Państwo już wiedzą, że – jak na polonistkę – nie mam szczególnie bałwochwalczego stosunku do tak zwanej „czystości języka naszego ojczystego”. Bo wiem, że nie zmienię prawideł jego ewolucji ani praw twórczości, jakim podlega (w takim samym stopniu, jak każde inne tworzywo… choćby granit czy masa papierowa, głos ludzki czy przestrzeń na nadrzecznym murku**).
Śmieszy mnie padanie na kolana przed tym dynamicznym i funkcjonalnym systemem znaków. Czasem padanie zastępcze – bo się odrzuciło większe bóstwa (Absolut; Honor; Ojczyznę; się-Doskonalenie (permanentne), czasem też Cnotą zwane (w rzymskim rozumieniu, nie potocznym)).
Zatem Język pozostał, Języka nam nie kalać, młode pokolenia kalające batożyć (dziś wyłącznie słowem, bo rózeczką duch święty bić dzieci nie radzi… nawet za gorsze rzeczy, niż użycie tego czy innego zapożyczenia czy tabu, niż pobawienie się ortografią umowną naszą, niż poeksperymentowanie z interpunkcją fluktuującą i nie zawsze logiczną, niż łamańce stylistyczne czy składniowe).
Bawi mnie to wszystko niepomiernie… – masy energii tak błędnie, tak niewprawnie ukierunkowanej.
Bawi również dlatego, że, jeśli poobserwujemy dynamikę „błąd versus norma językowa”, dostrzeżemy, jak bardzo nieprzeniknione i kapryśne jest pojedyncze homo sapiens: na jedne lapsusy nie reaguje wcale, na inne czasem, na dalsze alergią. Nieprzeniknione jest, a taktowne być powinno – zatem na ogół się powstrzymuje przed ujawnieniem dysgustu, ale gdyby mu pozwolić…
Zawsze miałam alergię główną – na małostkowych poprawiaczy i poprawnościowców bez wyobraźni. Zawsze lekko irytowało mnie nadużywanie błędnych czy nieprawidłowo-wymiennych użyć ‘pretensjonalnych’ (w okolicach bynajmniej-przynajmniej, jako taki – jako tako, acz/aczkolwiek zamiast choć/chociaż… albo zgodnie z powyższym w mowie a nie piśmie).
…I zawsze sprawiał mi estetyczną przykrość brak wprawy w uzgadnianiu podmiotu domyślnego imiesłowowego równoważnika zdania ze zdaniem głównym*.
Podmiot powinien być ten sam – osobowy, w stronie czynnej.
Zwłaszcza w wypowiedzi pisemnej, starannej, oficjalnej, urzędowej – a tu lapsusy pojawiają się niestety najczęściej. Bo dobrze jest pochwalić się użytkową znajomością konstrukcji wielokrotnie złożonych, w tym podrzędnie, w tym imiesłowowych… ale… dopiero trening i czujność czynią mistrza. Sama pretensjonalność – czyni niechlujność-nieporadność.
ĆWICZENIE
Jeśli więc, o drogi Czytelniku, nie masz jeszcze żadnej poprawnościowej alergii własnej
- popraw poniższe lapsusy zgodnie z obowiązującymi zasadami
- i bądź przez resztę życia wybiórczo, równoważnikowo-wybredny, jak B ;/
Będzie ci coraz gorzej – błąd ma szansę stać się normą wcześniej, niż przypuszczamy.
Tak kalkulując, kosztowałoby to panią… (urzędnik do mnie)
Jak co roku – myśląc o sukcesach na skoczniach świata – wszystkie oczy skierowane są na Adama Małysza. (M. Solecki, PR Kraków)
I natężenie ruchu wciąż rośnie, także w przeciwnym kierunku, jadąc od 29.Alei. (wszechobecne)
Jeśli chodzi o moje inicjatywy będąc przewodniczącym komisji, radzimy… (jakiś poseł cytowany przez TOK)
Czytając prasę międzynarodową, wszyscy nas krytykują. (Red Graczyk, TOK)
Biegnąc rano po bułki, nie przychodzi nam do głowy, ile godzin wcześniej zaczął się proces produkcji. (kierowca vana pod piekarenką… z profesorską pewnością siebie)
… tylko kilka przykładów z końca ubiegłego tygodnia…
___
*Zaraza przeszła na nas najprawdopodobniej z angielszczyzny.
Por. zalecenia, przepisane z podręcznika Adv. English, „Success” (Pearson-Longman):
MIND THE TRAP
The subject in a participle clause should normally be the same as the subject of the main verb.
Looking through a telescope, a ship came into view.
Looking through a telescope, I saw a ship.
However, phrases which indicate the speakers’ attitude e.g. broadly speaking, judging from, considering everything, can precede a clause with a different subject.
Considering everything, Harrison deserved to win the prize
**ĆWICZENIE 2 (dla zaawansowanych):
Jakie znaczenia niesie fakt, że wyjątkowo korzystna przestrzeń na zbudowanym dekadę temu, nadwiślańskim murze przeciwpowodziowym pozostaje z jakichś powodów niezagospodarowana przez grafitti?
2 Grudzień 2009 o 8:12 am
“Tak kalkulując, kosztowałoby to panią…”
“Jeśli pani skalkuluje,
To i ja to wnet poczuję:
Czy tłumaczyć mam kobiecie -
Kopert stos na parapecie
Pani wkładu oczekuje…”
2 Grudzień 2009 o 8:41 am
Dobrze, że we wpisie pojawiły się te przykłady, bo po przeczytaniu o “uzgadnianiu podmiotu domyślnego imiesłowowego równoważnika zdania ze zdaniem głównym” zupełnie nie wiedziałem o co tu chodzi
A dla mnie, będąc tłumaczem (
) najbardziej ciekawe jest, że w angielskim jest identyczny problem…
2 Grudzień 2009 o 9:14 am
Przesłanka 1: popełniam takie błędy, gdy o nich nie myślę

Przesłanka 2: nie potrafię popełnić takiego błędu, gdy chcę go (dla “prowokacji”) popełnić
Wniosek: powinienem starać się popełniać takie błędy
2 Grudzień 2009 o 9:37 am
Mnie chyba najbardziej przeszkadzają jednak błędy ortograficzne. No i bardzo staram się zrozumieć, że “szłem” to blisko, a “szedłem” to daleko…
2 Grudzień 2009 o 10:12 am
Zgadzam się, że ortograficzne są bardziej drażniące, a spośród nich wyjątkowo mnie straszy zastępowanie “ą” przez “om” – “Jestem blondynkom, bo wszyscy tak piszom.”
2 Grudzień 2009 o 10:14 am
@TesTeq: …a nawet wkładu własnego…
@Komerski & Kiciaf: Będąc kiedyś młodą licealną profesorką, najbardziej zirytowało mnie, że po poprawieniu kilkudziesięciu prac testowych i esejów padła moja bezwzględna kompetencja ortograficzna. Nie mówiąc już o innych kompetencjach…
@PAK: …jak zatem wynika z powyższego, złe nawyki to homo sapiens wchłania jak gąbka…
2 Grudzień 2009 o 10:17 am
…Ale tak ogólnie na ortografię nie mam awersji… – ot umowa (społeczna
), jakich historia języka polskiego widziała parę i pewnie jeszcze zobaczy (uwidzi
).
Jasia Śmietanę czytałam więc swego czasu z pełną afirmacją a w porywach – z niekłamanym zachwytem
2 Grudzień 2009 o 10:53 am
@Komerski (10:12am): I piszom, i mówiom (mówiom nawet niektórzy spośród tych, którzy nigdy nie napisaliby w ten sposób).
Taka niechlujność drażni, bo dotyka cechy semantycznie*-dystynktywnej: -om ma inną funkcję fleksyjną, niż -ą
___
*=znaczeniowo
2 Grudzień 2009 o 4:54 pm
Żyję w pewnej rozterce. Z jednej strony nauczyciele języka polskiego i potem nauczyciele akademiccy nauczyli mnie metod posługiwania się językiem oraz norm poprawności językowej. Nauczyli również niemal momentalnie przypisywać daną osobę do określonej grupy społecznej po kilku wypowiedzianych słowach. Kryteria te nieźle funkcjonowały w czasach realnego socjalizmu. Potem wszystko zaczęło się szybciej kręcić i dziś często jest tak, że dzwonię na uczelnię, podnosi telefon prof.dr hab. a ja mam wrażenie, że rozmawiam ze stróżem upadłego PGR-u.
Dzwoni do mnie telefon, podnoszę przedstawiam się, mówię “dzień dobry”. Z drugiej strony dziewczęcy głosik już w drugim zdaniu przechodzi na “panie Orginale”. Pytam czy dzwoniąc do Pana Kulczyka zwracałaby się Panie Janie czy Panie Januszu? * Dziewczę nie rozumie.
Z drugiej strony – gdyby nie ci niedouczeni, to posługiwalibyśmy się polszczyzną z czasów Reja.
I stąd moja rozterka, bo posługując się poprawną polszczyzną nic do języka nie wniosę, a z czasem mogę być postrzegany jako “czepialski dziadunio”. Posługiwanie się niechlujnym czy nielogicznym (jestem za, a nawet przeciw) językiem nie wchodzi w ogóle w grę. Czyli – mówiąc i pisząc poprawnie, zgodnie z normami językowymi – kostniejemy.
To po co się było uczyć?
———-
* późniejsza i wcześniejsza wersja imienia
2 Grudzień 2009 o 7:50 pm
Coś mojego podwórka: baaaardzo często we wszelkiej maści pismach procesowych spotyka się sformułowanie “wyjaśnienia/zeznania nie polegają na prawdzie”. Przykład tutaj:
http://tiny.pl/hxlqp
“Przesłuchany w charakterze podejrzanego Norbert K. przyznał się do zdjęcia dwóch flag ze słupa energetycznego. Natomiast podczas ostatniego przesłuchania przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i odmówił składania wyjaśnień. Należy stwierdzić, iż jego wyjaśnienia co do ilości flag, które zdjął ze współoskarżonym nie polegają na prawdzie. Są nielogiczne.”
Do pewnego momentu starałem się z tym – w miarę możliwości – walczyć. W końcu machnąłem ręką
3 Grudzień 2009 o 7:23 am
ORGINAL REPLICA pisze: Z drugiej strony dziewczęcy głosik już w drugim zdaniu przechodzi na ‘panie Orginale’.”
To oburzające!
Rozumiem, że odpowiednią formą byłoby “słodziutki Orginalku”.
3 Grudzień 2009 o 6:19 pm
@Oryginal Replica: Wyjście jest jedno: uczyć się, uczyć; nie czuć się nigdy “nauczonym” (a tylko uczonym
)
dzwonię na uczelnię, podnosi telefon prof.dr hab. a ja mam wrażenie, że rozmawiam ze stróżem upadłego PGR-u.
- “Dykcja drogi panie, dykcja”? Czy też może jeszcze gorzej?…
@Quake: Dla mnie Pierwszym Objawieniem “w temacie” istnienia takiego slangu była oczywiście “rywinowska” Komisja Śledcza…
@TesTeq: Stawiam na “Przesłodki Oryginałku…
4 Grudzień 2009 o 4:53 pm
@ basia
Dykcja tak, plus wszelkie możliwe odgłosy przepływu powietrza przez układ oddechowy plus stękanie, ciamcianie, mlaskanie. Rozumiem taki stan w czasie pełni (“pełnia, panie, stąd wymioty..”), ale potem?
@ Tes i basia – czy koledzy/żanki Waszych dzieci (w moim przypadku wnuków) zwracają się do Was Pani Basiu, Panie Krzysiu? I jest Wam z tym fajnie?
Jeśli tak, to temat uważam za zamknięty, znowuż czegoś nie zauważyłem.
A teza Lenina (uczyć się x razy) – wiecznie żywa.
Wysłodki są lepsze, bo można nimi karmić krowy.
7 Grudzień 2009 o 10:37 am
Bardzo lubię, gdy osoby młodsze o 20 i więcej lat zwracają się do mnie per “Basiu”. I zachęcam je do tego, bo szacunek bądź jego brak polega na czymś zupełnie innym…
Sama musiałam się bardzo przemóc te 22 lata temu by się zwrócić do prawie 20 lat starszej Dyrygentki po imieniu – wychowano mnie bardzo tradycyjnie w tej kwestii. Galicyjsko-tradycyjnie (choć np. do mojego ulubionego Wujka (autorytetu!) Kuzyni zwracali się po imieniu, nie “tato”… – były więc wyłomy…)
5 Luty 2011 o 6:20 pm
Dobrze jest czasem pochodzić sobie po archiwach.
http://basia0acappella.wordpress.com/2011/01/17/poetyka-czy-nieporadnosc/#comments
11 Maj 2011 o 6:04 am
[...] (…idąc do szkoły padał deszcz): [...]