Ruszamy!

— na pierwszą ‚letnią’ wycieczkę pieszą sezonu!
(Kontynuacja wędrówkowej propedeutyki z jesieni 2010)

Przede wszystkim trzeba ruszyć z kondycją. Adaś odcierpiał za nasze winy, wiosna i czas letni pukają, nastroje szybują mimo wszystko – wbrew wszystkiemu.

Zatem wysiłek: do zadyszki i potów; setki brzuszków, wejść na taboret (i z powrotem) oraz innego diabelstwa.
Jeśli chcesz zdrowym być – licz kalorie i ćwicz… Kalorii liczenie, codzienne ćwiczenie… (Tylko wtedy, tylko tyle*; kkk**).

Może wreszcie nawyk wejdzie w krew?…
Można wziąć coacha, zabawić się z jakimś programem… samodzielnie, nawet chałupniczo, wedle wspomnień z wuefu, sprzed 20 czy 40 lat — byle systematycznie.

I sza – o tym już było; lubimy się powtarzać, ale nie do przesady.

*******

Buty mamy rozchodzone, kondycję mamy… przynajmniej jej wersję nizinną… pogoda ‚się zapowiada’…

Teraz trasa.

Mówią, że na początek ma być łatwa. „Kilka” godzin, bez trudności technicznych. Z poprawką na upał (wyjść wcześnie!), muchy czy inne owady, pylenie, itp.

Jednak, moim zdaniem, dobrze jest, gdy szlak i cel stanowią dla pewnego typu debiutantów wyzwanie, novum w stosunku do już-przedeptanych (dawno, z wycieczką szkolną) ścieżek beskidzkich czy karkonoskich. Bo jaką zanętą będzie tatrzański Kopieniec Wielki w lipcu dla maratończyka ze Szczecina, w doskonałej formie?… – w zasadzie jedyną niewiadomą stanowi tu lekkie vertigo i ew. ciśnieniowe efekty wysokościowe.

Nie rozczulamy się więc zbytnio nad „stopniowaniem trudności”… i zabieramy go – czujnie – na Przełęcz Karb… Gdy sobie radzi ‚zgrabnościowo’ i kondycyjnie oraz nie narzeka, że go „wciąga” do Czarnego Stawu Gąsienicowego (topielec, utopce, duch Karłowicza) – hajże, na Kościelec. Czujne „hajże” – z niewprawionymi zawsze są znaki zapytania (nawet z doświadczonymi różnie bywa)… dlatego wybieramy warianty, z których można się łatwo wycofać… spokojnie…
Ale gdy nowicjusz wyjdzie – takiego debiutu skałkowego nie zapomni do końca życia, nawet jeśli na górze będzie nieswój… Od tegośmy z nim, by emanować spokojem i poinstruować, że podczas wchodzenia nie zagląda się do przepaści (i w ogóle – poskramia wyobraźnię i ‚filozofowanie’) – koncentrujemy się na stopniach i chwytach, one thing at a time – w zejściu pewnych ‚widoków’ nie unikniesz, ale i nogi – mniej zmęczone/drżące – stąpają pewniej… więc agonizowanie ‚co to będzie, jak ja tu zejdę?!…’ nie ma podczas wspinaczki w górę sensu… – zostawiamy je na potem.

Oczywiście, idealnie jest, gdy ‚niedoświadczony’ bardzo chce gdzieś się (z nami) dostać i jest w tej zachciance realistą — wówczas zadajemy mu ‚domowo’ lub ‚przetarciowo’ kilka osiemdziesięciokilometrowych wypraw rowerowych, przemarsze z Rdzawki przez Turbacz i Gorc do Szczawy, z Krowiarek na Babią i z powrotem (w tempie)… i podobne.
…Po tym z grubsza wiemy, ile zajmie mu dojście do wymarzonej Litworowej czy na Grzebień Polski (skąd grzechem niewybaczalnym byłoby nie skoczyć na Małą Wysoką… taż z powrotem do Łysej jakoś się dowleczemy, nawet po nocy… – odwrotnie, niż polscy międzywojenni taternicy, latarki miewamy zawsze lub prawie).

Przy ambitniejszych wycieczkach dwu- trzydniowych i dłuższych staramy się nie przeszarżować na starcie: młodsi, choć mniej wytrzymali, regenerują się szybciej, starsi (40+) wolniej — O poranku, po forsownym pierwszym dniu, jedni i drudzy mogą mieć „serdecznie dość”*** wspaniałego wczoraj, planów na dziś i na później tudzież gór jako takich (a tego byśmy nie chcieli, misjonarze nieuleczalni).
Oczywiście najlepiej mieć dwa tygodnie i murowaną pogodę… kondycja się ‚sama zbuduje’ i potrwa… jednak wówczas mogą zaprotestować kolana, staw biodrowy, ten czy ów fragment kręgosłupa… albo głowa przesycona promieniami słońca — w amok zawsze wchodzimy stopniowo (w każdym szaleństwie musi być metoda!), obserwujemy siebie i mniej doświadczonych, pamiętając, że codziennie organizm może nam spłatać małego bądź dużego figla.

Obserwujemy też psychikę – swą i podopiecznych. Pomaga nastawienie nowicjuszy na „wszystko, co najgorsze”: zniechęcenie, irytację, przygnębienie, kompleksy (przypływy zawiści wobec silniejszych)… – zwłaszcza podczas i tuż po męczącym podejściu… I poinstruowanie, jak nie odreagowywać, nie przemieszczać swej frustracji na współtowarzyszy. (Różne psychologiczne tricki, wypracowane-przetestowane na wędrówkach, przydają się również podczas napięć w dolinach).
– Często wyprawy górskie kończą się niepowodzeniem (pozostawiają wrażenie niesmaku lub trwałego zniechęcenia), bo ‚siadła’ nie tyle prosta wytrzymałość fizyczna, co morale solisty, duetu, atmosfera w grupie.

To doświadczeńszy (starszy, inicjator, opiekun, naturalny lider) panuje nad tempem i odpoczynkami. Także nad stopniem przestrzegania zasady, że najsłabszy idzie na początku grupy, z ‚przewodnikiem’… — wiele osób słabszych czy mających gorszy dzień nie chce opóźniać, wybijać innych z rytmu; woląc, by silniejsi nie byli świadkami ich słabości, poczekali w punkcie odpoczynku bądź u celu.

Porównajmy opis trasy, czasy przejść, itp. w kilku źródłach, zerknijmy na strony relewantnych parków narodowych, poczytajmy opinie wycieczkowiczów. Jak w każdej innej dziedzinie – improwizacje wychodzą tylko zdolnym i doskonale znającym „rzemiosło”.

I zawsze opłaca się wyjść wcześnie… jak to w górach.

Reasumując:
Udana wycieczka zależy od czynników kondycyjnych, organizacyjnych i psychologicznych. Plus najczęściej – od jakiegoś dodatkowego „cosia”, który dosmaczy wspomnienia, usprawiedliwi i zbalansuje niedociągnięcia, kaprysy aury, zaskakujące zajścia, kontuzje.

Tym czymś jest najczęściej pozytywna osobowość, branie świata, relaksu, przygody, niedogodności, wysiłku, poświęcenia… NA TAK.
Lecz nawet z napozytywniej-się-zapowiadającymi nie szarżujmy:
Wysiłek dzienny sprawnego, dorosłego turysty (nie alpinisty) nie powinien przekraczać przeliczeniowych 40-45 pkt GOT**** (~km) [Kilka razy zdarzyło mi się ‚wykręcić’ ponad 50… i to się pamięta: nie tylko satysfakcję, widoki, wrażenia, ale właśnie ból i dyskomfort — przestrzegam!]

Nb, SPIS GÓRSKICH TREŚCI tego blogu.

____
*tylko wtedy, gdy jesteś głodny, tylko tyle, by zaspokoić ten głód – w praktyce oznacza to: powoli, delektując się, czyli **kkk – kultura każdego kęska ;D
***”kryzys dnia trzeciego” – obiegowe pojęcie w niektórych kręgach wędrowniczych
****Spis wycieczek punktowanych do Górskiej Odznaki Turystycznej jest wciąż dla mnie orientacyjnym miernikiem wysiłku (zdobywanie odznak zakończyłam na małej złotej – na początku studiów… do dużych nigdy się nie zamierzałam przymierzać)

Komentarze 23 to “Ruszamy!”

  1. pak4 Says:

    4 godz. 23 minuty wiosny wystarczyło, by wezwać wszystkich do „ruszenia”! Co to będzie, jak tych godzin i minut przybędzie? 😯 😀
    (Co piszę o 6 godzinie i 19 minucie wiosny… 😉 )

  2. kiciaf Says:

    Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty…
    Słońce o poranku obudziło moja chęć do życia. Smakowite opisy obudziły we mnie ochotę na wyruszenie na szlak. Ale będę musiała jeszcze trochę poczekać. Ciepłe morze woła coraz głośniej… 😉

  3. TesTeq Says:

    Hej, kangury ❗
    Raźno w góry ❗

  4. mru Says:

    po cokolwiek traumatycznych doświadczeniach z siostrzeńcem, mru pokornie uprasza porady – jak ruszyć w góry nieletnich.

    chodzi o przypadki beznadziejne. 😉

  5. Kamila Says:

    pokornie się uprasza podać definicję przypadku/a beznadziejnego.

    bezpośrednio zainteresowana /choć nie natychmiast :D/
    K
    😉

  6. mru Says:

    chce pokazać foty i pochwalić się w szkole, a jak przyjdzie co do czego to najpierw pędzi a potem „wujek wracamy, nie mam dziś formy, nie mogę, gorąco mi”, itd. 😆

  7. Kamila Says:

    przypadek typowy, nie beznadziejny! 😀

  8. mru Says:

    skoro typowy, będę dalej walczył! 😈

    a gdzie Joszko?! ❓

  9. TesTeq Says:

    mru mówi: a jak przyjdzie co do czego to najpierw pędzi a potem „wujek wracamy, nie mam dziś formy, nie mogę, gorąco mi”

    mru powinien wówczas odpowiedzieć: „To sobie wracaj, cieniasie. Nigdy nie zostaniesz Indianinem.

  10. owcarek podhalański Says:

    I znowu to samo! Barzo pikno instrukcja dlo górskik debiutantów, ino… znowu nimo mowy o zabraniu w góry odpowiedniego zapasu kanapek z kiełbaskom. A przecie taki debiutant tyz moze na ślaku spotkać jakiegosi owcarka… 😀

  11. mru Says:

    TesTeq, on woli Batmana. 😦

  12. TesTeq Says:

    Jedni wolą być Indianinem z krwi i kości, inni krzyżówką myszy z ptakiem i człowiekiem. To już koniec cywilizacji. 😦

  13. Quake Says:

    „Udana wycieczka zależy od czynników kondycyjnych, organizacyjnych i psychologicznych.”

    Otóż to, od czynników organizacyjnych. Nigdy nie wiadomo kiedy człowiekowi wyskoczy niespodziewane posiedzenie aresztowe 😉

  14. pak4 Says:

    Quake:
    I dlatego TesTeq woli być krzyżówką myszy z ptakiem — przynajmniej nie aresztują, a jak już to w ZOO 😉

  15. TesTeq Says:

    pak4 pisze: przynajmniej nie aresztują

    Czy masz jakieś potwierdzone informacje? Czy mam się już pakować?

    Tylko nie odpowiadaj otwartym tekstem! Napisz „białe jest białe”, żeby potwierdzić lub „białe jest białe”, żeby zaprzeczyć. Ten kod jest nie do rozszyfrowania. 🙂

  16. basia Says:

    Witam serdecznie i pozdrawiam!!!
    😀 😀 😀

    Znów z doskoku tylko… ale nie z aresztu 😆 — wszyyyyystyko (albo prawie 😉 ) nadrobię wkrótce.

    Licznych narciarzy marcowych spośród Aktywnych Czytelników tego miejsca się wywodzących) także pozdrawiam i dziękuję za różnorodne wyrazy pamięci.

    😀 😀 😀

    Baaaardzo zapracowanych i/lub borykających się z infekcjami pozdrawiam tym goręcej (chyba, że mają akurat temperaturę — wówczas chłodząco-mentolowo 😉 )
    😀 😀 😀

  17. el kondor Says:

    @basia: Bardzo fachowo napisany tekst, widać autorka niejeden 2-tysięcznik zaliczyła i zna się na wędrówkach górskich, i wie , o czym pisze. A mnie wciąż do lesistych nizin ciągnie, gdzie wedrowanie proste jest i nie wymaga kondycji, tyle że trzeba sie dobrze orientować w terenie. Gór jednak nie ma. Chociaż i na nizinach rosną lasy prawie jak górach i prawie jak w tajdze rosyjskiej – to wszystko zobaczyć mozna oczywiscie u el kondora.

  18. el kondor Says:

    A-ha, ja również borykam sie właśnei z infekcją.

  19. Joszko Says:

    „widać autorka niejeden 2-tysięcznik zaliczyła i zna się na wędrówkach górskich…”

    Nawet i kilka trzytysięcznyków, z tego co nam tu wiadomo! 😀

    (Joszko też zainfekowany. :-()

  20. pak4 Says:

    TesTeq:
    Lepsza jest chyba metoda z interpunkcją. Np no… sam wiesz? 😉

  21. Anonimowa Celebrytka Says:

    Chciałaby dusza do raju! 😦

  22. Pierwszy raz w góry (nie tylko jesienią) « przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] wędrowania’ być może nastąpi ;D (Nastąpił w pierwszym dniu wiosny 2011 – „Ruszamy!„… zapraszam […]

  23. basia Says:

    @PAK: Co będzie dalej, potem, gdy Pani Wiosna się ustateczni? 😉 – To samo! 😀
    Nic nowego pod słońcem… 🙄

    @Kiciaf: Można i nad ciepłymi morzami się ruszać… I w morzach… Tylko one som sierodki a góry som cele! No! I niech mi kto powie, że jest inaczej! 😐 😉 😀
    Miłego plażowania, nurkowania i aktywności dookolnych! 😀

    @TesTeq: Kangury mają z turystami wszystko wspólne…
    Za wyjątkiem plecaków: wszystkie kangury noszą brzuchaki i tylko niektórzy turyści (hardkorowcy, oprócz plecaków).
    O kangurach plecakowcach jeszcze nie słyszałam, lecz to niczego nie wyklucza i nie przesądza… 😉 😀

    @Mru: Przedstawić to jako eskapadę, przygodę, trudność, taktykę, elitaryzm (nie każdy potrafi… naaapraaaawdęęę!)
    Samemu się cieszyć, wyglądać, planować. Wiarygodnie.

    A potem postępować jak z każdym początkującym.

    Nie „ciumkać”: ‚nóżki nie bolą?’ ‚jeszcze trochę…’ ‚musisz być bardzo zmęczony’… NEVER!
    Zamiast tego uprzedzić, że bardziej zmęczony może być i będzie za godzinę wujek (niesie ciężki plecak) i/albo mama (ma gorszy dzień, jest kobietą).
    Działa 😀

    @Kamila: Dorosłych/opiekunów używających sformułowań „przyp. beznadziejny” „słaby materiał/klasa” i podobnych powywieszałabym na (suchych) gałęziach 😈
    Tak wdrukowuje się jednostce/grupie zaniżoną samoocenę, pozbawia możliwości samo-stanowienia wyzwań.

    Mru nie powieszę… na razie – prawdopodobnie prowokował… 😉 😀

    Co do meritum – patrz odpowiedź dla Mru, ‚oczko’ wyżej 🙂

    @TesTeq: Owszem, mitologia trapersko-eksplorersko-puszczańska… umiejętnie dozowana zimą/poza sezonem — bardzo (ws)pomaga 😀

    @Owczarek: Myślę, że dojrzałam już do ogłoszenia światu nowatorskiej reguły (DYREKTYWY!) turystyki kwalifikowanej: To owczarki częstują debiutantów kanapkami… na szlaku, pod bacówką, itd.
    I to owczarki wystąpią o fundusze unijne na ten projekt.
    Doskonalenie permanentne i permanentna edukacja… – nic szczególnego, zapewniam… 🙄
    😀

    @Mru & TesTeq: Pełna zgoda, Batman to dekadencja totalna! 😐 😀 😀

    @Quake: Nigdy nie wiadomo kiedy człowiekowi wyskoczy niespodziewane posiedzenie aresztowe
    Ktoś posiedzieć musi, by nie siedzieć mógł ktoś?
    Miejmy nadzieję (a nawet pewność), że natychmiast po posiedzeniu delikwent ruszył w góry… 🙄 😀
    Bo ważne są tylko te wycieczki, których jeszcze nie znamy… 😉

    @PAK & TesTeq: Kody kodami ale dobry prawnik i kodowane (bądź nie) namiary doń — bezcenne… za wszystko inne zapłacisz wedle stawek kancelarii 😉 😀 😀

    @El Kondor: Twierdzisz, ze lesiste niziny nie wymagają kondycji? 😮 To czemu ja do dziś pamiętam zmęczenia roztoczańskie i suwalszczyznowe? Oraz piasek w łańcuchach rowerów (pedantycznie wymywany naftą czy czymś co nakazywało mieć ze sobą w sakwach „Vademecum turysty-kolarza” 😉 )… Nie mówiąc, gdy jeszcze wiatr w oczy a sakwy przytroczone w komplecie… 😉 Ale jakże pięęęęknie było! Mimo i wbrew… 🙂
    Zdrówka najlepszego życzę ❗ 🙂
    I dzięki za opinię o fachowości – są w przyrodzie liczni lepsi znawcy, ale i ja to i owo widziałam tudzież doświadczyłam 🙂

    @Joszko: Też zdrówka najlepszego ❗ 🙂 – marzec niebezpieczna pora, uważać trzeba… nie tylko na trzytysięcznikach narciarskich czy zimowo zdobywanych… 😉 😀

    @PAK: Kropka jako szyfr nie do rozszyfrowania… A już kilogram ziarenek maku… 😉 😀

    @Anonimowa Celebrytka: Może ziści się niedokładnie teraz, w momencie… jednak nadzieję warto mieć, warto pielęgnować. Naprawdę ❗
    Serdecznie Was pozdrawiam! 🙂 🙂 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: