W ucho chcesz czy w nos?

Znają państwo te klimaty? – niedzielny poranek, na dworze cisza… względna, ale jednak… a tu przez uchylone okno wdziera się przenikliwy dźwięk tindirindi – obwoźnej sprzedaży lodów i innych mrożonek. Za chwilę okaże się, że domkowo-ogrodowe sąsiedztwo również postanowiło ubiec upał, serwując sobie grillowane kiełbaski już na śniadanie… I wreszcie dzwon… Ósma, zatem dzwon pierwszy, choć mógł był wystartować już półtorej godziny wcześniej (pół godziny przed najpierwszą mszą), lecz zlitował się nad śpiochami – chyba wie, że jest zbyt hałaśliwy i zupełnie inny w wyrazie, niż powściągliwy sąsiad Zygmunt (kilometr w linii prostej) – za często dając głos, szybko-natarczywie, długo… jak w kuźni.

W staromodnej kuźni… kiedyś i tam wszystko było atrakcją: syrena pożarowa, ryczenie podchmielonych kompanów kowala, tuba hucząca z auta dwie sylaby wa-pnooo!… niżej-wyżej, wyżej-niżej… sekunda wielka, o już kwarta w dół… seksta, i czysto!… Zapach ziemniaków pieczonych w sobotnim ognisku, tuż po kurze, baranie czy jabłkach i kiełbaskach na patyku, mógł zgorszyć (na chwilę) tylko harcerkę B*, ale w sumie oznaczał radość, że zapracowani sąsiedzi znaleźli czas na się-poweselenie, a za chwilę popłynie po nocnej rosie „O Maryjaaannooo gdybyś była zakochaaanąąą…” – na głosy, z akordeonem…

Po nocnej rosie i gładkiej tafli Kryspinowa każdy dźwięk niesie się pięknie… zwłaszcza dźwięk kompetentny… tyle, że właściciele tychże samych kompetencji zostali gładko spławieni znad innego jeziora (Polizei rufen!) – choć lato, księżyc nad Alpami i głosy wygładzone resztkami szopena czy poloneza powinny nastroić drobno-mieszczuchów austriackich (a może tym razem szwajcarskich?…) bardziej romantischnicht wahr?

„…Jest nas po prostu zbyt dużo, zbyt gęsto” – rozjaśniła znajoma Monachijka wątpliwości B, czy aby zapędzenie wszystkich lokalnych amatorów grilla do jednego kąta podrzędnego West Park to nie przesada… „Widzisz, mamy w ogrodzie tę wędzarenkę, ale nie używamy jej od lat… nie to, że prawo, ale nie wypada… Był taki moment, że Turcy grillowali nawet na balkonach!…”
W tejże samej stolicy Bawarii zapachy organiczne, jakimi szprycowano wiosną ogródki i pola wewnątrz miasta** nie budziły protestów lecz przeciwnie – aprobatę. Najwyraźniej intensywne aromaty dzielą się na równe i równiejsze… według mód eko-polit-poprawności.

To było w 2000. A potem Polska i taniegrillowanie wszędzie: na górskich przełęczach, wokół Zakrzówka, na balkonach, w małych miejskich ogródkach…

W piątkowe popołudnie (nie wczorajsze) B słucha TOKu – a tam debatują o regionach i żeby wreszcie pozwolić w pszczyńskim parku wchodzić na trawę i smażyć kiełbaski… jak w świecie szerokim i eleganckim! Mając, po lekturze Piątej strony świata Kazimierza Kutza (Znak, 2010) wyrobione pojęcie, jaką miksturą dolegliwych i toksycznych woni był do niedawna Śląsk – B wierzy, że obyci w niemieckiej kulturze mieszkańcy krainy (gdzie też mieszka całkiem dużo dość gęsto), zadbają o niezaśmiecanie zapachowe perełek regionu w XXI wieku… A(lbo) moda na plenerowe spożywanie podwęglonych kiełbas pójdzie sobie na dobre z Polandu, nie ukrzywdziwszy przy okazji propagacji oparów z dobrych pizz, pesto i chińszczyzny z przyległościami.

Ulotna w sumie sprawa – to całe zaśmiecanie akustyczne i zapachowe. Nie tylko dlatego, iż ‘nie wypada’ lepszą normą jest, niż ‘nie wolno’…

___
*w fazie ortodoksyjnej bywszy: ognisko skautowe nie przewiduje bowiem jedzenia… a nawet jeśli (wyjątkowo) – należy absolutnie zaniechać obróbki termicznej wiktuałów w tym obrzędowym płomieniu!..
**tak, tak – czasem nazywa się Monachium „największą niemiecką wioską”… i w pewnych okresach to widać, słychać i czuć – rozczulająco.

Reklamy

Komentarzy 21 to “W ucho chcesz czy w nos?”

  1. Asia T & Tom Says:

    Komu bije dzwon?

    Już wiemy – bije on dębnickim niedzielnym spiochom!
    (nie przypuszczaliśmy, że i Basia do nich należy. 😆 )

  2. basia Says:

    W zasadzie nie należy, ale zawsze może zmienić zdanie… a do nawrócenia się na śpiochostwo trzeba mieć warunki, czyż nie?… 😀

  3. Mru(cek) Says:

    ubiec upał
    dla miłośniczki figlów onomatopeicznych – upiec upał byłoby perfect! 😛

    /mru najpierw się poczepia szczegółów… dumając przez ten czas meritumicznie 😀 /

  4. Mru(cek) Says:

    czuć rozczulająco – zaiste, natręctwa akustyczne przeszły aż do stylu?!

  5. Mru(cek) Says:

    nie chce się ze mną bawić.
    nikt.
    😦

  6. Asia T & Tom Says:

    Dumaj o meritumie, Mru. 😀
    Np. czy podobałaby Ci się kapela cygańska między blokami w niedzielę o 7:08 (przeżyliśmy ostatnio!) 😀

  7. Asia T & Tom Says:

    teraz on się nie chce bawić z nami… 😦

  8. Quake Says:

    Z dwojga złego to ja już wolę dostać w nos, to przynajmniej spać nie przeszkadza… 😉

  9. pak4 Says:

    9:09 dla zmyłki??? 😉

    W nos i tak można ‚dostać’, ale raczej nie rano. Chyba, że coś się zepsuje. W ogóle jestem pod wrażeniem — lody i tindirindi rano? U mnie przynajmniej 9 godzin i 9 minut później bywają/bywały. Ale z zapachami to samo — nawet spalenizna poremontowa dociera dopiero koło 11-tej (a wtedy to już zupełnie spać nie przeszkadza, chyba że ktoś sjestę sobie urządza).

  10. Kamila Says:

    sjestę? – małe dzieci, większe dzieci, chorzy, pracujący na zmiany…

  11. basia Says:

    @Mru: „ubiec upał” jest analogicznym banałem i natręctwem w zestrojach, jak drugi głos lecący słodkimi tercyjkami w „O Maryjanno”… 😉 😀

    Czekam na plony przemyśleń meritumicznych… oczywiście… ❗

    Co do sobotniego się-bawienia: albo wyjdzie w wirtualu, albo w realu… Moim Gościom nieodmiennie życzę, by to drugie zdecydowanie dominowało 😀 😀 😀

    @Asia i Tom: Kapel wszelakich na osiedlu nie lubię (zawsze mi się nałożą kakofonicznie na jakąś zaplanowaną muzykę lub inny odsłuch)… Ale starsi ludzie są odmiennego zdania i zrzucają im pieniądze a nawet łakocie… 😉 😀

    @Quake: Pogadamy jeszcze raz po zapoznaniu się przez Szanownego Pana z w/w książką K. Kutza: fabryka ‚sera domowego’ z jednej strony, pasty do butów z drugiej… w tle huta ołowiu lub jaka inna koksownia… 😮 😀

    @PAK: Tindirindi zjawiają się normalnie kole połednia… W weekend najczęściej… Ale w upały mieli czas fleksibilny i kreatywny… najwyraźniej… 😀

    @Kamila: Właśnie… 😉
    A alergik zapachowy może być na głodówce, świeżo przejść na wegetarianizm, akurat stracić bliską osobę (choroby powiązane z niezdrowym mięsożerstwem i sadłożerstwem), spalać przedoperacyjnie tłuszczyk, mieć lęki agro z dzieciństwa (u babci pod gruszą)… albo strachy na lachy czyli „narodowe” na punkcie karcinogennych własności grillowszczyzny*… i tak dalej 😀

    ___
    *jak taniegrillowanie dziś wpłynie na zdrowie Narodu Polskiego jutro… 😉

  12. jankora Says:

    Nasi krakowscy (!) znajomi mieszkają tuż pod fabryką czekolady. Nikt nie chce kupić mieszkania za przyzwoitą cenę. 😦

  13. pak4 Says:

    No tak, mam dość emerycką klatkę schodową.
    Ale Pszczyna i grill? Cóż, trzeba się wybrać i zrobić wizję lokalną 😉

  14. basia Says:

    @Jankora: Znam, znam – też trafiłam w tamte okolice przy okazji mojego house hunting… Ale znajomi stanowczo odradzili lokalizację, choć to blisko centrum… i rzeki… 😉 😀

    @PAK: Trzeba… 😀

  15. Mru(cek) Says:

    kiełbaski z grilla (albo rożna)?
    fabryka czekolady (za blisko, bo w ogóle „gorzka czekoladka fajna jest” :-P)?

    o czym my w ogóle mówimy? lud świątobliwy pali butelki PET, wyschłe trawy na wiosnę, nie wspominając o oponach przed Sejmem czy innym (tu mru westchnął nieparlamentarnie) … … … … … … …

    🙂

  16. Kamila Says:

    kamila-kamila 😉

    mru, mówimy o tym, że trzeba to zmienić – szybko albo wolniej. 🙂

  17. pak4 Says:

    Mam remont piętro niżej. Bije po uszach i po nosie. Choć po uszach częściej. Czy to forma przemocy domowej? 😯

  18. basia Says:

    @Mru: Gorzka czekoladka przepyszna jest – w istocie. Ale na zapachy to trzeba wreszcie pochłaniacze zainstalować… jak na klasyczne kominy fabryczne! 😐 (;sieriozność;)
    Mówimy o niepozornych powierzchniach ważkich zagadnień społecznych… jak często tutaj… 🙂

    @Kamila: Trzeba zmienić świadomość… najpierw elit, potem jako-tako obytych… potem tak zwanych mas… 🙂

    @PAK: Nie tyle przemocy domowej, ile inspiracji, że domek oddzielny dobrą rzeczą jest (w momentach, gdy sąsiedzi wokoło już się pobudowali, urządzili, wyremontowali, nie koszą właśnie trawy a drogowcy (remontujący drogę zniszczoną w/w budowami) poszli właśnie na piwo… 😉 😀
    Nb, moi bezpośreni sąsiedzi też właśnie (3 tyg. temu) wystartowali do poważniejszego remonciku… – chyba już trzeciego od 11 lat, gdy mam to mieszkanie – nie bąknąwszy ani słowa o planach czy ‚sorki za uciążliwości’…
    …ale wiadomo, że z sąsiadami należy być ok… 🙄 😀

  19. gradus Says:

    drogowcy – wrrr!
    remont w mieszkaniu sąsiadującym przez kuchnię – wrrrrr!
    remont w mieszkaniu naprzeciwko sypialni – wrrrrrrr!

    A ogólnie to życie jest piękne… tylko usmażę naleśniki z jabłkiem, żeby przytłumić zapach przypalonego mleka, który unosi się na klatce 👿

  20. basia Says:

    …takie-tam drobne sąsiedzkie niedogodności 😉 😀

  21. pszczyna praca Says:

    I’m really loving the theme/design of your site. Do you ever run into any
    internet browser compatibility problems? A handful of my blog audience have
    complained about my website not working correctly in Explorer but
    looks great in Opera. Do you have any ideas to help fix this problem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: