Wsiąść do pociągu niebylejakiego

Lubię od czasu do czasu pojechać do Zakopanego pociągiem. Nie muszę dodawać, że wiele dałbym, by był to pociąg staroświecki, ze starymi wagonami i lokomotywą, która dymi i sapie, jakie bywały przed pierwszą wojną. […]

– Patrzcie teraz – mówił ojciec – raz będzie z lewej, raz z prawej strony. – Mówił oczywiście o klasztorze kalwaryjskim, którego wieże kręciły się wraz z ruchem pociągu. A on, żelazny potwór, dyszał ciężko, nachylał się to w jedną, to w drugą stronę, sunął wolno i mozolnie, lecz wytrwale. […]

Coś tu – pamiętam – opowiadał ojciec o konfederatach barskich, że bili się pod Lanckoroną i na polach za Harbutowicami, że wielu ich w okolicy poległo. Niby słuchałem, ale mnie wtedy ciekawiły nie bitwy, lecz pociągi. Któż z nas, dzieci, nie żył wtedy pociągami i przeogromnym państwem kolejarskim, dzięki któremu przed pierwszą wojną było się o siódmej rano w Krakowie a o wpół do dwunastej pod Tatrami. Nie wszyscy mieli wtedy zegarki, ale na punktualność pociągów można było liczyć. […]

Wkrótce czekała nas duża atrakcja – Sucha. Zaledwie pociąg zatrzymał się, już biegli wzdłuż wagonów chłopcy i dziewczęta i słyszało się tylko ich wołanie: “świeża woda, świeża!” i “Poziomki, poziomki!” W chwilę później zjawiali się chłopcy stacyjnej restauracji, niosący przed sobą zawieszone na szyi tace, a na nich bułki z szynką lub krajaną kiełbasą, parówki i musztardę a nadto przeróżne słodycze. Pokrzykiwali po obu stronach pociągu “kanapki, pomarańcze, czekolada, ciastka!”, a ich wołanie miało coś uwodzącego, bo nawet ci, co wieźli ze sobą zapasy na drogę, uczuwali nagle chętkę. Inni wreszcie roznosili herbatę a jeszcze inni lemoniadę i piwo w kuflach. Było to oczywiście piwo z arcyksiążęcego browaru w Żywcu. Nigdy nie roznoszono czarnej kawy. Jej picie – i to w dużych szklankach – rozpowszechniło się dopiero w kilka lat po drugiej wojnie.

Lokomotywa znowu wędrowała na koniec pociągu i postój trwał tyle, ile wystarczyło, by zjeść bez pośpiechu obiad. Restauracja kolejowa w Suchej miała dobrą markę. Mówiło się, że słynęła z doskonałej sztuki mięsa, ale i inne dania cieszyły się popularnością. Nie mogło się zdarzyć, by kuchnia spóźniła się z przygotowaniem posiłków, tak jak nie zdarzało się, by pociąg spóźnił się. Z tego powodu dania trzymano na blasze – wszystko było zawsze świeże. Cóż za czasy niepojęte dla dzisiejszego pokolenia! Wszystko szło jak w zegarku, pasażerowie zadowoleni z obiadu wracali do wagonów, pilnie bacząc, by wsiąść do właściwego pociągu, gdyż na stacji stał również pociąg do Żywca a czasem także do Krakowa. […]

Władysław Krygowski, Sentymentalna podróż koleją żelazną. Całość.

Po poetyzujących parafrazach spod poprzedniego wpisu, wsiedliśmy do pociągu niebylejakiego…
Ot, jeszcze jedna retrospekcja pasażersko-turystyczna, raczej pogodnie skontrapunktowana z siermiężnymi „czasami obecnymi” (Wspinaczka po tęczy ukazała się w 1986; datę powstawania gawęd oszacujemy uwzględniając ślamazarność ówczesnego cyklu wydawniczego).
Jest jednak w tym nostalgizowaniu siedemdziesięciopięciolatka tak duża dawka synestezji poetyckiej, że owa wielozmysłowość przesłania lekko rozkapryszone wspominanie przywilejów („miało się dzieciństwo”), pesymizm co do „przywrócenia” kiedykolwiek naturze terenów wokół fabryki Solvay, itepe.

Książeczkę przeczytałam na tyle wcześnie i „chłonnie” by obrazy, hasła a nawet wielozdaniowe cytaty z niej miały „szanse na rezonanse”. Cytowana gawęda dopadała mnie nie tylko w Polsce, lecz w Anglii czy Walii, gdzie rozlubowałam się w romantyce kolejnictwa. I nie wiem już doprawdy, czy gustowanie w zapachu rozgrzanych torów (z bezkierunkową tęsknotą, jaka łapie za serce, przy rowerowym przekraczaniu letnim popołudniem przejazdu kolejowego w Sidzinie) przypisać potędze-długotrwałości wspomnień i skojarzeń własnych, w tym cyklistyczno-pociągowych), czy sugestywności Krygowskiego.

Zapach benzyny wlewanej do baku też mi „to robi”. Oraz postać latem kilka sekund na wiadukcie autostradowym podczas rowerowania z Podgórek Tynieckich.

Odpowiedzi: 66 to “Wsiąść do pociągu niebylejakiego”

  1. pak4 Says:

    Zawsze zamknięte okna, klimatyzacja, cichy elektrowóz… Wśród takich przeciwności nawet kawa i ciastko z IC mogą nie zachować wspomnień w pamięci dzisiejszych dzieci…

  2. TesTeq Says:

    Gospodyni przekracza rowerowo przejazd kolejowy w poprzek? A nie wzdłuż? Czyż nie byłaby to ekscytująca rowerowa wyprawa Kraków-Zakopane po podkładach kolejowych! Albo po szynie?

  3. zawada Says:

    Nowy wpis i nowa strona tak wcześnie w sobotę, w karnawałowe ostatki? – Gospodyni przekracza siebie! 🙂

  4. TesTeq Says:

    @zawada: Gospodyni korzysta z przesunięć czasoprzestrzennych, które zapewnia nowoczesna technologia. A zabawa pewnie trwa w najlepsze i dzisiaj…

  5. basia Says:

    PAKu, na szczęście (dzieci), pozostają Chabówka, Rudy Raciborskie, Ciuchcia Bieszczadzka i podobne (skanseny)…😀

    Testequ, byłaby! Tym bardziej, że ryzyko maleje… pociągów tam już prawie nie widać, niedługo trzeba będzie przecierać ścieżki po tych podkładach kolejowych, jak w Rabce-Zarytem… [😦 ] 😀

    Zawado, dwa tygodnie temu w kościele mówili właśnie o imperatywie przekraczania siebie – ot, wzięłam sobie do serca…😀

  6. basia Says:

    PS, zabawa trwa, w najlepsze jak najbardziej. Np. wczoraj byłam… ok… przedpołudniem byłam… 😎
    Opiszę w poście… wielkim😀

  7. zawada Says:

    Testeq, o przesunięciach wiem, ale że zaczęła nam coś często wydzielać, co ma napewno „już od lat” „zaprogramowane” – to mnie uderzyło.🙂

  8. TesTeq Says:

    zawada: Gospodyni bywa brutalna i uderza z zaskoczenia. A magazyn amunicji ma wypełniony po sufit. Miejmy się na baczności.

  9. mru Says:

    jesteście mega pociągający – nie mogła się oprzeć.😛

    (Stochowi też się nie można oprzeć. :))

  10. TesTeq Says:

    Stochu w kolanie strzyknęło. Kasaju juz wcześniej. Coś jest na rzeczy…

  11. basia Says:

    TesTequ, lecz właśnie dlatego strzyknęło (mówią), że nie opa… podparł z podparciem albo choć na dwie nogi, ale telemarkiem fasonował… Ech, z kolanami żartów nie ma!

    Mru, nie mogła… co jeden – to lepszy lokomotyw!

    Zawado, jak zauważył słusznie Maestro, magazyn amunicji jest spory. O użyciu tego konkretnego pocisku zdecydowała gospo (a raczej zdecydowali Komentatorzy) gdzieś koło środy/czwartku.
    😀 😀 😀

  12. pak4 Says:

    @TesTeq:
    http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/1012227,rowerowa-drezyna-wozi-turystow-z-mosiny-do-osowej-gory-zdjecia,id,t.html?cookie=1

  13. basia Says:

    Jak dla mnie – cudne! I jak pasuje do tematu oraz genez jego! 😀 😎

  14. TesTeq Says:

    Miałem kiedyś drezynę,
    Wiozłem nią swą dziewczynę,
    Lecz się wykoleiła
    I mą miłość skończyła…

  15. basia Says:

    🙄
    /roll/

  16. Joszko Says:

    Nakliknąłem na link Gospodyni z Rabką – Zaryte. Nie ma już Sandecja – Express, nie ma wielu innych rzeczy, jest skansen w Chabówce.. „smutno mi, Panie!”, cóż począć, nie wiem, czy to naturalna kolej rzeczy🙂 , czy niepotrzebnie zaprzepaściliśmy nasze „państwo kolejarskie”?

  17. Asia Says:

    Uśmiecham się do Was i do studenckich „Strzał Południa”, których już nie ma…🙂

  18. pro-fan Says:

    uśmiecham się do lokomotyw i lokomotów.😉

  19. basia Says:

    …Ja zaś – do wszystkich bonmotów, Pro-fanie😀

    Asiu, wspominałam tu już chyba (a może więcej, niż jeden raz?🙄 ), jak pod koniec sierpnia ’87 przenosiłam się z obozu harcerskiego w Rozstajnem (Beskid Niski, z użyciem Strzały Południa od Jasła) do Zakopanego przez Nowy Sącz i Chabówkę – owa, wcale nie straszliwie długa droga przez część pagórskiej Polski południowo-wschodniej zajęła mi caaały długi dzień: od 4am do po 10pm… Za to te powiewy, za to te zapachy… i stacyjki, których żałuję równie boleśnie, jak Joszko…😦
    😀 😀

  20. pak4 Says:

    @Joszko:
    Kiedyś koleje potęgą były i basta, ale teraz z punktu widzenia turystów też ciągle coś się dzieje. Upadają połączenia, ale reaktywuje się różne kolejki, wąskotorówki głównie dla turystów. Tabor niszczeje, ale też go zbiera się w kolejowych skansenach (nie tylko w Chabówce). Choć nic nie będzie tak jak było, to jednak nie wszystko przepadło😉

  21. Joszko Says:

    Pak, trochę pocieszyłeś mnie. Ale nie wiem, czy z przekonania, czy młodość nie może żyć bez nadziei?😉

  22. nietoperek Says:

    czasy niepojete

    dla dzisiejszego pokolenia
    niepojete jest
    tez
    ze za jaruzelskiego
    jechalo sie pod tatry
    z przepustka
    /…/

  23. basia Says:

    Bo to były wtedy dwa różne województwa, Nietoperku… Albo nawet trzy w porywach. Powiem Ci zresztą w zaufaniu, że w styczniu ’82 jechałam aż 3 razy do domu nielegalnie (zanim mi ową przepustkę wydano)… Nieletnio, nielegalnie i na dodatek z pojemnikami na jajka🙂 całymi wypchanymi bibułą (ani Mama ani Ciocia nie mogły o tym wiedzieć – konspira rozgrywała się między małolatą a Wujkiem i Tatą😎 )
    Oczywiście, romantyczna to była jazda (przynajmniej z pktu widzenia niniejszego wpisu😉 ) – pociągiem zapchanym, niedogrzanym i prawie zawsze opóźnionym, co zrywało przesiadki -połączenia autobusowe dalszej podróży… Jakieś dyrdymały potem człowiek wysłuchiwał, jak to niby cały autokar jadący na narty sprawdzano na Luboniu czy gdzieś… – ach, co za przeżycia!…🙄😀

    Joszko & PAK, a misie zamarzyło przejechać się romantycznie do Zawoi – busikiem! Tam to się dzieje:
    https://basiaacappella.wordpress.com/2008/05/09/jagodzianki/ (podtytuł aktualny wielce „…albo B jako Oskar Kolberg XXI wieku😉 )😀 😀

  24. basia Says:

    PS, czy Państwo zauważyli, jakich Czesi mają milutko-przytulnie-cieplutkich skoczków… Kozuszek, Kołderka, Hajek… A znów Niemcy – silnie-nudnych przewidywalnie… Kraft, Kraus, Geiger, Wank…😎

  25. TesTeq Says:

    A Japończycy tymczasem zaKasaji rękawy…

  26. basia Says:

    Taaak, Japońcy prawie tak przewidywalni, jak Niemcy.

    A wśród Polaków, jak na Polaków przystało, są frakcje:
    – anatomiczna (Żyła, Ziobro)
    – topograficzna (Stoch, Biegun, Murańka (=mały Murań))
    – …
    …oraz Koty chodzące własnymi ścieżkami…
    🙄

  27. Joszko Says:

    Otóż to, Basia, otóż. Każde pokolenie wspomina tęsknie coś innego. Jedni westchną do wykupywania biletów PKS w przedsprzedaży, inni do malucha z bagażnikiem na dachu, Ty do busika z ciekawym folklorem.🙂

  28. basia Says:

    Właśnie, jazda pod Tatry maluchem też mogła być romantyczna. I też trudnawo byłoby ją sentymentalnie odtworzyć😀

    Ech, i busiki do Zawoi wyprzystojniały przez te pięć lat… nawet klimę niektóre mają (pasażery powiadają) ;cool:

  29. gradus Says:

    Znajomy z Łodzi opowiadał, że jak był mały, to jeździł z rodzicami i siorą na wakacje maluchem, po Polsce i Europie. Jego tata uznał, że zamiast bagażnika lepsza jest przyczepka, i ciągali zawsze tę przyczepkę za sobą. Muszę dopytać, jakie prędkości rozwijali.😀

    On nie ma wspomnień kolejowych, ten koleś. Tylko pociągowe 😉

  30. basia Says:

    Malucha wspominaliśmy tu sentymentalnie co najmniej raz:
    https://basiaacappella.wordpress.com/2008/04/29/maluch-oniryczny/

    Dla literaturoznawców zwierzęciem pociągowym jest (też) niewątpliwie Chimera… Co nie przeszkodziło niektórym (aspirantkom literaturoznawstwa) w spotykaniu i podziwianiu maluchów pociągowych na polskich blachach tu i ówdzie w Europie. Np. w dalekiej Helladzie. One niezwykle ruchliwe były swego czasu. To tylko teraz niektóre francuskie pieski i inne księżniczki na ziarnkach grochu „nie wyobrażają sobie” jechać do Italii seicentem bez klimy (podstawić dowolny model)… – ot, wyobraźnia ginie w narodzie… i duch… i kondycja!…😉 😀

  31. Jankora Says:

    Przeczytałam GNIJE wyobraźnia w narodzie, coś jest na rzeczy -my także mamy niezłą historię rodzinnych wypraw polskim fiacikiem. Ponadto uważamy się za szczęściarzy,że go mieliśmy i że jakoś nie psuł się z dala od domu.

    Wszystkich pozdrawiam wiosennie!🙂

  32. pak4 Says:

    Fiacik się niekoniecznie psuł. Ale jak już zepsuł… To czasem osobna historia.
    (Pamiętam jak się kiedyś zepsuł w Rabce. Dokładnie w miejscu, w którym przeszedł mu drogę czarny kot😉 )

  33. basia Says:

    PAKu, niektórzy mówili, że części zamienne woziło się „na wszelki wypadek” nawet podczas przejażdżek z domu do garażu. Może więc ciąganie przyczepek na dłuższe wyprawy miało też ten sens?…🙄 😀

    …Lecz żeby koniecznie na cieniu czarnego kota… Precyzyjna sztuka! 😎

    Jankoro, skoro mógł dojechać aż do Grecji (i nieźle powojażować tam… bliżej zaprzyjaźniłyśmy się w ’89 z dwoma-trzema egzemplarzami) – to mógł z Sukcesami (znaczy Wami😀 ) objechać całą Europę. Nie mam co do tego cienia wątpliwości! 😀

  34. TesTeq Says:

    Jak to „przejażdżek z domu do garażu”? To po co garaż, skoro samochód stoi po domem?

  35. basia Says:

    Pod domem pan kierowniczy wysypuje pasażerów i/lub dobytki/zakupy ich. Po czem odkołowuje wehikuł na nocny spoczynek jego.
    Sytuacja wyobrażona a nawet idealna – powiedziałabym😎

  36. TesTeq Says:

    A nie podjeżdża się pod drzwi garażu, wysiada, rodzina do domu, a kierowca wprowadza samochód do garażu i wchodzi wewnętrznymi drzwiami do domu? W prawie każdym amerykańskim filmie widziałem tę nieskomplikowaną procedurę. Po co komplikować?

  37. mru Says:

    oświadczenie (się):
    codziennie życzę Pani i Paniom bardzo dobrze.🙂🙂🙂

    podpisano
    mru

  38. zawada Says:

    Paniom życzę zawsze wszystkiego najlepszego a Pani tego samego plus garażu z „wewnętrznym przejściem do domu” i nieskomplikowanego ale efektownego lokatora tego przybytku.🙂

  39. basia Says:

    Podziękować przepięęęknie za tak szczodre życzenia! 😀 😀 😀

    TesTequ, w takiej nieskomplikowanej procedurze to ja nawet pomieszkiwałam😎 W sierpniu ’96 i wcale nie w filmie amerykańskim, a na osiedlu podmiejskim pod dużym miastem w pn. Francji. Co prawda procedura dotyczyła raczej wprowadzania i wyprowadzania rowerów (wyjechani gospodarze pozwolili użytkować), lecz i tak doceniałam tę garażową poręczność: na wprost lekko z prawej boilerownia, suszarnia, pralnia, ‚zapasowe” zlewozmywaki i palniki gazowe (np. dżemik jaki wysmażyć nie ryzykując płyty indukcyjnej); lekko z lewej wnęka spiżarniana; z obu (znaczy spiżarni i boilerowni) wejście do kuchni (słonecznej!) otwartej na przestrzeń dzienną (poruszamy się anticlockwise) wypełniającą szeroko róg pd-wsch tego niedużego kwadratowawego prostokąta… na tyłach przestrzeni dziennej (dokładnie – kąta studyjno-bibliotecznego) składzik ładnie opółkowany, od północy wejście, łazieneczka z prysznicem, schodki na górę… – ot część dzienna opisana, pozostaje poddaszowa czyli sypialniana.
    Ten dom tak mnie urzekł swą ekonomiczną prostotą i absolutną funkcjonalnością (dla sześcioosobowej rodziny), że natychmiast rozrysowałam go sobie (a potem uściśliłam marzenia aż do najdrobniejszych detali grubościowych cegieł porotherm😉 ). Nie zdziwiłam się też wcale, że, gdy w 2003 pan dostał posadę profesorską w centralnej Fr. – domek sprzedał się w niecały tydzień (mimo okolicy słynącej z bezrobocia i braku ‚glamour’)… — ach, wspomnienia… jeszcze jeden odjeździk baaardzo niebylejakim pociągiem!… 😀

    Mru, to bardzo piękne, wręcz rozczulające oświadczenie…😀

    Zawado, i nieskomplikowanego ale efektownego lokatora tego przybytku.
    Któregokolwiek przybytku (garażu czy domku😉 ) dotyczy ów lokator z dwoma aż tak atrakcyjnymi przymiotami — biorę! Biorę w ciemno!…😎 …Choć tu jasno… przewiosennie… cudnie (tylko okna trzeba umyć😈 ) 😀

  40. TesTeq Says:

    To skubaniec, ten profesorek, że nie miałaś prawa pierwokupu!

  41. basia Says:

    Wybaczyłam mu natychmiast😎 Bo pierwokupić – to jedno; projektować zaś, budować, urządzać… a jeszcze wspólnie z kimś o podobnym guście, postawach… a jeszcze we wspólnie wybranym miejscu… — to zupełnie inna zabawa! Byłaby…

  42. TesTeq Says:

    Budować? Dopiero za drugim razem orientujesz się, jak to zrobić, żeby wyszło na Twoje. Za pierwszym razem budowlańcy są sprytniejsi…

  43. nietoperek Says:

    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/TrzyKoskoweGoryIDrewnianeKoscioYWPAskowyzuDraboza#5988860623692502178
    gotowa
    dacza
    dla nietoperka
    /wykrz/

  44. basia Says:

    Jak rozumiem, Nietoperek zwiedził wewnętrze tej daczy i spodobało mu się… ja widzę je (od zewnetrza) nieco klaustrofobicznym…😀
    …Za to moi faworyci to:
    1. Od czterech dni😉 – obiekt poprzedzający Nietoperkową daczę
    2. Od ponad dekady – ten obiekt! — Kibicowałam od samego początku, gdy zaczęto wznosić to maleństwo (jeszcze bez garażu); wyglądało na mniejsze, niż niejedna drewutnia, a mimo to natychmiast dostrzegłam jego „wystarczającość” i funkcjonalność dla osoby albo dwóch…🙂

    TesTequ, ci, którzy wiedzą, mówią, że frycowe trzeba zapłacić zawsze i wszędzie w nowych dla się dziedzinach aktywności. Ból może załagodzić wynajęcie kolegi z podstawówki, posiadanie doświadczonych inwestorów w bliskich kręgach rodzinno-towarzyskich (i czerpanie z ich doświadczeń, rzecz jasna🙂 )… emerytowany kierownik budów w okolicznym starszym pokoleniu, etc., etc.
    Można się przećwiczyć na takim obiekcie, jak drugi z zalinkowanych w tym komentarzu…🙂 …W ostateczności przyjąć z pokorą, iż wynik po prostu nie może być idealny… bo skoro nawet architekci z dyplomami i praktyką twierdzą, że dopiero trzeci-czwarty z domów budowanych dla siebie nadaje się do zamieszkania a nie do odsprzedaży po przetestowaniu…🙄 😀

  45. TesTeq Says:

    Wiesz, akurat dokładnie tak zrobiłem i bardzo się sparzyłem na rodzinno-towarzyskim kierowniku i organizatorze budowy.

  46. basia Says:

    Bywa i tak – niestety…😦

  47. pak4 Says:

    Nie należy wsiadać do pociągów bylejakich😉

  48. basia Says:

    …zwłaszcza w niebylejakim towarzystwie! 😀

    Pyszny skecz! 😎

  49. nietoperek Says:

    nadgryzlem

    taki sobie

    /;p/

  50. TesTeq Says:

    Nadgryzł skecz,
    Zęby precz!
    Zamiast skrzecz,
    Zęby lecz!
    Lecz je nietoperku, lecz!

  51. basia Says:

    😀 😀

    Nie wiem czemu – lecz dla mnie jak skrzek, to żabi, nie nNietoperkowy…🙄

  52. pak4 Says:

    Nietoperki dużo potrafią😉

  53. TesTeq Says:

    Żabi to jest kum.😀

  54. basia Says:

    Nie-no – kum czyli kumoter to chrzestny twojego dziecka… ew. zaufany partner do kieliszka…❗ 😀

    Faktycznie, wiele potrafią😎 …tylko czy nasz Nietoperek-indywidualista dobrze by się czuł w takim zagęszczeniu… chyba że jako bat-scientist… 🙄

  55. Anonimowa Celebrytka Says:

    Macie rację, że zanim do pociągu, lepiej wprzód wsiąść do domku nie byle jakiego. Choć podobają mi się odniesienia Basi i Nietoperka, pozwólcie, że moim faworytem pozostanie to maleństwo z jesiennego szlaku Gospodyni:
    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/RadziejowaPrehybaPolicaZZawoiISidziny#5937134470996596354
    Prawda, że „optymalny”? 😀

  56. zawada Says:

    Celebrytko,
    „obiekt poprzedzający Nietoperkową daczę”
    https://basiaacappella.wordpress.com/2014/03/01/wsiasc-do-pociagu-niebylejakiego/#comment-28399
    to bym może umiał sklecić.🙂
    – Twój „optymalny faworyt”? – wyższa szkoła jazdy.😉
    I on wcale nie jest taki mały.

    Bajdełej, wszystkie nietoperki to zdrajcy i przecherki! 😀

  57. basia Says:

    Anonimowa Celebrytko, zaiste rację ma Zawada – ten „optymalny” to wcale nie maleństwo… I, jak lubię drewienko, tak dobra cegiełka jakoś wprowadza mnie… w większy spokój pe-poż…🙂

    …Z kolei to zupełnie małe maleństwo (z tras rowerowych) budowane było z pustaków, dokładnie pamiętam. I wcale go to nie dyskwalifikuje w moich oczach…🙄
    😀 😀

  58. pro-fan Says:

    @a propos:
    znów padał, padał śnieżek biały, dawno go nie było.😉
    znów księżniczka Aga spadła z konia (kontuzja czy nie kontuzja?).
    znów wojna krymska? – oby nie.

    eh, wsiąść do samolotu bylejakiego, i na dno Oceanu Indyjskiego, umrzeć, zasnąć, i na tym koniec.😉

  59. Anonimowa Celebrytka Says:

    Teraz dla odmiany napiszę coś na temat.🙂
    Billy Wilder jadał na dworcu w Suchej gdyż była to restauracja jego papy.🙂
    Lecz stołowali się tam jeszcze inni sławni ludzie:
    http://www.rp.pl/artykul/100097.html

  60. basia Says:

    Pro-fanie, skąd takie klimaty?😮 — Dnia przybywa (ze śniegiem tam, z forsycjami tu – w przyszłym roku będzie odwrotnie)… Tak, samoloty znikają, tenisistki przegrywają… i nawet smukłe i utalentowane dziewczyny niewysokich siłaczy postanawiają skończyć nagle i niespodziewanie😦 … ale…
    …Mniej krymówek, więcej ruchu na świeżym – nadzieja jest wieczna jak (irlandzka) trawa… a jeśli tu i ówdzie trawa nie przebija się jeszcze przez śnieg – należy kupić doniczkę cytrynowej i postawić na jasnym parapecie…🙂

    Anonimowa Celebrytko, założę się, iż słuchałaś wczorajszego „W tyglu kultury” w radiowej Dwójce!
    Owszem, Sucha Beskidzka „wydała” kilka znamienitych postaci. Co więcej. pamięta o nich…🙂
    (Krygowski też wspomniał o Goetlach – por. pełny tekst gawędy…)

    PS, moje złote deszcze 2014 stoją na podłodze, sięgają prawie do sufitu…

  61. Anonimowa Celebrytka Says:

    Słuchałam.🙂

    Przeczytałam całą treść gawędy pana Krygowskiego.🙂

    Obejrzałam złote deszcze i ich sąsiedztwo.🙂

  62. nietoperek Says:

    po
    deszczach
    niespokojnych
    zlote
    to
    dobra
    odmiana
    ;!;

  63. pro-fan Says:

    @basia:
    o wziętej dizajnerce, która po śmierci jest znana głównie jako dziewczyna Brytyjczyka z dużą buzią, to nawet nie wiedziałem w momencie pisania.

    ruchu ci u nas dostatek. czy na świeżym? raczej na takim sobie.🙂

    doniczek mam dużo. trawy cytrynowej nie mam. może kupię.😉

  64. basia Says:

    🙂 🙂 🙂

  65. kij włóczy Says:

    fajna opowiastka,fajny blog.:)
    klepnął bym coś więcej o pociągach,ale muszę uciekać szef goni;]

  66. basia Says:

    Dzięki! Czasem cytuję coś, co znam od baaardzo dawna, by się podzielić…🙂

    Już miałam zapytać, co to za szef goni już o ósmej… Lecz wszak może gonić do domu… albo domowy szef gonić, albo auto-szef, albo…😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: