W szmaciaczkach na trzytysięcznik

W czymżeż ona się nie wyprawiała w góry!… Wyższe, niższe, zabłocone, zalodzone…
Na pierwszy Turbacz poszła w obuwiu adidasopodobnym, użyczonym przez koleżankę z klasy. Jedna trzecia stanu miała pionierki, reszta „wygodne obuwie”… jeden wybrał się w tenisówkach (i z radyjkiem tranzystorowym – wtedy był w absolutnej antyfazie mody na głośne granie w plenerze, doprowadzając dziewczyny-turystki do rozpaczy, że mają taki obciach jako kompana – nb niedawno zaraza wróciła; źródła dźwięku teraz maleńkie lecz głośne).

Potem wystała w długiej kolejce obuwie „sportowe” welur+sztruks. W którym obeszła parę ‚poważniejszych’ wędrówek i wiele lekkich. Radary na „towar pionierki” były już szeroko rozstawione, buty szybko zdobyto (tato kolejnej koleżanki-turystki… na delegacji w jeleśni czy innej trzemeśni… potem tato własny… z jakieś podlady – zatem miała ‚wyjściowe’, do harcerskiego mundurka oraz gdy podstawowe były w sklejaniu).

Na studiach potrzeby zaczęły się piętrzyć niczym fałdowania alpejskie. Oto koleżanka (jak się okaże – najbliższa z czasów akademickich), która weszła była już na Kozi Żlebem Kulczyckiego, na Kościelec, oraz… – ma traperki… — buciory solidniejsze, lepiej wymodelowane, z podeszwą wibramową i wieloma powinnościami właścicielskimi wobec ich doskonałej skóry.
…Też się rozklejały (kolega miał identyczne – cierpiały bidulki tak, jak i ‚zwykłe pionierki’ koleżanki tudzież moje, sierpniowymi nocami 1992 pod nogami szafy i stołu na kwaterze w Novej Lesnej). Że trzeba brać kleje na wielodniową wyprawę – wiedział każdy ‚kwalifikowany’ piechur; jeden taki wziął w samowystarczalny Beskid Niski… imadło – pod namiotem nie ma ciężkich, romskich szaf.

Około 1989/90 zaczęły się upowszechniać w towarzystwie traperki skórzano-goreteksowe oraz z kombinacji tworzyw oddychających. Szczęśliwymi nabywcami bywali raczej pracownicy naukowi (zagraniczne konferencje, staże), niż stypendialni studenci… ale nawet ci ostatni zdołali czasem posiąść coś dewizowego. „Wujek miał takie już XY lat temu” – kwitowała zachwyty rówieśnych chrześniaczka himalaisty ZAH… – wiadomo, kto był sprzętową awangardą.

Lata 90., B wciąż chodzi w czym jej akurat serce dyktuje. Zwłaszcza, że podczas pobytów zagranicznych bucior jest nie tylko obciążeniem finansowym, ale w ogóle obciążeniem. W ostateczności będzie udawać Wandę Rutkiewicz na pokolacyjnej przechadzce… A uważać tak czy siak człowiek musi.
Pod Inaccessible Pinnacle (1997r.) wejdzie więc w najcieńszych dostępnych reebokach. Bielusieńkich… akurat promocja była… Trochę się pokaleczyły o legendarnie twarde skały Black Cuillin (Isle of Skye), zwłaszcza podczas zjazdu z piarżyskiem – najlepszej techniki zejścia z przełęczy (Szkotki ‚schodzące’ równolegle ochrzaniły ją za ‚morning sleepers/slipers‚… i że nic nie niesie… wszystko miał Kompan: „A co by było, gdyby akurat spadł?!”
Rok później znajdzie się na wypolerowanej, magicznej Striding Edge, we mgle, wilgoci… i w nikach (‚air’ – z podeszwą grubą… prawie gładką)…
– Nie, to już nadto, stay alive**! – nie idźcie w żadnym wypadku jej drogą!

Teraz grzech chyba najcięższy – szmaciaczki, w których wyszła na Simmingjochl (2754, pierwszy raz powyżej Gierlachu) oraz Habicht, pierwszy trzytysięcznik (3277). Przypomniała sobie o nich kilka dni temu pod blogiem narciarskim Krzysztofa Burnetki*: szarostalowy welur, turkusowe wypełnienia (cienką tkaniną…) – na tournee wszak jedzie, nie w ambitne góry; ważne, że buty nowe, ładne, modne…
Na miejscu okaże się, że Prezes (który wie, co robi, bo w Hindukusz wyprawy prowadził) ma obuwie trekingowe… takoż kilka innych osób.
— Ale my mamy za to serce do gór! I do lodowców, skoro już się napatoczyły.

Przybyła, zobaczyła zwyciężyła.
Aber – Do not try it at home! ;]

___________
*Mój pierwszy “trzytysięcznik” – Habicht w Alpach Sztubajskich – ‚zdobył się’ w pół czasu “przewodnikowego”, w butach typu tanie ‘adidasy’, przy wyjątkowo dużej ilości śniegu:

W maju 1995 rozszalała się tam kolejna ostra zima… i przytrzymała. Na przełomie czerwca i lipca bazowaliśmy w Gschnitz z chórem, skąd wyprawialiśmy się co wieczór na koncerty do zaplanowanych miejscowości… Wolny czas poświęcaliśmy na zwiedzanie dolinowych atrakcji turystyczno-kulturowych i na wędrówki. ‘Zaawansowanie’ tych ostatnich nie zostało było na tyle dookreślone przed wyjazdem, by całe towarzystwo pofatygowało się zapakować odpowiednie buty.
Decydującego 8 lipca była sobota, o drugiej wyjeżdżaliśmy z Gschnitz do Polski, wcześniej obiad…
W Insbrucker Hütte znalazłam się już po szóstej, zupełnie niezmęczona (mimo ‘osiągów’ tempowych na tym pierwszym ponad-tysiącu stromej deniwelacji)… A w górę tylko 3h tabliczkowe (i kolejny tysiąc przewyższeń… niecały) — grzechem byłoby nie spróbować, jak pójdzie dalej…
Owszem, nadmiar śniegu przeszkadzał (zasypane stalowe liny, konieczność obchodzenia ‘właściwej’ ścieżki… i uważania 5x bardziej na każdy krok i ‚wytupywany’ w śniegu stopień (solo [czasy przed-komórkowe], nie-trzymające buty, tempo-zmęczenie, imperatyw nie-spóźnienia się na dole, dodatkowy lód-śnieg)…
Lecz super było… Ta biel… oślepiające lipcowe słońce… — ja w kostiumie plażowym (skoordynowanym kolorystycznie z plecaczkiem;/) i okularach słonecznych, które szybko okazały się nieadekwatne… oraz w mokrych niby-butach.

A, człowieka spotkałam dopiero nad Insbrucker, koło jeziorka dobrze widocznego z góry „I w takich butach? – przemokły chyba trochę?…” – zakończył zachwycanie się moją kondycją Austriak (solo). „Ach, też… faktycznie mokre…” – w mojej euforii zdobyłam się jednak na wzorcowy understatement.

**gdy przed kominkowym uskokiem Striding Edge (kierunek Helvellyn) ktoś się zablokował i nie mógł ruszyć ani w tę ani wewtę – jeden z turystów, około pięćdziesięcioletni, zaczął śpiewać tę piosenkę (Staying Alive), do złudzenia imitując falsecikową manierę Bidżisów… Rozśmieszenie i odwrócenie uwagi spowodowało, że korek szybko się ‚odetkał’.

Komentarze 54 to “W szmaciaczkach na trzytysięcznik”

  1. Asia T & Tom Says:

    Ciekawe, ciekawe, ciekawe. 😀

  2. danny boy Says:

    Well, well, well!

    albo

    Yes, yes, yes!

    *-)

  3. basia Says:

    Witam Cię serdecznie, Danny Boy! 🙂
    (‚Twoją’ piosenkę znajdziesz pod wpisem „Arcydzieło”, początek września 2010, o ile pamiętam 7.9. … 😉 )

    Na ile Państwa rozumiem — zamiast słów potępienia widzę aprobatę?… being impressed?… 😉 😀 😀

    [znaczy: szok, szok, szok 😐 ]

  4. basia Says:

    BTW
    Cykl, z którego zalinkowałam widok Insbrucker z góry można oczywiście (i warto ;D) obejrzeć w całości – także w postaci slajdów (klika się na dole galerii) 🙂

  5. danny boy Says:

    Natomiast lepsze buty, niż te, o których mowa w notce, można obejrzeć np. tu ;>

    Dzięks za powitanie!:)

  6. basia Says:

    O, wielką kompetencję topograficzną widzę… 😉 Dzięki! 😀

  7. TesTeq Says:

    Najlepsze buty to zjazdowe buty narciarskie. Szmaciaki słabo trzymają się w wiązaniach.

  8. basia Says:

    Chyba w ogóle się nie trzymają… a wiązania mogłyby zmiażdżyć palce… 😮

    …to już lepszy ten śnieg-lód w drodze na lipcowego Jastrzębia 😉 😀

  9. Joszko Says:

    Bardzo ciekawe wspomnienia! Pozwolisz, że do nich wrócę w wolniejszym czasie… 🙂

  10. basia Says:

    Dziękuję. Pozwalam 😉 😀

  11. pak4 Says:

    Aprobata? Ja myślę, że to dość typowa droga przemian osobisto-osobowych wśród przemian gospodarczych i świadomościowych, oraz rozmaitych okoliczności.

    Swoją drogą, przypominam sobie, jak jeszcze mało buciarsko uświadomiony wybrałem się na zakupy, zainspirowany jednym z wpisów Gospodyni (szukam, szukam… 2008… Kościelec prawie na pewno). Przyszedłem do sklepu turystycznego (potem sklep przyszedł do mnie, ale to już inna historia) i pytam o buty do chodzenia po górach, a sprzedawca uparcie chciał mi sprzedać trekkingowe. Trochę czasu trwało, zanim sobie uświadomiłem, że mówimy dokładnie o tym samym 🙂

  12. basia Says:

    😀

    Ach ta oferta, ach te ceny! — W Lake District, gdy lało (co drugi dzień, no, może co trzeci tak porządnie 😉 ), łaziliśmy sporo po sklepach autdorowych… najpierw sądziłam, że już za 20 funtów to naprawdę nie można dostać sensownych butów górskich… dopiero w którymś YH turyści holenderscy mnie uświadomili, jak bardzo w ówczesnych „ostatnich latach” uprzystępniły się ceny (poszerzyła oferta, zróżnicowały nazwy, podspecjalizacje)… także dzięki Chińczykom, jak wszystko… 😕 🙂

    *****

    Kościelcem zainspirowany? Proszę, proszę! 😮 – …jeśli, to wygląda tam Szanowny Pan na się-inspirującego ciszkiem-milczkiem… 🙄 😀
    Btw, Kościelec będzie motywem-egzemplum drugiego albo trzeciego z planowanych wpisów górskich… chyba, że w tzw. międzyczasie wypadną górskie wpisy nadzwyczajne i niezaplanowane… 😉 😀

  13. Mru Says:

    szukając od rana w sieci obrazków pionierek i traperek w stylu PRL, znalazł żem zamiast tego tekścia-miodzia: <a href="http://pza.org.pl/download/taternik/315859.pdf"To se ne vrati. Ubiór wspinaczkowy w Peerelu czyli o paru rzeczach kultowych. Taternik 3/1998.
    no mniodzio, mówię Koleżeństwu! 😀

  14. Mru Says:

    szukając od rana w sieci obrazków pionierek i traperek w stylu PRL, znalazł żem zamiast tego tekścia-miodzia: To se ne vrati. Ubiór wspinaczkowy w Peerelu czyli o paru rzeczach kultowych. Taternik 3/1998.
    no mniodzio, mówię Koleżeństwu! 😀

  15. Mru Says:

    9:05 😳
    9:07 można klikać, otwiera się strona tytułowa „Taternika”, z lewej jest spis treści, m.in. „To se ne vrati”.

    ja tu jeszcze wrócę. 😎

    na razie dziękuję Państwu za uwagę. 🙂

  16. kiciaf Says:

    Ach, wspomnienia do mnie przyszły. Pierwsze buty to były harcerskie pionierki. Długo spełniały swoją rolę. Potem były buty słowackie, ale te dosyć szybko niestety nie strzymały trudów wędrówek i zrobiła sie w nich wielka dziura z przodu. A po długiej przerwie, gdy góry to sobie mogłam pooglądać na pocztówkach przyszedł czas na gortexy. I tak już zostało… 🙂

  17. Kamila Says:

    oftop, acz nie całkiem –
    Danny Boy
    wpis 4.9
    link 10.9
    https://basiaacappella.wordpress.com/2010/09/04/arcydzielo/#comment-15768

    też tu jeszcze wrócę 😆

  18. TesTeq Says:

    Mru mówi: „ja tu jeszcze wrócę.”

    Czy mamy tu do czynienia z groźbami karalnymi ❓

  19. Kamila Says:

    wygląda na to, że tak! 😈

  20. abnegat.ltd Says:

    Spotkalem bylem sobie wiosna, bodajze AD 1984(?) dwie przeurocze turystki. Ptaszki, slonko, radyjko z tranzystorkiem, rozowe sukienki i klapki-japonki. Czerwony szlak Stare-Turbacz. Nie chcialy wierzec, ze na gorze dalej sniegu po kolana…
    …czy Szanowna Gospodyni uprawiala klapking,,,(?)
    😀

  21. Zawada Says:

    Sandałkizm (trekingowy, zapięty) na pewno uprawiała! 😀
    – Już w „bieżącym” milenium, nie w 1984. 😐

  22. Zawada Says:

    Dokładniej przeczytawszy – a nie było tam kogo, w tym chórze, coby nakładł pasiorem w cztery litery, zobaczywszy ją szczęśliwie powróconą z expresowej wyprawy na lodowiec?!!

  23. Anonimowa Celebrytka Says:

    Ad. Kiciaf
    – taż to temat-rzeka: słowackie horolezki na przykład.
    A i nasze bidony, bukłaki, maselnice turystyczne, termosy, namioty, śpiwory.
    Konserwy, zupki i sosy makaronowe (w proszku), itd., itd., itd.

    Zdobywanie, zdobywanie, zdobywanie!

    Pamięci, nie prowokuj mnie! 😀

  24. Zawada Says:

    …prymusy
    …kochery
    …utrzymanki
    🙂

  25. Jankora Says:

    Niektóre są w słowniczku, który Mru zalinkował o 9.07. 🙂

  26. Anonimowa Celebrytka Says:

    A trampkizm albo podhalankizm ktoś pamięta? 😆
    A Podhale Nowy Targ?

  27. Jankora Says:

    Anonimowa Celebrytko, te skórzane traperki „z powinnościami właścicielskimi” 😆 co je miała koleżanka Basi, to mogły być właśnie z Podhala. 🙂

  28. Jankora Says:

    O, jeszcze były „juniorki”! 😀

  29. Mru Says:

    n’co Ty, Zawada? pasiorem?! się na wychowaniu nie znasz czy co?!

    linijką po łapach i trzydzieści pompek, tak się teraz dziateczki traktuje… humanitarnie psze pana, humanitarnie!
    😆

  30. Jankora Says:

    Jdeni odpracują w kamieniołomach, innym tylko linijką i 30 pompek – nie ma sprawiedliwości na świecie ❗

  31. Mru Says:

    domena finezyjnych rysów kulturowych, Jankoro… 😉

  32. nietoperek Says:

    że co? że ona tam wyfrunęła? tak za dnia?
    auć! auuuć! to boli! 😥

  33. Mru Says:

    nietop,
    -że za dnia czy że na jastrzębia? 😆

  34. Mru Says:

    bajdełej, dnia przybywa, nie chcę straszyć, ale będzie Ci coraz gorzej. 😉

  35. Mru Says:

    a nawet… auciej. 😀

  36. owcarek podhalański Says:

    O! Wreście dobry przykład! W kozdej sanującej sie fachowej ksiązce fotograficnej przy kozdej fotce jest pikno informacja: jaki aparat, jaki obiektyw, jaki cas naświetlenia, jako przesłona, no i – jeśli to nie była cyfrówka – na jakiej blonie zdjęcie zostało pstryknięte. A cemu w fachowej literaturze alpinistycnej nimo scegółowyk informacji, fto na jaki wiersycek w jakik butak weseł? I dlotego właśnie Basiecka dała dobry przykład 😀

  37. Jankora Says:

    Owcarku, mam kilka takich psiapsiółek, które w ‚fachowej literaturze alpinistycnej’ wciąż poszukują ‚scegółowyk informacji’, jak by tu na jaki wiersycek wejść, ino się nie natrudzić.

    Dopalacze to marzenie wielu -i nie tylko w ostatnich latach. 🙂

  38. el kondor Says:

    @Basia: Kochasz góry, jak na Krakowiankę przystało. Ja jestem bardziej chłopak nizinny. Chociaż po górach (polskich) sporo się kiedyś nałaziłem, to jednak tylko na nizinach czuję się jak u siebie. Takie to już to moje życie nizinno-równinne. Mój ulubiony typ krajobrazu to równina sandrowa. A dlaczego? A zgadnij!

  39. Joszko Says:

    To niech ja zgadnę – za Basię i w formie roboczej hipotezy:
    – przyzwyczajenie?
    – umiłowanie „krajobrazu pierwszego”?

    🙂

    (- spaść nie można? :twisted:)

  40. gradus Says:

    Spać nie można! 😆
    Szeleszczą stare „Taterniki”, brzęczy muzyczka z glenów, szemrzą tatrzańskie strumyki a alpejska róża zakwita mimo zimy…
    – magia, Basiu, magia!

  41. gradus Says:

    Poszłem 😉 sobie po Basinych śladach, dzięki Google Earth. Bomba! Polecam ten program wszystkim, którzy go jeszcze nie znają!

  42. el kondor Says:

    @joszko: No można tak powiedzieć, ze jest to umiłowanie „krajobrazu pierwszego” w pewnym sensie. Przede wszystkim na równinach sandrowych rosną prawie wszystkie wielkie kompleksy leśne w Polsce jak puszcza augustowska, puszcza piska, bory tucholskie itd. i są to zawsze kompleksy leśne urozmaicone jeziorami i bagnami. Ja kocham krajobraz leśno-jeziorno-bagienny.

  43. el kondor Says:

    I dodam jeszcze, że dla mnie żadne najbardziej nawet imponujące skały i turnie tatrzańskie albo alpejskie nie mają w sobie tyle malarskiego piękna co dzikie zarastające jezioro śródleśne na Mazurach albo bór bagienny. Jestem świadom, że jest to jednak rzecz gustu, a o gustach się…wiadomo:-)

  44. Joszko Says:

    „Dalej czyhają co krok niby wilcze doły
    małe jeziorka trawą zarosłe na poły
    tak głębokie, ze ludzie ich dna nie dośledzą
    wielkie jest podobieństwo, że w nich diabły siedzą”

    Mickiewicz, epopeja.
    (Gospodyni też lubi ten kawałek, o ile pamiętam jej wpisy.) 🙂

  45. basia Says:

    Gorąco Państwa pozdrawiam! Odwrotnie proporcjonalnie do zimnicy, jaka tu nastała 😉 😀 😀 😀

    Zimnica ma jednak swe zalety – gdy się już uspokoją zamiecie i przeszywający (!) wiatr — można zadziałać naprawdę wiele… i wielu radości doświadczyć!

    Wczoraj – mimo ochłodzenia, porannego lodu na drodze, tudzież wiatru – odwiedziliśmy-zwiedziliśmy Niepołomice, Staniątki… a także Wieliczkę naziemną. Podziwiając italskie nieb błękity nad czerwonymi dachami gotyku i renesansu (któż uwierzy, że dmuchając w palce po każdym pstryknięciu, by je choć trochę rozgrzać? 😆 )… Powrót wzgórzami południowymi, wjazd do krk „trasą Galicyjską” – odcinkiem ekspresowym, z którego widok ‚odgórny” na miasto i zamek nieziemskim jest… co potwierdzi nasz Gość… i niechby śmiał nie!… 😉
    A, i jeszcze spacer po Kładce wiadomej, podświetlonej i ubogaconej w kłódeczki wiadome o 200 a nawet 300% w porównaniu ze stanem na początek grudnia, gdym je dla SzPaństwa dokumentowała… A potem spacer zygzakowo-pętlowy po Kazimierzu… i Chińczyk (Wietnamczyk) narożny… znaczy dla mojego mca zamieszkania narożny… może nawet nie dość ostro-rozgrzewający ów Chińczyk po całym wietrzysku i mrozie?… 🙄
    Fotki jakieś raczej będą (są)… na razie mobilizacja *-) dla wszystkich, którzy jeszcze dziś wieczorem i jutro całodniowo… i w ogóle… — zechcą napełnić treścią dni one piękne… panamorosum… („pandemonium!” – sarka rokrocznie o tej porze pewien gderliwy kolega z pracy 😆 )

    Nb, przepracowawszy przedpołudnie dydaktycznie i solidnie, teraz pędzę* na pół dnia na Zarabie… Wymiana turnusów feryjnych, zatem może być inne pandemonium na drodze, niż to typowe dla połowy lutego (zdaniem mizantropów), ale mamy nadzieję, że zupełnym wieczorem tłok w kierunku krk już osłabnie. Jeśliby jednak nie – spędzę po prostu więcej czasu za kółeczkiem kolejnej wypasionej fury, której jeszcze nie znam 😉 😀

    _______
    *= czekam na party, z którą mam popędzić… dlatego mam chwilkę czasu na pisanie 😀

  46. basia Says:

    Oczywiście, będę się starała przemyśleć wszystkie kwestie związane z wyższością płaskiego nad wertepiastym i odwrotnie… Ale nie wiem, czy pół dnia w takim miejscu (plus słońce) nie spowoduje niejakiego zbajasowania… 🙄

  47. Mru Says:

    „melduję” 😉 że na niedalekim klepisku jest rewelka.
    do zobaczenia w korku. 😀

  48. Zawada Says:

    Niedalekim – to brzmi precyzyjnie. 🙂

  49. basia Says:

    @Mru, 11 lutego 9:07am: Zgadzam się w pełni – tekścio-miodzio. Ale fajne obrazki pionierek i traperek ‚z epoki’ 😉 pozostają wciąż do odszukania… 😉 😀

    @Kiciaf: Wielka dziura z przodu? 😮 — w słowackich?… – znaczy dziura-dziura a nie rozklejenie?… 😯
    Pozostaje wyrazić nadzieję, że nie zrobiła się ona „szokowo-skokowo” podczas jakiejś bardzo atrakcyjnej wędrówki… albo (co byłoby jeszcze gorsze) wyprawy wielodniowej… 😉 😀

    @Kamila: Nie całkiem offtopFrom glen to glen, and down the mountain side – gleny są, jak ogólnie wiadomo, także w Szkocji… 😉 😀

    @TesTeq: Czy mamy tu do czynienia z groźbami karalnymi?
    Przeciwnie, niż Kamila wierzę, że nie – a tylko z kolejnym przejawem werbalnym słynnej i markowej lojalności Rycerza Mru… 😉 😀 😀

    @Abnegat.ltd: Spotkalem bylem sobie wiosna, bodajze AD 1984(?) dwie przeurocze turystki. […] Czerwony szlak Stare-Turbacz. Nie chcialy wierzec, ze na gorze dalej sniegu po kolana…
    Ja też nie chciałam wierzyć, gdy w okolicach trzeciej dekady maja 1982 zobaczyłam – z niebieskiego szlaku z Łopusznej – białą plamę na Hali Długiej. Uprawiałam wówczas szmaciaczkizm+… – buty były lepsze, niż te, w których ponad trzynaście lat później zdobyłam 3277, ponadnormatywnie zaśnieżone… 😉 😀

    @Zawada: Owszem lekkie sandałki trekingowe – od tanich piankowych po najbardziej zaawansowane modele – to jeden z (oczywistych) cudów sprzętowych ostatnich lat… jedne trzymam stale w samochodzie (na wypadek, gdybym się w nim znalazła (nagle a niespodziewanie) w szpilkach… jako kierowca… – jednak ostatnio taki traf dopada mnie najczęściej w autach cudzych… ‚w obcasach’ prowadzić nie cierpię!)
    …W górach, w schronisku wieczorem, na biwaku, w podróży powrotnej, na krótszym bądź dłuższym wieczornym spacerze (asfaltem ale nie tylko) sandałki są niezastąpione! 😀

    …Tylko skąd on wie, co uprawiała na pewno… i w którym milenium?… 🙄 😉 😀

    @Anonimowa Celebrytka: Zdobywanie, zdobywanie, zdobywanie!… – co oznaczało też mentalne się-nastawianie na wyprawę, rozdział zadań-polowań, zżywanie z teamem, wspólnotę przeżyć jeszcze zanim wędrówka na dobre się rozpoczęła…
    Pradawne czasy… prehistoria (dla dzisiejszych osiemnastolatków – totalna abstrakcja! 😉 😀

    @Jankora: Tak, gdy mi Panie (z AC) przypomniały, kojarzę podhalanki, juniorki (wczesna podstawówka), trampki też, oczywiście… Ale kiedy ostatnio usłyszałam/przeczytałam te słowa? (nie mówiąc o użyciu) — chyba (znów) w minionym milenium… 😀 😀

    „Podhale NT” chyba wciąż istnieje… Nazywa się „Wojas-Podhale” czy jakoś tak…

    @Nietoperek: Wyszła, nie wyfrunęła… – nie wszyscy mają łatwo… 😉 😀

    @Owczarek: Owszem, informacje o butach, w jakich się coś zdobyło, są tak samo ważne, jak o aparacie, lornetce, namiocie, mapie… I taki sam mają potencjał prodaktplejsmentowy 😉 😀

    …Moje szmaciaczki mają ów potencjał znacznie mniejszy — i tu cały zgryz… 😈

    @El Kondor: Mój ulubiony typ krajobrazu to równina sandrowa. A dlaczego? A zgadnij!
    Bo się po tym znakomicie jeździ na rowerze o cienkich kołach? Oraz o średnio-cienkich kołach? Oraz z sakwami? 😀
    (Tylko piasek trzeba potem cały wieczór wymywać z łańcucha i przerzutek… 🙄 😉 … )

    @Joszko: Ten krajobraz można także umiłować jako nie-pierwszy… Wiem coś o tym! 😀

    @Gradus: Szeleszczą stare „Taterniki”, brzęczy muzyczka z glenów, szemrzą tatrzańskie strumyki a alpejska róża zakwita mimo zimy…
    – magia, Basiu, magia!

    Ano magia… 🙂 Aż sobie postanowiłam sięgnąć (w pierwszej wolnej chwilce) po alpejskie róże – czekają na odkurzenie w albumie z Habicht i w ogóle – z „tamtych dni”… 😎 😀

    @El Kondor, 12 lutego: Ja kocham krajobraz leśno-jeziorno-bagienny.
    Zdradliwe bagna i jeziorka (torfowe, itp.) można też znaleźć na samym grzbiecie Gór Izerskich… Albo można było… we wrześniu 1987 😉 😀

    @Joszko, 13 lutego: Prawie tak… – kilka przestawek i drobnych niedokładności SzPan popełnił… jednak… – ale trzynastozgłoskowiec jak żywy… 😉 😀

  50. abnegat.ltd Says:

    Moze to i byl ’82?
    To bylo o tyle smieszne, ze wracalismy, technika „z łachy na łache” śniegu, z nart 😈
    Ale spotkanie nastapilo, gdy narty mielismy na garbach. My w narciarskich butach – a piekne niewiast w japonkach.
    Masakra…

  51. basia Says:

    Bo widzisz – one mogły były liczyć na efekt motyla — albo efekt przenosiciela motyla… nigdy nic nie wiadomo, nawet gdy już garb niby dociążony nartami…
    (Btw, w dziecięctwie wspólnem naszem były też klapki nazywające się „motylki”… niektóre małe dziewczynki lubiły je nawet bardziej, niż japonki… 😉 )
    😀

  52. abnegat.ltd Says:

    …efekt piorkowo-wielbladzi 😉
    I chruppp…

    Mialem wtedy taki obuw ortopedyczny ze sztruksu. Przemakaly jakies dwa dni – jak bylo sucho. W deszczu – 30 sekund 😀

  53. basia Says:

    O, sztruks… łza się w oku… a dziatwa dzisiejsza myśli, że to słowo wynaleziono specjalnie na potrzeby dobrze wyratrakowanego pólka… 🙄 😀

  54. Sama?! « przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] spotyka ten wyrzut-zarzut… w realu (na szlaku, w mieście), także pod blogiem (tu, także tu): niby tyle mówisz o bezpiecznym poruszaniu się po górach i pagórkach, a sama łamiesz jedną z […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: