Melancholie

Byli chłopcy byli, ale się minyli,
i my się miniemy po malućkiej chwili

– coś nie chce (od przedwczoraj) odfrunąć precz z mej pamięci…

Góralska nuta pożegnalna – odświeżona w ramach ośmiominutowego filmu w „Tischnerówce” – potrafi szarpnąć człowiekiem, że aż strach. Za chwilę kolejna ulubiona rzecz Tischnera, Krywaniu… – na szczęście w wykonaniu łopuszniańskich piękności.

Wdzięk niewieści idący niczym Łaska Boża przez wieś – któż tego nie zna?! I jakże stąd blisko do innego piewcy kobiecej tajemnicy i melancholijnej zadumy, związanego z Łopuszną – Kazimierza Przerwy-Tetmajera.
A zadamy go tak, by było „jeszcze bardziej na czasie…” ;/

Cień Chopina

Na wiejskie gaje, na kwietne sady,
na pola hen,
idzie nocami cień jego blady,
cichy jak sen.

Słucha, jak szumią nad rzeką lasy
owite w mgły;
jak brzęczą skrzypce, jak huczą basy
z odległej wsi.

Słucha, jak szepcą drżące osiny,
malwy i bez;
i rozpłakanej słucha dziewczyny,
jej skarg, jej łez.

W wodnych wiklinach, w blasku księżyca,
w północny chłód,
rusałka patrzy nań bladolica
z przepastnych wód.

Słucha jęczących dzwonów pogrzebnych
i wielkich łkań,
i rozpłyniętych kędyś, podniebnych,
gwiazd błędnych drgań…

Słucha, jak serca w bólu się kruszą
i rwą bez sił —
słucha wszystkiego, co jego duszą
było, gdy żył…

Poezje, Seria Pierwsza. 1891.

Komentarzy 28 to “Melancholie”

  1. Tom Says:

    Może Chopin też bywał w Łopusznej – inkoguto.
    Albo – gdyby ją znał, to by bywał. 😆

  2. Tom Says:

    Nie mam siły na melancholie w środku lata! 😉

  3. basia Says:

    Tym bardziej nie będzie miał Pan Szanowny siły pod koniec października! Stąd wniosek, że trzeba się zmierzyć z tym „żywiołem nastrojowym” właśnie teraz 😐 😀

  4. basia Says:

    trzeba się zmierzyć z tym “żywiołem nastrojowym” właśnie teraz… – lokalnie, po w miarę ciepłym (choć pochmurnym) wczesnym poranku, ochłodziło się, pada (o szyby* deszcz dzwoni jesienny – by zacytować innego poetę z Pana-Tetmajerowej okolicy czasowej 😉 )… i grzmi…
    — idealny czas na melancholie wszelakie!… 😆

    ___
    *i o parapety 😀

  5. TesTeq Says:

    Cień Feela

    Scena, a przed nią fanek tłum rośnie
    Żądny tych chwil,
    Kiedy powietrze przez swoją głośnię
    Wypuści Feel…

    (żeby nie było, że zawsze jest o Dodzie 🙂 )

  6. basia Says:

    Maestro jest genialny… tego melancholijnie-deszczjesiennego dzionka ❗ 😐 😀

  7. pak4 Says:

    Głos z przeszłości potrafi uderzyć…

  8. basia Says:

    Owszem, potrafi…

  9. TesTeq Says:

    basia pisze: „Maestro jest genialny… tego melancholijnie-deszczjesiennego dzionka”

    Dziękuję, ale u mnie są zupełnie odwrotne okoliczności przyrody:

    *** parametry powietrza ***
    temperatura: 23.2 °C
    wilgotność względna: 71.1 %
    ciśnienie rzeczyw./znormaliz.: 1000.8/1013.6 hPa
    temperatura odczuwalna: 22.3 °C

    *** promieniowanie słoneczne ***
    moc promieniowania 399.0 W/m2
    usłonecznienie od świtu 2.8 h

  10. basia Says:

    Maestro nie tylko genialny, ale i precyzyjny… ❗ 😉

  11. TesTeq Says:

    Precyzja to moje drugie imię…

  12. basia Says:

    😐

  13. basia Says:

    😀

    Powinna być kufa na „thumbs up” 😉

  14. Hoko Says:

    Ciekawe… ja znam taką wersję:

    Byli chopcy byli
    Ale sie nie myli
    A my sie myjemy
    To dłuzy bedziemy!
    Hej!

  15. basia Says:

    Hoko!? 😮 A cóż tu Pan Szanowny za dywersję i sabotaż uprawia?!!! 😯

    Wiadomo, że wersja kanoniczna jest jedna:
    Częste mycie skraca życie.
    Szczypie skórę mydło bure!

    I tego się będziemy trzymać ❗
    Hej!
    😉 😀

  16. Quake Says:

    Melancholie? W lipcu? Mówię stanowczo nie 🙂

  17. basia Says:

    …a bo Pan Radca jest widocznie w fazie euforycznej… 😉

  18. Quake Says:

    Myślę, że eufemistycznie można tak to określić 😀

  19. basia Says:

    😉 😀 😀

    To były thumbs up dla Pana Radcy.
    Emfatyczne.

    (No chyba, że Pan Szanowny woli eufemistyczne… 😛 )

  20. Renata Says:

    „Serce mi się w bólu kruszy, że już dnia ubywa”.

    Czyż nie jestem melancholiczką? 😆

  21. Renata Says:

    I jeszcze raz ja:
    „rozpłakana dziewczyna jak drżąca osina”
    „rusałka patrzy nań bladolica”

    To jest niby kobiecy wdzięk i tajemnica,w wydaniu piewcy?
    Wypraszam sobie!
    Nasz maestro Testeq potrafi znacznie lepiej! 😀

  22. basia Says:

    Drugimi imionami Maestra TesTeqa są oczywiście Perfekcja, Precyzja… i jeszcze kilkaset by się znalazło… 😀

    A co do merituma, przypomina mi się opinia-preferencja cytowana przez Miłosza i w „Rodzinnej Europie” i w „Roku myśliwego” – otóż jego przyjaciel, filozof twierdził, że najlepiej mu się słucha muzyki „paru Niemczyków” – prężnej, zdyscyplinowanej, energetyzującej…
    A już ten cały Chopin to boils down to* stada wleczonych topielic, z którch włosów – plum, plum, plum – kapie woda.
    Podobnie inne słowiańskie smęty. (O osmętnicach chyba nie wspomniał 😆 )

    Cytuję niedokładnie (znajdę ten kawałek jutro rano, miejmy nadzieję), ale do przywołanego przeze mnie we wpisie – absolutnie kliszowego – Tetmajera pasuje jak ulał!… 😀

    ___
    *nie użył tego zwrotu, ale mi on pasuje 😉 😎

  23. PAK Says:

    😯 To by wiele wyjaśniało — w końcu Maestro TesTeq też jest prężny, zdyscyplinowany, energetyzujacy jak metodologia ZTD, albo Bach, czy inny Brahms 😉

  24. basia Says:

    Wszystko się zgadza, inaczej by przecież nie pisał blogu poradnikowego… 😉

    Ale miejmy (mimo wszystko) wątłą nadzieję, że deep down nobody is perfect – nawet Maestro i jego metodologie…
    Bo cóż nam, śmiertelnikom pozostaje?!… 😀

  25. borsuk Says:

    mam tam rodzinę, powinowatych znaczy, w Łopusznej, ładnie tam jest.
    Nuciłem wtedy górom taką oto piosenkę:
    http://www.youtube.com/watch?v=nZ7_cOdYDNE&feature=related (tu z zabawną filmową ilustracją)

  26. basia Says:

    Pamiętam, oczywiście, jak o tym (Łopusznej, pobycie na weselu tamże) wspominałeś u Owczarka! 🙂

    A cyrylica? Otarliśmy się i o nią. „Nieco” na wschód, za Krościenkiem a nawet Szczawnicą – w Jaworkach…

  27. Hoko Says:

    Częste mycie i owszem. Ale kto tu mówi o częstym… A poza tym, praca życie skraca…

  28. basia Says:

    Niby racja, że praca skraca…
    Ale też daje środki i na melancholie i na euforie (jak choćby jazda w jeden z najdłuższych wieczorów w roku wzdłuż Zalewu Czorsztyńskiego, przewężeniami Krościenka i Szczawnicy, spektakularną wstążką Zielonego Przełomu, wysoczyznami przełęczy pewnej, nie za dużej, ale zawsze, nową częścią zakopianki – prawie pustą w środku tygodnia)… 😉 😎

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: