez aksamitnogłosą panią tuż nad kanion Morawskiego Krasu (chcieli dna i wylotu kanionu by odebrać zamówione wcześniej bilety do Przepaści Macocha albo innych podziemnych rejsów). Plusem był bezpłatny parking na łąkach a ew. minusem byłoby (dla innego teamu😉 ) dodatkowych parę kilometrów pieszych.
    Dodajmy, że na całej ówczesnej trasie (z Ołomuńca, „ogródkami” i z powrotem) Pani SatNav spisała się znakomicie.
    Wniosek – mapy papierowe niezbędne!
    ( https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/Morawy2BouzovMoravskyKras#6010009276333338018 )

    Nb wiedeński krewny jest dyspozytorem firmy spedycyjnej, w której przez lata pracował jako kierowca długodystansowy. Oj nasłuchaliśmy się we wrześniu nt analfabetyzmu mapowego dzisiejszych małolatów, jego podwładnych!…🙂

  15. Anonimowa Celebrytka Says:

    Basiu,
    mniej więcej takiej odpowiedzi się spodziewałam,🙂 choć przyznam, że zafascynowały mnie jabłka krojone na ćwiartki jako dystrakcja w korkach.🙂

    Ta osoba sama nigdy nie wyjechałaby na urlop. Ma ambitnego męża, i wiesz jak to dzisiaj jest, trzeba nie odstawać od towarzystwa. Na początku bardzo jej ciążyły dalekie wyjazdy (Hiszpania, Włochy). Teraz się „przyzwyczaiła” ale „urlop z moim mężem to taki stres, ciociu”. Matka jej nie zreformuje (zresztą byłoby za późno, córeczka dobrze po czterdziestce!) – sama nigdy nie rozumiała, co ludzie widzą w wycieczkowaniu.

    Tak to jest, jedni marzą, ale nie mają pieniędzy lub czasu. Inni mają środki (i to znaczne!), on mówi w kilku językach, ale i tak są nieporozumienia, kwasy.😦

  16. mru Says:

    zerknięte.😉

    z pewnym takim niepokojem – za dużo czasu gospo ma?😛

    wycieczka super – widziałem żem na guglu zdjenciowym.🙂

  17. Asia Says:

    Piękna, piękna wycieczka, zatęskniłam, tęsknię od rana, tęsknię jak cholera.😉

  18. TesTeq Says:

    @BasiaPak4: Ujawniam się: też korzystam z map papierowych. Wstyd mi bardzo i przepraszam moją ajfonową nawigację i jabłczany zegarek za taki afront…😀

  19. TesTeq Says:

    @Anonimowa Celebrytka: To taka rada z poradnika samodoskonaleniowego: może ta osoba powinna prozmawiać z mężem o tym, o czym rozmawia z ciocią.😉 Że niespecjalnie lubi, ale wie, że to dobre dla rodziny, że się stara, że prosi o wyrozumiałość, jeśli jej coś nie wychodzi itd.

    Dla mnie wyjazdy zawsze były męczarnią. Szczególnie z dziećmi. Jako perfekcjonista czułem się odpowiedzialny za dopięcie każdego guzika. TO STRASZNE. Teraz już mi lepiej, ale miewam nawroty…

  20. pro-fan Says:

    @basia: podziwiam wiedzę i wszechstronność!🙂
    Kobieta Renesansu! 🙂

  21. Jankora Says:

    Oglądam, poczytuję, uśmiecham się do Was wszystkich i podziwiam za dokonania jak i humor.😀

    Przez cały czerwiec mieliśmy w domu dzieci z wnuczętami, całą piątką przylecieli. Radość wielka, trochę zamieszania, bo już odwykliśmy nawet od jednego małego, co dopiero trójki.😉
    Zięć nam ustawił internet na dużym ekranie telewizora,to znaczy, poprzestawiał coś, żeby było łatwo włączać i obsługiwać. Teraz mogę wędrować Waszymi szlakami, i nie męczą mi się tak oczy, jak na bliskim komputerze. I w ogóle z oczami bez porównania jest lepiej, ale będę je oszczędzać.

    Zapytam, kiedy Lublin na Waszych trasach? Wypiękniał bardzo, gór w pobliżu wprawdzie nie ma, ale jest Roztocze. Może się skusi Team?😀

    Kończę, pogoda sprzyja czytelnictwu, ale mam też wiśnie i porzeczki do roboty. Taka dłubaninka dla starszej pani to jest.:-D

    Pozdrawiam i życzę wieluwspaniałych wycieczek, ciekawych wpisów i gości blogowych.

  22. basia Says:

    Proszę, proszę – lipiec, weekend a Gości jak w tygodniu w listopadzie albo marcu! 😎 — Pewnie przez tę barową pogodę…🙄

    Jaka jest, z takiej będziem korzystać – ba, korzystamy niezmordowanie, z małym odskokiem do sieci (prognozy trza sprawdzić).

    Pozdrówka dla Wszyyyyystkich Państwa!!!
    Dzięki za dobre słowa, zachwyty itp. kadzidlańskie bory😎 — Proszę się częstować i inspirować do woli – kto chce i może, rzecz jasna!😀
    Więcej, szczegółowiej – wkrótce😉
    😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

  23. Jankora Says:

    Basiu,
    przypuszczalnie wielu oczarowałaś i zmobilizowałaś Twoją wzmożoną aktywnością ostatnio. Mnie i owszem.🙂

    Po małej przerwie wracam do pestkowania wisienek. Mąż wyjechał, mam wolne od pichcenia obiadów.😀

  24. owcarek podhalański Says:

    „strażniczki diademu, symbole piękna, odludnej ekskluzywności, na którą trzeba zasłużyć, którą sobie trzeba wytrwale wytuptać.”
    A mi sie wydoje, ze jo swoje pierwse kozicki to musiołek jesce… wylornetkować. Ale moze mi sie ino tak wydoje? W końcu owcarek i lornetka…🙂

  25. Jaś Beskidzki Says:

    W trzech słowach – gratuluję wspaniałej wycieczki!

  26. basia Says:

    Anonimowa Celebrytko, Ta osoba sama nigdy nie wyjechałaby na urlop. Ma ambitnego męża, i wiesz jak to dzisiaj jest… poza „prostodusznym” odczytaniem jej utyskiwań (oraz tym, co napisał TesTeq 15 Lipiec 2016 o 9:22 pm) zastanowiłabym się, czy nie jest to tylko retoryczne jękolenie w stylu narzekam bo muszę ponarzekać oraz… pokazać światu w ten przemyślny sposób, jakiego mam ambitnego męża😉 …coś jak mąż mówiący „a bo moja żona nie będzie jeździć niczym gorszym, niż wolwo”, gdy jemu samemu się serce wyrywa do nowego suwa na podjeździe.
    Wiele osób naszej nacji MUSI, po prostu musi utyskiwać na duże i małe niedogodności życia… nawet życia na poziomie, w luksussach i atrakcjach… Podczas gdy się do owych luksusów dosć szybko przyzwyczajają, przyjmują je za swą drugą naturę.

    Poważniejszym aspektem byłby, rzecz jasna, rozziew rozwojów w obrębie pary. On obyty, awansujący, doceniany, zdolny, pracowity; ona nie nadąża i (słusznie) wyczuwa niebezpieczeństwa tego ‚drifting apart’, nawet gdy na dany moment żyje wygodnie, korzysta z owoców pracy, ambicji, znajomości języków. W takim kontekście niesnaski urlopowe byłyby tylko wierzchołkiem góry lodowej, ważnym symptomem, sygnałem alarmowym…

    Na pewno trzeba rozmawiać, szczerze.
    Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, gdy takie pretensje przychodziłyby do mnie poprzez „medium” osób postronnych, niech nawet bliskich i zaufanych. Trąci taka metoda wstrętnym bajczarstwem, maglarstwem! (Poza tym brakiem zaufania).
    Ale często ludzie sami nie wiedzą, czego chcą, nie wiedzieli, co mogli doceniać, jak długo nie doceniali… Samowiedza, (względna) stabilność osobowości to równie cenna, wypracowana wartość, jak zamiłowanie do pracy, natury, sztuki, aktywnego wypoczynku, ciekawość innych kultur, narodów.

  27. basia Says:

    Mru, czasu mam tak w miarę, czasem więcej…😉 A bo co?😛

    Asiu, ja także bardzo tęskniłam w Anglii. (Choć przecież chodziłam i tam, poznawałam nowe wertepy i style wypoczynku w nich). Ale są w życiu różne etapy i priorytety. A w Stanach górki ze znakowanymi szlakami, widziałam parę (na obrazkach😉 ) 🙂

    TesTequ, ani trochę nie wstyd mi „kultury papieru”. Ma ona albowiem swe masywne plusy dodatnie! 😈 …Choć przewodnik w tabletce fajną rzeczą jest! 😎

    Pro-fanie, rzecz jasna robimy to wszystko po to, by nas wielbiono, podziwiano, hołdy słano we wszystkich rodzajach i gatunkach wypowiedzi…🙄 😀

    Jankoro, cieszę się bardzo rodzinnymi radościami, serdecznie pozdrawiam Podmioty Zainteresowane! 🙂
    Urody miasta eL jestem baaardzo świadoma i już od trzydziestu lat, zimą i latem, pieszo i rowerem!😎
    Kiedy powrót tam, na Roztocze, do Zamościa?… — Ach, w planach już na zaprzeszły roczek… albo na za-zaprzeszły nawet…😉 🙂

    Owczarku Podhalański, nigdy nie miałam własnej lornetki (i dzięki temu lżejszy plecak), ale gdy dobrzy ludzie użyczają (a może owczarki w przebraniu? kto to wie?) – korzystam skwapliwie. Takim to sposobem wylornetkowałam z rumuńskich Alp Rodniańskich jeszcze nie zwiedzone celebryckości ukraińskie… https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/Pietrosul#6061888376370298386 …pięęęęękna sprawa!

    Jasiu Beskidzki, to nie ja ustawiłam na Cię zasieki moderacyjne, to WordPress (zwany w niektórych kręgach łotrem, przeze mnie w porywach figlarzem, ale dogadujemy się na ogół dobrze, już prawie dekadę😎 ) — Dziękuję za miłe słowa, kadzidła i inne dusery Tobie oraz wszystkim innym Państwu Komentatorom!!! 😎
    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  28. TesTeq Says:

    Basia pisze: Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, gdy takie pretensje przychodziłyby do mnie poprzez „medium” osób postronnych, niech nawet bliskich i zaufanych. Trąci taka metoda wstrętnym bajczarstwem, maglarstwem! (Poza tym brakiem zaufania).

    A ja sobie wyobrażam. Stawiam nawet tezę, że WIĘKSZOŚĆ związków to od początku teatr, którego fundamentem jest strach przed odrzuceniem.

    Gramy samców alfa i wystrzałowe seksbomby, potem zaradnych japiszonów i idealne panie domu, bo boimy się, że odarci z masek, nie będziemy wystarczająco atrakcyjni. Z naszymi obawami, troskami i kłopotami. Z naszą niepewnością i brakiem poczucia bezpieczeństwa.

    Obawiamy się, że ten, kto pierwszy zdejmie maskę, ten przegra z kretesem i straci wszystko.

  29. Jaś Beskidzki Says:

    Nie wiem, o co chodzi. Ostatnio mnie wyrzuciło z kilku miejsc, gdzie chciałem dodać posta.

    Ale ja nie o tym. W weekend chciałem poszukać kwiatków, jak Basia i PAK, a niestety dostałem:
    http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/116175,potezne-ulewy-w-tatrach-podtopione-drogi-domy-i-szlaki

  30. basia Says:

    Niestety, pogody nie zamówisz nawet w dolinach i na równinach, tym mniej w górach…

    Niestety, nie wiem, co powoduje te przekierowania (teraz do spamu😦 ) — mogę mieć tylko nadzieję, że to się nie powtórzy! 🙂

  31. Druga opcja | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] szanse na rozpogodzenie; real ziścił je rekordowymi opadami w rejonach, gdzie operowaliśmy lub obok. Prawdopodobnie powinniśmy więc byli powściągnąć silny imperatyw niemarnowania wyjazdowego […]

  32. gradus Says:


    – mamy z małżonką niezapomniane wspomnienia związane z powyższą rośliną😉

    wczoraj poczytałem pooglądałem, dawno mnie tu nie było, pozdrawiam i gratuluję wyprawy oraz zbiorów zdjęciowych🙂
    wracam do rzeczywistości:)

  33. basia Says:

    Bogata rzeczywistość to podstawa zadowolenia sieciowego i sukcesów w sieci… Jakkolwiek dwuznacznie by tu to i owo nie zabrzmiało😉 😎
    — Dzięki, pozdrawiam (także Małżonkę) i nieustannie zapraszam w swobodniejszej chwilce! 🙂

  34. joszko Says:

    Chciała by dusza do raju..

  35. basia Says:

    Joszko!!! Powitać po przerwie!😎 😎 😎
    Jak dusza chce, to już pół sukcesu! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: