Pod ochroną

W latach osiemdziesiątych organizowano imprezy charytatywne połączone ze zbiórką pieniędzy na rzecz Amnesty International, które nazywano Secret Policeman’s Ball, ale biorący w nich udział komicy i muzycy niemal na pewno nie zdawali sobie sprawy, że prawdziwa tajna policja też wyprawiała bal, a przynajmniej porządną popijawę. Każdej zimy, zazwyczaj w lutym. Raz do roku Brygada „A” rezerwowała Peelers, duży lokal na górnym piętrze budynku New Scotland Yard, i lista gości nie przypominała żadnej innej w Londynie. Zapraszano wszystkich, których aktualnie lub w przeszłości obejmowano ochroną, i „klienci” robili wszystko, żeby się stawić, chcąc w ten sposób podziękować funkcjonariuszom, którzy się nimi opiekowali. Obecni i dawni premierzy, ministrowie ds. Irlandii Północnej, ministrowie obrony, ministrowie spraw zagranicznych z obu głównych partii plotkowali i tankowali z funkcjonariuszami ochrony i ich przełożonymi. Dodatkowo jeszcze członkowie ochrony mogli zaprosić przyjaciół i współpracowników klientów, którzy byli szczególnie pomocni. Zbierał się więc spory tłumek.
Mawiał w tamtych latach, że gdyby miał kiedyś opisać swoje życie, zatytułowałby je „Tylne wejścia świata”. Przez frontowe drzwi wejść mógł każdy. Trzeba było być kimś, żeby wejść kuchennymi drzwiami, wejściem dla służby, oknem od podwórza, zsypem na śmieci. Nawet gdy zawieziono go na policyjny bal w New Scotland Yard, dotarł tam przez podziemny parking i dalej zablokowaną dla niego windą. Inni goście korzystali z głównego wejścia, jego wprowadzono „od tyłu”.Ale gdy tylko znalazł się w Peelers, wmieszał się w wesołą czeredę – wesołą częściowo dlatego, że okazało się, że do picia są jedynie wielkie szklanki szkockiej lub dżinu – i wszyscy członkowie „jego” zespołu podeszli do niego, witając się radosnym „Joe!”.

Funkcjonariuszom ochrony szczególną przyjemność sprawiało zestawianie ze sobą klientów, którzy normalnie nigdy by się nie spotkali, ot tak, żeby zobaczyć ich reakcję. Przeprowadzili go przez tłum do miejsca, gdzie stał słabowity staruszek z resztkami słynnego wąsa, nieco zgarbiony, obok troskliwej żony. Właściwie to już raz, jeszcze w latach siedemdziesiątych, gdy mieszkał u Clarissy na Lower Belgrave Street, zetknął się z Enochem Powellem. Wyszedł wtedy po gazetę do lokalnego kiosku, Quinlan’s, i oto ujrzał Powella, jak idzie w jego stronę, Powella w apogeum jego demonicznej sławy, ledwie kilka lat po antyimigracyjnej przemowie o „rzekach krwi”, która zniszczyła jego karierę polityczną. Jak Rzymianin widzę, zdaje mi się, rzekę Tyber spienioną od krwi, powiedział, wyrażając lęk każdego brytyjskiego rasisty przed cudzoziemcami o ciemniejszej skórze.

Tamtego dnia w kiosku młody imigrant, przeciwnik przemocy, w zetknięciu z niesławnym Powellem poważnie rozważał, czy nie rozkwasić mu nosa, i zawsze trochę żałował, że tego nie zrobił. Ale ulica Lower Belgrave pełna była ludzi, którym przydałoby się rozkwasić nosy – madame Somoza, żona nikaraguańskiego dyktatora, po sąsiedzku pod numerem 35, i ci mili Lucanowie pod numerem 46 (wtedy jeszcze lord Lucan nie próbował zamordować żony, zabił za to nianię; ale już czynił przygotowania). Gdyby zacząć rozkwaszać ludziom nosy, nie wiadomo by było, kiedy przestać. Prawdopodobnie więc dobrze zrobił, odchodząc od Enocha z jego roziskrzonymi gałkami ocznymi i posthitlerowskim wąsikiem. I oto dwadzieścia lat później znów miał przed sobą Powella. „Nie – powiedział do swoich strażników. – Wolałbym nie, oględnie mówiąc”. Rozległy się okrzyki: „Joe, to przecież teraz stary pryk”, a potem ten, który przełamał jego obronę: „Widzisz, Joe, pani Powell nie ma łatwego życia, opiekując się staruszkiem – rzekł Stanley Doll. – A tak bardzo chciała cię poznać. To by dla niej wiele znaczyło”.
Zatem to do Margaret Powell zgodzili się z Elizabeth podejść. W młodości mieszkała w Karaczi, w tej samej dzielnicy co członkowie jego rodziny, i chciała porozmawiać o dawnych czasach. Stary Enoch stał przy niej zgarbiony, kiwający głową i milczący, zbyt niedołężny, by warto mu było rozkwaszać nos.

Odstawszy swoje, przeprosił, chwycił Elizabeth za łokieć, odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Margaret Thatcher: patrzyła prosto na niego, ze swoją torebką, utrwaloną lakierem koafiurą i krzywym uśmieszkiem. Nigdy by nie pomyślał, że Żelazna Dama jest typem „pieszcząco-dotykającym”. Podczas ich krótkiej rozmowy była pani premier nie odrywała od niego rąk. Dobry wieczór… ręka pani Thatcher spoczęła lekko na wierzchu jego dłoni, jak pan sobie radzi?… Zaczęła gładzić go po przedramieniu, Czy ci wspaniali panowie dobrze się panem opiekują?… Jej dłoń teraz na jego ramieniu, lepiej coś powiedz, pomyślał, zanim zacznie cię gładzić po policzku. „Tak, dziękuję”, odparł, a ona schyliła głowę w tym swoim słynnym charakterystycznym geście. To dobrze, dobrze… dłoń głaskała go znów po ramieniu. Dobrze, proszę na siebie uważać… i to by było wszystko, gdyby nie Elizabeth, która bardzo stanowczo zapytała, co rząd brytyjski proponuje zrobić, by położyć kres groźbom. Lady Thatcher wyglądała na z lekka zaskoczoną, że tak ostre słowa wychodzą z ust tak młodej ślicznej osóbki, i jej ciało usztywniło się nieco. Och, moja droga… i teraz zaczęła głaskać Elizabeth. Tak, musi wam być bardzo ciężko, ale obawiam się, że nic się nie zmieni, dopóki nie nastąpi zmiana reżimu w Teheranie. „I to tyle? – spytała Elizabeth. – Taka jest wasza polityka?” Ręka Thatcher cofnęła się. Przenikliwe spojrzenie odwróciło się i zapatrzyło w dal. Było jeszcze niejednoznaczne kiwnięcie głową, przeciągłe Mmmm i chwilę potem zniknęła. Elizabeth nie mogła się uspokoić przez resztę wieczoru. I to tyle? Taki jest cały plan? Ale on myślał o Margaret Thatcher gładzącej go po ramieniu i uśmiechał się.

Salman Rushdie, Joseph Anton. Autobiografia (Kindle Locations 7240-7294). REBIS. Kindle Edition.

Odpowiedzi: 41 to “Pod ochroną”

  1. basia Says:

    Dla porządku dodam, że opisane spotkania miały miejsce w okolicach 4. rocznicy fatwy a więc walentynek 1993 – czyli moich pierwszych tygodni w Londynie (i żarłocznego zainteresowania sprawami publicznymi UK)…🙂

  2. Tom Says:

    Ładne historyjka.🙂

    Jednak, o ile się orientuję, całe życie autora w czasie gdy był objęty fatwą, to aż tak ładne nie było.
    Choć z drugiej strony nie mógł się mu trafić lepszy kraj do ochrony go przed ajatollachami.

  3. pak4 Says:

    Przed głaskaniem pani premier nikt nie chroni… To co to za ochrona?😆

    @Tom:
    Też się zabrałem za lekturę, choć w mniejszym wymiarze godzinowym i jestem dopiero na pierwszych miesiącach, no… może drugim roku ukrywania się. I, oczywiście, masz rację. Ale też potrzeba zachowania normalności była w nim dość silna, by znajdować nawet najmniejsze plusy. A przynajmniej tak teraz, z dystansu trzeciej osoby, to opisuje, podkreślając dobro, jakie go spotkało ze strony przyjaciół i ochroniarzy.

  4. basia Says:

    PAKu, najwyraźniej w dniu (wieczorze) tak szczególnym i uroczystym ochroniarze postanowili sobie zrobić wolne: zająć się szkocką i dżinem mając nadzieję, iż klienci zajmą się sobą (jedni-drugimi)…😀

    Tom, zgadzam się, w tym sensie, iż brytyjskie służby należą do najlepszych. Ale w odczuciu ochranianego oznaczało to też – zwł. w początkowych miesiącach i latach, dość ścisłe i na wyrost przestrzeganie procedur, co czyniło z jego życia istną klatkę… Tym mniej komfortową, iż co i rusz wybuchały głośne kontrowersje w kwestii obciążenia „Rushdiem” podatnika i bezpieczeństwa państwa.

    Nie wiem, czy jest sens, czy warto sobie wyobrażać, gdybać, jak wywiązałyby się z takiego zadania jakieś inne służby… znane albo mniej…😀

  5. basia Says:

    PS, PAKu, ja „też” czytam na 4-5 frontach jednocześnie, zatem Anton idzie mi znacznie wolniej, niż mógłby. Ale miejsce, czas i typ akcji sprawiają, iż wyrywam się do lektury kiedy tylko mogę😀

  6. TesTeq Says:

    Milusia Pani Thatcherova, milusia.

  7. basia Says:

    …Piszą, że Żelazna Dama ma się ostatnio nie najlepiej…

    (A plany pogrzebu państwowego ‚klepnięte’ co najmniej od czasów Gordona Browna…)

  8. Joszko Says:

    Czego to się człowiek nie dowie!

    A czy ja dobrze rozumiem? – „Pierwszy pogrzeb państwowy od pochówku Churchilla”?

  9. pro-fan Says:

    @Joszko:
    nie licząc królewskich.
    @basia 9:13
    sądząc po zacytowanym wieku M. Thatcher, artykuł powstał około 2008 roku.

  10. basia Says:

    Pro fanie, albo w późnym 2007…😀

    Joszko, tak, właśnie tak😀

  11. nietoperek Says:

    powiedzcie
    /q/
    szefowi
    ze jestem pod ochrona
    od teraz do
    /q/
    26 kwietnia wlacznie

    i nawet mnie nie musi
    /q/
    glaskac
    jak juz
    /q/
    wroce

  12. mru Says:

    tjaaa

  13. basia Says:

    Póki co – aż dwa dni odpoczynku szefa od pracownika i vice versa… 😀 😀

  14. pak4 Says:

    Opowiadają w internecie, że po kolejnym spotkaniu premiera z królową, Cameron się chwali:
    — Gdy zwierzyłem się, ze swoich problemów, królowa mi powiedziała: Tak, tak, Winston się skarżył na to samo…

  15. basia Says:

    Ach, jeszcze wyjdzie na to, iż zauroczone spojrzenie* Winstona tak podziałało na Elisabeth, że najlepiej z dwunastu wciąż pamięta właśnie jego… pierwszego…🙄

    ________
    *mówią, że się w niej kochał…

  16. pak4 Says:

    A propos kontaktów między ludźmi słowa i władzami:

  17. Jankora Says:

    Pak 😀

  18. Jankora Says:

    Zapytam jeszcze „z pewną taką nieśmiałością”: trochę spóźnione świąteczne życzenia państwo przyjmiecie?
    Jeżeli tak -Alleluja! 😀

  19. pro-fan Says:

    @Jankora:
    a, tak, bombonierka, co się zapodziała w składziku wymaglowanych pościeli?

    – pomożecie?
    – pomożemy, czemu nie! 🙂

  20. ogonek Says:

    doklejam sie do Jankora z zyczeniami. a dzielilbym sie nie tylko jajkiem, rowniez cieplym oceanem, 26 celsjuszami powietrza, mila i przyjemna atmoswera pobytu i jezeli jeszcze komus malo to podziele sie rachunkiem🙂🙂🙂🙂 nie tylko w barze

  21. zawada Says:

    To i ja się podzielę:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-2304886/Britain-air-Spectacular-aerial-pictures-Scotland-glory.html
    Nie tylko krajobrazy gór wysokich powinny być pod ochroną! 🙂

  22. basia Says:

    PAKu, ten młody człowiek ma szansę zajść baaardzo daleko… Także w sensie „nie narobić się a zarobić”…😉 😆

    Jankoro, przyjmujemy, przyjmujemy. Wzajemności odeślemy! (Do Wszystkich, co niesyci, boć sezon dobrych życzeń nie tylko trwa, ale i musi się przedłużyć nieco z powodu opóźnień Pani Wiosenki…) 😀

    Pro-fanie, aż pójdę poszukać, czy mi się aby też coś nie zapodziało w tym czy owym tin-box…🙄 Ale chyba nie… pamięć mam dobrą…😥 😉

    Ogonku, ach te celsjusze i inne zjawiska atmosferyczne! Mam nadzieję, że już wystartowały i nadciągną przecząc porzekadłu ‚nim słońce wzejdzie, rosa oczy wyje’ 😉
    Wiedzą o szczegółach rachunkowości oceanicznych też zachęcamy do się-dzielenia… Nawet powinieneś – taki np. Krakus zawsze potrzebuje czasu na oswojenie się z temi tematamy (a świat kusi, mimo a nawet wbrew :cool:) 😀

    Zawado, świetne!😀 Wie ktoś, jak się robi takie zdjęcia? 😮

  23. TesTeq Says:

    Takie zdjęcia można czasami zrobić z latawca.

  24. basia Says:

    Wiem, wiem – np. to http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2013/04/06/article-0-1917D9F6000005DC-170_964x642.jpg na pewno zdjęto prosto z Ogonkowego kite’a😀 …
    Tylko jakim sprzętem zdjęto? Bo nawet biorąc poprawkę na krystaliczną (niekiedy) przejrzystość wyspiarskiego powietrza (którą potrafi się zachwycić nawet pstrykawka za 7 funtów ;)) –
    – tu http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2013/04/06/article-2304886-1917DA20000005DC-155_964x643.jpg widzę prawie trzy wymiary… — na moim monitorze, bez wspomagaczy ani dopalaczy…😎

  25. ogonek Says:

    tak czy owak, stoje przed moimi bledami i sie ich nie wstydze🙂🙂🙂🙂 .
    zycze ludzinie by jedynie takie bledy w zyciu popelniala. gwarantuje, ze zycie na planecie mialoby znacznie wiecej wymiarow🙂🙂🙂

  26. basia Says:

    Ta pani nie żałuje:

    (A ponad 16 milionów ‚odsłuchowców’ – wraz z nią…🙂

    Pan Tulipan też nie żałuje (wszystkie je kochał i drugi raz zrobiłby to samo :roll:)
    http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,13690518,Najslynniejszy_uwodziciel_po_30_latach__Wszystkie.html#Cuk

    A Pani Wiosna? Czy ona się też nie wstydzi swych błędów i ich nie żałuje…? 😯

  27. pak4 Says:

    http://aszdziennik.wordpress.com/2013/03/31/hbo-zima-elementem-promocji-trzeciego-sezonu-gry-o-tron/

  28. basia Says:

    😀

    A ci, co nie użytkowywują telewizorów, elementów ani tronów?…😮

  29. TesTeq Says:

    O co chodzi z tymi tronami? O trollach słyszałem, o elektronach też, ale trony – cóż to za zwierz?

  30. nietoperek Says:

    jagnie o waadze
    to chodzi o piniondze

    /pod ochrono (ro)zrywki/

  31. nietoperek Says:

    zawada
    fajowe fotki

  32. TesTeq Says:

    Sky News: Britain’s first and only female Prime Minister Margaret Thatcher has died peacefully following a stroke at the age of 87.

  33. nietoperek Says:

    gospo to sie umi wszczelić

  34. basia Says:

    Taak… wstrzelić… zwłaszcza, że wpis programowałam na tę datę sporo przed świętami. Ale Mrs Thatcher zawsze chętnie mi „towarzyszyła” w ciągu tych dwudziestu lat przygody z UK:
    jedna z pierwszych godzin w College’u (20 lat temu, bez kilku dni :)) i wiceszefowa placówki każe nam na przykładzie polityk byłej pani premier budować możliwie wszystkie wyrafinowane zdania przeciwstawiająco-zestawiające. Na kolejnych sama (wciąż cała wzburzona ;)) opowiada, za co nie cierpiała Mrs T (sposób trzymania torebki, etc. — wówczas byłam zszokowana, że o takich triviach można w ogóle próbować wspominać dorosłym studentom… takie standardy, panie dziejku, człowiek wyniósł z wiodącej polskiej uczelni :D)…
    I potem też – co egzamin albo inne dywagacje to taczeryzm, styl taczerystów, Margaret to, Margaret śmo… Nawet przy kwestiach abdykacyjnych (1936) musiało zejść na Panią Thatcher… choć miała wówczas dopiero 11 latek… i inne nazwisko🙂

    Była chora ostatnio, jak wspominałam kilka dni temu, ale o kryzysach zdrowotnych wspominano od niejakiego czasu… a potem rozpogadzało się w niezmordowanym stylu ‚True Blue’…

  35. basia Says:

    PS, „Operation True Blue” – tak nazwano logistykę okołopogrzebową…
    http://www.guardian.co.uk/politics/2013/apr/09/operation-true-blue-lady-thatcher-funeral

    …słowem a cappella nie przestaje się ‚wstrzelać’… nie żeby autorzy kryptonimu jakoś szczególnie się wysilili (onomastycznie)… nnno chyba że czytają uważnie niniejszy blog i komcie pod nim…😉

    Nb, o polityce, ‚politykach’ Żelaznej damy powiedziano już niemal wszystko. I znów się mówi… znaczy że się będą spierać gorąco i bezkonsensusowo do końca świata i jeden dzień dłużej😈 — tu zaś zarys-obrys Maggie jako ikony: http://www.independent.co.uk/voices/comment/john-walsh-on-margaret-thatcher-the-lady-with-the-handbag-became-as-recognisable-as-churchill-and-his-cigar-8564860.html

  36. Tom Says:

    Nie wszyscy trwają w tak nabożnym milczeniu, jak towarzystwo tutaj…😉

  37. basia Says:

    Może po prostu jeszcze nie mamy (Towarzystwo tutaj) żadnego singielka do podpromowania… 🙄

  38. TesTeq Says:

    Ostre. Świat się zmienia, BBC się zmienia, z ludzi wyłażą flaki.

  39. basia Says:

    „Swoboda ekspresji pod ochroną”?
    Tylko co będzie, gdy za dużo „tych drugich” odmówi płacenia abonamentu?…

  40. mru Says:

    koniec tej ciszy!

    minuta ciszy po umarłych
    czasem przez kilka nocy trwa

    nie dziwne, że niektórym się nudzi.😛

  41. basia Says:

    Nie chcą ciszy – niech jedzą muzykę. Przez radio! 😛
    😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: