Tabakiera dla nosa

Piątek

Przypominam sobie odczyt, który wygłosiłem kilka lat temu we Fray Mocho (drukowany potem w „Kulturze”: ‚Przeciw poetom’). Wówczas, gdy starałem się wykazać tym Argentyńczykom, przecież tak oddalonym od Europy, konieczność odnowienia naszego podejścia do poezji wierszowanej, powiedziano mi: — Jak to, pan domaga się, aby sztuka była „dla wszystkich”, pan, który jest typowym pisarzem elitarnym?

Ależ ja bynajmniej nie domagam się sztuki popularnej, ani nie jestem (też to powiedziano) wrogiem sztuki, ani nie podaję w wątpliwość jej wagi i znaczenia. Ja tylko twierdzę, że ona oddziaływuje inaczej, niż sądzimy. I gniewa mnie, że nieznajomość tego mechanizmu czyni nas nieautentycznymi tam właśnie, gdzie rzetelność ma największą cenę. A już najbardziej gniewa mnie w Polakach.

Gdyż nasz słowiański stosunek do spraw artyzmu jest bardziej luźny, mniej zaangażowaliśmy się w sztukę niż zachodnioeuropejskie narody i stać nas na większą swobodę ruchów. To właśnie tłumaczyłem nieraz Zygmuntowi Grocholskiemu, który ciężko przeżywa swoją polskość tak w nim żywiołową a przywaloną Paryżem; i jego szamotanie jest równie ciężkie jak dramat tylu artystów polskich, których jedynym hasłem stało się „dogonić Europę”, a którym w tym pościgu przeszkadza, że są odmiennym i specyficznym typem Europejczyka, urodzeni w miejscu gdzie Europa nie jest już w pełni Europą. Coś w tym rodzaju powiedziałem też Eichlerowi gdy rozmawialiśmy u Grodzickich:
— Dziwi mnie, że malarze polscy nie próbują wyzyskać atutu, jakim na terenie sztuki jest polskość. Wiecznież macie naśladować Zachód? Korzyć się przed malarstwem jak Francuzi? Malować z powagą? Malować na klęczkach, z najgłębszym uszanowaniem, malować nieśmiało? Uznaję ten rodzaj malarstwa, ale przecież on nie leży w naszej naturze, wszak tradycje nasze są inne, Polacy nigdy zbytnio nie przejmowali się sztuką, my skłonni byliśmy sądzić, ze nie nos dla tabakiery, a tabakiera dla nosa i bardziej odpowiadała nam myśl, ze „człowiek jest powyżej tego co wytwarza”. Przestańcie bać się własnych obrazów, przestańcie wielbić sztukę, potraktujcie ją po polsku, z góry, poddajcie ją sobie, a wówczas wyzwoli się w was oryginalność, otworzą się przed wami nowe drogi i pozyskacie to co jest najcenniejsze, najpłodniejsze: własną rzeczywistość.

Nie przekonałem Eichlera, który wiele włożył wysiłku w wyrobienie sobie solidnej europejskości — i spoglądał on na mnie wzrokiem, do którego już się przyzwyczaiłem, który wyraża: jak łatwo jest gadać!. Malarze, plastycy, przytłoczeni ogromem trudności technicznych, skupieni na swej walce o doskonałość rysunku, koloru, nie pragną na ogół wydobyć się ze swego warsztatu, nie doceniają tego, iż nowe ujęcie pozwala rozciąć niejeden węzeł, nie dający się rozwiązać. Gdy więc ja żądam od nich, aby byli ludźmi którzy malują — oni chcą być tylko malarzami. A jednak ufam, iż jest w nas dzisiaj miejsce na myśl bardziej własną o sztuce, i twórczą. Kolejno bowiem doświadczyliśmy na sobie dwóch koncepcji, z których jedna, arystokratyczna, zmusza odbiorcę do zachwycania się czymś, czego nie może odczuć ani pojąć, druga zaś, proletariacka, zmusza twórcę do fabrykowania czegoś, czym gardzi, co jest poniżej niego i dobre tylko dla prostaczków i maluczkich. Zmaganie się tych wrogich szkół odbywa się na naszym ciele i z taką siłą one siebie niszczą, że wytworzyła się w nas próżnia — czy wydobędziemy się kiedyś z tej łaźni oczyszczeni i zdolni do własnego i odrębnego aktu twórczego?

Nie traćcie drogiego czasu na pościg za Europą — nigdy jej nie dogonicie. Nie próbujcie stać się polskimi Mattisse’ami — z braków waszych nie urodzi się Braque. Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują; zamiast podciągać się do cudzej doskonałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka, kultury, który by był zgodny z wami — gdy ten obraz namalujecie nietrudno wam przyjdzie malować inne.

Przedwczoraj minęło 40 lat od śmierci* Witolda Gombrowicza (Dziennik 1953-56. WL 1988, s. 43-45).
Wpis – czytany analogiami – może też stanowić moją ‚tymczasową’ konkluzję dyskusji pod tekstem „Co z tą Dwójką?!…” ‚Tymczasową’, bo do kwestii rozumienia kultury wysokiej trzeba mi będzie wrócić… jesienią.

___
*…a 4.8 będzie 105. rocznica urodzin Jaśniepanicza…
**wytłuszczenia moje, BM

Komentarze 33 to “Tabakiera dla nosa”

  1. PAK Says:

    W kwestii tytułu wypowie się chyba ekspert, czyli foma. A wytłuszczenia jak masełko na bułce na śniadanie (i pora w sam raz 😉 ).

    Jeśli zaś chodzi o meritum, to co prawda już poniedziałek, ale co tam 😉 W żegludzenie niemożliwej ku artystycznej dojrzałości i oryginalności dzisiaj kwestia omijania Scylli naśladownictwa Europy. Charybda narodowej stereotypizacji na prawej burcie, blisko, ale Pani Sternik wie co robi 🙂

  2. Tom Says:

    Żona mi podpowiada 😉 że polska bohema i zubożała i inteligencja przez wieki „odróżniały się na plus” od innych warstw, czuły się po prostu lepsze, poprzez postawę służalczo-wielbicielską odnośnie sztuki.

    Trudno jest się z tego wyzwolić… – z przeświadczenia, że przysypianie przy… Dostojewskim 😀 jest jakimś świadectwem ogłady. Nawet, gdy klasa średnia kolekcjonuje w tym samym czasie muzea, galerie, restauracje, sławne alpejskie doliny i widoki szczytowe. Oraz Disneylandy, Eurolandy i podobne.
    — Na żywo, na luzie, wybiórczo, na wakacjach rodzinnych!

    Tu jest pies pogrzebany: postawa na klęczkach wobec „wielkiej sztuki” ma i musi coś zrekompensować. 😦

  3. Tom Says:

    @PAK: Charybda narodowej stereotypizacji na prawej burcie, blisko

    Akurat stereotypizacji w wykonaniu Gombrowicza bym się za bardzo nie bał (powtarza za Panią Małżonką Tom). 🙂

  4. TesTeq Says:

    Europa? Polska jest w centrum Europy i basta! Polska jest tym centrum.

    Paryże! Londyny! Bruksele!

    Czas pozbyć się wielowiekowych złudzeń i zacząć gonić Warszawę!

  5. Mru(cek) Says:

    Czas zacząć gonić Warszawę!
    Chyba, że ktoś woli Mławę…

    🙂

  6. PAK Says:

    Tom:
    Sam Gombrowicz potrafił jej unikać. Ale w tym fragmencie trochę stereotypów jest 😉

  7. TesTeq Says:

    Taba kiera dziś nie zagra,
    Bo od wczoraj wierzy w piki.
    Tabo, rety! Co ty robisz?
    Tak nie wygrasz przecież z nikim!

  8. foma Says:

    Taaa… Nieodpowiednia tabakiera i trudno uformować odpowiednią porcję tabaki w dołku przy kciuku. A potem brudny nos i tfu, a nie Europa!

  9. Tom Says:

    PAK,
    Tylko, jeśli by stereotypy się nie sprawdzały do pewnego stopnia, po czym rozpoznawać narody? co z tak zwaną „tożsamością narodową”? albo sztuką charakterystyczną dla któregoś z nich i dla żadnego innego? 😈

  10. PAK Says:

    Tom:
    Ja nie chcę polemizować z Gombrowiczem. Ja po prostu szukam dialektycznej pary przeciwieństw 😉 I z Gombrowicza ją pamiętam, bo czy był drugi literat tak bardzo czuły na wszelkie naciski typu ‚jako Polak powinieneś’?
    W teorii Gombrowicz ma rację (no dobrze, sztukę tworzą jednostki, a do nich nie zwraca się w liczbie mnogiej, ale to szczegół, za który można obwinić formę literacką), tyle że w praktyce zawężenie krytyki duchowej niedojrzałości i niesamodzielności do ulegania ślepemu gonieniu Europy, wydaje się politycznie niebezpieczne…

  11. Mru(cek) Says:

    Pak,
    praktyka! Grunt to przekładanie wszystkiego na zalecenia praktyczne i praktyczne wyniki…

    Pary dialektyczne służą tylko dla przetarcia umysłu, wyćwiczenia go – tak gdzieś do klasy maturalnej, góra do pierwszego-drugiego roku studiów (dla mniej pojętnych).
    😛 😀

  12. Mru(cek) Says:

    ps „Politycznie niebezpieczne”?… ❓

    Jednym wszystko kojarzy się z polityką (prosto-prostacko rozumianą) — innym większość „doświadczeń zbiorowych” jednostki przełoży się na rozwój osobisty tejże… 😉

  13. PAK Says:

    Mru(cek):
    Nie myśl, że nie widze celu, wezwania by traktować wartości (nie mam tu lepszego słowa) takie jak Europa, czy sztuka, jako podrzędne wobec osoby, jej oczekiwań, a nie nadrzedne, tworzące z niej niewolnika.

    Problem polega na tym, że częściej spotykam wypowiedzi ludzi, którzy takimi wartościami gardzą, niż takich, którzy im się niewolniczo poddają — zresztą tekst Pana Bronisława, który linkowałem, gdzie Gombrowicz został wykorzystany by dołożyć przeciwnikom politycznym jest chyba dobrym przykładem.

    Dlatego szukam antytezy i odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. I moja odpowiedź (na dzisiaj rano) brzmi — bo ta zasada dotyczy tylko ludzi dojrzałych. Choćby takich, którzy umysł już dobrze sobie poprzecierali.

  14. Mru(cek) Says:

    Pak,
    blog Barbary jest tylko dla ludzi dojrzałych. Których stać na „swobodę ruchów” i ciągłe kwestionowanie tego, co kryje się za fasadą tych_jak_im_tam „”wartości””. 😉 🙂

    Ale powiem Ci coś jeszcze – przy odpowiednim wychowaniu już pięciolat bywa osobą dojrzałą. ❗

    „Pana Bronisława” – zbytek łaski, proszę Pana Paka, zbytek łaski!…

    „Problem polega na tym, że częściej spotykam wypowiedzi ludzi, którzy takimi wartościami gardzą”
    – A może Cię prowokują?
    – A może tak realizują swą wolność: wyzwolenie się od popłuczyn czy innych filisterskich wyinaczeń, z prawdziwą „wartością” mających mało wspólnego?

    Tylko doświadczenie może sprawdzić, co sobą prezentują ci „gardzący”. I co sobą prezentujesz ty.
    – Doświadczenie czyli twój solidny, codzienny kontakt z wieloma ludźmi, na różnej stopie, w boju, w stresie, w zmęczeniu.
    Wówczas widzimy, co są warte nasze „”wartości””. Co są warte naprawdę, a nie deklaratywnie. ❗

  15. Mru(cek) Says:

    Sie Mru spisoł…

    To jeszcze do-pisze: Nie szukaj teoretycznych antytez czy podobnych konstrukcji fotelowych / sufitowych. – Na to mają czas maturzyści i zapóźnieni studenci. Starsi (dojrzalsi 🙄 ) sprawdzają się w działaniu. Tam najlepiej wychodzą te Gombrowiczowe smaczki. ❗

    …Spadam w offline! 😀

  16. Asia T Says:

    Ale wiesz, Mru – poteoretyzować też nie zaszkodzi. Od czasu do czasu – uogólnić doświadczenia. 😉

    Bo niby co takiego robi Gombrowicz na początku lat 50-tych ub. stulecia z dalekiej Argentyny? – Zbiera i przetwarza obserwacje, jakie mu są dostępne o Polsce i parysko-londyńskich kręgach polskich. Rzuca to na tło dostępnych mu obserwacji i uogólnień o ówczesnym świecie, przetwarza pod kątem jego „głównej obsesji” : jak jeden człowiek stwarza w relacjach międzyludzkich drugiego człowieka, jak grupa wciąż stwarza i modeluje pojedynczego człowieka.

    Bajdełej – nie sądzicie państwo, że dogadaliby się z J. Tischnerem? 🙂

    Pozdrawiam!

  17. Asia T Says:

    Nie chciałam aż tyle kursywą… Samego bajdełeja jeno! 😳

  18. basia Says:

    Witam, witam!
    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

    Przeczytałam… i teraz muszę chwilkę pomyśleć — tyyyyyle Państwo interesujących bajdełejów wprowadzili w obrót… 😀

    P.S. A kto koronował Komisarza na Tabakierowego Eksperta?… I czy to wstyd, że mi umkła taka koronacja?… 😉

    P.S. Allle fajne ciepełko!… tuż poniżej 30C – absolutne optimum (dla zdrowych)…

  19. owcarek_podhalanski Says:

    A tabaka w rogu jest dlo nosa cy nie jest? 😀

  20. owcarek podhalanski Says:

    Sie mi podkreśliło zamiast spacjnąć i teroz mój komentorz ceko na piknom moderacje 😀

  21. owcarek podhalański Says:

    A teroz zabocyłek o altnięciu przy „n”. Jesce jedno tako głupio pomyłka i ide schować sie w rogu wroz z tom całom tabakom 😀

  22. basia Says:

    A to ciekawe, Owczarku, czemu Cię ten perfidny WP do moderacji skierował?… 😮
    Albo Ciebie podejrzewa o bycie ową tabaką w rogu, albo — siebie… 😀

  23. PAK Says:

    Basiu:
    Ja koronowałem. Tymi ręcami 🙂 Może nie powinienem, może to nieuprawnione wtargnięcie realu w wirtual, ale tak jakoś mi zostało skojarzenie: foma – komisarz – tabaka 😉

    Owcarku:
    Dla ludzkiego nie bardzo, ale dla psiego i owszem 🙂

  24. basia Says:

    aaaaaaaaaa — aaaaltnięcie (a wcześniej podkreślenie)… 💡
    Owczarek rozkojarzony… wciąż śni o Coco Chanel… ❗

  25. basia Says:

    No dobrze, skoro PAK koronował a nie obwieścił tego w żadnym rządowym monitorze blogowym – w takim razie niniejszym przestaję się wstydzić… ❗ 😀

  26. foma Says:

    gdzieś tam o tabace kiedyś tam napomknęliśmy…

  27. basia Says:

    Komisarz jak zwykle tajemniczy… racja stanu, racja stanu… 😐

  28. abnegat.ltd Says:

    Miałem cicho siedzieć – bo ja człowiek prosty, ze wsi jestem – ale tak mi się przypomniał jeden post, na który trafiłem u wyznawcy sztuki fotografii (bo ja wyznaję jednak sztukę mięs. Zdecydowanie).
    I rzeczony wyznawca opisywał z oburzeniem jak to na wystawę sławy fotograficznej wielkiej przyszedł tłum. Jak śmiał. Przyleźli, nic nie zrozumieli, tylko się przypatrywali zdjęciom, co poniektórzy błaznów z siebie robili głowy przechylając… – resztę można sobie dośpiewać.

    To jest cierpienie doskonale znane od zarania ludzkości. Cieszy tylko taka zabawka, której nikt inny nie ma. Na sztuce tylko JA się znam, no i może jeszcze Ciocia Krysia z Sobiepańskich, ale żeby ten plebs cokolwiek z tego rozumiał??!?

    Myślę, Basiu, że to jest problem nawiedzonych krzewicieli kultury, w tym nieszczęsnej dwójki. Popularyzacja sztuki musi niestety oznaczać dopasowanie tejże (sztuki, nie dwójki 😉 ) do przeciętnego – w sensie częstości występowania, a nie cech osobniczych – odbiorcy.

    Najbardziej mnie śmieszą ludzie, którzy robiąc co tylko można by utrzymać elitarność danej dziedziny, płaczą, że wszyscy ich maja w – excuses moi – odbycie. To jest dopiero prawdziwy ból artysty – jak być popularnym pozostając elitarnym…

    Rozumiem, że wszyscy mają ich podziwiać z daleka, i broń Boże nie przeszkadzać w kątem-plowaniu Sztuki.

    Sztuka zależy od trzeciego obiegu pieniądza i jest bardzo czułym instrumentem zamożności społeczeństwa. Tam gdzie kwitnie mecenat, można rozwijać piękno, do życia tak naprawdę nikomu nie potrzebne.

    A pomysł by cierpieć z powodu „niedostatecznie rozwiniętej sztuki w Polsce na tle innych krajów Europy” przypomina trochę myślenie dzieci w piaskownicy które walę się po łbach w celu udowodnienia kogo wiadereczko jest ładniejsze 😉 (wszelkie podobieństwa opisanej sytuacji do naszego Sejmu są niezamierzone i zupełnie przypadkowe).

  29. basia Says:

    Ha, Abnegacie.ltd… a w zasadzie – Wasza Ekscelencjo 🙂 (copyright – Original Replica) – nie dość, że mi Pan Szanowny perfekcyjne puenty-konkluzje dyskusji podrzuca ❗ to jeszcze czyta Pan w strukturze moich myśli… ❓ ❗ 😯
    (W bardzo podobnym duchu , choć znacznie węziej, wypowiedziałam się wczoraj u PAKa).

    Póki co, pozostaje mi powtórzyć (raz jeszcze)
    za Norwidem:

    Niejeden szlachcic widział Apollina
    I Skopasową Milejską Wenerę
    A wyprowadzić nie umie komina
    W ogródku krzywo zakreśla kwaterę!

    Bo mi – w przeciwieństwie do nawiedzeńców z „nieszczęsnej Dwójki” – jeżeli chodzi o popularyzację czegokolwiek, będzie to „czynienie sobie z własnego życia dzieła sztuki” – stąd samoświadomość psychologiczna, stąd sztuka użytkowa, tak, jak ją widzieli Norwid, Ruskin, Morris, stąd wybijanie się na nowoczesność na drogach, w łazienkach, ogrzewaniu (ściennym, podłogowym), sztuce ogrodu i niedzielnego bycia razem, wypoczynku i rodzinnego dalekiego podróżowania… — słowem etos klasy średniej. I niech sczęzną „artyści”, jeśli koniecznie muszą (=nie mogą się zaadaptować) by się ten etos urzeczywistnił… 😈 😈 😈

    Co do smaczków, szczególików i nieporozumień zwiiązanych z „używaniem” Gombrowicza do celów typu okładanie przeciwnika – „chyba” jeszcze tu wrócę 😀
    Pamiętajmy, że pisał tę część „Dziennika” ponad 55 lat temu, nie znał jeszcze społeczeństw wieloetnicznych, z kilkoma naraz paralelnymi hierarchiami wysokokulturowych zachowań, funkcjonującymi na jednym terenie…
    Ale jestem pewna – jak rzadko kiedy – że by sobie doskonale z tym poradził (zdroworozsądkowo a jednocześnie finezyjnie… i co najważniejsze, w swoim stylu)…

  30. abnegat.ltd Says:

    Ladne mi „weziej” 😀
    Ja wlasnie o tym. Stalem sobie kiedys po paltocik, a kudly na szyi jeszcze mi sie calkiem nie ulozyly po emocjach dostarczonych na koncercie, lecz nie dane mi bylo skupic sie na odczuciach bo jakis pajac perrrrorowal na temat katalogow, numerow, wykonawcow, i fatalnego picikato w 46 takcie. A co to ma do rzeczy? Tez sie moge poprzerzucac kilkoma numerkami – ale z tego muzyka zdycha.
    PS. Popelnilem poprzedniego posta nie znajac Twoich u Paka 😀

  31. basia Says:

    😀 😀 😀

    Co do perror pokoncertowych – czasem się nie da tego uniknąć. Nie zapominajmy, że fachowcy muszą pogadać, ocenić; sama znam wielu chodzących na koncerty z nutami (a do teatru, pierwszego rzędu – z notesami i tekstami sztuk…)
    Śmiesznym (groteskowym) a i niebezpiecznie-autoiluzyjnym dla „pajaców” staje się ten obrzęd (obrządek 😈 ) gdy sobie wyobrażają, że tym jakoś podnoszą swą wartość (towarzyską, ogólnoludzką)… gdy próbują za bardzo kompensować inne swe niedostatki, braki osiągnięć i spełnień… a zwłaszcza, gdy potrzebują stłamsić „chamów”, „filistynów”, „motłoch”, „filistra”, „nowobogackiego”, „po-koncertowego bankietowicza” i kogo tam jeszcze.
    Poza wszystkim, dowodzą taką postawą ogromnej ignorancji w kwestii tego, jak przez wieki wyglądało i ewoluowało „życie kultury” a zwłaszcza – odświętnego bycia ludzi razem. Czyli niekompetencja etno- antropo- — na dobitkę i zwieńczenie wszystkich innych śmieszności i nieuzasadnionych pretensji-pretensjonalności…

    Ad P.S. Jak to, przykładów-retoryk spawalniczych też nie znałeś?… 😮 😉 — Świeżo po niedzieli imieninowej w Domu, gdzie także ten temat wypłynął (poważnie i humorystycznie), jakoś mi się rozsypały tu i ówdzie (te exempla)… 🙄
    (Facet, który się przyznaje, że umie spawać (mając inny zawód… profesję) – urasta od razu w moich oczach do rangi co najmniej Fidiasza jakiegoś… 😐 😉 😀 )

  32. abnegat.ltd Says:

    A to ci dopiero 😀
    Spawam tez- ale pradem jeno, to na Tytana sie nie nadam… Ale za to gwozdzie umiem prostowac 🙄 to moze choc w polowie…
    A mi fachmani nie przeszkadzaja- wyklad rzecz dobra, a gdy w dodatku interesujaco podana – czemu nie.

  33. basia Says:

    Też kiedyś umiałam gwoździe prostować… Całkiem sprawnie – młotkiem, na „kopycie” do reperowania butów…

    A co do spawania – moi genialni Bracia chyba też tylko prądem… choć za starszego nie ręczę: gdy jego córeczka miała 2 latka, obdarzony swoistym poczuciem humoru (i pnący się szybko po szczeblach kariery finansisty) ojciec obiecywał jej podczas zabawy klockami i nauki różnych słów tudzież pojęć: „tatuś nauczy cię spawać, wpiszesz sobie do cv…”

    …Więc może gazem również potrafi, skoro się na mentora kreuje… 😐 🙄
    😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: