Powroty, powroty

Szczawnica – Jaworki – Radziejowa – Prehyba – Szczawnica
Stryszawa – Wsiórz – Jałowiec – Mędralowa – Jałowiec – Opaczne – Stryszawa
Zawoja Centrum – Mosorny – Polica – Hala Krupowa – Zawoja Centrum
Lubomierz – Gorc – Turbacz – Kudłoń – Lubomierz

Dwie pętle maratońskie; dwie mniejsze, też pokaźne.

W październikowe popołudnie, po wędrówce po znanych ci pagórach, wracasz w miejsce, skąd wyszedłeś rano.
Naładowany endorfinami (choć padnięty, a co najmniej czując mięśnie, czasem kolana, staw biodrowy), nie masz najmniejszej ochoty pozwolić na zachód słońca. Ale skoro ono tak czy owak dojdzie? – Niech już, jeśli koniecznie musi.
Uśmiechasz się do swoich ablucyjno-upiększających celebracji, do perspektyw powrotnych, sposobów najlepszego skoncentrowania się na kilkugodzinnej jeździe w ciasnej kolumnie po zmierzchu. Serce pielęgnuje tuż-pod-powiekowe zapisy, które jeszcze kwadrans-dwa temu były dotykalną rzeczywistością… a jeśli dwadzieścia kwadransów wstecz – to też jak kwadrans.
Pieczołowite przenosiny do trwałej pamięci trwają.

Z organicznymi hard-drajwami różnie w drodze bywa.
Czasem wspomnienia sprzed ponad trzydziestu lat wyskakują punktualnie jak diablik z pudełka i meldują się przed tobą w ładzie i elegancji klasycznie-szkolnej retrospekcji.
Na innym kursie i ścieżce znacznie młodsze zdarzenia i przemierzenia zatarły się niewiarygodnie… choć niby wielokrotnie powtórzone, miłe, doniosłe (osięgnięciowo, ba rekordowo).
W obu przypadkach masz pretensje do twardego dysku twego: raz, po co pamięta aż tyle (poszukiwacze wrażeń, podniet estetycznych i endorfinogennych najbardziej wszak lubią świeżynki nieskalane, premiery najpierwsze, złudzenia wiecznej młodości); dwa, czemu pamięta tak mało… jak śmie nas zawodzić ta pamięć, zwykle (prawie) niezawodna, co o nią tak dbamy, cyklicznie dotleniamy!
Pretensje pretensjami, lecz skoro nie ma (ponoć) lepszej struktury rzeczy, niż koncentryczna – choć wszystko powraca, ty nigdy nie powrócisz do tej samej wody – zatem ruszasz dalej w pętlę. Bo droga woła a endorfiny znieczulają. Do tego te uczty dla oczu, uszu, nozdrzy i skóry! Nie ma miejsca ni sił na tanie czułostkowanie. Na drogie też nie.

Im dalej w las, wyżej w skały, tym mocniej wydaje ci się, że w takiej wędrówce coraz pełniej i więcej posiadasz, oswajasz.
Terytorium na ten przykład. Pyszna to rozrywka dla pokornego choć zadufanego umysłu twego – wyłuskiwać albo trzaskać panoramki z dowolnego punktu. Nie tylko w trybie foto, ale i pamięcio: przełączki, szczerbinki igiełki – wszystko widzisz. Co więcej, byłeś tam, przemierzyłeś własnym-najwłaśniejszym wysiłkiem, percypowałeś najżarliwszą percepcją swoją, hołd oddałeś w najpokorniejszej pokorze. Nazywasz, oswajasz, wiesz, wciąż dogłębniej i coraz panoramiczniej rozumiesz… Czujesz to królestwo ziemskie, te łez doliny i tryumfów szczyty całą fizycznością twoją i intelektem twoim, wolą i wyobraźnią twoją; masz od lat a nawet dekad pełne prawo do eksklamacji „to moje, moje, moje!” – Zadomowione.
Co jest też niezłym znieczulaczem na przemijanie:
Momenty Dziumbiera, Kralovej Holi, Wielkiego Chocza 2013 rozbłysły i prysły jak sen złoty, lecz wybieganie do tych pagórów wyniosłych, co się najpierw (i potem) tak w kość dały, ale też tak sowicie nagrodziły… lecz wybieganie do nich z Radziejowej, Policy, Turbaczawidzę, przysięgam, nawet maszt, nawet ten skalisty dzyndzelek północny… – to kontynuacja a i satysfakcja oddzielna, bonusowa.
Gdybyśmy wiedzieli w 2008, 2009, 2011, 2012, że kiedyś tak nas będą kręcić maszt Holi… kotły Dereszy – może postaralibyśmy się troszkę bardziej z od-tatrzańskimi fotostrzałami na prześwietlone słońcem południe?
Ogromna to frajda, gdy pamięć przeszła zadomawiająco modyfikuje zaprzeszłą; świeżo oszlifowany diament rozlewa blask i wrażenie przejrzystszej struktury po całej komnacie przykurzonych precjozów. Które ty natychmiast odkurzasz pieczołowicie.

Owe klarowności dostaną dodatkowych niuansów i innych tam opalizacji (dość lubisz to słówko) jeśli zmienisz punkt widzenia, witrażowania i pryzmatowania: inaczej będzie o wschodzie, inaczej o lodzie, z Wielkiego Rogacza to nie spod Turbacza. Czasem nie ujrzysz nic zgoła, choć-eś się wysilił na zdobycie-wypracowanie punktu widzenia. Bo mgła… albo coś mniejszego przesłoniło to większe. O zgrozo i o humilitas!
Ale znów nie melancholizujesz zbyt długo – droga stroma i daleka, czas ucieka wieczność czeka. A jak nie wieczność, to samochód na parkingu.

Ktoś też czeka. Obok. Zziębnięty lub znudzony twoim euforyzowaniem, drobiażdżkowaniem lub melancholizowaniem na temat przyszłych nostalgii. Ruszamy zatem, i żwawo. Nie można celebrować w nieskończoność ani zwycięstw, ani utrat. Poza tym miło jest wspólnie pomnażać i uprzytulniać skarbczyk przyszłych wzdychań (w tym – na wesoło, co (jak wiesz) również endorfinogenne jest, nie tylko wysiłek podbudowany pozytywną ideologią).

Ktoś/coś czeka też troszkę dalej. Widząc pierwszego listopada zatłoczoną autostradę (albo wyludniające się na ten okres z cór i synów Podhala Monachium; tylko na dzień-dwa, a niczym na jakie Boże Narodzenie) – nie możesz się oprzeć wrażeniu, że dobrze jest – po pierwsze i najważniejsze – mieć dokąd wracać. Także w sensie najoryginalniejszym – nie tylko pod wygodny i bezpieczny dach nad głową, ale w twój uspokajająco-osadzający pra-kontekst. Gdzie nawet smutek i rozpacz szybko są mitygowane sensownym i uporządkowanym wysiłkiem, zadaniami do wykonania, powinnościami wobec wąsko lub szerzej pojętego dziedzictwa.
Bo kontekst – aby trwał – wymaga rozumienia i pielęgnacji, inwestycji (czasowych, energetycznych, finansowych…)

Sometimes things have to change a lot to stay the same.

Chociaż w świat pójdę ja w życia potrzebie
jednak powrócę tu kiedyś do ciebie

nie ziści się wszak „ot tak”.

Póki co powracasz spokojnie do siebie. (Życia potrzeb, nie wierceń głębinowo-emerytalnych). W korkach, wariactwach i wariacjach z powtórzeniami, ekspozycjami, przetworzeniami, modulacjami i łącznikami. Z nieodpartym wrażeniem, iż życie to wieczne déjà vu i natychmiastowym odbiciem w wielkie jamais vécu: jedną nieuchwytność, migotliwość, zamglenie, rozświetlenie… nieobjawione objawienie – zupełnie jak ta najbanalniejsza z banalnych panorama Tatr z Turbacza.

pogodnie październikowe Tatry ponad przemglonym Podhalem -  spod Turbacza

…I tylko dzieciaki, które przedwczoraj wnaszałeś z Zawoi na Halę Krupową, dziś bezczelnie siadają do testów przedlicealnych. Poza tym naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic. Aż do następnej chwili…

Odpowiedzi: 44 to “Powroty, powroty”

  1. TesTeq Says:

    Jak to nie dzieje się nic? Zapuszczone przez finansistów komputery zarabiają krocie hajfrikłensytrejdując. Kto może, kręci lody. Wiele się dzieje, oj, wiele…

  2. basia Says:

    Kręci, powiada Maestro. Czyli koncentryczno-spiralnie. Czyli się w sumie zgadza, choć nie wiemy, czy miedzybankowo, czy wewnątrz…🙄

    😕

  3. nietoperek Says:

    uporczywemu wstecznictwu
    mowie moje
    zdecydowane
    a sio
    /wykrz/

  4. nietoperek Says:

    ps
    musze przeczytac
    ;p

  5. nietoperek Says:

    psps
    od spirali i koncentrycznej konserwy
    lepsza
    jest
    piramida
    /wykrz/

  6. basia Says:

    A któż mówi o uporczywym? Czyżby całe ponad-osiemsetsłowne niuansowanie na nic? O_O😥

    …A, Szanowny dopiero będzie czytał…🙄

    I proszę się nie dać owładnąć Pana Maestrowym widzeniem rzeczywistości – nie tylko piramidami i piramidonami świat boży stoi…🙂

  7. nietoperek Says:

    +
    piramadonnami
    /lol/

  8. mru Says:

    czytam.
    do niedzieli może przeczytam.😛
    teraz przerywam, czas na Dziennik Telewizyjny.😈

    a to już nic nie będzie do świąt? 😉

  9. basia Says:

    Będzie😀

  10. pak4 Says:

    Przestrzeń oswojona* przyciąga wzrok. Bo przestrzeń dzika, która sobie hula nie zadeptana własnymi stopami, czy chodź przejeżdżona własnymi oponami, cóż ona nam może powiedzieć?

    *) Przestrzeń tylko łudzi oswojeniem, przymila się, ale zawsze może wyciąć numer.

  11. basia Says:

    W zasadzie to my chcemy-oczekujemy, by nam wycięła.
    Nie pchalibyśmy się na droża i bezdroża ot tak, po nic…🙂

    Nb, fajny filmik😀

  12. Jankora Says:

    Zazdroszczę Wam jesiennych wędrówek, zazdroszczę Ci,że potrafisz napisać o tym „filozoficznie” a przy tym ironicznie. Nie wiem, czy wszystko „załapałam”,zajrzę jeszcze raz.🙂
    Pozdrowienia ślę.🙂

  13. basia Says:

    Odpozdrawiam serdecznie! 😀

    Co do zazdrości i załapań – wszystko przed nami: autorką i Szanownymi Gośćmi tego miejsca…😉 😀

    Dobrej niedzieli Wszystkim Państwu! 😀

  14. Joszko Says:

    „Nostalgijki”?
    „Melancholijki”?
    Ależ nie ma się czego tak bardzo wstydzić!

    „Ale jednak coś się przeżyło…”🙂

    Dobry tekst i ważny.

  15. pro-fan Says:

    @Joszko:
    coś się przeszło.🙂

  16. basia Says:

    krakowskim targiem – przeżyło idąc😀 😀

  17. zawada Says:

    A bo kiedyś to byli czasy, wszystko „pierwszość najpierwsza” (tak by napisała Gospodyni ;-)), luzik, spontan, zero urefleksyjniania, samo przeżywanie.

    Teraz? „Dziesięć lat temu” „dwie dekady” „ćwierć wieku temu”…😦
    Ćwierć wieku! Pamiętam, zdawało mi się że po trzydziestce trzeba się powoli szykować do trumny… Trzydzieści dwa? – Wtedy napewno już powoli rozsypują się kości. Ale nie…😀

    Puszczę sobie „Wesołe jest życie staruszka”. Sam, wyście młodzi.😉

  18. basia Says:

    A, już wiem, Szanowny ma trzydzieste drugie urodziny! Powinszować! 😉 😀

    Teraz to ja lubię najbardziej mówić „w ubiegłym tysiącleciu”…🙄

    Tu mamy takiego jednego energ(et)ycznego staruszka. Może być?
    (Z dedykacjom :P)

  19. nietoperek Says:

    nie wy
    wawa ma
    staruszka
    od dawna
    /wykrz/

  20. nietoperek Says:

    va va voom
    /vykrz/

  21. basia Says:

    A niech ma🙂
    Nie ma obaw (ani zazdrostek) – powróóóóóóóciiii…
    Choćby tu.
    (No cheba zeby nie… :))

    PS. Piękny dzień. Można powrócić (na chwilę) na inny krakowski cmentarz. Właśnie się zorientowałam, jak bardzo repetytywne są moje salwatorskie ścieżki…🙂

  22. pak4 Says:

    Staruszki, a nie wyglądają…😉

  23. basia Says:

    O, nie wyglądają!😀
    I jaka bombowa kondycja! Wpierw myślałam, że ona zmienia te kiecki (jasnoprześcieradłową na zielono-choinkową) w przejściu ze zwrotki w refren. Ale nie – wcześniej – w ułamku taktu i oddechu!… 😎

    *** * ***

    Tymczasem w Jukeju przyszedł czas wczesnych zim.
    Gdyby ktoś chciał popatrzeć na zdachowane pojazdy, śliczne zwierzątka tudzież ptaszki na nowośnieżnym tle, przysypane sioła, etc. — wszystko znajdzie w naszym bardzo ulubionym dużoobrazkowcu:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2509869/Winters-Snow-falls-large-swathes-Britain-icy-blast-sweeps-in.html

  24. Tom Says:

    Tekścik wyczesany.

    Znaczy, może być.🙂

  25. basia Says:

    Porywistych wiatrów nie było; dał się uczesać jakoś… 😎

  26. Joszko Says:

    Góry są jak wymagająca książka: za każdym razem czytasz inaczej i dowiadujesz się więcej. Choć są też ludzie, co nigdy nie wracają do przeczytanych.

    Jesień..

  27. basia Says:

    Ha, góry a ambitniejsze książki?😮 —
    — Widzę piękne analogie ale i wyraziste różnice😉

    Np. skoro się już wleczesz po tych wertepach – musisz się dowlec we mgle, deszczu, wichurze. I to zmaganie jest (albo – co najmniej – może się stać) częścią frajdy związanej z wysiłkiem wkładanym w rozumienie, zmiany punktu widzenia, etc.
    W lekturze gdy nam ciemno z zewnątrz – przerywamy*; gdyby nas coś zaciemniło od środka – pożytek mniejszy, niż przy pełnej, ostrej, radosnej świadomości.

    Dalej – z wiekiem i wprawą w lekturze ale i ogólnym, szeroko pojętym doświadczeniu świata – nasza przyjemność wzmaga się, sensy gęstnieją. Tymczasem bariery wertepowe (zwłaszcza wysokogórskie) zaczynają się piętrzyć; satysfakcje stają sie coraz bardziej warunkowe i uwarunkowane… ambicje redukowanymi być muszą… 🙂

    Jesień zdecydowanie sprzyja lekturze. Albo powinna – bo jak nie teraz, to kiedy? 😀

    _____
    *chyba że ktoś czytywał Doktora Faustusa tak namiętnie, że aż z latarką pod kołdrą… lecz częściej obiektem bywały tu chyba rzeczy w typie Trylogii, Muszkieterów, Niziurskiego, Szklarskiego, Meissnera… może teraz się to zmienia, w dobie pięknie świecących czytników?

  28. Joszko Says:

    Przy gorszej widoczności, książek można słuchać -opcja do rozważenia w jesieni życia: spacerek, biały kabelek.
    (Wnuk, gdy był mały, zapewniał mnie, że młode panny oglądają się najchętniej za białymi kabelkami.
    Poważnie, żarty ma po dziadku.🙂 )

  29. pak4 Says:

    Osz…
    A ja, mając biały, noszę czarny kabelek…
    Dzięki za oświecenie🙂

  30. basia Says:

    Biały znaczy ogólnie widoczny… i świeci trochę też, święte słowa… samochód na przykład… za kabelkiem panny wszelkie (świecą przykładem), jabłko białe, zima w prognozach pogody [ :(]…
    😀😀

    (No chyba żeby Joszko jeszcze nie był na tym weekendowym bezinterneciu u wnuka bądź z wnukiem (❓ ❗ :shock:) – wówczas sam może (d)opowie, jak to z tymi kolorami jest teraz… ;))

  31. Joszko Says:

    Na rzecz bieli nie mam już nic do dodania..🙂

  32. basia Says:

    Ja mam – co prawda za dobrze nie wiem „na rzecz czy przeciwko”, lecz zauważę, że coś białawego kotłuje się momentami w powietrzu… za oknem na szczęście🙂

  33. pak4 Says:

    Jakie tu kulturalne rozmowy. A gdzie indziej, jakie dramatyczne:

  34. basia Says:

    Dramatyzm spory, doniosłość, konieczność czajenia kontekstów… Np, iluż o iluż Harrych trzeba znać, by móc wiedzieć na pewno, o którego chodzi…❗ 😉

    Fajny filmik! 😀
    (Wielki Uśmiech do Osoby, nie do Problematu :))

  35. gradus Says:

    wędrowanie jest jak dobra kompozycja muzyczna: co prawda mamy repryzy, ale żeby w kółko – tak kręci się słaba piosenka, najchętniej katarynka.🙂

    wczoraj były katarzynki. to nie to samo.😉

  36. gradus Says:

    wędrówką życie jest człowieka, tak.

  37. basia Says:

    Zawodnicy (a i kibice) powiedzą też może: „…jak dobra kompozycja sportowa…” 😀

  38. nietoperek Says:

    kiedy
    /pyt/

  39. basia Says:

    w chwili której się nie spodziewacie…😉

  40. basia Says:

    Wczoraj wieczorem, by odpowiedzieć na list związany z wędrowaniem (moim historycznym i (nieznanego mi bliżej) Korespondenta – planowanym), zajrzałam do albumu z października 2008…

    Łał, jakie to było ładne! Łał, jaki efektowny przegląd wejścia na Ciemniak (odbytego w lipcu 2013* w całkowitej… nnno, mgielnej😉 ciemności-bezwidoczności)… A potem całego masywu Czerwonych Wierchów

    I łał, jaki tam ruch (jest albo był)… W tych starych albumach…** Np. kto i jakim cudem mógł naklikać na wdzięcznym ale jednak bardzo zwyczajnym komórkowcu aż tyle?! —
    https://picasaweb.google.com/acappellanova/StarorobocianskiItd#5257293576509446578 … —

    — Powracajcie a znajdziecie🙄 …Także nowe pytania bez odpowiedzi…😉 😎 😀
    _______________
    * https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/CzerwoneWierchyIOkolice
    **Nb, dzień później – oczywiście najbardziej ciekawią Niżne Tatry: https://picasaweb.google.com/acappellanova/JarzBczyJakubina?noredirect=1#5257327125752756146😉

    *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***

    Tymczasem powracamy weekendowo do Jukeju ukochanego. A tam…
    Nie że zima strrrasznie srrroga będzie aż do marca (tak prognozują niektóre ulubione tabloidy – że w zimie zima…)
    …ale że David i Victoria budują sobie – w Jukeju a nawet w Anglii, a nawet w Londku, a nawet w naszej ulubionej dzielnicy Kensington and Chelsea – drugi Beckingham Palace. Bo pierwszy już mieli.
    Teraz kupili Grade II listed property (taka kamienica niewielka – zaledwie ośmiosypialniowa) za 30 milionów funciaków; jeszcze tylko drobne pięć żeby się w tym mieszkać dało.
    Publiczność uwielbia komentować takie epokowe wydarzenia – nie tylko polska publiczność🙄
    http://www.dailymail.co.uk/femail/article-2515785/David-Victoria-Beckhams-new-London-home-nail-bars-catwalk.html

  41. zawada Says:

    „Ghastly pair of social climbing posers. ”

    Co za społeczeństwo! U nas by nie przeszedł taki komentarz! :rolll:

  42. basia Says:

    U nas?… Nie wiem, nie czytam rodzimych doniesień plotkarskich, nie mówiąc już o komciach pod nimi…😀

    Z jukejowskiego urobku anonimowego wychodzą w takich razach rozmaite uprzedzenia – egzotyczne, trącące myszką, etc.
    Trzeba jednak też spojrzeć na ‚red arrows’, na komentarze pozytywne, ustawiające kontekst (np. inne duże fortuny). A także – na fakt niemal obiektywny😉 – że pieniądze lubią spokój, duże – ciszę, a Beckhamowie, nie dość, że – inaczej, niż bankierzy, etc. – dorabiają się w rewirach, gdzie spokoju być nie może, to jeszcze dodatkowo (a nawet „prowokacyjnie”) wystawiają się na widok publiczny całą dorodną rodziną… No święty Franciszek by nie zdzierżył, a co dopiero troszkę bardziej zawistna ludzina. Tylko troszkę bardziej zawistna…🙄

    Ale! Gdy przychodzi do porównania-rywalizacji: np. czy Victoria najszykowniejsza w PSG, czy jakaś inna WAG (niekoniecznie francuska) — ooo, wówczas Bechamowie dostają (od ludu który dzień wcześniej by ich w łyżce wody utopił) misję powiewania brytyjską flagą i są najbardziej cool, o kilka długości wyprzedzając dowolną parę celebrycką postawioną do rywalizacji z nimi😀
    (Podobnie jest z Księżną Cambridge)…

    Bardzo to malownicze…😐

  43. mru Says:

    nasza publisia toby się jeszcze zrzuciła na te 5 melonów. gwarantowane!😈

  44. basia Says:

    Ach ten nie-dzielny optymizm! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: