Niezły pasztet

Krzysztof cierpliwie czekał na pasztetowy przepis.
Doczekał się wreszcie.
Ale czy będzie usatysfakcjonowany?

Bo w temacie pichcenia to ja byłam strict, dilligent and very serious indeed tak gdzieś do 18 roku życia. Gromadziłam przepisy i doświadczenia, co skutkowało; spędzałam czas, co dawało efekty. I nawet przeniosło-przewlokło się na okres studiów, kiedy z upodobaniem urządzałam liczne przyjątka dla licznych znajomych. Akademikowe a jednocześnie baaardzo salonowe.

A potem było tylko… nie żeby gorzej, o nie… ale z jednej strony prościej (o czem ugwarzaliśmy tu i tu… i pewnie jeszcze gdzieś, lecz starość nie radość – trudno o myślny przegląd-na-żądanie prawie dziewięciuset wpisów)…
…a z drugiej – bardziej nonszalancko.

Zatem już prawie nigdy: 5 jajek i tyle ile zaważą jajka – mąki i cukru, plus łyżeczka płaska proszku do pieczenia — lecz na oko; czasem cukru mniej – wówczas ‚prawdziwszy’ biszkopt, czasem więcej – wówczas skórka jak na flagowym kawalerskim cwibaczku Taty.

Tak i z pasztetem onym, co niby trudny i pracochłonny, co to go trzeba chcieć i umieć… przyrządzić… zapamiętają państwo
p r z y r z ą d z i ć

Bo jak wiadomo, Polska, ojczyzna nasza a także szerszy świat dostatniejszy, zanurzyły się bez reszty w gotowanie na ekranie, papierze, papierowej tacce, internecie, gazecie…
Zady puchną, portfele (które na tyle innych celów mogłyby) – chudną… a ty przepis daj, przepis daj… zaawansowani wołają nawet o receptę!… – o medice, kurate kuratelę!

Do jakiej nędzy należy upuścić swój wachlarz przeżyć zmysłowych, by kubki smakowe zatombakowały-zaplombowały wszystkie inne doznania — nie odważę się nawet zacząć dociekać. Dociekliwi wiedzą wszak, że czasem zaglądam do pewnego blożku kulinarno-mieszanego… Jeśli nie mogą być świetlanym przykładem – niech choć będą straszliwym ostrzeżeniem! (A przepisik i sposobik nowy lub dodatkowy silnemu nie zaszkodzi – zwłaszcza w erze kontrolce-kontrolfau.)

Lecz do adremu czyli pasztetu powróćmy.
Prościzna! (Jak większość działań kulinarnych). Chęci trzeba, skupienia, czasu trochę i dobrych składników. W tym przypadku miąs różnych. Nigdy nie wiem, ile mam, bo jak dotąd dostaję w prezencie z idealnego źródła. Na dwa ostatnie seanse – koźlęcinę. Bywała cielęcinka*, indyk, kurczak, królik, mieszane… W obliczu ‚piekielnej motywacji’** można nawet wejść w konszachty z wieprzowiną (podroby, miąsy tłuste, wsio!)

Czasu trzeba po pierwsze primo. A po drugie – kilo podrobów, niech będzie, że z przewagą wątróbki, i kilo przetłuszczonego ‚innego’. Owe gotujemy z dodatkiem laurów, angliczanów i pieprzu w kulkach – wątróbkę krótko a inne długo (aż odejdą od kości jeśli przy niej siedzą). Można w warzywach gotować – selerach, liściu kapusty, marchewce.

Potem przepuszczamy to ugotowane przez duże sito maszynki do mielenia a jeszcze potem – przez małe. Są tacy (obu płci) co swą samoocenę fundują na liczbie przemiałów, ale tuszę, że świerk*** takowy, dżobsy i dżobsiki niepotrzebne piętrzący (na pośmiewisko innym i własny niedoczas w sprawach ważnych) nigdy tu nie zagości… mądrej głowie dość dwa razy.

Bo i tak pracy będzie sporo: 4 cebule spore posiekać i na oleju zeszklić (saute brzmi nieźle a jak zna się termin od zawsze – użyjmyż go używając żywota, wszak żyjem tylko raz!) – do cebul doszkliwiamy nieco czosnku i nawet imbiru a także ususzonych lub świeżych papryczek chili (pytają jak robię – to mówię) – i toto też przez maszynkę (można od razu na drobnych sitkach, tylko potem żeby się nie zapodziało na jakim brzegu miski miąsowej zanim drugi raz przez maszynkowe inferno przejdzie).

Przez inferno owo mogą też warzywka niejakie z tego rosołku, cośmy w nim warzyli. Wywar się przyda, kiedy 4 jajka w masę wmieszawszy (zwolennicy sztuki dla sztuki każą pewnie białka bić oddzielnie – boć pianka bieluchna tak się dobrze kojarzy!) i pół półkilogramowej torby bułki tartej dosypując (ach, co za profanacja! – bułeczkę całą ususzyć albo dwie, w mleczku wrzącym namoczyć, potem odcisnąć, przemleć – zawoła pewnie niejeden purysta bułkotarty i nieoskórkowany…)
…gdy zauważymy, że masa nieco suchą się zdaje, a przecież podczas pieczenia sporo z niej jeszcze odparuje — wówczas domieszać rosołek – ma wiele galaretki, zatem sklei rzecz ładnie i smaczek podrafinuje. Podstawowo go podsmaczą sól, pieprz, papryka jak kto lubi, dalej trochę śródziemnomorskich (mało na początek), majeranek, pieprz ziołowy… gałka muszkatołowa pewnie też, ale coś ostatnio pusty jej słoiczek widzę na zapchanej (pełnymi) przyprawami półce mej. Na pierwszy raz nie eksperymentować przyprawowo, żeby nie było na mnie!

Formy wysmarowane bułkujemy (albo otrębujemy). Niektórzy wykładają dno plasterkami boczku, słoniny albo czego (lecz ja takich niebezpiecznych tłustości nie trzymam – a nużby mnie naszła chętka toto zjeść?! O_O)
Wkładamy masę… formę wsuwamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy aż się upiecze.

Jak nagrzanego – nie powiem bo nie mam termometru ani obiegu, ani nawet okienka. Można po jakimś czasie zredukować a wierzch(y) przesłonić alufolią.

Najwięcej czasu zabiera mi mielenie bo maszynkę mam małą, ręczną, przytwierdzaną do taboretu. Ale jak sobie człowiek ustawi radio albo podcasta jakiego – czas szybko bieży i za chwilę pasztet w formie leży.

Nieco zmęczeni leżymy na sofie (jeśli mamy luksus wolnego kwadransa) zarzekając się, że to było ostatni raz na długo. A potem aplauz, zaangażowanie i prośba o dokładki… chętka na kolejny popisik-eksperymencik… może więcej tej czerwonej/różnokolorowej papryczki… albo trochę selera… albo…

Bo to, co jest rewelacyjne w kuchni – to twórczość właśnie. Żeby wykorzystać składniki po swojemu i żeby smakowało fajnie i niepowtarzalnie.
A nie gonić za prababciowym ‚ale to już było i nie wróci więcej’…

Na motywach prababciowych?… ostatecznie można… ;D

______
*tuż po mojej legendarnej 24-dniowej głodówce był 1 grudnia i wystartowałam z produkcją pasztetu na imieniny… jeśli ktoś nie wie, co to jest wilczy głód gdy zaczynają się uaktywniać wszystkie receptory ‚uśpione’ przez tak długi czas – niech wyobrazi sobie zimny poranek na zimnym strychu i żeberka tudzież inne wątróbki perkoczące mile z dodatkiem liścia, ziela ang, pieprzu.
**wieprzowina – jak wiadomo droga ku zagładzie – wystarczą te wszystkie okazje, gdy faszerują nas nią inni a my robimy dobrą minę do gry
***kto woli ‚świrek’, niech ma ;/

@@@@ – lecz na SAMYM początku były Pocztówki: Obesity; O2 – the people and their habits; O3 – the industry; O4 – the remiedies; Salmonella, e-coli and the BSE; Fat: the issue of class, the issue of freedom

#### Hmmm – wypadałoby też (po-d)ciągnąć ten TURBOINDEKS, co się go zaczęło… Polska w budowie, blog w nieustannej budowie… Hmmm… ;D

Odpowiedzi: 45 to “Niezły pasztet”

  1. nietoperek Says:

    pasztet w samo południe

    nietoperek nie jada
    😛

  2. nietoperek Says:

    💡 chyba żeby naprawdę niezły

  3. basia Says:

    Są tacy, którzy nie zaprzeczą…
    …po drugie – jako, że to jeden z najbardziej „twórczych” specjałów — dosmaczyć i ogólniej wypracować własny styl może Szanowny Nietoperek osobiście…😀

  4. basia Says:

    PS, żeby wpis był nieco bardziej instruktażowo-przepisowy (jednak ;)) — dodam, iż w czasach tuż-postudenckich (i prodiżowych) zabawiałam się też w ładne przekroje pasztetowych plasterków: wkładając do masy (przed pieczeniem) a to ugotowane na miękko i ładnie obrane jajka, a to grzyby leśne czy pieczarki (marynowane, solone, chyba świeże też), a to śliwki kalifornijskie, a to paseczki podłużne marchewki, ogórka kiszonego czy korniszona… – ma sens zwłaszcza gdy planowana jest natychmiastowa albo szybka konsumpcja.

  5. zawada Says:

    Poproszę o dokładkę.🙂

  6. pak4 Says:

    @nietoperku,
    jeśli niezły? lepiej weź przykład z zawady!

  7. basia Says:

    A dokładka ze słoika okej?🙂 — Mama robi na ogół* delikatne wersje drobiowe i pasteryzuje je w twistach…🙂

    ______
    *choć pierwsze pasztety, jakie pamiętam, były robione z królików

  8. basia Says:

    We wrześniu nie robię… najwcześniej w grudniu (jak się będzie chciało i czas miało :P)😀

  9. pak4 Says:

    Już chciałem dać dobre świadectwo efektu końcowego, a tu taka deklaracja… Trzeba ślinkę cieknącą poskromić😛

  10. basia Says:

    Ha, ‚już chciałem’… – szantażykiem zapachniało! 😛 😛 😆

  11. nietoperek Says:

    https://picasaweb.google.com/100017103147766566592/Lato2012#5782776044572562450

    spice up your lives!

  12. pro-fan Says:

    @pak4
    ja się oblizałem starannie zanim weszłem do tego salonu.🙂

  13. pro-fan Says:

    albo – „wszedłem”

  14. basia Says:

    Didżeju Nietoperku, tak, jak Spice Girls nie zapomniały swoich rutyn tanecznych, tak i ja nie zapomniałam o Twej dla nich (dziewcząt i rutyn) atencji (już tu wszak ujawnionej)… nawet o czerwcowej prośbie zdjęciowego Komentatora nie zapomniałam…😉 😀

    Pro-fanie, jak dobrze ułożony kotek?😉 😀

  15. szymonski63 Says:

    Bardzo dziekuje za przepis. Najbardziej zafrapowalo mnie: sliwki i marchewka w Twoim komentarzu. Oczywiscie zapomnialem, ze konieczna jest watrobka.
    Dzieki.
    Krzysztof

  16. TesTeq Says:

    Lubią chłopcy i dziewczyny
    Trochę warzyw i padliny,
    Lubią też mięsnego jeża,
    Nie wiem, dokąd świat nasz zmierza…

  17. basia Says:

    Szymonski63, witam Cię serdecznie!🙂 (choć chyba tu już jesteś zakotwiczony, tyle że pod od-imiennym nickiem :))
    — To nie jest klasyczny przepis a raczej obrys-zarys dla zaawansowanych… Lub na zanętę dla napalonych na częstsze relaksowanie się w kuchni w przyszłości… Jak się ma tak zwaną audiencję do konsumpcji i doceniania – owe seansy relaksowe okazują się (w przypadku kilku znanych mi panów średniego i młodszego pokolenia) częstsze i jeszcze coraz częstsze…😀
    W blogu okołokulinarnym Piotra Adamczewskiego (link w tekście wpisu) jest też przejście na stronkę PP Redaktorstwa… małżeńsko-kulinarną, że się wyrażę. Tam są wszelkie przepisy, jakich dusza pragnie.
    A poza tym gdy wpiszemy dowolne hasło w wyszukiwarkę – za kwadrans nasza wiedza ugruntowaną i usystematyzowaną jest… często przy udziale instruktażu wideło😀

    TesTequ, ja padlinkę* lubię-doceniam, jednak obejść się też potrafię…
    Z Mięsnym Jeżem czy bez — świat zmierza ku degrengoladzie a potem całkowitemu upadkowi… jeśli nie teraz, to po sześćdziesiątce tylko najlepsi z nas będą innego zdania – zobaczysz!😈 😀

    ______
    *Tato używał też słowa ‚habelina’… może przez ce-ha, w piśmie tego nie widziałam😀 a od niedawna Carcassone kojarzy mi się nieprzyjemnie z carcass — tyle może zerkniecie na dwa sfotografowane zewłoki w krótkim czasie… i cóż, że po smakoszowsku doprawione…😕

  18. owcarek podhalański Says:

    A potem aplauz, zaangażowanie i prośba o dokładki

    I to mnie zmartwiło. Basieckowym gościom tak smakowało, ze zjedli syćko i dlo nos, blogowej ferajny, nie zostało juz nic😀

  19. basia Says:

    Jakże nic?!😮 — tu zostało… i tu na duuużą dokładę… a co najważniejsze – motywacja do twórczości własnej została…😀

    (Aplauzu ci u nas dostatek, lecz każdą dodatkową porcję też przyjmiemy z wdzięcznością… :cool:)

  20. zawada Says:

    Szymonski63, czy nie lepiej reklamować swoich zdjęć, zamiast niebieskiego znaku Gravatar, czy jakie licho?
    Do rubryki „Witryna internetowa” wklej po prostu Twój adres Picassa.🙂

  21. nietoperek Says:

    nauki i nauczki dzielmy na
    jakie to proste
    jakim ja mądry

    gospo poplątała sprawę
    bo z jednej strony zarzeka się że prosto
    a z drugiej zapętla na ful😛

    ps spajsing-ap forever😀

  22. zawada Says:

    Przypuszczam, że nie jest „w poetyce wpisu” prosić o szczegółowe wyjaśnienia.
    Jednak to zrobię:
    Jak doprawić, by z jednej strony pasztet nie był „mdły” a z drugiej nie przeszarżować?
    Pyta pasztetnik bez doświadczenia, ale któremu kuchnia nie jest obca.🙂

  23. TesTeq Says:

    Pasztet lubi pływać❗
    Pasztet z wozu, babie lżej❗
    Im dalej w las, tym więcej pasztetu❗
    Osiołkowi w żłoby dano: w jeden pasztet, w drugi siano❗

  24. gk Says:

    Na górze róże
    Pasztet w brandrurze!

    Spróbuję wykonać, dzięks. Pozdro!😀

  25. pro-fan Says:

    @temat,
    też bym może zrobił?

    tylko gdzie tu u mnie dostać podroby?

  26. abnegat.ltd Says:

    Pasztet to jedno – ale jak w domowym zaciszu wyprodukowac kiszeczke?

    …kot by sie znalazl…

  27. mru Says:

    mrrrr…
    kot
    jako biorca?…
    czy
    👿
    może
    mrrrrr
    wrrrrrrrr
    dawca?
    :mrgreen:

    wrrrrrrrrrr

  28. Asia Says:

    Kici, kici… głask, głask – nie bój się, obronimy.😉

    Witajcie!🙂

  29. owcarek podhalański Says:

    Jakże nic?! — tu zostało… i tu na duuużą dokładę

    Bajuści! Ale teroz juz oba te zdjęcia som nieaktualne, bo syćko zjodłek (ze smakiem!), więc te syćkie formy som teroz puste😀

  30. pak4 Says:

    @Abnegat:
    Ktoś zamawiał kiszkę? Prosz: https://picasaweb.google.com/112405791873414441310/RoznosciSpotkaneNaUlicach#5785669880061871474

  31. basia Says:

    Nietoperku, zapętlam stylistycznie, bo tekst musi być (nieco) rozrywkowy a jednocześnie zmuszać do wczytania się weń (wystarczy, że się prześlizgujemy przez liczne produkcje portalowe i gazetowe)… dlatego zapętlam i Najlepszych to nie zniechęca 😀

    Zawado, w kwestii doprawiania moja Mama i ja są ze szkoły, że doskonałe delikatne składniki nie mogą być ‚przesmaczone’, bo i po co?! Warzywa (w tym aromatyczne) robią swoje, a potem wedle gustu ale nie za wiele. U nas w Domu miłośnicy ostrzejszych wrażeń podprawiają sobie czasem pasztet mamy keczupem – domowej produkcji, rzecz jasna😀
    Co znaczy ‚nie za wiele’? Próbować trzeba, bo gdy powiem, że pół płaskiej łyżeczki pieprzu na tę objętość, jaką podałam – wówczas też nie wiem, czy użyjesz pieprzu wcześniej przemielonego (i.e. nieco zwietrzałego), czy też świeżego, z młynka. Jeden z fachowców przychodzących do nas w celu uporania się z prosiakiem, miał na wszystko miarki, przeliczniki (na siekany czosnek też) a potem jeszcze smażył małe próbki produktów i dawał do spróbowania zleceniodawcom. Inni robili ‚na oko’ i też było pyszne. Przypuszczam, że na mięsie czerwonym bardziej bym zaszalała przyprawowo, ale delikatnego mi po prostu szkoda.
    Powodzenia!😀

    TesTequ, Im dalej w pracowitość, tym więcej pasztetu! 😈 😀

    GK, Powodzenia!😀
    Nb, że też jeszcze ktoś oprócz mnie wie, co to brandrura! 😀

    Pro-fanie, tam, skąd klepiesz faktycznie bywają problemy z zaopatrywaniem się w różne takie… w towarzystwo leniwych ludzi popadłeś… i posiłków zapakowanych fabrycznie, że tylko do mikrofalówki😛 — lecz nie ustawaj w poszukiwaniach albo przyjedź na ojczyzny łono na paszteto-produkcyjne wakacje!😀

    Nawiasem — to JEST POMYSŁ: Polska jako kraj zdrowej, naturalnej żywności (i dostępności półproduktów), specjalizująca się ‚wakacyjnie’ w uczeniu Anglosasów (nie tylko dzieci!), jak gotować ‚from scraps’!…😀

    Abnegacie, no problem at all; maszynki, nawet mała moja, mają wysięgniki kiszkoprodukcyjne, „opakowanie” do kupienia (zarówno naturalne, jak i plastikowe), teraz tylko wampirka znaleźć (lecz sądząc po popularności serii Twilight, ich populacja w przyrodzie niemałą jest…)
    Domniemywam, że chodzi Ci o kiszkę krwistą, czyli kaszankę? 😀

    Asiu, Mru uspokojony, jak mniemam? 😀 😀

    Owczarku, jakże puste – sprawdzałam, pełne są i pachnące — psze się częstować do woli (lecz nie do nacisku na ścianki żołądków swych! :twisted:)! 😀

    PAKu, on nie zamawiał, on chciał produkować w zaciszu… Ciekawe, czy choć umie ‚nadziewać’… – tak, aby przestrzeni powietrznych wewnątrz takiej kiszeczki czy wiejskiej kiełbaski nie pozostawić?…🙄 😀

  32. basia Says:

    PS, z prognozami pogody też jest niezły pasztet: wczoraj z oglądu kilku konkurencyjnych wynikało mi, iż mam się smucić z faktu nie-posiadania całej wolnej soboty… aliści nocny deszczyk ukołysał miło a teraz szarość zaokienna dalej rozleniwiająco uspokaja.
    Wczoraj odwrotnie – miało być szaro, było kolorowo…😀 ❓

  33. ogonek Says:

    no coz,
    kto pozno przychodzi sam sobie szkodzi. dobrze, ze jeszcze nie pozmywano😆

  34. basia Says:

    —coś tam się jeszcze powinno pałętać w zamrażarce…😛😀

    Pozmywa się… potem się znów rozłoży kram… Zresztą ja się szczycę (najczęściej sama przed sobą :roll:) z przyjemności realizowania różnych bardziej zaawansowanych produkcji bezbałaganowo bądź prawie…😉

  35. pro-fan Says:

    @basia,
    zgłoszę się na kurs, obiecuję!🙂

  36. TesTeq Says:

    Ale pasztet! Ja nie mogę! Chyba z kaszalota…

  37. nietoperek Says:

    gdzie Testeq gdzie?😮

  38. Tom Says:

    Rzeczywiście niezły, mówię Wam!🙂

  39. TesTeq Says:

    Pasztet na plaży
    Wątróbkę swą smaży,
    I boczek zbyt tłusty,
    Jak na moje gusty.

  40. owcarek podhalański Says:

    Owczarku, jakże puste – sprawdzałam, pełne są i pachnące — psze się częstować do woli

    No przecie były puste… Cyzbyś wynolazła, Basiecko, pastet samoodnawiolny?😀

  41. abnegat.ltd Says:

    Mru, kot moj zre jeno krewetki – musza byc kingi, drobno siekane. E-wentualnie surowa wieprzowinka. Siekana. Kananosek jest be, a proba spasienia go piersiami z kurczaka skonczyla sie obraza majestatu. Tak ze kiszeczka jako pasza w ogole pod uwage brana nie jest…

    Paku, linek wiedzie do niezlego pasztetu >:o

    Basiu, krwista, krwista! Kaszaneczka jest mniam, a nadziewac lubie… Passsjami…
    xD

  42. basia Says:

    Pro-fanie, może to jest faktycznie myśl… kursanctwo kwitnie w czasach kryzysu…😉 😀

    Nietoperku, Tom wie…😉 😀 😀

    TesTequ, właśnie sobie poszły precz plażowe temperatury i ciągotki…😦 😀

    Owczarku, bo to tylko takie wynalazki ludziowie popełniają co dnia?! 😀

    Abnegacie, no to Szanowny ślicznego pupila sobie wyhodował… tylko kingi, patrzcie państwo… mógłby wejść w okoliczne konszachty i odstAMpiać te nie-kingi mniej fortunnym angolskim petom…🙄 😀

  43. nietoperek Says:

    nietoperek wie że Tom wie
    ale czy Testeq też wie
    😐

  44. Tom Says:

    Ale czy Nietoperek wie, czego Tom nie wie?🙂

  45. basia Says:

    😀 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: