Dobrzy

Niedawne żartobliwe „przyznawania medali” na Sławkowskim, wzmocnione wspomnieniem zeszłorocznych przepytywanek „kto był pierwszy dziś rano na Koprowym”, odesłały moją pamięć aż do połowy lipca ‘08: we wczesnosobotnim busie do Morskiego usłyszałam od turystki warszawskiej (pędzącej na Rysy z ciężkim plecakiem prosto z nocnego pociągu – drobna zaprawa przed pirenejskimi planami) coś w stylu:
„Mam tylko weekend plus trzy dni; trochę się boję, bo w poniedziałek dojeżdża znajomy a nie wiem, na ile jest dobry… podobno chodzi na siłownię i uprawia sporty, ale to, co ktoś gada, jeszcze o niczym nie świadczy, prawda?… nie chcę zmarnować tej rozgrzewki, dlatego od dziś bez kompromisów… zdążyć zanim on dojedzie”…

Mój kompan, który (wprawny hindukuszową rutyną) popadł był w drzemkę gdy tylko się umościł w busie – ‘obudził się’ teraz w samą porę, by mruknąć:
„Taaa, kiedyś białogłowa mówiła „dobry” gdy gość miał pieniądze, kupował biżu, prawił komplementy… no, był dobry w te klocki, naturalnie… jako mąż zapewniał byt, bezpieczeństwo, wakacje… góralkom to w ogóle wystarczyło, gdy nie pił i nie bił… a teraz – święci pańscy! – krokodyla daj mi luby – ma być to i owo i jeszcze tamto – plus dobry w pagórach!”
Warszawianka zaczęła tłumaczyć, że nie chodzi jej bynajmniej, by nosił za nią gros ciężarów czy przymilał się co trzy kroki (użyła słowa ‚umizgiwał’): ‘nie jesteś aby zmęczona, kochanie?’
Ale zapraszając na wędrówkę niewtajemniczonych a zbyt pewnych swej zdatności kolesiów, człowiek musi się liczyć z różnymi kwasami, ekscesami, załamkami… widziała to, wie co mówi… facet zawsze myśli że jest zdatny, dopóki się nie przekona boleśnie, co to zdobyć szczyt czy nawet tylko przełęcz.

Ze swej strony wtrąciłam, że nigdy nie mam nic przeciwko gdy kompan sprawdza z zatroskaniem, jak ciężki jest mój plecak, proponuje przepakowanie części zawartości, etc. … – Zwykła, odruchowa kurtuazja… podobnie jak sakramentalne ‘czy nie jesteś zmęczona?/ może odpoczniesz?/ kawałeczek czekolady?’ – Pytając, zapomina o zmęczeniu własnym a podbudowany faktem ‘potrafienia się znaleźć’, idzie za ciosem w coraz-to-bardziej dżentelmeńskie maniery, co niewątpliwie-naturalnie służy atmosferze wędrówki i wiecznotrwałym wspomnieniom o niej…

Przekomarzania o ‘selekcjonowaniu do relaksu’, różnicach dżenderowych w procesie męczenia się, przyznawania doń, reakcji nań… o duserach na szlaku (tudzież po), opowieści Warszawianki o poprzedniej bytności w Pirenejach, gdy to spotykały się z współwyjazdowiczką tylko w schroniskach, bo tamta była ‘za słaba’… – wszystko to trwało do momentu, gdy za Poroninem otworzyły się widoki… Jęki ekstazy naszej rozmówczyni rozumiałam doskonale – to samo ‘napalenie’ przeżywałam dwa tygodnie wcześniej, widząc spod Bukowiny piękniejącą perspektywę pierwszego od paru lat spotkania z Olbrzymami…

Jak w ogóle można się nie nadawać do wspólnego wypoczynku?… I co w takim razie pozostanie inkluzywną płaszczyzną stosunków międzyludzkich, gdy nawet czas relaksu rozpadnie się brutalnie na wysoki_wyśrubowany_wysmakowany styl „Wspaniałych” (wwww) i letarg tłumów smażących się leniwie, ciałko-przy-przetłuszczonym-ciałku, w jakiejś horrorkowej Krynicy Morskiej albo w innych przelanych piwem Śniardwach?…

Nożyce się coraz mocniej rozwierają także w tej dziedzinie. Bo czymżeż są moje ‘chóry i góry’, gdy spojrzeć na ekstremalno-surwiwalowe nowinki ostatnich lat?!… Na kasę potrzebną na ich uprawianie, na siły fizyczno-mentalne do wstępnego zainwestowania, na odwagę-otwartość każącą próbować ‘czegoś jeszcze i jeszcze’…

Gdy mi więc ktoś prawi komplementy, jak ostatnio na Sławkowskim, ‘wspaniałą masz formę’, ‘dobra jest pani, nie mogłem nadążyć’, ‚jak ta gazela’, itd. – chcę odruchowo zareagować w staropolsko-białogłowskim stylu: ‘gdzież tam!’… Jednak… sekunda – i przypominam sobie, co Adam Boniecki opowiadał o Karolu Wojtyle – świadomość ‘bycia dobrym’ (= zazwyczaj w formie) była być może jedyną próżnością kardynała i papieża: wiedział, ile odziedziczył po przodkach, wiedział, że to kultywował na miarę możliwości, wiedział, jak bardzo kondycja pomagała mu w pracy intelektualnej i kontaktach z żywymi ludźmi…
…Dziękuję zatem, uśmiecham się, przyjmuję złote medale, kupuję już-obłaskawione ‘kamziczki’ i nowiutkie, jeszcze-nieco-płochliwe ‘gazele’…

Często się słyszy od ludzi gór, iż są one „wyostrzoną formą życia” – nie tylko w sensie szybkiego ‘rozpracowywania’ tam współtowarzyszy drogi, wyostrzenia się radości, poczucia humoru, przewidywania niebezpieczeństw, ogólnej czujności, troskliwości wobec innych, apetytu na wolność i niezależność (+ kosztów i wysiłku zdobywania tych jakości + ostentacji podkreślania owej niezależności czy zaradności)… – ale też i zaostrzania ambicji i ducha rywalizacji (niech nawet w najumowniejszej formie, jak to bywa na wędrówkach utartymi ścieżkami – chodnikami, jak mówią Słowacy).
Co więcej, góry mogą wyostrzyć wstyd bycia słabym ogniwem wspólnych wysiłków, planów-projektów, atmosfery w grupie… ‘kulą u nogi’, wstyd nie czynienia dostatecznych postępów…
…Lecz wstyd bezwiednego poddania się regułom wyścigu szczurów, wnoszenia tego odruchu z dolin w góry – też mogą w pewnych warunkach obudzić. I wstyd zbyt instrumentalnego taksowania ludzi – wstępne ‚się nadawanie’ i wymagania, wymagania… – cokolwiek by nie powiedzieć o zbawiennym wpływie ‚oczekiwaniowej’ presji środowiska na rozwój jednostki – w takiej atmosferze podmiotowa afirmacja czasem zostaje na baaardzo dalekim planie.

Na początku lipca 1992 opowiadano mi (gdy dojechałam na ‘drugą połowę’ podrohackich warsztatów przed ważnym koncertem), że kolega (powrócony ‘na łono zespołu’ po dłuższej przerwie) rozpytywał się był: ‘a czy ta Basia potrafi dobrze chodzić po górach?’ Obdarzona ciętym językiem koleżanka huknęła ponoć ‘to mało ci, że atrakcyjna, inteligentna, pracowita, dzielna… (;lol;) – jeszcze musi dobrze chodzić, tak?!..’
W wielu ‘znaczących momentach’ późniejszych wspólnych eskapad widzieliśmy nawzajem ‘w oczach’ rozbawioną pamięć o tamtym ‘incydencie’ – lecz, choć kilka razy udało mi się zostawić go nieco w tyle – trzeba przyznać, że w tej akurat konfiguracji nie dało się wyruszyć w drogę inaczej, niż tylko po poddaniu się jego interpretacji-rewizji ewangelicznego nakazu „jedni drugich ciężary noście”.
A ‘bycie dobrym’ przychodzi odciążonej stronie jakby łatwiej…

Odpowiedzi: 37 to “Dobrzy”

  1. pak4 Says:

    Zaprawdę dobrym to i sprawiedliwym. Ale mądrzyć się nie będę, skoro sam muszę sporo popracować nad sobą… Bo Gospodyni dobra jest!😉

    Dodam tylko na marginesie, że nie chodzi tylko i olbrzymów i elektryzujący eklektyzm dżenderowy😉 Przykład z życia sam mi się narzuca, bo wczoraj na spacerze w parku spotkałem kolegę, dawno nie widzianego. On biegnie, a ja idę. Przebiega obok i rzuca szybko:
    — Cześć PAK, jak widzisz biegam, ostatnio spotkałem Sebastaian, cześć!
    No i zanosiło się, że to cała rozmowa, bo już nas przedzieliła jakaś wyprzedzona rodzina z dziećmi i grupka rowerzystów…
    Musiałem biec, trudno. Życie towarzyskie wymaga kondycji…

  2. basia Says:

    Grunt to wejść we właściwe towarzystwa… albo wbiec…/wbiegnąć 😉 🙄 😀

  3. basia Says:

    …czasem można się też nieopatrznie wlogować… opacznie…😛 😆

  4. Krzysztof Kozłowski Says:

    Świetny wpis! Jestem na blogu nowy, ale zachwyca mnie styl Twojego pisania, Basiu. Wtrącenia z innych języków, zdania długie, pełne małych refleksji, takich, które przyszły ulotne i przykleiły się do tworzonego właśnie zdania… Czyta się to trochę, jak jakiś literacki pamiętnik. Oczywiście to moje osobiste odczucia😉

    W górach byłem zaledwie kilka razy, ostatnio w Gorcach, w okolicach Koninek. Wędrówka z moją dziewczyną na Turbacz, najbardziej stromym szlakiem była pełna przygód i radości – dzięki temu, że z góry założyłem: brak kondycji mój lub mej lubej nie przeszkodzi nam, by dobrze się bawić i wspaniale spędzić ten dzień, zdrowo się zmęczyć. Nie wiedzieliśmy czy dotrzemy na sam szczyt czy będziemy wracać pokonani. Udało się – a ukochana dała radę i nie marudziła za bardzo. Skarb!🙂 Dzięki za to miłe wspomnienie, przypomniane lekturą Twojego wpisu🙂

  5. zawada Says:

    jestem jeszcze nowszy😉 – dziękuję za powitanie – i muszę przyznać, że też mi się bardzo podoba ten tekst. celowo, albo nie – wplotłaś w relaksową osnowę wątek-aluzję do Pierwszej Solidarności (Ks. Tischner, potem Papież: „jedni drugich brzemiona noście”). Gratuluję!

    Krynica M. – prasa pisała o zatłoczeniu i brudzie na plaży. Koszmar!

  6. TesTeq Says:

    Bycie dobrym, dobrym bycie
    Łatwo mi przychodzi w życie.
    Za to w owsie i w pszenicy
    Wzorem staję się złośnicy!

  7. zawada Says:

    Testeq
    żyto było znacznie gorsze od owsa – można się solidnie pozłościć, takie brudne i kolące…
    było – teraz 1.mniej go się uprawia, 2.kombajny sobie radzą ze zbiorami i młócką. 😉

  8. gk Says:

    A ci, co tak posprzątali Rysy – dobrzy oni czy niedobrzy? 😀

    W Gazecie też kuriozalny tekst o śmierci w Tatrach:
    Śmiercią zakończyła się wycieczka w góry jednego z tatrzańskich turystów. Do wypadku doszło na szlaku Grzęda, prowadzącego na Rysy. Szlak położony jest na wysokości około 1800 m. n.p.m.

    Ja tam się nie znam, ale gdyby poprosili gospodynię za konsultantkę… ?😉

  9. gk Says:

    Czekam na moderację… czemu ach czemu???😯 😦

  10. basia Says:

    Temuż ach temuż, że dałeś dwa linki w jednym komentarzu (o jeden za dużo)…🙂

    Btw – doooobrzy-sobie – Polskę zaczynają sprzątać od samej góry – krzyż z Rysów usunęli w towarzystwie (innych) śmieci… Bezprawnie zainstalowany krzyż… nnnnooo Skawiński Pan się w politykę miesza czy co? 🙄

    Drugi tekst – niech się lepiej Quake wypowie na temat owego szlaku Grzęda, położonego na wysokości (biegnącego trawersem, jak rozumiem😮 ) – ja tam chadzam na Rysy od str. słowackiej (choć jak mnie Słowacy zapytają, jak on wiedzie od polskiej, czy ciekawy, trudny… – to im przecie wszystko opowiem, czemu nie…😐

    Sobie Państwo (zainteresowane) obejrzy dokumentnie, jak tam było, zanim posprzątali, na tych Rysach (rok temu, 2 września) – pędzę na koncert, ale nie mogłam przecie nie zmoderować takiego topicality🙂

  11. Quake Says:

    Zaznaczam, że byłem i czytałem. Medal nie jest konieczny 😉

  12. gk Says:

    Aaaa_ha już wiem! 🙂

    Ganc od góry sprzątają. Jeśli się psuje od góry – to i posprzątać trzeba od góry. Żeby wreszcie było dobrze.😀

  13. gk Says:

    żeby wreszcie byli dobrzy😉

  14. basia Says:

    @Krzysztof Kozłowski: Dzięki za uznanie. Przyznam, że jestem pod wrażeniem, bo pewne cechy stylu jakiego używam ‚tu i w okolicach” mogą (też) być uważane jako uciążliwe, pretensjonalne, opóźniające proces lektury. Ale wiem, po co to robię, zatem…

  15. TesTeq Says:

    basia mówi: „…pewne cechy stylu jakiego używam „tu i w okolicach” mogą (też) być uważane jako uciążliwe, pretensjonalne, opóźniające proces lektury.”

    …a w korespondencji biznesowej wręcz niedopuszczalne…😉

  16. basia Says:

    @Krzysztof Kozłowski: Dzięki za uznanie. Przyznam, że jestem pod wrażeniem, bo pewne cechy stylu jakiego używam ‚tu i w okolicach” mogą (też) być odbierane jako uciążliwe, pretensjonalne, opóźniające proces lektury. Ale wiem, po co to robię, zatem…🙂

    Z Koninek faktycznie jest stromo. Schodziłam tam kilka lat temu w towarzystwie osoby kiedyś-wprawnej (tak się reklamowała) i przysporzyła jej ta trasa sporo irytacji. Wychodzenie pamiętam jedno – listopadowe z czasów studenckich… przynajmniej gorąco nie było…🙄😀

    To naprawdę bardzo ważne, by wycieczkę dobrze zaplanować i stopniować trudności… ma być challenge, ale nie przygniecenie — jak w życiu zresztą.
    Fajnie, że się Wam obojgu udało wejść i mieć dobre wspomnienia! 🙂 🙂

    @Zawada: W tym miejscu nie ma (mam nadzieję) nowych-nowszych ani starych-starszych. Każdy może przeczytać, powtórnie przeczytać, przeczytać po latach…😉 …napisać komentarz bądź nie… dłuższy, krótszy… tylko sygnalizujący, że Autor był, zobaczył, pamięta.
    Cieszę się bardzo, gdy ktoś dostrzega wielopoziomowość jakiegoś wpisu; czasem takie uwagi dochodzą mailem, wysyłane przez ludzi ‚programowo’ unikających dyskutowania w sieci (dotycząc np. spraw poruszanych w archiwalnych tekstach „okołogórskich”, intensywnie czytanych latem).
    Aluzja do Pierwszej Solidarności i do loci communes z nią sprzęgniętych? – wiesz, jak to jest? – piszesz, bo się skojarzyło, bo ‚się mówi’ na szlaku… mawiało w twoim, dowcipnym i erudycyjnym towarzystwie… I potem drugie spojrzenie na tekst… ‚hej! to pasuje tu i teraz także dlatego, iż… nie skracamy, nie wycinamy zatem… będzie tym atrakcyjniejsza, sugestywniejsza pamiątka z końca lata 2010!’😀

    @TesTeq: Jak już powiedział Zawada – żyto jest najgorsze: wysokie, ostra słoma, brudne strasznie te źdźbła (ozimina, ale pszenica też, a jakoś potrafiła być czysta-czystsza😉 )… i wąsy…
    Jęczmień też wąsaty, ale choć mały, jakoś się toto dało sprawnie powiązać w snopy – często zbierane z pokosu ciętego jak trawa, nie zbożowo (od- albo do- brzegu koszonego łanu)
    Pszenica – twarda ale niższa, trzeba było kręcić powrósła z dwóch długości, raniąc sobie dziecięce ramionka jeśli się ich dobrze nie zabezpieczyło, przed czym dzieci się bronią, bo ‚za gorąco’ (w przypadku żyta wystarczała jedna długość, dobrze wyciągnięta-wyselekcjonowana… tak wysokie rosło w ‚naszych’ stronach)
    Owiesek – zdecydowanie najlepszy… miękka słoma złotego koloru… czasem długa (dlatego tej właśnie słomy używano w pradawnych czasach do napychania sienników.😀

    @Zawada (25.8; 4:51pm): Właśnie – ten czas przeszły-zaprzeszły!… Nie huczą już po obejściach młockarnie, huczą kombajny po polach… Żytnią mąkę się dokupuje… w tych gospodarstwach domowych, gdzie są jeszcze chętni do podjęcia się ciężkiej pracy ‚umieszenia’ prawdziwego chleba
    (zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży
    przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta
    )
    Ogromny wysiłek, jeśli w grę wchodzą trzy-cztery kilkukilogramowe bochenki – wsad typowego pieca chlebowego…🙂

    @GK: Skoro posadzenie krzyża na Rysach było nielegalne, niekonsultowane z Parkiem – nie było innego wyjścia. Ileż można traktować samowolki budowlane na zasadzie faktu dokonanego i legalizować je wstecznie. Krzyż nie był może najbrzydszy (por. dokumentacja – okolice tej fotki), ale… Nie sądzę, by stawianie ich na każdej górze i pagórze – plaga ostatnich lat – było rzeczą dobrą, pożyteczną dla jakiejkolwiek sprawy czy Sprawy…😦

    @Quake: Pozdrawiam serdecznie Pana Mecenasa… To był-jest długi wpis…😉 🙄 😀

    @GK (25.8; 7:37-9pm): Tak, obyśmy wszyscy dobrzy byli…😀

  17. basia Says:

    @TesTeq (26.8; 7:09am): Ha, ‚uciekł mi’ początek odpowiedzi do komentarzy i nawet tego nie zauważyłam – w sytuacji biznesowej wręcz dyskwalifikujące!!! Totalnie!😆 😎 😉

  18. Mru Says:

    Szarlotka była dobra.
    Góry są dobre.
    W górach trzeba dobrym być.

    Weczne pytanie „czy góry są szkołą charakterów, czy należy w nie przychodzić JUŻ z charakterem?”, Mru rozstrzyguje:

    w góry należy przychodzić z szarlotką!
    😆

  19. basia Says:

    Ale nie z każdą – z taką, jak ja piekę ostatnio (bezowe zwieńczenie) to nieco niepraktycznie byłoby…🙄 🙂

    p.s. O, Mru się zalogował z inną pocztą e-mail💡 😀

  20. Mru Says:

    mogę z inną…😉

  21. basia Says:

    może SzPan z trzema jak dotąd… inne musiałabym wpierw zalegalizować …🙄

  22. Mru Says:

    tylko z trzema?😮 a każdą następną legalizować u Szanownej? 😯

    to było z trzecią…

  23. Mru Says:

    nie, tamto było z drugą…

    teraz!

  24. TesTeq Says:

    Mru mówi: „w góry należy przychodzić z szarlotką!”

    Czy to legalne? Szarlotki są chyba pod ochroną?

  25. Mru Says:

    Tylko jak je wynosisz z gór.
    Jak wnosisz – nie.
    Masz nawet zasługę ochroniarską, i mozesz się ubiegać o medal, jak gospodyni za Swój Sławkowski.🙂

  26. Mru Says:

    Nielegalne?
    Tylko jak je wynosisz z gór.
    Jak wnosisz – nie.
    Masz nawet zasługę ochroniarską, i mozesz się ubiegać o medal, jak gospodyni za Swój Sławkowski.🙂

  27. basia Says:

    zalegalizowaną szarlotkę można wnieść wszędzie…🙄

    (mi tam medale przyznają bez (u)biegania się…😐 – choć dżogerów i innych maratończyków w okolicach coraz więcej… i prawie wszyscy mają ambicję nawrócenia mnie na wiarę swą, jedynie słuszną…😉 )

  28. owcarek podhalański Says:

    a czy ta Basia potrafi dobrze chodzić po górach?

    Z tego, co wiem – nie potrafi. Basiecka potrafi po tyk górak piknie śmigać, a nie chodzić😀

    P.S. To chyba mój najbardziej wazeliniarski komentorz na Basieckowym blogu. Ale niekze ta.

  29. basia Says:

    Pewnie że „niekze ta” – wazelina też się czasem przydaje… nawet ona… w niewielkich dawkach…😀 😆 😉

    Btw, wówczas, w czerwcu 1992 – pomna, że ‚oni’ już tam nabijają kondycję gdy ja muszę siedzieć przy słuchaniu egzaminów licealnych i uniwersyteckich – wykręcałam w Krakowie po południu lub wieczorem do 80-90 km dziennie…😉

  30. basia Says:

    ‚wykręcałam’ – na rowerze, rzecz jasna… w dwie-trzy godziny😀

  31. pak4 Says:

    Sprzątanie z góry? To chyba właściwa kolejność — inaczej śmieci trafiałyby na już posprzątane😉

    Szarlotki pod ochroną? Uuuu… To po co wchodzić do schronisk?😯😉

  32. basia Says:

    By się schronić przed deszczem… I pieczątkę przybić na mapie czy przewodniku, że się było 😐 😀

  33. gradus Says:

    apropo tutułu, w połączeniu z dygresją zbożową ( https://basiaacappella.wordpress.com/2010/08/25/dobrzy/#comment-15537 ) skojarzyła mi się pieśń Kongresu Eucharystycznego 1987, „Panie, dobry jak chleb…” ). 🙂

  34. gradus Says:

    dygresją, zapoczątkowaną przez Testeq’a, a kontynuowaną przez Zawadę i Basię (niżej)

    można by też „Panie, dobry jak szarlotka” (nie mają chleba to niech jedzą ciastka😉 ).

  35. basia Says:

    Tu i tam mąka… na dodatek pszenna-przednia😉 Faktycznie, niech jedzą ciastka! 😀

    (Mam tak, bardzo często, że w górach, zwł. na podejściach, plączą mi się i nie chcą opuścić muzyczne motywy. Pieśni kościelne, zwłaszcza najstarsze, znane od dziecka – baaaardzo często. A „Panie dobry jak chleb” śpiewałam w wieeeelkim chórze papieskim… w Tarnowie (1987)🙂 ).

  36. Kamila Says:

    że nawiążę do aktualnego wpisu – moje życie byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby nie dwie mąki: kakao i przednia-pszenna ;lol:

  37. basia Says:

    kakao ma magnez… duuuużo magnezu… i dlatego jesteś taka magnetyczna, że nikt Ci się nie potrafi oprzeć… albo prawie nikt (bo jak trafi uparciuch na uparciucha…🙄 )😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: