Przeplatanka

Kuchnia planowania finezyjnie-wysmakowanych podróży (objazdów, wędrówek) przypomina niekiedy garderobę angielskiej panny młodej: something old, something new, something borrowed, something blue.

Nibyśmy przygodowcy szukający wyzwań, nowości, podniet unikatowych – w istocie (pomni i niepomni przestróg przeciwko wchodzeniu do tej samej wody) – wciąż dokądś wracamy! Do rzek, plaż, nabrzeży, strumieni, tam gdzie kajaki o szóstej rano, niewydeptany wariant, niedokonany odskok, obejście… marzenie, które jeszcze raz się ziszcza w złotych liściach, dolinnej mgle porannej albo klarowności dookolnej stukilometrowej… must see przeszłe koło nosa albo o siedem mil, a widziane odtąd przez lata tak mocno i wyraziście, że nawet lepiej, niż gdyby (się tam) było-spełniło.

Że nawet lepiej, iż się tam nie było… Dotąd.

Ale przychodzi kiedyś mus. I szlus, bo my tego musa nie wepchniem do lamusa! Tym razem.

…Mając nadzieję nie tylko na zakotwiczenie naszych nowych wrażeń w zapamiętaniach, ale i na poszerzenie, odświeżenie, korzystne przeskalowanie i efektowne ogrodzenie naszego ponowionego stanu posiadania.

Jak było jest i będzie do przewidzenia – po planach, wysiłkach czeka nas często figa z makiem na kolację.

Albo powrót do przeszłości dokonał się tak późno, że tam już nic się nie ostało, co mogłoby dźgnąć osad wspomnień, pozahaczać lub nanizać neurony, dać pożywkę (bodaj hubkę, bodaj próchno) naszej niezaspokojonej nostalgii.

Albo pomiędzy wizytą nr 1 a powrotem podrasowaliśmy, wyidealizowaliśmy nasze „pierwsze” zapisy do tego stopnia, że nawet najżyczliwsza rzeczywistość pada z hukiem i (po)trzaskiem pod bagażem oczekiwań.

Albo – i to jest przypadek bodaj najkorzystniejszy – następuje melanż starego cudnie z nowym jeszcze cudniej. To, co nas uwiodło (albo sobie pracowicie wmówiliśmy po fakcie, przez te wszystkie lata wspominania, pieczołowitego oglądania dwóch czy dwudziestu dwóch wyświechtanych zdjątek, że nas ma, że miało prawo nas olśnić), idzie – jako owszem, interesujące, ale nic więcej – pod spód. A na wierzch wyłazi – jeśli tylko umiemy odblokować się z oczekiwań, otworzyć na nowe w niby starym, oswojonym i zadomowionym (niegdyś!) – wyłazi całkiem coś innego, niekiedy dziesięć razy bardziej fascynującego, niż zjawy, przewlekanki, nici pajęcze łączące nieopierzonych nowicjuszy-smarkaczy z koneserami starszymi o cały ogromny rok, pięć, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.

Lubią państwo czasem ciasto drożdżowe? – Dobroć (piękno, prawdę) klasycznego zlepka, lekuchnego jak puch, do delektacji per se albo z galaretką porzeczkową stuprocentowowitaminową?
Potrafią państwo oczywiście spleść drożdżową chałkę? Wszyscy, od zawsze, perfekcyjnie?
Nie jest to przecież poziom trudności zaśpiewania wysokiego ce w przechyle lub leżaku (hamaku ;p), pod koniec koncertu/spektaklu z pięcioma ariami koloraturowymi.
OK, nie szarżujmy – nie jest to albowiem poziom trudności porównywalny z zaśpiewaniem porządnie i z uśmiechem półtoragodzinnego chóralnego koncertu w szpilkach, po nocnej podróży i całodziennym zwiedzaniu upalnego włoskiego miasta.

Ot, chałeczka z masełeczkiem.
Jak się już upiecze.
B kiedyś umiała śpiewać po zwiedzaniu i w szpilkach. Splatać chałki nie fatygowała się nawet, gdyż zawsze ją zdumiewało, po co gmatwać ciasto, skoro różnica tylko w wysepko-warkoczach (czasem maźniętych białkiem dla błysku, pokruszonkowanych).
Owszem, metafora niewidzialnych a istniejących wątków przemawia do wyobraźni, ale w łopatologicznych czasach trzeba wyrazistości – czy się jest na, czy pod wozem!
…Aż B natknęła się na ideę chałki trójkolorowej.
I to byłoby właśnie to – sprokurować i ulepić trzy-cztery kolorowe wałki drożdżowego ciasta, spleść je zgrabnie, upiec i się cieszyć, jaką to stanowią rewelacyjną przenośnię staro-nowych odczuć konesersko-podróżnych. -pielgrzymich -życiowych.
Że niekoniecznie panta rhei musi zasmucać, że wzbogaca też ukryta złota nić, melanż, mikstura, latencja i inne się-wycofanie… że niewiarygodne wymazanie z pamięci wędrówek i atrakcji czasu przed „długą Anglią” spowodowało reset, odświeżenie, uleczenie?

Po czym znów wypłyniemy-powrócimy na dobrze omapowane głębie. By drążyć, nicować, odwracać, nakładać, przytłumiać jedne, wyciągać na wierzch ukryte wątki, przędze, odcienie. Gdy nawet zwiedzanie via Google Street View okolic Agiokampos i uświadomienie sobie malutkiego tchórzostwa (nigdy się tam nie odważę powrócić, po 26 latach nie warto) wykreowane zostaje na międzypodróżną epifanię (okej, nieco kabotyńskie epifaniątko) ;-/

*** * ***

Warkoczy, na(d)kładanek i innych przykryć (starego – nowym, wspomnień, idealizacji, lektur i opowieści – realem) było ostatnio trochę.

Wyczekiwana-odkładana przez dekady wędrówka ścieżką Gadowskiego na Kudłoń a potem doliną Kamienicy Gorczańskiej okazała się hitem. Podobnie muśnięcie Zamagurza Spiskiego (tyle razy planowanego, tylu legendami owianego). Trzy Korony i wszystko co z nich widać? – Któryż to już raz?! I że zawsze jak nowe!…

Szczególnym przypadkiem okazał się pierwszy dzień wyjazdu „broumowskiego”, gdy Góry Kamienne i ich okolice nie mogły mniej pasować do mglistych a w zasadzie nocno-świtowych wspomnień z września 1987. Sokołowsko zatarło się stuprocentowo. Chełmsko i Cieplickie Skały spełniły oczekiwania z naddatkiem. W Broumowskich Ścianach uradowały zerknięcia ku Karkonoszom, odświeżonym zaledwie rok temu, lecz w odmiennej aurze. I ku Szczelińcowi z otoczeniem – wspomnieniom sprzed trzech lat (ot inny punkt widzenia, ta sama pora roku, również upalnie). Nowe weszło z błyskiem, w sporej dawce. Mikstura idealna.

„Pożyczenie” w okolicach Orawskiego Morza to ekspertyza Kompana, który na Kubińską Holę tuptał w deszczu 4 lata temu. Mocne, pozytywne datum stanowiły ulubiona trasa dojazdowa i niektórzy górscy znajomi. Orzeźwiające i olśniewające blue waters – rzekomo dobrze znane z Babiej i Pilska – dopełniły obrazu, przeważając i przeciwważąc uprzedzenia (domniemanie nudy-monotonii).

Niebieskie tonie goczałkowickie musnęliśmy w kwietniu 2011. Teraz zaprzyjaźniliśmy się z nimi wszechstronniej, choć nie dogłębnie. Większość owego weekendu była dla mnie najpierwszością: Przełęcz Salmopolska, Skrzyczne, Szczyrk, Bystra, Strumień, objazd drewienka podgliwickiego, wieża widokowa i wystawy Muzeum Śląskiego. Choć w tym ostatnim przypadku, po kwietniowym preview miałam swoje oczekiwania i przedsądy.

Z odwiedzonych „okolic lat dziecinnych” najbardziej zaskoczyła mnie po latach Jamna. Nie do poznania! Zakrzaczona, uturystyczniona, świątobliwa. Na szczęście nie mam dylematów, którą „wolę” – czy tę z drugiej połowy lat siedemdziesiątych, końca lat 80., połowy 90., czy obecną.

Odpowiedzi: 73 to “Przeplatanka”

  1. TesTeq Says:

    Ja w kwestii technicznej. Czy badania naukowe, teoria, praktyka lub wielkopróbkowe statystyki potwierdzają, że wysokie „C” śpiewane w szpilkach jest wyższe od wysokiego „C” śpiewanego w obuwiu wygodnem lub – o zgrozo – na fundamencie stopy całkiem bosej?

  2. TesTeq Says:

    Ja w kwestii marudzenia jeziorno-orawskiego. Fotoreportaż zatytułowany „Wokół Orawskiego Morza”, a widz dostaje bardzo jednostronne, jednokierunkowe spojrzenie brzegowe. To tak jakby zdjęcia z Ustki zatytułować „Wokół Bałtyku”. Żądam poważnego traktowania widza i wielbiciela!👿 Ja placem i wymagam!

  3. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Może punkty widokowe obejmowały 10-20% brzegu Morza Orawskiego, ale należy dodać widoki z góry, na dobrze ponad 50% powierzchni, szeroki łuk objęcia trasy samochodowej (60-70% obwodu?), a jeszcze bardziej objęcie duchem przez Fotografkę całości, tyle razy wypatrywanej z góry🙂

  4. pak4 Says:

    PS.
    Czy ja podkreśliłem, że to razem (10%+50%+60%+100%=) dobre 220% normy, które należy pomnożyć przez dwa, jako że mój realowy odpowiednik był współuczestnikiem? Czyli 440% normy! Nie ma na co się skarżyć :p

  5. basia Says:

    Ten Pan (Przedpiśca) ma sześćsetprocentową rację! 😎
    A jeszcze gdyby objaśnił z rozpędu kwestie wysokiego Ceee…❓ 😀

    A jeszcze nad Orawskie M. możemy wszak wrócić i coś potem dograć innopunktowego…😐

    Oczywiście, pełne usatysfakcjonowanie naszych Czytelników i Oglądaczy leży nam jak najpoważniej na sercu❗

  6. Jankora Says:

    Trafny i piękny wpis.🙂

  7. mru Says:

    ja bym jednak zaczął coś brać.😛
    preparaty wspomagające pamięć.😛
    wszystko na pamięć i koncentrację.😛

    Gospo ma na osiedlu dużo sklepów z chlebem i żadnej taniej apteki, trzeba podjechać rowerkiem, niestety.😆

  8. basia Says:

    Ha, Mru wie, ale nie wszystko! Mam drogie apteki bo mie stać, a jak mie nie stać (by było) to se moge przejść do taniej na drugie osiedle (widze ją z okna jak chce!) 😛 😀

    Jankoro 😀

  9. TesTeq Says:

    Trollowania ciąg dalszy:

    pak4 pisze: szeroki łuk objęcia trasy samochodowej (60-70% obwodu?)

    SAMOCHODEM!?😯

    Tylko jezioro własnonożnie obeszłe zaliczonym jest!

    Ciśnie mi się na usta mowa nienawiści! Samochodem to ja objechałem SF Bay, ale nie chwalipiętowałem się dookólną ekskursją!👿

  10. TesTeq Says:

    Ciekawostka – Jezioro Orawskie jest wymienione w spisie polskich sztucznych zbiorników wodnych: https://pl.wikipedia.org/wiki/Sztuczne_zbiorniki_wodne_w_Polsce

  11. Anonimowa Celebrytka Says:

    Pamięć ludzka to narzędzie fascynujące i tajemnicze. Zarówno na poziomie naukowym, jak i potocznym – poprzez figle, jakie nam płata, prezenty, które daje z zaskoczenia i bez okazji.

    Zrobiłaś mi ochotę na chałkę. A skończy się pewno na cieście drożdżowym w ze sklepu.🙂 Galaretki też nie mam.🙂

  12. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Z wikilinków dostarczynych przez Gospodynię pamiętam (wśród tylu rzeczy zapomnianych), że Jezioro Orawskie źle zaplanowano i wdarło się na terytorium Polski (tym razem bez agresywnych zamiarów Czechosłowacji). Potem korygowano granice, by się zgadzały… Może ta agresja zapisała się i w tej stronie wikipedii?

  13. TesTeq Says:

    @pak4: Może tak. Różne rzeczy źle zaplanowano. Na przykład Bałtyk powinien być na południu, bo u Was cieplej niż na północy, a górską stolicą Polski powinny być Suwałki. Nawet nazwa jest odpowiednia, bo narciarze suwają się po śniegu, więc są suwałkami.

  14. mru Says:

    narciarki = suwałki
    narciarze = suwaki

    niech mi tu będzie pary ten.
    byłem = widziałem

  15. pak4 Says:

    @TesTeq&Mru:
    A najlepszy punkt widokowy w Polsce powinien być na łódzkim Widzewie? Oczywiście, skoro Łódź, to to góra na wyspie powinna być😉

    PS.
    Pozdrawiam z miejscowości, która ma swój własny Kanał Sueski😛

  16. zawsze niech będzie słonce Says:

    jak w ksywce

  17. basia Says:

    Troszkę a propos zastrzeżeń TesTeqa😀 do zamałopunktowego i niecałkiempieszego okolenia Morza Orawskiego, powtórzę za Marią Dąbrowską: „Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia”.

    Albowiem pojechałam na rower. Miałam w planie nawet plażowanie gdyż prognozy wariowały pomiędzy małymi chmurkami krótko a większymi chmurkami średnio krótko. Przy znów upalniejącej pogodzie. (W sb ma być 39… O_O❗ ❗❗ )
    Okazało się jednak, iż dzisiejsze 28 celsjuszów dwudziestu ośmiu (niedawnym zimnym, poupalnym) nierówne. Oj, baaaardzo nierówne! Duchota, że hej. Jakieś wilgocie niewiadomoskąd (bo sucho a nawet susza miejscami), powiewy saharyjskie (przeplatane na szczęście chłodnymi, wydobywającymi się z małopolskich dziur i wądołów). Do tego dwa deszczyki, których żadna prognoza nie ujęła! Szkandał!
    Nieugięcie zrobiłam 41 km (bez plażowania, choć popatrzeć w tej ciepłocie na czarne chmury…🙄 ) — mam właśnie od stycznia równiuśkie 2000 km. Jak ktoś spyta, czemu tak późno – odpowiem, iż odpowiem we wrześniu. Chyba, że mi się zmienią plany😀

    Mówiłam już, że w Krk rowerzystów wszędzie niedowytrzymania? –
    To powiem jeszcze raz!😎 …Tak jest, Celebrytko😀 pamięć nam płata figle😉

    …Polskę mą widzę z Widzewa ogromną: tu suwaki i suwałki, tam skoczki i lino, ówdzie pustka ino…😀 😀

  18. Anonimowa Celebrytka Says:

    Cieszę się, ilekroć Was widzę w dobrych humorach.🙂

  19. TesTeq Says:

    A przy tym rowerze to mam nadzieję silniczek elektryczek, a nie spalinowy, coby ciszy upalnej nie mącić. Bo że w szpilkach 41 kilometrów (maraton?) w dzień i 2000 w 7 miesięcy to nie uwierzę. Jak bum cyk cyk.😀

  20. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Silniczek ewidentnie spalinowy — spala cukry, białka i tłuszcze emitując CO2 do atmosfery. Moc: jeden człowiek mechaniczny. Co do mącenia ciszy to zupełnie nieprzewidywalny i potrafi wypaść lepiej od elektrycznego, jak się tylko postara…😉

  21. basia Says:

    Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli – mówi pismo😛
    …Wyświetlacz licznika wspiera moją pamięć… Jak bum cyk cyk! 😀

    Paku4, „jak się tylko postara” 😛

    (ROI Paka4 ostatnio troszkę marudził, że rowery niedostatecznie zaawansowane… że na lepszych mknęlibyśmy z prędkością ponaddźwiękową😛😈 …- może tak było a może lincencja be-letristika na potrzeby TesTeqowego powątpiewania…🙄 )

  22. TesTeq Says:

    pak4 pisze: Silniczek ewidentnie spalinowy — spala cukry, białka i tłuszcze emitując CO2 do atmosfery.

    A zatemż tajemnica globalnego ocieplenia rozwikłana! Im więcej jeździ, tym cieplej! W zimie się oszczędza, to i z ciepłem nędza!🙂

  23. basia Says:

    😆 A Brytyjczycy wspominają też* o metanie…🙄
    _____
    *przy podobnych okazjach – tj. sportowo-metabolicznych

  24. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Silnik ludzki jest ekologiczny, bo spala ten węgiel, co go warzywa i inne rośliny wyłapały. Węgiel na karuzeli ‚cyklu węglowego’ jest zadowolony i krzywdy człowiekowi nie zrobi.
    Co innego ten węgiel, co to go w pomidorach dinozaury jadły. Węgiel dinozaurów nie lubi, bo musiał przez nie siedzieć w ziemi, cały czarny i brudny, często oleisty, więc na złość całej faunie i florze odkłada się w atmosferze i upały sprowadza.

  25. TesTeq Says:

    A w RedBullu to jaki jest węgiel? Zadowolony czy złośliwy? A może sam metan CH4 zamiast CO2?

  26. basia Says:

    Węgiel aktywny. Albo aktywowany😐
    😀 😀

  27. Kumaty Says:

    Tak się to życie plecie na pięknym świecie;D
    Widze, że były życzenia do złożenia.
    To składam spóźniony,zawsze sie spóźniam, prosze nie brać osobiście;D

  28. basia Says:

    Zwcześniony😀 Jak na razie wszyscy zwcześnieni! 😈
    — Serdeczne dzięki! 😀

  29. Kumaty Says:

    Wiwat!;D

  30. basia Says:

    Viwant! Nieeech żyjąąąą nammmm! 😀
    (Wszyscy Mili Nieustanni Goście 😎 )

  31. pak4 Says:

    Trochę śniegu na dzień dobry!

  32. Anonimowa Celebrytka Says:

    Pak, piękna wizja!🙂

    Jednak u nas jest chłodniej, niż prognozowano.

  33. basia Says:

    😀 😀

    Muszę powiedzieć, że mi się coraz bardziej podoba ten upał – zwłaszcza gdy zamiast 34 jest tylko 31 kresek (arktyka dzika! O_O)… — zobaczymy, jak (cienko) będę śpiewać za dwa tygodnie, jeśli obecna fala tyle potrzyma.
    Dziś kursowałam po mieście aż do południa – bicyklem, rzecz jasna. Było gorąco (już od rana), lecz rześko poprzez powiewy wiaterku i owiew generowany przez „pęd” maszyny i jeźdźczyni😎
    Pozałatwiawszy, popracowawszy (małowiele), postanowiłam ruszyć (wreszcie kiedyś) na moje łąki. Po wpół do czwartej. Aliści jadąc w stronę Tyńca miałam pzrez cały czas podgląd na chmury burzowe przetaczające się ukośnie z pd-wsch na pn-zach. I wymiękłam (popędziwszy co koń wyskoczy drugą stroną Wisły do domu*…nnno, przez jakiś czas wichrzysko i ciemność były imponujące), a niesłusznie, bo one postanowiły tym razem ominąć krk, i tylko przez Balice pójść sobie na spotkanie Wyścigu Pokoju (czy tam czego). Ale jak mnie rano postraszono, że będę mieć burzę na pewno (a w nd i wczoraj deszczyki przyszły, mimo, iż ich w żadnej prognozie nie było)…
    …Zerkając na powracające przed siedemnastą z olimpijskim spokojem słońce, zajęłam się twórczością powidlańską (pyszne, duże, słodziusieńkie śliwki pod Halą (targową na Grzegórzkach) po 1.5 PLN za kg… no nie można nie wziąć!!! 😆 ) Przy okazji inna twórczość kuchenno-termiczna się odbyła (skoro gradusy mają się jednak piąć w górę?…🙄 )

    A, pędząc rano do miasta, widziałam eskadrę❓ czterech maszyn wielce historycznych, co to dotąd tylko w Cool Britannii się takie widywało regularnie… A dziś nad Wawelem łuczek. Tkwię w założeniu, iż nie mam najzieleńszego pojęcia (co było powodem nalotu), i oby tak dalej😈 😀
    😎 😎 😎

    ____
    *znaczy 20 km wyścigowych i 16 sprawunkowych** – zawsze coś😉
    **Brytyjczycy mają na to ładne określenie ‚running errands’… – akuracik! 🙂

  34. marzena Says:

    ale o czym Wy tu mówicie?
    jakie powroty, „koneserskość”, nakładanie wspomnień, i tak dalej? – dziś ludzie jeżdżą, bo „się” jeździ, żeby zaliczyć, strzelić fotkę, pochwalić się, że się było, a w hotelu były super warunki za pół ceny.
    takie jest życie!

    Basiu, wszystkiego najlepszego!

  35. pak4 Says:

    @Anonimowa Celebrytko:
    Podczytuję czasem meteorologów. Twierdzili oni, że model matematyczny daje im straszne upały — 39, itp., ale że oni uważają, że to model jest niespełna ludzkiego rozumu, i że będzie góra 35. Te upały, które podawały media wyglądały na modelowe, a nie skorygowane rozumem ludzkim.

    @Gospodyni & panny młode:
    W pewnej antologii przesądów (:)🙂🙂 „Odpukać w niemalowane” Michała Januszkiewicza) podają słowiańską wersję, jako:
    — coś białego, bo biel symbolizuje czystość uczuć;
    — coś niebieskiego, bo ten kolor ma gwarantować wierność małżonka;
    — coś pożyczonego, bo zapewnia przychylność u rodziny;
    — coś starego, bo gwarantuje pomoc krewnych;
    — coś nowego, jako symbol dostatku.
    Muszę powiedzieć, że błękity nieb lub wód na pewno zapewniają wierność turystów😉

    @marzena:
    Eee… jak takich dzisiejszych ludzi nie znam. Nie, żeby zdjęć nie było, a nawet selfików (kto jest bez winy…), ale jednak każdy wypoczywa na swój sposób. Gdybym miał robić statystyki, to chyba by wyszło, że na pierwszym miejscu jest ‚spokojna okolica nad miastem, najlepiej z wodą (morze, jezioro, potok)’ — to wybierają rodziny z dziećmi. Turyści górscy wybierają góry, czasem nowe, często powrotne. Sportowcy amatorzy to, czego potrzeba do sportu.

  36. basia Says:

    Marzeno, wielkie dzięki! 😀
    …Rzadko bywasz ostatnio…

    Przychylam się do oceny Paka4, że nigdy nie było różnorodniej! Jednak w obrębie owej różnorodności widać kilka wyrazistych trendów (i kontrtrendów – bo dzieci wywłóczone od małego po Italiach, Francjach, Hiszpaniach, Chorwacjach szukają jako studenci czegoś innego – „Siedmiogród, Karpaty Wschodnie? – kul, i to pani, naprawdę? Moja matka by tam nigdy nie pojechała, dla niej tylko dobre hotele, Turcja, Egipt…” – cytat sprzed pięciu dni😆

    Zjawisko „dowiązanych worków z ziemniakami” (czyli że domknięta została kolejna grupa wczasowiczów do czarteru, zorganizowanego wypoczynku hotelowo-objazdowego) — to też rzecz nienowa, znana nie tylko złośliwym pracownikom biur podróży! 😉 (Zresztą która grupa zawodowa nie ma swego wewnętrznego slangu i uszczypliwych określeń różnych typów klientów! Niedawno media brytyjskie obficie cytowały, jak odreagowuje w sieci obsługa samolotów… 🙄 )

    Oczywiście „zaliczeniowe” podróże typu „przez kontynent w miesiąc albo mniej” to też dość powszechny polski fenomen. Nie tak dawno naśmiewaliśmy się z Japończyków, którym się miesza Wersal z Wenecją, Florencją i Petersburgiem – teraz mamy rodzime obiekty do żartów🙂

  37. basia Says:

    PS, od dekad mam dość szeroki przekrój urlopowiczów: wielu zgłasza się z doskoku (późna wiosna, czyli jak trwoga, to do…) albo systematycznie doskonali język – również w celach podróżniczych.

  38. pak4 Says:

    Najlepszego Gospodyni!🙂

  39. nietoperek Says:

    przeplatanego
    naj

    zyczy
    niet

  40. Tom Says:

    Pogody dla górołazów – zawsze!
    Pogody dla bogaczy – czasem!
    Życzą
    Tom, Asia, Budrysy

  41. Asia Says:

    Pogody dla górołazów – zawsze!
    Pogody dla bogaczy – czasem!
    Życzą
    Asia, Tom, Budrysy😀

  42. zawada Says:

    I jeszcze Kogoś/Czegoś Ekstra!

    (Nie pędź jutro w góry, będą burze..)

  43. pak4 Says:

  44. basia Says:

    Paku4, Nietoperku, Tom, Asiu, Zawado, Paku4 — wieeeelkie dzięki Wam za pamięć, przemiłe słowa, wielki ładunek pozytywnej, wysokoenergetycznej mobilizacji!!!!!!
    😀 😀 😀 😀 😀 😀

    …i ochłody😎

    Serdecznie dziękuję też za listy, smsy, mmsy z życzeniami!
    😀 😀 😀

    Było cuuuudnie. Nawet wczorajszy wieczorny powrót do krakowskiego rozgrzanego i dusznego pieca miał swój urok! 😎
    Nb, jak wiadomo, w taką pogodę smakuje rewelacyjnie wszystko, co mrożone – np. wyjęte pół godziny wcześniej z zamrażarki kotlety mielone własnej produkcji… Tudzież klasyka czyli mnóstwo różnych (mrożonych) jagód na lodach…
    A także popijana łyczkami woda z lodem, klasyka klasyk… – musi wystarczyć, gdy pod ręką (nogą) nie ma lodowatych potoków i pawiookich jeziornych toni wśród skał…😉
    To ja lecę się rozpakować do końca a potem zobaczyć, jak wyszły fotki😎

  45. Joszko Says:

    Spóźniony, dołączam się do serdecznych życzeń dla naszej sympatycznej i wytrwałej Gospodyni, osoby, dla której warto zaglądać do sieci. 🙂

    Dzieci mnie zabrały w szeroki świat, widzę, że i Basia nie próżnowała. Brawo, temu ma służyć lato i wakacje. Reszta to albo odporność (my starzy), albo udogodnienia techniczne (klimatyzacja)..

  46. basia Says:

    Etam, „spóźniony”! – Tu obchody trwają chyba od czerwca😈 a co do dnia to wciąż jesteśmy w oktawie 😀 — Serdeczne dzięki za miłe słowa! 😀 (Jest trochę miejsc, do których warto zaglądać, inne zmieniają się na gorsze z rożnych powodów (co nie znaczy, że kiedyś nie było warto), jeszcze inne powstają — warto szukać, sprawdzać, porównywać, być wiernym ale i próbować nowego🙂 ).
    Gratuluję wojaży w rodzinnym gronie! Odporności na upał proszę nie testować w ekstremalnych warunkach – owszem, jest coś na rzeczy z tą twardością starszego pokolenia, ale…😀

    *** * ***
    Urodzinowe Tatry czterodniowe — byliśmy twardzi-odporni, ale i rozpieszczaliśmy się kiedy tylko się dało!😎

  47. nietoperek Says:

    ladnie

    pieknie

    gratki

    popieram

    /wykrz/

  48. basia Says:

    I słuszne to poparcie, bo były tam typowo nNietoperkowe miejsca. Na przykład szukaliśmy Cię na jednym (lub wielu) hakach w wancie Doliny Wielickiej, no tam, pod Kvetnicą, wiesz chyba, gdzie?😀

  49. nietoperek Says:

    he he

    hcieli
    nietoperki
    na
    zawolanie

    he he

  50. basia Says:

    Żeby mieć, trzeba chcieć! 😎

  51. TesTeq Says:

    #górywruinie
    Ktoś te pokruszone skały powinien wyrównać i pokryć tynkiem akrylowym!

  52. Ostoja Says:

    Wiadomosc kanikulowa.

    Ponizej — z olbrzymimi skrotami — pozwalam sobie przekazac niescisle tlumaczenie wybranych fragmetow artykuliku, ktory ukazal sie na poczatku lata (13 czerwca, 2015) na lamach brytyjskiego tygodnika popularno-naukowego “New Scientist”. Artykulik zatytulowany byl – co dla mnie zabrzmialo troszke biblijnie — „The Prodigal Sun”, czyli „Marnotrawne slonce” (jak w „synu marnotrawnym”: sun = son). Artykulik wykonany zostal przez zapewne szacownego w jego kregach Richard Weller, ktoren-to Richard jest dermatologiem na uniwersytecie w Edynburgu, na Jukeju – wiec zapewne wie o czym mowi. Z drugiej jeszcze strony zastrzegam sie: w zadnym przypadku, prosze nie traktowac ponizszego jako porady medycznej, a jedynie jako ciekawostke przyrodnicza.
    Autor artykuliku pisze o rzeczach (dla mnie przynajmniej) interesujacych a mianowicie:
    Jak wiadomo od lat, promieniowanie sloneczne jest szkodliwe dla zdrowia. Istnieje wielka ilosc dowodow na to, ze promieniowanie powoduje raka skory. Ale z drugiej strony brak jest dowodow na to, ze slonce powoduje skrocenie zycia. Zapytaj dermatologa, czy istnieja dowody na to ze wystawianie sie na slonce rzeczywiscie skraca zycie a uslyszysz zaambarasowana cisze.
    Nawet najbardziej zagorzali wrogowie slonca przyznaja, ze promieniowanie sloneczne niesie z soba korzysci, ale zwykle jako zalete podaja produkcje witaminy D. Osoby z najwyzszym poziomem witaminy D sa zwykle zdrowsze: maja mniejsze szanse na podwyzszone cisnienie tetnicze, cukrzyce, zawaly serca czy tez wylewy. Prawde mowiac, maja znacznie mniejsze szanse na przedwczesna smierc z jakiegokolwiek powodu. Stad bierze sie trend do wspomagania diety za pomoca witaminy D w formie pastylek. Niestety, wyniki badan wykazuja, ze witamina D w pastylkach nie niesie pozadanych skutkow. Wprawdzie dodatki witaminy D zmniejszaja zachorowalnosc na osteoporoze i prawdopodobnie na niektore nowotwory jelita grubego, ale witamina nie jest cudownym srodkiem, w ktory wierzy wiele osob.
    Innym posrednikiem („katalizatorem”), ktory prawdopodobnie umozliwia utylizacje zalet promieniowania slonecznego jest tlenek azotu (Dla zainteresowanych chemia: to zapewne nietrwala forma =N-O-. Przyp. moj). Rozluznia i rozszerza on naczynia krwionosne i w ten sposob kontroluje (obniza) cisnienie krwi. Odkrylismy w roku 1996 ze skora ludzka wywarza ten gaz. Juz niewielka jego ilosc statystycznie powoduje duza roznice w cisnieniu krwi pomiedzy latem a zima, pomiedzy mieszkancami polnocy a stref podzwrotnikowych, nawet wsrod kolarzy w czasie jazdy na czas (rozszerzenie naczyn krwionosnych pozwala na dostarczenie wiekszej ilosci tlenu do miesni).
    Oprocz tlenku azotu istnieja zapewne inne pozytywne mechanizmy, ktorych jeszcze nie znamy.
    A jak sie ma w tym kontekscie sprawa raka skory? Wyniki dlugoterminowych badan epidemiologicznych, rozpoczetych 25 lat temu, zaczynaja wychodzic na swiatlo dzienne (no pun intended, przyp. moj) i sa dosc zaskakujace. Obserwacje 30 000 kobiet w Szwecji wykazuja ze im wiecej wystawialy sie na slonce, tym mniejsza byla szansa ich (przedwczesnej) smierci w ciagu ostatnich 25 lat. Prawde mowiac, te ktore najbardziej wystawialy sie na slonce, mialy o polowe mniejsze szanse na smierc, niz te, ktore slonca zupelnie unikaly. Autorzy badan obliczaja ze 3% przypadkow smierci w Szwecji jest powodowane niedostatecznym naslonecznieniem skory. Wyniki innych badan skandynawskich (40 000 kobiet) rowniez wykazuja, ze te ktore najczesciej wystawialy sie na slonce, mialy najnizsza smiertelnosc po 15 latach.
    Z drugiej strony wiadomo oczywiscie, ze promieniowanie sloneczne powoduje nowotwory skory, ale obraz jest dosc skomplikowany. Rak skory ma dwie glowne formy: melanoma i „inne” (nie-melanoma). Melanoma jest najniebezpieczniejsza forma ktora powoduje 10-20% smiertelnosc. Choroba ta jest bardziej powszechna w Australii niz w UK, ale rowniez bardziej powszechna wsrod osob pracujacych wewnatrz budynkow, niz wsrod tych, ktorzy pracuja na zewnatrz. Najprawdopodobniej okazjonalne wystawianie sie na promieniowanie sloneczne i zwiazane z tym poparzenia stanowia wieksze ryzyko, niz ciagla ekspozycja.
    Jesli chodzi o „nie-melanoma” formy raka skory, ciagle wystawianie sie na slonce stanowi powazne ryzyko. W UK istnieje wiecej przypadkow tych form raka niz wszystkich innych for razem wzietych, ale nie sa one prawie nigdy smiertelne.
    Wyniki badan dunskich wykazuje ze osoby z rakiem typu „nie-melanoma” mialy mniejsza szanse na przedwczesna smierc niz grupa kontrolna i mialy znacznie nizsza zachorowalnosc na atak serca. Koniec.

  53. basia Says:

    Ostojo😀 wielkie dzięki za trud podzielenia się z nami tym ciekawym tekścikiem. Jak się może domyślasz, tegoroczne upały powodują tym większe zainteresowanie Polaków skutkami nasłonecznienia. Osobiście też mam dylemat: słonce i aktywność na świeżym lubię bardzo, o tym, iż należy uważać, by nie przesadzić (a bodaj dla estetyki-młodości skóry, nie mówiąc o nowotworach) pamiętam od zawsze… ale też dzieciństwo i wiele późniejszych tygodni spędziłam wśród ludzi ciężko pracujących w pełnym słońcu, sama włączając się w te (i owe) prace…
    Więc, że tak powiem, JEST TEMAT!

    TesTequ, ale kto? 😮 😀 ( #szukamyinwestora )!

    *** * ***

    Tu estetyka-młodość matki-ziemi poprawi się nieco. Wczorajsze popołudniowo-wieczorne i dzisiejsze poranne burze i deszcze podtopiły to i owo, ale w wielu miejscach przyniosły wreszcie tak potrzebne nawodnienie. Pierwsze, wstępne. Bo fale upałów mamy tu, na południu, od 3 maja (nb tuż po wyraźnym przymrozku, takim do zeskrobywania szyb, jaki miał miejsce owej nocy). Wczoraj, w romańskim Tropiu na Pogórzu Karpackim śpiewano już nawet suplikacja („Królu Boże Abrahama… wejrzyj na to ludzkie plemię i deszcz żyzny spuść na ziemię”) — a tam znacznie śmielej proszą o słonce, przejaśnienia – o deszcz zawsze z pewną taką nieśmiałością, by ich niebiosa nie zechciały usatysfakcjonować z naddatkiem…😉 …lecz sytuacja była naprawdę poważna, ziemia spękana, orka niemożliwa, liście żółte, maliny więdną, podlewanie albo dalsza utrata (perspektywy) plonów (a tu apele o oszczędzanie wody, braki u każdego, kto nie podpięty do wodociągów…)…

    …Innymi słowy wróciłam z weekendu zielnego; widzę, że i Państwo w sporej liczbie wybyli lub wypoczywają długooddechowo…😎
    Wszystkich serdecznie pozdrawiam i dzięki za zaglądanie! 😀 😀 😀
    Oczywiście, będą relacje z tych wszystkich peregrynacji 😎 — Miasteczka, cerkiewki, festiwale*➡ Krynicę i Beskid Niski mieliśmy na teamowym radarze od co najmniej dwóch lat… z postanowioną datą sierpniową 2015… a tu kilka miesięcy temu, dla wzmocnienia wybuchł temat Kromer Festival… Do tego inne muzyczne obfitości klasy międzynarodowej, dylematy „osiołkowi w żłobie dano”… w sumie sześć koncertów w cztery dni, w tym pięć (spośród ośmiu) na pierwszej edycji bieckiej imprezy… Oraz wędrówki w tych potężnych upałach od świtu do nocy (tym razem głównie kołowe)… — oj działo się dużo i przecudnie!!!
    _______
    *dalece nie wszystko, tylko 300 fotek; taki np. ROI Paka4 ma 1050, ale jak ludziowi padną w dwa dni obie baterie (normalnie wytrzymują 4-5 z dobrym zapasem), to jeden ludź musi zdać się na drugiego ludzia😀

  54. TesTeq Says:

    Całe to gadanie o raku skóry to propaganda producentów parasolek, parasoli, daszków i innych za-słońców ( http://biz.blox.pl/2014/06/Zasloniec-Pani-TesTeqowej.html ).😀

  55. basia Says:

    O, a ja właśnie pod koniec lipca – gdy Mama dostała w prezencie strasznie wypasione urządzenie pomiarowe (temperatury pokojowe, zaokienne, ciśnienia, itd.) – przypomniałam sobie tego Zasłońca Pani TesTeqowej (gdzie by tu umieścić czujnik? jak go uczynić wiary godnym w te upaliszcza? w ogóle?) – a teraz mam link na talerzyku. Telepatia! 😀

  56. nietoperek Says:

    niezle

    czekam
    na
    fotouzupelnienie

  57. Marta El Says:

    Trudno piszesz, trzeba się wczytać, człowiek nie jest pewny, czy zrozumiał, czy też nie.
    Dlatego odchodzę, zniechęcam się.. i wracam po miesiącach, latach.

    Motyw „chałkowy” jest mi bliski. Niestety, nasze wysiłki życiowe, gdy je zapleść w chałkowy warkocz z rzeczywistością albo ze wspóldziałaniem, zawsze część naszego wysiłku (uformowania optymalnych przekrojów) schowa się, rozmyje, sklei. I chała!:)

    Jestem z tych, którzy mogą pisać na forach, mogą też dać sobie spokój, tylko czytając. Wróciłam z urlopu, widzę, że i Twój był całkiem niezły. Czego Ci zazdroszczę, to komentatorów z luzem i poczuciem humoru, zwłaszcza Testeq’a. Humor abstrakcyjny jest jednak w Polsce jeszcze bardzo rzadki, a szkoda.

  58. basia Says:

    Marto El, witam Cię serdecznie! 🙂

    Czy „trudno”? Trudno stwierdzić – jak dla mnie „normalnie”…
    Od dziecka… hm, może od starszego dziecka opiekującego się młodszym…😀 zauważyłam, że gdy do berbecia nie kierować słownej kaszki z mlekiem a poważne, dorosłe zdania (nno, miarkowane, moderowane😉 ) – jest to, bywa to przepotężnym impulsem rozwojowym, czasem wręcz impetem. I tak odtąd staram się postępować wszędzie, gdzie się da*😀

    Zapraszam do czytania i główkowania. Gdy jest czas, rzecz jasna. Czas i wolniejsza głowa, nastrój na rozgryzienie tego a nie innego tekstu.
    Rokrocznie dostaję w drugiej połowie sierpnia sygnał lub kilka, że, po urlopie, okołourlopowo, na pewnym luzie, ktoś poczytał (nawet teksty daleko wstecz), pomyślał, poszedł za odnośnikami, doszukał, pośmiał się z dowcipów, rozsupłał pokrętne skojarzenia. To wzbogaca i inspiruje daleko bardziej, niż galanteria spływająca „gładko jak po kaczce”. Choć wymaga czasem sporego zaangażowania intelektu.

    Od początku, wciąż na nowo, jestem niezmiernie dumna z Komentatorów, tego co wnoszą! Teraz też, gdy najwyraźniej rozjechali się lub wielu dało sobie przerwę od bycia w sieci. Wszystkich pozdrawiam, Niezmordowanych najbardziej.
    TesTeq to oczywiście Klasa Sama Dla Siebie…😎

    Moim „urlopem” były w sierpniu 3 (trzy) dodatkowe dni, dolepione do weekendów. A ileż treści – mocnych wrażeń i wzruszeń w baaardzo mocną pogodę😎 (Ona ponoć wraca, ta pogódka mocarna…🙄 )

    Pozdrawiam, życząc najmożliwiej owocnego wypoczynku. I warzywnego, naturalnie. Choć trochę chałki na śniadanie nie zaszkodzi, zwłaszcza dziś, gdy zapowiada się chłodniejszy dzień! 😀
    _____
    *a nie da się w zasadzie tylko z niektórymi płatnymi konwersantami, którzy życzą sobie powoli i po literce… a i to na początku, bo potem „skuszają się” szybko na błyskotliwszą rozmowę, ciekawsze tematy, intensuwniejsze zabranie się do roboty w celu przyśpieszenia „progresu”, skorzystania więcej z tego, co „przewodnik” ma do zaoferowania

  59. TesTeq Says:

    Nie dam się nabrać. Żadne kadzenie nie pomoże! Nie będzie na jesieni żadnego rozdawnictwa darmowych egzemplarzy mojej książki „Teraz!”. Bulić nieabstrakcyjną kasę proszę, a nie się przymilać!👿

  60. basia Says:

    TesTequ, pracuję intenZywnie i dodatkowo, ranki i wieczory (no topsze, co drugi wieczór😉 ) żeby mnie było stać…😎

    A jakaś trasa promocyjna będzie?
    Poproszę po 20 września, i żeby było gdzieś blisko…
    Ale nie na samym przełomie wrz i paźdz…
    Może być też na Targach Książki (naszych) – odłożę te 7 PLN na wstęp (może zresztą będą dawać darmowe bilety w kościele… żeby ludzie święte drogie albumy kupowali… Teraz!!! i na wieki wieków przy okazji…😈 )…😉 😀

  61. Marta El Says:

    Testeq – a nie wrzucisz swojej książki na sieć?:)

  62. TesTeq Says:

    @basia: Póki co wybieram się na zwiedzanie Orlich Gniazd i Bochni, ale nie odważę się przekroczyć granic Krakowa. Wszyscy wiedzą, że tam szaleją kolarki…👿

    Premiera książki na pewno nie we wrześniu, prawdopodobnie w październiku. Kiedy te targi książki?

    @Marta El: Ja nic nie będę wrzucał. Wydawnictwo wrzuca. Ebook będzie nie wiem kiedy. Skupiam się na audiobooku. Właściwie to powinienem poprosić Gospodynię, żeby mi to wyśpiewała.😉

  63. basia Says:

    Jak evil szaleją, to evil, nie ma sprawy! Proszę mi się nie zbliżać do Smoczorodu bez książki w garści – gotowej, wypromowanej a nawet obsypanej nagrodami – bym wiedziała, co kupuję! 😈

    19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie są w 2015 w dniach 22 – 25 października. W Krakowie, EXPO czyli już prawie nie w Krakowie, ale jednak (w Krakowie) 🙂
    http://targi.krakow.pl/pl/strona-glowna/targi/19-miedzynarodowe-targi-ksiazki-w-krakowie/o-impreziea6cdf0.html

    Życzę miłego pobytu na Jurze i w Bochni. Na wszelki wypadek postaram się w przewidywalnej przyszłości nie zakłócać mną i mym bicyklem żadnego z tych kierunków. W nieprzewidywalnej – tym bardziej nie!😀

    Audio-koloratura też mogłaby być dość nieprzewidywalna. Co nawet stanowi pewną pokusę, ale nie takim się już opieraliśmy…😀 😎

  64. Marta El Says:

    Basia,🙂.
    Testeq,🙂.

  65. Marta El Says:

    Nie lubię żółtych emot:).

  66. TesTeq Says:

    @Marta El: Specjalnie dla Ciebie:mrgreen: oraz👿

  67. basia Says:

    …A też➡ 😳

    ;D

  68. zawada Says:

    Też macie problemy!

  69. basia Says:

    Problemy? Jakie problemy? My mamy same rozwiązania!😀
    (I to w stylu „od razu wynik”😉 )

  70. Jankora Says:

    Tak, tu byli wczoraj.😀

  71. mru Says:

    jestem dzisiaj. nie będzie mnie we wrześniu.🙂

  72. basia Says:

    Wrzesień… jedni wracają, inni odlatają — zdobyła się na głębinową głębię sentencjonalną B 🙄
    😀 😀

  73. Jankora Says:

    Za takie głębie cię Basiu lubię,za luzackie przymrużenie oka względem Twojego własnego”ja”😀.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: