Skoro można wydać sto jeden zestawień stu najklasyczniejszych aut – można też z powodzeniem zamknąć pomiędzy dwiema okładkami sto kiecek: a dress to impress, a power dress, a revenge (and retribution) dress, a dress to look a million dollars, That Dress, The Happy Birthday Dress, The Wedding of the Millenium Dress…
Widzieliśmy je nie raz, podziwialiśmy, (lekko) zazdrościliśmy nosicielkom…
Na kofitejblu (albo w poczekalni dentysty) książka będzie jak znalazł, zwłaszcza, że opisano opakowania znanych, utytułowanych, młodych, pięknych, bogatych, w przełomowych momentach ich pracy lub życia.
‘I/lub życia’ – piszą automatycznie palce me – bo wiedzą, że świat dzisiejszy nad tym rozziewem stoi i, rozdziawiając swe kolektywne usta, gapi się na czeluść: ja – suknia ma; meritum – dostępne środki; pozór i ułuda a twardy rdzeń; pijar a tak zwana autentyczność (ktoś ją gdzieś widział? gdzie? ile dekad temu? komu i za ile się potem sprzedała?)
A więc libiamo, meine Damen und Herren! Mizantrop każdego pokolenia z łatwością wykrzyczy (dramatycznymi koloraturami), iż jeszcze nigdy strój do tego stopnia nie czynił człowieka… A niedawno zmarła Violetta Villas jest tu tylko ciut przerysowanym memento. Imprezy przedświąteczne, wigilie, święta, sylwester, karnawał — czas na wzmożone maskarady, duszno-kryzysowe narzeczone i anty-depresyjne odwety. I will survive, anyway – zaśpiewają egzekutorzy i dyktatorzy. I będą mieć rację bo suknia i przebieranki to w sumie fajna rzecz – ubarwia pojedyncze życie, współtworzy kulturę… i pekabe, last but not least.
12 Grudzień 2011 o 5:31 am
Niezapomniane?
To zależy dla kogo.
Niektórzy nie mogą zapomnieć kasy, jaką wydali niepotrzebnie.
12 Grudzień 2011 o 7:06 am
I pekabe, otóż to!
12 Grudzień 2011 o 7:10 am
P.S. Wczorajsza niedziela była wprawdzie w liturgii katolickiej “radosną”, lecz od “Laetare!” do “Libiamo!” daleka droga, tak mi się wydawało dotąd…
12 Grudzień 2011 o 8:13 am
Niezapomnianość względną jest, jak dostrzeli Przedpiszący. Znajomy opowiada, jak to pytany, jak było na ślubie, na którym gościł odparł:
– No dobrze było… pobrali się w końcu…
– Ale jaką suknię miała panna młoda?! — pyta natarczywie siostra znajomego.
– Hm… nie pamiętam… ale zaraz… pamiętam! Białą!!!
12 Grudzień 2011 o 8:29 am
@Tom: Czy niepotrzebnie – to pokaże historia; są wszak inwestycje krótko- średnio- i długookresowe… A także inwestycje w dochodzenie do mądrości własnej
@Joszko: Laetare i libiamo oba są na “l”… adwent zaś czasem zakazanym być przestał dobre parę latek temu…
@PAK: Znajomy z całą pewnością się nie zna; suknia była albo alabastrowa albo jasne ecru, albo mniej jasne ecru, albo w którejś z bieli kremowych (np. w naturalnej bieli z odcieniem kremowym
), albo… — ale gadaj (tu) z facetem o kolorach!… 
12 Grudzień 2011 o 8:49 am
A propos rozmów o kolorach – moja Mama, na pytania typu “a jaki to był samochód?”, “jaki jest ten jej/jego nowy samochód?”, ‘jakiej marki był ten samochód, który wjechał na posesję?”, etc., etc. odpowiada coś w stylu: “on był… taki… czerwony”…
(I też nie zawsze ‘czerwony’ jest/okazuje się naprawdę czerwony)
12 Grudzień 2011 o 9:00 am
Ja na tegoroczne święta odprasowałem swój super dres z potrójnymi lampaskami (na nogawkach i rękawach) – będzie pasował do białych adidasów i skarpetek.
Cała kreacja kupiona w czasach, gdy jeszcze Jarmark Europa nie został zniszczony przez lobby piłkonożne, które przeforsowało budowę nikomu niepotrzebnego Stadionu Narodowego. Z pewnością jarmarczna frekwencja znacznie przewyższała tę okazjonalną, której oczekuje nowa warszawska zabawka.
12 Grudzień 2011 o 9:13 am
Znaczy na Dakar się Maestro TesTeq wybiera z Adamem a zwłaszcza Izą?…
A stadiony – jak na nie wbiegną te wszystkie dorośnięte obecne orliki… a po godzinach tłumy fitnesowiczów jakowychś (cudem z martwych kanap powstałych) — to może nie będzie tak źle… Choć niezapomnianość Jarmarku Europa poza wszelką kwestią jest
12 Grudzień 2011 o 9:18 am
czerwony samochodzik…
niektóre młode pasjonatki motoryzacji mają to na zicher:
przed tym czerwonym się zmieszczę…
tylko ta czerwona ciężarówka przejedzie… io…io…
poczekam aż to duże czerwone przejedzie, nie będę się wpychać…
12 Grudzień 2011 o 9:20 am
kremowe z/w/na czerwonym?
- może być
- bardzo być może
/w porywach – niezapomniane
/
12 Grudzień 2011 o 9:39 am
No przecie wiadomo ze najpikniejse kiecki to nosiła poni Audrey Hepburn. Bo na niej nawet worek na grule od rozu przeinacoł sie w piknom kiecke. Bajako
P.S. I jesce poni Meg Ryan. Ocywiście pokiela se jakiesik botoksów cy inksyk plugastw do gymby nie wstrzykła.
12 Grudzień 2011 o 9:42 am
Mru, [
]
) oświadczam, że w warunkach ruchu drogowego też metkuję sobie auta kolorami a nie markami (‘przed tym granatowym’ a nie ‘przed tym audi’, ‘za tym srebrnym’ a nie ‘za tą avensis’, itd. — choć wzrok mam wciąż OK (do dali – sokoli+
)…
będąc młodą pasjonatką motoryzacji (a nawet jej historii, co już dawno zauważyli Prezentodawcy
12 Grudzień 2011 o 9:45 am
Znając już dobrze Owczarka jako wybitnego konesera damskich niezapomnianych piękności, ciuchowości i duchowości, lecę w te pędy poszukać w sieci, jakżeż leży ta (czy tamta) sukienka na owym gymbowym botoksie…
12 Grudzień 2011 o 9:52 am
po krakowie jeżdżą same srebrne. no, czasem się trafi jaki biały albo niebieski.
12 Grudzień 2011 o 10:16 am
Mru się mija z prawdą: bezpośrednio pod moim oknem znaczną przewagę mają w ‘chwili obecnej’ czerwone – dlatego, że noszę od rana tegoż koloru szetland (z Harrodsa
) a ‘one’ wiedzą, że powinny się skoordynować kolorystycznie (i niekoniecznie na zasadzie zaproponowanej przez Mru o 9:20…)
12 Grudzień 2011 o 11:27 am
mru się z Prawdą nie mija, mru najczęściej Prawdę wyprzedza.
przepisowo.
12 Grudzień 2011 o 2:00 pm
z wyjątkiem tych, częstych momentów, gdy prawda wyprzedza mru
kiecki jak kiecki…
12 Grudzień 2011 o 2:00 pm
…najlepsze są w garderobach teatralnych
12 Grudzień 2011 o 2:28 pm
chałaty garderobianych?
a może teraz chodzą w dresikach, jak Testeq?
12 Grudzień 2011 o 4:19 pm
Testeq, założę się, chodzi na powszednio do roboty w armani suit, dresik wciąga od wielkiego dzwona
12 Grudzień 2011 o 5:24 pm
Na największy dzwon przyjdzie poczekać jeszcze 4 miesiące – miejmy nadzieję, że Maestro ma w swej garderobie dresik jeszcze lepszy od tego z potrójnymi lampaskami
Co do zagadnień teatralno-garderobianych – przypomniała mi się właśnie konferencyjna (1998) guided tour po Grand Theatre w Lancaster – trzecim co do najstarszości nieprzerwanie działającym teatrze w Anglii: najatrakcyjniejsze było właśnie buszowanie wśród kostiumów i pozowanie do zdjęć za nimi… teraz patrzę na siebie jako Anne Boleyn…
12 Grudzień 2011 o 11:14 pm
@Basia: “A więc libiamo, meine Damen und Herren! Mizantrop każdego pokolenia z łatwością wykrzyczy (dramatycznymi koloraturami), iż jeszcze nigdy strój do tego stopnia nie czynił człowieka” – Nie wiem, czy jestem mizantropem mojego pokolenia lub jakiegoś innego pokolenia, ale za mizantropa mógłbym uchodzić z powodu większej sympatii, jaką często darzę drzewa od ludzi i z niechęci do odwiedzania miejsc ludnych typu Zakopane (o Londynie nie wspominając nawet). Jednak nie wykrzyczę dramatycznymi koloraturami (bo ja w ogóle nie jestem w posiadaniu jakichkolwiek koloratur, chyba że wrzucę jakieś cd do odtwarzacza), że “jeszcze nigdy strój do tego stopnia nie czynił człowieka”, bo moim zdaniem strój nie czyni i nigdy nie czynił człowieka – sam daję temu wyraz w moim życiu, ubierając się jak ostatni wiochmen pozbawiony jakiegokolwiek gustu, typowy klient tanich bazarów z chińszczyzną
13 Grudzień 2011 o 5:14 am
El Kondorze – jeśli Chińszczyzna jest w Twym typie – znaczy, jest na topie!
13 Grudzień 2011 o 9:32 am
@El Kondor: ubierając się jak ostatni wiochmen pozbawiony jakiegokolwiek gustu.
A widzisz, czyli strój czyni – np. szufladkuje/etykietkuje! Zgodnie z tą logiką i pamiętając o takiej percepcji, wielu wiochmenów (od ‘odwiecznych autochtonów’ aż po świeżych mieszkańców wypasionych rezydencji), zrobi wiele, by odróżnić się, zaakcentować swą inność… wedle tej samej zasady kloszardzi w City ostentacyjnie pokażą, że z japiszonami nie mają nic wspólnego…
@Asia: jeśli Chińszczyzna jest w Twym typie – znaczy, jest na topie!
Właśnie, tego się trzymajmy: jeśli masz styl, pracujesz nad nim – nie musisz się uganiać za modami!
13 Grudzień 2011 o 10:26 am
El Kondor,
niejeden klient “bazarów z chińszczyzną” nie zdaje sobie sprawy, jak wielką (pozytywną) rolę może odegrać właściwie dobrana garderoba
13 Grudzień 2011 o 10:27 am
W dzisiejszych czasach prawie wszystko jest chińszczyzną, kusi mnie nawet teza “wszyscy jesteśmy Chińczykami”!
13 Grudzień 2011 o 11:52 am
też niezapomniane..
13 Grudzień 2011 o 12:57 pm
Niezapomniana Pieśń, lecz także memento.
Dziękuję Ci, Mru!
13 Grudzień 2011 o 2:03 pm
a Votre service, Madam!
13 Grudzień 2011 o 5:35 pm
@18 Karatów: Panowie zazwyczaj odpalają ‘…and me… your hairstyle…’ — ale w duchu odpalają, bo maniery mają prawie tak wersalskie, jak Anonimowa Celebrytka i Mru
@Gradus: Chińszczyzna – nie… Chińczykami… — całkiem to możebne że gdy jeszcze większe liczby młodych Polaków będą studiować tę piękną i starą kulturę – nic co chińskie naprawdę nam nie będzie obce
…i kolejne mury runą… bodaj cząstkowo…
A że inne stale rosną – hmmm kusi by to potwierdzić, ale powiem ‘i tak i nie’; to wcześniejsze byłoby za proste (choć temat “stadność tłumu versus samotność indywidualisty” bliski jest memu sercu… lecz nie mam czasu, by wyelaborować
)
13 Grudzień 2011 o 6:26 pm
Prawdziwy gentleman nie odpala nawet w duchu, tylko się cieszy, że pomógł komuś w depresji
A fryzurę zawsze można wybrać z odpowiedniego katalogu
13 Grudzień 2011 o 8:06 pm
“Odpalają”? – nam strzelać nie kazano…
13 Grudzień 2011 o 9:18 pm
- Co tam panie w polityce?
- Wykrakałem…
Gdyby nie to chore państwo… parlibyśmy do przodu jak Chiny… Stalibyśmy na czele świata… Obudź się, Polsko!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,10812583,Flagi__prezes_PiS_i_wielki_marsz_protestu__ZDJECIA.html
Niniejszym przepraszam wszystkich Polaków i wszystkich Chńczyków. Za Prezesa.
14 Grudzień 2011 o 12:14 am
@Asia: Ale ja własnie nie mam stylu – jedynie sposób ubierania się, a to jeszcze nie styl. Ubierając się w tanią chińszczyznę, kieruję się przede wszystkim wygodą, praktycyzmem i, bądźmy szczerzy, także ogromną niechęcią do wydawania kasy na ciuchy (to nas, facetów różni od kobiet). Jednak nie próbuję kreować żadnego “wiochmeńsko-chińskiego” stylu.
@gradus: „wszyscy jesteśmy Chińczykami” – broń, Panie Boże, nie wiesz, co piszesz! Miałem kontakt z chińczykami i naprawdę to są trochę przybysze z innej planety. Cenię ich mrówczą pracowitość i inteligencję, zwłaszcza techniczną (w stosunku do nich jesteśmy “100 lat za murzynami”), ale z tymi ludźmi nie idzie sie porozumieć (not even in English), bo oni inaczej po prostu widzą świat. Jeżeli stanę się kiedyś chińczykiem, to nie będę juz el kondorem, nie będzie mnie.
14 Grudzień 2011 o 4:39 am
El Kondorze, czyli po prostu posiadasz styl, nie będąc świadomym a nawet odżegnując się od jego posiadania… – tak bym to ujęła.
14 Grudzień 2011 o 7:02 am
O tak, mężczyznom mówić o kolorach.
@Gradus,
ja wczoraj całkiem świadomie odcinałem się od mediów z tego powodu.
14 Grudzień 2011 o 7:07 am
18 Karatów, zawsze mówię, że odpowiednia ekspozycja sztuki to podstawa (a może i połowa) sukcesu!
Tom, za to im kazano… nie teraz… trochę później…
Gradusie, w moim imieniu nie przepraszaj; niezapomniane kreacje Prezesa definiują jakąś część społeczeństwa… – Owszem, w sumie to obciach, ale podobne jego typy spotkać też można w społeczeństwach znacznie bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie a zwłaszcza ‘świadomościowo’, niż nasze
El Kondorze, ja też najczęściej w wyborze ciuchów kieruję się praktycyzmem (1. do czego posiadanego będzie ‘to nowe’ pasować i 2. co mi się przyda do filharmonii, co do pracy, co w góry, co na długą jazdę samochodem, że klasyczny czarny długi płaszcz uda się bezszkodowo* narzucić na strój chóralny podczas koncertu kolęd w tym czy innym zimnym obiekcie)… I też nie lubię przesadnie dużo wydawać na ciuchy. Zatem może te różnice genderowe w kwestiach ubioru są przepaścią przedwczesną i przesadzoną?
Asiu, wytrawni styliści (a nawet wielu półwytrawnych) kierują się w uzasadnianiu swych decyzji nonszalanckim understatementem
_________-
*mam na myśli szkody estetyczne słuchaczy-widzów
14 Grudzień 2011 o 7:08 am
PAKu, pingwinom
a mediom innym, niż mainstreamowe (np. temu blogowi
) —
14 Grudzień 2011 o 8:43 am
ja wczoraj całkiem świadomie odcinałem się od mediów z tego powodu.
nie przesadzajmy, mili państwo.
od odcinania znacznie lepsze jest świadome dozowanie.
14 Grudzień 2011 o 10:36 am
odrywanie?
14 Grudzień 2011 o 10:36 am
14 Grudzień 2011 o 12:04 pm
Mru, Jarosława Polskęzbawa należy sobie dozować kroplomierzem… nigdy nie zapominając o dziennej dawce (por. 7:07 do Gradusa)
Nietoperki już tak mają
że drapaniem odrywają?
14 Grudzień 2011 o 5:36 pm
Nie kwestionuję zasadności “odpowiedzi do Gradusa”, ale…
- jednak czasem mam dość tej “specyficznie zdefiniowanej części społeczeństwa”!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,10816464,Klotnia_polskich_europoslow_w_Parlamencie_na_koniec.html
Wpisać coś takiego pod “Myśleniem”? – Z jednej strony kusi
a z drugiej byłoby nadto.
14 Grudzień 2011 o 7:48 pm
Już byli tacy, którzy radzili, by sobie “zmienić społeczeństwo”, na który to sarkazm można dać odpór kontrsarkazmami… a nie całkiem słusznie, bo macherzy w stylu Polskęzbawa podsycają, hodują i generalnie robią co w mocy, by, jak to dziś ujął M.Janicki, średni kraj miał lęki-obsesje malutkiego i jednocześnie ambicje mocarstwowe…
…jednocześnie…
— im chwiejniejsza, bardziej rozhuśtana schizia, tym lepiej ‘dla określonych kręgów’…
3 Styczeń 2012 o 4:57 pm
appendix
http://www.dailymail.co.uk/femail/article-2080376/Kate-Middleton-Kim-Kardashian-Look-2011s-finest-wedding-dresses.html
4 Styczeń 2012 o 9:46 am
Taaak – kieckowy feel-good factor…