Z psem w góry?

Czy wiedzą państwo, komu prawie nigdy nie mówię „cześć” czy „dzień dobry” podczas wędrówki?
Pewnie się już domyślają – właścicielom czworonogów hasających luzem po parkach narodowych, rezerwatach, lasach.

Sprawa jest w zasadzie prosta: w myśl polskiego prawa na wiele obszarów pagórskich zwierzak nie powinien był w ogóle wejść.

Ustawa o ochronie przyrody z 1991 (nowelizacja z 16 kwietnia 2004) stanowi bowiem co następuje:

Art. 15.1.16

W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się:
wprowadzania psów na obszary objęte ochroną ścisłą i czynną, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych w planie ochrony oraz psów pasterskich wprowadzanych na obszary objęte ochroną czynną, na których plan ochrony albo zadania ochronne dopuszczają wypas;

W lasach zaś (Art. 30.1) zabrania się „tylko” puszczania psów luzem…

Aliści… Jak to w Polsce (i społeczeństwach z podobną mentalnością) – skoro możliwe byłyby wyjątki – znaczy, iż są same wyjątki. Brak planów ochrony dla jakiegoś obszaru interpretujemy na naszą korzyść. Najpierw psiak biegnie w kagańcu i na smyczy, wkrótce… żal zwierzaka a poza tym „nikt nie idzie”.

Żebyż jeszcze właściciel potrafił zapanować nad swym pupilem – niewychowanym albo słabo, otumanionym niezwykłymi doznaniami zapachowymi!… Scenek podobnych (6. akapit) i gorszych widziałam w górach i pagórach sporo. Zwierząt niedopojonych albo wręcz spragnionych – też niemało.
— Wciąż normą jest podejście podobne do zaprezentowanego w konkluzji tego tekstu:

Wyprowadzając psa bez smyczy nie sposób przestrzegać wszystkich przepisów prawa np. choćby już cytowana wyżej ustawę o ochronie przyrody i zakaz płoszenia zwierząt gatunków chronionych w okresie lęgów i wychowu młodych. Wiele osób decyduje się na łamanie przepisów dla swojego czworonożnego towarzysza. Na każdej łące w lesie czy zagajniku żyją dzikie zwierzęta a nasz pies zawsze ich znajdzie szybciej niż właściciel zdąży zareagować np. zapinając psa na smycz. Nikogo nie powinno też dziwić, że leśnicy czy myśliwi zwracają uwagę na łamanie prawa.
Pocieszające jest to, że wielu z nich też jest właścicielami psów i łatwiej im zrozumieć motywy działania tych, którzy to prawo łamią. Zapewne jest to powodem rzadkiego nakładania kar finansowych na nie przestrzegających przepisów.

Nie zapominajmy, że, oprócz chronionych zwierząt, po parkach, rezerwatach i lasach przemieszczają się czasem ludzie… także mali… Spodziewając się jako-takich postępów w respektowaniu umowy społecznej. Tak zwanej.

Odpowiedzi: 29 to “Z psem w góry?”

  1. pak4 Says:

    1) To niestety typowe — jakiś czas temu czytałem ‚obronę rowerzystów’ (w nieustających przepychankach rower-samochód-nogi pieszego) — wydawało się, że rowerzyści to ludzie nowocześni, a tu nie — „Co ja będę jechał ścieżką rowerową — w przepisach jest, że mam obowiązek nią jechać, gdy prowadzi w tym samym kierunku, a ja nie widzę jej końca bo krzaki zasłaniają, więc nie wiem, czy to ten sam kierunek, więc jadąc chodnikiem nie łamię przepisu…”.
    2) Ale — rowerzyści są o tyle nowocześni, że jakieś przepisy jednak znają. Podejrzewam, że większość doggerów (choć nie wszyscy) nie tylko przepisy ma w nosie, ale nawet nie wie, co w tym nosie ma.

    PS.
    O! Trafiło mi się kiedyś, w rezerwacie, omal nie zostać stratowanym przez sarnę. Bo piesek innego spacerowicza nudził by się na smyczy….

  2. TesTeq Says:

    Przepisy?

    Są po to, żeby chronić moje prawa. Moje i tylko moje!

    Ale przecież nie mogą ograniczać mojej wolności, za którą Naród przelewał krew!

  3. Joszko Says:

    „Podoba mi się” uzasadnienie łamania prawa, zaprezentowane w cytacie.
    Dla dobra pupila…😦

  4. Joszko Says:

    PAK4, najgorsze jest, że oni często pędzą po chodnikach z drugą prędkością kosmiczną!

  5. pak4 Says:

    @Joszko:
    Jednocześnie rozmawiając przez komórkę😉 (Widziałem, widziałem — pani na rowerze slalomowała po chodniku między pieszymi nie odrywając komórki, trzymanej w lewej ręce, od ucha.)
    Ale nie chciałbym wytykać palcem akurat rowerzystów — bo w tych przepychankach zwykle ukazuje się obraz niedobry, że zwaśnione i obrażone nieumiejętnością zachowania i poszanowania praw grupy są siebie godne😦

  6. Joszko Says:

    W warunkach drogowych jest to łatwiejsze: rowerzysta bywa pieszym, a może i ma prawo jazdy.

    Pies w rezerwacie musiałby się wcielić: w swojego właściciela😉 , w zwierzynę chronioną, w innego człowieka, w jego małe dziecko, i tak dalej.

  7. Joszko Says:

    Ech Joszko – CO jest łatwiejsze! – zrozumienie grup o „konfliktowych interesach”.

  8. basia Says:

    Właśnie… — czy to aż takie trudne dla Polaka – postawić się w położeniu innych osób i grup?
    Także w położeniu zwierząt, które rzekomo kochamy, choć nieco innych, niż te, które posiadamy?

  9. nietoperek Says:

    trudne bo
    polaki chorują na czubko-nosizm

  10. nietoperek Says:

    nie tylko polaki

  11. basia Says:

    Do tej pory słyszałam tylko o nosaciznie… kupuję!

    (Pojęcie nowe, nie chorobę, rzecz jasna ;))

  12. TesTeq Says:

    Po co mam się stawiać w czyimś położeniu? Albo kłaść się w czyimś postawieniu?

    Wystarcza mi moje położenie i mój pies biegający tam, gdzie chce. Mój pupilek kochaniutki. A w kagańcu i na smyczy to se sami chodźcie, pseudoekologiczne wykształciuchy❗

  13. Nieroberek Says:

    Kupcie se cziłałę. Gdy się zbliża leśniczy albo strzelec – w kieszeń plecaka, i tyle!

  14. Anonimowa Celebrytka Says:

    Psy, które widuję w górach i lasach są bardzo rzadko maleńkie. Coraz częściej mamy do czynienia z wypasionymi olbrzymami, i – niestety – niewyszkolonymi.😦

    Ogólniejsza uwaga: człowiek na ogół życzyłby sobie przestrzegania prawa przez wszystkich, byle nie jego samego. Ale jak to się dzieje, że w tylu krajach po prostu „tego się nie robi”, „tak nie wypada”, „zobaczą mnie sąsiedzi, szef, nauczycielka moich dzieci, lekarz ojca czy prawnik szwagra… i czy mi się opłaci? – te przepisy chyba są „po coś”…”?

  15. pro-fan Says:

    @temat
    polscy znajomi relacjonowali, jak kiedyś właściciel dużego psa biegającego bez kagańca po rezerwacie ścisłym rzucił się z pięściami na ich syna, bo ten chciał zdokumentować telefonem wykroczenie, jakiego świadkiem był on sam i raczej przerażona córeczka jego, wówczas około pięcioletnia.😦

  16. jankora Says:

    Są i inne sytuacje, gdy pies powinien być w kagańcu i na smyczy.
    Dziś widziałam co najmniej pięć takich wykroczeń.😦

  17. basia Says:

    Same słuszne spostrzeżenia i postulaty! 😀 😀 😀 😀 😀 —
    dodam tylko, że:
    1. Współcześni wolni strzelcy czasem strzelają szybko
    2. Dziś widziałam na krótkim spacerze* w rezerwacie (krajobrazowym) n-1 zwierzaków (dużych) bez kagańca czy smyczy.
    „Jeden” to jakiś rotwajler, pitbul lub tp., którego pan (ca trzydziestolatek) przywołał i zasmyczył gdy mnie zobaczył idącą z naprzeciwka. Inne duże czworonogi spotkałam w znacznie bardziej uczęszczanych okolicach i ich opiekunowie nawet nie mieli przy sobie żadnego z dwóch ‚akcesoriów restrykcji’, by ‚w razie czego’ móc udowadniać, że to tylko na chwileczkę, z wielkiej miłości do zwierzaka.
    Małe zwierzaki były zasmyczone… jakoś.

    _____
    *do 25C i cuuudnie — szkoda, że tak krótko!

  18. TesTeq Says:

    Małe chodzą na smyczy, a duże nie, bo właściciele boją się im założyć smycz, o krańcu nie wspominając.

  19. owcarek podhalański Says:

    Ba mom nadzieje, ze nifto sie nie gniewo, ze lobby owcarków podhalańskik wymogło na ustawodawcy mały wyjątek, ftóry widnieje w wyzej zacytowanym przez Basiecke Art. 15.1.16?😀

  20. abnegat.ltd Says:

    No wlasniem mial pytac – jak by Owczarek mial do Bacowki dotrzec? Trzymajc wlasna smycz w – excuses moi – pysku?

  21. pak4 Says:

    @pro-fan:
    Coś podobnego przerabiałem, choć skończyło się na powarkiwaniu właściciela. Wyglądało na to, że właściciel świetnie wie, że postępuje niewłaściwie, ale póki nikt tego nie udokumentował było dobrze…

    @Anonimowa Celebrytka:
    Nie wiem, czy aż ‚człowiek na ogół’ — opisujesz popularną postawę, ale mam wrażenie, że postawę wynikającą nie tyle z natury człowieka, co z kultury lekceważenia prawa oraz dość specyficznego sposobu wpajania etyki do głów młodych ludzi.

    @Basia:
    N-1? Hm… ja widziałem w parku, gdzie też jest zakaz chodzenia z psem bez smyczy, chyba n-3, czy n-4. Większość, dodam. A najlepsze jest to, że w tymże parku jest specjalna, ogrodzona strefa dla psów, by sobie mogły bez smyczy i kagańca pobiegać. I nie mogę sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek widział tam kogoś z psem.

  22. basia Says:

    Testequ, takie mam czasem wrażenie (że duży-groźny pies rządzi i ciągnie właściciela gdzie chce, grożąc i szantażując w razie potrzeby)…🙂

    Owczarku, Mały wyjątek jest w istocie sporą misją – jak jesteś w pracy a nawet na służbie, przysługują Ci inne prerogatywy…🙂

    Abnegacie, i to jest myśl: kaganiec w pysku a smycz ślicznie umotana na szyi, niczym korale (niekoniecznie czerwone) – ciekawe, może rodacy to praktykują, tylko ja nie wiem/nie spotkałam?…🙂

    PAKu, te strefy wybiegowe dla psów w dużych parkach to zjawisko ‚odwieczne’ w UK. Na przykład moi pierwsi pracodawcy londyńscy dowozili psa do takiej w Hyde Park aż z Hammersmith. I w zasadzie tylko tam oraz w niewielkim ogródku własnym mógł sobie pohasać. Plus na ich weekendowym rancho; w którego okolicach też były/są spore obostrzenia, jak się można domyślać…🙂

  23. pak4 Says:

    @Basia (odpowiedź dla Abnegata):
    Ja takie cuś widziałem rano w drodze do pracy — smycz zawiązaną prawie na kokardkę😉

  24. TesTeq Says:

    basia mówi: grożąc i szantażując w razie potrzeby

    W tym względzie akurat się nie dziwię – w razie potrzeby, każdy gotowy jest grozić i szantażować – zwłaszcza wtedy, gdy znajduje się po niewłaściwej stronie drzwi do toalety…

  25. TesTeq Says:

    A kangury?
    Można w góry?

  26. basia Says:

    W zasadzie to kangur mógłby potrafić ładnie wytransportować marudera do dowolnej góry… Tylko czy jest chroniony przez polskie prawo, by móc się znaleźć w parku nar. albo rez. ścisłym?💡

    Smycz na kokardkę? – słyszę, że salony piękności pieskiej wyrastają na bzinesowo-towarzyskiej mapie miasta mego niczym grzyby po ostatnich deszczach (pięęękne kanie widziałam… niestety już zebrane ;)) — więc zapewne jest to krzyk (szczek) ostatniej mody…🙄

  27. mru Says:

    a może ustawodawca tak chciał – smycz w kokardkę i na szyi, a resztę dodali nadgorliwi obywatele?😛

  28. Asia Says:

    Nawet mi nie mówcie! To, co w Polsce wyprawiają psy (czytaj ich właściciele) to zgroza! Gdy widzę, na smyczy czy nie na smyczy, nigdy nie wiem, co mnie może spotkać w następnej sekundzie. Podobnie zresztą czuję się na szosie.
    A mieszkam poza tylko kilka lat.

  29. basia Says:

    Asiu, do dobrego się człowiek łatwo przyzwyczaja… 🙂

    Mru, coś może być na rzeczy… – nadgorliwy obywatel chcący kontrolować wszystko i wszystkich trzymać na za-krótkiej smyczy… Lecz mówią, że niektórzy politycy też tak mają…🙂

    Tu pogoda ‚pod psem’ (sorry doggies! ;)) – w kontraście do wczorajszych październikowych tropików (!)… cóż, trudno, gorsza połowa roku nieuchronnie nadchodzi…🙄

    Znają Państwo tę rozrywkę-rekreację http://www.bbc.co.uk/news/uk-19855126 (water jet packing) – ja poznałam ledwie chwilę temu… Może za kolejną chwilkę będzie to dyscyplina olimpijska?😮 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: