Tajemnica Doliny Jaworowej

Chciałbym teraz opowiedzieć Czytelnikom o najbardziej zagadkowej tragedii, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w Tatrach – o wypadku w Dolinie Jaworowej. Dlaczego ten wypadek wydaje się tak bardzo zagadkowy? Czy dlatego, że nie ustalono jego przyczyn? Przecież wiele katastrof tatrzańskich nastąpiło w okolicznościach bliżej nie znanych, a więc nie dających możliwości dokładnego odtworzenia przebiegu i przyczyn nieszczęścia.

Otóż właśnie. Na przykład przy wspomnianym w poprzednim rozdziale wypadku Bośniackiego i Marcinkowskiego na Zmarzłej Przełęczy nie było świadków. Ciała ich znaleziono w dwa dni później. Wiemy jednak, że przyczyną zgonu był kilkudziesięciometrowy upadek. Fakt, że złączeni liną odpadli o b a j, że jeden lecąc pociągnął za sobą w przepaść drugiego, świadczy, iż został popełniony jakiś poważny błąd w asekuracji: bądź prowadzący nie wbił po drodze haka, a jednocześnie zbyt się oddalił od asekurującego, bądź ten ostatni asekurował „z ręki”, nie mając odpowiednio dogodnego stanowiska.

Nawet – co zdarza się niekiedy – gdy zostaną znalezione kości zaginionego przed laty, nieznanego turysty, z położenia szkieletu, jego uszkodzeń, terenu, w którym odkryto zwłoki, możemy wysnuć wnioski o przyczynach wypadku. Przyczyny te mogą być różne: zbłądzenie wskutek mgły, niepogody lub innych okoliczności, tragiczne zakończone próby wyrwania się z pułapki bądź też śmierć z głodu, wyczerpania, zimna czy nawet po prostu na skutek jakiegoś niedomagania. Bywa, że nie jesteśmy w stanie określić, która z tych przyczyn ostatecznie spowodowała katastrofę, możemy być wszakże pewni, że jedna z nich.

Gdy tymczasem w tragedii Doliny Jaworowej… Cały przebieg i wszystkie towarzyszące okoliczności znamy dokładnie. Pozostał przecież żywy jeden z jej uczestników. Nie wiemy tylko i zapewne nigdy się nie dowiemy, dlaczego tak właśnie się stało i co spowodowało ten straszny wypadek. Zresztą niech Czytelnicy sami osądzą.

Wawrzyniec Żuławski, początek opowieści Tajemnica Doliny Jaworowej. (Całość)

Komentarzy 15 to “Tajemnica Doliny Jaworowej”

  1. Tom Says:

    Cóż za pora wpisu! Czujemy się zaniepokojeni rozchybotaniem (rozhybotaniem) nawyków Autorki! 😐

  2. Tom Says:

    Czujemy się też w obowiązku dodać, że treść historii wielce nas poruszyła. Aleśmy nie medycy, by spekulować na temat przyczyn nieszczęścia.

  3. basia Says:

    Parę rzeczy się faktycznie rozchybotało… — nawyki i rutyny dnia autorki – może w stosunkowo najmniejszym stopniu 😉
    …ale wrócą do normy, wrócą… najpóźniej w październiku lub góra w listopadzie 😀

  4. Mru(cek) Says:

    Na fotach Barbary te miejsca wyglądają ok. Ale ona – jak wiadomo – chodzi wyłącznie w dobrą pogodę. 🙂

  5. PAK Says:

    Pamiętam też zdjęcia z wycieczek Gospodyni przy złej pogodzie, może to więc bardziej aparat dobrej potrzebuje? 🙂

  6. basia Says:

    Nie ma złej pogody – są tylko źle wyekwipowani autdorowcy!… 😛 😀

    Zdjęcia z moich wycieczek przy złej pogodzie? 😮 Nie przypominam sobie takich… 😐 Staram się chodzić maksymalnie wygodnicko – w optymalnej, na jaką „mnie stać” 😀

  7. Tom Says:

    Nieporozumienie może polegać na tym, że to, co na nizinach uważamy za „brzydką” pogodę – w górach oznacza aurę znośną a nawet „ładną”. 🙂

  8. basia Says:

    Tak,
    ale tego trzeba po prostu doświadczyć (niech nawet krótko, częściowo w mniej czy bardziej bezpiecznym schronieniu): ponad trzydziestostopniowego mrozu, ryczącego , zatykającego wichru, siekącego-przeszywającego deszczu, wysysającego wszelkie siły upału… i tak dalej…

  9. TesTeq Says:

    Przeczytałem „całość” i przyznaję, że to dziwny przypadek. Tym bardziej warto cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie nas czarny łabędź (to a propos książki „Tha Black Swan”, którą męczę).

  10. pak4 Says:

    A tak, Tom ma rację. Pogoda na zdjęciach była ‚znośna’ 😉

  11. basia Says:

    Z podobnym, „duszącym” działaniem wiatru zetknęłam się na nieporównywalnie mniejszą skalę na Suwalszczyźnie: przez kilkadziesiąt kilometrów nasza rowerowa ekspedycja pedałowała pod wiatr przez pustą, nieosłoniętą lasem równinę. Jazdę utrudniały i wysiłek wzmagały sakwy (dodatkowy ciężar a zwłaszcza opór). Pamiętam, że gdy, po dotarciu do schroniska młodzieżowego, kolega zaproponował piwo grzane (bo i zimno było) – koleżanka i ja miałyśmy jedynie siłę by położyć się na plecach na materacach w zbiorowej sypialni… ledwie łapiąc powietrze.

  12. TesTeq Says:

    Wiatr nie dusi, wiatr wydyma
    Żagiel i nad wodą trzyma
    W niemożliwej – by się zdało –
    Pozie windsurfera ciało.

  13. basia Says:

    Taaak, ci to mają dobrze… wieczne (/-trzne) zmiany kierunków… – nic ich nie zdusi 🙂

  14. marzena Says:

    frapująca historia. nie znałam.

  15. basia Says:

    A ja ją wysłuchałam (czytaną głośno przez Tatę) jako jedną z pierwszych z tej książki. Co ciekawe – przejęłam się nią tak naprawdę znacznie później, gdy zaczęłam chodzić po (pa)górach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: