…zarazić prezesów miłością do nart

Chce Justyna Kowalczyk. W swoje urodziny (najlepszego!)
Prezesi niektórzy już zarażeni, prawi, ale ten jeden (PeZeteNu) jeszcze nie…
Chodzi oczywiście o coś tak niewyobrażalnie oczywistego, jak biegowe trasy narciarskie w kraju, który nie tylko miewa zimy, ale i sny o potędze.

Pani Justyna pisać umie. Kto nie wierzy, niech sprawdzi (na sport.pl).
Zacytujmy jednak komentarz pod tekstem:

problem jest ogromny w samych Polakach – oni traktują sport jako rozrywke – coś jak kabaret, kibicowanie – stad do sportu daleko
sport ma wtedy sens kiedy staje się niezastąpioną czescia dnia , życia codziennego
a to w Polsce jest kosmos po prostu
druga sprawa – no cóż z tego ze mnóstwo ludzi zjeżdża na nartach – a ilu to Polaków widzieliście w PS – ?
jest co robić Pani Justyno!

Z jednej strony można się popłakać i załamać mile, że na tak prostą i tanią rekreację (choćby w porównaniu ze ślizgami na klepiskach) doczekamy się albo i nie.
Z drugiej – jesteśmy ostatnio świadkami kilku „cudów” masowego ruchu. Więc może… Pewnie należy… gadać, pisać, naciskać, pokazywać niestrudzenie, jak jest gdzie indziej, także tuż za miedzą. Jaki to przyjemny, pożyteczny sport. Nie tylko (pa)górski.

Jak się już ruszy – to pójdzie. W temacie mód na rodaków można liczyć! ;D))

A skoro cytujemy komentarze – niech będzie do pary:

Being frozen beats being hot and greasy.

Abstrakcyjnie-absurdalna puenta dla „zmagającej się z zimą” Wielkiej Brytanii (dokładniej – niektórych jej urokliwych zakątków) niewiele objaśnia ani posuwa (jeśli – to ślizgiem na letnich oponach ;p), ale pozwala się bezinteresownie pośmiać minutę-dwie. Skoro więc jeszcze wciąż nie czas na narodowe ćwiczenie tych wszystkich licznych-ważnych układów i narządów, jakie wymieniła ekspercko Pani Doktorantka AWF – zawsze pozostaje niezmordowane usprawnianie przepony!…

Odpowiedzi: 257 to “…zarazić prezesów miłością do nart

  1. Tom Says:

    Heeej, panocku, jakbym kiedy noloz casu tobym wom pokazoł, jakie tu som trasy do biegówek.

    Ale moze nie bendem tego casu barz pilnie sukoł, coby wos nie wnerwiać?😀

  2. pro-fan Says:

    Justynie – taaakich nart pod domem!🙂

  3. pro-fan Says:

  4. pro-fan Says:

    https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQNqm33AdI83-O8_kCboK8jPXP3mDiT9p3nlmvDRGT8BBoQGzC-

  5. pro-fan Says:

  6. pro-fan Says:

    ostatni!😉

  7. basia Says:

    No, nasza Mogielica też ładna (w tej kategorii…):

  8. basia Says:

    I jeszcze jeden (dla Toma😛 )

  9. pro-fan Says:

    @basia:
    nieźle wygląda Mogielica. „w swojej kategorii”. ktoś to utrzymuje, trasuje?

    śniegu może tam zwalić na ski-tury a nie cienkie narty.
    jak długa jest trasa?
    (pyta bo i tak sam zaraz znajdzie.😉 )

  10. zawada Says:

    Mogielica – tu piszą z grubsza, jak jest:
    http://biegowki.pl/forum/viewtopic.php?f=29&t=3370http://biegowki.pl/forum/viewtopic.php?f=29&t=3370

  11. zawada Says:

    https://pl-pl.facebook.com/mogielica

    Nie dla multimedalistki. I nie dla mięczaków. Pozostali powiedzą że 27 km, blisko, dojazd teoretycznie jest – nie w kij dmuchał.
    Uważać na koleiny, oblodzenia i inne leśne atrakcje.
    Wróćcie w jednym kawałku.🙂

    Pro-fan, w ostatnie zimy tam bywa i tak, że ani na biegówkach ani na turach niewiele zwojujesz.😉

  12. basia Says:

    http://nabiegowkach.pl/

    http://www.traseo.pl/trasy/activity/4/location/ma%C5%82opolskie – nie dla początkujących, powiedziałabymmm…😉

    http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35825,13311945,Nowe_trasy_do_narciarstwa_biegowego_w_Malopolsce.html (jak to z Mogielicą było)

  13. TesTeq Says:

    Nie gniewajcie się, ale… ocena, że nasza mistrzyni znakomitą publicystką jest, wydaje mi się na wyrost. Bardzo na wyrost. A resztę mojego komentarza zamieszczę w czwartek w BIZNESIE BEZ STRESU, bo się zainspirowalem…

  14. pak4 Says:

    Trasy powstają, choć spotyka je (a przynajmniej spotykało) niedowierzanie. Górale z Wisły mieli strasznie narzekać, że im się psuje górę (Kubalonkę) na jakieś trasy dla narciarzy biegowych, a kto widział biegających na nartach? Byłem na Kubalonce i widziałem — ludzie są, przyjeżdżają, by pobiegać na wcale nie tak częstej trasie…
    Gdy zima była bardziej śnieżna, widywałem też ślady po biegówkach i samych biegówkowiczów w moim lokalnym Parku… Ale nie tej zimy…

  15. basia Says:

    Nikt nie mówił, że aż znakomitą.🙂 Ale jak na sportsmenkę w sezonie i startach… – całkiem, całkiem przekonującą i zaangażowaną.
    W dodatku przy urodzinach… — Nie może być Maestro dżentelmenem nie tylko u basi, ale i dla Justysi? (Jak rozumiem, jest po urodzinach – zatem nie może…😦 😉 )

  16. basia Says:

    PAKu, powstają, ale jeszcze trzeba, by wyszły poza pagóry, dostały (bodaj niektóre) oświetlenie, utrzymanie (nawet dośnieżanie), infrastrukturę, jak w… Skandynawii, Bawarii, Austrii…
    Reklamodawcy już czekają, by obstawić toto swoimi wabikami i innymi klejami okejami…
    A koszta, mimo, iż spore, będą mniejsze, niż w przypadku budów i utrzymania skoczni; obiekty przydadzą się i zwykłemu człowiekowi, nie tylko dostarczycielom biernawej rozrywki dla mas…🙂
    To MUSI nadejść. Szybko! 😉 😀

  17. Joszko Says:

    Co roku widzę więcej ludzi na nartach (poza stokami, choć i tam wciąż przybywa). Trzeba mówić, propagować, pokazywać, nie zrażać się. Dużo dają również wyjazdy Polaków w Alpy, Dolomity, praca wielu Rodaków w Norwegii, Szwecji. Ludzie widzą, jak to wygląda w innych krajach, podoba im się, opowiadają po powrocie, chcieliby coś takiego bliżej domu, choćby wzdłuż Dunajca.

    Brawo Pani Justyno!🙂
    TesTeq, ona nie musi byź „znakomitą publicystką”, bo ma złota olimpijskie i mało czasu. Wystarczy, że trafiła mi do przekonania – pisze o tym, co jej doskwiera i leży na sercu.🙂

  18. TesTeq Says:

    Joszko, rozumiem, że trafiła Ci do przekonania, ponieważ ma rację. Tak, merytorycznie się z nią zgadzam. Ale powiem Ci w skrócie, o czym będzie mój najbliższy blogowy wpis: nie ten załatwia sprawę, kto ma rację, ale ten, kto wie, jak to zrobić.

    Oczywiście, że Justyna nie musi być „znakomitą publicystką”, ale nie dalej jak pod poprzednim wpisem zgrany chór komentatorów życzył Wojtkowi Fibakowi, żeby zamilkł… Łaska komentatorów na pstrym koniu podskakuje…

  19. Joszko Says:

    TesTeq, nie było mnie w tym chórze, lecz skoro pytasz.

    1. Jest duża różnica pomiędzy
    -czynną i bardzo utytułowaną sportsmenką, piszącą, co jej zdaniem byłoby dobre dla dyscypliny jaką uprawia i dla polskiej ludności
    a
    -byłym znanym zawodnikiem postulującym, co ma zrobić zawodniczka dyscypliny, jaką o uprawiał dziesięciolecia temu, by dyscyplina dalej miała branie a on sam był zapraszany do telewizji.

    Przepraszam za brutalność. Młodego Wojtka Fibaka lubiłem, kibicowałem jak prawie wszyscy wtedy. Teraz on się zmienił. A chyba nawet nie próbował trenować kogokolwiek, zrobić coś dla dyscypliny, być w sztabie jakiegoś zawodnika, uczyć dzieci, propagować tenis wśród „mas”? Nie wiem, nie śledzę, jak wiesz to napisz.🙂

  20. Joszko Says:

    Trasy biegowe, to jest, widzi mi się, mniej proste załatwienie sprawy, a bardziej bitwa, gdzie role muszę być podzielone. Rusza pierwsze ostre natarcie, potem piechota, jakieś ostrzeliwania z boku czy powietrza, wreszcie wchodzą negocjatorzy albo nowe porządki wprowadza się w siłą.

    W dyplomacji to też działa w podobny deseń. Są ci od ostrego gadania, są owi od wyważania, realizmu, słodkich słówek.

    To w skrócie, bo i tak się rozpisałem, a dzień goni. Pozdrawiam!🙂

  21. pak4 Says:

    @Joszko:
    Teraz w modzie jest bitwa powietrzno-lądowa, gdzie lotnictwo atakuje zaplecze (na różną głębokość), a czołgi i żołnierze bezpośrednio front.
    Czyli oddziaływanie na zaplecze (media atakują społeczeństwo wpajając mu potrzebę tras biegowych), a działacze i sportowcy atakują własnych prezesów słowem pisanym, mówionym, demonstrowanym ;P

  22. TesTeq Says:

    Joszko: Tym lepiej dla skutecznych dyplomatów, gdy większości wydaje się, tak jak Tobie, że wiedzą, na czym polega skuteczność. Nie mają konkurencji. Przepraszam za brutalność.😉

    Zostawmy na boku Fibaka, bo tylko nas rozprasza – niepotrzebnie o nim wspomniałem.

    Napisałeś o czynnej i bardzo utytułowanej sportsmence, piszącej, co jej zdaniem byłoby dobre dla dyscypliny jaką uprawia i dla polskiej ludności i masz rację. Tyle, że wszystko, co Justyna zwojuje tym pisaniem, to wypłakanie się w mankiet szanownej publiki.

    A ścieżek biegowych jak nie było, tak nie będzie, zaś prezes Tajner z pewnością stracił motywację, jeśli jakąkolwiek miał, gdy dowiedział się, że nie kocha nart. Bo to głupi i niesprawiedliwy zarzut.

  23. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Myślę, że Justyna Kowalczyk coś tam swoim pisaniem wojuje jednak. I nie wiem, czy tym wpisem, ale całą działalnością jednak wojuje skutecznie — trochę naśladowców (płci obojej) się znalazło, a popyt w gospodarce wolnorynkowej może stymulować podaż😉

  24. basia Says:

    Ejże, TesTequ, nie próbuj za bardzo naginać Justyny do Twej tezy* — to charakterna dziewczyna, i jak się odwinie!…😀
    Czemu ona miałaby niby coś załatwiać? I załatwić, wywalczyć, zwojować? Na dobitkę w pojedynkę? Ona już działa, bo startuje, bo skończyła studia (i coś tam dalej kombinuje), bo wreszcie pisze i przez to, co osiągnęła, jest bardziej słuchana, niż gryzipiórek „znikąd”.
    Jej samej trasy biegowe nie są aż tak bardzo potrzebne – ma roczne cykle ustalone, jakoś wytrzyma, skoro aż tyle sezonów wytrzymała. Dalej to już musimy tę logikę i działanie/wojowanie pociągnąć „my”
    – różni prezesi (dłużej klasztora, niż przeora, zwłaszcza przeora na publicznym; a gdyby jeszcze chciał mimozować, obrażać się, płakać, że mu zarzucają brak miłości – to kandydaci na jego stołek czekają a gawiedź uwielbia egzekucje😉 )
    – zawodnicy, kandydaci na zawodników, ich rodzice
    – aktywni amatorzy, kręgi narciarstwa „turystycznego”
    – państwo, samorządy
    – biznesy

    Tak, zgadzam się, że takie kampanie układają się, czy chcesz, czy nie, „z podziałem na role”: już z aurory wystrzał padł (czasem bardziej przypominający crying call, to fakt🙂 ), szeregi mogą się znów policzyć, kolejni aktywni ruszą na te trasy, jakie już istnieją, kolejne dzieciaki zobaczą szczęśliwego tatusia powróconego po „wyrypie”, kolejne… … … — To nie jest pytanie „czy”, a „jak szybko”. Pewnie nie za kariery Justyny…
    _________
    *która, jak rozumiem zostanie przedstawiona pojutrze i w całej swej malowniczości pawiopiórej – watch that space, Ladies and Gentlemen!😀

  25. zawada Says:

    Jakto, TesTeq, nie podoba Ci się chwyt retoryczny, jakim Justyna potraktowała Apolla?
    A toż on popularny, założę się, że sam stosowałeś wiele razy w pisarstwie i w życiu.

    „Udowodnij, że mnie kochasz”
    „Zaniedbywałeś, teraz się wykaż”
    „Myślisz, że, ale naprawdę – wcale tego nie widać”

    I tak dalej.🙂

  26. gradus Says:

    Zawada,
    nie tyle „mnie kochasz”, ile „to, co ja”.

    chyba, że Justyna = Królowa Słońce = Narty to Ja! 😀

  27. TesTeq Says:

    To jest tak: pisanie służy do lansu osobistego, także wobec siebie samego, żeby poczuć się lepiej w swoim szlachetnym towarzystwie. Nie znam przypadku, żeby w ten sposób ktoś coś konstruktywnego załatwił. Napewno nie ja…😦

    I, otóż to, Droga Gospodyni – piszesz: Czemu ona miałaby niby coś załatwiać? I załatwić, wywalczyć, zwojować? Na dobitkę w pojedynkę? W tym cały sęk, że Justyna zamiast w samotności wojować i pisać w gazecie mogłaby zadzwonić na komórkę do Apoloniusza i pogadać, jak Polbank albo co tam ma na czapce mógłby wesprzeć Narodowy Program Biegowy Justyny Kowalczyk zorganizowany z inicjatywy Prezesa PZN. Jeśli rzeczywiście jej na tym zależy…

  28. basia Says:

    …Ale wówczas mniej Polaków wiedziałoby, ze jej zależy.
    A o to też chodzi, i dlatego przeniosłam w te regiony punkt ciężkości wpisu („zaledwie” link do felietonu Kowalczyk, zresztą cyklicznego, jak się dowiaduję) — tu się musi zgrać wiele czynników, różnorodnych działań… Lecz przede wszystkim jak najszersze gremia muszą wiedzieć i czuć, iż „mają potrzebę”… albo by miały, natychmiast, gdyby tylko dostały zabawkę😎

    Nie wątpię, że multimedalistka i prezes bywają w kontakcie 🙂
    I że Prezes wyswobodzi się łatwo z uchwytu retorycznego Królowej Słońce/ Królowej Nart(y) 😀 😀 😀

  29. Joszko Says:

    Wszyscy Szanowni Zainteresowani Dyskutanci,
    obstaję przy przekonaniu, że Justyna Kowalczyk coś tam zwojuje, a nawet gdyby nic, to i tak powinna gadać, pisać, bo potem jej będą wyrzucać, że nie zrobiła nic dla popularyzacji swojej dyscypliny.
    Tak się złożyło, że Małysz się „przebił”. Skoki są widowiskowe, więc pieniądze, więc łatwiej było. Teraz prezesuje w PZN były trener Adama…

    Korzyści pieniężne z biegów zawodniczych są może małe (w porównaniu), a z upowszechnienia biegów byłyby ogromne, choć nie płynęłyby do jednej kasy jakiejś wybranej instytucji.

    Ludzie od dawna starają się coś robić dla biegówek. Radiowa „Jedynka” od dawna sprawozdaje o zapaleńcu z Jakuszyc.
    Trzeba ciągle wzmacniać ten kierunek, taka jest moja opinia.

    Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.🙂

  30. TesTeq Says:

    A ja wręcz przeciwnie – myślę, że wątpię, że multimedalistka i prezes bywają w kontakcie.

    Do swojego szefa nie piszę felietonów w gazecie. Albo chociaż wpisów blogowych. W tym cały problem Justyny. I Apoloniusza.

  31. Tom Says:

    TesTeq,
    gdy ja daję szefowi notice, on będzie szukał równie dobrego pracownika długo (bardzo długo, pochlebiam sobie😀 ), lecz w końcu znajdzie.
    Gdy Justyna daje wypowiedzenie, Apoloniusz* ma kłopot i to spory.

    Poza tym, czy Tajner jest właścicielem tego tam folwarku, naprzeciwko okien jednej śwarnej osoby?🙂 – Nie sądzę.🙂
    ____
    *ściśle biorąc, nie tyle on sam, co grupa ludzi :’jadąca’ na talencie i samozaparciu J.K. a niewiele ułatwiających jej życie (czytamy, słyszymy) – waaadze i pracownicy

  32. TesTeq Says:

    @Tom: Cóż… Ja nie spotkałem się ani razu z konstruktywnym skutkiem łajania szefa. Natomiast podsunięcie mu okazji do błyśnięcia sukcesem czyni cuda. Być może Ty więcej uzyskujesz szantażem i oflagowaniem się. Cyryl jak Cyryl, ale te Metody…😉

  33. zawada Says:

    Coś ni tu pachnie solidarnością prezesów.😉

    A długotrwała władza zaślepia, potem oślepia. Nawet władza na swoim, a Polo nie jest przecież na swoim.

  34. Tom Says:

    TesTeq,
    ludzie czasem odchodzą albo stają się mniej produktywni (złośliwi, zgorzkniali, co chcesz) nie dlatego, że z natury są leniwi, byli od zawsze leniwi, lubią szantażować i takie tam, tylko dlatego, że dalej tak nie mogą, coś się załamuje.
    _________

    Kowalczyk nie jest pracownikiem Tajnera w klasycznym znaczeniu.

  35. TesTeq Says:

    1. Jestem za jak najszerszym umożliwianiem ludziom uprawiania sportu.

    2. Nie wiem, czy dla Prezesa Tajnera jest to priorytet.

    3. Apel Justyny nie jest krokiem zachęcającym go do takich działań.

    4. Apel Justyny nie spowoduje jego dymisji.

    Co zatem może osiągnąć? Tylko swoje chwilowo lepsze samopoczucie. I tego jej szczerze życzę, choć nie tędy droga (moim zdaniem).

  36. zawada Says:

    Na moje oko, jak jakieś gremium wyłania spośród siebie prezesów, skarbników, itd. – to nie po to, by do nich musieć potem pisać listy (zamknięte, otwarte, żelazne🙂 ) z ponagleniami, pogróżkami „a zróbże!”. Tylko po to, by wyłonieni mieli pomysły i wartko wzięli się do roboty nad realizowaniem celów statutowych.
    Można się domyślić, iż takowym jest dla PZN umożliwienie treningów i startów zawodników oraz popularyzacja dyscyplin narciarskich wśród ludzi.

    Jeśli trafiło się kurze ziarno i mają mistrza czy mistrzynię, to powinni chuchać i dmuchać (to też część ich służebnej roli, nie żadne halo!), bo widzimy na przykładzie pol. narciarstwa alpejskiego, że sama infrastruktura i „popularność” jeszcze nie gwarantują spektaklu, reklam, sponsorów..

    Odspawać nieefektywnych czy jednostronnych działaczy od stołków!

  37. TesTeq Says:

    zawada pisze: Jeśli trafiło się kurze ziarno i mają mistrza czy mistrzynię, to powinni chuchać i dmuchać (to też część ich służebnej roli, nie żadne halo!)

    Nie zamierzam Apoloniusza i całego stada działaczy bronić do upadłego. Nie mam dostatecznej wiedzy. Ale…

    Nasza mistrzyni ma NIEZWYKŁE – jak na standardową mizerię naszego sportu – warunki. Do swojej dyspozycji trenera, akceptowany bez żadnego „ale” plan treningowy, topowych serwismenów do smarowania nart i doktora Śmigielskiego z Carolina Medical Center za darmo i bez kolejki. O logistyce i transporcie nie wspomnę. I jej się to należy! Norweżki mają więcej? Tak, ale mają ropę naftową i mniejsze ambicje w lekkoatletyce, piłce nożnej, ręcznej, siatkówce i zbrojeniu armii.

    Można napisać wiele słusznych zdań i zderzyć się z murem biurokracji. Ale można też – tak jak Marcin Gortat ( http://mg13.com.pl/i-ogolnopolski-turniej-mlodziezy-wiejskiej-w-koszykowce-3×3/ ) zacząć samemu zarażać miłością do sportu.

  38. basia Says:

    Widzę sporo ciekawych i słusznych opinii „po obu stronach”. Za wszystkie ogromne dzięki! 😀 😀 😀 😀

    Moje uwagi:
    1. Gdy widzę hejterów* (np. pod skijumping.pl), nawołujących dniem i nocą do dymisji (najlepiej w tej sekundzie) Tajnera i Kruczka — myślę (i raczej z rozbawieniem, niż irytacją): a spadajcie na drzewo!

    2. Tekst poniedziałkowy JK widzę jednak na innej półce. Wyższej, ogólniejszej.

    3. Czy spowoduje (i kiedy) jakąś dymisję, inne działania, stany rzeczy, zmiany (też – myślenia) — nie wiemy. Tu czasem trudno stwierdzić, że plon wyrósł z tego akurat a nie innego zasiewu.

    4. JK ma warunki. Wypracowała i wywalczyła je sobie; do tej pory robiła całkiem wiele, by je „spłacić”. Jednak brak tras biegowych jest nadal faktem (co nie tylko utrudnia, ale i podraża treningi kolejnych zawodników, wyłuskiwanie i szlifowanie kolejnych młodych talentów (w biegach, biatlonie)… gdyby się tacy mieli ujawnić).

    5. Turnieje koszykówkowe młodzieży wiejskiej jest stosunkowo łatwo zorganizować: jakieś kosze zawieszone są w i pod każdą szkołą a bodaj i na „orlikach”. MG pokazuje się, daje twarz (baaardzo dobrze!) Wielu innych sportowców to robi (beztelewizorowa, przyuważyłam np DżejDżeja🙂 ) — i chwała im za to!

    6. …Podczas gdy „analogiczny” narciarski bieg szkolny bądź masowy w każdej gminie to sprzęt (narty, kijki, buty, odzież), teren (trasa lepsza lub gorsza)… o zamiennikach – nartorolkach na wypadek plusowych pogód nie wspominając.. ani o podstawowym instruktażu, jak łyżwą, jak klasykiem, technika zjazdu z górki🙄
    — To trzeba popularyzować od zupełnie „innego końca”, niż koszykówkę czy siatkówkę.

    7. …Lecz trzeba, inaczej „moment Justyny” zostanie zmarnowany, a szkoda by było.
    (Wiem, wiem, jeszcze 10 lat temu podobno jedyny porządny sklep z biegówkami w województwie był w Zakopcu… zatem coś się zmienia, jak po grudzie, ale…)

    8. Justyna potrafi być pyskata, niewygodna, itd. Ale ona nie jest menadżerką, dyplomatką, pracownicą HR – tylko jak na razie głównie zawodniczką.
    To, o czym pisze, jest nie dla niej, a dla innych.
    ____________
    *gimbusowych ale i starszych; niektórzy na setki km pachną mi reprezentowaniem grup interesów i innych określonych wrogich sił😈

  39. basia Says:

    Zapowiadany dzisiejszy wpis TesTeqa w jego blogu:
    http://biz.blox.pl/2015/01/Zalatwiasz-sprawe-czy-marudzisz.html
    Zachęcam do poczytania, włączenia się w dyskusję, regularnego zaglądania do tego wartościowego miejsca!

  40. Joszko Says:

    Dziękuję Wam za tak ciekawe i kulturalne dyskusje. Oby ludzie i towarzystwa, które chcą i potrafią rozmawiać, trzymali się razem i nie zniechęcali się „ciemnymi stronami” Internetu.
    Tego życzy sobie i innym dziadek Józek.🙂

  41. TesTeq Says:

    @basia: Dziękuję za zaproszenie czytelników do mojego blogowego gospodarstwa!

    Piszesz: 6. …Podczas gdy „analogiczny” narciarski bieg szkolny bądź masowy w każdej gminie to sprzęt (narty, kijki, buty, odzież), teren (trasa lepsza lub gorsza)… o zamiennikach – nartorolkach na wypadek plusowych pogód nie wspominając.. ani o podstawowym instruktażu, jak łyżwą, jak klasykiem, technika zjazdu z górki🙄
    — To trzeba popularyzować od zupełnie „innego końca”, niż koszykówkę czy siatkówkę.

    A może to właśnie „szlachetny” błąd Justyny, patrzącej na świat przez pryzmat swojej dyscypliny – dyscypliny wymagającej znacznie więcej niż kosz, siatka, noga czy bieg w „running shoes” po ulicy lub lesie?

    A poza tym najważniejszy jest przykład, a nie pisanie (dlatego przytoczyłem tu z wysiłkiem Gortata, który jeździ na spotkania pod koszem po Polsce).

    W dzieciństwie uprawiałem „chody” narciarskie po podwarszawskich lasach, więc można – trzeba tylko chcieć. Tyle, że teraz na święta są banany i mandarynki zamiast śniegu!😀

  42. basia Says:

    Dziadku Joszko, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziadka! 😀
    Jak Szanowny Pan widzi i czyni, staramy się trzymać i wspierać w miarę czasu i umiejętności😀

    Zapraszanie-zachęcanie do tak pięknego gospodarstwa to czysta przyjemność (po mojej stronie), TesTequ😀

    A może to właśnie „szlachetny” błąd Justyny, patrzącej na świat przez pryzmat swojej dyscypliny – dyscypliny wymagającej znacznie więcej niż kosz, siatka, noga czy bieg w „running shoes” po ulicy lub lesie?

    Owszem, „target” jest nieco inny. Sposoby pozyskiwania sympatyków takoż (się muszą różnić).
    Pamiętajmy jednak, że narciarstwo zjazdowe jest znacznie kosztowniejsze, szkodliwsze dla środowiska, kontuzjogenne, nawet niebezpieczne dla organizmu/-ów.
    Z wiekiem i rozwojem umiejętności (czy z kręgosłupowej konieczności) wielu klepiskowców przesiada się na skitury czy biegówki – nawyk robienia czegoś w zimie i kontaktu z przyrodą pozostaje, rośnie awersja dla tłumów, hałasu na stoku, nadmiernych kosztów (np. na emeryturze).
    Co nie wyklucza atrakcyjności tego sportu i relaksu dla młodych.
    Masowości też nie wyklucza, lecz upodobania i tradycje są różne w różnych krajach.

    Wczoraj przed południem spotkałam na dwudziestokilometrowej pętli rowerowej trzech nartorolkowców. Dużo to czy mało? Dużo. Zawodnicy czy amatorzy? Nie wiem, bardzo sprawnie się przemieszczali😀

  43. pro-fan Says:

    #a propos:
    other attractive sportswomen (podsyła zarażony miłością, choć jeszcze nie prezes😉 ).

  44. TesTeq Says:

    Plan jest taki:
    — Agnieszka R.
    —– spotyka się z
    ——- Jerzym J.
    ——— w finale
    ———– Australian O.

    Z tego, co zrozumiałem, są w różnych gałęziach drabinki turniejowej, więc jest to bardzo możliwe!🙂

  45. pro-fan Says:

    and JJ is gonna twirl!😀
    http://www.nytimes.com/aponline/2015/01/22/sports/tennis/ap-ten-australian-open-scene.html?_r=0

  46. pro-fan Says:

    mówią, że Australia to strasznie zacofana dziura.
    a tu taki tekścik:
    http://www.abc.net.au/news/2015-01-22/ford-open-sexism-in-tennis/6035538🙄

  47. basia Says:

    W każdym kraju, co więcej, w każdym z nas jest/ bywa/ siedzi/ czai się mieszanka „progresywności” i „prowincjonalności”…

    Co do „zaproszeń do pomeczowego tańca”, jakie wystosował do topowych profesjonalistek tenisa australijski dziadziuś-komentator – najpierw pomyślałam jak Serena: ‚not a big deal’, „nie róbmyż z igieł wideł, kort to też szoł, rozrywka, czasem żart, odreagowanie”…
    Lecz po namyśle skłaniam się ku opinii Billie Jean King:
    http://www.bbc.com/sport/0/tennis/30943738
    (Nb, reakcja samej dwudziestoletniej Bouchard: http://www.bbc.com/sport/0/tennis/30943738 )
    Takie prośby, zachęty do (dodatkowych) zawirowań są jednak niestosowne, czy to pod adresem pań, czy panów. Jak i zaproszenia do dodatkowego prężenia muskułów byłyby niestosowne dla obu płci. Let the play do the talking!
    Agnieszka i Jerzy mogą po meczu zatańczyć kankana. Jeśli taki będzie spontan chwili😉 a Łukasz Kubot nie pozwie za plagiat😎

    Życzę Państwu wyłącznie niewymuszonych weekendowych zawirowań! Karnawał w tym roku krótkawy, korzystajmy! 😀 😀 😀

  48. Tom Says:

    Siódma rakieta świata ma się zachować (na życzenie jakiegoś starego dziada) jak pierwsza lepsza bimbo? – Fakt, żenada, zgadzam się.

    Dzień dobry. Dobranoc.🙂

  49. TesTeq Says:

    Ciekawe, czy w Wimbledonie tego dziada dopuściliby do zawodniczek? O ile się nie mylę, to ostatni turniej, podczas którego obowiązują jakieś zasady dotyczące stylu.

  50. basia Says:

    …Ale już niekoniecznie w wykonaniu tzw. ‚pundits’ pewnej znanej korporacji (Marion Bartoli ‚not a looker’ scandal): https://www.youtube.com/watch?v=XJwfaqVRy24
    <= BBC przeprosiła, ale hałas był niezły…

  51. mru Says:

    nagadali się do syta.
    zarażeni miłością poszli balować.

    biedny łykniędowy mru…😥

  52. mru Says:

    łyknie do Wy.😀

  53. Ostoja Says:

    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/AmerykanskiBiegPiastowCzyliThe2008AmericanBirkebeinerCrossCountrySkiMarathon

  54. Ostoja Says:

    Jak oczywiscie narciarze norwescy (tzn. w stylu norweskim, czyli biegowo) wiedza, a alpejscy chyba nie calkiem jeszcze doceniaja—narciarstwo biegowe moze byc zrodlem znacznie wyzszego poziomu sprawnosci psycho-fizycznej niz alpejskie, z prostej przyczyny ciaglego wysilku, a nie marrnotrawienia wiekszosci czasu stojac w kolejce do wyciagu I potem siedzac na wyciagowym krzeselku, kiedy elektrycznosc dodaje narciarzowi energii potencjalnej.
    Ponizej zamieszczam moze troszke inna perspektywa, bo ze srodkowego Wisconsin.
    Wydaje sie, ze moi przedmowcy/komentatorzy oczekuja na wlaczenie sie do akcji czynnikow ‘odgornych’. Tymczasem u nas wyglada to inaczej.
    Trasy narciarskie rozpoczynaja egzystencje I ja kontynuuja dzieki poparciu z gory (od lokalnych administracji), ale rowniez od dolu (od indywidualnych narciarzy).
    Kilka przykladow:
    Na lokalnym polu golfowym (nalezacym do hotelu), jeden z sasiadow zdecydowal, ze skoro jest miejsce, to czemu nie zamienic go zima w trase narciarska. Uzywajac wlasnego skutera snieznego I domoroslego urzadzenia typu obciazona plastikowa rura, przejezdza po polu ubijajac w ten sposob snieg. Zysk dla hotelu: reklama—“Mamy wlasna trase biegowa”. Zysk dla ubijacza, bo mogz jezdzic na biegowkach, doslownie spod drzwi do domu. Zysk dla miasteczka—trasa biegowa jest dostepna w odleglosci 10 minut dojazdu. Finansowo (nie wiem tego napewno) hotel moze czesciowo doplaca za naprawy sprzetu, inni narciarze doplacaja ‘za benzyne’ w postaci wolnych datkow.
    Teraz pare innych przykladow: jako pierwsze–prywatne kluby sportow zimowych (ale, jak wszystkie—otwarte dla publicznosci):
    Prywatni wlasciciele gruntow jednocza sie w takim przypadku I udostepniaja (za znizka podatkowa) tereny (zwykle kilkaset hektarow) pod trasy.
    Sprzet ratrakowy jest zakupowany I utrzymywany z dotacji prywatnych (od indywidualnych narciarzy, ale rowniez czasem od roznych firm) I ze sprzedazy biletow I calosezonowych abonamentow. Wielkszosc prac przy scinaniu trawy, usuwaniu wiatrolomow I ubijaniu tras wykonuja wolontariusze, zwykle na emeryturze, czasowo wkladajacy w te prace czesto rownowaznosc calego etatu
    Iola, Wisconsin http://iolawintersportsclub.org/
    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/121221Iola
    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/130317Iola
    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/120306IolaWISkiing

    Winter Park, Minocqua, Wisconsin http://minocquawinterpark.org
    ABR Trails http://www.abrski.com
    Pare innych przykladow:
    Parki powiatowe (County Parks) I stanowe (State Parks). Te sa zwykle o powierzchni od kilkuset do kilku tysiecy hektarow. Tu trasami I naprawa sprzetu zajmuja sie etatowi pracownicy.
    Parki powiatowe:
    http://www.co.brown.wi.us/departments/page_05a094096c4b/?department=260ed145263d&subdepartment=dadc284c6c54
    http://www.co.portage.wi.us/parks/standingrockspark.shtm
    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/120129StandingRocks

    Parki stanowe:
    http://dnr.wi.gov/topic/parks/name/peninsula/
    http://dnr.wi.gov/topic/parks/name/kmn/trails.html
    Imprez biegowych o roznej dlugosci I roznym stopniu trudnosci istnieje niezliczona ilosc. Najwieksza z nich jest napewno American Birkebeiner, ktorego trasa wiedzie drogami lesnymi I przeciwpozarowymi z miejscowosci Cable do Hayward I ktory odbywa sie w ciagu tygodnia przed ostatnim weekendem lutego. W roznych biegach z nim zwiazanych bierze udzial okolo 10,000 narciarzy.
    Jest wiele innych, mniejszych liczebnie, biegow. Moim ulubionym jest Noquemanon, ktory w ostatni weekend stycznia wiedzie z Ishpeming do Marquette w Michigan na wybrzezu jez. Superior.
    http://www.noquemanon.com/
    Lokalny miesiecznik “Silent Sports” w kazdym numerze zamieszcza kalendarz nadchodzacych imprez.
    http://silentsports.net/

    Dolaczam rowniez kilka zdjec z biegu Noquemanon.

    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/InnyAmerykanskiBiegPiastowCzyliNoquemanon2008CrossCountrySkiMarathonMarquetteMI

  55. basia Says:

    Witam Cię serdecznie, Ostojo! 🙂
    Wielkie dzięki za tak obszerny komentarz! 😎 Więcej wkrótce!😀

  56. TesTeq Says:

    #takiklimat w Polsce, że oczekujemy od „nich” działania, a nie od siebie. Co gorsze, „oni” (w postaci urzędu skarbowego) skutecznie zniechęciliby takiego twórcę ścieżki biegowej na polu golfowym. Skoro zbiera wpłaty, musi mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą „ubijanie śniegu w celach rekreacyjnej działalności zarobkowej” i kasę fiskalną zamontowaną na skuterze śnieżnym.

  57. Ostoja Says:

    Wahalem sie z komentowaniem na tak bliski mi temat (narciarstwo biegowe), probujac robic (niezamierzenie implikowane) porownania pomiedzy naszymi dwoma demokracjami; ale tak sie wszystko (doslownie!) pomiedzy naszymi demokracjami rozni, ze w sumie nie jestem pewien, czy jakiekolwiek porownania maja sens.

  58. basia Says:

    Mru, łykendy bywają różne: bardziej zajęte, mniej zajęte, zupełnie zajęte. Lecz nawet po najbardziej zwariowanych i zawirowanych przychodzi w końcu (wcześniej lub później) jakaś chwila, gdy można usiąść, napisać kilka ciepłych, życzliwych, rozdokazywanych, przekornych… słów😀
    Dobrze, że Szanowny tu wciąż bywa, nawet jeśli ostatnio rzadziej i w godzinach „pozabiurowych”!…😎

    Ostojo😀 raz jeszcze ogrooomne dzięki za (ponawiany) trud dorzucenia tu tak cennych uwag!

    Już samo spostrzeżenie:
    narciarstwo biegowe moze byc zrodlem znacznie wyzszego poziomu sprawnosci psycho-fizycznej niz alpejskie, z prostej przyczyny ciaglego wysilku, a nie marrnotrawienia wiekszosci czasu stojac w kolejce do wyciagu I potem siedzac na wyciagowym krzeselku, kiedy elektrycznosc dodaje narciarzowi energii potencjalnej. warte jest powieszenia śnieżną porą nad każdym biurkiem, którego właściciel mieni się dumnie osobą aktywną zimą i latem. (Aktualnie TOPRowcy uzupełniają swe cotygodniowe sprawozdania setkami przypadków narciarskich, jakim (już!) udzielili pomocy. A „prawdziwy” śnieg spadł tu dopiero kilkadzieścia godzin temu… nie wiadomo, na jak długo🙄 )

    Dzięki za liczne przeciekawe linki, obejrzę je metodycznie po południu. Bieg Birkebeiner pamiętam doskonale – tak, jakbym oglądała ten Twój fotoreportaż przedwczoraj. Gorąco polecam Zainteresowanym („Amerykański Bieg Piastów” oraz inne zalinkowane treści!)😎

    TesTequ, wydaje mi się, że, gdy się patrzy stąd, z południowej Polski, nie jest tak źle z rekreacyjnymi inicjatywami, działaniami wspólnymi. Niektóre tradycje, dobre obyczaje jakoś przetrwały z czasów, gdy cross country skiing😀 było z jednej strony codziennością i koniecznością (dotarcie przez ucznia do średniej szkoły „za trzecią górką”, przez lekarza do pacjenta w pienińskiej wiosce) a z drugiej strony relaksem elit, stylem życia dziedziczonym pieczołowicie (niekiedy wraz ze sprzętem – czemu miałyby nie być dalej używane biegówki „po Mamie”, „po Żonie”*, skoro może je przypiąć, szybko się nauczyć, cieszyć nimi kolejna osoba radosna, aktywna, otwarta na nowe umiejętności?!)… „W określonych kręgach” wiadomo było, że torów się nie niszczy, że trzeba samemu się przyłożyć (tak, jak dzieci wiejskie wiedziały, że jeśli sobie „skoka” nie usypiesz, igloo nie ubijesz, wydrążysz, posklejasz – to nie będziesz miał), jaka jest cała logika przyjemności i wspólnych działań w kierunku.
    Teraz bogacimy się szybko, sprzęt wkracza masowo i „rakietowicze” maszerujący hurmem-szturmem na Luboń niszczą „bezmyślnie” ślady piechurów albo narciarzy, a niekiedy nie mają innej drogi nawet, gdyby pilnie nad nią myśleli…
    …Różne nowe-odwieczne kody i tropy dopiero się wykluwają bądź będą wykluwać..
    Lecz na pewno są tu ośrodki wczasowe czy nawet sanatoryjne, gdzie zawsze możesz liczyć na wytrasowane dwie kreski. Albo, gdy pracownik nie miał akurat czasu – na kilku regularnych gości, którzy wiedzą, którędy wolno poprowadzić na zasadzie cichej czy głośniejszej umowy międzysąsiedzkiej, międzyobiektowej.

    Teraz chodzi o dwie rzeczy
    – by jak najwięcej „generalnej publiki”😀 przekonywało się do tego pięknego relaksu
    – by związki, samorządy, biznesy dostrzegły-zrozumiały szansę a minimum nie przeszkadzały „gdy coś się dzieje”

    *** * *** * ***

    …Tu pięęęęknie-biało-bajkowo!…😀

    *** * *** * ***

    _______
    *duże litery, bo przykłady prawdziwe

  59. Jankora Says:

    Ostoja,dziękuję Ci za wpis i linki.
    Bardzo ciekawe,zaglądaj częściej. Tu bywają ludzie, których takie rzeczy interesują”teoretycznie i praktycznie”.:-)

    Będąc na nartach”klepiskowych”,zauważamy w ostatnich latach znaczną ilość „innego sprzętu” w okolicy stoków i dalej. Słowacja,Austria a nawet Czechy mają klimat może bardziej może odpowiedni,u nas zimy różne,jednak gdyby były już trasy,to w czasie bezśnieżnym można nartorolkować.Do tego jednak daleka droga.

    Tymczasem młodzież (znam przypadki) siedzi w domu przed komputerami i łatwo łapie infekcję,chociaż niby tacy dziś wszyscy zadbani.:-(

  60. Anonimowa Celebrytka Says:

    W jego pesymistycznym komentarzu, TesTeq ma niestety dużo racji.😦
    Oczekujemy na warunki, oczekujemy na potanienie sprzętu, na prezesa, dotacje, granty, na wolniejszy czas, na koleżankę, aż przejdzie na emeryturę i dotrzyma nam towarzystwa.
    A przykłady amerykańskie, skandynawskie, alpejskie i nawet polskie mówią nam tylko jedno: rusz się i coś rób w miarę możliwości; rusz się, rozejrzyj i skrzyknij kilka zdatnych osób. Za chwilę wszyscy wrócicie zziajani i uśmiechnięci od ucha do ucha, za dwie chwile będzie was kompania. Za trzy – będziecie mieć nie tylko jedną trasę (np.: rowerową Kraków – Tyniec😉 ), ale wiele różnych pól wyżycia się.
    Zwodnicy nie wyrastają w próżni, oni są normalnie wierzchołkiem piramidy masowego sportu, i tak jest najlepiej.🙂

    Pozdrawiam Wszystkich! Nie zaniedbując niczyjego wkładu do tutejszych dyskusji i rozmówek, powiem, że się zawsze cieszę, kiedy widzę, jak zza nowego nicka zaczyna się wyłaniać nowa twarz z ciekawym życiem i poglądami – dobrze, że tu zaszedłeś, Ostojo! 🙂

  61. Ja Says:

    stylem życia dziedziczonym pieczołowicie (niekiedy wraz ze sprzętem

    Niedawno znajomy, zecer z zawodu, ożenił się po jedenastu latach wdowieństwa. Wybranka wyglądała zrazu na rozsądną, ale po ślubie zaczęła przejawiać nadopiekuńczość, między innymi, kategorycznie zakazała mu wypraw narciarskich ze znajomkami. Że niebezpieczne.
    „Droga pani”, powiedziałem któregoś dnia, „święty Jan Paweł II miał narciarstwo zapisane w ramach zdrowotności, i popatrzy pani, jakich rzeczy dokonał!” (Albowiem dama promieniuje świątobliwością.)
    „Co pan powie, sąsiedzie, to nasz ojciec święty tak się na nartach włóczył po lasach i paryjach? Ja bym powiedziała, że on na wyciągach, jak szanowani ludzie. A pewne to, co pan mówi?”

    Słyszę, że negocjacje są na lepszej drodze, niż były w listopadzie.🙂

  62. Ostoja Says:

    Dwie mi jeszcze mysli nadeszly do glowy w trakcie czytania komentarzy:
    * Byc moze, dobre trasy narciarskie powinny byc trzymane w tajemnicy, podobnie jak dobre miejsca na grzybobranie. Inaczej, moga im sie przytrafic kolejkowe horrory jak np. Sokolicy, Giewontowi, czy Morskiemu Okowi [sic]. Oj, to nasze–narciarskie–sknerstwo i egoizm! 🙂
    * Narciarstwo sladowo-biegowe moze okazac sie dzialalnoscia troszenke elitarna (choc nie powinno) i w efekcie kulturotworcza, bo na narty nie pojada pociechy nalogowo gapiace sie w ekran gry wideo, czy I-phone’u, czy kuzyn, ktory wlasnie konczy kolejnego papierosa. Wiec ten kto to lubi, ten to docenia i w zwiazku z tym wytworzy sie kultura utrzymania tras (np. niezadeptywania ich rakietami); kultura niesmiecenia (bo kazdy wynosi z lasu wlasne smieci, wiec kosze na smieci sa niepotrzebne); albo podnoszenia smieci typu „czyste Tatry”; kultura nieginacego sprzetu, ktory bedzie mozna zostawic bezpiecznie przed schroniskiem. I moze zmieni sie podejscie narciarzy na: „Bede tedy jezdzil zima, wiec latem spedze dzien wycinajac krzaki/galezie na trasie, czy koszac trawe”.

  63. zawada Says:

    Ostoja, u nas nieśmiecić wolno🙂
    Ale nie każdej gałązce wolno się ot, tak rozstać z chaszczorem, a to:
    # parkową musi autoryzować park (narodowy)
    # ALPową – ALP (polski, a nie alpejski)
    # prywatną – niech was ręka boska broni panocku!

    Wolontariuszom zostają na pole do popisu tereny opieszałych samorządów, samorządy nieopieszałe dawno już przehandlowały wszystko deweloperom..

  64. Ostoja Says:

    Alternatywa: Jesli PZN traktuje narciarstwo biegowe po macoszemu to jedyna rada jest skrzyknac sie w kilka osob i powolac do zycia Polski Zwiazek Narciarstwa Biegowego.
    Wszak w polskiej demokracji istnieje wolnosc stowarzyszen…

  65. TesTeq Says:

    @Ostoja: Dzięki temu będziemy mieli dużo stowarzyszeń i każdy będzie mógł być Prezesem. Bo o takie zdobycze walczyliśmy! Żeby każdy mógł być Prezesem, a nie żeby wspólnie coś zrobić.

  66. basia Says:

    TesTequ, lecz gdy obracasz się i działasz w wielu kręgach, tu jesteś prezesem, za chwilę szeregowym „podwładnym” prezesa-debiutanta – rozwijasz się lepiej, niż tylko siedząc na prezesowskim stołku. O takie możliwości rozwojowe na pewno walczyliśmy!😉 😎

    Ostojo🙂 masz całkowitą rację. Tylko na to należy (należałoby/ należało) wybrać odpowiedni moment, gdy secesjoniści są w miarę mocni, ich lider/ figurehead dużo znaczy, mają jakieś karty przetargowe (sponsorzy, wyraziście widoczny wkład majątkowy do macierzystego związku, itd.)
    Tak czy inaczej, odejście kosztuje sporo: organizacyjnie, wizerunkowo (Polacy nie lubią rozłamów nieco bardziej, niż spokojne, pragmatyczne nacje „północno-zachodnie”)…

    Zawado, zawsze mnie rozczulają obrazki wspólnych akcji w Lake District, pokazywane regularnie przez autorkę mad about mountains😎

    Ja, kolejny cud świętego papieża?… – pięęękne! 🙂

    Anonimowa Celebrytko, Za chwilę wszyscy wrócicie zziajani i uśmiechnięci od ucha do ucha… – Onegdaj zagadałam się przed wejściem do domu z sąsiadką „dobrze po siedemdziesiątce”. Była dość mocno przybita liczbą śmierci i pogrzebów, jaka ostatnio dotknęła jej kręgi rodzinno-sąsiedzkie, lecz z minuty na minutę ożywiła się gdy mi zaczęła opowiadać o różnych ekstremalnych wędrówkach beskidzkich z koleżankami (całkiem niedawnych!), swoich planach pielgrzymkowych (pieszych), itd. Po dwudziestu minutach oczy się jej już całkiem śmiały spod czarnego beretu… Magia wspomnień, radość czekania na coś, co dotąd kojarzyło się pozytywnie, nawet gdy z jakiegoś zabłądzeniowego wydłużenia trasy trzeba się było regenerować trzy dni…🙂

    Jankoro, Tymczasem młodzież (znam przypadki) siedzi w domu.
    Też znam przypadki „nie biegaj, bo się spocisz!”😦 😦 😦
    I przypominam sobie jednocześnie, jak Mama wysyłała nas na sanki „prosto po szkole” czyli w młodszych klasach, przedszkolu, gdy zajęcia trwały krótko:
    Po obranej marchewce w dłoń i marsz, i to już, bo teraz na polu w miarę ciepło. Tylko proszę jeździć do upadłego a jak już całkowicie przemokną (zaskorupieją) spodnie i buty (goreteksów nie było😀 ) – wtedy natychmiast ewakuować się do domu!… W żadnym razie nie stać bez ruchu. Ona w tym czasie dogotuje obiad (zapachy już odczuwalne, ale sanki/ narty/ lepienie igloo/ eksplorowanie lodu na rzeczce, itd., itp. w szerokim międzysąsiedzkim gronie – to przecież atrakcja dnia!!!
    Tak, byliśmy bardzo zadbani; prawie nie da się lepiej (nie licząc goreteksów, lecz wówczas zwoływanie na obiad mogłoby pójść oporniej, trwać dłużej😉 )

  67. Joszko Says:

    A gdyby tak zakazać uprawiania narciarstwa turystycznego?….🙂

  68. 18 karatów Says:

    Ja tam nie wiem🙄
    Jedni mówią: Biegacze na nartach żyją dłużej😎
    Inni: Nieprawda! Oni tylko starzej wyglądają🙄
    Tak czy siak, bakcyl raz połknięty ożywia się zwykle pod koniec roku i toczy swą perfidną działalność do Wielkanocy, a czasem i dłużej. Zainfekowany organizm nie ma wyboru – mróz, śnieżyca, halny, mgła gęsta jak mleko, a on ledwie dojrzy parę cm białego pod deskami i już go gna🙄 Łąki dookolne, pole golfowe, stare lotnisko… Jedna runda po dziewiczym śniegu i jest ślad. Dzień później spotykasz znajomych, którzy cię poinformują, że na polu golfowym można biegać, trasa jest na pewno wytyczona, widziano biegaczy…
    Uśmiechasz się pod wąsem i umawiasz na kolejną rundę😉
    O górskim luksusie nie ma co opowiadać. To oczywista oczywistość we wsiach dookolnych. Przez długie lata za darmo, potem dobrowolne wpłaty, teraz abonamenty lokalne, ogólnokrajowe lub dzienne karty, miejscami pilnie kontrolowane.
    Organizacja Loipen Schweiz utrzymuje 5500 km tras, podaje informacje o ich stanie, sprzedaje abonamenty, stara się o sponsorów. Roczna karta upoważniająca do korzystania ze wszystkich tras kosztuje 120 Fr. W ubiegłym sezonie wykupiło ją 38,5 tys. biegaczy.

  69. Joszko Says:

    18 Karatów pisze: „Nieprawda! Oni tylko starzej wyglądają ” (🙂 )

    Dlatego ja nigdy nie oceniam młodości po zmarszczkach, tylko po tym błysku w oku, co upiękni i odmłodzi nawet starszą panią w żałobie (patrz dzisiejszy wpis Basi).

    Piękne zdjęcia, 18 Karatów, piękne!
    Zapłacić 120 CHF za obejrzenie w terenie takiej uroczej maszyny „Langlauf” – to wcale nie za dużo.😉
    A, jak rozumiem, na tym się prawa i przyjemności abonamentu nie kończą.😀

  70. Joszko Says:

    Obejrzałem też po kolei odnośniki pokazane nam przez Ostoję. Podziwiam maratony narciarskie i Twój udział w nich. ‚Noquemanon 2008’ bardzo ładna relacja uczestnika, ujęli mnie ludzie z żywnością stojący na trasie. Myślę sobie, że tam, nad Wielkimi Jeziorami musi zimą nieźle wiać, a co najmniej może
    Tymczasem nasze media donoszą, że Nowy Jork i okolice znów dostaną sporo śniegu. U nas go za to za mało, stoki muszą być dośnieżane, kolega, który prowadzi takową firmę narzeka na koszty. Ot, z pogodą nie wygrasz, możesz tylko polubić.🙂

  71. Ostoja Says:

    Joszko: Sporty wszelakie sa tu traktowane z wielkim przymruzeniem oka, np. w czasie rozgrywek futbolowych (futbol amerykanski) kazdy nosi koszulke swojej druzyny, ale ludzie sobie zartuja jedni z drugich–kibice lokalnej druzyny nosza ‚kapelusze’ gabkowe o nazwie cheese-head: zolte i wygladjace jak kawal sera. Podobnie jest z biegami narciarskimi. Np. na biegu Noquemanon jeden z nieoficjalnych przystankow zywnosciowych oferuje whiskey i inne trunki. Na innym jest trebacz, ktory wygrywa np. melodie zachecajaca kawalerie do ataku. Skuterowcy sniezni gromadza sie wzdluz jakichs bardziej spektakularnych zjazdow, pokrzykuja. bija brawo i nawet maja karty z punktowymi ocenami jakosci wywrotek poszczegolnych narciarzy. Jest to bardzo mile, bo calosc jest zupelnie pozbawiona stressu, wrecz przeciwnie: jest wielka zabawa.

    W polnocnym Wisconsin i w gornym Michigan jest wiele malych stokow do narciarstwa alpejskiego, ktore czesto bankrutuja, sa potem wykupowane przez kogos innego i funkcjonuja przez nastepne pare lat, itd. Wielka odleglosc od centrow demograficznych (Chicago ~ 6 godzni jazdy, to samo z Minneapolis) i bardzo niskie temperatury na polnocy powoduja niewielki popyt na tego rodzaju atrakcje.

  72. Kumaty Says:

    Masochiści. Pińdziesiont kilosów!😯 Biez łyski nie rozbieriosz!😉

    18 katarów, nie wiem, która maszynka udała się Joszku, moim zdaniem najczadniejsza jest ta:

  73. Joszko Says:

    Joszku🙂 udała się ta na samym początku, a po niej wszystkie fotografie😀 . Kumaty, spróbuj pokonać pierwszą gnuśność, a zobaczysz, na jak wiele Cię stać (i katary wyleczysz przy tym😉 ).

  74. nietoperek Says:

    wyspij sie
    /pyt/

    v

    plontaj po bialym mokrym zimnym ostrym nieprzyjemnym
    /pyt/

    wybor
    nalezy
    do
    ciebie
    /wykrz/

  75. basia Says:

    Joszko, bez trudu podejrzelibyśmy zmowę, komploty i szybką perspektywę legislacji odkręcającej…😀

    Tak, każdą pogodę można polubić. W zasadzie dość łatwo…😎

    18 Karatów, wielkie dzięki za cenne informacje z pierwszej ręki! 😀
    — Skoro taki towarzysz

    strzeże wejść na trasy biegówkowe, to nie dziwota, że rocznych abonamentowiczów jest tak wielu! 😀
    Fotki cudne i na dodatek pięknie zestawione tematycznie – można prawie pobyć w tych luksusach (a prawie jest znacznie lepsze, niż wcale😉 )😀
    Roczna karta wygląda mi niedrogo, nawet jak dla rodzinki z powiedzmy dwójką-trójką dzieci. Czy są jakieś rodzinne zniżki? Czy państwo/kantony coś dorzucają (np. w ramach prewencji epidemii otyłości, promocji turystyki?)

    Ostojo, u nas też się rozkręcają takie postawy podczas bycia w przestrzeni publicznej – bawimy się, żartujemy, działamy z „obcymi”, dopiero co poznanymi. Podczas imprez sportowych jest momentami „jak na zachodzie”, w górach zawsze były ładne zwyczaje…
    Wyobrażam sobie, że na 50k w terenie pozamiejskim jest to szczególnie malownicze… i cenne! 😀
    Zgadzam się z przedmówcami, że Twoje linki są bardzo informatywne, a zdjęcia… – obejrzałam je po raz kolejny😀

    Kumaty, Nietoperek, są piecuchy, są mazgaje co się boją chłodu zimy!… (mawiała Mama) …i nie zobaczą przez to w akcji tych wspaniałych maszyn generujących pióropusze wyiskrzonego śniegu śnieżnobiałego😉 😀 😀

    *** * ***

    Tu lekkie minusy nocą, plusy za dnia, prócz przejść do i z pracy, nic spektakularnego się nie horyzonci; licznik rowerowy utknął (w zeszły piątek) na liczbie 222 – jak na styczeń, dobre i tyle😀

  76. 18 karatów Says:

    Za komplementy pod adresem zdjęć dziękuję serdecznie😀 Dla mnie każde jest powiązane z jakimś wspomnieniem, na ogół przyjemnym, jeśli pominąć niektóre karkołomne zjazdy albo mróz na granicy szkodliwej dla płuc (poniżej -14), ale katarów z tego powodu nie miewam, nie tylko 18, ale nawet jednego🙂
    Maszyny są fascynujące, a ich obsługa – lokalni górale – nie mniej. Zdarza się, że po świeżym opadzie ratrak wyrusza na trasę, choćby chętnych do biegania było tylko dwoje. Póki trwa sezon i dojazd jest możliwy – trasy są preparowane.

    Langlauf = narciarstwo biegowe
    Langlauf – Loipe = trasa biegowa

    Cena 120 Fr za abonament na korzystanie z tras biegowych jest na tyle symboliczna, że nie uchodzi ubiegać się o zniżki. Trasy są sponsorowane przez gminy, firmy ubezpieczeniowe, kasy chorych, organizacje turystyczne itp.
    Kto się ograniczy do jednej okolicy, płaci 40-70 Fr. Karty dzienne kosztują 6-8 Fr. Dzieci nie płacą, ale i tak widuje się je rzadko z rodzicami, preferują na ogół narciarstwo zjazdowe.
    Dla porównania: skipass w moim regionie kosztuje 1200 Fr na cały sezon (dzieci – 600), dla miejscowych, ze zniżką – 770/490 Fr.
    Jeden dzień na nartach w regionie Jungfrau kosztuje 72 Fr, w Zermatt – 79 Fr, St. Moritz – 75 Fr…

  77. Ostoja Says:

    Interesujaca informacja cenowa (dzis 1 FR=US$1.1).
    U nas abonament za korzystanie z okolo 20 km tras prywatnych w jednym klubie to $70. Oplata dzienna:$10. W parku powiatowym (okolo 20 km tras) roczna $40, a dzienna to $8. czyli oplaty sa podobne do Twoich. Tych oplat nie mozna transferowac.

    Natomiast abonament na uzywanie Parku stanowego to $25 i z tego mozna korzystac w wszystkich parkach stanowych wewnatrz stanu (ale nie w powiatowych, ani Federalnych)

    Najstarsi gorale (przynajmniej nasi, rodowodem ze Skandynawii) uwazaja (zreszta slusznie), ze najlepsze ratrakowanie jest wieczorem, po zakonczeniu dnia. Wtedy snieg ma czas ulezec sie i podmarznac przez noc. W parku powiatowym pracownicy dzialaja tylko w dzien i ratrakuja rano, ale wtedy niby-ubity snieg jest miekki i znacznie mniej trwaly. Roznice w jakosci powierzchni trasy jest latwo zauwazyc.

    Gdzie mozna zobaczyc zdjecia 18 Katarow [sic]? Nie widze ich poza komentarzami.

    Narciarsko-biegowe haiku:

    Biel sniegu, slonce, oddech.
    Klopoty i stressy
    Zostaly daleko.

  78. Asia Says:

    Ostojo,
    stąd:
    https://plus.google.com/photos/103357193733857633303/albums/5181412745068450817/6108733752223934098?hl=en&pid=6108733752223934098&oid=103357193733857633303 (Lekkoniebiesko zaznaczone w komentarzu:
    18 karatów Says:
    27 Styczeń 2015 o 10:28 am) 🙂

  79. Asia Says:

    To tu przypuszczalnie Kumaty nabawił się katarów! 😀

    Cudne!

  80. 18 karatów Says:

    Ostojo,
    normalnie ratrakują też wieczorem, ale co mają robić, jeśli całą noc padał śnieg? A czasem pada też w dzień, no to dosiadają maszyny i jeszcze raz…

  81. kij włóczy Says:

    Ostoja, 18 karatów -ładne fotki, ciekawe informacje:):)
    Tyle powiem, wczoraj nie powiedziałem, bo oglądałem:)
    Szef goni;)

    A jak dużo napada, to skąd wiedzą, którędy jechać? mają jakiegoś specjalnego dżipiesa?;D

  82. 18 karatów Says:

    Górale mają dżipiesa w genach, ale na wszelki wypadek jesienią zatykają tyczki z końcówką malowaną na kolor odpowiadający rodzajowi trasy, wzdłuż dróg do odśnieżania także😉

  83. Tom Says:

    18 Karatów,
    czy można wiedzieć
    1. Jak długo u Was trwa sezon?
    2. Czy jest skorelowany z narciarstwem stokowym (inaczej, niż pogodą)?
    3. Czy dzieci cudzoziemców też wchodzą za darmo? (Bo gdy się ma takie, które jak na razie nie protestują na „chody”, grzech byłoby ich nie wprowadzać w ‚diversity’, zanim uciekną z innymi nastolatkami na snowboard.🙂 )

    4. Fajne foty.🙂

  84. basia Says:

    18 Karatów, w istocie, cudne te maszyny! Pomyślałam sobie „ach, kiedy tak u nas…”, lecz szybko przyszło mi do głowy, że zupełnie niedawno (30 lat temu😉 ) zachwycałam się podobnie austriackimi asfalcikami do każdej posesji, segregowaniem, pięknymi śmieciarkami wjeżdżającymi w opłotki… – i wszystko to nie tylko jest, ale i wrośnięte już w pejzaż/rytm. Więc cierpliwości (Alpy rosną nieco dłużej, fakt!😀 …ale ile też radości-ekscytacji z samego oczekiwania😛 )

    Ostojo, dzięki za haiku, opinie, cenniki (drożej, niż w Szwajcarii?😮 )

    Jak ktoś inaugurował swą biegówkową karierę na krętych, stromych, zalodzonych, porytych zrywką drewna holwegach doturbaczańskich – to może by sobie jakoś poradził na tych Waszych fulwypasach, co nie? 😀
    (A jeszcze nartki użyczone, zreperowane blaszkami wyciętymi z puszek piwnych (trzeba uważać), a jeszcze buty nieco za duże, a jeszcze ta zmrożona wieczorna skorupa przy zjeździe do Koninek (znacznie bardziej, na tury, niż na biegówki)… a jeszcze opinia inicjatora, że hart ducha nieporównanie większy, niż jego poprzedniego kompana na tej trasie (wspólnego przemądrzałego znajomego😈 )… niezapomniane! 😀 )

    Asiu, Tom, bo na świeżym trzeba się po prostu ruszać i cieszyć życiem, a nie stać bez ruchu i się zastanawiać, że potem się spocimy albo nas katarki zaatakują!😀
    Fajnie, że dzieci się „wciągają” w zabawy na śnieżnych powierzchniach płaskich! Wspomnienia zimowe powinny dotyczyć nie tylko wakacji, ale i tego, co na co dzień, tuż za domem! 😀

    Kiju Włóczy, weekend u bram! 😀

    A propos dzieci – w czasie sylwestrowym 2007-08 widziałam okolicach Garmisch sporo dzieci chodzących na nartkach tak jak my – w ramach przerywnika od stoku (monachijscy znajomi mieli ambicję pokazania mi wszechstronnych rozrywek śnieżnych, nie tylko klepisk, sami przy okazji odkrywając i zachwycając się tym, co mają bliżej domu – normalnie pędzili co weekend do Kitz😉 )😀

  85. basia Says:

    A, i myślę sobie, że, jeśli z tych polskich tłumów na stokach bodaj co dwudziesty przesiądzie się w starszym wieku na biegówki – doczekamy się niesamowitych frekwencji!…😀

  86. 18 karatów Says:

    Tom,
    dzieci do lat 16 korzystają z tras biegowych za darmo.
    Sezon tegoroczny trwa co najmniej do Wielkanocy czyli 6 kwietnia, lokalnie dłużej (12, a nawet 23 kwietnia), zależy od warunków (wysokość npm, ilość śniegu)

  87. gradus Says:

    „potem się spocimy albo nas katarki zaatakują!”

    Już za sześć godzin. Katarki, kibice, sędziowie i najemnicy.
    Ale my się nie damyyy!
    Polska! Biało-czerwoniii!😀

    http://www.sport.pl/reczna/10,64983,17332941,MS_w_Katarze__Lijewski__Sedziowie_wspieraja_gospodarzy_.html#MT

  88. gradus Says:

    Drogi panie zawodniku,
    my też miewamy najemników, w kopanej.😉

  89. gradus Says:

    I to jest rzeczywiście śliski temat. Jak polskie narty.😛

  90. pak4 Says:

    Tak, tak, Wy o bieganiu, a Kowalczyk promuje Twardocha😉😛

  91. basia Says:

    A gdzie to możno😉 przeczytać?
    (Starannie zawoalowany apel o edytorską staranność😈 )

    Katarki atakują… A ja do wczoraj (wieczorem) nawet nie byłam świadoma szczypiorniaka… Tylko Australian Open…🙄

  92. pak4 Says:

    http://aszdziennik.pl/114409,meczu-polska-katar-nie-bedzie-emir-kataru-chce-kupic-polske-i-zlikwidowac-federacje-pilki-recznej

  93. pak4 Says:

    Selfie Justyny K.😉

    (Niestety, komentarz, że warto dla tej książki zarwać noc jest nielinkowalny…)

  94. TesTeq Says:

    No i co się dziwić, że do mety nie dobieguje, jak ją Twardoch po nocach prześladuje…

  95. Anonimowa Celebrytka Says:

    Justysia, dziecinko, tylko ty sprawdź dobrze, czy on nie żonaty.🙂

  96. Tom Says:

    18 Karatów, dzięki.🙂
    Amerykański IT worker musi raz w życiu zabrać kobitę i dzieci na szwajcarskiego holideja. Tak mi powiedzieli ci, którzy wiedzą, co wypada. 😉

    Celebrytko,😉

  97. TesTeq Says:

    @Tom: Bo jakby zrobił to 2 razy w życiu, to zadeptaliby tę Szwajcarię!😉

  98. Jankora Says:

    Choć nie jestem”kobitą IT workera”,byłam 2 x w Szwajcarii. Pięknie tam,i pole do popisu gdy lubi się góry.:-D

    Dzięki Ostojo i 18 Karatów za interesujące korespondencje z Waszych Krajów!:-D😀

    Pro-fan też by mógł coś dorzucić,ale może dzień i noc gra w tenisa?:-D

  99. Ostoja Says:

    Komentarz jezykowy, na zupelnie inny temat. Moj fejsbuk podsunal mi ze istneje radiostajca „Off.Krakow” Ja argumentuje, ze (cytujac moj komentarz w fejsbuku):
    „…Off znaczy cos wylaczac, w tym przypadku nasuwa sie Radio Krakow. Nazwodawcom chyba chodzilo o cos przeciwnego.”

    Na to ktos napisal nastepujacy komentarz:
    „Tomasz M. Malec po OFF jest dot (.) , ale zgłębiając temat „off” można wysłać podobne pytanie do Rojka (off-festival) czy pomysłodawców off plus camera : ) rzeczywiście, żeby posłuchać OFF trzeba wyłączyć Radio Kraków lub inną ulubioną stację (radiofonia.net , rockserwis.fm czy Trójkę); szperając dalej w googlach : ” Off jest słowem zapożyczonym z języka angielskiego, oznaczającym: z dala; od-. Używane jest czasem np. w języku środowiskowym (radio, telewizja) na określenie głosu, który jest dogrywany w studiu nagraniowym i montowany z gotowym już obrazem.
    Częściej spotkać można przymiotnik offowy, który oznacza: będący z dala od głównego, oficjalnego nurtu, pozainstytucjonalny, niezależny: teatr””

    Na to ja: „Dziekuje za wyjasnienie. Wyglada na to, ze to jedno ze slow, ktore zaczynaja w innych jezykach zwolna nabierac dodatkowych znaczen. Bardzo interesujace.”

    Rzeczywiscie, jezyk zagraniczny, angielski, zaczyna sie nie tylko rozprzestrzenaic, ale rozgaleziac. Interesujace jest rowniez to, ze pan Malec uzyl slowa ‚dot’ a nie polskiego slowa ‚kropka’ . Och, te makaronizmy!!!

  100. TesTeq Says:

    Ja bym to radio przemianował na Krakowskie.Chaszcze.

    Jakże malownicze, adekwatne i niestrawne dla Anglosasów!

  101. pak4 Says:

    Właśnie wracam ze spaceru po parku. I muszę powiedzieć, że ślady biegówek widziałem. Nawet dwóch narciarzy widziałem, ale nie wiem, w co celowali, bo wyraźnie skupiali się na zjazdach i zeskokach😉 Może więc celowali w Kamila raczej niż w Justynę?

  102. 18 karatów Says:

    Celować można różnie😎

  103. Jankora Says:

    18karatów, „nim”celują,czy „w niego”,bo się pogubiłam.😉

    Jaka pyszna sanna,
    Parska raźno koń!
    Dzyń, dzyń,dzyń,
    Dzyń, dzyń,dzyń,
    Dzyń, dzyń,dzyń!

    Byliśmy na kuligu rodzinno-towarzyskim, potem organizatorzy przygotowali krótki grill.
    Bardzo mile to wypadło, jak w młodości.
    Teraz temperatury lecą szybko w dół, księżyc mocno błyszczy-
    żyć nie umierać!:-D

  104. 18 karatów Says:

    Jankoro,
    to zależy, jak zdefiniujemy cel.
    Mała przejażdżka na nartach przekonuje czasem znacznie szybciej niż wszelkie argumenty słowne😎

  105. TesTeq Says:

    Krótki grill po małej przejażdżce. Niech żyje minimalizm!

  106. basia Says:

    PAKu, 30 stycznia, jeśli Emir Kataru (jego wysokość albo niskość) jest w cugu zakupowym, to może dałoby się wytargować dobre dile? Czemu Polacy mieliby tylko za marny grosz „na zmywakach” poświęcać polskość swoją? 😮

    Popieramy promocję czytelnictwa dziennego i niedzielnego. Ale nie kosztem startów (lądowań) oraz bps😀

    TesTequ, dżenderowa politpoprawność każe mi dopisnąć nieśmiało, że może też ona jego (prześladować…) 😀

    Anonimowa Celebrytko, once bitten, twice shy… – miejmy nadzieję, pewności mieć nie możemy 😀

    Tom, TesTeq słusznie prawi – to musi być pierwsza jaskółka amerykańskiego ekospojrzenia na świat a zwłaszcza niektóre zakątki jego🙄 😀
    (Jam ci była już zgrzeszyła – 4 pobyty (jeden chyba dziesięciodnowy, kolejny jeeeszcze dłuższy) i wiele tranzytów… Bez związku z IT workerami😀

    Jankoro, 31 stycznia, wielki tenis na chwilę zelżał, może się niektórzy objawią (albo choć ruszą do czynnego sportu: w sb wieczór podsłuchałam: „świetna sportowa niedziela się zapowiada, rano tenis*, potem skoki, potem ręczna… ” 😆 <= dziś wszyscy w świetnych kondycjach ruszają do pracy, mniemam😉 )

    Ostojo, 1 lutego, jezyk zagraniczny, angielski, zaczyna sie nie tylko rozprzestrzenaic, ale rozgaleziac., zawsze tak było, i, odkąd pamiętam, uczono o tym starannie; do Proficiency jest nawet (był, od lat 70. – bo taki najstarszy podręcznik mi wpadł w ręce) cały moduł o odmianach i „ewolucjach terytorialnych” angielszczyzny.

    W polszczyźnie nie było rozróżnienia na dot i full stop. Jedna kropka. Teraz, gdy wszyscy lub prawie funkcjonują codziennie w żywiołach obu języków – nic prostszego tylko zapożyczyć krótką i zgrabną formę oryginalną. Przyjmie się idealnie.
    A co do „off” i offowości/ofowości – w naszym życiu kulturalnym mamy już nawet zasiedziały żart z niej – Och-Teatr/Teatre (Marii Seweryn, córki K. Jandy) i wiele pokrewnych.
    Kontaktów międzyjęzykowych i bogacenia kodu nie powstrzymasz (po co?), zwłaszcza w czasie tak „szybkim”, sprzyjającym komunikacji!
    (Dotkomy weszły tu do użycia potocznego wtedy, kiedy i wszędzie😉 )😀
    …Lecz odchodzimy od tematu…🙂

    TesTequ, („Krakowskie.Chaszcze.”) – właśnie, pomęczyć ich trochę chaszczami i szczebrzeszynem!😈
    (A tu Polacy dopiero zaczęli odkrywać bezlik słów krótkich, prostych, bez wrednych zbitek spółgłoskowych! Co to, nikt ich wcześniej nie nauczył (we szkołach i poza) o kryterium ekonomii środków językowych i wysłowienia jako takiego?! 😀

    PAKu, 18 Karatów, Jankoro, TesTequ, oczywista, celować nie można minimalistycznie (fora oburzone na Kamila że zadowolony z siódmego miejsca, choć powiedział, iż z jakości skoków nie😉 ). Sannę kuligową i mocny błysk w oku wyobrażam sobie na maksa, alpejskie ślizgi saneczkowe i nartowe takoż! A nawet odśnieżanie po nowym opadzie🙄 Krótki grill jest jedynie słuszny bo po pierwsze nadciągnąć może mrozik, po wtóre lepszy niedosyt, niż przesyt… Szczyt skoczni narciarskiej?… już mam miętkie kolana… Zaśnieżony i aktywny Park Śląski koi tę wyobrażoną wyobrażeniową traumę…

    …Może by tak na rower? Pod koniec ub. tygodnia chciałam maksymalistycznie dociągnąć styczniowy wynik do 250 – i co?! I czujnik się obsunął => mam 247 (i pół kg piasku też miałam)…😀

    A temperatury wcale nie były/są aż tak minimalne, jak wieszczyli meteoszamani😎
    _____
    *podglądając Melbourne (bbc text commentary): Barbuwa Kalla: At the church following the live updates.
    Can’t even concentrate on the pastor’s sermon.
    C’mon Murray.

  107. basia Says:

    PS, a propos maksymalizmu (=taki sport, czasem też językowy, którym może i trzeba zarażać, lecz nieprzesadnie, bo sport wyczynowy jak wiadomo prowadzi do kalectwa😛 ) — psze popatrzeć na desygnat „telefon komórkowy” i jak on kodowany jest:
    – mobile
    – cell phone
    – handy (Niemcy z ang. ale nie ta wersja, którą przyjęli anglofoni)

    – …a my twardo „komórka”! — trzy sylaby, zbitka spółgłoskowa dodatkowo pochłaniająca energię… ale nasze polskie to wszystko! [ https://basiaacappella.wordpress.com/2012/06/07/komorki-na-wegiel/😀 ]

  108. pak4 Says:

    Park, ilustracja:

  109. basia Says:

    Więcej białego, niż u nas!
    Lecz tu też się dało saneczkować, nartkować, butować😀 i energicznie spacerować (najlepiej w wibramach lub tp. – zdradliwie było miejscami).

  110. Jankora Says:

    Naturalnie,że po wczorajszej niedzieli mam dalej błysk w oku na maksa (a zwłaszcza,że księżyc wciąż pieknie świeci:;D
    TesTeq,jest takie staropolskie porzekadło”less is more”, i jego się trzymam.:-D
    18karatów, jeśli mogę,unikam małych przejażdżek z dużych górek!:-D
    Jesteście lekiem na całe zło!😀

  111. Jankora Says:

    Dlaczego jedne buzie mi się wybijają,a inne nie?Robię tak samo?

  112. TesTeq Says:

    Nie tak samo. Porównaj:
    Tuż-przed-kolacją-uśmiech-ze-spacją😀
    A-po-kolacji-uśmiech-bez-spacji:-D

  113. Ostoja Says:

    Basiu: jesli chodzi o Twoj komentarz jezykowy to chyba staram sie zawracac Wisle kijem, tzn. uparcie tkwic w starych, rdzennie-polskich wyrazeniach, a tu do drzwi polskosci puka (nachalnie tlucze sie) angielszczyzna. Tego chyba nie przeskoczymy. O ile pamietam, kilka lat temu Francuzi wypowiedzieli wojne zalewowi slow angielskich, ale chyba tej potyczki nie wygrali.

  114. basia Says:

    Jankoro, tu również świecił, teraz dopadało śnieżku śnieżnobiałego, ciekawe, czy też ruszą z kopyta koniki z dzwoneczkami?🙄
    TesTeq😀 słusznie prawi – trzeba zwracać uwagę na spacje – przed i po emotikonach, po przecinkach, kropkach. Jak mówi inne staropolskie porzekadło – mind the gap! 😀

    Ostojo, odczucie rdzenności jest względne – to funkcja czasu/przyzwyczajenia.

    Francuzi wypowiadają przegraną wojnę, lecz zupełnie „im” nie przeszkadzało, gdy sami byli imperialistą kulturowym i to u nich się inni zapożyczali(śmy).
    Z łaciny pochodzi ok. 40% słownictwa polszczyzny (i 80% angielszczyzny).

    Poza tym my mamy „nad nimi” ogrrrronmą przewagę – fleksję! — Ogromny, ocalały system odmiany wyrazów, wszystkie te końcówki równoległe, które czynią nasz język tak trudnym, lecz jednocześnie każde nowe słowo natychmiast ustawiają w karnym „przywłaszczonym” szyku.
    Mamy własne spółgłoski i samogłoski, akcent (paroksytoniczny), melodykę, frazę, strukturę zdania.

    Słowa i zwroty są tylko tym, czym są – uzupełniają, ubarwiają, doprecyzyjniają, dodają walorów komicznych, sznytu nowopokoleniowego, itd., itp.

    Światli opowiadają czasem, jak (dwadzieścia?) lat temu proponowano słowo „mlask” i „podwójny mlask”/”dwumlask” (dla click😀 )… Mimo prawie równej oryginałowi krótkości, względnej łatwości wymowy, podobnej onomatopeiczności i nawet walorów komicznych* – przyjęła się kalka, od razu zrozumiała dla rzesz użytkowników, oczywiście programistów, przejrzysta dla nowych => osiadła we wszystkich aspektach polszczyzny. Posługujemy się nią codziennie kilkanaście razy, „osłuchała się” natychmiast => jest rdzennie polska, bo niby jaka ma być?! (Zapytaj dziesięciolatków!) 😀

    Ech, chyba popełnię kiedyś elaborat „Propedeutyka rozwoju języka (Wersja 1.2, dla emigrantów)”😎 – bo w całym tym antyzapożyczeniowym biciu na alarm chodzi o coś zupełnie innego, niż dobro, rozwój polszczyzny… czy nawet „czystość”… „czyściochę” języka lub inny „puryzm ziemniaczany” (jak to powiedziano lata temu pod innym blogiem)…

    Wiem, znacznie trudniej obserwować/akceptować stamtąd, że i tu życie nieźle zasuwa. Ale to nie powód, by apelować „my jeździmy coraz nowszymi jeepami**, ale wy macie furmankami, bo do tego się przyzwyczailiśmy w młodości i tak nam cieplutko na serduszkach, gdy podkóweczki kląskają”😀
    (Zresztą mamy też emigrantów wewnętrznych… nigdy ich nie brakowało. Oni także mają swe interesy emocjonalne…😀 )
    _______
    *dla mnie ogromnie cenny aspekt… rozsadzać tradycyjnie-skostniałą idiomatykę, frazeologię; tak często, jak się da podsuwać jej przekorne, zdystansowane lustro a nawet krzywe zwierciadło😉
    **z powodów zawodowych obserwuję, jak ogromnie zmienił się brytyjski angielski przez czas, gdy go znam „na żywo” (pierwszy półroczny pobyt – styczeń – lipiec 1993) — poniekąd było i jest mi łatwiej, z (już wówczas!) kompetencjami językoznawstwa ogólnego, psycho- i socjolingwistyki, itd., itp., niezłym papierem dla samej angielszczyzny… ale i trudniej – nie mieszkam tam przez cały czas

  115. Joszko Says:

    Mój syn mówi to samo, że język się obroni: „niezależnie, ile pułapek ofsajdowych mu zaserwujemy”.
    Ja jestem starej daty, i czasem mnie to przytłacza.
    Świat jednak należy do młodych, a język do tych, którzy się nim posługują na co dzień.
    Uczę się dużo od dzieci i wnuków, bo dobrze być na bieżąco.🙂

    Tu również ładna zima, lekka, mało śnieżna, urocza.
    Pozdrawiam, z zaciekawieniem przeczytam dalsze opinie w tej dyskusji.🙂

  116. basia Says:

    Powiedzmy precyzyjniej – awangarda, eksperyment, odwaga, zmiany to domena młodych.
    Świat należy do wszystkich. Język takoż. Do tych „na schodzącej” – również. Do diaspory – w pewnym stopniu, niekiedy dużym i bardzo dużym. Popatrzmy tylko, jak rewelacyjnie utrzymywał, zachowywał, ale i rozwijał, uplastyczniał „gospodarstwo poezji polskiej” Czesław Miłosz, ile zawdzięczamy Gombrowiczowi, Grudzińskiemu, Bobkowskiemu, Czapskim, … … …
    Tyle, że oni wszyscy mieli
    – po pierwsze ogromny bagaż (i samoświadomość, i świadomość procesów językowych) już na wejściu (w emigrację)
    – po wtóre niesłychane „ucho” na Zmianę
    – po trzecie nie bali się kontaktów międzyjęzykowych, w tym zapożyczeń… dyskretnych i mniej
    – po czwarte, zamiast krytykować, napadać na młodych (i na mody), marudzić wszystko parszywieje bo ja się starzeję😛 – po prostu tworzyli swoje opus, które okazało się idiomem wiecznotrwałym, kontrpropozycją, przeciwwagą dla wielu użyć naprędkich, niestarannych, nieprzemyślanych, niewtopionych w tkankę (co jest nieuchronnością każdego języka… i też jego wzbogacaniem).

    Ach, zaiste temat na seminarium! Interdyscyplinarne😀

  117. TesTeq Says:

    Myślę, że Unia Europejska powinna zacząć pracować nad językiem europejskim wywodzącym się z polskiego. (Pole do popisu dla naszych europarlamentarzystów.) Nie będzie Anglosas klął nam po swojemu w twarz. Dlaczego polski bazą? Dla równowagi! Żeby pogodzić Niemców z Francuzami! No i computer po polsku to komputer, a nie żaden ordinateur czy rechner!😀

  118. basia Says:

    Maestro ma mój głos w tej sprawie! 😎

    A propos „pola do popisu” – pod Politykowym blogiem Red Adamczewskiego ostatnio znów jak bumerang (dwudziesty szósty to już raz?) pojawił się dylemat „dwór” czy „pole”.
    U mnie się mówiło, „jak wszędzie”😛 czyli idę „na pole” albo staranniej „na zewnątrz”. „Na dworze”/ „na dwór” zabrzmiałoby tam (w „kraju lat dziecinnych”) tak pretensjonalnie, że tylko ciarki i paniczyki z telewizji… A przyjezdni, np. dalsi krewni z Pomorza, zmierzający dacią na… wczasy w Rumunii, używali też formy „na dworzu” (Jak na dworzu? Brzyyydkooo, mamusiu…)

    Oczywiście pole ma nad dworem i zewnętrzem nie tylko tę przewagę, że się na nie z dworu (czyli rezydencji) wychodzi – a nie na dwór z czworaków idzie pańszczyznę odrabiać, lecz główną – dwie sylaby, których ośrodki są samogłoskami szeregu średniego (o – średniowysoka tylna, e – średniowysoka przednia) => łatwe w wyrazistej wymowie, przechodzeniu z jednej na drugą… plus tylko dwie spółgłoski, też wymagające małej „energii”, żadnych zbitek.➡ Zalety a nawet miażdżące przewagi „pola” są wręcz kapitalne w tych naszych szybkich i ekonomicznych czasach…😀

  119. 18 karatów Says:

    Wychodzeniem „na pole” i to we Wrocławiu (!) zaszokował mnie uniwersytecki kolega z Tarnowa. Okazało się, że można żyć 20 lat znając tylko wychodzenie „na dwór”, bawienie się „na dworze”, pogodę „na dworze” itd. Wychodzenie „na pole” lub udawanie się „w pole” miało zaś jednoznaczną konotację rolną. Można jeszcze było udać się „na polowanie”😉
    Z czworaków to chyba szło się „do dworu”, z czapką w ręku i wzrokiem spuszczonym… Tak sobie wyobrażam😉 bo we wspomnieniach rodzinnych nie ma żadnego dworu własnego, ani cudzego😦 Chociaż nie… Częstym bywalcem dworów i pałaców był przecież mój dziad – wybitny rymarz-artysta robiący piękne uprzęże dla wielkopańskich koni i zaprzęgów…

  120. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Masz rację, Zamenhof zdecydowanie za mało polskiego wstawił do esperanta. Kolbaso to zdecydowanie ważne słowo, ale tylu innych zabrakło…

    @Pole:
    Musze kiedyś tego ‚na polu’ posłuchać, bo nie przywykłem. A tu się pół Małopolski chwali tym ‚polem’ (drugie pół nie używa facebooka).

  121. Asia Says:

    Popatrzmy tylko, jak rewelacyjnie utrzymywał, zachowywał, ale i rozwijał, uplastyczniał „gospodarstwo poezji polskiej” Czesław Miłosz,

    Miłosz miał głód rozmowy w języku polskim z sensownym interlokutorem: telefony były drogie, krajowe na podsłuchu, wyjazdy z kraju nieczęste, internetu nie było (nigdy za dużo powtarzania dzieciom). Poeta zawsze doceniał młodych Polaków i to, co wnosili w jego życie.

    Tu gdzie mieszkamy, znamy kilka osób polskiego pochodzenia. Oni mają wszystko, nawet czas. I biorą z internetu cały ten chłam, jak leci, za obraz polskiego społeczeństwa i młodzieży.

    Takie paradoksy.🙂

  122. TesTeq Says:

    Wychodzi się na dwór. W Warszawie. I tak należy mówić. Kraków stracił stołeczność, więc może teraz sobie tylko wyjść na dwór i Zakopiankę zablokować ze złości i w proteście.😛

  123. TesTeq Says:

    @pak4: Zamenhof się pospieszył. Teraz dostałby dofinansowanie z Unii na to swoje esperanto. Chociaż lepiej marketingowo brzmiałoby Euranto.

  124. Ostoja Says:

    Pracowalem z Austriakiem z Wiednia (zreszta bardzo mily facet), ktory utrzymywal, ze po przejsciu na emeryture juz do Austrii nie pojedzie, bo zbyt sie wszystko pozmienialo: nowe budynki, nowe ulice… Tak sobie mysle, ze jezyk rowniez mogl ulec wielkim zmianom i jego ‚wiedenszczyzna’ sprzed czterdziestu lat moglaby brzmiec dzis calkiem archaicznie. I tak sobie rowniez mysle o polszczyznie, ktora rowniez zmienia sie szybko…

  125. basia Says:

    Świat nie czeka na nas… Bo niby jak długo miałby czekać? I w ilu miejscach? 🙂

    Dzięki za bardzo ciekawe uwagi! Więcej – niebawem.😀 😀 😀 😀 😀

  126. Jankora Says:

    TesTequ,😀
    dziękuję Wam, będę uważała, powiększyłam czcionkę, to powinno ułatwić sprawę!

    Jak Joszko powiem, że prowadzicie bardzo ciekawą rozmowę o języku widzianym z różnych punktów. Potrzebni są jedni i drudzy. „Nowoczesnym” ktoś musi czasem krzyknąć „hola, hola, basta!”😉

  127. pak4 Says:

    O, właśnie czytałem, że ktoś sobie marzy by otworzyć kawiarnię i serwować:
    — kawę expresso za 5 zł;
    — kawę espresso za 10 zł.
    I cieszyć się, jak to miłośnicy używania właściwych słów zaprzedają swoje poglądy😀

  128. basia Says:

    18 Karatów,
    „- Jest mama?
    – Oj, chyba jeszcze w polu, niech ciocia poczeka… o, właśnie idzie!
    (…)
    – Dobry wieczór sąsiadce, ale co tak stoicie na polu, zimno się robi, Zosiu, poprośże ciocię do środka!”

    Na dwór zaś mogli iść nie tylko dworzanie, lecz i atakujący różnych maści😀

    Ostatnie, rzecz jasna, z przymrużeniem oka (chyba poprzednio brakło emotikonów🙂 ). Faktem jest jednak, że konotacje agrarne mogły u niektórych użytkowników osłabić atrakcyjność pewnych zwrotów… Tak to nam komuniści „zurbanizowali” serca i dusze nasze😈

    PAKu, ja się do tego stopnia chwalę, że wkładam im/nam w usta „na pole” nawet gdy nie jestem pewna na 100%, jak się „historycznie” wyrazili… Bo to się bardzo miesza – ludzie się spotykają, przejmują zwyczaje od innych, dostosowują się do domniemanego zasobu leksykalnego gości… poza tym telewizja, książki😀

    Asiu, tak, Miłosz nigdy nie zaniedbał nadmienić, o ile bardziej „rozgarniętymi” wydają mu się podsyłani do Ameryki studenci od przedwojennych czytelników jego poezji, ówczesnej „kulturalnej” publiczności… Ale to od „mocniejszego” partnera rozmowy zależy, czy „uczeń” wypadnie błyskotliwie, czy jako tuman. Obecni młodzi są uczeni przez życie i szkoły asertywności i nie dają się łatwo „zahukać”, lecz mam wrażenie, iż wielu starszych najlepiej się czuje próbując – ze wszystkich sił i contra spem spero – wepchnąć ich do oślej ławki. A przecież powinni mieć to modicum mądrości życiowej, wiedzieć lepiej, albo choć trochę lepiej!😀

    TesTequ😀 gdybyśmy bylibyśmy dalej tym kryteriumem ałtorytetu kurturarnego, cośmy już nie są bo się swołocz rozinternetowiła i poprawnościowcy nie nadanżają za żywiołem (z dekretowaniem, iż kolejny błont stał się normą) – to byśmy zablokowali wszystko gancegal – zakopiankę, koleje żelazne i losu, dwory, koterie, mikrofony, przepływy gotówki i ludzi… Niech by siedzieli w czworakach a w nagrodę za potulność raz w życiu przyjechali Kaplicę Zygmuntowską popodziwiać. Z zewnątrz!

    Ostojo, otoczenie, które widzimy co dnia zmienia się niepostrzeżenie.
    Amerykanin w Wiedniu, Wiedeńczyk w Ameryce…
    Ale rzeczy muszą się zmieniać, by pozostać takie same (powiadają różni, np. klasyk na początku znanej powieści https://basiaacappella.wordpress.com/2008/09/30/wielki-innowator/#comment-7198 ) 😀

    Jankoro, super edycja, zero wpadek! 😎
    Jak napomknął PAK😀 wtręty włoskie (włoskawe😛 ) są ok a nawet tres chic😈 (tem bardziej włosko-hiszpańskie!😉 )… To tylko ta angielszczyzna – okropna, super-hiper-mega pożyteczna, użyteczna, bezwiednie spływająca na usta i palce…😀

    …Czyli powiada Pani – checks and balances?…😀

  129. Jankora Says:

    Basiu, dzięki!😀

    I popatrzcie, dokąd nam nartki odjechały!😀

  130. pak4 Says:

    Z frontu walki Jusytny K. z prezesami — na dniach chwaliła Ewelinę Marcisz (brąz na 15km na Uniwersjadzie, wcześniej srebro w sprincie), ale dzisiaj pisze:
    Chyba za ciężko trenuję i mam kłopoty ze wzrokiem…
    Przeglądam wyniki z Mistrzostw Świata Juniorów i nie widzę tam ani jednej reprezentantki Polski.
    Są dziewczyny z Australii, Mongolii, Serbii, Wielkiej Brytanii i z innych egzotycznych narciarsko krajów, ale nie z Polski.
    Panowie działacze, przyjmijcie moje gratulacje.
    Tak zabijacie dyscyplinę.

  131. Kumaty Says:

    Na pole.
    A niby gdzie miały odjechać?;P

  132. pro-fan Says:

    @klik/mlask:

    czyli gdyby upowszechnił się ‚mlask’ a nie ‚klik’, mówilibyśmy teraz mlasknij, mlaśnij, mlaskaj do skutku, nie mlaskaj, nie ćmokaj?

    użytkownik TAKIEGO języka może dostać skutecznej kołowacizny ostrej!🙂

  133. TesTeq Says:

    @pak4: Cóż, to niestety potwierdza moje podejrzenia, że kłopoty emocjonalne się nie skończyły. To próba ucieczki w przód, kiedy należałoby skupić się na robieniu swojego. Justyna nie zostanie dziennikarką interwencyjną, bo gdy „układ” zacznie jej pisanie traktować poważnie, to stres będzie niemniejszy niż po nieudanych startach…

  134. TesTeq Says:

    @pro-fan: Aby chlapnąć komentarz, mlaśnij po prztyku „Opublikuj komentarz”.

  135. pak4 Says:

    @pro-fan:
    Dwumlask. Tupnięcie też ktoś proponował😉

    @TesTeq:
    Justyna Kowalczyk stara się „robić” za patronkę młodym. I fajnie. Dla Twojego uspokojenia — zdjęcie z treningu też opublikowała😉

  136. Ślizgolub Says:

    „Narty wyprowadzone w pole”?

    A kariera Kowalczyk kiedyś się skończy, nieprawdaż?

    Witam, w zasadzie nie udzielam się w internecie ponad to, co koniecznie muszę, jednak trafiłem tu, poczytałem, można pogratulować Autorce i Forumowiczom poziomu i pogody ducha.

  137. TesTeq Says:

    @pak4: Popatrz w oczy Justynie, gdy „uśmiecha” się do kamery podczas prezentacji przed startem i wszystko zrozumiesz. Ćwiczę ostatnio mentalizm.😉

  138. basia Says:

    😀 😀 😀 😀 😀

    Zastanawiam się, jaką satysfakcję mógłby mieć mężczyzna z patrzenia w oczy Justyny przez kamerę (i może jeszcze telewizor na dodatek?!)?…🙄 — Chyba bardziej honorowo będzie wspaniałomyślnie pogratulować szczęścia panu Twardochowi…😎

    Mentalizm… O_O

  139. basia Says:

    Ślizgolubie, witam Cię serdecznie! 🙂

    Pogoda ducha? Ona cała przez te atom… endorfiny!
    Zdecydowana większość Komentujących ma bieżącą, nieudawaną styczność z ruchem –
    – zimowe bieganie, dalekie spacery, rower, rolki, narty, sanki, sala gimnastyxczna, mata gimnastyczna w sypialni, tamże rowerki-orbiterki i podobne…
    Co nieodwracalnie wypacza i przeinacza odbiór tzw. rzeczywistości😀

    (Rano zaliczyłam pierwsze rowerowe 25 km lutego. Faaajnie było, mrozik, trasa sucha niczym piaski Sahary… na ogół…😎 )

  140. Kumaty Says:

    Śniegolubie, ja jestem w mniejszości.
    I jeszcze taki jeden,zapomniałem kto.

    Reszta ?? Oni sie szportują, a Kowalczyk czyta.. pisze ..
    Bedzie dobrze w takim kraju?!!!

  141. 18 karatów Says:

    Jeździć można również na czymś takim
    sprzedawca ananasów
    Mają listonosze na wyposażeniu w jednej wsi.

  142. 18 karatów Says:

    Pardon😳
    Na śnieg listonosze mają to
    https://plus.google.com/u/0/photos/103357193733857633303/albums/6101290335801159777/6111298241492202066?pid=6111298241492202066&oid=103357193733857633303

  143. 18 karatów Says:

    No i czemu się nie otworzyło?🙄

  144. 18 karatów Says:

    Bywają i tacy

  145. basia Says:

    18 Karatów, o jakie… wielofunkcyjne! A gdzie to? Uganda?😀
    [Zachwyt wyrażony oryginalnie tylko względem pierwszego zdjęcia, bo tylko ono było na widoku w chwili rozpoczynania pisania komentarza. Teraz, uratowawszy ryż od przypalenia, podziwiam kolejne…😀 ]

    Kumaty, będzie dobrze, nawet bardziej! Bo pomyśli (dobrze) Szanowny, po co te wszystkie kluby, reprezentacje, etc. Żeby ludzi rozweselić, dać im zajęcie na chwile relaksujące, feel good factor, dumę zastępczą i co tam jeszcze.
    Lecz jak oni wezmą sobie to wszystko SAMI (dokładnie za wstawiennictwem endorfin i braku czasu na marudzenie tudzież oglądanie tiwi), to już nie trzeba będzie poświęcenia sportowców zawodowych (przez profesjonalny sport do kalectwa), ci co są i nie będą potrafili się jakoś sensownie przekwalifikować, odesłani zostaną do Czytelni Ciekawych Blogów (jak niniejszy) albo do pisania pamiętników, jak to było w erze przed Naprawdę Nowym I Wspaniałym Światem😎

  146. basia Says:

    Międzyczasowy Świat też jednak daje pewne satysfakcje (wszystko za wstawiennictwem endorfin, nie zapominajmy ani na moment) —
    — otóż na trzecim kilometrze i czterdziestym metrze zwyczajowego rowerowania mijam bramę główną Dowództwa Wojsk Specjalnych. Przed południem można tam spotkać czarnych i tajemniczych biegaczy rozpoczynających trening i poczuć się bardzo gromowładnie w pełnym rowerowym pędzie.
    (Nb, aż mnie dziś zastanowiło, gdy mijałam – daleko dalej – grupkę biegnących mężczyzn, czy ta doskonała sahara* to aby nie dla ułatwienia warunków pracy różnym takim… [Hi, hi, czytam, iż oni już od 13 miesięcy rozformowani… :)])

    ___
    *druga strona, przegorzalsko-bielańska była w piątek tak paskudnie nieodśnieżona; przez kładkę autostradową trzeba było rumaka przeprowadzać, tak wrednie była zalodzona, że dziś postanowiłam trzymać się wyłącznie „naszego” brzegu Rzeki

  147. TesTeq Says:

    Tylko nie gromowładnie, do stu kartaczy!

    Jak napisano tu http://pl.wikipedia.org/wiki/Jednostka_Wojskowa_GROM (więc to chyba nie tajemnica):
    JW GROM ma dowództwo, sztab i większość struktury w Warszawie w dzielnicy Rembertów.

    Było nie tracić stołeczności!

    Nie podpinać mi się tu pod warszawskich komandosów!

  148. basia Says:

    Wiedziałam, że Maestro uściśli😀 a zmarnować takiego koncepta byłoby grzechem niewybaczalnym…
    …bo co, miałam Wisłę na Nil przemianować?😮

  149. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Justyna fotografuje się dzisiaj na rowerze (ustacjonarowionym), z komentarzem, że to kara za wczorajszy wpis😀

  150. TesTeq Says:

    Cieszę się, że finałem tej sprzeczki nie było strzelenie Formozy przez Szanowną Gospodynię…😉

  151. TesTeq Says:

    @pak4: Nie sądziłem, że czyta nasze komentarze!

  152. basia Says:

    Taaak… dawno nie byłam w Gdyni…😎

    Z tego wszystkiego, co Panowie mówią, wynikałoby, iż czyta (JK) pilnie i systematycznie… Co nas ani trochę nie dziwi, prawda?…🙄 😀 😀

  153. Ślizgolub Says:

    „Co nieodwracalnie wypacza i przeinacza odbiór tzw. rzeczywistości”.
    Z powyższego wniosek, że aktywni są kiepskimi „adwokatami diabła”; coś chyba jest na rzeczy.

    Jeszcze raz pozdrawiam.
    Trzymajcie się cieplutko. Względnie zimniutko.

  154. basia Says:

    Myślę, że w szukaniu dziury w całym mogą być faktycznie nieco gorsi.
    Lecz w logicznie zdyscyplinowanej, porównawczej, wyważonej ocenie rzeczywistości – nie. A nawet bywają lepsi (mając dane, bo bez danych i salomon nie naleje😀 )

    Też pozdrawiam i dzięki za wczorajsze komplementy! 😀

    *** * ***

    Ciekawostka:
    Serena Williams ends 14-year Indian Wells boycott => http://www.bbc.com/sport/0/tennis/31139648

  155. Ostoja Says:

    A tu jeszcze znalazlem taki, zupelnie ‚tangential’ artykul, ktory napisalem dla jednego z internetowych dziennikow pare lat temu. Uwazam, ze biegi narciarskie–zwlaszcza te zorganizowane i roznace lawinowo–moga stanowic ‚too much of a good thing’ dla uczestnikow i dla gospodarzy.

    http://www.americandailyherald.com/lifestyle/sports/item/what-s-next-for-the-american-birkebeiner

  156. basia Says:

    Cudne! Ofiary własnego sukcesu, hi, hi! 😀

    Na mnie największe wrażenie zrobiła suma deniwelacji — jest-li to możliwe, 1400 metrów na 50 km?… O_O
    I że tylko 43-letnia historia…
    Czy ograniczono liczbę uczestników głównego biegu od 2012?

    Koniecznie trzeba pokazywać takie rzeczy Europejczykom. Bo obraz amerykańskiego relaksu jest tu dość… hm… stereotypowo-jednostronny…
    Dzięki za ten link, Ostojo! 😀 W pierwszym rzędzie naturalnie gratulacje i dzięki za sam artykuł!😀

  157. Kumaty Says:

    Samolubie, jasie nie szportuje więc będe dobrym adwokatem diabła i powiem,przyszedł, powiedział cieplutko i poszedł.Tak sie nie robi.

    Drugi samolub popełnił texta że w nim same obce słowa a kumaty bystry chop ale umię 250 słówek(za to dobrze) i będzie siedział do nocy,żeby sie dowiedzieć czy cudne bo jestem adwokatem diaboła noto musiem.
    Papa narazie.;D

  158. Ostoja Says:

    Basiu, Tereny sa tu w zasadzie rowninne, ale w zaleznosci od miejsca, zwlaszcza na polnocy Wisconsin i w okolicach polodowcowych, istnieje wiele malych pagorkow. Taki pagorek moze miec 50 metrow wysokosci wzglednej, ale tych pagorkow na trasie dlugosci 50 km moze byc ponad 50. W konsekwencji ciagle albo sie podchodzi, albo sie zjezdza. Czasowo liczac, podchodzenie zajmuje zapewne okolo 90% czasu. W gornym Michigan (the Upper Peninsula) te pagorki sa nawet wyzsze.

    Kolejne ‚fale’ startowe sa zamykane przez organizatorow na poziomie okolo 600 uczestnikow. Zamykanie rozpoczyna sie w lipcu kiedy np, fala numer dwa osiaga pulap uczestnikow, ktorzy wplacili za udzial. Jesli kolejne fale: klasyczna i lyzwowa startuja co piec minut, to latwo wyliczyc ze srednio trase przejezdza dwoch uczestnikow na sekunde.

    Kiedy zaczynalem te biegi–czesto na trasie nie bylo nikogo w poblizu. Teraz, zwlaszcza do podbiegow ustawiaja sie kolejki narciarzy. Oczywiscie z jakakolwiek konkurencja dawno to przestalo miec cokolwiek wspolnego. Wlasnie przymierzam sie do osiemnastego startu i chce zakonczyc na dwudziestym, kiedy otrzymuje sie tytul ‚Birch legging’ czyli brzozowej onucki, co oczywiscie daje ‚bragging rights’.

    Nie wiem, na czym, wg. Europejczykow polega amerykanski relaks, ale zapewne wiele zalezy od polozenia. W srodkowym Wisconsin jest wiele rzek, jezior lasow i pol wiec kwitnie wszelkie wedkarstwo (w tym lodowe) i lowiectwo (w tym na lapanie zolwi, bobrow i lowy na czarne niedzwiedzie). Za tydzien np. zaczyna sie tygodniowy sezon lapania jesiotrow na specjalne trojzeby (a moze nawer ‚pieciozeby’), zupelnie takie same jakie mial Neptun. Taki ‚lapacz’ siedzi w malej kabince na lodzie na jeziorze (czesto z ogrzewaniem i telewizorem) i gapi sie w przereble, a kiedy jesiotr przeplywa, to go trojzebem. Czesto mozna sie gapic w przereble przez kilka sezonow/lat, zanim sie cos zobaczy. Stanowy Wydzial Surowcow Naturalnych (Department of Natural Resources) bardzo pilnuje zeby nie przekroczyc obliczonej ilosci do odlowu, ktora nie zmniejszy poglowia. W tym roku to chyba okolo 1500 sztuk ryb. Zlowione jesiotry natychmiast rejestruje sie i jesli zlapane jest zbyt wiele, to sezon konczy sie wczesniej niz planowano.

  159. Ostoja Says:

    Czy ktos moze mi podac linka do procedury ladowania zdjec do WordPress?
    Probowalem Google ale nie moge znalezc niczego co by dzialalo.

  160. TesTeq Says:

    Ja tylko umiem wkleić do komentarza link do zdjęcia dostępnego już gdzieś w sieci.

  161. TesTeq Says:

  162. pak4 Says:

    @Ostojo,
    ale przecież można wklejać do komentarzy zdjęcia z Picasy (ja tak robię). Trzeba wkleić link, który kończy się rozszerzeniem pliku wskazującym na obraz.
    Można też użyć jakiejś strony do hostowania (z pamięci to notuję imageshack, ale Wujek Googiel podpowie więcej). Tam podają linka do wykorzystania.

  163. basia Says:

    Kumaty, …i jak rozumiem, używa Szanowny najbardziej brawurowego haczyka, żeby wrócił…😉

    …Oczywiście, teksty Znajomych (realowych czy wirtualnych) to najlepszy haczyk do bogacenia leksyki języka (który obcym być nie może – https://basiaacappella.wordpress.com/2007/09/30/uczcie-sie-dzieci-angielskiego/ )

    Ostojo, dzięki za objaśnienia „pagórkowe”… Bo gdy uświadomić sobie, że 1400 – 1600 m to deniwelacja już taka… podalpejska (np. ze Smokowca na Sławkowski https://picasaweb.google.com/acappellasupernova/SAwkowskiSzczyt …choć i tam spotyka się biegaczy… można też się zapisać na przegon górski; sportowcy od zawsze mieli takie treningi) 😀

    Jak przeciętny Europejczyk wyobraża sobie amerykański relaks? — Ano tak, jak widzi w filmach, sitkomach, itp: kanapa, tiwi, taca i tejkełeje na niej…😦 Ktoś tu kiedyś żartował, że stereotypy są jednak lepsze, niż monotyp, lecz czy dużo lepsze❓ 😕

    Co do cytowania tu plamy barwnej – musi ona już być gdzieś w sieci, najlepiej w formie ogólnodostępnej. (Rada praktyczna – wcześniej wgrać na picasę, potem prawą myszką „kopiuj adres obrazka”/ „kopiuj URL grafiki”, itp., potem wynik wkleić tu i liczyć, że się ładnie „namaluje”, tak jak kolejny finisz biegowy TesTeqa😀

  164. basia Says:

    O, PAK* już ładnie powiedział o hostowaniu zdjęć, dzięki! 😀

    *Specjalista Od Wynajdywania Fajnych Obrazków https://basiaacappella.wordpress.com/zeby-bylo-kolorowo/#comment-36268 – polecam! 😎

  165. TesTeq Says:

    Ile Wam Google płaci za lansowanie Picassy? Flickr nie chciał rzucić groszem? Zaraz sprawdzę, czy można z Twittera…

  166. TesTeq Says:
  167. TesTeq Says:

    Fajnie! Z całym tweetem! Brawo TesTeq!😀

  168. basia Says:

    Jedni lubią jabłka a inni picassy🙄

    A cytat z Twiterka – cud-mnjut-malina! 😀

  169. Joszko Says:

    Brawo, TesTeq!😀

  170. pak4 Says:

    Niusik lokalny — ‚ekipa […] położy ślady dla biegówek’. Czyli coś można bez wielkich nakładów, tylko niech śniegu trochę spadnie.

  171. TesTeq Says:

    @pak4: I z czego się cieszyć, Że znowu coś położą? Czy ten biedny kraj na porażki tylko skazan?

  172. mru Says:

    dawno to nie było kroniki TOPR.
    a tu były ferie warszawskie.
    ludzikowie niezwyczajni deniwelacji. 😈

    Powiało, sypnęło i zrobiło się zimowo – tak, jak powinno być w styczniu. Spadło około 40 cm śniegu, a wiejący wiatr potworzył zaspy. TOPR ogłosił III stopień zagrożenia lawinowego. O tym, że zagrożenie było spore, świadczą lawiny, które poschodziły w Tatrach. Zasypane i zawiane szlaki utrudniały orientację i sprawiały sporo trudności turystom, którzy w takich warunkach usiłowali wędrować powyżej schronisk. Ratownicy mieli sporo pracy zarówno w Tatrach, jak i na stokach narciarskich.

    Poniedziałek, 26.01.
    O godz. 11.14 za pośrednictwem CPR powiadomiono TOPR, że na trasie na Rusińskim Wierchu leży nieprzytomny snowboardzista. Z pomocą pospieszyli pełniący tam dyżur ratownicy. Ponieważ jego stan był poważny, wezwano śmigłowiec, którym przetransportowano rannego do szpitala. O godz. 12.35 przekazano go oczekującej na lądowisku załodze karetki pogotowia. Ze względu na urazy neurologiczne został on przetransportowany do kliniki w Krakowie. Jak się okazało, młody mężczyzna zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

    Środa, 28.01.
    O godz. 3.28 powiadomiono TOPR, że z kwatery w Zakopanem ,prawdopodobnie około godz. 24, wyszedł będący pod wpływem alkoholu 29-letni „turysta”, który kilkanaście minut temu powiadomił członków rodziny mieszkających w tym samym pensjonacie, że idzie przez Kasprowy Wierch na Orlą Perć.

    O godz. 4.55 na poszukiwania w rejonie Kasprowego W. wyruszyli ratownicy pełniący dyżur w Murowańcu. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

    Z Centrali do Kuźnic, dalej nartostradą i szlakiem na Kasprowy wyruszyła kolejna grupa ratowników. O godz. 6.25 jeden z patroli natrafił w rejonie Gącisk na świeże ślady wskazujące, że szedł tamtędy człowiek mający problemy z utrzymaniem równowagi. Chwilę po tym ratownicy odnajdują poszukiwanego mężczyznę, którego zwożą skuterem do Kuźnic i dalej samochodem do szpitala. O godz. 7.00 ratownicy powracają na Centralę. Jak się okazało, turysta wędrując z Kuźnic w kierunku Goryczkowej dodawał sobie animuszu dalej wzmacniając się alkoholem.

    O godz. 18 do TOPR-u zadzwonił mąż turystki informując, że jego żona schodząc z Kasprowego w kierunku Myślenickich Turni doznała bolesnej kontuzji nogi, uniemożliwiającej dalsze schodzenie. Potrzebna pomoc. 5-osobowa ekipa ratowników wyjechała samochodem na Myślenickie Turnie i dalej kolejką na Kasprowy. Stamtąd schodząc szlakiem o godz. 19.20 ratownicy natrafili na oczekującą na pomoc turystkę. Po zaopatrzeniu przetransportowano ją w pulkach na Myślenickie Turnie i dalej samochodem do Kuźnic, skąd do szpitala przewiozła ją karetka pogotowia.

    Piątek, 30.01.
    O godz. 12.34 powiadomiono TOPR, że pod Progiem Stawiarskim na czarnym szlaku znajduje się turystka z kontuzją nogi. W tamten rejon wyruszył ratownik ze Stawów, a z Centrali z pomocą pospieszyła dwuosobowa ekipa ratowników. W trakcie tych działań ze Stawów poinformowano Centralę, że w rejonie Siklawy zeszła lawina zabierając i częściowo zasypując 3 turystów. Będący w pobliżu ratownicy pozostawili w bezpiecznym miejscu ranną turystkę i rozpoczęli przeszukiwanie lawiny, która zabrała 3 osoby. Jak się okazało, zanim na lawinisko dotarli ratownicy, turyści sami się odkopali i o własnych siłach dotarli do schroniska w Stawach.

    W trakcie tych działań o godz. 18.32 do TOPR-u zadzwonił dyżurny z zakopiańskiej policji podając, że otrzymali informację, że poszukiwani są dwaj księża, który dzisiaj rano wyszli z Wierchu Porońca z zamiarem dotarcia przez Krzyżne do Stawów. Ich samochód stoi na parkingu na Wierchu Porońcu. Nie ma z nimi kontaktu telefonicznego, gdyż nie zabrali ze sobą telefonów. O godz. 20 z Centrali w rejon Rusinowej Polany wyjeżdża ekipa ratowników zadaniem sprawdzenia rejonu Gęsiej Szyi, Polany Waksmundzkiej, Polany pod Wołoszynem. Z Murowańca dwóch ratowników wyrusza, by sprawdzić szlak z Hali na Polanę Waksmundzką i dalej na Psią Trawkę. O godz. 21.40 w okolicy Żółtego Potoku ratownicy napotykają poszukiwanych turystów i sprowadzają ich do Murowańca. Tego dnia wiał z dużą siłą wiatr, była zamieć i opad śniegu. To nie były warunki do wysokogórskich wędrówek.

    Opad śniegu do jakiego doszło w ostatnich dniach, spowodował, że 1.02 można było uruchomić trasę narciarską w Kotle Goryczkowym.

    Szlaki turystyczne powyżej schronisk są zasypane, nieprzetarte, co znacznie utrudnia orientację i wymaga sporo sił przy torowaniu w śniegu. W Tatrach aktualnie obowiązuje II stopień zagrożenia lawinowego. Ze względu na przewidywane dalsze opady śniegu, przed wyruszeniem w góry radzimy zapoznać się z aktualnie ogłoszonym stopniem zagrożenia, prognozą pogody i warunkami panującymi na poszczególnych szlakach.

    Narciarzy, którzy korzystają z dobrych warunków, jakie panują na wszystkich stacjach narciarskich prosimy o ostrożną jazdę. W ciągu pierwszych dwutygodniowych ferii ratownicy zwieźli ze stoków 315 kontuzjowanych narciarzy i snowboardzistów.

  173. mru Says:

    nie chcoł ze mnoł rozmawiać?😥

  174. mru Says:

    to se ideł i nie przydeł!😥

  175. Kumaty Says:

    To nie krytykłój warszawiaków bo warszawiaki fajne chopaki som hej!;D

  176. basia Says:

    Fajne, poza tym ambitne i ruchowe, A nawet dają się zdalnie uratować, jak mówi wcześniejsza od zacytowanej Kronika TOPR.

    Że co? Że nie wiadomo, skąd byli? No cusz, skoro Warszawa jest odpowiedzialna za któreś-tam dwa tygodnie feryjne pod Tatrami, to niech będzie na dobre i na złe.

    Tu mroźnie, słonecznie, wietrznie, za to ile atrakcji! Nie tylko prawie się weszło na mecz Polaka – Rosja🙄 to jeszcze białe dywany nam położono (ale biegówkowczów ani widu, bo to Międzynarodowa Trasa Rowerowa jest, psze Państwa!😎 )

    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/BicyklemWPewnymPromieniu#6113101414692063282
    😀 😀 😀 😀

  177. Kumaty Says:

    Zimno ale ładnie nie dziwie sie że dwór kusi pardon zewnątrz;D
    (U nas gorzej.)

    Dwa równe skoki chopoki.. dwa rowne skoki.. dwa rowne a bedzie dobrze;D

  178. basia Says:

    A cóż Szanowny taki perfidnie minimalistyczny!😉 Po pierwsze to dwa równe jest strasznie trudno skoczyć (nawet na benefisie Adasia im cosik nie sło, choć dla głównego eksponenta „dwóch równych skoków” świat skoków zrobiłby jak wiadomo wszystko)😎
    A po drugie, czemu te drugie nie miałyby być dłuższe, niż pierwsze (w jednej takiej budzi się kot. Maciej Kot😈 )

    Cuuuudnie było. Ale gdy wyszłam i poczułam ten mroźny, przenikliwy wiatr, pomyślałam, że chyba się skończy na przejażdżce 2 km i powrót, no góra do tego Dowództwa, co go rozlokowali… rozgrupowali, czy inaczej puścili z torbami.
    Jednak stoicyzm zawsze popłaca. Ludź się rozgrzeje, rozkręci… roztańczy… to za chwilę, niech oni tylko się rozskoczą wszyscy😀

  179. TesTeq Says:

    Były 2 równe. Prawie. W pierwszej serii. Żyła i Stoch!😛

  180. Ostoja Says:

    https://picasaweb.google.com/112424478759894492181/140914HartmanSCreek#6113284630555812978

  181. basia Says:

    TesTequ, a mówiłam, nie popadać w Kocurowy maksymalizm! 😀
    (Lecz i tak bardzo ładnie – dwóch w dziesiątce gdy forma konkurencji szybuje przed mistrzostwami😎 )

    Ostojo, co za śliczny żółw! Polajkować mi było wolno, do komentowania muszę się przelogować do Plusowego Gugla😕 niestety…😀 😎
    Nb, 14 września 2014 to w Europie była niedziela i też ładna pogoda, przynajmniej tam, gdzie byliśmy (ROI PAKa i ja), czyli na objeździe malowanych klasztorów Bukowiny.

    *** * ***
    Tu nad ranem (czyli chwilę temu) przyszła zamiecia (jak wyliczyli byli w meteo-pl, zatem nie rewelacja) – dobrze, że wykorzystałam wczorajsze południe na aktywność rowerkową!😀

  182. pak4 Says:

    @Ostoja:
    Fajne fotki, ale gógiel nie pozwala lajkować😦
    (Bo Basi fotki lajkować się dają😉 )

  183. basia Says:

    Widocznie Gógiel😉 prześladuje Sz. Pana i szykanuje za wycofanie się z plusowości😈 😎 (mi polajkować „plusowe” pozwala jak na razie…🙄 )

  184. mru Says:

    o której wy wstajecie w niedzielę w karnawale?😯

    i proszę mi tu nie oczerniać kocurów.❗

    wystarczy załamka za oknem.😦

  185. basia Says:

    my? różnie😀 dziś przed szóstą. body clock już się zaczyna przestawiać na czas letni😎
    (a wczoraj pobaletowaliśmy trochę➡ raczej ‚little’ niż ‚a little’.)

    załamka?… eee, łaaaadnie jest za oknem, a wewnątrz Profesor Perz, zielona herbata, komputer, książki…😎

  186. Ostoja Says:

    Uwazam, ze Google+ to jedna wielka pomylka (chyba juz o tym pisalem). Domyslam sie, ze jest to tak skomplikowane (przynajmniej dla mnie) z powodow ochrony patentowej roznych ‚trickow’ uzywanych przez Facebook i inne, tym-podobne miejsca w Internecie, ktore Google stara sie ‚obejsc’, na razie bez wiekszego powodzenia.

    Nie wiem, jak umozliwic ulajkowanie zdjec, czy dorzucanie komentarzy dla Sz. Publicznsci. Jesli ktos ma jakis pomysl to prosze o wiadomosc.

    Dalej nie mam pojecia, jak wklejac pojedyncze zdjecia do WordPress, ale moze to w sumie lepiej, bo wiecej zdjec mozna obejrzec w w Picasa/Google, niz w WordPress.

  187. mru Says:

    @Ostoja, jak to nie masz pojęcia?
    pod tym wpisem pofatygowała się sama Szefowa😉
    @basia: https://basiaacappella.wordpress.com/2015/01/19/zarazic-prezesow-miloscia-do-nart/#comment-36269 (ostatni akapit); bezpośrednio nad nią instruował Cię, cokolwiek technicznie, @pak4.

    jeśli Ci się nie podoba, instrukcja jest też na stronie ŻEBY BYŁO KOLOROWO, prawy pasek, ostatnia pozycja.

    powodzenia, możesz przećwiczyć na żółwiku, fajny.🙂

  188. mru Says:

    1. znajdujesz obrazek, jaki chcesz „zacytować”.
    2. najeżdżasz nań kursorem.
    3. klikasz prawym przyciskiem myszki/touchpada.
    4. wybierasz „kopiuj adres URL grafiki”.

    5 w komentarzu wklejasz to, co skopiowałeś
    6. powinno wyjść, zwłaszcza gdy grafika ogólnodostępna.
    (tak ja rozumiem, o czym oni tu gadają😀 ).

  189. Kumaty Says:

    Tylko ćwicz i ćwicz człowieku;D Ćwiczymy!;P

  190. Kumaty Says:

    Czemu toto takie małe?;DKolejny przekret Googla?:lol:

  191. mru Says:

  192. mru Says:

    🙂

  193. Ostoja Says:

    https://plus.google.com/photos/112424478759894492181/albums/5817759084554097649#photos/112424478759894492181/albums/5817759084554097649

    Niestety, moja wersja Gugla (a moze teraz ‚awersja’) nie ma opcji ‚kopiuj URL’ (przynajmniej jej nie moge znalezc. Wiec na razie kopiuje URL z gornej czesci ekranu, jednoczesnie przepraszajac Sz. Uzytkownikow za ‚chwast zdjeciowy’ ktory sie rownoczesnie do albumow wkrada.
    Zamieszczone zdjecie pokazuje orkiestre, ktora–the Dude– Dudamel przytaszczyl z Wenezueli. Jak widac orkiestra, pod wzgledem wielkosci godna Berlioza albo innego Ryska Wagnera (i calkiem poprawna pod wzgledem jakosci gry). A inne, wkradzione-tu zdjecia sa z powodu, bo naszej Ogolniaczkowej orkiestrze szkolnej zachcialo sie pojechac na koncert orkiestry Dudamela, a ze bylo to tuz przed swietami w 2012, wiec przed koncertem uczestnicy zauczestniczyli w ‚goraczce przedswiatecznych zakupow’ na „Magnificent Mile’ czyli centrum Chicago z najdrozszymi sklepami,

  194. Kumaty Says:

    Chyba kumam;D:lol:

  195. mru Says:

    @Ostoja, przekopiuj Twój wpis pod najnowszą notkę, Gospo, jak ją znam, to się ucieszy, że światowiec i pisze na temat, nawet z autopsji, nie to, co my prowincjonalne szaraczki.🙂

  196. basia Says:

    Instruktaż Mru wydaje mi się przejrzysty (mru Says:
    8 Luty 2015 o 6:38 pm); dzięki! 😀 — Ostojo, zerknij koniecznie, co masz (po najechaniu na obrazek) w menu prawego przycisku myszki i czy któreś nie pasuje do „adresu obrazka”, „adresu grafiki”, itp.😀
    Eksperymenty Kumatego też wielce pouczające😀

    Ostojo, pozwolisz, że przekopiuję Twój komentarz (wczoraj, 7:03 pm) w miejsce, gdzie może być pożyteczny…😀

  197. TesTeq Says:

    2. najeżdżasz nań kursorem.
    3. klikasz prawym przyciskiem myszki/touchpada.

    Jak się w iPadzie instaluje kursor. I gdzie dołączyć myszkę?

  198. Ostoja Says:

    Basiu, prosze uprzejmie.

  199. TesTeq Says:

    Najpierw Ukraina, a teraz to! Co NATO na to?😉

    Po mistrzostwach Justyna i Maciej Kreczmer jadą nie do Lahti na PŚ, tylko kilkadziesiąt kilometrów na północ od Falun, do Mora, gdzie 8 marca odbędzie się Bieg Wazów. Legenda narciarskich biegów masowych, wyścig na 90 km klasykiem. Startują w nim razem zawodowcy, specjaliści od tak długich biegów (najczęściej to członkowie zawodowych grup – Justyna pobiegnie w rosyjskim Russian Marathon Team😯 ), oraz amatorzy.

  200. Ostoja Says:

    Pecunia non olet. W innych sportach (vide le Tour de France) przynaleznosc narodowa dawno sie juz skonczyla.

    Nota bene: mamy lokalny Vasaloppet w–a jakze–Mora, Minnesota.

    http://www.vasaloppet.us/

  201. basia Says:

    TesTequ, Jak się w iPadzie instaluje kursor. I gdzie dołączyć myszkę? — Skoro Maestro nie wie, to prawdopodobnie nikt tu nie wie. Ale można poeksperymentować😈
    Eeeetam, Raszyn Maraton Tim🙄 — Justyna i Maciej Kreczmer, to jest njus! (Mówią, że to fajny chłopak…) 😀

    Ostojo, są kluby zawodowców, są reprezentacje. A nawet w klubach też zawsze wiesz, gdzie się wychowała gwiazda i jaki jest jej język ojczysty/macierzyński…➡ Więc nie dramatyzujmy, wyżywić się trzeba a treningi&starty też do tanich przedsięwzięć nie należą😀
    Nb, ciekawy link… Ale ja tam widzę dopiero 13 Feb 2016. Saturday, a więc nie pomyłka… ‚2016 EARLY BIRD REGISTRATION’ – uwielbiam ranneptaszkowania! 😀

  202. TesTeq Says:

    Jaki njus? Przecież ona już dość długo „tylko z nim” trenuje.

  203. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Sądząc po fotkach Justyny nie tylko… Jeszcze jakiegoś pieska zatrudniła do ekipy😀
    A propos — pisała wczoraj:
    Uprzedzając pytania w Falun.
    Nie kończę.
    Chciałabym po raz czwarty wystartować na igrzyskach.
    Chciałabym po raz szósty stanąć tam na podium.
    Droga do celu będzie niekonwencjonalna.
    Po Falun otworzę zupełnie nowy rozdział.
    A zacznę od spełnienia marzenia małej Justynki.
    Wystartuję w Biegu Wazów.
    Reszta planu będzie w poniedziałek dostępna😉

    PS. W tym sezonie wystartuję jeszcze w PŚ w Drammen.

  204. basia Says:

    …ale wtedy dosyć (nie)dawno mówiła tylko, że on zawsze ma czekoladę w szufladzie, a nie „Justyna i Maciej kreczmer”…🙄

    Widzę, że i PAK ostro nadąża za Multimedalistką…😛
    😀 😀

  205. pak4 Says:

    Hm… barwy bojowe na Falun, czy na prezesów?

  206. basia Says:

    Taka bojowość źle się skanuje…😛 😀

  207. Ostoja Says:

    Przepraszam, ze moze nawiaze nie na temat, ale dzis wlasnie przy minus 20 stopniach Celsjusza i silnym wietrze rozpoczal sie doroczny polow (a moze polowanie–z ‚pieciozebami’) na jesiotry.
    Nie odpowiada mi to specjalnie, bo taki jesiotr moze byc w wieku 70 lat ( i jak tu z czystym sumieniem polowac na ‚dziadka’ albo na ‚babcie’?), moze osiagnac wage do 100 kg i dlugosc do ponad dwoch metrow.

    http://www.postcrescent.com/story/sports/outdoors/fishing/2015/02/10/browse-share-sturgeon-photos/23161401/

    http://www.postcrescent.com/search/sturgeon/

  208. basia Says:

    Niesamowite. Dzięki!🙂
    (Dwa linki w jednym komentarzu = oczekiwanie na moderację.)

    A my powędrowaliśmy na Halę Krupową, gdzie jasność wielka, 95 cm śniegu i manewry Grupy Podhalańskiej GOPR… – cudnie było!➡ https://picasaweb.google.com/103892840995890796596/HalaKrupowaWalentynkowa?authkey=Gv1sRgCLzm6-3o1ueuIw#

  209. TesTeq Says:

    Sądzę, że terapia przez pisanie felietonów, to niedźwiedzia przysługa oddana Justynie. Pod ostatnim http://www.sport.pl/zimowe/1,79225,17479778,Justyna_Kowalczyk_dla_Sport_pl__Moj_kawalek_metalu.html oprócz wyrazów współczucia możemy przeczytać bolesne komentarze, którym trudno odmówić szczypty słuszności:

    przykre ciagle sluchac jakie to ona ma problemy, tak jakby byla w centrum swiata i nikt inny sie nie liczyl. moze stad jej psychika slaba? niech uczy sie od Federera, jakos nie slychac ciaglego marudzenia i narzekania na wszystko.

    no cóż zawsze może Pani przerwać tę morderczą karierę i zacząć pracę na kasie w Biedronce…

  210. Ostoja Says:

    Tu troche mam ochote podjac sie obrony Justyny Scigalskiej.

    Przypuszczam, ze wielu z nas albo ogladalo (w TV, bo gdziezby indziej, chyba ze wlasnoocznie), czytalo w brukowcach, sluchalo w radio albo domysla sie megalomanskich wyskokow ludzi slawnych typu tenor, sopran, mezzo-sopran, polityk, itp.

    Podobnie, albo moze nawet gorzej jest ze sportowcami roznych masci.

    W przypadku narciarzy biegowych–bieg narciarski na 51 km moze zostac rozstrzygniety na odcinku ostatnich 10 metrow I zwyciestwo czesto sie zdarza ‘o piers’. W swietle porownan do ‚wyskokow’ innych sportowcow, narciarze biegowi wydaja sie pozostawac daleko z tylu za innymi gwiazdorami jako skromni I cisi.

    Ci ludzie sa zawodowcami, ale ciagle zdaja sobie sprawe z tego, ze ich kariera krotka jest, pomimo swiadomosci np. scigaczy narciarskich, ze wysoka forme moga zachowac do czterdziestki. W sezonie startow wszystko bez przerwy musi byc zapiete na ostatni guzik; jesli nie, to nie bedzie zwyciestwa, a wiadomo, ze ‘the winner takes it all’ (jak swego czasu spiewali ABBAisci). Wiec wszechobecny jest ciagly stress.

    Z drugiej, jeszcze, strony domyslam sie, ze Justysia dzieli sie swoimi klopotami z pozostala ludzkoscia, bo wszystko co przezywa jest sprawa ludzka, w ten sposob my–reszta ludzkosci–dzielimy z nia wszelkie udreki, a ona w ten sposob moze rowniez rozladowac czesc stressu. Podziwiam ja za pisanie o sobie (mnie by sie nie chcialo przy takim nawale zajec).

    Justyna ma niewatpliwy talent w sensie techniki I dobre geny, ktore wyposazyly ja w dobre serce, pluca I miesnie. Z trzeciej, jeszcze, strony musimy sobie zdawac sprawe (o czym ona napewno wie), ze wytrzymalosciowcy czesto cierpia w starszym wieku na migotanie przedsionkow. Wiec biegi na tym poziomie nie sa zupelnie bez kosztow zdrowotnych.

    Ku pokrzepieniu serc–krotkie wideo z ostatniego biegu American Birkebeiner, gdzie widac prace narciarzy.

    http://www.birkie.com/2015-birkie/

  211. TesTeq Says:

    A ja uważam, że Justyna została podpuszczona do pisania przez domorosłego psychologa i ochoczo zachęcona przez portal sport.pl (Agora) goniący za czytalnością. Dziewczyna się pogubiła, a media żerują. Biega, ale po każdym biegu się tłumaczy. Czy Norweżki tłumaczą się z katastrofy na 10 km?

  212. basia Says:

    Ostojo, bardzo serdecznie dziękuję za link do biegu!😀
    Obejrzałam go już kilka dni temu, lecz, jako że trwał troszkę, nie zdążyłam wówczas poodpowiadać😦
    Film daje pojęcie o trasie i tych licznych podbiegach, o jakich wspominałeś. Mnie by też interesowało, jak wygląda faza masowa, nie tylko zawodnicza – technikalia, pogarszający się stan trasy, jakie są warunki rywalizacji… Może masz dostęp również do takich video-materiałów? 😀

    TesTequ, wypowiedzi i felietony Justyny są niezmiernie i niezmiennie interesujące (że nie zawsze dokładnie z powodów, które autorka chciałaby widzieć jako pierwszoplanowe – to oddzielna kwestia… lecz stara jak historia przekazu pisanego)😀

    Że się wystawia na ostrzał? Tam wyyyysoko, gdzie jest, hejt jej nie zaszkodzi. Tylko pomoże utrzymać nazwisko w obiegu i na fali. A potrzeba dania wyrazu niechęci akumulowała się przecież w latach, gdy „nie wypadało” czegoś takiego uzewnętrzniać… teraz wybiło jak szambo…

    http://www.sport.pl/zimowe/1,79225,17489163,MS_w_Falun__Krasicki__Wierietielny_powinien_dostac.html#M

    *** * ***
    PS, na biegówkach można różnie😮

    O godz. 20.30 do TOPR-u przyszła zaniepokojona żona informując, że w godz. południowych jej mąż wyszedł na biegówki „do Kościeliskiej” i dotychczas nie powrócił. Telefonem przesłał żonie zdjęcie, z którego wynikało, że znajduje się on na trasie biegowej w Kościelisku. Tam udał się mieszkający w pobliżu jeden z ratowników. O godz. 21.35 uzyskano z policji informację, że poszukiwany, będąc w stanie nietrzeźwości został zatrzymany przez policję do wytrzeźwienia.
    http://www.topr.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=153 <= Z najnowszej Kroniki TOPR można się też łacno dowiedzieć o ratowniczo-medycznym "plonie" (by nie rzec pokłosiu😛 ) feryjnego narciarstwa zjazdowego na przedmiotowym terenie…

  213. Mieć wszystko | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] dążenia do dobroci i dobra. Boć przecież hejt sieciowy dotyka, dosięgnąć może nie tylko Justynę („czekał” od dawna, kiedy się jej noga powinie!) i jej podobnych, ale również […]

  214. Ostoja Says:

    Technikalia American Birkebeiner???
    Alez, prosze bardzo.
    Przygotowania do przyszlorocznego biegu zaczynaja sie, oczywiscie, natychmiast po poprzednim I od bicia sie w piersi I skladania obietnic: “Uroczyscie przysiegam ze przed nastepnym biegiem strace 20 kg, bo kazdy kilogram nadwagi to 5 minut opoznienia na mecie.” “W nastepnym sezonie bede biegal na nartach przynajmniej dwa razy w tygodniu!” (to jest, o ile bedzie snieg, bo lodowce u nas ostatnio nie dopisaly.) “Przez cale lato bede jezdzil na rowerze, przejade 3,000 km I pilnie bede uczeszczal na silownie.” Niestety, na przysiegach I obietnicach sie konczy, jak w wiekszosci przykladnych malzenstw…
    Ale, wracajac do rzeczywistosci, czyli do opisu ostatniego bigu–mieszkalem w tanim hoteliku w Ashland, WI, nad brzegiem jez. Superior. Hotel polozony jest na brzegu zatoki Chequamegon Bay u stop polwyspu Bayfield, ktory swoja droga jest swietnym miejscem do jazdy na rowerze, ma rozne parki I inne atrakcje (https://plus.google.com/photos/112424478759894492181/albums?banner=pwa&gpsrc=pwrd1#photos/112424478759894492181/albums/5757970388958259601 ) .
    http://en.wikipedia.org/wiki/Chequamegon_Bay
    Po zatoce jezdza rozne samochody I male ciezarowki, bo trwa sezon wedkarstwa lodowego.
    https://www.google.com/search?q=chequamegon+bay&sa=X&biw=1382&bih=769&tbm=isch&tbo=u&source=univ&ei=uq_4VMe8OoGuyAS2k4HoDA&ved=0CDAQsAQ
    Miejscowosc Ashland jest oddalona od startu biegu w Cable o okolo 65 km, ktora to odleglosc moze byc niemozliwa do przebycia samochodem w ciagu godziny z powodu gololedzi, sniegu, itp. Z powodu olbrzymiej ilosci uczestnikow, widzow I bardzo ograniczonej bazy hotelowej, w zasadzie niemozliwe jest znalezienie locum blizej.
    Na starcie biegu stoi wielki (i od kilku juz lat nieuzywany) hotel/Dom Turysty/schronisko zwany Telemark Lodge, ktory wielokrotnie upadl finansowo z powodu odleglosci od wiekszych miast. Wielu sposrod moich kolegow zatrzymywalo sie w nim, ale rezerwacje na kolejny rok trzeba bylo robic doslownie nastepnego poranka po biegu.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Telemark_Lodge
    Hotelowa pobudka w moim przypadku odbywa sie okolo 4:30. Jezioro Superior wytwarza wlasna pogode. Jest to rejon tzw. ‘snow belt’: W zaleznosci od obecnosci i kierunku wiatru, przy ujemnych temperaturach wiatr zdmuchuje pare znad powierzchni wody w postaci duzych ilosci sniegu, ktore potem opadaja na lad (Podobnie jest latem. W lecie oczywiscie pada deszcz.) Bardzo czesto zdarza sie, ze w nocy moze spasc 30 cm sniegu. Mieszkancy i bywalcy przyzwyczajeni sa do tych ciaglych I naglych zmian pogody. W zwiazku z tym warunki dojazdowe na start moga byc dosc utrudnione: np. W zeszlym roku dojazd do cable zajal mi ponad godzine, bo droga byla pokryta gololedzia.
    Okolica jest pagorkowata, zalesiona, z paroma wioskami (Grandview, Drummond) oddalonymi jedna od drugiej o okolo 20 km, ale bez zabudowan pomiedzy nimi. Jesli sie wpadnie do rowu, to trzeba czekac na laskawe zatrzymanie przygodnego samochodu I ewentualne wyciagniecie. Policja bardzo zaleca nieoddalanie sie od samochodu z powodu mozliwosci zabladzenia I zamarzniecia. Kazdy powinien jezdzic wyposazony w wode, zywnosc I spiwory, w razie awarii.
    Wiekszosc narciarzy mieszka albo w niewielkiej ilosci hoteli; albo ‘u gospodarzy’: mieszkancy wynajmuja pokoje narciarzom na te okazje. Kilkakrotnie mieszkalem u sympatycznych gospodarzy, ktorzy dodatkowo raczyli gosci po-biegowa kolacja.
    Tansze hotele oferuja bardzo ograniczone menu sniadaniowe—tzw. ‘continental breakfast’ skladajacy sie z soku pomaranczowego, czy jablkowego, podlej kawy, platkow sniadaniowych na zimno I ‘natychmiastowej’ owsianki, ktora zalewa sie goraca woda, malych opakowan roznych jogurtow, toastow z dzemem, jakichs slodkich bulek. Wiekszosc uczestnikow jest zbyt zestressowana nadchodzacym startem zeby zbyt wiele jesc. Egzotyki miejsca dodaje to ze np. w tym samym hotelu moze rowniez spedzac noc jakas licealna druzyna hokejowa, ktora jest w drodze np. z Duluth do Sault St. Marie (okolo 670 km albo 7,5 godzin jazdy), I wielu skuterowcow snieznych.
    Po godzinie szczesliwie dojezdzam do miejscowosci Cable, gdzie odsniezone gigantyczne pole farmera jest uzywane jako parking dla kilku tysiecy samochodow. Po postaniu w znowu-gigantycznej kolejce razem z 50 narciarzami I widzami wsiadam do szkolnego autobusu, ktory po 20 minutach wyrzuci nas blisko startu biegu. Wrzucam torbe plastikowowa ze zmiana ubrania na jedna z ciezarowek, ktore dowioza je do mety I moge teraz troszke sie rozgrzac powoli jadac na nartach wsrod innych narciarzy w czesci lotniska niedaleko od startu. Na szczescie start biegu jest na polowym lotnisku, wiec jest mnostwo wolnego miejsca na wielkie cyrkowe namioty ‘rozgrzewcze’, miejsce na start, toalety, ciezarowki bagazowe I na wielki krag na sniegu do rozgrzewki. Kiedy zaczynalem moje uczestnictwo, wszyscy dojezdzali na lotnisko I tam parkowali samochody bez dodatkowej komplikacji autobusowych. Niestety, bieg od tego czasu urosl dosc powaznie…
    Godzina startu w duzym stopniu stracila znaczenie od czasu, kiedy organizatorzy wprowadzili skomputeryzowane chipsy (RFID) na numerach startowych. Jesli nie obudzisz sie na czas, to twoj czas zostanie I tak zmierzony pomiedzy skomputeryzowana bramka startowa, a metowa. Ale kara za spoznienie jest bieg w znacznie gorszych warunkach trasy. Kazda fala rozpoczyna bieg za seria bramek, ktore o wlasciwym czasie sa zwawo unoszone przez wolontariuszy, ale wlasciwe mierzenie czasu zaczyna sie okolo 100 metrow dalej.
    American Birkebeiner jest sankcjonowany przez FIS. W zwiazku z tym trasa jest doskonale przygotowana … dla pierwszych kilku fal narciarzy. Im pozniej, tym wiecej narciarzy jedzie po tym samym sniegu I snieg przeistacza sie w bardzo sypki ‘cukier’. W zaleznosci od grubosci pokrywy snieznej, ten cukier moze miec 4 cm albo 12 cm glebokosci. W miare uplywu kolejnych fal rowniez coraz bardziej niebezpieczne staja sie wszelkie zjazdy. Po kilku falach narciarzy, na kazdym zjezdzie od pluzenia na nartach tworza sie zlodzone ‘rynny’ z miekkim sniegiem po bokach. W takim wypadku najbezpieczniej jest jechac w sniegu jaknajblizej pobliskich drzew. Czesto wymaga to silnych nerwow I dobrej techniki.
    Sam bieg staje sie trudniejszy w miare starzenia sie uczestnikow. Starszy uczestnik jedzie w pozniejszej fali, kiedy trasa jest w gorszym stanie I gdzie przecietny poziom techniki narciarskiej uczestnikow jest… przecietny. Np. pierwsze fale narciarzy zjezdzaja w dol ‘na kreske’ zmieniajac kierunek za pomoca przestepowania z narty na narte. W pozniejszych falach narciarze albo nie opanowali jeszcze tej techniki—I pluza–albo jest to po prostu niemozliwe, z powodu wszechobecnych lodowych rynien. Jedna z moich kolezanek wlasnie doznala wstrzasu mozgu: ktos przewrocil sie przed nia, ona ‘usiadla’ zeby uniknac tej osoby I zostala uderzona nartami przez osobe, ktora przewrocila sie za nia.
    Wyprzedzanie innych jest czesto dosc trudne, bo szerokosc trasy jest zablokowana przez narciarzy.
    Co okolo 10 km sa punkty zywieniowe z woda, ‘energy drink’ czesto zamarznietymi na kosc bananami, I kruchymi ciasteczkami.
    Po zakonczeniu odbieram worek ze zmiana odziezy, przebieram sie w budynku lokalnego lyceum. W innej szkole mozna rowniez natychmiast za oplata wziac natrysk.
    Nie pisze o innych aspektach biegu, np. roznych rodzajach sniegu, stopniach wilgotnosci, I smarowaniu nart, co jest dyscyplina naukowa sama w sobie, w wiekszosci dla Olimpijczykow startujacych w pierwszych falach. Dla smiertelnikow bieg jest tak dlugi czasowo, ze temperatura, wilgotnosc, rodzaj sniegu bardzo sie zmienia, co powoduje dodatkowa trudnosc w znalezieniu optymalnej kombinacj smarow.

  215. basia Says:

    Bardzo dziękuję za ten obszerny i sugestywny opis!
    Wygląda na to, że trzeba mieć wiele dodatkowej determinacji, by wciąż startować (i finiszować) w tym słynnym biegu!
    Lecz dzięki temu inni mogą poczytać, popodziwiać, zainspirować się😎
    Moje gratulacje!!! 😀

  216. basia Says:

    W niedzielę ósmego marca zrobiło się wizyjkę lokalną na podmogielickiej trasie (Komentarzyk pod bieżącym wpisem) — Dzięki Unii świętej, matce naszej przez cztery lata wypożyczanie sprzętu jest tam całkowicie darmowe.
    Wyratrakowano (bardzo ładnie) co prawda tylko 6 z 25 km trasy, ale i ta reszta nadawała się do użytku (dla wprawniejszych)… a dla początkujących, niedzielnych, rodzin z maluchami, rozleniowionych lampą, … sześć + powrót to już jest 12 km – można spokojnie zarobić na trzydniowe zakwasy wszystkich mniej używanych grup mięśni😀
    Zdjęć mamy troszkę mało – zbyt pięęęknie i tłumnie tammm byyyyłoooo!😀
    https://picasaweb.google.com/basia.acappella/Wyspowy?noredirect=1#

  217. TesTeq Says:

    Kolejny dowód na to, że góry powinny być rozpłaszczone, wyrównane i wyratrakowane!

  218. pro-fan Says:

    @testeq: why?
    tak, jak jest, jest ciekawiej chyba.

  219. Ostoja Says:

    Od zawsze wyrazam mniemanie, ze nie ma to jak porzadna i kilkugodzinna w jedna strone (za przeproszeniem obecnych tu Pan) wyrypa. Po piecdziesieciometrowych wyrownanych i wyratrakowanych ‚pagoreckach’ kazdy moze chodzic przez caly dzien. I co? Ani widokow zadnych do-horyzontalnych, bo to las, ani zmian pogodowych zwiazanych z roznicami wysokosci. Przypominaja mi sie zjazdy z Turbacza, kiedy na gorze bylo moze minus dwa i przepiekne slonce, a dole, ‚na’ Kowancu minus trzydziesci i okropna mgla. To byly (i sa) beskidzkie przygody.

    Odrebnym, oczywiscie, zagadnieniem jest ratrakowanie do perfekcji tras biegowych, ktore to ratrakowanie pozwala na przedluzenie sezonu o kilka likendow i bieganie w idealnych warunkach.

  220. Ostoja Says:

    „Matka nasza” miala genialny pomysl z darmowym wypozyczaniem sprzetu. Jak to latwiej wtedy ‚zahaczyc’ kibicow turystyka, turystyka narciarska i biegactwem narciarskim!

  221. TesTeq Says:

    @pro-fan: Nierówne jest brzydkie, bo nierówne. Płaskie jest piękne, bo się nie można potknąć!

  222. TesTeq Says:

    @Ostoja: Nie „ratrakowane pagórecki”, ale płaskość nad płaskościami! I bez drzew, żeby nie przesłaniały horyzontu!

    Ale rzeczywiście, gdzieś powinny być miejsca z mgłą i minus trzydzieści. To, że ja nie gustuję w takiej pogodzie, nie znaczy, że inni jej nie uwielbiają!😛

  223. kij włóczy Says:

    Rośnie nam,widze nowy Geniusz Karpat..tfu, jakie rośnie, napewno zdaniem TT ludzie też powinni być całkiem płascy?:P

  224. zawada Says:

    Testeq,
    Masz kosztorys?
    Przewidujesz równanie oceanów?

  225. Ostoja Says:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Flatland

    Rownina, a nawet ksiazka na ten temat, zostaly juz wymyslone.

  226. TesTeq Says:

    Zapraszam w szeregi TOP3 – Towarzystwa Ochrony Poziomych Powierzchni Płaskich. Działamy na rzecz wyrównywania i odgracania poziomów.

    Oto nasze zawołanie:

    Gdy pod stopą masz nierówno,
    Nie wiesz kamień to czy …

  227. TesTeq Says:

    A z innej beczki – wolałbym jednak, żeby Kowalczyk nie komentowała. Po nieudanym starcie polskiej sztafety biathlonistek:

    „No to będzie publiczny lincz. Szkoda. Pamiętajcie tylko, że to Magda przez wiele lat ciągnęła kobiecy biathlon w PL. Nie byłoby reszty bez niej” – zaapelowała na Twitterze Justyna Kowalczyk.

    A mogła napisać: Magda, jestem z Tobą. Obie znamy słodycz zwycięstw i gorycz porażek.

  228. Ostoja Says:

    Zeby pomoc towarzystwu TOP3 znalazlem dwa wyjscia:
    1. Jak kiedys spiewal Mlynarski: „Przyjdzie walec i wyrowna”.
    2. Poczekajmy na erozje.

  229. TesTeq Says:

    @Ostoja: Za wkład i zaangażowanie przyznaję członkostwo honorowe TOP3.😉

  230. basia Says:

    Ostojo, przypuszczam, że wejście na Mogielicę na biegówkach, po nowym opadzie (ca 25 cm), zjechanie Halą Mogielica i lasem aż do trasy biegówkowej i powrót nią do wypożyczalni raczej nie znajdzie w Twych oczach „wyrypiastej” kwalifikacji… Lecz jeśliby znalazło (światło)cień zainteresowania – voila! 😀

    TesTequ, Zawado, Pro-fanie, Kiju Włóczy, pan z wypożyczalni biegówkowej pod Mogielicą (na jednym z najwyżej położonych stadionów w PL😐 ) kwalifikowałby się chyba jakoś do stowarzyszenia TesTeqa ale i przeciwstawnych stoarzyszeń? — Ratrakuje, śladuje (po nowym opadzie albo przed weekendem), równa, trochę wypłaszcza… Poza tym wypożycza (zakazując focić ową narciarnię-buciarnię… choć rejon reprezentacyjno recepcyjny stadionu można), udziela całemu światu informacji telefonicznych o stanie dróg dojazdowych i tras; jak tylko jednym takim wypożyczy – leci wziąć udział w Biegu Dla Justyny (wypożyczał będzie zastępca)… Po powrocie (jednych z mini-wyrypy, innych z biegu) okaże się, że ci jedni to mieli Falun i Soczi, a na „Biegu Dla…” trasa tragicznie przygotowana… zaś ta pani, co zrobiła w sobotę jakieś larum dojazdowe, to zdawała prawko chyba w Krakowie, bo nie umie operować gazem na śniegu (śniego-lodzie?) i pod stromą górkę…
    Słowem ubaw po pachy…😀 (Na wysokość kijków?🙄 )
    Swoją drogą to jakiś obłęd w ciapki – organizować bieg „Dla Justyny” na dole, gdy wyżej ma się… Mogielicę. (Nawet tu nowy śnieg w ciągu dnia zaczął się topić na potęgę, aleć o tej porze roku dobrze, że spadł – to tylko niecałe 1000 m npm, nie Alpy ani Kaukaz… choć Soczi😮 )😀 😀 😀

  231. Joszko Says:

    Piękne zdjęcia.🙂

  232. basia Says:

    Dzięki!
    Zazdroszczę czasem ludziom, którzy „to” mają po wyjściu na podwórko.
    Ale oni wówczas przeskakują na temat odśnieżania…😈 😀

    A w mieście, po wczorajszym cudo-dniu, znów przymrozek. Czyli od miesiąca typowe przedwiośnie z niesamowitymi koncertami ptaków, przebiśniegami i krokusami na klombach… Tyz piknie! (Gdy słonko od rana… i będzie… jutro, pojutrze😎 ) 😀

  233. nietoperek Says:

    moze i fajnie
    ale zimno
    brrr
    popatrze przy kominku
    jak to robio drugie
    ;p

  234. Ostoja Says:

    Na nieco kontrowersyjny temat: o tempora, o mores, czyli oklaski na koncertach muzyki powaznej.
    Korzystajac z niniejszego goscinnego forum, o ktorym nie wiem, czy jest to w tym wypadku forum wlasciwe czy tez nie (w kazdym razie nie niszcze tu papieru, skoro to tylko internetowy przeplyw elektronow [i ‘dziur’, jak powiedzilby inzynier-elektryk]) niniejszym przedkladam Sz. Kolezenstwu pod rozwage I komentarze, co nastepuje.
    Wsrod ogladania roznych urbanistycznych (skadinad bardzo ciekawych) fotografii kolegi, wpadlo mi w oko jedno z jego zdjec, na ktorym przedstawiona jest wywieszka gdzies na scianie NOSPR (Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach), a ktora to wywieszka glosi (parafrazujac jej tresc): “prosimy o nieklaskanie w czasie przerw pomiedzy czesciami wykonywanych utworow, bo czasem moze to spowodowac utrate koncentracji wykonawcy” . Hmmm. Wywieszka skadinad napisana byla nadzwyczaj kulturalnie i po prostu, milo, wiec nie o jej ton tu chodzi.
    Podchodzac do sprawy instynktownie (I jak mnie wychowala Mama), zgadzam sie w zupelnosci, bez watpliwosci i zastrzezen.
    Alisci, zastanawiajac sie nad zagadnieniem glebiej, dochodze do troszke innych wnioskow, a mianowicie, ze tradycja I historia istnieje, ale w odmiennym kierunku. Przeciez juz w czasach Frescobaldiego, Lully’ego, czy takiego Mozarta, widzowie spozniali sie na koncert, pili, palili, pisali listy, rozmawiali, drzemali (symfonia “Surprise” Haydna), krolowie wchodzili (Halleluiah Chorus z “Mesjasza”, jak glosi legenda), wychodzili; wychodzili tez muzykanci (symfonia “Les Adieux” Haydna grana u kolegi Eszterhazy). Koncerty od zarania pelne byly roznych–nazwijmy to–przeszkod.
    Brawa bije sie rowniez albo zwyczajowo, albo zeby uczcic dobre wykonanie–po uwerturach i przeroznych ariach operowych, fragmentach baletowych czy to w czasie przedstawienia opery, czy to w czasie koncertu-skladanki typu troje-tenorostwa.
    Na koncertach mamy rowniez do dyspozycji (starszych) panow I panie, ktorzy na koncertach bywaja od wiekow I znaja koncertowy savoir vivre na wyrywki, od przodu I od tylu. Tacy panstwo, znajacy kanony dobrego wychowania (dawniej mawialo sie ‘Kinderstube’), moga nadzwyczaj kulturalnie ‘wypsykac’ gbura, ktory nie wie kiedy klaskac.
    Popatrzmy na to jeszcze od drugiej, a moze trzeciej strony. Czyz w koncu nie liczy sie kasa NOSPRu? A niechse tam jaki ‘gbur’ poklaszcze pare razy w przerwach pomiedzy czesciami utworu (na wiecej poklaskow mu oczywiscie nie zezwolimy, psykajac). A jesli sie gbura obrazi, to gbur sie obrazi, na concert wiecej nie przybedzie (bo ogladajac jutubsa w domu zamiast pojscia na concert, nie beda go krzeselkowi sasiedzi opsykiwac) I kasa NOSPRu niepelna bedzie, co wrozy niedostatki. A maloz to ostatnio upada orkiestr zawodowych z powodu braku widzostwa I sluchanstwa (czyt. Kasy)?
    Ponadlo, jeszcze z trzeciej strony. Stare powiedzenie mowi, ze aby osiagnac perfekcje, sztuki, rzemiosla, a takze zawodu, trzeba je pielegnowac przez conajmniej 10,000 godzin. Mysle, ze muzycy zawodowi na pielegnacje swoich uzdolnien poswiecili wiecej czasu niz przyslowiowe …tysiecy godzin. W zwiazku z tym podejrzewam, ze stosunkowo latwo im jest wejsc w koncentracje I z niej wyjsc, I za moment wrocic (po zakonczeniu niewczesnego aplauzu). To tylko kwestia praktyki w sredniej szkole muzycznej.
    Wiec, klaskac, czy nie?
    (Obiecuje, ze jesli mi skadinad popsykujacy sasiedzi wybacza entuzjazm, to na nastepnym koncercie, po wejsciu na sale zdejme czapke-bejsbolowke I bede siedzial bez nakrycia glowy.)
    Odrebnym zagadnieniem jest to, czy krzeselkowi sasiedzi nie zechca przezyc muzyki w ciszy, o moment dluzej, do czasu az przebrzmia echa poprzedniej czesci i rozpocznie sie nowa czesc utworu. Sadze, ze tak, bo muzyka sklania do refleksji.

  235. basia Says:

    Nietoperku, skąd ja znam ten obrazek?😯 😀

    Ostojo, a co by Szanowny powiedział na prze… podniesienie tego komentarza do rangi osobnego, gościnnego wpisu w tym blogu? Jak znalazł tuż przed (a nawet w trakcie!) wielkich festiwali postno-wielkanocnych!😎
    Opublikowałabym z jutrzejszą poranną datą (brak protestu uważać będę za zgodę🙂 ) i tam rozpoczęlibyśmy dyskusję, ciekawą, jak mniemam, mam nadzieję, jestem prawie pewna. To co, zrobimy tak, prawda? 😀
    (Forum właściwe, jak najbardziej, tajming też – wszak poprzedni dla najnowszego a następny dla niniejszego wpisu ma tytuł „Dźwierza szeroko otwarte” i opiera się (między innymi) o fakt historyczny powstania na ziemi polskiej wielu obiektów kulturalnych, w tym akustycznych… nowe świeckie tradycje z nimi związane mogą pójść tędy lub owędy… – niekoniecznie w kierunku, w jakim chcieliby zahukani „dyktatorzy” (oksymoron!) kurturarnych zachowań😈 )

  236. TesTeq Says:

    A ile kosztuje u Gospodyni podniesienie rangi komentarza do wpisu wielkanocnego? Bo jak niedrogo, też bym jakiś produkt ulokował – tak jak Ostoja ten swój śląski zespół muzyczny.

    A może za darmo? Żeby wypełnić dziury w tajmlajnie?

  237. basia Says:

    😛

    Jak Maestro będzie grzeczny i się intuicyjnie wstrzeli w widzimisia gospodyni, to też kiedyś dostanie. Za darmo😎 …Tylko nie w kwietniu (około Wielkiej Nocy), bo on czas już nie tylko zajęty, ale i napisany… nnno, prawie…😀

    Serio – znacznie łatwiej zaproponować podniesienie komuś, kto nie prowadzi własnej działalności twórczej o profilu pisarskim🙄 — Jak kto prowadzi – może se wszak wszystkie poglądy swoje ulokować w dowolnym tajmingu, dedlajnie i nawet autlajnie-lejaucie😆

  238. basia Says:

    Chroniczne i ustawiczne zarażenie miłością do Tatr może przybrać różne formy:

    Poniedziałek 9.3
    […]
    O godz. 21.17 do TOPR-u zadzwoniła zaniepokojona turystka informując, że szła ze znajomym z Dol. Chochołowskiej Ścieżką nad Reglami. Około 12 rozstali się jeszcze po stronie Dol. Chochołowskiej. Ona zawróciła, jej znajomy postanowił kontynuować wycieczkę, by dotrzeć do Dol. Kościeliskiej. O 20 rozmawiała z nim przez telefon. Znajomy powiedział jej, że zgubił okulary, złamał kijek, jest ciemno, a on nie ma światła i nie wie, gdzie jest. Na poszukiwania w tamten rejon wyruszyło 8 ratowników. Jedna grupa skierowała się do Dol. Lejowej, druga do Dol. Kościeliskiej. Tuż przed 23 ratownicy odnaleźli w rejonie Polany Huty Lejowe poszukiwanego turystę i sprowadzono go do wylotu Dol. Lejowej i samochodem przewieźli do Zakopanego. Jak się okazało, kilka dni wcześniej poszukiwano, także nocą, tego samego turysty w rejonie Furkaski. Widocznie tamto zdarzenie niewiele go nauczyło.

    http://www.topr.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=154
    Tu już zdecydowanie postulowałabym jedno z dwojga – obciążyć kosztami obu akcji albo skierować na przymusowe leczenie w najbliższym szpitalu neuropsychiatrycznym😦

  239. TesTeq Says:

    To ile par okularów i kijków miał ten ziomek?

  240. Ostoja Says:

    Bardzo serdecznie dziekuje za propozycje wpisu ‚goscinnego’ i prosze uprzejmie o zamieszczenie. Nie mialem pojecia, ze taka mozliwosc nawet istneje. Bede sie musial blizej zainteresowac ‚blogostanami’ (bo jak na razie widac–zupelnie sie nie znam na przedmiocie.)

  241. basia Says:

    TesTequ, może tyle, ile dni urlopu? 😀

    Ostojo, wszystko zależy od autora miejsca. Ja dopiero pierwszy raz „goszczę” kogokolwiek w ten sposób…😀

  242. O tempora, o mores, czyli oklaski na koncertach muzyki poważnej | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] Niniejszy wpis był oryginalnie komentarzem. W odpowiedzi nań napisałam między innymi: Jak znalazł tuż przed (a nawet w trakcie!) wielkich […]

  243. basia Says:

    Ach, co ro były za dni – światłości, zaćmienia*, aktywności!…
    Jako, że nieposkromione przez wieeele dni słońce ma na moment ustąpić deszczowi przy niskich temperaturach (co w górach a nawet pagórkach znaczyć może tylko to czyli dosypkę) — dziś rannym świtem prześwietlistym udałam się na zwiedzanie odległych rubieży stołeczno-europejskiego. Celem było zlokalizowanie dość sławetnej dzielnicy Rybitwy, gdzie nie tylko mieści się wielka giełda spożywcza (a może raczej świeżo-owocowa-warzywna?), ale i odbywa (w niedziele?) największa giełda samochodowa… a w soboty – wielki pchli targ, głównie akcesoryjno-motoryzacyjny, lecz również wszelaki inny, w tym sportowy, narciarski…

    Albowiem zachciało mi się nie tylko uaktualnić sprzęt biegowy, ale i (może) zaposiąść śladowy? back country?…
    A eksperci (na trasach biegówkowych i w internecie) jednym głosem wołali, jakie to niesamowite dile i inne super-okazje przywożą w sezonie na Rybitwy jedni czy drudzy obrotni wrocławianie, co mają bliżej do niemieckich i innozachodnich wyprzedaży i się-pozbyć.
    Dziś nie przyjechali. Może ruszyli na (śnieżne) wagary i roztopy marzannowe, a może mają wielkie piwnice/garaże i już teraz magazynują pozyski w celu sprzedaży listopadowej (intratniej, niż po sezonie)?

    Za to zwiedziłam niesamowite okolice… hurtownie, tefaueny, wypożyczalnie dźwigów, znów hurtownie, place targowe, place budów… klimaty jak przedmieść Rzymu… – moje pierwsze doświadczenie handlowo-industrialnych kilomeeeetrów okołowielkomiejskich.
    Cały dojazd wygodną ścieżką rowerową, co rozochociło do tego stopnia, iż popędziłam jeszcze dalej – przez Most Wandy (chyba pierwszy raz w życiu) i Mogiłę** do (rzekomo) dobrze zaopatrzonego sklepu i komisu narciarskiego naprzeciwko nowohuckiej szkoły muz… Lecz oni mieli tylko ski-tury, bo przecież Nie widzi pani, że się sezon kończy?… Rowery trzeba kupować! A pokazać panu, że już mam 845 km? Od 13 stycznia… No to faktycznie gratuluję… Lecz gdyby pani kiedyś chciała coś konkretnego, to wszystko sprowadzimy, nie ma sprawy…

    Sprawa jest taka, że kusi trasa Obidowa – Turbacz… — bo w szerokościach okołomogielickich nie ma ani sprawy, ani problemu, ani nawet bagażnika (nie trzeba mieć) – tak poręcznie są umiejscowione wypożyczalnie, co to je reklamujemy a czasem i testujemy (dla większej wiarygodności reklamy😎 )

    Póki co, pozostają jednak wiosenne mroźne upały miejskie😎
    — W 2015 ma się już 862 km rowerowych – bardzo ok jak na pierwszy dzień kalendarzowej W… Bo przecież niektóre soboty/niedziele są śnieżyste, dżdżyste, przesadnie mroźne, wędrówkowe, biegówkowe, stokowe, śpiewane, towarzyskie, rodzinne🙂 A w tygodniu dobrze, gdy da się raz albo dwa wyskoczyć do Toru i z powrotem = 20 km. (Na Naszym Polskim i Królewsko-Krakowskim Torze Kajakowym przez całą zimę trenowali Rosjanie!… 😯 😉 )
    ____
    *w temacie których co prawda i tak nic nie przebije sierpnia 1999, gdy w środku dnia ptaki nagle ucichły w ogródkach krakowskiej dzielnicy willowej… a potem rozświergoliły się na nowo ze zdwojonym zapałem🙂
    **w jednym z ogródków Mogiły, osłonięte ekranem akustycznym pleksi, mignęły mi czerwone tulipany… jednemu nawet już opadały płatki… 21 marca 2015😎

  244. mru Says:

    😀

    w Krakowie zimny wiatr i deszcz – ohyda zwł. w porównaniu z wczoraj – czyli wyżej dośnieżanie.

    może i ja bym kiedy spróbował tej Waszej Mogielicy?😉

  245. TesTeq Says:

    W Warszawie piękny, słoneczny poranek, 0C, 1mm nocnego śniegu na trawniku… Stołeczna pogoda – Krakusom szkoda!😛

  246. mru Says:

    TesTeq,
    na jednym milimetrze nawet prezes daleko nie zajedzie.😛

  247. pak4 Says:

    Może ziomek pożyczył od JK? Bo Justyna Kowalczyk pisze na FB że odstawiła kijki i ćwiczy teraz tricepsy na kulach…

    PS.
    U mnie ranek był brzydki, ale deszcz tylko w prognozie pogody…

  248. basia Says:

    Dysca mało było, płatki białe sporadycznie… bardziej na zachód faktycznie wcale jasno i sucho (tylko ziąb przykry).
    Więc nie wiadomo, czy przymrozki na meteo.pl znów się okażą przerysowane?🙄 😀
    (I ile białego spadło tam gdzie Justyna by była po pierwsze primo gdyby nie była gdzie indziej❓ )

  249. Kumaty Says:

    Ta Pani wciąż zaraża Polaków miłością do nart;D
    Rozesłałem linka znajomkom:)

  250. basia Says:

    Kumaty, no i pięknie, no i na zdrowie, tak wyrasta się na człowieka! 😉 😀 Taki np. Mru tylko napisał wczoraj komcia… i natychmiast po wysłaniu onego wyjrzał przez okno, przez które zauważył, że się przejaśnia. Wsiadł więc do samochodu swego i niewiele myśląc, za to wiele zakrętów pokonując, znalazł się na Wyrębiskach Zaleskich, gdzie wypożyczył biegówki (jak dobra choć nowa świecka tradycja nakazuje), potem się pobujał na trasach i beztrasach (jak PB przykazał i stronki Trasy przykazują też) a dziś mi nawet raczył przysłać mmsa z tych bujań – bravo i bis! 😀

  251. zawada Says:

    W ostatnich latach mamy ewidentnie modę na biegówki kosztem stokówek. Nie powiem, żeby mnie to smuciło.🙂

  252. TesTeq Says:

    A powinna być dominacja skokówek (stochówek).😉

  253. basia Says:

    Myślę, że (dominacja stochówek) nie jest jeszcze faktem tylko dlatemu, iż, o ile ładnie by się je (choć ciężkie i rogate) nosiło po Krupówkach, to nieco trudniej by je było upchać spontanicznie i na chybcika do samochodu, zwłaszcza krótkawego, jak jeden taki, co łatwo pomieścił ongiś (daaawno) trzy komplety niezadługich karwingów (Białka – Krk) a ostatnio okazało się, iż na niezadługiej trasie (3km) od wypożyczalni do parkingu można było doń wcisnąć i tyleż kompletów biegówkowych… a jedne biegóweczki można było wypożyczyć nawet dłuższemi, tylko się starostylowy długobiegówkowiec nieco speszył, że może by wówczas nie wlazły do wnętrza bolidu… i co, z podniesioną klapą bagażnika negocjować ten śniegolód pod górkę? – Jakoś niehonornie…🙄
    😀😀

  254. Joszko Says:

    Oj, prawda, prawda, że parady po Krupówkach były zawsze nieodłączną częścią zadowolenia cepra „narciarza”.😉
    Czy parady z biegówkami na ramieniu też odbywają się? Nie wiem, od dawna nie bywam w Zakopcu, na jego znanym deptaku -od „jeszcze dawniej”.🙂

  255. Pogramy Profilaktyczne Kraków Says:

    Zaintrygowała mnie tematyka. Uważąm, że da isę to jeszcze trochę bardziej rozwinąć.

  256. Na to pole | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] Półtora roku temu zeszło na pole i dwór. Z których autorce blogu zeszło na skojarzenia ;-/ […]

  257. zespolmalopolska.pl Says:

    Hello are using WordPress for your site platform? I’m new to the blog world but I’m trying to get started and set up my own. Do you require any html coding expertise
    to make your own blog? Any help would be really
    appreciated!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: