Dzień gapiowatego zapominalstwa

Hej, dawno nie szliśmy w pagóry solo!

Hej, jedno-damska wyprawka wielce łatwa jest, no bułeczka z masełkiem a nawet bardziej, bo bułeczki żadnej nie trzeba. Termos, czekolada, dwa jabłka i banan – to aż nadto!

Hej, w związku z powyższym pakujemy się jak dobrze naoliwiona błyskawica! Zwłaszcza, że mamy wprawę a pakiety wyłącznie-górskie dostały stałe miejsce w historycznym fioletowym plecaku; w ostatniej chwili podmieniamy zimowy szalik, rękawiczki i opaski nauszne na bikini, szorty i czapkę z daszkiem.

Hej, budzik, najpierw na magiczną 4:44 ustawiony, luzujemy na 5:35! Dzień już krótki, cosie będziemy tłuc po nocy jak marek (marka?) po piekle. A wszak zbierzemy się rano migiem, jak to zorganizowana białogłowa solo.

Hej, wstało nam się nawet wcześniej, niż magicznie – gdzieś dziesięć po czwartej. Tośmy ten termos wrzątkiem, dwie słabe kawy obok kompa, a my poniedziałek zaplanowawszy, ze dwa testy poprawiwszy… i jeszcze coś tam, i jeszcze po domku leniwe się snucie…

Idziemy, idziemy. Źródełko miniemy. Ale nie-wrzącej wody to my nie mamy. Ani pustego naczynia zresztą. Tylko pełny termos 0.7 litra – może się okazać za mało na te 24 stopnie, co obiecują.

Nie żeby nam ten brak butelek na zimną wodę jakoś zredukował plany. Wprost przeciwnie, z Jałowca ruszamy na Mędralową, aż do granicy (cóż, że najbardziej na północ tu wciętej w polską ziemię?!)… a potem z powrotem nam przyjdzie, i zamknąć pętelkę cośmy ją bez tego odskoku dogranicznego zaplanowali – w sumie ~40 przeliczeniowych kilometrów (przeliczeniówkę robi ostatnio Szef Wędrówek to niby skąd mamy wiedzieć, ile – na oko powinniśmy obejść z zapasem)).

Po gapiowsku ruszamy – najpierw żółtym jak na Opaczne (co sobie o nas pomyśleli panowie, którzy mapę i oblatanie górskie byli podziwiali? – ano pewnie żeśmy ich opacznie poinformowali, i/lub la donna e mobile). Potem szukamy zielonych znaków już na Jałowcu, choć przecież dojść mają niżej. Następnie wyciągamy mapę co kwadrans bo stale albo nam coś nie pasuje, albo się chcemy czegoś dowiedzieć (nie można popatrzeć i mieć na zawsze w głowie tych kilku szczytów i kilkudziesięciu poziomic? o, la donna!)
Stale nie pamiętamy czegoś albo wręcz niczegoś o pagórze, któryśmy kiedyś nawiedzali co sezon (uczciwie uzupełnimy, że na Mędralową idziemy po raz najpierwszy).

Za kolejne gapiostwo uznać należy nie-zajście do Zygmuntówki na Przełęczy Klekociny (piar damy taki, żeśmy czas oszczędzali, ofkors!) Gdy zajdziemy pod koniec na Opaczne – okaże się, że gotówki też nie mamy, ani grosika, tylko karty płatnicze. I dużo wody wrząco-letniej mamy, bo dopełnić pół-wrzący termos płynem z podmagurskiego źródełka tośmy już nie zapomnieli, po tym jak pod Mędralową tak skutecznie majtaliśmy okularami słonecznymi, że się nam podzieliły na śrubeńkę, to co za nią i resztę. (O dziwo, wszystko się odnalazło.)

Pod Mędralową okulary, a na szczycie, co najgłębszym słowackim wcięciem w polską ziemię jest… Tak, zapomnieliśmy też pakiecika małego, co go zawsze z sobą mamy w mieście – do pracy, sklepu, nawet do śmietnika czy piwnicy: bateria do foto, bateria do tele, słuchawki i przyłączka mp3 w samochodzie. Wyłączony brutalnie aparat oszołomił nas do tego stopnia, iż chyba pół godziny upłynęło, nim uświadomiliśmy sobie istnienie wiernej naszej komóreczki. Przypomnienie sobie o niej znów nas na chwilę rozochociło nadmiernie – zanim się opanowaliśmy, zostało 20% baterii.

„O podstawowych rzeczach należy pamiętać!” – pouczył nas na szczycie dnia dystyngowany turysta, przechodzący właśnie gdyśmy gorączkowo przekopywali plecak w nadziei, że może jednak cud.

No przepraszamy – co to to nie fair! Dużo jest tych drobnostek podstawowych, bardzo dużo! Bikini na przykład, agrafek sporo, noże aż dwa (na opieńkobranie przydał się długoostrzowy – o małośmy go nie pozostawili na placu ścinki). I nawet ładowarkę do telefonu przypomnieliśmy sobie z radością, że mamy i użyjemy może czwarty-piąty raz w (jej) życiu. Dopiero w samochodzie, ale zawsze!

Wszystko inne było super, na sto dwa, wyśmienicie. Obeszło się rewelacyjnie, fotki wyszły znakomicie, większość letniego wrzątku donieśliśmy aż do samochodu (gdzie czekały dwa pełne PETy półtoralitrowe – akurat na DIY prysznic).
Jeśli więc ci się, o czytelniku drogi, z tego wszystkiego spowiadamy – to dlatego, że w wielkodusznej szczodrobliwości naszej uważamy, iż z dużym zapasem możemy sobie na to pozwolić.
O prawdziwych kompromitacjach (gdyby takowe kiedykolwiek miały mieć miejsce) nie pisnęlibyśmy za skarby świata.

Odpowiedzi: 104 to “Dzień gapiowatego zapominalstwa”

  1. Joszko Says:

    Autorka wydaje się być w całkiem niezłej formie, co cieszy.🙂

    (Dla dociekliwych- wstałem ok. 5:30, chybam nie zapomniał? :-D)

  2. TesTeq Says:

    4:44 – dobra godzina na wstawanie!

    „opaski nauszne na bikini”?

    Trudno mi sobie to wyobrazić!

    Przychodzi mi tylko do głowy
    Borata strój kąpielowy…

  3. basia Says:

    Oczywista, wstałam dziś o 4:44 – nie mogłam przecież inaczej! 😀

    Oczywista, robię co w mojej mocy, by rozszerzać i pogłębiać a nawet naciągać wyobraźnię PT Czytelników moich!😎 …a że forma pisarska i każda inna mi, oczywista, sprzyja, zatem wyniki są albo zaraz będą, nie zrażajmy się przejściowymi (pobieżnymi i przelotnymi) trudnościami! 😀

  4. zawada Says:

    😀

    PT czytelnik uniżenie docenia:
    Basia istotnie w wyśmienitej formie, zwłaszcza w ostatnim akapicie.😛

  5. basia Says:

    finisz wieńczy dzieło…😐

  6. zawada Says:

    Przeczytałem „działo”.🙂

  7. basia Says:

    niech się zastanowię…🙂

  8. gradus Says:

    1. Gombrowiczem powiało/zapachniało.
    2. Przegon godny, foty bardzo godne.
    3. Co trzeba zrobić/o której się położyć, by w SOBOTĘ wstać z własnej woli o czwartej?
    (Nie żebym się specjalnie czepiał, zresztą tu widzę więcej rannych ptaszków, ale sobota to już przesada chyba?😉 )

    Pozdro!🙂

  9. pak4 Says:

    @gradus:
    Różne są własne wole. Silne, słabe, sowie i skowronkowe😉

  10. Ja Says:

    Gapię się na zdjęcia Gospodyni i trochę mi zazdrość, że gdy sam latałem po górach, nie było takich aparatów i dylematów..🙂

  11. basia Says:

    Gradusie, z kim się zadajesz, takim sam się stajesz! Ot i sekret…🙄 😀

    PAK natomiast zadawał się chyba ostatnio z świat jako wola i wyobrażenie mocy…😎 😀

    Ja zaś muszę powiedzieć Ja, że dylematów miewałam zawsze mnóstwo, jeszcze przed jakimikolwiek aparatami; po górach można latać, chodzić ale i jeździć (por.: przelotnie-przejściowo-pobieżnie), zaś gapienie się na foto-gospo zalecamy najbardziej w przykry i dżdżysty listopadowy wieczór… no chyba żeby jaka lekka infekcja dopadła, czego nie życzymy, ale gdyby, to polopirynka, ciepła pierzynka, herbatka z sokiem malinowym i zdjęcia z laptopem albo na odwrót…😀

  12. nietoperek Says:

    napisala

    odwolala

    i po co bylo
    czytac
    te
    666
    slow
    /pyt/

  13. kij włóczy Says:

    misie podobało,i nawet bardzo.
    fotki jeszcze bardziej,niż pisane,to u mnie normalka:)

  14. basia Says:

    A co to mi Nietoperek tak wylicza? 😮 – ćwiczyć, mądrze się odżywiać to i do tego świątecznego (co już wiemy, że długi będzie :P) Szanowny jakoś dociągnie…😀

    Kiju Włóczy, wiem, wiem, jeden obrazek to tysiąc słów (niby), ale skoro mnie już na te gombrowiczowskie piedestały wwindowali – muszę się tam jakoś… umościć…🙄
    😀

  15. zawada Says:

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2464452/Heavily-pregnant-minister-Jo-Swinson-forced-stand-PMQs.html
    W Polsce nie do pomyślenia?
    Choć może… była to tylko „gapiowatość”?

  16. basia Says:

    Hmmm – raczej nieparlamentarnie, ale czegóż się spodziewać pod dachem, gdzie co i rusz (implicite bądź nawet explicite) rozbrzmiewa ‚pan jest durniem, osłem patentowanym i idiotą, Right Honorable Gentleman!…’ 😐

    Inna sprawa, że więcej, niż jedna strona miała tu coś do ugrania. A PMQs to raczej krótka aferka, pół godziny, o ile się nic nie zmieniło, pani ministerka miała lżej, niż powiedzmy, na otwieraniu parlamentu przez HMtQ. Gdzie/gdy zresztą Izba Gmin tak czy owak stoi.

    A w Polsce? Akurat to faktycznie nie do pomyślenia. Tak sądzę. W obstrzale kamer i poza kamerami na ogół też. Choć słyszy się różne opowieści o tych wszystkich krwiożerczych korporacjach, że aż strach…

    Nb, w UK dyskusja trwa:
    http://blogs.telegraph.co.uk/news/cristinaodone/100241963/does-jo-swinson-hate-women/

  17. Joszko Says:

    Żebym nie zapomniał!🙂

    Humor i dystans do siebie, jakie można tu znaleźć, u Basi i Komentatorów, pozwala uśmiechnąć się jesienią, w słocie, chorobie.
    Dobrze, że jesteście, i tak trzymać.🙂

  18. Joszko Says:

    A, jeszcze jedno, ostatnio rozejrzałem się po kilku forach w sieci, i co mnie uderzyło, to łatwe obrażanie się. Na oko wszystko wygląda cacy, ale niema dnia bez wycieczek osobistych, obrażania i poczucia się kogoś obrażonym.
    Tutaj tego niema. Myślę, że Gospodyni daje dobry przykład, a Goście mają podobne podejście i gust.

    Dziękuję państwu za uwagę.🙂

  19. TesTeq Says:

    Czuję się obrażony posądzeniem, że nie umiem się należycie obrażać. A właśnie, że umiem – oto próbka:

    „TesTeq, ty głupku!”

    I co, nie umiem?

  20. basia Says:

    Bardzo kiepska ta próbka, proszę Maestra, zwłaszcza jak na Maestrową maestrię mowy wolnej i wiązanej…❗

    Joszko, bardzo miłe to wszystko, co Szanowny pisze. Dziękuję serdecznie, to zobowiązuje!

    Co do obrażalstwa w dyskusjach internetowych – ooooooj, jaki to szeroki temat. A jeszcze gdyby porównać fora polskojęzyczne z obcymi (znane mi są dwa inne obszary (ang., niem.); do słowackich czy rosyjskich zaglądam rzadko)…
    Może kiedyś coś o tym napiszę (jeśli nie zapomnę ;)), na razie stawiam szaleńczo śmiałą hipotezę, że częstotliwość potrzeby poczucia się zniesmaczonym, urażonym, nabzdyczonym, nadętym, deklarującym odejście, zaniechanie, obrażenie, obrażenie wieczyste, etc., etc. jest odwrotnie proporcjonalna do (prawdziwego, autentycznego a nie deklarowanego) poczucia własnej wartości osobnika (-czki) i* współczynnika dystansu do samego siebie i zawirowań świata tego (najlepszego z możliwych :)).

    Czasem wystarczy zwykłe poczucie humoru.
    Ale autentyczne, nie mniemane ani rzekome…
    😀 😀 😀

    _____
    *i = x (razy)🙂

  21. mru Says:

    zdjęcia super.
    wpis – może być.
    Joszko – patetyczny.
    Maestro – klasyczny.
    PAk, Nietoperek – jakby ich w ogóle nie było
    Asia i Tom – tych w ogóle nie było.
    Gradus, Ja, Kij włóczy – pochwalni.
    Zawada – uniżony.
    mru – jak zwykle spóźniony…

    Dobry wieczór Wyjątkowemu Towarzystwu! 😀

  22. mru Says:

    a da się tu wklepywać wzory matematyczne?
    bo bym zapisał, co Gospo zapodała o 5:26.😀

  23. Tom Says:

    Bo widzisz, Mru – wszyscy tu od wczoraj kadzą Gospodyni na wyprzódki, a Tom siedzi cicho, ogląda te foty gdy ma czas, (na gapiowate zapominalstwo sobie nie pozwolisz, mając rodzinę na utrzymaniu, potrzeby rosną 😉 ), i przypomina mu się, jak spał w „Adamach”, na „Opacznym” (kilka razy, w tym zimą), w „Zygmuntówce” też się bywało, ale się nie wiedziało, że tam jest aż tak jesienią…
    Gospodyni już podziękował.🙂

  24. Tom Says:

    [ ;-)]
    Zresztą, powiem publicznie!
    Basiu, Twoja sobota ostatnia to czysta poezja!🙂

    [ ;-)]

  25. basia Says:

    😳

    — Wędrować to czysta poezja! Móc, potrafić, czas znaleźć i żeby Pani Pogoda też akurat wtedy chciała…🙂
    (…Fotki czasem coś-tam pokażą – czasem, coś-tam…)

    Śliczne dzięki za wszystkie dobre słowa! 😀 😀

    PS, próbowałam przekopiować tu Równanie Einsteina, lecz coś brzydko „wychodzi”… znaczy wchodzi, ale nie tak…😉

  26. pak4 Says:

    Gapiostwa różne bywają. Wpadam ostatnio do kasy przy supermarkecie. Daję pani kartkę. Ona protestuje. Pamiętałem, że mam bon zniżkowy. Ale zerkam na wręczoną kartkę: to paragon z autostrady… Pouczony o wyglądzie bonów zniżkowych (i zaproszony do wykorzystania gapiowato zapomnianego) wróciłem do domu…
    (I sobie obiecuję nigdy, ale to nigdy nie notować listy zakupów na odwrocie rachunku… Potem się człowiekowi myli bon z listą zakupową…)

    PS.
    Bon był w domu. Specjalnie odłożony, żeby nie zapomnieć🙂 Wręczyłem go krewnym, bo co ja będę dzień po dniu do supermarketu… A oni też zapomnieli😀

  27. Asia Says:

    Przyboczny się przechwala, że spał w Opacznym, jednak już nie dodał, czego zapomniał na tamten wyjazd😀

  28. Asia Says:

    „w ostatniej chwili podmieniamy zimowy szalik, rękawiczki i opaski nauszne”

    To w zeszły weekend. A dziś? Bo właśnie rozmawiałam z mamą i mówi, że straszna zimnica.

  29. Asia Says:

    „budzik, najpierw na magiczną 4:44 ustawiony”

    Ludzie pokroju Basi, PAKa, TesTeqa, (znam jeszcze paru) zdumiewają nie tylko mnie. Wiem, to praktyczne, jak trzeba, to potrafię powiedzmy o szóstej, dzieci dały szkołę, zwłaszcza młodsze,
    ale żeby z własnej nie przymuszonej woli, i jako „rekreację” to traktować? 😯

  30. Asia Says:

    „tak skutecznie majtaliśmy okularami słonecznymi, że się nam podzieliły”
    Mam jedne okulary słoneczne, których już 10x nie powinnam używać – tyle razy się rozpadły na części i jakoś cudem poskładały..🙄

  31. Asia Says:

    „“O podstawowych rzeczach należy pamiętać!””
    Cały facet!
    A potem: „ale przecież o wszystkich drobiazgach (albo inne słowo ;)) pamiętasz zawsze ty kochanie, i świetnie ci to wychodzi. Więc jak się miałem domyślić, ze tym razem zapomnisz?!”😆

  32. Asia Says:

    Fajny wpis, fotki klasa😀

    A już takie kwiatuszki, jak pod pierwszym ujęciem*, można jeść łyżkami! Cała Basia… pardon, a cappella, znana wędrowniczka i blogerka!😉

    *”Stryszawa Matusy. Zielonym na Wsiórz, potem niebieskim na Jałowiec…
    Dalej niby pętelka zejściowa?… — Hmmm, nie tacyśmy jeszcze szaleni, by o naszych przyszłych szaleństwach co mniemać albo i nie mniemać w tak wczesnym momencie dnia i wędrówki!…🙂 ” https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/JaOwiecMedralowa#5934291720812779394

  33. basia Says:

    Oooo O_O — widzę, że Asia nadrobiła za pół roku nieobecności😀
    Odpowiem szerzej a nawet punkt po punkcie – teraz tylko drobna uwaga: o tym czy owym „mniemanie albo i nie mniemanie” upowszechnił co prawda (i znacznie przed wędrowniczką i blogerką) złotousty Jaś Wędrowniczek (także z Krakowa, za to niedoszły), ale wśród krakowskich żaków miało to powiedzonko (i wiele innych panaWitoldowych) popularność czyli branie już w dekadach końcowych XX wieku…😀

    Śliczny dzień, prześliczny nawet. Choć chłodny – Pani Mama zeznawała prawdę😀

  34. mru Says:

    o, Aśka.🙂

    kupiła skrzypce z Titanika http://www.bbc.co.uk/news/uk-24560046 tylko się zapomniała pochwalić?🙂

  35. to NIE jest śmieszne Says:

    mapy nie zapomniała?
    to i chwała bogu.

  36. basia Says:

    PAKu, bony zniżkowe zdecydowanie tak, kolekcjonowanie znaczków zniżkowych – apage! — Tak myślałam pokąd nie wprowadzili (za te znaczki) sprzętu sportowo-podróżniczego. Więc ostatnio, gdy kasjerka pyta „chce pani znaczki?” to ja oczywiście „a co dają?” „komplet garnków…” —
    …Znów?… Noże albo garnki, garnki albo noże… Który to już raz?…🙄 😀

    Asiu, domeldowywuję niniejszym, że wczoraj pogoda była bomba i bardzo ciepło!!!😀

    „Okulary podMędralowskie” też rozczęściły mi się nie pierwszy raz🙂 Śrubka się odnalazła w gęstych liściach. Skoro miała(m) to szczęście – znaczy mają mi jeszcze posłużyć😎

    Wczesne wstawianie jest przyjemne i pożyteczne. Przyjemne bardzo, o czym tu już nieraz gawędziliśmy. Wystarczy nieco przesunąć nasze ‚waking hours’ i na ogół kłaść się przed północą a jeszcze lepiej przed 23:00… Oraz utrzymywać się oraz własną higienę snu/procedury senne w doskonałej kondycji => wówczas, gdy trzeba, wystarczy i 5-6 godzin snu.
    Co tracimy późnym wieczorem? Nie przesądzam, lecz na ogół jakiś program telewizyjny czy film oglądany dokładnie wtedy, gdy reszta trzody. A wszak to ostatnie zdarza się coraz rzadziej: oglądamy to co chcemy i wtedy kiedy chcemy – można nawet Casablancę w kółko dwa razy w tygodniu! …Wiadomości odsłuchujemy w samochodzie albo przez słuchawki, idąc pieszo do pracy🙂

    Pamiętanie o bardzo drobnych drobiazgach? – TesTeq z pewnością powie, że sekret w listach. Ale np. drobiazgi podróżne są zbyt „odruchowe”, liczne, …hm… drobne, by był sens mieć je na listach; samo sprawdzanie weźmie więcej czasu (a jeszcze wzrok popsuje😮 ;)) Więc sekret naprawdę szybkiego spakowania się (np. w pół godziny na tygodniowy wyjazd – to w moim przypadku ;)) tkwi – imho – w dobrych nawykach, częstości powtórek i nie pozwoleniu, by cię coś zdekoncentrowało w kluczowym etapie…🙂

    Mru, coś się nie odzywa więc może i kupiła… A teraz ćwiczy jaki kaprys Paganiniego…😎 😀

    Pogoda cudo! Korzystajmy, kto tylko może! 😀 😀 😀

  37. basia Says:

    To NIE Jest Śmieszne, witam Cię serdecznie! 🙂

    Sam(a) widzisz, że za szybkie wystrzelanie się z dużych liter może wyglądać śmiesznie albo nie śmiesznie, lecz nie musi…🙄 😀

  38. basia Says:

    Wczoraj z Zawoi na Policę i Halę Krupową, powrót północnym trawersem; Babia i Tatry zimowe, wybłyszczone, nasze wrażenia obficie-słoneczne i krótkorękawkowe…
    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/PolicaZZawoi#😀

  39. Asia Says:

    Wczesne wstawanie jest pożyteczne, jednak bardzo nieprzyjemne! Tu się różnimy, pięknie. 😉

    A tak ogólnie to tej jesieni rozpieszczasz nas górami.🙂

    Nie zapominaj o kolanach.🙂

    Widoki cudo. Przyboczny wzdycha od sąsiedniego biurka, bo zna dobrze okolice Babiej Góry i chciałaby dusza. 🙂

  40. basia Says:

    Pogoda rozpieszcza nas, my rozpieszczamy innych…😎
    Dzięki! 😀

    Kolana pamiętają o nas, my pamiętamy o kolanach…😉

    Wiem, macie teraz trochę dalej do pagórów. Ale dla chcącego…🙂

  41. John Says:

    Dla chcącego nic trudnego🙂
    To widać po naszej pani Gospodyni🙂
    Jest tam gdzie tylko nogi poniosą!
    Przepiękna przyroda o tej porze roku, fantastyczne zdjęcia !
    Pozdrawiam ekipę wycieczkową🙂

  42. basia Says:

    Najpierw myśl.
    Potem oczy (jednak) + palec po mapie.
    Następnie – kółka potoczą.
    A potem już znaki powiodą –
    – twardo i zdyscyplinowanie
    (bo inaczej my je dopadniemy wcześniej lub później!)😈

    Dziękujemy ślicznie i odpozdrawiamy serdecznie!😀

    podpisano
    1/2 ekipy wycieczkowej😎

  43. zawada Says:

    „Mnie to kadzą”!😀

    Apropoś – przepiękna przyroda i fantastyczne zdjęcia są tu.
    Tu też.😉
    :
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2469711/Did-pack-seasickness-pills-darling-Dramatic-image-ferry-storm-takes-prize-landscape-photography-contest.html

  44. basia Says:

    Pięęęęękne!* 😀
    (Tu też ;))

    A ja przy okazji Zawadowego linku znalazłam ciastka różne brytyjskie w tym z polskiego piwa🙄
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2469394/Its-Cake-Middleton-Talented-baker-creates-lifelike-images-celebrities-including-Duchess-Cambridge.html

    ________
    *i wszędzie tam byłam… a już Lake District – mniammm!🙂

  45. basia Says:


    adres obrazka
    by inne ciastka
    pominąć do diaska😉

    (nie, nie pominąć, wszystkie bardzo „słitaśne”* są!)
    _____
    *ohydna nowo-formacja słowotwórcza (por. kwaśny, przaśny, grubaśny, itd.) pasuje tu jak ulał… ;))

  46. nietoperek Says:

    piwo tyskie na chrzest dzieciatka lyndsor
    /pyt/

    popieram
    /;p/

  47. nietoperek Says:

    jak gospo to kazda formacja sliczna

    jak inni to ohydna

    /pyt/

  48. nietoperek Says:

    ciastko
    widze cie
    hu hu
    /wykrz/

    ;D

  49. basia Says:

    Dzieciątko już ochrzczone (jeśli Nietoperkowi chodzi o to , bo z Nietoperkiem nigdy do końca nie wiesz, oh nie wiesz, że :roll:):
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2472989/Prince-George-christening-Well-wishers-camp-outside-St-James-Palace.html

    Źródło wybrane oczywiście ze względu na dużo dużych obrazków😀

    Z tegoż samegoż względu uwieczniamy niniejszym okoliczności pogodowe, jakie towarzyszyły-towarzyszą uroczystości:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2473035/Downpours-thunderstorms-60mph-winds-More-rivers-flood-alert-heavy-rain-continues-batter-Britain.html *
    …z satysfakcją odnotowując, iż nasze własne okoliczności są tak krańcowo odmienne – mówią, że w środku dnia było dziś w cieniu coś pod 24C!!!😀
    Lecz tak czy owak z wdzięcznością pamiętać będziemy wszystkie brytyjskie upalne październiki. I że złotą angielską można było podziwiać aż do końca listopada a na zimę zostawało tyyyyle „wiecznej” zieleni i kwiecia…

    _____
    *piszą, że przejaśniło się na sam czas chrztu dzieciątka Ł. (które nb w bardzo świętych pozach widziano – by George, good omen!😉 – http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2013/10/24/article-2472989-18EED35E00000578-319_470x609.jpg ) –
    – ale to nie koniec wyspowych kalamit:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2474792/UK-weather-turn-nasty-half-term-storm-St-Jude-approaches.html

  50. TesTeq Says:

    Czy ktoś spytał się dziecka, czy chce być ochrzczone?

  51. basia Says:

    Może gapiowato zapomnieli…🙄

    Albo i nie.
    Na zalinkowanym obrazku http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2013/10/24/article-2472989-18EED35E00000578-319_470x609.jpg boy George składa ładnie rączki (jak) do modlitwy, więc może był konsultowany…🙂

    Inna sprawa to ustalenie, jaki ew. byłby ‚age of consent’ w tych sprawach: Jedna z moich małoletnich „studentek” monachijskich urodziła się w Chinach (tato dostał był tam kilkuletnią i bardzo lukratywną ‚consultancy), potem powrócili i gdy zbliżała się pora gromadnych pierwszych komunii, K zażyczyła sobie twardo i stanowczo „już!”… „o to nam chodziło” – mrugnęli do mnie okiem rodzice; chrzest był w lutym, komunia w maju.
    Z kolei Miss Middleton, mama dzieciątka Ł., przystąpiła do konfirmacji tuż przed ślubem.

    Gdyby monarchia dotrwała a młodemu nie podobał się (narzucony już 22 lipca, nie dzisiaj) status „Obrońcy Wiary” – ma poręczny precedens:
    właśnie (ciemny i jasny) lud całego świata oczekuje z niecierpliwością (ja wręcz obgryzłam wszystkie paznokcie :|) na uwolnienie wczorajszych formalnych fotografii po-chrzcielnych, między innymi tych ukazujących monarchinię i aż trzech następców tronu. Ostatnio taka czterowładcza foto-maskarada miała miejsce w 1894 gdy na szczycie piramidy była niejaka królowa Wiktoria a świeżynką polaną wodą z Jordanu… – późniejszy Edward VIII aka Duke of Windsor… so there is a road quite well-paved…

    Foty formalnie-zrelaksowane: http://www.dailymail.co.uk/news/article-2475673/Royal-christening-official-photographs-Royal-Family-Middletons-Prince-George.html

  52. TesTeq Says:

    Ta oficjalna fota królewskiej rodziny zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Dlaczego? Ze względu na to, że praktycznie wszyscy wyszli na niej wystarczająco dostojnie i szczęśliwie (no może tylko królowa ma nieco niewyraźną minę). Jak to możliwe? Wieloletni trening? Fotoszop?

  53. basia Says:

    Najlepsze jest dziecię zrywające się do lotu (w ujęciu z rodzicami)😀

    Trening nade wszystko – te lata i dekady pod obstrzałem!…
    Fotoszop z pewnością też, może jakieś triki konkretnego fotografa pozwalające „skupić uwagę” w jednym momencie, może wielość powtórek + jakieś nałożenia…
    Foty będą pewnie długo powielane i analizowane. Pstryknięte przedwczoraj. Uwolnione wczoraj, później, niż się spodziewano🙂

  54. TesTeq Says:

    Fotograf znakomicie wykorzystał możliwości aparatu fotograficznego iPhone 5S!😉

  55. basia Says:

    Maestro to ma oko… That is… endorsement deal…😛

    Ale co ja to chciałam rzec?… A, jest jeszcze jeden portrecik pochrzcielny, najzupełniej spontaniczny choć ze znakomitym wykorzystaniem możliwości🙄
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2477642/New-Royal-christening-portrait-Prince-George-Prince-William-Kate-released.html

  56. basia Says:

    Pandemonium:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2478056/UK-weather-Trains-suspended-flights-cancelled-roads-shut-90mph-storm-brings-travel-chaos-millions.html
    Lecz wszak św. Juda Tadeusz funkcjonuje tu i ówdzie jako patron spraw beznadziejnych – więc w sumie nieźle trafił ten sztorm… najgorszy od dekad…🙂

    (Przypomnieć można przy okazji, że rok temu w pierwszy dzień „czasu zimowego” mieliśmy pierwszy i to wcale obfity opad śniegu. A wczoraj, przedwczoraj takie upały; wcześniejsze dni też niczego sobie, prognozy nader łaskawe…)

  57. pro-fan Says:

    @temat & ott:
    zajrzałem do wieści z Londynu – groza i rozpacz.
    przejrzałem jesienne wędrówki Basi – ukojenie nerwów.

    dobrze, że jesteś – tak witano się w oazie, do której zachodziłem w Polsce.🙂

  58. basia Says:

    Pro-fanie, i tu i tu rządzi aura. Co do wędrówkowych reportaży – zapewniam Cię, iż wszyscy, którzy poszli/chodzili w polskie pagóry w październiku 2013 będą mieć podobnie spektakularne lub jeszcze lepsze wspomnienia! 🙂
    Dzięki za dobre słowa! 😀
    (Ostatnia sobota w drodze… niech ją tylko opiszę! :cool:)

    Co do wydarzeń na południu Anglii… Rany i zniszczenia przygnębiają. Najbardziej każda utrata życia…
    Lecz też trzeba pamiętać, iż od tygodnia jeśli nie dłużej ostrzegano, że na poniedziałek Judowy(-Tadeuszowy) „idzie” powtórka wydarzeń z 1987
    https://basiaacappella.wordpress.com/2007/10/17/hurrrrragan/
    — Czy więc nie można było złożyć bądź lepiej zabezpieczyć dźwigów, by nie spadały na Downing Street? Albo choć trampoliny i baseny dmuchane zabrać z ogródków?…
    O surferach i innych „śmiałkach” lepiej nie wspominać.
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2478498/Storm-rider-British-father-surfs-thought-biggest-wave-ridden-80ft-giant-waves-created-St-Judes-slam-Portuguese-coastline.html

  59. basia Says:

    Żeby nie zapomnieć🙂
    Oto obiecywana fotorelacja
    z niezwykłej, niezapomnianej, cudownej
    bardzo długiej
    wędrówki z Rzek przez Gorc, Jaworzynę Kamienicką
    Turbacz, Kudłoń
    do Lubomierza.
    Sobota 26 października, słoneczny upał
    dalekie widoki, malownicza podemglona trójwymiarowość Tatr…
    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/GorcTurbaczKudOn#
    (Wyszła mini-monografia, ale co tam! :oops:)
    Zapraszam serdecznie!😀

  60. nietoperek Says:

    malutki
    enen
    pada podemdlony ;\

    i zionie ducha
    pod nogami
    Wielkiej Gospo

    O`O
    O`O
    O`O

  61. basia Says:

    sobie wyobraziłam malutkiego podemglonego enen, który następnie zaczyna zionąć spod stóp niczym smok wawelski…
    🙄
    😛
    😉
    😀

  62. zawada Says:

    Uf.
    Uf.
    Uf.

    Obejrzałem w trzech odsłonach, i zajęło mi bodaj pół czasu, jaki Basia potrzebowała na przegon. Dzień super, jak kto ma możliwości – należy korzystać.🙂
    Fotki bardzo ładne, kilkanaście wybitnych, kilka rewelacyjnych. Za całość, z opisem robię szapoba (bez zionięcia i bez gorszych wyziewów).🙂

  63. basia Says:

    Tak, to był super-dzień. Zresztą wszystkie weekendy października 2013 udały się ponad oczekiwania, co się udało wykorzystać.
    I nie tylko mnie (się udało)! 😀
    Dzięki za miłe słowa. Za wybitność fotek nie ręczę, ale że mi się podobają niektóre – to oczywiście mogę przyznać😎

    (Że oglądanie trwa trochę – nie da się ukryć. Lecz mamy cały listopad na wspomnienia, podziwiania, planowanie kolejnych sezonów letnich… zimowo planować też naturalnie i ywentualnie można :D)

  64. Anonimowa Celebrytka Says:

    Wyciszenie?🙂
    Czemu nie, można. Ja tylko ufam, że nie na długo.🙂

    Pozdrawiam listopadowo.🙂

  65. basia Says:

    Odpozdrawiam serdecznie! 😀

    Wpis kiedyś będzie, nie ma obaw😀
    Na razie… dłuższy komentarz😉

    Święta cudowne, ciepłe i suche, rodzinne, radosne.
    Złote, stereotypowo złote, choć tym razem prawie zupełnie bez liści.
    Mocno wypełnione treścią i logiką-logistyką (by zabiegane być nie musiały) —

    Czwartek.
    Zakupy na Grzegórzkach, Cmentarz Rakowicki, praca, spowiedź, msza (wszystko pieszo; sporo ponad 20km w upałku…)
    Cudowny dzień, miasto, nawet zabiegani ludzie jakoś wszyscy mili i „myślący”. Także „przestrzennie myślący”, if you know what I mean😉
    Pakowanie się na wyjazd i liczne wieczorne drobne robótki.

    Piątek.
    Wyjazd przed szóstą (szadź na szybach, autostrada zaskakująco zapełniona; samych gliwickich rejestracji wyprzedziło mnie pewnie z 30 :)). Pierwsza wizyta na „naszym” cmentarzu (przed siódmą już pełen znajomych, choć pierwsza msza o ósmej ;)). Dom; Mama sobie życzy, by ją teraz zawieźć (były przymrozki, więc delikatniejsze kwiaty czekały w domu), w centrum miejscowości natykamy się na jadącego starszego Brata, zawraca, wszyscy razem na cmentarzu… inni znajomi nadchodzą… znów dzieńdobery, powitania, ukłony i odukłony na odległość…
    Śniadanie. nadjeżdża Młodszy (on miał pustą autostradę – twierdzi… może wszyscy ruszyli o 5-6 albo wcześniej… taki cudny dzień… a dla niektórych trasa dalsza i znacznie dalsza, niż do Brz).
    Jest wciąż wcześnie. O 9:30 ruszamy ze Starszym do parafii macierzystej. Odwiedzić groby pradziadków i prapra- oraz na mszę. Mama tym razem zostaje*; była w przeddzień z Siostrą, jeszcze raz zrobią objazd modlitewny w niedzielę, na spokojnie. (Teraz będzie gotować obiad – choć prawdop. wszystko już ma oprócz surówki😉 potem pójdzie na 14:00 na mszę do naszego kościoła).
    Pod dużym cmentarzem w par. macierzystej – ja na groby pradziadków a brat do kościoła „do kolejki”. Następnie msza – koncelebra; proboszcz zawsze odprawia tu „dziesiątkę” za wszystkich zmarłych spoczywających na starym i nowym cmentarzu. Dojechali też Młodszy i Siostra. W kościele – choć sporym i grubomurowym – jest na tyle przyjemnie, że nie potrzebuję nawet lekkiego trencza. I przestronnie jest, czego nie można powiedzieć w najważniejsze święta o naszej rodzinnej świątyni. Po nabożeństwie jeszcze raz ze Starszym na cmentarz. Groby rodzinne, inne, mnóstwo znajomych… powitania… O, nasza ulubiona sąsiadka ma rodziców i dziadków o kilkanaście miejsc od naszego pradziadka ‚po mieczu’!… I dzieci rosną… a raczej wnuki. I asystują-pomagają.
    Nadchodzą Młodszy z Siostrą… Skoro my z wami to teraz w z nami. Tym sposobem tego poranka odwiedziłam pradziadków trzy razy🙂 Sama radość w tym wysłonecznionym spokoju. I odświętności.
    Drugi z zamiejscowych cmentarzy położony jest na naddunajeckiej górce. Podoba się nam wszystkim kwatera z pierwszej wojny, zadbana jak zwykle. Na sąsiedniej górce zabytkowy kościółek (najmocniej pamiętany ze ślubów i pogrzebów rodzinnych), pięknie odnowiony, choć chór z herbem Leliwa czeka na swą kolej.
    W drodze powrotnej zatrzymujemy się z Bratem na zumowanie naszej miejscowości, widocznej ładnie z kilku punktów tej drogi jako wysoki koniec po(d)górskiej doliny-kotliny.
    Obiad. Mama na mszę, nam wystarczy zdążyć na przed-trzecią. Zatem spacer w pola, do młodników, etc. – Bracia i ja. Przymglone ciepełko, ale Mogielicę dojrzysz. Pogawędek, uaktualnień, dyskusji, podziwiań, foceń ciąg dalszy.
    Nieszpory żałobne, potem procesja na cmentarz. Różaniec, wypominki (dwóch moich rówieśników podstawówkowych już po tamtej stronie, kolejny chrzestny rodzeństwa…)
    Ku zaskoczeniu, podczas tych cmentarnych modłów podchodzą nie tylko Wujek z rodziną ale i lubiani Krewni z Wiednia (zawsze bywają, ale rzadko akurat podczas nabożeństwa; zwykle rozmijamy się „gdy my u was, to wy u nas” – każdy ma swoją precyzyjnie zaplanowaną trasę na ten dzień; spotkać się można tylko przez przypadek) – zachwyceni, że podróż trwa teraz tylko 5h od drzwi do drzwi… autobanem przez Gliwice aż do samego Brz, cudnie, super; przyjechali rano, zdążą siąść na chwilę za stołem w tutejszym pokrewieństwie… i z powrotem, typowość-normalka – tylko ta luksusowa podróż tak cieszy. Naszeptujemy troszkę (a nawet umawiamy się na „przy okazji” nart czy letnich objazdów) na tle tych różańców przetykanych wypominkami – w prawie każdej serii „apelu poległych” liczni znajomi…
    I nawet stopy nie zmarzły tego roku w czasie ponad godzinnego stania na cmentarzu! Lub lekkiego przemieszczania się pomiędzy „swoimi” grobami – podczas nabożeństwa nie wszędzie dotrzesz, bo przy każdej mogile tłum ludzi… włącznie z kilkumiesiecznymi dziećmi. A pogoda sprzyja – w ostatniej dekadzie sprzyja bezwyjątkowo!
    Kawa i owocowo-galaretkowy tort Mamy. Pogawędki. Starszy wybiera się w drogę powrotną, wszyscy przez chwilę zerkamy na finał akcji pierwszolistopadowego nieśmiertelnika czyli filmu „Znachor”, recytując kwestie razem z aktorami🙂
    Wieczorem w trójkę ruszamy raz jeszcze na cmentarze (nasz i macierzysty). Dalej mnóstwo ludzi. Całe rodziny, dzieci.
    A nad nami niezliczone, bardzo wyraźne gwiazdy, jak to poza wielkimi miastami.

    Sobota.
    Cmentarz. Msza o ósmej. Śniadanie. Młodszy jedzie do wymiany opon wcześniej; ja – tylko troszkę później – pakuję się w dziesięciopojazdową kolejkę (ach to rozbestwienie – zawsze dotąd wjeżdżałam prosto na podnośnik… ;)). Jednak liczna obsługa pracuje na dwa a nawet trzy fronty, więc w sumie się szybko uwijają.
    W domu Mama i Młodszy mierzą się już z głównym taskiem dnia: ścinką sporego uschłego klonu, czekającego od półtora roku tuż nad potoczkiem. Od stromej drogi asfaltowej, bazy dla traktora, oddziela go ok. 20 m podmokłego terenu a na dodatek kikut sterczy w granicy – obok sąsiad zasadził niedawno olchy, dobrze byłoby nie poranić tych drzewek.
    Co prawie się udaje – drzewo powalone w dobrą stronę, tylko jedna olszynka złamana… Potem pień długi i ciężki jakoś poddaje się (niezbyt mocnemu ciągnikowi i po terenie stromym wyboistym tudzież inaczej-blokującym); przydają się różnorodne łańcuchy i linki (podwójne bo pojedyncze to już nie ;))
    Na w-miarę-bezpiecznym pień przepołowić (dróżki asfaltowej nie można dziś dłużej przyblokować, bo ruch sąsiedzki spory (zarówno „gościowy” jak i „roboczy” – czas idealny do prac porządkowo-drzewno-opałowych)), pociągnąć go wyżej, tam pociąć zgrabnie i połupać „prosto do kotłowni”… no chyba żeby z dziesięć stołków do grila wyciąć przy okazji😀
    Na tych czynnościach przydybują rozochoconych drwali-amatorów profesjonalnych niezapowiedziani krewni. Oki, szybkie przebranie-odświeżenie się i pół godzinki za stołem z wujkami-ciotkami. A potem dalej. Operator sztila jest już solidne zmęczony. Jako małą kompensatę odkurzam mu samochód. Przepięknie i przedokładnie – wielkanocnie a nie zaduszkowo, rzekłabym (lecz pieśni wielkanocne wyśpiewuje się w tych dniach całymi seriami – ergo, wszystko się zgadza ;))
    I Siostrze, z rozpędu. I sobie, choć wnętrze Kruszynki jest prawie idealne🙄 To jeszcze myjka ciśnieniowa. Serią. Siostrzyczka umywa ręcznie wszystkie trzy (ma jakiś wosk nieziemski, którego część „naszła” na szyby… co widać dopiero dziś bo przedwczoraj przydybał nas wieczór a wczoraj nie-za-pogodnie było). Na koniec znów ciśnieniówką. Zaskakująco wodooszczędna bestyjka (własność Młodego, od dobrych paru lat, lecz jakoś nigdy się nią w domu nie bawiłam, tylko na stacjach benz. i innych myjniach miejskich) – zysk na hadwao widać dobitnie, gdy w grę weszły trzy auta naraz!
    A potem już tylko ablucje własne, kawa z ciastkami, pakowanie, dowcipy o słoikach (Mama nie znała określenia :))… i czy większe/gorsze jesteśmy my, czy Kuzynek z miasta T., któremu mama robi obiadki na cały tydzień pracy w Warszawie. Młody wybiera się szybciej, ja nieco wolniej. Siostra namawia na jeszcze jeden nocny zajazd cmentarny. Dalej samochody na parkingach, odwiedziny trwają, sporo nowych świateł na grobie Taty, nowe kwiaty ledwie się mieszczą…
    Powrót, choć w licznym towarzystwie, szybki i spokojny.
    Za poprzednim wjazdem tuż przed Węzłem Bieżanowkim palił się samochód (stopując ruch na jakieś pół godziny akcji gaszenia) – teraz nawet światła w mieście ustawiają się w perfekcyjnie-zieloną falę. Chyba pierwszy raz w dziesięcioletniej „karierze kierowniczej”!…🙂

    Niedziela.
    Cisza, spokój, relaks🙂 Tylko msza o siódmej, cmentarz Salwatorski już w przed-deszczu. Opad przekreśla plany rowerowe. Zatem praca, doczytywanie rzeczy zawodowych; jakiś film, muzyka – wszystko, na co nie ma czasu gdy niedziela „zbyt” pogodna… (a było ich trochę ostatnio! :cool:)
    — Stacjonarność doskonała🙂 Obiadek. I tylko jakąś ostatnią serię powideł włożyć do słoików. I podzielić się sprawiedliwie kurczakiem (z Młodym)… I wyspać się można nareszcie…🙂
    _________
    *zwykle robimy to wszyscy… ten objazd Pierwszolistopadowy (znaczy dziewiąty sezon robimy; wcześniej fatygował się Tato a nas zanadto nie kłopotało, dokąd on jeździ na porządki i z kwiatami/światłem…
    …ale postawy się zmieniają… )

  66. basia Says:

    Ha, coś mi dużo tego wyszło!😮
    Tak to jest jak obowiązki oderwą ludzia od relacjo-zwierzeń… I potem nie dokona (ludź) wymierzeń🙄

  67. Joszko Says:

    Bardzo dziękuję Autorce za jej dzisiejsze „relacjo-zwierzenia”.
    Bardzo.🙂

    Cieszy też radość posługiwania się sprzętem ciśnieniowym.😉

  68. basia Says:

    Asystowanie w mechanicznym wyciąganiu ciężkiego i rosochatego pnia ze stromego i mokradłowatego brzyzka cieszy, jak rozumiem, już nieco mniej?…😈

    Serdecznie pozdrawiam!😀

  69. Joszko Says:

    Wiem, że czasem trzeba przeprowadzać takie operacje, lecz niech Autorka nie wymaga entuzjazmu dla nich od człowieka, który widział i nasłuchał się wiele z wiarygodnego źródła, bo od sąsiada, starego pogotowiarza.

    Bądźcie ostrożni przy niebezpiecznych pracach. Uwagi nigdy za wiele!

  70. zawada Says:

    A radość samodzielnej wymiany opon?😉

  71. basia Says:

    Zawado, jeszcze przede mną🙄
    Mam sześć felg (a nie osiem) – znaczy dwie przełożyć trzeba. W serwisie robią to wszystko (+zbieżność, wyważanie, ciśnienie) za 30 od seansu… Zatem…🙂

    Joszko, też wiele widzieliśmy i słyszeli. Trzeba być ostrożnym, wykazywać się wyobraźnią, to pewnie!
    Wczoraj czy dziś (po opadzie) już by się temu (taskowi) sprostać nie dało…🙂

  72. nietoperek Says:

    basia mówi:
    4 Listopad 2013 o 9:47 am

    koment dluzszy
    niz wiekszosc wpisow

    czyli do gwiazdki mam spokoj ;P

    rozumie
    enen

  73. basia Says:

    Hmmm, niech raczej pamiętają, że nie znają dnia ani godziny (prócz 4:44, ma się rozumieć) 😀

  74. Tom Says:

    Hop, hop!
    Obejrzeliśmy już WSZYSTKIE zdjęcia.😎
    Czyli…🙂

  75. basia Says:

    …Czyli niech się cieszą przez chwilę, że mają do przodu😀 😀

    Nb, spreparowanie jednej czy drugiej uobrazkowionej relacji też zabiera nieco czasu, energii, skupienia – piszę to w publicznej odpowiedzi na pewien wczorajszy liścik, podejrzewający utratę zapału do blogowania i inne niewybaczalne rzeczy…

    – Nic z tych rzeczy, spoko! 😀
    :
    wpisów w archiwum jest sporo ponad 900, komentarzy pod nimi – 25 tysięcy z drobnym groszem (wiele z nich – autentycznie fascynujących); na dodatek mamy relacje z obrazkami…🙂
    Zapał a cappelli i istności która za nią stoi jest niezniszczalny… – jak dotąd i jak na razie; wszak o jutrze ostrożniej jest nie wypowiadać się…🙂

  76. TesTeq Says:

    Zapał a cappelli i istności która za nią stoi jest niezniszczalny…

    Zapewne. Proponuję zatem zmienić tytuł niniejszego wpisu na „Miesiąc gapiowatego zapominalstwa” – to da oddech, żeby wysmażyć kolejny wpis nawet przed terminem!😀

  77. Tom Says:

    Auć!

  78. basia Says:

    A wie Maestro – to jest myśl! 💡
    Zmienić na miesiąc, drugi miesiąc prolongować samowolnie i nieoficjalnie („za to” czyniąc Nietoperka zadowolonym i wypoczętym przed lekturą wpisu świątecznego)…😈
    😀 😀

  79. mru Says:

    było już coś „Dla Elizy”, teraz jest „Blog Dla Nietoperka”?😛

  80. basia Says:

    OK, w drugi piątek każdego miesiąca może to być „Blog Dla Mru”… Niech nie zapomni!… 😀

    Autorka nie zapomniała pobiec na dwa ważne spotkania. Przedwczoraj Wieczór wspomnień o Ks. Józefie Tischnerze, wczoraj spotkanie z Ks. Lemańskim w CkŻ.
    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/CoSYchacWMiescie

  81. mru Says:

    Ktoś🙂 kiedyś zacytował:

    Przypowieść
    Zegarek mógłby w oka mgnieniu
    Całkiem zapomnieć o moim istnieniu,
    Gdybym mu sam nie odświeżał pamięci
    Tym, że go czasem zapomnę nakręcić.

    tylko Kto?

  82. mru Says:

    ( https://basiaacappella.wordpress.com/2010/09/08/pamietac-dzieki-zapomnieniom/ )🙂

  83. basia Says:

    😀
    (Fajny wierszyk… I krótki taki… :cool:)

    Nb, tym głównym od nakręcania jest tu ostatnio Nietoperek; Mru się bardzo zaniedbał… :()

  84. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Miesiąc to może i nie, ale tak mieć namiar na planowany czas kolejnego wpisu? Hm… na Święta coś ma być…

  85. basia Says:

    Hm… na 2 lutego też coś ma być, o ile pamiętam…🙄

    Sorry PAKu, sorry Maestro (że się wcinam)…😀

    (Nb, cuuuudny dzień! :cool:)

  86. mru Says:

    pewnie że się zaniedbał w nakręcaniu, teraz jest do wyższych rzeczy.❗

    przypomni jeszcze raz:

    Gdybym jej sam nie odświeżał pamięci
    Tym, że ją czasem zapomnę nakręcić.
    😛

  87. TesTeq Says:

    Karawan złożon z chmur czarnych
    Na zdjęciach satelitarnych…

  88. basia Says:

    Powiało grozą… Dwukrotnie…😯

    😀 😀

  89. pak4 Says:

    @TesTeq:
    Dlaczego na meteo wciąż mają techniki szpiegowskie z ubiegłego stulecia? Podsłuchać taką chmurę!

  90. basia Says:

    Podsłuchałam usznie. Powiedziała, że zima idzie. Brrr, chłodno, huhuha🙄

  91. basia Says:

    Inne „brrr”
    http://www.bbc.co.uk/news/world-europe-24902058

    Gdy spośród polskich mediów człowiek „śledzi” regularniej tylko Dwójkę* i internetowe prognozy pogody… – o zadymach dowiaduje się z BBC… jedynie o tych efektowniejszych, rzecz jasna…😕

    ______
    *wczoraj ciekawy koncert, retransmisja z festiwalu warszawskiego „Chopin i jego Europa” – koncerty fortepianowe Fryderyka z podstawieniem głosu w miejsce… partii fortepianu. Recytacji, nie śpiewu🙂

  92. TesTeq Says:

    Chopin rap, Chopin Krak,
    Europadło już na wznak,
    Recytacja to czy śpiew?
    Nie, to tupot białych mew…😯

  93. basia Says:

    Rap News Radio? – To jest myś! 😉 ❗

    (Na money.pl widzę, że trzymasię…
    …Euro znaczysię, nie żeby rap notowali :roll:)

  94. pak4 Says:

    A może szło o sceptycyzm wobec Euro 1-4?

  95. pro-fan Says:

    @ott:
    Rafa : Djok – to był rap!
    widział ktoś?

  96. TesTeq Says:

    Roger:Rafa:
    Ale gafa!

  97. pro-fan Says:

    @TesTeq:
    dlaczego gafa?
    też ciekawy mecz.

  98. TesTeq Says:

    Widać było paskudny brak koncentracji lub precyzji Rogera. Być może Rafa nie dawał mu szans, ale Roger strzelał po po autach jak ja, kiedy nadgarstki pozwalały mi jeszcze grać.😀

  99. basia Says:

    Nie widziałam żadnego ze spotkań; studenci (a nawet maturzystki) zachwycali się finałem a wcześniej formą Nadala. Więc może (zdetronizowany) King Roger miał trudne zadanie?… A Rafę ten mecz kosztował nadspodziewanie wiele? — Takie spekulowanie na bazie zerowych danych…😀 😀

    Euro 1-4 – jestem za
    nawet gdy to niewiele da😕
    Za zimową olimpiadą w Krakowie też w zasadzie jestem…🙄 😀

  100. pro-fan Says:

    @TesTeq; @basia:
    Rafa był bardzo dobry, a nie Fed słaby, nieskoncentrowany. imo

    ciekawostka, drugi Szwajcar tylko ‚oczko’ niżej w rankingach.

  101. basia Says:

    On był i jest ostatnio bardzo dobry, ten „drugi Szwajcar”…🙂

    (Stan the Man, niżej od Rogera oczywiście; odpowiednio [8] i [7] ATP —

    http://m.atpworldtour.com/Rankings/Singles.aspx )

  102. TesTeq Says:

    Bardzo dobry i ładniejszy od Rogera!😉

  103. basia Says:

    O przepraszam, asertywne votum separatum 😛 — Roger is very, very sexy indeed! Z wiekiem coraz bardziej. A już w tych roleksach czy innych zegarach z kukułkami…🙄

    Ale Stan też się może (komuś) podobać, poza tym ma polskie korzenie więc mu kibicujemy, zwł. od czasu pewnego meczu niesamowitego, nie pamiętamy, co to było (chyba szlem bo innych nie śledzimy), ani przeciw komu (bodaj Novakowi)… pomnimy „za to” wyraźnie, jak Stan dał w tym spotkaniu z siebie 120% i jaką pokazał klasę (rok, półtora temu?…)😎

  104. Powroty, powroty | przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] czeka też troszkę dalej. Widząc pierwszego listopada zatłoczoną autostradę (albo wyludniające się na ten okres z cór i synów Podhala Monachium; tylko na dzień-dwa, a […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: