Słoiki

Zerkam wczoraj wieczorem na gazeta.pl i widzę fotkę zakorkowanych poświątecznie dróg dojazdowych do Warszawy. Pod nią komentarz, że słoiki wracają. Sprawdzam, czy dobrze zgaduję znaczenie… i owszem! ;D

Osoba pochodząca z prowincji a mieszkająca w wielkim mieście, najczęściej Warszawie, przywożąca z wizyt w domu słoiki z jedzeniem. Najczęściej charakteryzują ją takie cechy jak:brak przywiązania do nowego miejsca zamieszkania oraz wiejskie maniery i sposób myślenia.
– Połowa warszawiaków wyjechała na święta.
– Nieprawda, ci rodowici są tu cały czas. To słoiki wyjechały a jak wrócą, to znów zasmrodzą i zakorkują miasto.

Ktoś wymyślił a podchwyciła dostatecznie duża liczba użytkowników, aby się przyjęło.
Jakie znaczenia niesie?
Że duże ośrodki przyciągają, sieć drogowa niewystarczająca i są na tym punkcie jakieś uprzedzenia, może animozje.

Ale też taki składnik slangu może nieść przesłanie, jakoby „autochtoni” metropolii (od jakiej daty meldunkowej ich liczyć?) nie potrafili się urwać ze swego big smoke nawet na złote, białe czy zielone święta, nie mieli potrzeby bądź nie byli w stanie wypracować domków weekendowych… zdobyć lub zostać obdarowanymi coraz modniejszą, super-organiczną wałówką i smakołykami, jakich nie dostaniesz u Piotra&Pawła czy innej Almy… Albo kiedyś „tak” wyjeżdżali a teraz kontakt się urwał bądź wygasł, i…
I dlatego zazdroszczą trochę. Na polską modłę (bo np. w umyśle brytyjskim wszystko co najgorsze (dla współżycia społecznego i estetyki powierzchniowej) to sprawka biedoty miejskiej w jej okropnych inner cities… opłacanych z „naszych” podatków zresztą).

Teraz przesłania poważniejsze: obcy, ten z zewnątrz, arywista, nuworysz przyjeżdża i robi konkurencję; swą determinacją i pracowitością zagraża naszym dżobom, perspektywom dzieciaków i wnuków…
W ogóle nie lubimy, gdy ktoś wczoraj ‚biedny’ i ‚zahukany’, dziś orientuje się w topografii, pubach, zaczyna mówić płynnie, kupuje furę, skórę i komórę, jutro ruszy na podbój Europy i świata. A jeszcze zawdzięcza to sobie, zaciśnięciu zębów, zakasaniu rękawów, bytowaniu w wieloosobowych klitkach i norach, znoszeniu trudu ‚pracy u podstaw’, bez stosunków, znajomości, grup wsparcia…
Taki ktoś wnerwia i jest wyrzutem sumienia, bo i nam kiedyś wspominano, że dostalibyśmy robotę w zawodzie, ale tam, daleko… i w gumowcach trzeba by czasem… . No to na takie dictum my ze stolycy (byłej, domniemanej) mówimy nasze stanowcze… eeetam. Poza tym co nas goni: chata po babci jest albo będzie. Można ją zasiedlić lub sprzedać i jakoś to… aż starsi… ten tego…

I jeszcze będą chrzanić z tą całą mobilnością… migracjami i korzyściami jakie z nich płyną dla gospodarki i rozwojów osobistych… Ameryką w której podobno jedziesz tam, gdzie praca, czasem wiele tysięcy kilometrów…
I że oni wnoszą w styl życia i głębszą kulturę miejsca, niezależnie czy są w nim przelotem, czy się zasiedzą… – To co, ja mam może wielbić tych spod Radomia albo Płońska, Rabki albo Myślenic? Wierzyć, że przelotni są lepsi, niż zasiedziali? Ja? Tu od pokoleń!?

Dziesięć lat temu, oczekując na rogatkach Miasta na papamobil i jego Pasażera, wdałam się (jak to zwykle bywa(ło)), w pogawędkę ze współoczekującą. Po pewnym czasie zeszło na przewagi moralne prawdziwych nad napływowymi. „…Jakież korzyści rozwojowe i duchowe musieli osiągnąć pani i rodzina z tak długiej obecności w tym wyjątkowym miejscu…” – szepnęłam tylko trochę uszczypliwie, ot duszoszczypatielnie, bo rozmowa wybitnie duszną była… Gdy rozmówczyni nie zakumała, doszepnęłam „Ale wie pani, że on (właśnie nadjeżdżał, po raz ostatni, jak się miało okazać) …przybył tu z bliskimi z tych prowincjonalnych Wadowic?”
Oczywiście że wiedziała. No jakżeby nie! I prawie na pewno nie zaczaiła związku z poprzednimi dwoma zdaniami…

…Moje „słoiki” wnaszam więc tyleż ostentacyjnie, co dyskretnie ;/ Tak, jak bawarski majster-klepka, przyjeżdżający co poniedziałek 150 km do piwnicznej izdebki naszego wspólnego przejściowego domu na Segenstrasse, Ramerdorf, Muenchen.
Czasem częstuję truskawkami, malinami lub pomidorami sąsiadów, ale nie za często, bo kuzyn i jego czwórka dzieci come first – solidarność słoikowców klanową jest!

Odpowiedzi: 37 to “Słoiki”

  1. TesTeq Says:

    To co? Mam kupić działkę letniskową poza Warszawą i tam przenieść groby moich bliskich?😎

  2. basia Says:

    Nnnno, niektórzy ze stolycy to (jak czytam po sąsiednich blogach), zdążyli przez te 4 dni i noce i na groby dotrzeć, i nawet trasy powietrzne co poniektóre (śródziemnomorskie) zakorkować… Operatywni potrafią…😎

  3. pak4 Says:

    @TesTeq:
    A kto zabrania przenieść na Wawel?

    @Gospodyni:
    Bodaj u Jerzego Szaniawskiego Wadowice występowały jako symbol polskiej, zacofanej prowincji.

  4. basia Says:

    No właśnie! Rzuca człowiek czasem takie aluzje sobie a muzom (muzą pani rozmówczyni, ofkors) ;)…
    …tak, jak znajomy (Polak, wykładowca akademicki i badacz w wiodącej dyscyplinie ścisłej), który, poproszony, poszedł kiedyś (ze dwie dekady temu) z prelekcją do zblazowanych skautów na północy Francji… i im o ich wyższości cywilizacyjno-kulturowej kadzi w ten deseń: „Dufay, de Machaut, Josquin — wszyscy oni z waszej ziemi wyrośli, doskonale ich znacie, podziwiacie!…”
    Ile razy potrzebowaliśmy w towarzystwie (ogromnie już wówczas zafascynowanym muzyką dawną) — wykpić jakichś poczciwców dumnych z tego, gdzie bytują* a nie mających najzieleńszego pojęcia, jak użyć dziedzictwa i potencjału owego miejsca — inwokowaliśmy (z tak nienagannym akcentem francuskim P. jak tylko potrafiliśmy spapugować): „Dufay, de Machaut, Josquin…”😆

    ______
    *ci młodzi Francuzi z północy (tradycyjnie beznadziejnej i bezrobotnej) byli oczywiście dumni wobec Polaka… tym dumniejsi, im pełniejsi kompleksów wobec pobratymców z Paryża, Lyonu, Lazurowego Wybrzeża, etc.

  5. nietoperek Says:

    zasłoikować krytyków słoikowych!

  6. nietoperek Says:

    w marynacie!!!😛

  7. mru Says:

    mówią, że najwięcej słoików zjeżdża do Warszawy co poniedziałek z Gdańska😛 i z Krakowa.😛 😛

  8. basia Says:

    Nietoperku, no-nie, demokracja – krytyk powinien mieć głos donośny i rezonujący… nawet taki krytyk, co cnoty* się nie boi…😀

    Mru, muszą też czasem wyjeżdżać… bo inaczej piwnica się zagraci (że polecę tekstem Klasyka sprzed pięciu już lat…) 😥 😀

    ______
    *i.e. konieczności wnikliwej obserwacji świata, logiki, etc.

  9. Joszko Says:

    Nietoperek, Mru,
    „Krakus marynowany” brzmi mi znakomicie! 🙂

  10. basia Says:

    …bo to dobra marka, po prostu…🙄😈

  11. nietoperek Says:

    iii konserwa

  12. TesTeq Says:

    basia pisze zdążyli przez te 4 dni i noce i na groby dotrzeć, i nawet trasy powietrzne co poniektóre (śródziemnomorskie) zakorkować… Operatywni potrafią…

    4 dni? Żeby „operatywnym” mógł być ktoś, inny musi pracować w piątek.

  13. ogonek Says:

    a ja nic nie kumam, i tak jest dobrze i niech tak pozostanie –>28°C i w cieniu i w sloncu i w wodzie

  14. ogonek Says:

    jednym slowem fantasticamente

  15. basia Says:

    Ooo… Ogonku — fruwaj tam, na tych okołobrazylijskich falach za siebie i „za nas”, zwłaszcza za tych, co też lubią te tematy i klimaty, a jako super-operatywni, nie mogą dostać… pardon, dać sobie urlopu, nawet w piątek po świętach…😉
    …(TesTequ, Ogonek przygotowuje się właśnie do następnej olimpiady (w dyscyplinie pt jakoweś wodne latawce czy inne zjawiska korpuskularno-falowe :twisted:) na trzymiesięcznym obozie kondycyjnym w ciepłych krajach i wśród gorących dziewczyn… tylko tej Naj… z nim tam nie ma, jeśli dobrze kumam… jeśli źle – proszę o sprostowania!… :)) 😀 😀

    Nietoperku, to było na żywo, zapewniam Cię! 😀

  16. Jankora Says:

    Życzę sobie uncję światła i trochę ciepłego powietrza z tej Brazylii.🙂
    Może być w słoikach.😀

  17. owcarek podhalański Says:

    Cyli ta saro wiewiórka z najnowsego TesTeqeckowego wpisu jest słoikiem?😀

  18. basia Says:

    Na to wygląda, Owczarku😀 …gdybyż choć była brazylijskim…🙄 😀

    Z najnowszego…

  19. pak4 Says:

    Ja tylko dla przypomnienia — słoiki z Leska:

  20. basia Says:

    Znaczy…. chybaśmy je razem afirmowali… coś tak… mi świta…😉 😀

  21. pak4 Says:

    Jak najbardziej😀

  22. owcarek podhalański Says:

    Yyy… yyy… ryktując swój ostatni komentorz… bocyłek, ze na TesTeqeckowym blogu była mowa o sarej wiewiórce jako zwierzoku napływowym, natomiast zabocyłek, ze zarozem „ekspansywnym, pasożytniczym, agresywnym” – a w kontekście takik cech ów komentorz nie jest zbyt trafny (bo ftosi mógłby pomyśleć, ze jo zarzucom „słoikom” pasozytnictwo i agresje). Niniejsym piknie przeprasom za owom nietrafność. Mojo wina, mojo wina, mojo barzo wielko owcarkowo wina. Droge do Kanossy znom, a przynajmniej pocątek tej drogi😀

  23. basia Says:

    No to marsz! Ze skrzynią

    …słoików😐

    😆

  24. pro-fan Says:

    @temat:
    migracja? – doświadczenie elementarne i fundamentalne dla pojęcia swego miejsca w świecie, dostrzeżenia innych perspektyw, i oglądów (niż ‚zwyczajowe’, ‚odwieczne’).

    wytrąca z hierarchii, pewności, jakiegokolwiek oparcia, poza tym, jakie mamy w sobie samych.

    pochłania sporo energii,nie zawsze dobrze się kończy,
    a mimo to polecałbym każdemu otwartemu na przygodę życia.

  25. ogonek Says:

    Naj tu nie ma, i dlatego na kazdym kroku czyhaja ogromne niebezpieczenstwa na samotnie podrozujacych, jak to pro-fan mowi, przygode zycia.
    wczoraj byl wtorek. w tym dniu mozliwe jest polaczenie via rio do münchen z fortalezy, stolicy republiki ceara. prawie dwa miesiace stefan uzywal zycia na dzikim polnocnymwschodzie poludniowo amerykanskiego kontynentu. trzy tygodnie mieszkalismy w jednej pasudzie, cztery pokoje, dwoch kiterow i dwie kiterki.
    po zachekowaniu lotu i bagazu znalazlo sie tyle czasu, ze ruszylismy na spacer do city paromilionowej metropolii. na jednej z ulic siedzialy panienki. gwizdaniem nas zapraszaly. wiekszosc tych pan prowadzi swoj bisnes tutaj od lat, ich ogromne ciala wskazuja raczej na siedzacy lub lezacy tryb zycia / pracy oraz na niedobor ruchu. teresa zlapala ostroznie za moje erotyczne epicentrum i z ironicznym usmiechem dodala tekst —>dobrze wygladasz chlopcze, wiem jak sie z wami obchodzi. za pare euro mozemy we dwoje miec sporo przyjemnosci w oddalonym o 20 metrow hotelu.
    pozostalem gentelmenem i przemilczalem, ze rowniez z wolnym wstepem do zadnego grzechu z nia nie dojdzie. panienki pozostaly niewzruszone, ich dobry humor mogl wynikac ze spozywania kolejnego posilku.
    trzymajac w dloni zielonego kokosa i saczac przez plastikowa rurke jego zawartosc bylismy zgodni ze stefanem, ze co kraj to obyczaj.
    sa w afryce dalecy krewni ludziny, pawiany, ktore to przy powitaniu i czynia to tylko meskie osobniki ktore sa bardzo dobrze ze soba zaprzyjaznione, nawzajem dotykaja partnera genitali. jak to nazwal jeden z naukowcow badajacych zachowanie pawianow, jest to wyraz najwiekszego obopolnego zaufania z uwagi na ogromne szkody jakie to jeden z konkurentow przy takim pozdrowieniu moglby wyrzadzic drugiemu. tylko przyjaciele moga sie chwytac za genitalia. i czynia to nie tylko przy powitaniu lecz rowniez jesli planuja wspolne przedsiewziecie.
    czy tego typu zachowania przywiezione zostaly wraz z niewolnikami z czarnego ladu na dziki polnocny wschod ameryki poludniowej? odpowiedzi na to pytanie dociekac nie bede. wieje constante 18 wezlow, woda i otoczenie o stalej temperaturz 28°C. czas na kolejna parogodzinna przyjemnosc oczywiscie na wodzie. na inne szkoda tracic sil.
    cieplo pozdrawiam blogotworczynie pisatych i cytatych

  26. pro-fan Says:

    @ogonek,
    pozdrawiam; zazdroszczę!

  27. basia Says:

    Pro-fanie, jakbyś mi z ust (i głowy) wyjął…😀

    Ogonku, co za przygody, co za obrzędowość!…😮 😀

    Ciepło, radośnie i przytulnie odpozdrawiam Wszystkich! :D…

  28. TesTeq Says:

    Stefan z Ogonkiem w Krainie Wietrznych Pawianic? To ja już wolę Pabianice!

  29. basia Says:

    Pabianice… no tak – (prawie) pole rażenia prawdziwego mężczyzny, pana Leszka… ciekawe, czy ten też lubi jakieś sporty wodne?…🙄

  30. basia Says:

    Nb
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,12811506,Kierowca_autobusu__wy_sloiki_wiecznie_macie_problem.html

  31. TesTeq Says:

    Filozofem chciałbyś zostać?
    Dajmy na to – być stoikiem?
    Nie przyjeżdżaj do Warszawy,
    Bo cię ochrzczą tu słoikiem!

  32. pak4 Says:

    No i spieszę z newsem, a Gospodyni szybsza i to o ponad 2 godziny!😐

  33. pak4 Says:

    Oczywiście, z gratulacjami za szybkość reakcji dla Gospodyni!🙂

  34. basia Says:

    Tak, w dzisiejszych czasach tajming jest wszystkim – i dla siedzących* przed kompami, i dla stoików tudzież innych filozofów!…😉 😀 😀

    __________
    *siadających do nich na chwilkę o poranku…🙂

  35. Anonimowa Celebrytka Says:

    Pro-fanie, są tacy, dla których „przygoda” wyprowadzenia się od rodziców, na drugą czy trzecią ulicę, nie może się zmaterializować.

  36. owcarek podhalański Says:

    No to marsz! Ze skrzynią…
    …słoików

    Bajuści. Słoiki pokutne – obowiązkowo!😀

  37. basia Says:

    I dojść do końca obowiązkowo — troszkę dalej, niż na drugą czy trzecią ulicę!…😛
    😀 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: