Tłumnie

„Ta to się potrafi zapchać!” – zawyrokował pewien górski wyga podczas wstępnego oglądu tegorocznych obrazków B z Siwego Wierchu i Królowej Beskidów.

Owszem, nawet najosobniejszym zdarzy się Krywań 1 września, i świąteczna Babia trzeciomajowo-huraganowa bądź na świątobliwe ‚zakończenie sezonu’ (tak wcześnie?!)… albo piątkowa nadfrekwencja na Rohaczach i Rysach.

Gdy w mieście spotykasz-poznajesz codziennie nowych znaczących osobników, gdy ocierają się o ciebie dziesiątki-setki anonimów na dobę – szukasz oczywiście wytchnienia. I choć nigdy nie wiadomo, kiedy ci się owo wytchnienie znudzi, zacznie doskwierać — zobaczywszy stonko-mróweczki drapiące się osławioną grzędą* na Rysy czy oblepiające sobotnio Siwy Wierch (który rok wcześniej w równie dobrą pogodę był całkowicie pusty – całodniowe wędrowanie w jego okolicach też!) – znów chciałbyś, by jedynym dylematem najbliższych godzin było czy śpiewać niedźwiedziowi The people that walked in darkness have seen a great light czy raczej …lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca.

Nie żeby tłumy nie były atrakcyjne a nawet frapujące: „ty to jesteś terrorysta, tam musimy iść, tu musimy iść!… a czy ja w te Tatry przyjechałam, by musieć wszędzie iść?!”; „ale pamiętaj, jak będzie stromo to się od razu cofamy” – wypowiedzi pań w okolicach sześćdziesiątki.
Albo na Rysowej ‚grzędzie’: podchodząca para rozkłada majdan; zupki, jabłka, maszynka, papryki… „cześć i czołem wchodzącym, smacznego lunchu w tak spektakularnych okolicznościach przyrody!” „jak się chce jeść to trzeba jeść a nie czekać na okoliczności!” – odpala ostro i groźnie trzydziestoletnia horpyna.

To znów dwoje nad Czarnym Stawem pod Rysami: „Pani tam była?… państwo tam naprawdę byli?” „Oczywiście, i wszyscy schodzący, pan popatrzy, tłumy!…” „No widzisz kiciuś, jak się chce to można… a ile się tam idzie?” „Nie pytaj ile bo my chodzimy zawsze dłużej, niż oni piszą, zresztą jak chcesz to idź, ja nie pójdę, tu miałam problemy, do tego jeziora” „Ale widzi pani…” (klaruje swej prawie-rówieśniczce prawniczka, która po rychłym zakończeniu stołecznych studiów ma naprawdę małe i realistycznie oczekiwania: nie mniej, niż 10 kawałków na rękę) „…widzi pani, my to mamy dobrą kondycję, nie będę skromna, bardzo dobrą, chodzimy codziennie na siłownię…” („4 razy w tygodniu maks!”, poprawia towarzyszkę chłopak) „…ale zacząć zawsze pani może…” „Kondycja się przyda tak czy owak” (przychodzi w sukurs świeżej znajomej B) „…dobrze jest nie chorować, funkcjonować w mieście na wysokich obrotach po 17 godzin dziennie i nie dawać się stresowi, histeriom, frustracjom…” „No widzisz kiciuś – mówię, kondycja się przyda, idziemy na Rysy… niech mi pani zrobi tu zdjęcie, i żeby były…” „Ale to co pan pokazuje to są Niżnie Rysy a Rysy tam na prawo” „To niższe?” „To dalsze…”

Dla przeciwwagi nieco niżej dosłyszymy:
„…gazela… na oko to mówię ci ona wcale nie jest jakaś sportowa… ale raz pojechaliśmy na rowery i po jakimś czasie pytam ‚odpoczywamy?’ a ona ‚no coś ty, jeździć przyjechaliśmy, nie odpoczywać!’ czterdzieści kilosów żeśmy zrobili tamtego dnia”.
Nawet jeśli dla B dzienne bezsakwowe osiągi rowerowe, którymi się można chwalić zaczynają się od 100km – każdy ma swe rysy, everesty, atlasy i kilosy. Zatem szacun i sympatia.

…Które znikną jako ten sen złoty gdy kwadrans niżej, na Włosienicy, kolejna ‚pani w słusznym wieku z mężem’ zagai że ceny fur to skandal, powinno być tyle i tyle.
„A widziała pani niektóre doliny alpejskie, jak długie są? I chodzą po nich starsi i młodzi jak mają ochotę. Jeśli ktoś nie jest w stanie przejść w tę i z powrotem tych nędznych dziewięciu kilometrów – niech sobie drepcze na dreptaku przed blokiem…”

Radykalizacja tłumu, radykalizacja jednostki w tłumie. Uciekaca!

Ta to się potrafi zapchać!
W piątek odbyło się lokalnie zbiegowisko, które pierwotnie miało się było zbiec 2 grudnia 2010 (ale śnieżyce) a potem w czwartek przed piątkiem (ale nie wiadomo co)… a potem autokar z Widnia zamiast samolota, bo w tym samolocie (nie dziura, panie pilocie lecz koła kaputt… – tak relacjonował maestro Minkowski, sama słyszałam!)
…Lecz wreszcie czary zostały przełamane jak różdżka-rulon Alciny i… Olimp, hołling sakses, cudo, mega-ivent… stellar, exorbitant, star-studded… a jeszcze u nas na żywo** znacznie lepsze nazwiska a zwłaszcza wykonanie, niż diwidi z Widnia (na miejscowych wciąż działa, żeśmy znów Wiedeń pobili)…

Tylko ta publiczność!… Nie dość, że duchota (a opera 4 godziny trwa), to jeszcze łokciuj człeku (delikatnie!) pomiędzy vendorami armatury sanitarnej, kosmetyków, czekoladek, trunków, kolejką do ubikacjones, loterii fantowej, darmowego espresso (przed 23 – bezcenne, choć nawet profani zostali przykuci przez Olimp do foteli techniką, tempem, ogniem wykonania… doskonałością panie dziejku, doskonałością…)

Tylko te kolejki… skąd masz wiedzieć, czy stanąłeś po kawę albo płaszcz na samym końcu, czy dajmy na to w połowie (i gorzej), skoro zbiegowisko takie kurturarne… – nikt nie ochrzani… (pardon – nie zbeszta, tu nie kuchnia!)

Niedźwiedzia by wpuścić do takiej szatni – z młodymi albo bez – ciekawe, jak by zareagowali?

_____
*Pan Mecenas Q ma absolutną rację! – grzęda jest qool, nawet z jej granitem wyślizganym przez Włodzimierza Ilicza i następców… i ze stopniami wyciętymi ‚w krateczkę’… piły kamieniarskie musiały zrobić kozicom niezłą pobudkę któregoś poranka!
**nikt nie rejestrował… – ‚estetyka’ (za)traceńczych gestów?!

Komentarzy 36 to “Tłumnie”

  1. basia Says:

    Pięć albumów – relacji z mojego kalendarzowo-jesiennego wędrowania:

    1. Wielki Chocz z Łączek… górka niewysoka (1611), stroma, osobna, 1000 m przewyższenia, cudo pobyt na szczycie (i balanga prawie) + Liptowski Mikulasz, Jezioro Mikulaskie oraz Łączki wodospadowo-trawertynowe i ogólnie-sielskie.

    2. Salatyny, Brestowe i Siwy Wierch z Ostrą i Babkami – dłuuugie wędrowanie z wyjściem i powrotem w okolice Bobrowieckiej Wapienicy w Jałowcu.

    3. Babia Góra, tłumna już o wczesnym niedzielnym poranku (zlot Żywczan, zakończenie sezonu z mszą oraz po prostu przepiękna niedziela.
    Płajem myśliwskim idę do nowego hotelo-schroniska, Percią Akademików na szczyt, skąd pod Krowiarki przez Sokolicę, o 12:00 jestem już w Zawoi-Widłach.

    4. Rysy po raz pierwszy od Morskiego Oka. Choć nieco później wystartowałam, niż każą moje górskie zwyczaje – najwyższy szczyt zdobyłam (przy idealnej pogodzie) sprawnie i bardzo przyjemnie a nawet estetycznie… mimo tłumów.

    5. Tatry Bielskie – lato górskie 1 października, większa grupa ‚postraszyła’ wybrednych indywidualnych indywidualistów tylko raz, poza tym nadjeziorne obłoki poranne (Czorsztyńskie), liczni wędrowcy… słońce, słońce, słońce…

    …bajka…

    Zapraszam! 🙂 🙂 🙂

  2. mru Says:

    uf, ile słuf! 😯

    nie oto chodzi, by się zapchać do komina, ale by się wypchać nim do wierchu. 😉

  3. mru Says:

    i najlepiej, by komin w tym czasie był pusty, to oczywiste. ❗

  4. PAK Says:

    Biedny miś (ROI PAKa próbuje to sobie wyobrazić, choć wg libretta to w finale by go odczarowano 😛 ).

  5. TesTeq Says:

    Wreszcie szlaki górskie zostały skolonizowane!

    Teraz czas na ich wyrównanie – przydałaby się jakaś szara kosteczka brukowa ułożona w regionalne wzorki.

    Góry muszą być dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla mutantów, którym pomieszały się geny ludzkie z kozicowymi!

  6. PAK Says:

    …odczarowano i w opłaszczeniu się by nie pomógł…

  7. basia Says:

    @PAK: Właśnie, kto by pomógł w się-opłaszczeniu?…

    Ach te czary!… …skośne, piętrowe, balkonowe (na którym opiniotwórcze media powinny zasiąść), kawowe, różdżkowe…
    I pionowe rzecz jasna – czary czarów 🙂

    @TesTeq: Kosteczka szara jest na Babią… i nawet gdy pójdziesz eksponowaną i ‚tatrzańską’ Percią Akademików. Regionalnych wzorków nie widzę i równości też nie widzę… na razie… 🙄

    @Mru: Słuf dużo bo to są też cudze słowa 🙂 A na turystycznym poziomie zaawansowania kominkiem zawsze się ludź wypycha wwierch… Jako rzecze Maestro TesTeq – góry już dawno skolonizowano… 😦

    Btw, opisałam wreszcie (jako tako) pięć albumów – relacji z mojego kalendarzowo-jesiennego wędrowania… Nie-bojących się nierówności zapraszam do picasa a cappella reservata a ‚zaraz’ postaram się jakoś zgrabnie 😉 podłączyć tu linki do albumów 😀

  8. abnegat.ltd Says:

    …misiom sie nie spiewa tylko polewa…

  9. basia Says:

    Ale dopiero gdy się jest z nimi w komitywie, coś jak Owczarek ze swymi zwierzakami. Wcześniej trzeba je, niestety, ocza- zaczarować… nie wiem, czy Alcynopodobnie, czy jakoś inaczej, ale trza… 😀

  10. marzena Says:

    zadam pytanie przyziemne – ile kosztował udział w krakowskim zbiegowisku? 😉

    pozdrawiam jeszcze raz wszystkich Gości! 😀
    (do Basi czasem pisałam mejle).

  11. gradus Says:

    nawet najosobniejszym zdarzy się

    Rozumiem późniejsze wyjaśnienia – „osobność” jako ucieczka od zgiełku, szumu, pozorów, tempa życia.

    Mimo to pytam – „osobność” to cnota czy przywara?

  12. Joszko Says:

    Wygląda na to, że ci co zaplanowali góry w II połowie sierpnia i we wrześniu – obstawili właściwy los.

    Mam nadzieję, że jeszcze się doczekamy złotej jesieni. Na moje potrzeby wystarczy kilka dni… 🙂

  13. Joszko Says:

    Gradus, both! 😀

  14. mru Says:

    najdoskonalszy pomysł, jak osiągnąć idealną osobność a jednocześnie lekko ją zneutralizować („odniedźwiedzić” ;)) :
    osobnik wsiada w pojedynkędo bryki i jedzie w największy, najdłuższy korek. przez wiele godzin a nawet kwadransów 😀 jest „perfekcyjnie i spektakularnie” 😛 sam, a równocześnie o zderzak od innych osobników.

    za chwilę Gospo podziękuje genialnemu mru za inspiraciones. 🙄

  15. el kondor Says:

    Jest jedno zadziwiająco proste rozwiązanie (tak proste że aż dech w piersiach zapira, jak śpiewali Starsi Panowie), mianowicie najzwyklej w świecie nie wybierac się w Tatry. Jest doprawdy tyle pięknych (tak niewyobrażalnie pieknych że aż dech w piesiach zapira) rejonów w naszym pięknym kraju, co staram się pokazać na blogu el kondora, że kompletnie nie pojmuję, czemu wszyscy muszą walić akurat do tej zajmującej niewielki obszar skalnej kaplicy zwanej Tatrami. Wiem, że widok z Zawratu dech w piersiach zapira (wiem, bo mi samemu zaparł), ale ja od turystycznych „Częstochow” wolę trzymać się z dala i wszystkim gościom tego bloga oraz Gospodyni takie rozwiązanie z całego serca polecam: omijajacie turystyczne „Jasne Góry”, a nie będzie problemów.

  16. owcarek podhalański Says:

    I
    Tłumy w górak majom wiele wad i jednom zalete – mozno wyłudzić od nik duzo kanapek. Jo w kozdy rozie wyłudzom. Ciekawe cy Basiecka tyz 😀

    II
    Basiecko, a znos moze nazwisko tego niedźwiedzia, co to nie wiedziałaś, cy mu śpiewać? Mógłbyk spróbować go noleźć i spytać, cy lubi śpiew. A jeśli tak – to jakom muzyke lubi najbardziej 😀

  17. PAK Says:

    @OwcarekII:
    Teraz podobno misie owoców się najadły i się trochę zataczają…* W tym stanie, to same sobie mogą zaśpiewać…


    *) To zza Oceanu, ale nie tak dawno widziałem reportaż ze Słowacji…**
    **) Swoją drogą, sponsorem zbiegowiska w Filharmonii był Pilsner.

  18. jankora Says:

    A ja powiem tak:
    😀 – dla tłumów górskich
    😀 – dla tłumów operowych

    El Kondorze, kogoś, kto pokochał Tatry, nie przeflancujesz nad Biebrzę. Może i pojedzie tam raz czy dwa na trening, ale na wykonanie koncertowe wybierze Krywania, Rysy, Gross Glockner i podobne.

    Podobnie jak ktoś zasmakował w „wydarzeniach” – każ takiemu obyć się kompaktem, bo spokój a przy tym taniej (albo nawet spiracony za darmo) – on tylko wzruszy ramionami. 🙂

  19. basia Says:

    @Marzena: Miło Cię widzieć po przerwie!

    Ile kosztował? Chyba 180 od osoby (na ostatnim kolędowym spotkaniu chórzystów pesymiści wieszczyli, że w kolejnym sezonie Opera Rara i Misteria Paschalia będą po 400-500… zatem Rejoice greatly! 😉 😀

    @Gradus: „osobność” to cnota czy przywara?
    Jedno i drugie… zależy, czy nie głęboko-resentymentowa, na jak długo, jaki ew. użytek z ew. doładowania nią akumulatorów… 😀

    @Joszko: Tak, wrzesień wszystko wynagrodził! (Oby trwał do 3 grudnia!… albo może istotnie lepsze te parę dni złotej polskiej – przez coweekendowe eskapady miałam okropne zaległości miejskie – teraz je wszystkie radośnie nadganiam ciesząc się z nie-kuszącej pogody ;)) 😀

    @Mru: Zderzak w zderzak to ja jechałam zakopianką 1 października – po dwóch długich korkach (wypadek i przebudowy) miałam dość motoryzacji – po raz pierwszy w życiu i na krótko, lecz jednak… 😉 😀

    @El Kondor: Ja też radzę tak często, jak tylko mogę, by ludzie gnuśni, marudni, histeryczni, bez kondycji, kasy, umiejętności wczesnego wstawania, panowania nad emocjami w trudniejszych warunkach, etc., etc., nie wybierali się w wyższe góry (bo nie tylko o Tatrach tu mowa)…
    Lecz zabronić im przecież nie mogę – po pierwsze ktoś musi płacić (np. opłaty parkingowe i parkowe* w Palenicy Białczańskiej – skoro ja sama tam coraz rzadziej zaglądam ;)), po wtóre te tłumy są wielce amusing (czego próbki pokazałam w powyższym tekście), po trzecie jednak zdobywają, pokonują siebie, są aktywne, zachwycają się… po czwarte jeśli zechcesz mojej zguby na jakimś Roztoczu czy innej Biebrzy to przepraszam – mów do mnie jeszcze… 🙄 😀 – byłam tam (prawie wszędzie), owszem niczego sobie płaszczyzny … i nawet kajakować można, co uwielbiam… — ale ten pokarm jest o lata świetlne za dietetyczny dla lwa czy nawet lwicy… Na takich klepiskach to ona może ew. potrenować (co robi systematycznie pod Krakowem na rolkach, rowerze, pieszo… tylko już o tym nie pisze – bo i o czym tu pisać? – dbanie o zdrowie i formę to wszak normalka 😀

    @Owczarek: Jo w kozdy rozie wyłudzom. Ciekawe cy Basiecka tyz
    Już miała – odruchowo – odpowiedzieć NIE, jasne jak słońce, że nie… Lecz przypomniała sobie pewną piersióweczkę i 4 kielonki na Wielkim Choczu… Naczynia nabyte w Zakopcu, zawartość słowacka, właściciele też… i ona czwarta do kompanii… nie pierwszy ani nawet nie drugi to już raz tak się zdarza…
    Nb, na Choczu w piątek, pierwszy dzień jesieni, tłumów nie było – tylko wyraziście zindywidualizowane jednostki… 😉 😀

    Wiem, Owczarku, i nie od dziś, że Twe dojścia są niesamowite – zapytam więc wpierw Majkela Douglasa o nazwisko misia a resztę miśji z przyjemnością oddam w Twe łapy… 😀

    @PAK: A widzi Szanowny Abnegat.ltd – nie trzeba polewać – same sobie destylują i toczą oraz zataczają (się)… Zawsze się wiedziało, iż misio to kombajn… 😉 😀

    Ale może w tym stanie chciałby pośpiewać na głosy?… albo inaczej pofiglować, np. w stylu zakokainizowanej niedźwiedzicy Witkacego? 🙄 😀

    @Jankora: Jasne, że tekst to thumbs up dla obu typów tłumów… Oraz dla faktu, że są one part and parcel zarówno wędrowania w szczególnie piękne miejsca, jak i przeżywania niepowtarzalnych misteriów (religii oryginalnych i ‚świeckich’ :roll:)
    W tym sezonie miałam czas na wypady ‚tylko’ w weekendy – lepiej lub gorzej obudowane weekendy – i dobrze! —
    — Bo zeszłoroczne prawie-samotne Skrzyniarki gdy góry z każdym kwadransem bardziej zasnuwały się chmurami – to było fajne jeden raz
    …a sobotnie tłumy na Siwym Wierchu (24.9) ‚nastąpiły’ po samotnie-solowym podejściu na Salatyny i małej frekwencji na Brestowych, Zuberskim, na Przełęczy Palenica Jałowiecka…

    ____
    *Pan kasujący, z którym ucięłam sobie z dziesięciominutową pogawędkę, mówił iż „od tych sum” odpalał bankowi co poniedziałek 150 i więcej złotych póki nie znalazł tańszej metody [postuluję: wpłatomat przy parkingu dla kasującego TPN, parkingowych, budziaży, furmanów, zbójników – bankomaty dla pozostałych :D]

  20. basia Says:

    Jeszcze a propos parkowych opłat – pan w ~informacji turystycznej w Łysej Polanie opowiedział mi ostatnio, że rok 1992, kiedy to tak dużo biegałam po słowackich Wysokich Tatrach, był jedynym sezonem opłatowym w TANAP.
    Okazało się, że eksperyment zatrudnienia ludzi na bramkach i rozdawania przez nich turystom widoczków dolin do których wchodzili (aby później na szczyty) nie domknął się ekonomicznie i z niego zrezygnowano.
    Tym samym moje datowane widokówki nabrały jeszcze większej wartości (miałam wówczas wrażenie… – odkładając każdy grosz na ‚niewiadomą’ naj-pierwszą Anglię – iż owe wstępy wcale nie były tanie…)

    „U was się płaci za szlaki turystyczne a u nas nie” – skonkludował Słowak, który też konsekwentnie i natychmiastowo poprawiał moje trzy zapędzenia się do „Jaworzyny Spiskiej” zamiast „Tatranskej Javoriny” 😀

  21. basia Says:

    Zaś pod poprzednim wpisem Owczarek prawie został zakontraktowany jako gwiazda operowa… — to dopiero będą tłumne spektakle!!!
    😀 😀 😀

  22. mru Says:

    😀

    (mru miał dość motoryzacji z milion razy. co nie przeszkadza, że fajna fura nie jest zła.)

  23. Tom Says:

    el kondor,
    Ci co z Basią parli na jasną górę Rysy 😉 w piękny poranek ostatniego września, to była przypuszczalnie lepsza, młodsza, ambitniejsza część polskiego społeczeństwa. Dziennikarka z krwi i kości (oraz powołania ;-)), jak ona, nie może sobie pozwolić na utratę kontaktu z tą grupą. (Nawet jeśli bardzo tęskni do „wytchnienia”.) 🙂

    jankora,
    Teraz można obyć się DVD… albo smakiem, jak zawsze. 🙂

  24. owcarek podhalański Says:

    Nazwisko, imie, pesel… syćko, co Majkel Douglas wie o tym niedźwiedziu, moze być przydatne w jego indentyfikacji 😀

  25. basia Says:

    @Mru: …Zatem Mru doskonale rozumie, że musiał przyjść ten moment, gdy ma się dość po raz pierwszy… tak tyci-tyci dość 😉
    A właśnie w korku dobra fura nie jest zła – np. dobre audio w tej furze… 😀

    @Tom i wcześniej Jankora [ – proszę uprzejmie nie kadzić! 🙄 …Znaczy można ale nie do przesady i nie ostentacyjnie – z tego tylko zawiść w dalszych i średnio-dalekich kręgach się wykluwa i na obiekt okadzań rzuca swój cień żółto-brunatny… i po co to?]

    — tak miałam napisać, ale się rozmyśliłam:

    Owszem, Jankoro, kondycja moja teraz taka, że mogłabym Argentynę jaką albo Chile albo Australię zaatakować i zdobyć wszystko, co do zdobycia 😀
    Owszem, Tom, kontakty z przedstawicielami różnych sfer i warstw naszych i obcych nawiązuję z łatwością – rozumiem i umiem… mówić i słuchać… mam praktykę niezłą i stałą potrzebę się-doskonalenia…
    …Z tego też punktu widzenia liczni pojedynczy osobnicy a nawet tłumy na szlakach wcale mnie aż tak bardzo nie przerażają, jak by wyglądało z pierwszej warstwy wpisu… 😀

    @Owczarek: Pesel? Skoro on jest, ten misio, zakolczykowany unijnie, to może da się oszczędzić Majkelowi przykrości ponownego spotkania z białogłową, która tak boleśnie obnażyła jego braki kondycyjne? 🙄 😀

  26. Tom Says:

    Chyba nie da się oszczędzić Majkela. 😦 Leśników wiążą prawa o ochronie danych – pozostają ploty i wywiady. 😉

  27. jankora Says:

    Basiu 😀

    Znacie to? Jak Czarny Anioł uciekł, ukrył się przed tłumami?

  28. basia Says:

    @Tom: …a może jeszcze jaki misiowy ipeen… 😮 …z którego przeciek delEkatny… 😉
    (Wciąż kombinuję, jak ocalić Majkela od konieczności kontaktu z mną… :roll:) 😀

    @Jankora: Znają, znają… Nawet adres i fizyczne położenie tego domu znają. Co nie przeszkadza dodać już drugim zdaniu, iż prawo do samotności, odseparowania się, otoczenia zasiekami i okopami swej wcześniejszej legendy, jest tak samo mocne, jak każde inne prawo do prywatności. Można się smucić, że żywa a jak nieżywa, ale w sumie najważniejsze, że podobno w doskonałej kondycji (o publicznych ekscesach alkoholowych się wcześniej regularnie słyszało)… a wszystkie „żądania” i inne pomruki typu „chcemy jej”, „chcemy wiedzieć”, „wierna publiczność ma prawo do swego dobra i dziedzictwa narodowego” — to azjatyzm i homo sovieticus…
    …Przypomnijmy sobie kilka gwiazd Hollywood, które ‚na starość’ wybrały taki właśnie lub podobny styl życia…

  29. PAK Says:

    Jak dotąd, najskuteczniejszy w ucieczce przed paparazzi jest Yeti 😉

  30. PAK Says:

    A! Właśnie zastanawiałem się dlaczego dzisiaj mniej tłumne są środki komunikacji publicznej… A to DEN! 😀 Wszystkiego najlepszego Wszystkim (zwłaszcza na blogu o tak silnym aspekcie edukacji społeczno-turystycznej)!!!

  31. basia Says:

    Owczarek dopadnie i dogada się nawet z Yeti (choć on nie paparazzo a gwiazda operowo-kaskaderska :D) — zatem dni Yeti-elusiveness są tak czy owak policzone 😀

    DEN – coś z gęstością albo pomiarem światła w staromodnych apEratach? Zaraz zaguglam, skorom w epicentrum silnego aspektu 🙄 😀

  32. basia Says:

    Den – władca starożytnego Egiptu

    Den – a part of a house similar to the living room

    Dragon’s den

    …Idę się dalej douczać… edukacja permanentna… perrrr… perm…

    ( 🙄 kambr ordowik, sylur, dewon, karbon, perm… :idea:)

  33. Anonimowa Celebrytka Says:

    DIN wyraża/wyrażał, jeśli sobie dobrze przypominam, czułość błony staromodnego aparatu fotograficznego.

    Na operze, o której wspominasz byli zarówno kuzynka, jak i jej dzieci. Wykształceni muzycznie. Wszystkie recenzje są entuzjastyczne! 🙂

  34. basia Says:

    Nie da się być mniej-niż-entuzjastycznym.
    (Choć już tydzień minął – wciąż za mną „chodzą” pewne damskie piana (gdzie pienia najtrudniejsze są… choć Kowalska rzecze, ze jednak w koloraturach – por. wideoreportaż z Alciny Zmysłowość – to wszystko, co można znaleźć)).

    Btw, Dorotę Szwarcman, prowadzącą pod „Polityką” blog muzyczny, strona KBF-Opera Rara uhonorowała zacytowaniem jej blogowej recenzji ze spektaklu.

  35. ***!!! « przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] niedawno skonkludował moje po-Rysowe wynurzenia eksklamacją: Wreszcie szlaki górskie zostały skolonizowane! Wśród postulatów ‘dalszego pogłębiania i umacniania procesu’ nie wymienił jednak […]

  36. bydgoszcz Says:

    bydgoszcz…

    […]Tłumnie « przelotnie-pobieżnie-przejściowo[…]…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: